Druga strona mgły - Część II - 7

Początek wędrówki przez las przyprawił ich o szybsze bicie serca. Czarownice zrozumiały, że mogły zlekceważyć przeciwnika. Wszyscy byli przerażeni siłą mrocznej mocy. Zostało im już tylko trzech zwiadowców, kiedy chcieli przykryć ciało nieszczęsnego wojaka, ten nagle otworzył oczy, które były dziwnie czerwone. Nagle rzucił się z impetem na Semenę, kierując na nią swoje ostrze miecza. Ona szybko przywołała tarczę obronną, od której oszalały mężczyzna odbił się padając na ziemię. Roana od razu nie zastanawiając się ani chwili, bez sentymentów uderzyła w napastnika mocnym podmuchem ognia, który spalił w pył przemienionego w monstrum byłego fioletowego żołnierza.  
- Co to było? Roano, co to za magia? - spytała Semena łapiąc oddech.
- Jedna z najgorszych jakie możemy sobie wyobrazić. To coś przeciągnęło biedaka na ich stronę, umarł i wstał jako ich sługa. Nie mogłam czekać, należało go zniszczyć. Pomyśl jak silny się stał, a gdyby była ich spora armia?
Czarna rusałka zrozumiała powagę sytuacji. Każdy z nich mógł paść ofiarą tej demonicznej mrocznej siły. Chwyciła różdżkę mocniej ku sobie, po czym ruszyła przed siebie.  
- Nie mamy czasu. Idziemy do Eny. Co tak stoicie?
Zwiadowcy przyspieszyli kroku. Maszerując po nieprzyjaznym im terenie czuli, że z każdej strony są obserwowani. Zmrożone krzewy otaczające ich gęsto, mogły być kryjówką dla napastników. Niestety nie mogli wiedzieć kiedy i co ich zaatakuje. Wędrując z duszą na ramieniu starali się zachowywać swobodnie, żeby niepotrzebnie nie stresować reszty towarzyszy. Niezręczną cisze i skupienie przerwała Roana.
- Semeno, zastanawiam się czy dziwne zniknięcie Jasmin jest powiązane z tym co się tu dzieje. Pomyśl, obiecywała, że jest przyjaźnie nastawiona, Marek za nią poręczył, a tu nagle znika bez śladu.

Czarna rusałka nie wypuszczając z ręki broni, szła zamyślona rozglądając się wokoło. Wyglądała jakby nie zwracała uwagi na to, co do niej mówiła czarownica.
- Słuchasz mnie? Semeno? - pytała zdziwiona rudowłosa towarzyszka, machając jej rękami przed oczyma próbując zwrócić jej uwagę.
- Co mówiłaś? - oderwała się od swoich myśli, patrząc w stronę Roany.
- Rozumiesz, że to co się dzieje może być sprawką Jasmin?- powtórzyła wywody.
- Nie wiem. Nie możemy jej oskarżać, nie mając dowodów. Chociaż po tym wszystkim co wcześniej uczyniła ciężko jej zaufać.
Roana wiedziała, że moc z jaką mają do czynienia przynosi same szkody. Las został przeklęty, zmrożony i opanowany przez stwory, które pojawiały się znienacka kiedy najmniej się ich spodziewano. Niestety wiedźma specjalizowała się w magii ognia, ziemi. Znała czarną magię, ale innego rodzaju, niż ta która opanowała knieje. Miała tyle pytań, ale niestety nie znała na nie odpowiedzi. Wstyd jej było przed Semeną, przypomniała sobie jak przed laty sama dawała jej nauki. Tym razem sama czuła się jak uczeń, który znalazł się na początku przygody z magią. Ogniste światło, jakie emitowała kula wyczarowana przez Roanę, miało słaby zasięg.  
Wtem poczuła koło siebie chłodniejszy od otoczenia podmuch, który przesunął się koło jej policzka.  
- Roano, poczułaś to? Takie przenikliwe zimno? - odezwała się Czarna rusałka, trzymając się za twarz.
- Tu jest wszędzie zimno. Jesteś przewrażliwiona. Wszyscy się obawiamy. - uspokajała czarownica, nie ustając ani na chwile tempa.

