Zakręty losu #64

W kieszeni chłopaka odezwała się komórka. Wiedział kto to i wolałby w tej chwili nie odbierać, telefon jednak dzwonił i dzwonił. Spojrzał na siedzącą po drugiej stronie lady Judy – gapiła się na niego podejrzliwie.
– To pewnie Lauren, miałem być godzinę temu – wyjaśnił niechętnie.  
– Dlaczego nie odbierzesz? Czyżbyś nie wiedział, że nie odpuści? – stwierdziła Judy z zadziornym uśmieszkiem.
– Po co? Zaraz będzie smucić.
Komórka zamilkła, lecz po chwili zaśpiewała ponownie. Judy głośno się zaśmiała.
– Co jest?! – syknął w słuchawkę David.
– No gdzie jesteś? Zabłądziłeś? – zapytała spokojnie Lauren.
– Zajechałem do kumpla, zaraz będę.
– Do kumpla… – mruknęła jednoznacznie dziewczyna. – David… nie wpierdol się w kłopoty!
– Wyluzuj, dobra?
– O której będziesz? Matka chce wracać do domu.
– Do domu? Po co? Dobra, dopiję piwo i wracam.
– Dobrze, pośpiesz się. Aha! I powiedz Jud, że czekam na telefon – rzuciła szybko Lauren i się rozłączyła.
David natychmiast skierował wzrok na nową znajomą – uśmiechała się ciepło.
– Słyszałam – przyznała się.
Chłopak w odpowiedzi jedynie upił ze szklanki.
– Jud, gdzie jest klucz od drzwi na dole? – zapytał nagle Sky, który znienacka wyłonił się z zaplecza i od razu krzywo spojrzał na Davida.
– Nie mam pojęcia – odparła dziewczyna.
Sky, wciąż bacznie obserwując nieznajomego, podszedł do blondynki i zaczął grzebać pod ladą. Po chwili położył na niej kilkanaście kluczy.
– Który to?  
– A bo ja wiem? – Judy wzruszyła ramionami, aczkolwiek zaczęła przebierać między nimi. Na pewno srebrny, z tego, co pamiętam.
Sky chwycił klucze i butelkę wódki z półki.
– Zaraz przyjadą chłopaki, zabiorą gnojka. I lepiej, żeby go tu nie było, Ice ma dziś zły dzień – poinformował.
– Jasne – Judy wymownie spojrzała na Davida. – Pij i spadamy.



