Druga strona mgły - Część II - 21

Idąc przez gęstwinę czarnoksiężnik rozmyślał, wspominając przeszłość. Dawniej kobiety stawały się dla niego kolejnym miłosnym podbojem, nie przejmował się ich uczuciami. Czy to była czarownica czy wróżka nie miało to dla niego znaczenia. Zostawiał je rozkochane, porzucając jak kolejną niepotrzebną rzecz. Wszystko się zmieniło, gdy poznał jedną z rusałek, zjawiskową, inną. Mieli się ku sobie, aż nie zobaczyła go ukradkiem w objęciach innej niewiasty. Wtedy to ona postanowiła zadrwić z niego, jako pierwsza, poznając wcześniej opinie o nim od porzuconych kochanek. Nie zauważył kiedy oddał jej swe serce, jak niepostrzeżenie złapała go w sidła. Pewnego dnia, gdy planował na poważnie ich przyszłość, sprawiła mu niespodziankę. Odrzuciła jego oświadczyny, przy zebranych specjalnie z tej okazji przyjaciołach. Od tamtej pory obiecał sobie, że nigdy nie zaufa żadnej dziewczynie, a tym bardziej rusałce.  
Teraz po incydencie na plaży wystraszył się, zrozumiał jak łatwo może zostać zmanipulowany. Przyspieszając kroku szedł tuż przed Ulą, żeby przypadkiem na nią nie patrzeć.  
Gdy wrócili z powrotem do zamku, przebrał się w oficjalny strój, po czym zniknął gdzieś w plątaninie pokoi, zostawiając dziewczynę zupełnie samą.  
Wtedy podszedł do niej jeden ze strażników, mając poważny wyraz twarzy.
- Musiałaś go rozgniewać. Przychodzisz do naszego zamku i od razu stawiasz wszystko na głowie. - parsknął z pogardą.
- Przyszłam tu w konkretnym celu. Kiedy go osiągnę, dam wam spokój i wrócicie do codzienności. - odparła z nieukrywaną irytacją w głosie.
- Nie radzę ci igrać z jego uczuciami, jak zrobiła to poprzednia zuchwała niewiasta. Dostał porządną nauczkę za wcześniejsze miłosne podboje. Każdego dnia spędzał czas z inną, a co robili wtedy na osobności, nie nasza sprawa. Teraz siedzi sam, jest zgorzkniały, a wszystko przez przeklęte baby. - podsumował stwór, wstał, aby odejść, kiedy Ula chwyciła go za mundur.
- Kto go skrzywdził?
- Rusałka, od tamtej pory nienawidzi każdej, a teraz wybacz, mam obowiązki. - odburknął łuskowy człowiek, po czym oddalił się w nieznanym kierunku.

Zaczęła rozumieć skąd u Lazura taka nienawiść do nimf wodnych. Jako ich księżniczka, nie mogła pozwolić na to, aby cały jej ród był traktowany jak wrogowie. Chciała udowodnić, iż nie wszystkie jej rodaczki są takie same. Z drugiej strony, skoro to on pierwszy krzywdził niewiasty, to mógł się liczyć z konsekwencjami. Postanowiła z nim jak najszybciej porozmawiać.  
Pół dnia starała się dowiedzieć, gdzie przebywa czarnoksiężnik, ale dostawała tylko wymijające informacje. Usiadła więc zrezygnowana na tarasie, obserwując jak słońce powoli zaczyna zachodzić nad drzewami.  
Nagle usłyszała głośne krzyki w głębi zamku, pobiegła więc jak najszybciej w ich kierunku. Zauważyła strażników prowadzących dziwnego stwora do sali, gdzie pierwszy raz ją przyprowadzono.  
- Puśćcie mnie! - wydusił z siebie przybysz.
- Krzyki ci nie pomogą! Trzeba było myśleć o tym zanim to ukradłeś! - wrzasnął strażnik.
Ula stała w progu, obserwując co się dzieje.  
- Panie, o to twój cenny skarb, który ten pyszałek chciał ci odebrać. - odparł stwór, podając Lazurowi do rąk ozdobny kuferek. Otworzył go, a w środku znajdowały się różne przedmioty magiczne, amulety, pierścienie i mieniące się kamienie.
- Domyślam się kto kazał ci to ukraść i tak się nie przyznasz, bo już byłeś przesłuchiwany. Za to spotka cię kara! - dodał stanowczym tonem czarnoksiężnik, po czym marszcząc brwi przywołał różdżkę.

