Druga strona mgły - Część II - 18

Wtem przez coraz większą szczelinę zaczęło oślepiać ich bardzo jasne światło. W końcu ukazało im się wnętrze. Znajdowały się tam liczne posągi postaci, zatrzymanych jakby w czasie w jednej pozycji, zanim dosięgnął ich złowieszczy czar. Jedni kryli się rękami, zasłaniając od ciosu, inni z przerażeniem w oczach i otwartymi ustami do krzyku, a jeszcze inni leżący na ziemi jakby coś ich przewróciło. Ich powierzchnia błyszczała jak srebro i metaliczne odblaski rozchodziły się po sali.  
- Co się tu stało? - zdziwił się Marek, otwierając szeroko oczy.
- Nie wiem. - odezwała się Roana, trzymając różdżkę w pogotowiu.
Falon zatrzymał się przy jednym z nieszczęśników dotkniętych straszliwą magią. Skupiony dotknął ręką zimnej powierzchni postumentu.
- Znałem go, to jeden ze śmiałków, którzy niegdyś wyruszyli do tego świata.
Nagle za plecami poczuł ruch powietrza i przeszły go ciarki po całym ciele. Zza jednej z kolumn wyłoniło się coś, co przypominało srebrnego eterycznego ducha.  
- Uważaj! - krzyknął Marek i powalił mężczyznę na zimną posadzkę.
Nad nimi przeleciała kula ze srebrną cieczą, która uderzyła prosto w posąg zaczarowanego mężczyzny. Impet uderzenia spowodował, że zaklęty człowiek, roztrzaskał się na kawałki.
- Roana, bariera szybko! - wrzasnął Falon, chwytając na broń.
Kobieta nie czekając ani chwili, przywołała czar ochronny, który otoczył ich na tyle mocno, iż kolejna seria rzuconych w nich czarów, rozmyła się po jego powierzchni. Po tym geście heroizmu, dobiegła do towarzyszy i razem z nimi zaczęła bronić się przed atakami. Po dłuższym odpieraniu ataków, zaczęli się zastanawiać co mają zrobić, aby pozbyć się intruza.  

Czarnoksiężnik rzucał różne zaklęcia, aż Roana trafiła ducha ognistą kulą, która trochę obtopiła jego powierzchnię. Kiedy stwór zaczął się roztapiać, cieszyli się ze zwycięstwa, do momentu jak z powrotem stwór nie zaczął przybierać poprzednią postać.
- Jak to możliwe? - wykrzywiła się Roana zdruzgotana nieskutecznością jej magii.
- Mam pomysł. Rzućcie ogniem raz jeszcze to wam pomogę. - odparł Marek, szykując energię w pogotowiu.
- Przecież to nie działa – buntował się Falon, patrząc z wyrzutem na czarodzieja.
- Zaufaj mi. - syknął chłopak, koncentrując się na nowo.
Roana przywołała w dłoniach kolejny płomień, a czarnoksiężnik zrobił podobnie, chociaż z większym oporem. Rzucili jednocześnie stworzone gorejące kule, patrząc w pogotowiu co się wydarzy.  
Kiedy stwór zaczął się roztapiać, chłopak nie czekając ani chwili, rzucił czar mrożenia.  
- Falonie, teraz! Uderz go błyskawicą, z całej siły! - krzyknął czarodziej wskazując ręką na cel.
Wielka moc pioruna roztrzaskała w pył atakującego ich stwora, zmieniając go w eteryczną chmurę, która za chwilę całkowicie zniknęła.  
Roana otarła rękawem czoło, po czym usiadła na jednym z przewróconych ludzkich pomników. Wychyliła porządny łyk wody, po czym podeszła do Marka, przytulając się do niego.  
- Dziękuję ci, po raz kolejny. Od Falona nigdy tego nie usłyszysz, ale też jest ci wdzięczny.
- Oczywiście. Dosyć tego dobrego, idziemy dalej. - odburknął mężczyzna, zdejmując z głowy chustę, która zaczynała go denerwować.
- Wiem, że on mi nie podziękuję, chociaż ty, dajesz mi słowa otuchy. - uśmiechnął się Marek lekko, próbując zrozumieć, co kłębi się w głowie władającego czarną magią towarzysza.  

