Druga strona mgły - Część 21

W obszernej komnacie panowała napięta atmosfera. Zrozumieli, że muszą działać, albo będzie za późno. Przemiana wydawała się postępować, a Jasmin rosła w siłę. Grupa śmiałków próbowała jej w tym przeszkodzić. Rzucali w nią czarami, które miały zatrzymać ten proces, ale nie wiedzieli, że jest już za późno. Otoczyła ją czerwona mgła, w której zatopiła się całkowicie. Mogli tylko czekać w osłupieniu, kogo ujrzą po przemianie podstępnej nimfy. Niepokój ogarniał Marka, gdyż przypomniał sobie słowa rusałki. Ponoć w odmienionej postaci, miał ją znienawidzić, ale nie wiedział dlaczego. Nagle chmura pojaśniała, a silna fala uderzeniowa, powaliła wszystkich na ziemię. Szyby w oknach rozpadły się na tysiące kawałków, opadając niczym ostry jak brzytwa pył. Przed ich oczami ukazała się zupełnie nowa postać. Unosiła się w powietrzu, ale nadal przypominała kobietę. Miała białą jak śnieg skórę opalizującą pod wpływem promieni światła. Włosy mocno pofalowane, przybrały kolor jasno niebieski. Kiedy otworzyła oczy, spojrzała na nich szarymi tęczówkami, jakby nie okazywała strachu. Smukłe ciało zakrywała srebrzysta krótka suknia, falując pod wpływem nagromadzonej mocy, a na szyi błyszczał amulet z kamieniem przypominającym turkus. Nabierając pewności siebie, opadła na ziemię, robiąc co chwila krok w stronę przestraszonych przybyszy. Początkujący czarodziej nawet we snach, nie wyobrażał sobie, że Jasmin tak diametralnie się zmieni. Wydawała się zimna, wyrachowana, a przy tym na pozór spokojna. Niestety wiedział, że to tylko pozory, bo kryła ogromną potęgę w sobie.    
- To koniec przemiany, czy zmieni się w potwora?
- Sulez, siedź cicho – syknęła skonsternowana Roana.
- No co, całowałem się z nią, chcę wiedzieć ...

Na te słowa postać przymrużyła oczy i skierowała czarną strzałę energii w stronę przerażonego wodnika. Zanim ktokolwiek zareagował, leżał osmolony na zimnej posadzce. Podbiegła do niego Ula, pomagając mu wstać. Młody mieszkaniec lasu, uradował się na ten widok, ale ledwo trzymał się na nogach po ataku.  
- Po co się odzywałeś, przecież nie umiesz czarować, nie obronisz się. - odezwała się dziewczyna, widząc poturbowanego błotniaka.
- Nie będzie mi nikt bronił, wyrażać swoje zdanie. - oburzył się Sulez.
Przemieniona postać rozglądała się po sali. Wyglądała jakby chciała wybrać kolejną osobę, którą zamierza zaatakować. Na szczęście Roana spostrzegła to w porę. Zawołała resztę śmiałków, aby schowali się z nią na wielkim tarasie. Nie czekając dłużej, pospiesznie skierowali się do pozornie bezpiecznego miejsca. Sefida odwróciła się, lokalizując energię swoich ofiar.
- Uciekacie przede mną? To zbyteczne, wiem gdzie jesteście, nic was nie uratuje!
Zyskali chwilę na obmyślenie sposobu walki z nieznaną im siłą. Schowali się za skalną ścianą, dyskutując co dalej robić.  
- Sulez, Ula i Talan zostańcie tutaj i nie ruszajcie się na krok, bo nie umiecie używać magii. - tłumaczyła Roana. - Ja i Marek staniemy po jej prawej stronie, a Falon z Semeną po lewej i zaczniemy w nią kierować swoje ataki. Nie ważne czy ogniem, czy wiatrem, rzucajcie zaklęcia jakie znacie, trzeba sprawdzić co potrafi znieść i jak reaguje.
- Tylko nie wiadomo, co my damy radę znieść. - dokończył czarodziej, ściskając pięść.
- A ty, zdrajco lepiej się nie odzywaj, tylko broń nas, bo inaczej pokażę ci swoje moce. - odparła Semena, przypominając sobie co zrobił.
- Nie kłóćmy się teraz. To co wydarzyło się wcześniej nie ma znaczenia. - bronił go Falon. - Ważne, że walczymy wspólnie, przeciwko wrogowi.
- On ma rację. - wtrąciła się Ula. - Trzeba działać, a nie rozpamiętywać przeszłość. Słyszeliście, co powiedziała, że specjalnie nas ze sobą skłócała, nie możemy się poddać w takiej chwili.
- Liczę, że dacie radę jej przyłożyć, ale tak porządnie. - dodał Sulez, starając się rozładować napięcie.
- Gdybym miała takie moce jak wy, leżałaby pokonana na dnie wąwozu. - wtrąciła się Talan, marszcząc brwi.
- Nie wiem, czy to takie proste jak mówisz, ale zobaczymy co da się zrobić. - odparła Roana, obserwując salę w środku.
Jasmin unosiła się lekko nad podłogą, zbliżając się do zebranych na tarasie zbiegów. Najwyraźniej koncentrowała energię, bo czuć było falujące gorące powietrze, wydobywające się z pomieszczenia. Przyjaciele również nie próżnowali, zbierając magiczne siły. Czekali na przybycie wroga, z przyspieszonym biciem serca.  

