Druga strona mgły - Część II - 6

Uciekali na oślep przez przeklęty las nie oglądając się za siebie. Wtem wodnik zauważył starą chatkę, wbiegli tam czym prędzej. Drzwi zamknęli szybko na skobel i pozamykali okiennice tak szczelnie jak to tylko było możliwe. Coś chodziło wokół domku, słychać było czyjeś kroki po zmrożonej ziemi. Wewnątrz panowała ciemność. Stali przy drzwiach, a serce biło im jak oszalałe. Nagle poczuli, że coś uderza w drewniane wrota, a potem w okiennice na przemian. Talan zbierając w sobie resztki odwagi, równie mocno zaczęła uderzać o szerokie drzwi pięściami.  
- Wynoś się stąd ty zmoro! - krzyczała przy tym głośno, tak jak wtedy, kiedy uprzykrzał się jej Falon, gdy była jeszcze w zamku.
Nagle ataki z zewnątrz ustały. Sulez zdziwiony słuchał jak nieznana im postać oddala się od ich kryjówki. Talan opadła z sił na ziemię, ciężko łapiąc powietrze próbowała się uspokoić. Sulez uchylił lekko okiennice, ale niczego nie zauważył poza kłębiącą się jak przedtem mgłą.  
- Myślisz, że to coś dało nam spokój? - spytał po chwili patrzenia niespokojnie przez okienko.
- Moim zdaniem to coś wróci, może poszło po posiłki.
- Talan, musimy uciekać z tego lasu. Nie jestem ani czarnoksiężnikiem, ani czarodziejem, nie dam rady cię obronić. Trzeba prosić o pomoc kogoś mocniejszego.
Dziewczyna poprawiła płaszcz, po czym zaczęła odblokowywać drzwi.
- Co ty robisz? Oszalałaś? - odezwał się biegnąc w jej stronę, żeby ją powstrzymać.
- Zostaw! Nie będę tu czekała, na to coś. Chodźmy szybko do rusałek, w grupie będzie raźniej. A potem do wodników, trzeba ich wyprowadzić wpierw z lasu, bo tu jest niebezpiecznie.
Błotniak skinął potakująco głową, pozwalając rusałce otworzyć drewniane drzwi. Dziewczyna siłą woli szukała miejsca, gdzie kryły się jej koleżanki. Pokazała ręką przed siebie, każąc młodzieńcowi podążać za nią.  
- Czy to jest daleko? - spytał, rozglądając się wokół.
- Blisko, zaraz tam dojdziemy, jak nie będziesz marudził. - odparła, przyspieszając kroku.

Brnęli przez zmrożone zarośla i powykręcane gałęzie. Droga nie wydawała się łatwa, gdyż zbliżali się na bagna. Jednak i one zamarzły od przenikliwego chłodu. Paprocie leżały jak zwiędłe i kiedy po nich przechodzili łamały się jak zapałki. Idąc przed siebie w półmroku musieli liczyć na szczęście, nie mieli źródła światła, które obroniło by ich przed niebezpieczeństwem. Sulez na każdy szmer drzew lub poruszenie gałęzi dostawał gęsiej skórki po całym ciele. Nagle w oddali dało się rozpoznać staw, przy którym mieszkały nimfy. Był cały zamarznięty, ale zmienił kolor na czarny. Talan przyglądała się dziwnej barwie zmrożonej wody. Nie chciała iść na skróty, gdyż nie wiedziała czy nie kryją się na tafli pułapki. Obeszli więc dookoła małe jeziorko, widząc pierwsze domki wodnych nimf. W środku paliło się blade światło, więc podeszli do pierwszej chatki. Talan powoli zapukała w małe drzwiczki. Nikt im nie otworzył, wyczuwali popłoch w środku.  
- To ja Talan, przyszłam wam z pomocą. - odezwała się do wystraszonych mieszkanek lasu.
- Talan? Przecież ty mieszkasz u Falona, wypuścił cię?- spytał czyjś głos.
- Wpuśćcie mnie do środka to wam wszystko wytłumaczę, no koleżanki, nie bądźcie takie.
W końcu ktoś odblokował drzwi. Otworzyła im jasnowłosa nimfa, opatulona po szyję w zielone szaty. Wpuściła bez problemu Talan, ale Suleza zatrzymała.  
- Ty nie wejdziesz, wodnikom wstęp wzbroniony! - krzyknęła zdenerwowana.
- Spokojnie, wpuśćcie go, ręczę za niego, że nie zrobi wam krzywdy.  
Nimfa w zielonym ubraniu zastanowiła się chwilę, po czym wpuściła gościa do środka i szczelnie zamknęła drzwiczki. W środku siedziały rusałki stłoczone blisko paleniska, do którego co chwila dorzucały drewna, żeby nie wygasło. Sulez oniemiał, gdyż dziewczyny były niezwykle urodziwe. Talan zastanawiała się jak zareaguje ten lowelas w takim gronie. Pamiętała jak obrywał od Roany, kiedy zbyt spoufalał się. Teraz musiała uważać, żeby nie zrobił nic głupiego, gdyż wyrzucono by go na zewnątrz bez wahania.  
- Talan tyle lat ciebie nie widziałyśmy. Opowiadaj co się z tobą działo. - odparła jedna z rusałek, pokazując jej gdzie ma spocząć.