Kobieta odwzajemniła się przyjaznym uściskiem, chcąc dodać otuchy młodemu magowi. Polubiła Marka, pomimo tego, iż nie pochodził z ich świata. Miał tyle determinacji w sobie, imponowało jej to bardzo, chociaż nikomu nigdy o tym nie wspomniała. Falon stał zamyślony nad fragmentami dawnego znajomego, jakby chciał oddać mu hołd.
Musieli jednak iść dalej, nie mogli za długo zatrzymywać się, nie wiedząc co ich czeka w tym niegościnnym miejscu. Za następnymi wrotami, czekała ich przeprawa nad przepaścią, po cienkiej na jeden krok stopy drodze. W dodatku latające stwory, starały się wybić ich z równowagi, żeby spadli na dno czeluści. Ledwo łapiąc równowagę, starali się poruszać coraz dalej, chociaż nie było to łatwe zadanie, jednocześnie używając magii. Broniąc się dzielnie i tę drogę przebyli szczęśliwie.  
Wtem wkroczyli do miejsca, gdzie kompletnie nic nie było widać. Przenikliwa ciemność opanowała to miejsce, zdając się panować niepodzielnie. Kiedy tylko próbowali przywołać jakiekolwiek źródło światła, czy ogniowe, czy pochodzące od energii, zanikało ono natychmiast, niczym wchłonięte w próżnię.  
Nagle Marek przypomniał sobie o zdolności podarowanej mu przez Amalę. Skoncentrował się i jego wzrok przestawił się tak, iż widział wszystko jak w samym środku słonecznego dnia.  
- Chwyćcie mnie za ręce, poprowadzę was. - dodał czarodziej, podając dłonie przyjaciołom.
- Jak to możliwe, że wiesz gdzie iść? - zdziwił się Falon, niechętnie przystając na jego propozycję.
- Jako całkiem nieprzydatny czarodziej to przyznaj, że kolejny raz ratuję nas z opresji.

Mężczyzna nie odpowiedział nic. Z powodu dumy, nie potrafił przyznać, iż Marek w istocie uratował ich kolejny raz. W milczeniu szli w głąb dziwnego pomieszczenia. Chłopak omijał zastawione zewsząd pułapki, ponieważ widział co znajduje się po drodze, przychodziło mu to z dziecinną łatwością.  
Wtem doszedł do miejsca, gdzie prowadziły kręte schody gdzieś w górę. Szli powoli, jeden za drugim prowadzeni przez czarodzieja. Kiedy dotarli na samą górę, zrobiło się zewsząd jasno, jak za dotknięciem magicznej mocy. Ogromna grota wydawała się majestatycznie wykuta przez potęgę żywiołu. Wszędzie było pełno wody, a na samym środku zbiornika, pływała łódka, na której leżało coś świecącego.  
- Czy to jest to, po co przyszliśmy? - spytał Marek, wskazując na przedmiot.
- Tak. To musi być to. Jednak wątpię, żeby tak łatwo można było po to sięgnąć. - dodał czarnoksiężnik chwytając za kamień leżący koło jego stóp.
Wrzucił go do cieczy, która zaczęła buzować jak oszalała. Zaczęła się zmieniać w mgnieniu oka. Wtem zamiast spokojnej wody, ujrzeli jezioro wypełnione jakby lawą, gdyż łódka spaliła się niczym w ognisku. Przedmiot, który znajdował się w jej środku unosił się teraz na powierzchni gorącej pułapki, świecąc coraz jaśniejszym blaskiem. Nagle ze ścian zaczęły wyłaniać się czarne postacie, unosząc się w powietrzu kierowały się prosto na nich. Chwytając magiczne bronie, przyjaciele zaczęli częstować je czarami różnych żywiołów i mocy. Nagle jeden z nich opanował ciało czarnoksiężnika. Nie mógł się już sam poruszyć, krzyczał głośno z bólu. Roana również została poddana podobnej ciemnej mocy, co skomplikowało ich beznadziejną i tak sytuację. Kolejny raz pozostały im już tylko czary Marka. Jego znajomość magii światła, była ich ostatnią nadzieją. Chłopak przypominając sobie, czego uczyła go Ena, wpierw koncentrując wszelkie siły zaczął jaśnieć. W końcu wydobyła się z niego fala uderzeniowa, która zamieniła napastników w czarne bryły. Wpadały one jak kamienie do lawy, unosząc się jak liście na jej powierzchni. Roana została oswobodzona, gdyż stwór wyskoczył z niej na zewnątrz, zostając unicestwionym. Od Falona wyskoczył jak oparzony ostatni z nich, ale jego również nie ominęła kara. Chłopak padł po wszystkim na ziemię, tracąc przytomność.
- Roana, nie boisz się ognia, dasz rade przejść po tych skamieniałych stworach, do tego przedmiotu na środku? - spytał Falon, próbując cucić czarodzieja.
- Dam radę. To moja specjalność, odporność na oparzenia. - odparła poważnym tonem.