Za chwilę niepokojące przeczucie znowu wróciło, tym razem poczuła jakby ktoś musnął jej długich czarnych włosów. Rozejrzała się, ale niczego nie było widać. Nie chcąc siać paniki zignorowała sytuację. Nagle zaczęła jej marznąć lewa stopa, tak  bardzo, że dostała skurczu, przez co przystała na chwilę, żeby ją rozmasować. Roana wraz ze zwiadowcami nie zwracając uwagi na to co się dzieje za ich plecami, szli dalej. Wtem Semenę otoczyła jeszcze gęstsza niż wokoło czarna mgła. W tym momencie Roana obejrzała się za siebie i oniemiała. Czarną rusałkę otaczała dziwna chmura, która gęstniała w oczach. Przerażona czarownica zaczęła krzyczeć, a żołnierze razem z rudowłosą wiedźmą rzucili się jej na ratunek. Miecze nie były wstanie przebić się przez barierę, jaka otoczyła Semenę. Roana z furią rzucała strumieniem ognia, ale ten rozpryskiwał się na wszystkie strony, jakby odbijał się od ciemnej powierzchni.  
- Ratujcie, nie mogę używać magii! - krzyczała pojmana, mając coraz mniej miejsca na ruchy.
- Trzymaj się Semeno. Spróbuję czegoś innego. - odezwała się wiedźma próbując utworzyć zapadlisko pod pułapką, jaka więziła przestraszoną ofiarę.
Ziemia częściowo zapadła się pod spodem, ale czarownica w barierze trzymała się jakby w powietrzu. W pewnym momencie jej krzyki coraz słabiej wydobywały się ze środka. Nagle Roana zauważyła eteryczną postać w czerni zbliżającą się do pułapki. Postać miała czerwone świecące oczy i wyglądała upiornie. Wszystkie ataki jakie Roana w nią kierowała, zostawały wchłonięte jak w czarną dziurę. Nagle zebrana energia wybuchła, a ognisty podmuch skierował się w stronę przerażonych żołnierzy.
- Padnijcie! - zdążyła krzyknąć Roana, padając na ziemię i zakrywając rękami twarz.
Woń spalenizny unosiła się wokoło, ale kiedy kobieta podniosła wzrok, wszystko zniknęło. Nie było ani jej towarzyszki, ani demonicznej postaci.  
- Semeno! Nie nadaję się na wiedźmę, nie obroniłam cię! - krzyczała z rozpaczy wściekła na siebie rudowłosa.
- Gdzie zabrano Czarną rusałkę? Co mamy robić? - spytał jeden z wojowników.
Czarownica stała jak sparaliżowana, ściskając mocno pięści, patrzyła przed siebie jak nieobecna.  
- Ona coś przeczuwała, a ja to zignorowałam. Co ze mnie za przyjaciółka.  
- Pani, to nie twoja wina. Idziemy dalej?
- Tak, nasz cel się nie zmienił, do jaskini Eny, tym razem biegiem i nie oglądać się za siebie! - wydała rozkaz Roana.
W głębi duszy obawiała się, jak ma spojrzeć Falonowi w oczy. Zaufał jej, pozwolił im razem iść do Eny, a ona w tak nierozsądny sposób straciła koleżankę. Czymkolwiek mogła być zmora, z jaką mieli do czynienia, zaszkodziła sobie u wiedźmy godząc w jej honor, a tego nikomu nie mogła darować. Postanowiła dowiedzieć się za wszelką cenę, gdzie zabrano żonę Falona.  

