pierwszeństwa fallusowi. Oczywiście byłbym szczęśliwy, gdyby mi obciągnęła do końca (o ile w ogóle zechciałaby to zrobić do samego finału), ale chciałem czegoś innego. Chciałem stać się mężczyzną i w końcu pierwszy raz zaliczyć ruchanko. Podniosłem ją i przewróciłem na plecy. Całując usta, jednocześnie położyłem się na niej i wsunąłem kolano, pomiędzy nogi, rozchylając je na boki, zbliżając wilgotną główkę penisa do równie mokrej szczelinki prowadzącej do gorącej pochwy.
- Mogę? - zapytałem, dysząc z pożądania.
- Tak – usłyszałem najpiękniejszą odpowiedź.
Naparłem, wsuwając część mojego defloratora w gorącą cipkę. Marta patrzyła mi prosto w oczy, żebym docenił skarb, jaki mi ofiarowuje. Myślę, że dostrzegła w moich oczach, jak bardzo jestem jej za to wdzięczny. Postanowiłem zerwać gwint jednym mocnym pchnięciem, by nie sprawić jej za dużo bólu. Mój kołek był tak sztywny, że wszedł jak ostry nóż w masło. Marta syknęła z bólu, ale zaraz przyciągnęła mnie do siebie, przylegając piersiami do mojego torsu, a ustami do ust. Zacząłem powoli poruszać się w niej, kiedy nagle przypomniałem sobie o zabezpieczeniu. A właściwie o jego braku. Byliśmy za młodzi, żeby władować się w jakąś przypadkową ciążę.
- Muszę uważać? - zapytałem.
- Nie. Wczoraj skończył mi się okres – odpowiedziała szeptem.
Nie znałem się na tych rzeczach, ale jak mówi, że można, no to naprzód. Przyspieszyłem ruchy, lecz orgazm przyszedł nadspodziewanie szybko, usztywniając kręgosłup i ściskając pośladki. Zacząłem tryskać strugami spermy, napełniając pochwę gorącym nasieniem. Opadłem na Martę, ciężko dysząc, z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej rozczarowany. To już? Tak szybko? Zdawałem sobie sprawę z tego, że raczej nie jest usatysfakcjonowana. Było mi strasznie głupio.
- Przepraszam – wyszeptałem.
- Przestań. Było dobrze – znowu była tą przemiłą Martą, jaką wszyscy znali.
Przewróciła mnie na plecy i zaczęła całować. Mój organ wcale nie wymiękł po wytrysku i przemknęła mi przez głowę myśl, czy przy takiej lasce kiedykolwiek mi opadnie. Nadziała się na niego, ciągle leżąc na mnie, powoli poruszała biodrami na boki, sprawiając, że mój penis zaczął się w niej poruszać ruchem okrężnym, a w miarę przyspieszania ruchów, zaczął się kręcić jak śmigło. Co jakiś czas zwalniała, siadała na mnie opierając się dłońmi o klatę, poruszając wtedy biodrami w górę i w dół, by po chwili znów wrócić do "śmigłowca”. W pozycji na jeźdźca miałem doskonały dostęp do piersi, falujących w rytm podskakiwania na moim fiucie, więc korzystałem, pieszcząc je oburącz. Jeżeli myślicie, że tym razem udało jej się osiągnąć orgazm, to jesteście w błędzie. Wygląda na to, że to nie jest taka prosta sprawa. Co prawda, tym razem wytrzymałem trochę dłużej, ale i tak spuściłem się, zanim Marta doszła. Czułem się fatalnie. Już drugi raz się nie spisałem. Ale ona nie sprawiała wrażenia rozczarowanej. Położyła się na mnie, tuląc się mocno i całując moją twarz. Była kochana! Cudowna! Przytuliłem ją mocno i tak leżeliśmy, odpoczywając. Nie, nie zasnęliśmy. Nie można zasnąć, kiedy się pierwszy raz ma przy sobie piękną, młodą dziewczynę. Bzykaliśmy się jeszcze kilka razy w ciągu tej nocy, aż nastał świt, a nasze narządy były poobcierane i bolące. Dopiero wtedy odpuściliśmy, zapadając w sen, nadzy i przytuleni do siebie. A i tak, po kilku godzinach regenerującego snu, kolejny dzień rozpoczęliśmy od seksu.