Szybkimi skokami jak młoda kocica, dotarła do celu, poruszając się po nie żyjących stworach unoszących się na powierzchni. Chwyciła w dłoń świetlisty przedmiot z uśmiechem, jak drogocenny kamień. Tak samo szybko wróciła z nim na brzeg.  
- Mamy to! - uradował się czarnoksiężnik, wyrywając z rąk zdezorientowanej czarownicy błyszczącą kulę. - Teraz będę najmocniejszy!
- Co? Ty będziesz? A co z nami? - zdenerwowała się Roana marszcząc brwi.
Falon przestał się przejmować wyczerpanym czarodziejem. Natomiast zajął się oglądaniem z każdej strony upragnionego źródła mocy tajemnej. Kobieta nie wytrzymała i już chciała z powrotem odebrać magiczny przedmiot, ale tym razem oberwała od czarnoksiężnika pociskiem z błyskawic.  
- Zapominasz się! - wrzasnęła oburzona. - Jak śmiesz mnie tak traktować!
- Całe życie marzyłem o tej chwili. Oboje pomogliście mi osiągnąć upragniony cel. Po co mam się dzielić tą mocą z wami, jak mogę wchłonąć w siebie wszystko. Sam zabije upiora z lasu, a potem opanuję całą waszą krainę i wreszcie będę mógł wrócić do królestwa czarnoksiężników, skąd mnie wygnano.
Falon wyglądał jakby coś go opętało. Roana przeraziła się jego zimnym wzrokiem. Nagle Marek zaczął odzyskiwać przytomność. Otwierając oczy widział jak zadowolony i szyderczo grożący wszystkim czarnoksiężnik, napawa się sukcesem. Trzymając przedmiot powoli jego moc wchłaniała się w jego aurę. Roana nie wytrzymała i ostatkiem sił wyrwała mu światełko. Roana wyciągnęła rękę do Marka, wykonując zamaszysty gest.
- Łap! Szybko i bierz moc! - krzyknęła, po czym dostała z całej siły różdżką po plecach.

Marek złapał rzucony przedmiot i trzymając go kurczowo w ręce, zaczął ładować w siebie. Światełko zaczęło się kurczyć. Chłopak ścisnął mocniej pięść, przywołał broń i uformował ją w miecz kryształowy.  
- Jak śmiałeś zaatakować Roanę! - wybuchnął po chwili.
- Zamknij się podrzędny czarodzieju! Nie masz pojęcia jak pokonać tego stwora z lasu. Sam zmiótł bym go z powierzchni, ale nie. Ty musiałeś zabrać mi moc, głupcze! - wykrzyknął czarnoksiężnik, po czym wymierzył w Marka mocny pocisk ciemnej energii. Ten doskonale obronił się przed nim, cały czas zbliżając się do leżącej kobiety. Nie wchłonął całej mocy tajemnej, resztę podał do ręki Roanie, przy pomocy blednącego już przedmiotu. Ona zdziwiona jego wspaniałomyślnym gestem, uśmiechnęła się, trzymając kurczowo przedmiot, który napełniał ją z każdą chwilą energią.
- Teraz każdy z nas dostał moc, a nie tylko ty sam. Jak to mówiłeś, nasza moc się zwiększy, niestety dla ciebie, to ja najdłużej trzymałem źródło mocy tajemnej, teraz wszyscy posiadamy tę samą kategorię, dogoniłem cię. - odparł czarodziej nie kryjąc satysfakcji.
Roana podniosła się z ziemi. Spojrzała na Marka, który wyglądał teraz jak oaza spokoju. Biła od niego fala energii, która była naładowana pozytywnymi emocjami.  
- I co teraz pobijesz mnie? - zaśmiał się Falon.
- Zdziwisz się, ale nie jestem tobą. Kochasz Semenę? - wypalił nagle chłopak. - Nie musisz odpowiadać, wiem że tak. Jeżeli chcesz żeby żyła, to musimy pokonać tego potwora. Potem rób co chcesz, możesz mnie atakować, wszystko mi jedno. Straciłem Jasmin, odeszła i nawet nie wiem gdzie jest. A ty masz żonę, masz dla kogo żyć. Więcej nic nie powiem.
Po tych słowach czarnoksiężnik nagle uspokoił się ze złości. Słowa chłopaka ugodziły go bardziej, niż gdyby użył w niego jakiegoś zaklęcia. Miał rację, zapomniał po co tu przyszli, zaślepiony chęcią bycia najpotężniejszym.  