Marek wiedział, że wciąż mieli do niego pretensje, że spotykał się z rusałką potajemnie. Niestety czasu nie potrafił cofnąć, ale wciąż pamiętał poprzednią postać w bieli. Tak bardzo chciał, żeby znów się w nią zmieniła. Sulez obolały trzymał Ulę za rękę, wdzięczny za pomoc chciał ją bronić, ale nie miał takich zdolności jak czarodziej. Ich przemyślenia przerwała rudowłosa czarownica.
- Gdy się pojawi na zewnątrz, każdy atakuje, tak jak mówiłam, zrozumiano?
Skinęli głowami, czekając w skupieniu na przebieg wydarzeń. Nagle grupa magów, zainicjowała swoje zdolności. Roana rzuciła strumieniem ognia, Semena uderzyła lodem, Marek użył zaklęcia wiatru, natomiast Falon rzucił strumieniem, ostrych jak brzytwa czarnych kryształów. Postać pojaśniała i w momencie wchłonęła w siebie, wszystkie ich mozolne ataki. Po chwili zaczęła szykować się do odwetu. Widząc co się szykuje, każdy z nich zaczął szybko zbierać się do obrony. Marek przywołał kryształową tarczę, rudowłosa czarownica stworzyła płonąca barierę, Czarna rusałka przywołała energetyczną kulę, w której się schowała, a Falon otoczył się bryłą lodu. Nagle Jasmin przywołała potężną elektryczną burzę, zaczynając uderzać w skupionych przybyszy ostrymi błyskawicami. Obrona magów pomagała im pewien czas, jednak sefida podwoiła moce, nie mogąc znieść oporu przeciwników. Bariery rozpadły się, niczym domek z kart, a ich ciała przeszedł porażający prąd, powodując nieznośny ból. Rzuceni od uderzenia, na drugi koniec tarasu, zebrali się w sobie, aby z powrotem stanąć na równe nogi. Ciężko łapiąc powietrze z wysiłku, czekali na kolejne ataki nieznanej siły.  
- Widzę, że do silnych nie należycie. - zaśmiała się Jasmin szyderczo. - Słabe istoty, tak łatwo was pokonać.
W oddali wstała Ula, która poruszona, nie mogła się powstrzymać od wypowiedzi.
- Ty też jesteś słaba. Wykorzystujesz siłę, żeby się dowartościować na innych.
- Ula uspokój się! - krzyknął Marek widząc, że istota ma zamiar zaatakować.
- Nie uspokoję się! Krzywdzić innych jest łatwo, a sprawić, żeby ktoś był szczęśliwy, to dopiero jest sztuka. Ty tego nigdy nie pojmiesz!
Wtedy w mgnieniu oka w stronę nastolatki, poleciała ostra jak nóż energia. Tkwiła osłupiała, nie mogąc się ruszyć. Energia miała przebić jej serce, gdy Sulez skoczył, przyjmując cios na swoje ciało.
Padł jak długi, wydając z siebie okrzyk bólu. Grupa magów szybko podbiegła do nieszczęśnika. Wodnik poważnie ranny, ledwo mógł się podnieść.
- Coś ty narobił. To ja miałam dostać ten cios, nie ty. - mówiła Ula rozpaczliwym tonem.
Błotniak ciężko oddychając, patrzył na dziewczynę próbując się uśmiechać, ale przez ból bardzo nieudolnie mu to wychodziło.  
- Chciałem … pomóc.
Sefida wydawała się niewzruszona, świdrując ich swoim hipnotyzującym spojrzeniem.
- To kto następny? Mogłabym was zabić wszystkich, ale zabawa z wami, to sama przyjemność.  

