Druga strona mgły - Część 16

Błogie letnie popołudnie w lesie wyglądało podobnie jak zwykle. Ptaki śpiewały wśród gęstwiny drzew, a lekki wiatr poruszał gałęziami. Na bagnach, gdzie przebywali obecnie Marek z Sulezem, latały komary, a żaby kumkały na skraju wody. Chłopak obserwował drogę, ukazującą mu się w lusterku, po czym zrozumiał, że trasa uległa zmianie. Wyglądało na to, że Ula przemieszcza się w nieznanym kierunku. Wodnik nie rozumiał, co wyświetla się na srebrnym kręgu zwierciadełka. Jednak interesował się zmianą wyrazu twarzy towarzysza, która nie zwiastowała nic dobrego.
- Zmieniamy drogę?
- Na to wygląda. - odparł chwytając się za głowę z zamyślenia.
Nagle wodnikowi zaburczało w brzuchu, tak głośno, że Marek aż się zaśmiał.
- Zgłodniałem, nie patrz tak na mnie. - bronił się błotniak. -  zaczekasz? Zanurkuję tylko w sadzawce i coś zjem.
- Jasne. Chociaż sam wrzuciłbym coś na ruszt, tylko co. - zastanowił się Marek rozglądając się wokoło.
Widział omszałe drzewa, wysokie paprocie, trawę. Jednak żadna roślina nie wyglądała na kandydata na posiłek, a kornikiem nie był.
- Może nałapię żab? Lubisz takie pieczone z ogniska? - zapytał chętny do pomocy wodnik.
Marka aż otrzepało na samą myśl o takim jedzeniu.  
- Jak nic innego nie znajdę, to chyba nie będę miał wyjścia. - zażartował.
Wtem zauważył rosnący pod drzewem krzak malin. Pojawił się uśmiech na jego twarzy, w mig zauważył to błotniak.
- Smacznego, a tym czasem zanurkuję po swoje jedzenie. Wodorosty są naprawdę pyszne. - uśmiechnął się i wskoczył do wody znikając pod powierzchnią.
Marek nie rozumiał jak można zjadać takie paskudztwa. Zrywając maliny obserwował lusterko. Droga zmieniała się z minuty na minutę skracając się co chwilę. Wędrowcowi szybciej zabiło serce. Wreszcie zobaczy Ulę, tak dawno jej nie widział, że się stęsknił. Martwiło go tylko, dlaczego przebywa z czarownicą.  
W końcu Sulez najedzony swoją lokalną strawą, wynurzył się zadowolony. Padł na mech plecami i prostując ręce nad głową głęboko westchnął.
- Najedzony? - spytał widząc uśmiechniętego towarzysza podróży.
- I to jeszcze jak, a malinki, smakowały? - zażartował wodnik.
- Powoli się najadam. Do jutra może skończę jeść. - odparł Marek zanosząc się śmiechem.
- Na pewno, bo jak nie, to może świeża żabka?