Rozejrzał się po pomieszczeniu i zauważył, że lawa nagle zaczyna gdzieś spływać do wnętrza ziemi. Ukazało im się przejście, które utorowało drogę w górę, gdzie otworzyło im się wyjście na otwartą przestrzeń. Nie czekając długo skierowali się tam już bez kłótni i narzekań. Znaleźli się na tej samej pustyni, gdzie z początku zaczynali wędrówkę. Wtem wyjście zapadło się do środka i w mgnieniu oka zostało zasypane przez pomarańczowy gorący piach. Otoczyła ich grupa pustynnych duchów kierując się w ich stronę. Tym razem wspólnie, a nie osobno, złączyli się w krąg, stojąc koło siebie i już z powiększoną mocą mogli stawić czoła niebezpieczeństwu. Ta wyprawa zamiast ich podzielić, sprawiła o wiele więcej, zrozumieli jak ważna jest współpraca w walce z przeciwnikiem. Musieli przecież jeszcze cało wrócić do ich świata, wszyscy na nich czekali z utęsknieniem.  
Niszczyli zjawy jedna po drugiej. Idąc dalej roztrzaskiwali w pył kamienne stwory i inne kreatury zastępujące im drogę. Robili to tym razem z taką łatwością, że aż sami dziwili się na widok rozwiniętych zdolności magicznych. Kiedy ataki uspokoiły się, Falon przywołał portal, który miał ich przywrócić z powrotem do ich świata. Ponownie pojawił się strażnik wymiarów, pytając ich czego potrzebują.  
- Skieruj nas do Doliny Zapomnienia, w nagrodę że uszliśmy z życiem. - odezwał się czarnoksiężnik stanowczym tonem.
- Nieszczęśnicy, udało się wam. - odburknął niskim tonem strażnik. - Winszuję wam zwycięstwa, korzystajcie mądrze z tego daru.
Wtem wrota zamigotały. Marek z Roaną spojrzeli na mężczyznę i na jeden znak równocześnie wskoczyli do transportujących ich wrót. Mieli o wiele więcej siły do walki. Jednak Marek po incydencie, który Falon im zgotował, coraz mniej zaczął ufać w jego dobre intencje. Przerażało go, żeby nie próbował nagle przejść z powrotem na stronę zła w takim wydaniu, jak dawniej tego pragnął. Wolał go jako mniej szkodliwego czarnoksiężnika, który z wielką radością wyznawał miłość Semenie i żartował z nimi na ucztach w swoim pałacu. Ten który pomagał im ratować ich przed niebezpieczeństwami i nie bił Roany.  
Marek przenosząc się pomiędzy światami, zamknął oczy i starał się myśleć pozytywnie. „ Jasmin, odnajdę cię, gdziekolwiek jesteś, kocham cię, słyszysz?” pomyślał w duchu pełen nadziei na lepszą przyszłość. Żaden upiór czy zjawa, nie będzie dłużej się panoszył, póki on żyje i jego przyjaciele.

305 czyt.
100%73
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2523 słów i 14272 znaków, zaktualizowała 10 sty o 12:12

Komentarze (3)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 13 sty 19:40

    No Marek znów plusuje pomysłowością. Czy zdobędzie szacunek Falona? Będzie musiał uznać Marka bo ma do kogo wrócić a bez ich pomocy może sobie nie dać rady. Marek musi odnaleźć Jasmin bo tęskni mocno a za te wszystkie poświęcenia musi dostać nagrodę.  

  • AnonimS

    AnonimS 10 sty 14:06

    Ciekawe są te rozgrywki personalne, między sojusznikami.  Jakie wnioski  wyciągnie Falon.pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt 9 sty 18:34 ip:8979110

    @AuRoRa, wspaniale i z jakim pozytywnym nastawieniem na przyszłość.  


    mam nadzieję że to wpływ okresu karnawałowego tak działa  na Ciebie i twoją wenę. Przesyłam pozdrowienia.