Dziewczyna powoli, ale ze szczegółami zaczęła mówić o wszystkim co ją spotkało. O niewoli u Falona, o tym co stało się z jej siostrą oraz jakie przygody ich spotkały. Jednak najbardziej zaciekawiło ich dziwne pochodzenie Jasmin oraz odnalezienie Luny. Niewiasty słuchały w skupieniu każdego słowa, nie spuszczając wzroku z rozmówczyni.  
- … i skończyło się to na tym, że Jasmin gdzieś zniknęła, a my szukamy przyczyny klątwy, która spadła na nasz las. - dokończyła, po czym napiła się wody, którą podała jej koleżanka obok.
W chatce zrobiło się niespokojnie, gdyż rusałki szeptały między sobą. Wiadomości jakich się dowiedziały zszokowały słuchaczki. Nagle do środka ktoś zapukał, nimfa ubrana na zielono otworzyła  ostrożnie. Do środka wkroczyła kobieta, którą dziewczyna znała od zawsze. Na jej widok uśmiechnęła się serdecznie wstając z miejsca, aby się przywitać.  
- Talan wróciłaś do nas? - odezwała się postać, nie mogąc ukryć zdziwienia na twarzy.
- Nawet nie wiesz jak dobrze znów cię widzieć. - odparła Talan witając się serdecznie.
Sulez podchodząc ostrożnie do rusałki, pociągnął ją parę razy za płaszcz. Ona obejrzała się i widząc zdezorientowanego wodnika, o którym prawie zapomniała, pociągła go za sobą.
- Ismeno poznaj Suleza, towarzyszy mi w wyprawie. - powiedziała, po czym wymownym gestem skierowała uwagę na błotniaka.
- Wodnik ci pomaga? Kto by pomyślał.
Kobieta wyglądała na przyjazną, miała długie czekoladowo brązowe pofalowane włosy, poprzeplatane jasnymi pasemkami. Ubrana w bladożółtą długą sukienkę, przykrytą białym płaszczykiem, prezentowała się nienagannie. Błotniak nie przestawał się jej przyglądać, zwłaszcza, że walory kobiecości rzucały mu się w oczy, kiedy rusałka zdjęła na chwilę wierzchnie okrycie.
- Sulez no odpowiedz coś. - odparła Talan, szturchając w ramię wodnika.
- W istocie przydzielili mnie, żebym bronił koleżanki. - przechwalał się, prostując się dumnie.
Dziewczyna przewróciła oczami, gdyż pamiętała jaki z niego tchórz. Wiedziała też o jego ciągłym zainteresowaniu płcią piękną, więc musiała uważać, żeby nie zrobił sobie przez to krzywdy. Zauważyła, że jego wzrok zamiast patrzyć w twarz rozmówczyni, utkwił gdzieś na wysokości biustu, więc kopnęła go wymownie w kostkę, a ten podskoczył jak oparzony.  
- Zjedzcie coś odpocznijcie, musicie być zmęczeni.
- Nie mamy na to czasu, zaraz wyruszamy, a wy musicie pójść z nami do wodników. Kiedy ich odnajdziemy, trzeba jak najszybciej opuścić las, to sprawa życia lub śmierci. - wyjaśniła, gorączkując się.
Rusałki popatrzyły po sobie, potem przez okno, gdzie wydawało się bardzo ciemno i nieprzyjemnie.  
- Nalegam odpocznijcie. Wytłumaczę za ten czas reszcie, dlaczego to tak ważne. - odparła Ismena błagalnym wzrokiem.  