Obaj zaczęli się śmiać, aż do rozpuku. Sulez nie spodziewał się, że spotka kogoś z kim będzie mógł tak serdecznie pożartować. Polubił swojego towarzysza, chociaż zdziwił się jak Jasmin mogła tyle o nim kłamać. Nagle ich błogi nastrój przerwał Marek, obserwując zwierciadełko, wstał nagle na równe nogi.
- Co się stało kolego? - zapytał Sulez zaniepokojony.
- Ula jest niedaleko. Powinna być, o tam. - odparł chłopak wskazując ręką w głąb lasu.
Wodnik wnikliwie wpatrywał się w dal, aż krzyknął.
- Widzę kilka postaci, dwie na czarno jedna na niebiesko. Widzisz je, o tam? - spytał zaaferowany wodnik.
Chłopak z początku nic nie dostrzegał, ale za moment w istocie zauważył również to, co kolega.
- Musimy do nich podejść, tylko cicho, żeby nas nie zauważyli. - powiedział Marek zbierając się do drogi.
Na szczęście Ula usiadła na pniu drzewa, widocznie czuła się zmęczona, podobnie postąpiły czarownice.
- Mamy szanse. Idziemy! - zawołał Sulez.
Marek podążył za nim, chowając się w zaroślach, niedaleko kobiet. Ula zdjęła kapuzę, a jej towarzyszki zrobiły to samo. Kiedy chłopak ujrzał odmieniona sąsiadkę, osłupiał. Wyglądała jak najprawdziwsza księżniczka. Pamiętał ją jeszcze ubraną w codzienną sukienkę, a tutaj taka kolosalna zmiana. Dziewczyna uśmiechnięta rozmawiała z czarownicami. W niebieskiej sukience, która podkreślała jej kobiece atuty, zaćmiewała urodą nawet Jasmin. Marek nie bacząc na niebezpieczeństwo wstał nagle z zarośli. Wodnik próbował go pociągnąć za ramię z powrotem, ale nie zdążył. Kobiety usłyszawszy szelest odwróciły się. Uli zniknął uśmiech z twarzy, a zastąpiło go zdziwienie. Czarownice widząc nieznajomego, szykowały się do ataku. Nie pytając kto to taki, rzuciły w stronę Marka swoje zaklęcia.
- Nie! - krzyknęła Ula. - Stójcie! - Złapała Semenę za ramię, ale nie zdążyła zablokować czarów. Czarodziej szybko przywołał tarczę obronną, która uchroniła go od kuli energii lecących w jego stronę. Ula spodziewała się go zobaczyć z aparatem fotograficznym, ale nie ze świetlistą tarczą, skąd miał takie zdolności.
- Zostawcie ją w spokoju! - krzyknął przerażony.
Sulez wybiegł z zarośli, otworzył szeroko usta, ale nie mógł nie pomóc w walce, chciał ratować kolegę. Czarownice zatrwożone trzymając broń w pogotowiu, zaniechały na chwilę ataków widząc krzyczącą do nich dziewczynę.  
- To Marek. Nie atakujcie go!  
Semena przypominając sobie historię opowiadaną przez rusałkę, schowała różdżkę. Podobnie postąpiła Roana, ale po dłuższym zastanowieniu.  
- Podejdźcie tutaj, powoli! - rozkazała rudowłosa czarownica nie tracąc ani na chwilę czujności.  

Sulez szedł pełny obaw czy nie zostaną ponownie celem magii, gdyż nie miałby czym się bronić. Pomimo tego trzymał się blisko towarzysza, licząc na ewentualną osłonę. Marek wiedział, że ze strony Uli nie grozi mu niebezpieczeństwo, bał się jednak reakcji stojących koło niej kobiet. Przyjrzał się im dokładniej. Obie stały przed jego sąsiadką, starając się ją chronić. Wokoło panowała napięta atmosfera. Kiedy przybysze podeszli na tyle blisko, aby kobiety uznały, że ta odległość wystarczy jak na pierwsze spotkanie, pokazały rękami gest nakazujący się im zatrzymać. Ula pomimo eskorty czarownicy i Czarnej rusałki chciała podejść do znajomego, ale ją nagle zatrzymały.  
- Puśćcie Ulę! Więzicie ją?! - zaaferował się Marek.
- Nie więzimy. Ona jest z nami. - odparła Semena, tym razem spokojniejszym tonem.
- Marek uspokój się. Widzisz, że z nami rozmawiają, dowiemy się co i jak. - szepnął wodnik cicho do towarzysza, prawie gotującego się ze złości.
- Ja powiem, to o mnie chodzi, więc wytłumaczę. - zaczęła mówić Ula, wiedząc, że Marek uwierzy.
- Mów, czekamy.
- To jest Semena, znana jako Czarna rusałka, a to Roana, czarownica z głębi ziemi. - przedstawiała kobiety, pokazując ręką raz na jedną, drugim razem na drugą towarzyszkę.
- Pięknie, zrobiły ci mętlik w głowie. Ula zastanów się z kim się zadajesz. To są wiedźmy! Sama nazwa mówi. - uniósł się czarodziej, nie mogąc pojąc postępowania koleżanki.
- Tak, są czarownicami, ale dostałam od nich tyle serdeczności, jak od nikogo. - broniła je zajadle.
- A ty kim jesteś? Jedną z nich? Z ciebie też zrobiły czarownicę? - oburzył się ponownie młodzian, widząc jak miło o nich opowiada.
- Nie! Chociaż chciałam do nich dołączyć, ale z własnej woli. Odwiodły mnie od tego. - dokończyła smutnym tonem.
Zapanowała cisza. Marek miał tyle kotłujących się w głowie myśli, że nie wiedział co ma dodać. Nagle odezwała się Semena.  
- Odradziłyśmy jej ten krok, ale nauczyłyśmy ją wiele innych pożytecznych umiejętności. Jako księżniczce, na pewno się przydadzą. Wiesz o tym kim ona jest?
- Tak. Słyszałem. Gratuluję. - powiedział obojętnie chłopak.
- A ty kim jesteś? - zapytała Roana , obserwując go podejrzliwie.
- Teraz? Zostałem czarodziejem, choć niedawno byłem zwykłym człowiekiem, jakich wiele.