Semena nie wytrzymała, rzucając się na pewną siebie postać, ze swoją śmiercionośną różdżką. Nie myśląc logicznie w tym momencie, nie umiała usiedzieć w miejscu. Zanim dobiegła do postaci, poczuła paraliż po całym ciele. Sefida wprawnym ruchem dłoni, użyła ukrytej mocy, pozbawiając czarownicę kontroli nad własnym ciałem. Przerażony wzrok Czarnej rusałki, sprawiał radość odmienionej napastniczce.  
- Zostaw ją, jak śmiesz! - krzyknął Falon, rzucając się na ratunek czarnowłosej czarownicy.
- Spróbuj mnie powstrzymać, słabeuszu. - dodała Jasmin, wysyłając w jego kierunku, podobny czar.
Czarnoksiężnik zrozumiał swój błąd, zignorował potęgę istoty z odległego świata. Sefida poczęstowała ich silną falą uderzeniową, kierując ich bezwładne ciała, na twardą skalną ścianę. Roana korzystając z nieuwagi napastniczki, nie mogąc patrzeć na niedolę poturbowanych przyjaciół, zaatakowała istotę z całych sił mocą ognistego podmuchu. Płomienie owiewały odporną na ataki skórę, nie czyniąc kobiecie żadnego uszczerbku na zdrowiu. Odwróciła się raptownie w stronę atakującej czarownicy, szybkim ruchem dłoni powodując silny podmuch gorącego powietrza. Roana znalazła się pod ścianą, tracąc nagle przytomność od uderzenia. Marek kątem oka widział, jak Sulez ledwo łapie powietrze, stracił dużo krwi, a jego siły malały z każdą chwilą. Nie chciał pozwolić na to, żeby uszło z niego życie.  
- Ula posłuchaj, musisz mi pomóc. Mam tu kryształ leczący, ale zanim go użyję, ktoś musi wyciągnąć szybko to ostrze, które tkwi w jego piersi. - powiedział, wskazując na szpikulec w ciele wodnika.
- Co mam robić? - odparła dziewczyna, chwytając za koniec śmiercionośnej broni.
- Trzymaj się kolego, zaraz cię uratujemy. - pocieszał przyjaciela czarodziej.- Ula, wyjmij to, szybko!
- Ale on się wykrwawi …
- Zaufaj mi!  
Wtedy nastolatka szybkim ruchem, wyjęła tkwiące ostrze z piersi błotniaka. Jęknął głośno z bólu, a Marek wiedziony instynktem, użył magicznej mocy kamienia od Eny. Tęczowy blask spłynął do miejsca, gdzie znajdowała się rana.  Zranione miejsce, zaczęło się zasklepiać, dając nieopisana ulgę wodnikowi. Czarodziej zauważył, że kamień stracił swój kolor, stał się szary, bezużyteczny. Wyrzucił go w dal, czując strach w duchu, gdyż zrozumiał powagę sytuacji. Jeżeli komuś coś się stanie, umrze, bo nie będzie mógł go wyleczyć.
- Ula, Sulez, Talan, uciekajcie, jak najdalej się da, rozumiecie!