***
Tymczasem głęboko pod ziemią Marek obudził się z długiego snu. Szybko przywołał blade światło, aby oświetlić pomieszczenie. Odkrywając się z pościeli, poczuł przenikliwy chłód panujący w środku pomieszczenia. Ciężko było mu się przyzwyczaić do takich warunków. Zastanawiał się jak ludzie mieszkający całe życie w takim środowisku mogą egzystować. Amala pewnie nigdy nie widziała nieba, ani nie opalała się w promieniach letniego słońca. Z drugiej strony nie wiedział czy dała by radę wyjść na powierzchnię. Pamiętał jak zareagowali podziemni ludzie na widok światła, jak kulili się z bólu zakrywając oczy. Zauważył, że na stoliku leży utkany z pajęczyny płaszcz. Domyślił się, że księżniczka mroku mogła dać mu go, żeby nie marznął. Nie zastanawiając się ani chwili, ubrał się w niego i od razu poczuł przyjemne ciepło. Wtedy do pomieszczenia zajrzała uradowana Amala, lekko mrużąc oczy przy pierwszym kontakcie ze światłem.  
- Widzę, że prezent się spodobał. - dodała triumfalnie.
- Skąd wiedziałaś, że marzłem? Nie skarżyłem się na nic.
Dziewczyna delikatnie podeszła do gościa, patrząc na niego pełnymi troski oczami. Zauważył, że cały czas przygląda mu się uważnie. Jej jasne, prawie białe włosy, były rozpuszczone swobodnie, a delikatna zwiewna grzywka figlarnie opadała na czoło. Odgarnęła ją szybkim gestem, po czym dotknęła ręką jego czoła.
- Przecież to widać, że nie jest ci tu ciepło.  

Patrzyła na niego podobnie jak Jasmin, kiedy uwięziła go w swojej kryjówce w lesie. Przeszył go nagle dreszcz. Odrzucił jej dotyk i usiadł odrobinę dalej. Obawiał się, że zaraz do pomieszczenia wejdzie Valur i pomyśli, że ma niecne zamiary wobec jego narzeczonej.  
- Dziękuję za prezent. Muszę wyruszać w drogę. Wyprowadzisz mnie na powierzchnię? - spytał podnosząc się z posłania.
Dziewczyna wiedziała, że gość nie ma zamiaru dłużej zostać, ale postanowiła go zatrzymać.
- Może chcesz coś zjeść? Zobacz, przyniosłam pyszną potrawę, sama przygotowałam. - odparła pośpiesznie, otwierając pudełeczko z którym przyszła.
- Nie, dziękuję, nie mam na to czasu. A więc jak stąd wyjść? - drążył dalej czarodziej, zbliżając się do wyjścia.
Władczyni podziemia zagrodziła mu drogę. Próbowała znaleźć coś, co zaintryguje chłopaka na tyle, aby został z nią jeszcze dłużej. Nagle wpadła na pomysł, który ją samą przeraził.  
- A chcesz nauczyć się widzieć w ciemnościach?
Chłopak odwrócił się w kierunku rozmówczyni. Serce jej mocniej zabiło. Wiedziała, że nie wolno jej zdradzać w jaki sposób widzi w mroku. Nie mogła dzielić się tą wiedzą z nikim, a tym bardziej z nieznajomym. Jednak tak bardzo zaintrygował ją Marek, że nie mogła się powstrzymać.  
- Zdradzę ci naszą tajemną wiedzę, jeżeli zostaniesz jeszcze trochę.  
Czarodziej zaśmiał się głośno.  
- A po co mi to. Zapalę światło i widzę wszystko. - odparł zdziwiony propozycją.
- Tak, ale jeżeli nie będziesz mógł tego światła przywołać? Gdy będziesz w niewoli? A co jeżeli gdzieś będziesz musiał podejść niezauważony?