Dziewczyna uniosła brwi, ze zdziwienia. Imponowało jej, że sąsiad postanowił przejść na stronę dobra, podczas gdy ona chciała jeszcze niedawno zostać czarownicą.  
- Proponuję usiądźmy i porozmawiajmy. - przerwał rozważania Sulez. - Opowiemy wam swoją historię, wy swoją, co wy na to?
- Dobry pomysł, a ty to kto? - spytała Semena próbując sama zgadnąć.
- Wodnik, mam na imię Sulez.
- W porządku usiądźmy i skończmy z domysłami. - odparła Roana, szukając suchego drewna.
Usadowili się na powalonych drzewach, tak żeby siebie dobrze widzieć i słyszeć. Marek opowiedział o swojej podróży, o tym kogo spotkał, jak pomogli mu fioletowi ludzie, jednak ani słowem nie wspomniał o spotkaniu z Jasmin. Z uwagi na Ulę, nie mógł wręcz o tym wspomnieć. W dodatku wszyscy nienawidzili podstępnej rusałki, więc mógłby zostać uznany za wroga. Kiedy opowiedział o walce z Falonem, Semena słuchała ze zdwojona uwagą. Sulez również przedstawił swoją wersję wydarzeń, ale nikogo nie zdziwiło, że dał się zmanipulować Jasmin. Roana opisała jak  spotkała niedawno swoje towarzyszki, dodając parę słów o sobie. Ula powoli zrelacjonowała przygody, jakie jej i Semenie się przydarzyły oraz o nauce zielarstwa. Na końcu zaaferowana przypomniała, że wie kim jest naprawdę, że wcale nie może się przyzwyczaić do imienia Luna. Czarna rusałka nakreśliła swoją historię w skrócie, pomijając wątek o Falonie, którego starała się unikać. Każdy z nich wiedział  , że ich wspólnym wrogiem jest Jasmin, nie mogli temu zaprzeczyć.
Słońce powoli zaczynało zachodzić, kiedy znajomi skończyli rozmawiać. Robiło się chłodno, a w oddali roznosiło się wycie wilków. Jedyne o czym teraz myśleli, to żeby gdzieś schować się na noc. Niestety podnosiła się mgła, więc nie wiele mogli zobaczyć.  
- Tak długo rozmawialiśmy, że noc nas zastała. Nie mamy kryjówki. - dodała Roana sama pełna obaw, gdyż zwykle przebywała pod ziemią.
- Na zbudowanie szałasu nie macie czasu. - podsumował Sulez, nie kryjąc oburzenia, że nie znajduje się na bagnach, które są jego naturalnym środowiskiem.
- Mam pomysł, są tu wysokie drzewa z rozłożystymi koronami. Zbudujemy schronienie u góry. Powiem wam jak, bo mam doświadczenie. - odparła uśmiechnięta Semena.