Talan nie kryła zniecierpliwienia, gdyż zostawienie Suleza z tak liczną grupą dziewczyn, groziło mu kalectwem. Oczami wyobraźni widziała jak dostaje manto za zbereźne podchody. Bardziej jednak martwiło ją, w jaki sposób zachowa się plemię wodników na widok tylu rusałek na raz. Wiedziała, że nie mają innego wyjścia, jak ucieczka z lasu większą grupą. Westchnęła ciężko siadając na przygotowanym posłaniu. W końcu po zjedzeniu kolacji i długich rozmowach, rusałki szykowały się do snu. Wodnika aż rozpierało, patrzył cały czas na Talan, czy już zasnęła, a sam udawał, że też zapada w sen. Po pewnym czasie, kiedy zrobiło się cicho, postanowił podkraść się bliżej nimfy, która ich witała pierwsza w chatce. Skradając się pomiędzy rzędami porozkładanych wszędzie posłań, dotarł do upatrzonego celu. Kobieta pogrążona we śnie, nie spodziewała się, że ktoś ją obserwuje. Sulez delikatnie dotknął jej blond włosów, jakby wiaterek musnął je swym podmuchem. Nimfa otworzyła oczy i już chciała krzyczeć, kiedy wodnik powstrzymał ją wymownym gestem.
- Nie bój się. - szepnął – Chcę z tobą porozmawiać. Mam na imię Sulez, a ty?
- Azalia. - wyszeptała rusałka. - Powiedz co się dzieje z lasem?
Wodnik posmutniał.  
- Został przeklęty, musimy uciekać, ale nie bój się uratujemy was wszystkie. Nigdy nie dałbym skrzywdzić tylu niewinnych niewiast.
Dziewczyna uśmiechnęła się, podnosząc się lekko z posłania.  
- Czy to prawda, że Luna żyje? - spytała po chwili, zniżając ton głosu.
- Tak, niebawem do was wróci, będziecie miały prawowitą królową.
Nagle nimfa posmutniała. Do tej pory rządziła nimi Ismena, w zastępstwie za byłą władczynię, ale obiecała jej kiedyś, że jak będzie dobrze się sprawować, to ma szansę na koronę. Azalia łudziła się, że uda się jej dostać upragniony tytuł, aż do dziś.  
- Czemu nic nie mówisz? - spytał, widząc brak radości na twarzy rozmówczyni.
- Zamyśliłam się. Chodźmy spać, jutro ciężki dzień. - odparła dając wodnikowi do zrozumienia, że powinien się oddalić.
Chłopak nie chcąc robić kłopotu Talan, postanowił nikogo nie ruszać, na samą myśl o tym, że mógł wylądować po drugiej stronie drzwi, przechodziły go dreszcze. Kładąc się z powrotem koło swojej towarzyszki podróży, został nagle złapany za ramię.  
- Gdzie chodzisz? Idź spać bo nie zmrużę przez ciebie oka.
- A buzi na dobranoc? - spytał z uśmiechem robiąc słodką minę.
- A może chcesz przywitać moją pięść?  
Otworzył szeroko oczy. Dotarło do niego w mig, że nic nie wskóra, więc odwrócił się plecami próbując zasnąć. Talan jednak zrobiło się żal błotniaka, więc ukradkiem dała mu szybkiego buziaka w policzek i szybko odwróciła się z powrotem. Młodzieniec poczuł się wspaniale, zrobiło mu się ciepło, jednak powstrzymał się od amorów. Zasnął w końcu śniąc o pięknych dziewczynach i beztrosce, której mu tak bardzo brakowało.  

***
Następnego dnia pogoda sprawiła niespodziankę, gdyż przez ciężkie chmury na chwilę przebiło się słońce. Srebrzysty śnieg iskrzył się w jego promieniach, jak diamentowy pył rozsypany po polu. Czarne powykręcane drzewa mieniły się jak polukrowane, dzięki czemu nie wyglądały tak bardzo upiornie, jak w ciemności. Garstka fioletowych żołnierzy szła przodem, brnąc w zimnym puchu po kostki. Za nimi szły Roana z Semeną podziwiając chwilowe uroki otoczenia. W oddali czarna mgła coraz dalej rozprzestrzeniała się poza las. Na szczęście proces ten postępował powoli, chociaż i to nie uśpiło czujności czarownicy. Roana pamiętała różne kryzysy w jej świecie, jednak tym razem nie znała jego przyczyny. Większość życia spędzała na pogłębianiu swoich zdolności w skalnych czeluściach. Zwykle gdy przyszło jej się zmierzyć z niebezpieczeństwem, chodziło o magię światła lub umysłu. Niestety nie wiedziała co robić, gdy w grę wchodziła ciemność i chłód. Nie bała się braku światła, ale ta mgła którą widziała przerażała ją gdzieś w środku. Semena idąc u boku doświadczonej czarownicy dostawała przypływu sił, wiedziała, że to ona uczyła jej magii i w razie czego pomoże jej lub obroni. Musiały jak najszybciej dojść do Eny, żeby zobaczyć co za czar na nią rzucono. Gdyby udało się go pokonać, na pewno w połączeniu ze zdolnościami fioletowej księżniczki, pokonaliby zmorę nie z tego świata. Idąc pośród zmrożonej Doliny Zapomnienia i zbliżając się do przeklętego lasu robiło się nieprzyjemnie. Lodowaty wiatr zerwał się rzucając zmrożonym pyłem po wędrowcach. Roana szybko przywołała ochronną tarczę ogniową, która pomogła im iść na przód roztapiając drobiny śniegu w małe kropelki wody. Kiedy dotarli na skraj lasu, czarownica pierwsza weszła w czarną mgłę, a za nią reszta towarzyszy. Zamiast tarczy wyczarowała gestem ręki płonącą kulę, która rozświetlała im drogę. Widoczność była mocno ograniczona. Kobieta czuła się jak podczas jednej z prób, na jakie trafiła, w trakcie swojej nauki magii.  