Po śniadaniu, kiedy poszliśmy na plażę, zauważyłem, że Marta ma poranione łokcie i kolana – jej delikatna skóra ucierpiała podczas nocnych manewrów, ale kiedy pytałem, czy boli, to ze śmiechem odpowiedziała, że warto było trochę pocierpieć, że w nocy nawet tego nie czuła. Oboje byliśmy szczęśliwi. Reszta pobytu minęła nam na opalaniu, kąpielach i bzykaniu się. Robiliśmy to, kiedy tylko się dało i gdzie się dało – czasem w jeziorze, wieczorem na plaży lub pomoście, czy podczas spacerów w lesie. Wiadomo, w tym wieku cały czas się chce, a poza tym uczyliśmy się naszych ciał i ich reakcji na różne bodźce. To było wspaniałe lato. Po powrocie do domu już mniej było okazji, żeby być sam na sam i gzić się bez stresu. W październiku zacząłem studiować, więc widywaliśmy się rzadziej – tylko w weekendy. Przed Wigilią spotkaliśmy się u niej. Była bardzo nieswoja, wcale się nie uśmiechała, więc spodziewałem się jakiejś niedobrej wiadomości.
- Co się dzieje? - zapytałem.
- Jestem w ciąży – odpowiedziała, patrząc na mnie z niepokojem.
Nie wiedziałem jak się zachować. Byłem w szoku! Dopiero rozpocząłem studia, a tu taka skucha!
- Jesteś pewna? Byłaś u lekarza?
- Byłam. Ale... ale to jeszcze nie wszystko... - widać było, że zastanawia się, czy i ewentualnie w jaki sposób mi to powiedzieć.
- Może być coś jeszcze? - nie przetrawiłem pierwszej wiadomości, a wyglądało na to, że będzie jeszcze gorzej.
- Nie jestem pewna, czy to ty jesteś ojcem – powiedziała szeptem, szlochając.
- Jak to? - zapytałem, jeszcze nie do końca łapiąc, o czym ona mówi. Przecież byliśmy razem i nie miała nikogo przede mną.
Płacząc, opowiedziała mi jak do tego doszło. We wrześniu szkoła zorganizowała trzydniową wycieczkę do Warszawy. Kiedy opiekunowie poszli spać, koleżanki wyciągnęły Martę na dyskotekę, której dźwięki były słyszalne w miejscu ich zakwaterowania. Tam poznały kilku studentów, w tym jednego z Senegalu. Był wysoki, mocno zbudowany i jego fantastyczny sposób poruszania się, w połączeniu z czarującym uśmiechem, doprowadził do tego, że oszołomiona drinkami nastolatka, straciła jednocześnie rozum i przyszłość. W toalecie, półprzytomną, w mało romantyczny sposób zerżnął długi, gruby, czarny penis, a na koniec wpompował w nią miliony zdrowych plemników, z których jeden znalazł podatny grunt do zapoczątkowania dwóch żywotów naraz. Po studencie oczywiście wszelki ślad zaginął (poza tym podwójnym w brzuchu Marty). Kiedy mi to opowiadała, jeszcze nie wiedziała, że ciąża jest podwójna i który z nas jest sprawcą. Sytuacja była beznadziejna.
- Przepraszam – chlipiąc, unikała mojego spojrzenia.
- Na razie – powiedziałem wychodząc.
- Nie zostawiaj mnie z tym, proszę – ryczała już na całego.
- Nie zostawiam. Muszę się przewietrzyć, pomyśleć co dalej, ale nie martw się – nie zostawię cię.