Słowa rozmówczyni nagle sprawiły, że zaczął się poważnie zastanawiać nad jej propozycją. Nie wiedział, gdzie znajduje się Jasmin, a jeżeli nowo nabyta zdolność mogłaby być mu potrzebna w odnalezieniu jej?  
- Zgadzam się, naucz mnie, a zostanę jeszcze jeden dzień.
Amala rozpromieniła się na te słowa. Ucieszona wskoczyła mu w ramiona, tuląc się spontanicznie. Wtem nadszedł Valur. Widząc narzeczoną w ramionach innego mężczyzny, znowu wpadł w gniew. W porę zauważył go Marek, odpychając zaaferowaną niewiastę od siebie. Wojownik patrzył na nich takim wzrokiem, jakby chciał oboje wysłać na tamten świat.  
- Valur? Co ty tu robisz? - broniła się Amala. - Miałeś pomagać w budowie tunelu.
- Szukałem cię, ale widzę, że ściskasz się z tym chłystkiem. - odparł ściskając kurczowo pięści.
- Uspokój się! Mam wybrankę serca i nie myślę o nikim innym! To nieporozumienie! - wykrzyknął Marek.
Amala posmutniała, widząc jak nagle narzeczony zrobił się oziębły wobec niej. Nie mogła się łudzić, że nieznajomy zacznie być dla niej czuły, przecież się nie znali. Przesadziła wiedząc, miał kobietę, którą darzył uczuciem. Niedawno rozpływała się, słuchając historii ich znajomości. Jednak z każdą chwilą Valur denerwował ją coraz bardziej, jakby jej dawne uczucie do niego pryskało jak bańka mydlana, na widok jego wybuchów złości. Wybiegła z pomieszczenia odpychając szarego wojownika na ścianę.  
- Co ty jej zrobiłeś? Od kiedy się pojawiłeś, nie poznaję jej! - krzyczał Valur sięgając po broń. - Mów, bo zrobię z ciebie miazgę.
- Natychmiast mnie wyprowadź na powierzchnię! Nie chcę mieć z wami nic do czynienia!- krzyknął chłopak.
- Z przyjemnością. - dodał wojownik, z nieukrywanym uśmieszkiem na twarzy. - Pójdź za mną!

Ruszył natychmiast przez korytarz, a chłopak podążył za nim nie wiele myśląc. Był skołowany, bo dziewczyna sama narzucała mu się, a osiłek zrzucał całą winę na niego. Przypomniał sobie, że szedł szukać Jasmin, a podziemni ludzie stopowali go na każdym kroku, a najbardziej sama Amala. Miła wydawała się z niej niewiasta, albo sprawiała takie wrażenie. Z tego co się orientował, to rządziła tym podziemnym światem, więc nie mogła być uległa z charakteru. Rozmyślał wciąż o tym, obserwując rosłego przewodnika.  
Szli szybkim krokiem korytarzami podziemnego labiryntu, a tuż za nimi w pewnej odległości podążała władczyni mroku, skradając się najlepiej jak tylko potrafiła. Valur nie rozumiał jak jego ukochana, z którą wiązał tyle nadziei, mogła być wpatrzona w nieznajomego przybysza. Nawet pomyślał, że ukradkiem prawi jej czułe słówka, aby zbuntować władczynię przeciwko niemu.  
Blade światło świetlistej kuli, lekko oświetlało ściany wykutego w skale korytarza. Marek nie wiedział gdzie są i czy naprawdę zostaje prowadzony do wyjścia. Wtem Valur zatrzymał się w miejscu. Czarodziej chciał spytać dlaczego, ale nie zdążył. Wojownik rozproszył szybkim uderzeniem jego źródło światła, po czym wyprowadził silny cios prosto w brzuch Marka. Po tym czarodziej padł jak długi na ziemię, wijąc się z bólu. Dodatkowo wlał mu do ust jakiś płyn, którego część natychmiast wypluł.
- Chciałeś mi odebrać narzeczoną, ale ja nie jestem taki naiwny jak sądziłeś. Nigdy nie wyjdziesz bez mojej pomocy na powierzchnię. Będziesz się tu błąkał do końca swoich dni. Nie zabiję cię od razu, gdyż to byłoby dla ciebie wybawieniem. - odparł zuchwale, zostawiając Marka w zupełnych ciemnościach.
Zniknął gdzieś w oddali, po chwili zapadła zupełna cisza. Nie miał siły czarować, ani podnieść się. Nie miał pewności, co połknął za substancję, ale przytępiła jego zmysły. Pomyślał, że chciałby teraz widzieć w ciemności, jak obiecywała go nauczyć Amala. Wtem poczuł znajomy zapach kobiecych perfum i delikatny dotyk rąk.
- Kto tu jest?  
- Zgadnij. - odezwał się kobiecy głos, który doskonale znał.
- Amala? - spytał próbując się podnieść.
Usłyszał delikatny śmiech.  
- Wyprowadzę cię stąd. - odparła, pomagając mu wstać.
- Już to gdzieś słyszałem. I co, teraz ty mnie pobijesz, bo jestem ślepy jak kret w ciemnościach?
- Zanim wyjdziemy, nauczę cię tego co obiecałam i nie musisz tu dłużej zostawać z tego powodu.