Ula widząc, co chce zrobić więźniowi, wyrwała się z tłumu, ale nie zdążyła dobiec do nieszczęśnika, który został w mgnieniu oka zamieniony w lodową bryłę i roztrzaskany na drobne fragmenty. Zatrzymała się w miejscu z szeroko otwartymi oczami, nie wiedziała co ma robić. Lazur skierował na nią wzrok tak zimny, jak na początku ich spotkania.  Przeraziło ją to tak bardzo, iż nie patrząc na nic innego, postanowiła uciec z wyspy na własną rękę. Przebiegając ile sił w nogach korytarzami, szukała wyjścia z budowli, nagle zapędziła się do komnaty, której okno wyglądało tuż nad jeziorko, do którego wpadał wodospad. Lazur widząc uciekającą niewiastę, wraz ze strażnikami pobiegł tuż za nią. Zapędzona w kozi róg, wspięła się na duże okno i czekała na rozwój sytuacji. Nie chciała skakać, gdyż od samego spojrzenia w dół, kręciło jej się w głowie.  
- Stój tam gdzie jesteś! Nie ruszaj się! - krzyczał wzburzony mężczyzna.
- Ty go … zabiłeś. - odparła drżącym głosem.
- To był wróg, mam ich wielu, więc to nic dziwnego dla mnie. - powiedział spokojnie, jakby chodziło o ubicie komara. - Myślisz, że Falon nigdy nikogo nie zabił?
Ścisnęła ręce w pięści, po czym odparła stanowczym głosem.
- Nie wiem, ale od kiedy go znam, nigdy nie widziałam, aby zrobił coś tak podłego.
- Zejdź. Jeśli spadniesz, nikogo to nie obejdzie, więc szkoda twojego pokazu.
- Nie zamierzałeś wcale mi pomagać. Żałuję, że tu przybyłam, straciłam tylko cenny czas. - odparła cicho. Chciała zejść powoli z marmurowego parapetu, ale potknęła się o skrawek długiej sukienki. Zaczęła spadać w dół, czując jak znika pod nią stabilny grunt.  Zamknęła oczy czując jak bardzo zawiodła, w jak głupi sposób zniweczyła wszystkie ich nadzieje. Przypomniała sobie przyjaciół, Marka, jego ciepły uśmiech. Już miała uderzyć o ziemię, kiedy zrozumiała, że natrafiła na coś miękkiego, dzięki czemu odbiła się i wylądowała na czymś zimnym w dotyku.  

Otworzyła oczy nie wierząc temu co widzi. Leżała w dziwnej lodowej sieci, która nagle zaczynała znikać, topiąc się w mgnieniu oka.  
Uderzyła o podłoże, ale już z minimalnej wysokości. Podniosła się orientując się, iż jest obok jeziorka.  
- Postradałaś zmysły? - odezwał się Lazur, podbiegając do niej.
- I po co mnie ratowałeś? Przecież mówiłeś, jak mało moje życie cię interesuje.
Wyprostował się, po czym oparł się o bojową różdżkę, która lśniła tajemniczo.  
- Bo nie interesuję się tobą. Tylko nie mam zamiaru sprowadzać tu mszczących się po twojej śmierci znajomych.
- Cenisz sobie spokój, pomyślałby kto – prychnęła Ula, otrzepując się z piasku.  
- Chodź przywołam tę osobę, o którą prosiłaś.
- Tak po prostu? Bez żadnych pretensji?
- Ściemnia się, zaraz wzejdzie księżyc. - odparł jakby od niechcenia, obracając się na pięcie pomaszerował w stronę zamku.
Ula pozbierała się szybko i nie czekając dłużej, wyruszyła za nim. Teraz rozumiała, dlaczego nienawidzili się z Falonem. Oboje mieli ciężki do odgadnięcia charakter i w dodatku zajmowali się czarną magią. Drażniło ją to, że z Lazurem raz można było śmiać się, żartować i przeżywać miłe zaskoczenia, a innym razem na sam jego widok przechodziły ją ciarki. Pomyślała, że jak wyjdzie z tego cało, porozmawia poważnie z Talan i powie jej co o tym wszystkim myśli.
Idąc wzdłuż korytarza zastanawiała się, czy mag dotrzyma słowa, czy pomoże odnaleźć Jasmin jak obiecał. Martwiło ją jeszcze, czy sefida zechce im kolejny raz pomóc, czy ucieknie do kolejnego świata, gdzie już nikt jej nie odszuka. Serce biło Uli jak szalone, ale musiała się uspokoić, dla dobra ich wszystkich.  