Wyszedłem, szukając najbliższej knajpy. Musiałem się napić, żeby trochę ochłonąć. Przy drugim piwku przestałem się obawiać o przyszłość. W końcu nie ja pierwszy zaliczyłem wpadkę. To wcale nie jest koniec świata. Jak dziecko urodzi się białe, to znaczy, że moje – wtedy się pobierzemy i jakoś to będzie. A jak będzie czarne – to trudno – wtedy ślub nie wchodzi w rachubę. Ale do czasu rozstrzygnięcia, postanowiłem być przy Marcie i pomóc jej jakoś przez to przejść.
Wróciłem do niej dopiero po trzecim piwie. Trochę się uspokoiła, pamiętając, co powiedziałem tuż przed wyjściem. Już na spokojnie, razem zastanowiliśmy się, o czym możemy powiedzieć rodzinie i znajomym, a co lepiej przemilczeć. Na razie postanowiliśmy nie informować nikogo o możliwości urodzenia czarnoskórego dziecka. Co ma być, to będzie. Jeśli się takie urodzi, to wtedy będziemy się martwić. Marta bardzo mi dziękowała za to, że zachowałem się w porządku. Ale nie czułem się z tym dobrze. Strasznie bolało, że zdradziła mnie już przy pierwszej okazji. Wypomniałem jej to, mówiąc, że będzie musiała odpokutować. W tej sytuacji nie miała innego wyjścia, jak zapewnić, że zrobi dla mnie wszystko, o co ją poproszę. Więc na początek, dla sprawdzenia poprosiłem, żeby zrobiła mi loda z finałem w ustach i połknęła wszystko do ostatniej kropelki. Nigdy dotąd nie chciała tego zrobić, ale teraz, bez zbędnych dyskusji, rozpięła mi spodnie i zsunęła w dół razem z bokserkami. Lewą dłonią zaczęła pieścić jajka, a prawą odciągnęła napletek, odsłaniając błyszczącą końcówkę mocy. Mój wacek był jeszcze miękki, więc chwilę go trzepała, ale w końcu pochyliła się i polizała od nasady, po sam czubek, by po kilku takich razach, objąć go gorącymi wargami. Ciepło ust, języczka i pieszczota delikatnych dłoni, natychmiast usztywniły mój instrument. Zaczęła na nim grać jak wytrawna flecistka, łapiąc coraz szybszy rytm. Jej szyja poruszała głową w przód i w tył, nadziewając ją na mojego sztywnego pala. Chwilami przerywała, by odpocząć, ale kontynuowała pieszczoty ręczne, wspomagając je języczkiem, pieszczącym ruchem okrężnym moje błyszczące berło. W końcu widząc, że zaczynam dochodzić, przyspieszyła obciąganie, a ja przytrzymując jej głowę, wytrysnąłem w gorące usta, skumulowany przez tydzień ładunek spermy. Połknęła wszystko, wylizała mi fiuta do czysta, ale spojrzała na mnie tak urażonym wzrokiem, jakbym ją strasznie upokorzył. Nie chciałem, żeby tak to odbierała, więc podniosłem ją i przywarłem do ust, które mi przed chwilą dały tyle radości. Widząc, że wcale się nie brzydzę, a wręcz jestem szczęśliwy, odpowiedziała pocałunkami i przytuliła się do mnie mocno. Później już za każdym razem, kiedy mi obciągała, robiła to do końca, łykając wszystko z uśmiechem na buzi, świadoma, że za to kocham ją jeszcze bardziej i w pełni doceniam jej starania.
Podczas prawie całego okresu ciąży, uprawialiśmy seks na różne sposoby. Oczywiście nie omieszkałem wykorzystać jej poczucia winy za zdradę i namówiłem ja także na seks analny. Początki nie były łatwe, ale potem bardzo nam się to spodobało , bo znakomicie urozmaiciło nasze życie erotyczne. I to w obie strony. Czasem to mój tyłek był penetrowany, zwiększając intensywność orgazmów. A Martę przy okazji cieszyło, że może się odegrać za ostre rżnięcie jej dupki. Wraz z rozwojem ciąży, jej figura zmieniła się znacząco, ale podniecała mnie jeszcze bardziej. Krągłość brzuszka i wielkie piersi, usztywniały mojego wacka, jak nigdy dotąd. Na parę dni straciłem jednak apetyt na seks, gdy badania wykazały, że Marta nosi w brzuszku bliźnięta. Z pojedynczego kłopotu, zrobił się podwójny. Testosteron jednak zrobił swoje i po oswojeniu się z tą informacją, powróciliśmy do intensywnego bzykania.