Skinęli mu głowami, oddalając się pełni obaw o swoje życie. Marek nie miał wyjścia, nadeszła chwila prawdy. W nim pokładali nadzieję, na ratunek. Niestety Jasmin zauważyła, że błotniak ucieka wraz z dziewczynami. Zaczęła się kierować w ich stronę, sunąc nad podłogą. Czarodziej nie czekając na nic, zaczął biec w obronie przyjaciół. Istota nienawidziła Uli, Uważała, że to przez nią Marek odrzucił jej uczucie. Sulezowi i Talan udało się uciec z komnaty, niestety nie zauważyli, że ich towarzyszka potknęła się tuż przed wrotami. Postać zbliżyła się do niej, chwytając ją w jednej ręce w górę, tak żeby mogła widzieć jej twarz..Chciała patrzeć swojemu wrogowi w oczy, kiedy będzie zadawać ostateczny cios.  
- Wreszcie cię dopadłam, księżniczko Luno. Zginiesz za to co mi zrobiłaś. - odparła Jasmin, z wyrachowaniem w oczach.
- Co zrobiłam? Mogę wiedzieć? - spytała, nie pewna swojej przyszłości.
- Stałaś na drodze do mojego szczęścia, ale to się skończy ...
- Puść ją! - krzyknął Marek, dobiegając oszołomiony.
Istota odwróciła się w jego stronę, jednocześnie nadal trzymając przerażoną Ulę. Nastolatka próbowała się przy tym uwolnić,ale uścisk nie dawał jej szans. Zza wrót z przerażeniem obserwowali całe zdarzenie Sulez z Talan, ale Marek pokazał im wymownym gestem, żeby się nie zbliżali.  
- Tobie chodzi o mnie, prawda? - oderwał się czarodziej.
Postać zaśmiała się głośno, przyciskając Ulę mocniej do siebie.
- Nie ważne, powiedziałam ci kiedyś, że za drugim spotkaniem nie będę miła. Miałeś swoją szansę, a teraz patrz, jak twoja ukochana ginie na twoich oczach.
- Zaczekaj! Jak to ukochana? Co ty mówisz?
Uli zrobiło się smutno, teraz już na pewno wiedziała, że sąsiad nie darzy jej uczuciem.  
- To przez nią mnie odrzuciłeś! - krzyknęła Jasmin smutnym tonem.
- Nie! To nie tak! - bronił się chłopak. - Ona nie jest niczemu winna. Lubię ją bardzo. Wypuść dziewczynę, zabij lepiej mnie!
- Nie Marek, nie rób tego! - krzyknęła Ula nie rozumiejąc co się dzieje.
- Może i nie darzę jej uczuciem takim jak ty myślisz, ale jest dla mnie jak siostra. Nie dam jej zginąć, prędzej umrę!

Sefida nie zważała na słowa czarodzieja, pałała nienawiścią do nastolatki. W jej zamroczonym umyśle tkwiła zemsta, niszcząc ją od środka, niczym trucizna. Marek zrozumiał w mig, że musi działać. Zobaczył, że postać zaczyna podejrzanie mocno jaśnieć, jak przed atakiem. Rzucił się na oślep na napastniczkę, kierując w nią moc czarów, przyswojonych na treningach u fioletowych ludzi. Jasmin pod naporem magii światła, zwolniła uścisk, wypuszczając przerażoną dziewczynę z rąk. Ula padła na ziemię, czując nieopisana ulgę.  
- Uciekaj! - zawołał Marek – ja ją zatrzymam!
Dziewczyna w momencie nie wiedziała co ma robić, spojrzała w oczy chłopaka. Kryło się w nich tyle emocji, których nie mogła pojąć, ale dotarło do  niej, że chce zostać sam na sam z istotą. W tym czasie Talan z Sulezem wyprowadzali z sali nieprzytomnych magów, Ula doskoczyła im pomóc. Gdy wszyscy znajdowali się już na zewnątrz, czarodziej skinął do nich głową, po czym odezwał się po raz ostatni.
- Zamknijcie bramę. Zostawcie mnie tu, wiem co robię.
- Marek … dlaczego? - wydusiła jeszcze z siebie nastolatka.
Nie słuchał jej wcale, obserwując przeciwniczkę, czując ciarki po całym ciele.  
Wodnik skinął tylko głową zaczynając zamykać szczelnie olbrzymie wrota. Czarodziej natomiast został sam na sam z Jasmin w sali. Ogarniał go niepokój, który trudno mu było znieść.  

Rozgniewana sefida falą uderzeniową zgasiła wszystkie świece, a w środku zapanowała ciemność, którą przełamywało jedynie światło księżyca w pełni, wpadające do sali, przez wytłuczone okna. Czuł jak wzbiera się w Jasmin coraz większa moc, nie mógł uciec, nie chciał. Jakby ciągnęła go do niej niewidzialna siła, której nie potrafił pojąć rozumem. Tylko on może ich uratować, ta odpowiedzialność wydawała się nie do zniesienia. Spojrzał w jej szare oczy, czując dreszcz emocji na całym ciele. Jeśli odda swe życie, umrze szczęśliwy, tylko ta myśl teraz mu towarzyszyła.

498 czyt.
100%132
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2583 słów i 14608 znaków

Komentarze (2)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 14 wrz 2018

    Chciałbym zobaczyć Jasmin po przemianie. Sulez i Marek to prawdziwi bohaterzy! Świetny opis mocy naszych bohaterów!

  • AnonimS

    AnonimS 14 wrz 2018

    Marek glownym bohayerem? Ciekawy pomysł. Szczerze piszac myślałem ze selfida  bedzie straszniej wygladala. B.dobry odcinek. Pozdrawiam