Weszła na drzewo, wyczarowała sporo linek, dzięki którym reszta mogła bez problemu wspiąć się na górę. Używając czarów wraz z Roaną i Markiem, wykonali coś w rodzaju domku. Miał podłogę, ściany i dach wykonane z drewna i gałęzi. Wydawał się solidny, pomimo użycia magii. Weszli więc do środka. Roana stworzyła posłania do odpoczynku. Niestety zmieściły się tylko dwa posłania, bo na pozostałe nie starczyło miejsca. Wodnik kombinował, jak tu by się wkręcić, żeby spać z którąś z kobiet.  
- Sulez śpisz z Markiem, my się zmieścimy we trzy. - powiedziała pośpiesznie Roana, widząc jak błotniak obłapiał wzrokiem Ulę.
- Rozumiem, w porządku, tak jest. - odparł zdegustowany, nie chcąc się narażać czarownicy.
Patrzył jednak co rusz na Ulę, gdyż w nowym stroju wyglądała bardzo kobieco. Zauważył to Marek natychmiast. Nie dziwił się wodnikowi, ponieważ sam został oczarowany jej metamorfozą. Kiedy zasypiali już w swoich posłaniach, patrzył nadal na nią. Widział, że go broniła przed czarownicami. Nie chciał, żeby dowiedziała się w żaden sposób, o jego namiętnych pocałunkach z Jasmin. Sąsiadka uważała go za bohatera, podziwiała przemianę w czarodzieja. Gdyby wyszło na jaw, że poddał się tajemniczej dziewczynie w bieli, byłby z pewnością potępiony w oczach koleżanki. Jednak jak miał zapomnieć takie gorące usta? Przypomniał sobie, że podarował jej pierścień. Łudził się nadzieją, że rusałka się go pozbyła, bo zrobił go pod wpływem chwili. Rozmyślając dalej w pewnym momencie zasnął, śniąc o dawnym domu.

*****

Lekka mgła unosiła się nad leśnymi bagnami, a świecący na niebie księżyc przykryły powoli gęste chmury. Sowy pohukiwały poukrywane w gęstwinie, a rechotanie żab i inne odgłosy bagiennych stworzeń, wypełniały otoczenie. W powietrzu czuło się wilgoć i zapach opadniętych do wody liści. Bagno przemierzały potwory, prowadzone przez Falona i Jasmin. Oboje siedzieli koło siebie na grzbiecie jednego ze sług czarnoksiężnika. Dziewczyna siedziała tuż przed mężczyzną, trzymając kurczowo za kark kroczącego po mokradłach stwora. Falon nie czuł się komfortowo, domyślając się kim jest jego towarzyszka. Wiedział, że jej piękno i uprzejmość skrywały czarniejsze oblicze, niż jego ciemna magia. Kiedy zbliżali się do chatki na drzewie, gdzie pomieszkiwała Semena, Jasmin natychmiast się odezwała.
- To tam, widzisz ten domek? - mówiła pokazując ręką na starą chatkę.
- Tak, ale chyba nikogo tam nie ma, nie świeci się w okienku.  
- Jest noc, pewnie śpią. Podejdziemy po cichu, nic nie zauważą. - odparła rusałka z nieukrywanym uśmiechem triumfu.
Falon nie miał ochoty napadać na Czarną rusałkę, ale chciał zagaić rozmowę dalej.
- Nie zwykłem walczyć z kimś, kto jest pogrążony we śnie. To nie w moim stylu. Trzeba ich wywabić z domku.
- Jak chcesz, mnie jest wszystko jedno. Masz rację, walka z łatwym przeciwnikiem była by nudna.
Podeszli powoli pod chatkę, ale cisza wydawała się podejrzana. W końcu Falon zaczął krzyczeć.
- Semeno wyjdź! Walcz jak przystało, wiemy że tam jesteś!
Nadal panowała przenikliwa cisza. Czarnoksiężnik postanowił wejść po długim braku odzewu, na górę. Nie chciał zrobić krzywdy kobiecie, więc ten scenariusz bardziej mu odpowiadał.
- Dokąd idziesz? - spytała zdziwiona Jasmin
- W górę, zobaczę czy tam ktoś jest.
- Iść z tobą? - zapytała ponownie dziewczyna.
- Nie. Wejdę sam, nikogo się nie boję! - odburknął czarnoksiężnik, zaczynając wchodzić po schodkach z drewna.
Liczył na spotkanie z Czarną rusałką, układał w głowie, co mógłby jej powiedzieć. Chciał w tajemnicy przed Jasmin ostrzec ją, a może nawet przeprosić. Coraz szybciej biło mu serce, nie mógł go uspokoić.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2474 słów i 13823 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • mydream2017

    Falon ma honor i nie atakuje bezbronnych to jest gość :rotfl:

  • AuRoRa

    @mydream2017 Jak na takiego ciemnego typa, ma zasady :)

  • mydream2017

    @AuRoRa Nawet czarne charaktery w Twojej opowieści mają klasę :bravo:

  • AnonimS

    Ciekawe co dalej. Wyszła Ci z tego fajna baśń fantasty. Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS dzięki, taka opowieść z innego świata ;)