– Podrzucisz mnie? – zapytał chłopak, gdy dziesięć minut później opuścili pub.
– Jasne.
Po kwadransie czarne Audi zatrzymało się pod blokiem Lauren.
– Kto tu mieszka? – zapytała Judy.
– Twoja koleżanka – odparł złośliwie David.  
Nie chciał być wredny, lecz zły humor znowu dawał o sobie znać.
– No tak, po co pytam. Stać ją… – mruknęła Judy.
– Jud, o co ci chodzi? – zapytał w końcu David. – Laska się ogarnęła, ma dobrą pracę, więc nie rozumiem, do czego zmierzasz.
– Do niczego. Idź już.
– Judy…
– Zapytaj Lauren, ona lepiej ci to wyjaśni. Zresztą po naszej ostatniej rozmowie chyba powinieneś wiedzieć, o co chodzi, prawda? – bąknęła gorzko blondynka, lecz dało się wyłapać smutek w jej głosie.
– Może wejdziesz? – wypalił nagle David i Judy postawiła oczy w słup.
– Nie.
– No chodź, pogadacie.
– A ona o tym wie? – dziewczyna krzywo spojrzała na pasażera.
– Eee tam… – zaśmiał się David.
Ponownie zadzwonił telefon i chłopak szybko odebrał.
– Jestem z Jud pod blokiem. Wyjdziesz?
Lauren mruczała chwilę i David się rozłączył.
– Zaraz zejdzie – uśmiechnął się usatysfakcjonowany.
Mina, jaką operowała w tej chwili Judy, wyrażała wszystko. Potępienie, niedowierzanie i gniew strumieniem wylewały się z wyrazu jej twarzy.
– Kurwa, dlaczego to zrobiłeś?! Ktoś cię prosił?! – wydarła się na całe gardło. – Mam do niej numer i sama zadzwonię, jeśli będę miała ochotę!  
– Wyluzuj – odparł spokojnie David.
– Wysiadaj!
– Nie.
– Wysiadaj – powtórzyła Judy, lecz chłopak nie reagował.
– Kurwa! – syknęła dziewczyna, otworzyła schowek i wydobyła z niego czarny pistolet.
– Wypierdalaj, kurwa! – wrzasnęła, wystawiwszy broń przed nos pasażera.
– Co, zastrzelisz mnie? – zapytał David, choć zimny dreszcz przemaszerował po jego ciele.
Judy przycisnęła lufę do czoła chłopaka.
– Liczę do trzech. Jeden, kurwa, dwa…
– JUUUD! – wrzasnęła Lauren, zamaszyście otwierając drzwi i zaskoczona blondynka odruchowo nacisnęła spust.
David aż podskoczył i momentalnie oblał go zimny pot.
– POJEBAŁO CIĘ? – zagrzmiał demonicznie, wyrywając dziewczynie broń. – A GDYBY BYŁ NAŁADOWANY?!
– Prz… przepraszam – wystękała Judy, zszokowana zaistniałą sytuacją niemniej, niż chłopak.
Lauren jak posąg nadal stała przy drzwiach, nie mogąc wydusić słowa.
– Przepraszam – powtórzyła wyraźnie spłoszona Judy.  
– Przepraszam?! – ryknęła wzburzona brunetka. – Idiotko, mogłaś go zastrzelić!
Judy już się nie odzywała.
– Wiesz co?! Jesteś psychiczna, nie chcę cię znać! – oznajmiła nabuzowana Lauren, po czym mocno łupnęła drzwiami i szybko oddaliła się od wozu.
– Lauren! – krzyknęła Judy przez otwartą szybę, ale dziewczyna za moment schowała się w budynku.
David milczał, nie miał pojęcia, co robić. Sytuacja stała się tak nieprzyjemna, że chłopak zupełnie się pogubił.
– David… przepraszam… – spróbowała ponownie Judy, nie patrząc na pasażera.
Chłopak tylko ciężko westchnął i otworzył drzwi. – Pogadam z nią – rzekł, lecz gdy tylko zamknął skrzydło, Judy odpaliła silnik i ruszyła jak wariatka, zostawiając skołowanego blondyna samego na chodniku.
Wzruszył ramionami i gdy już odprowadził Audi wzrokiem, ruszył na górę. Od razu zaatakowała go Daisy, a następnie Lilly, osaczając chłopaka z każdej strony.
– Gdzie byłeś? Czemu tak długo? – zapytała małolatka.
– Lilly, daj mi zdjąć buty, dobrze?
Dziewczynka zniknęła w pokoju, a David ruszył do kuchni. Lauren siedziała przy stole z kubkiem w dłoni i gapiła się w ścianę.
– Lori, wyluzuj, nic się nie stało – usiadł naprzeciwko.
Lauren prychnęła pod nosem, zanurzając usta w kawie. David zajrzał do lodówki i wydobył butelkę piwa.
– Zjesz coś? – Lauren podniosła się z miejsca. – Mam pieczoną rybę i ziemniaki.
– Pij kawę, sam nagrzeję.
– W piekarniku.
David wstawił do mikrofalówki niewielką porcję i zasiadł naprzeciwko ciotki.
– Lauren, ona nie chciała, nie napinaj się, ok? – wznowił temat.
– Kurwa, nie chciała?! – krzyknęła Lauren. – Do chuja, David, czy ty siebie słyszysz? Przecież ten gnat mógł być naładowany, czy to do ciebie nie dociera? Głupia zabawa, no i czy ona widziała, że nie ma magazynka?
– Pewnie wiedziała. Czuć po wadze, a ona raczej zna się na broni – zaśmiał się David.
– Kurwa, ja widzę, że nadal cię to bawi, tak? A z resztą, jak sobie chcesz… – fuknęła gospodyni, wstała i wyszła z kuchni.
David już ochłonął po tym niefortunnym zdarzeniu i teraz wspomnienie o tym zaczynało go coraz bardziej bawić, podobnie, jak złość ciotki, która wydała się chłopakowi niesamowicie śmieszna.
Tylko zdążył postawić talerz na stole, gdy w kuchni w miejsce Lauren pojawiła się Sophie i zawisła nad synem.
– David, wracam do domu. Już po siódmej, więc na pewno dziś nie przyjdą – oznajmiła niepewnie.
– Po co? Co, Lauren nie pozwala chlać? – warknął.
– David, już nie będę pić.
Chłopak uderzył niekontrolowanym śmiechem, wypluwając jedzenie.
– David, ja mówię poważnie! – Sophie się nastroszyła. – Poza tym mała ma jutro do szkoły, musi się wykąpać i przygotować.
– Ja chcę spać u cioci! – zakrzyknęła Lilly, wpadając do kuchni jak na zawołanie.
Za nią wtargnęła Daisy, usiadła obok Davida i wlepiając w niego błagalny wzrok, zaczęła wymuszać poczęstunek. David oderwał kawałek pstrąga i dał suczce, lecz to nie wystarczyło, bo piesek nadal stał i gapił się na chłopaka, zabawnie marszcząc nos.
– Daisy, spadaj – uśmiechnął się.
To jeszcze bardziej nakręciło zwierzaka, który traktując to jako zaproszenie, stanął na tylnych łapach i oparł się o nogi Davida.
– Lilly, zabierz ją, to nie jest jedzenie dla niej – burknął chłopak.
– David, mogę zostać u cioci? – nalegała Lilly, odciągając pupila.
– A wiecie co? Róbcie sobie co chcecie i dajcie mi święty spokój. Jutro muszę w końcu jechać do pracy i chcę w spokoju odpocząć. Mała, jutro jeszcze nie pójdziesz do szkoły, pojedziesz ze mną, jak chcesz, ok?
– Tak! – rozradowana Lilly aż podskoczyła.
– David, jak to nie pójdzie do szkoły? – matka od razu wzniosła bunt.
– Normalnie, załatwię to. Nie sądzę, aby po tym, co się stało, to był dobry pomysł, żeby jutro szła. Zadzwonię i ją usprawiedliwię. Zresztą nauczycielka chce się z tobą widzieć, więc jutro masz być w stanie normalnym i jechać z nią pogadać. No i przy okazji możesz też wyjaśnić nieobecność młodej – zarządził chłodno David.
– Ale…
– Kur… żadnego ale, rozumiesz? – chłopak zmarszczył brwi. – Już powiedziałem, a teraz dacie mi zjeść?
– Porozmawiamy o tym jeszcze – oznajmiła sucho Sophie. – Lilly, chodź.