***
Lodowaty podmuch powietrza przywitał przybyłych z innego wymiaru podróżników, którzy wypadając z portalu mocy, trafili prosto w puchatą zaspę śnieżną. Mogło być późne popołudnie a nadchodzące zastępy chmur, zwiastowały kolejną śnieżycę. Szybko narzucili na siebie ciepłe płaszcze i trzęsąc się z zimna starali przyzwyczaić na nowo do panujących niskich temperatur. Widok śniegu przypomniał im o niebezpieczeństwie znajdującym się w lesie i czarnej mgle, która nadal zalegała tam w oddali zasłaniając drzewa. Falon spojrzał w znienawidzone miejsce, w pewnym momencie już chciał zawrócić i iść szukać Semeny, ale coś go powstrzymało. Wciąż nie mógł darować, że Marek z Roaną przywłaszczyli sobie zbyt wiele mocy, którą sam mógł z powodzeniem wchłonąć. Niestety nie mógł cofnąć czasu, trzeba było iść dalej przed siebie z tym co posiadali. Teraz ich celem było dowiedzieć się, gdzie podziała się sefida. Bez niej nie byli wstanie iść wprost na dziwnego upiora targającego lasem. Musieli dotrzeć z powrotem do zamku, żeby tam na spokojnie ułożyć plan działania. Czarnoksiężnik starym sposobem, zaczął pogwizdywać, żeby przywołać Cienia, ale nigdzie go nie było widać.  
- Przewrotne zwierzę. - odparł pod nosem, kopiąc w jedno z powalonych pod śniegiem drzew.
- Wygląda na to, że czeka nas spacerek. - zażartował Marek, widząc gotującego się w środku Falona, który wyglądał na nadzwyczaj głodnego i zmęczonego.
Cały poprzedni dzień nie jedli nic, tylko wypijali ostanie zapasy wody, jaka im pozostała. W Dolinie Zapomnienia, nie mogli liczyć na nic do zjedzenia, gdyż wszystko stąd dawno pouciekało.
- Nie marudzić, droga daleka, im szybciej dojdziemy, tym lepiej. - odparowała Roana.

Mężczyzna pokręcił głową, po czym nałożył kaptur od płaszcza i zaczął brnąć przez głęboki śnieg mrucząc coś pod nosem jakieś przekleństwa w nieznanym języku.  
- Powoli się zaczyna ściemniać, zapalę kulę energii. - odparł czarodziej.
Skoncentrował się i zamiast małej kulki przywołał o wiele większą, która wyglądała jak gotowy do ataku pocisk.
- Marek uważaj, co robisz?- oburzyła się rudowłosa, widząc przed sobą realne zagrożenie.
- Przepraszam, zapomniałem o zwiększonej mocy, muszę się przyzwyczaić.
- Żebyś się nie uszkodził.- odburknął kąśliwie Falon, nie odwracając się nawet do towarzyszy.
Roana poklepała Marka po plecach.  
- Nie przejmuj się. Jest głodny, zje coś i od razu mu się humor poprawi.
Marek zaśmiał się i przywołał tym razem odpowiednią wielkość światła, jakiej im było potrzeba. Sam miał dosyć wypraw i chciał chociaż chwile odpocząć po wrażeniach jakie ich spotkały.  
Powoli zapadał zmrok, gdy zbliżali się do pierwszych kamieni prowadzących do skalnej ścieżki na szczyt. Z każdym krokiem Falon zaczynał się coraz bardziej rozpromieniać na twarzy. Wiejący w górach silny wiatr, dawał się we znaki. Pomimo tego doskonale znając tę wijącą się między skałami ścieżkę, nawet po zmroku pewnie nią zdążali. W oddali słychać było popiskiwania górskich stworzeń, które chowały się przed podmuchami, w skalnych szczelinach. Czarodziej nagle przypomniał sobie o Jasmin, wyciągnął z kieszeni pierścień, który specjalnie dla niej wyczarował. Ścisnął go mocno w dłoni pogrążając się we wspomnieniach jakie mu zostały z czasu, kiedy już wszystko wydawało się proste. Miał być taki szczęśliwy, ale jej nagłe zniknięcie zniszczyło mu marzenia. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego kompan również w głębi tęsknił za swoją drugą połową. Dlatego też wybuchał złością częściej niż zwykle. Teraz kiedy i on posiadał podobną moc do Falona, stał się niewygodnym rywalem, z czego Marek doskonale zdawał sobie sprawę.  
Czarodziej nie mógł długo zgadzać się z czarnoksiężnikiem, podobnie obawiał się co potem zrobi Roana. Ona również należała do mrocznej strony magii.