Marek oniemiał na te słowa. W trudnej sytuacji postanowił ostatecznie zaufać nieznajomej, gdyż nie miał innego wyjścia. Czuł podświadomie, że nie grozi mu nic złego z jej strony, ale nie mógł być tego na sto procent pewny. Szli w ciemnościach w nieznanym mu kierunku, a po chwili ciszę przerwał jej spokojny głos.
- Valura poznałam kiedy szykowaliśmy się do obrony północnego tunelu. Zaimponował mi siłą i pewnością siebie. Planowaliśmy ślub, ale teraz widzę, że zrobiłabym wielki błąd wiążąc się z nim na całe życie. To nie jest mężczyzna dla mnie.
Marek nie rozumiał, dlaczego mu o tym opowiada, jednak słuchał dalej.
- Dzięki tobie wyszły z niego najgorsze cechy, o których wcześniej nie wiedziałam. Najgorsze jest to, że będę musiała mu o tym powiedzieć, że z nami koniec.
- Nie kochasz go? Tak nagle to zrozumiałaś? Nie mów tylko, że to przeze mnie - zdziwił się.
Dziewczyna nie odpowiedziała, zatrzymała się nagle w miejscu. Marek pomyślał, że też chce mu zrobić krzywdę, ale się pomylił. Chwyciła go za rękę, poczuł mrowienie na całym ciele. Wtem przenikliwe ciemności zaczęły znikać i widział dokładnie każdy szczegół podziemnego świata.  
- Jak to możliwe? Co ty zrobiłaś? - spytał, rozglądając wokół uradowany.
- Dostałeś ode mnie w prezencie nowy talent. Obiecałam, więc dotrzymuję słowa. Na początku nie ufałam ci, ale masz w sobie coś, czego nie mogę zrozumieć. Za każdym razem kiedy będziesz chciał użyć tej niezwykłej zdolności, musisz mocno się skoncentrować zamykając przy tym oczy.
Marek nie mógł uwierzyć, w to co słyszy od nieznajomej. Nie musiała mu pomagać, nie wiedział dlaczego to zrobiła. Uratowała mu życie, dając nadzieję na dalsze poszukiwania Jasmin. Tylko czy ona będzie chciała, aby odnalazł wybrankę jego serca, czy pokrzyżuje mu plany. Na razie jego jedynym celem było wydostanie się na powierzchnię i tej myśli postanowił się kurczowo trzymać.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2891 słów i 16130 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • dreamer1897

    Kto mógł porwać Semenę?  
    Marek ma branie...ach ten zazdrosny Valur. Całe szczęście, że zakochana Amala nauczyła Marka widzieć w ciemnościach.
    Też chciałbym umieć widzieć w ciemności tylko kto mnie tego nauczy
    :)

  • AuRoRa

    @dreamer1897 Dzięki za komentarz. Oj Falon będzie załamany. Marek przyciąga do siebie dziewczyny, ale jasno im daje do zrozumienia, że kocha Jasmin, gdyby trafiło na Suleza, to nie wiem ;) Przydatne by było widzieć po ciemku, szczególnie jak braknie prądu :D

  • AnonimS

    Szybko kochliwa ta Amala...  a generalnie Marek ma branie..Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS Bo Marek nie chce, a one chcą. Sulez chce, a one nie chcą :D Nie ma sprawiedliwości ;)

  • AnonimS

    @AuRoRa jest. Wiem z autopsjii że jak się bardzo człeķ stara to wtedy dziewczyna niekoniecznie. O wiele lepiej jest zacząć się kręcić koło innej laski. Najlepiej  takiej co   rywalizujr z obiektem  westchnień......