– Niech zostanie, jak chce –  mruknęła byle jak Lauren. –  Poza tym jutro i tak nie mam nic do roboty, więc nie musisz brać jej do pracy. Pójdziemy po jakieś zakupy, nie? –  spojrzała na siostrzenicę.
– Ale ja miałam jechać z Davidem – zbuntowała się małolatka, która już nastawiła się na wycieczkę.
– Dość tego! – ryknęła nagle Sophie. – Gadacie sobie, jakby mnie tu nie było, ona ma szkołę!
– A dziwisz się? Przecież nawet, jak jesteś, to tak, jakby cię nie było. Zresztą co ja gadam, to jeszcze gorzej. Bo gdyby cię nie było, nie musielibyśmy oglądać twojej zachlanej gęby –  odparowała bez skrupułów Lauren, robiąc to nad wyraz złośliwie.
– Odwieź mnie do domu – nakazała Sophie.
– Po co?
– Chcę jechać do domu!
–  Dobra, niech jedzie ze mną –  wtrącił David.
– A ja?! – zareagowała natychmiast Lilly, o mało nie płacząc.
– Lauren, ja już sam nie wiem… – bąknął chłopak, którego cała ta przepychanka mocno już zmęczyła i teraz pożałował, że zaproponował siostrze wspólny dzień.
– Lilly, nie chcesz jechać po zakupy? – zapytała ciepło brunetka.
–  To potem… po pracy Davida –  odparła cwanie dziewczynka.
Lauren głośno się zaśmiała, podobnie pozostali.
– No… nieźle to sobie wykombinowałaś – rzekł rozradowany David.
Lilly puściła kolorki.
–  No dobra, zaraz ósma, a ja wstaję o szóstej. Musimy coś postanowić – rzekł chłopak.
– Dobrze, to jedźcie i spotkamy się po twojej pracy; nic innego chyba nie wymyślimy –  rzekła gospodyni.
Sophie już stała w korytarzu, gotowa do drogi.
– Chodźcie, odwiozę was…