Nagle ktoś klepnął go w plecy, każąc się zatrzymać. Schował więc pośpiesznie przedmiot do kieszeni i rozejrzał się wokoło.  
- Zamyślony, spadłbyś ze skarpy. - powiedziała rudowłosa, patrząc z politowaniem.
- Dotarliśmy na miejsce, zaraz każę otworzyć wrota. - dodał Falon, zaczynając uderzać w skalną ścianę.
Weszli do środka prowadzeni przez grupkę przestraszonych sług, którzy skakali koło swojego dobroczyńcy pytając jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuje. Mężczyzna wreszcie będąc w domu poczuł się spokojniejszy.  
- Idę doprowadzić się do porządku, dołączę do was niebawem. - odparł, po czym zniknął w oddali zrzucając z siebie ciepły płaszcz, z którego jeszcze sypały się drobiny piasku.
Marek wraz z Roaną weszli do sali, gdzie przesiadywali ich przyjaciele w oczekiwaniu na ich przybycie. Na widok przybyłych pojawiły się na twarzach zebranych szczere uśmiechy, po czym  wybuchła wielka radość oraz gratulacje z udanej misji.  
- Marek co oni cię tam nad ogniem opalali? - zażartował Sulez, przykładając do skóry młodzieńca blade ręce.
- Wyglądasz zupełnie inaczej, ale wyszło ci to na dobre, wyprzystojniałeś. - skwitowała Talan , śmiejąc się na cały głos.
- Uważaj, bo się za ciebie wezmę. - zażartował chłopak, równie serdecznie roześmiany.

Nagle zauważył, że kogoś wśród nich brakuje. Wtem zaświtało mu do głowy, że powinna być z nimi jego sąsiadka.  
- A gdzie Ula się podziała?  
Nagle rozmowy ucichły i zapanowała niezręczna cisza. Reszta znajomych gubiła gdzieś wzrok i starali się zachowywać normalnie, ale kompletnie im to się nie udawało. Wtedy Talan podeszła do chłopaka i poprosiła go na stronę.
- Wysłałam ją na wyprawę. Poszła do kogoś kto umie odnaleźć Jasmin.
- Co!? Postradałaś zmysły? Samą ją gdzieś wysłałaś? - oburzył się czarodziej, marszcząc brwi.
Wtedy do komnaty wszedł Falon i ze zdziwioną miną podszedł do rozmawiających.
- Co się dzieje? Znowu macie kłopoty? - wtrącił się do rozmowy.
- Będziesz na mnie zły, ale nie mogliśmy czekać na was w nieskończoność. Ula chciała coś zdziałać. Poszła szukać Jasmin i wtedy postanowiłam jej pozwolić wyruszyć do …
- Do kogo?! - ryknął Falon wściekły tak bardzo, że tego się nie dało nie zauważyć.
Talan ponownie się przeraziła, już dawno tak się nie bała mężczyzny, ale teraz wiedziała, że wybuchnie ze zdwojoną siłą. Nie zamierzała jednak kryć prawdy, więc dokończyła.
- Do Lazura. - odparła cichutko, po czym odskoczyła jak najdalej mogła.

383 czyt.
100%111
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2549 słów i 14191 znaków

Komentarze (1)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 3 lutego

    Wrażliwa Ula musiała w jakiś sposób potrząsnąć Lazurem choć ten mimo uprzedzeń do rusałek uratował jej życie. Cały Marek i jego drwiny z Falona ale na wieść o tym gdzie się udała Ula nikomu nie było już do śmiechu. Oj Falon się nieźle wściekł słysząc o Lazurze.