Szli powoli rozglądając się dokoła nasłuchując podejrzanych dźwięków w przerażającej ciszy. Semena nawigowała drużynę, w którą stronę mają się udać. Nagle coś złapało za nogę jednego ze zwiadowców. Wyglądało jakby korzeń drzewa ożył i jak wąż oplótł stopę żołnierza. Ten mieczem szybko zaczął uderzać w czarny twór, ale ten ani drgnął. Roana widząc co się dzieje szybko wyczarowała strumień ognia, który trafiając w dziwne pnącze, rozluźniając uścisk na tyle, że mężczyzna mógł wyjąć unieruchomioną stopę.  
- Ten las jest przeklęty. Tutaj wszystko może wyrządzić nam krzywdę, uważajcie na siebie. - odparła rudowłosa wiedźma, rozglądając się dookoła.
- Roano będę uważała, ale szczególnie trzeba zwracać uwagę na żołnierzy, oni nie umieją czarować. - odparła Czarna rusałka, widząc spuchnięta stopę zwiadowcy.
- Nie boimy się śmierci. Doprowadzimy was do Eny, to ona jest teraz najważniejsza. - powiedział jeden z żołnierzy dobywając miecza.
Szli dalej, ale tym razem z większymi obawami. Każdy drobny ruch liści, lub skrzypienie starych gałęzi wywoływał w nich podwójną gotowość. Semena poczuła w powietrzu poruszenie. Wtem zaatakowały ich małe podobne do nietoperzy stworki, było ich coraz więcej. Kiedy zostały trafione zmieniały się w pył i rozsypywały w drobne fragmenty. Ogniste kule Roany szybko rozprawiały się z napastnikami, a Semena swoją czarną kryształową różdżką przebijała je z łatwością. Dzielni żołnierze siekali mieczami stworki, tak szybko jak tylko potrafili, niestety jeden z nich ranił w ramię ostrym szponem jednego z nich. Po chwili udało się rozpędzić demoniczne nietoperze, które zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Semena wyciągnęła z torby swoją maść na rany, opatrując zwijającego się z bólu mężczyznę. Rana nie wyglądała dobrze, maść nie pomagała. Żołnierz padł na ziemię dostając zimnych potów.  
- Co się z nim dzieje? - spytała zdezorientowana Czarna rusałka.
- Obawiam się, że został zatruty. Skoro twoja maść nie pomaga, nie potrafię mu pomóc. - odparła Roana widząc cierpiącego z bólu fioletowego żołnierza.
Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale wydał tylko ostatnie tchnienie i zamknął oczy. Semena zrozumiała, że dalsza droga przyniesie im więcej niespodzianek. Ledwo wkroczyli do lasu, a już dopadła ich śmierć towarzysza. Obawiała się, czy dotrą na miejsce, czy tak samo jak żołnierz, padną ofiarą nieznanej siły.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2743 słów i 15067 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • dreamer1897

    Mroczna część ale wciągająca. Dobrze, że Roana ma tak wspaniałe umiejętności.  
    To jest mega. Opowieść pochłaniająca bez końca :yahoo:

  • AuRoRa

    @dreamer1897 dzięki za budujący komentarz. Jak zwykle czarny charakter krzyżuje plany ;)

  • AnonimS

    Wychodzi Ci horror z tego opowiadania Autorko ;)" straszne te opisy tego lasu :P

  • AuRoRa

    @AnonimS Może troszkę mrocznie, to chyba przez to że jest jesień, taka aura ;)