– O której kończysz? – zapytała brunetka, gdy Lilly z matką opuściły pojazd.
– Nie wiem, ale postaram się około czwartej. Ale Lauren, jak chcesz jechać po zakupy? Przecież nie masz pieniędzy. No i portfel… trzeba go odzyskać.
– Mam, byłam w biurze. Co z twoją dziewczyną?  
Davida od razu przeszły ciarki, na „chwilę” zapomniał o ukochanej.
– Nie wiem, nie wszedłem. Jej braciszek się do mnie wybujał, nie wiem, o co chodzi.  
– Wybujał?
– Jej nadgorliwa suka, siostrzyczka, coś napierdoliła na mój temat – warknął chłopak.
– Co? Ale dlaczego? – zdziwiła się Lauren.
– A bo ja wiem? Zresztą od samego początku wiedziałem, że to nie ma sensu. Ona spokojna, z dobrego domu, a ja…?
– Przestań wymyślać!
– Wymyślać? Taka jest prawda. Dobra, spadam, bo nie wylazę stąd do jutra –  chłopak otworzył drzwi auta. – I zadzwoń do Judy, pojechała jak pojebana, jeszcze narobi głupot.
– Słucham? – Lauren spojrzała dziwnie.
– No odjechała. Ani cześć, ani nic, tylko pogoniła jak wariatka. Zadzwoń, nieźle się wkręciła przez tą akcję.
– I bardzo dobrze, powinna się wkręcić, skoro nie myśli! – wzburzyła się brunetka.
– Zadzwoń! Do jutra – rzekł David i nie chcąc już przedłużać, szybko wysiadł z wozu.

535 czyt.
100%83
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1961 słów i 11969 znaków, zaktualizowała 3 lut o 10:25.

3 komentarze

 
  • Iga

    Iga · 10 lutego · 198285590

    A super 😊 a czy ta kobieta się wkonicu ogarnie ? A rozumiem styl Twojego pisania ale jakbys nie pisala oo Lilice "gowniara" to by było lepiej. Za bystra i slodka na takie okreslenie 😊 zamiast tego moze pisz "mloda" "dziewczynka" ale nie "gowniara". Polubiłam ta mala 😘 a tak ten musia caly portfel zwinąć ? I tak nie będzie mogl z kart skorzystac 😄 wyatarczyla sama kasa i nie bylo by zachodu.  
    Pisz dalej

  • enklawa25

    enklawa25 · 9 lutego

    Świetne kiedy kolejna część

  • AnonimS

    AnonimS · 3 lutego

    Ale popieprzone rodzinka. Zwłaszcza mamusia.  Pozdrawiam