Tak się szczęśliwie złożyło, że poród wypadł w czerwcu, dzięki czemu (i zaangażowaniu do opieki własnej matki) Marta mogła kontynuować edukację, nie tracąc roku. Dziewczynki urodziły się zdrowe, śliczne, ale wszystkich poza mną i Martą, zaskoczył kolor ich skóry. W Małym Mieście to sensacja, okazja do plotek i wytykania palcami. A dla rodziny, test na siłę łączących ją więzów. Na szczęście nie trwało to długo, bo Marta była osobą lubianą, więc po kilku tygodniach temat się znudził, a całkiem inne sensacje zaabsorbowały uwagę opinii publicznej. Ponieważ była jedynaczką, do roli rodziców chrzestnych szukała chętnych wśród kuzynostwa, ale znalazła tylko troje. Zwróciła się więc z prośbą do mnie, jako przyjaciela, czym wprawdzie trochę mnie zaskoczyła, ale zgodziłem się bez wahania. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jakie ta decyzja będzie miała konsekwencje w przyszłości. Ludzie z większym doświadczeniem są świadomi, że gdy się jest chrzestnym jednego z bliźniąt, to tak jakby się miało dwoje chrześniaków. Wszystkie prezenty muszą być podwójne, żeby obdarowując jedno dziecko, nie robić przykrości drugiemu. Ale wówczas nawet o tym nie pomyślałem. Cieszyłem się, że będę blisko Marty, stanę się prawie członkiem rodziny.
Po chrzcie, stałem się częstym gościem w jej domu, bo czułem się w obowiązku pomagać przyjaciółce, w zajmowaniu się maluszkami. Miało to swoje dobre i złe strony. Jedno dziecko daje popalić, a dwójka to dopiero jazda, ale dzięki mojej wytrwałości, bardzo zyskałem w oczach Marty. Podczas karmienia, mogłem oblukiwać jej piersi – wyjątkowo w tym okresie nabrzmiałe. Nie wstydziła się karmić przy mnie, bo przecież widywałem ją wcześniej wystarczająco często nago. A taki widok to ogromny bonus. Teraz trochę się tego wstydzę, ale zawsze kiedy widziałem jej pierś przy karmieniu, wracały wspomnienia i musiałem sobie ulżyć - najczęściej w toalecie. W sumie nie mijałem się z prawdą mówiąc, że idę za potrzebą
W tamtym czasie notowania Marty mocno spadły – większość konkurentów, wcześniej tak bardzo na nią napalonych, teraz w obawie przed wpakowaniem się w wychowywanie dwójki nieswoich i w dodatku czarnoskórych dzieci, odpuściło sobie Martę jako obiekt pożądania. Ale dla mnie nadal była najcudowniejszą istotą na tej ziemi. Dlatego często na imprezy chodziliśmy razem i czasem byłem za to nagradzany wspaniałym bzykankiem (niestety już zawsze w gumce). Kiedy na studiach poznałem swoją przyszłą żonę – Alicję, trochę urwał mi się kontakt z Martą. Wprawdzie bywałem w naszym rodzinnym mieście w okresach świątecznych i wtedy ją odwiedzałem, ale już o seksie z nią mogłem zapomnieć. Zresztą ona też poznała kogoś, więc nasze kontakty osłabły. Ale te dwa małe diabełki cały czas cieszyły moje serducho. Im większe, tym więcej radości dostarczały. Podobne jak dwie krople wody. Ubierane tak samo, były nie do odróżnienia. Wydawało mi się, że rozpoznaję Sarę – moją chrześnicę - po tym, że pierwsza do mnie przybiegała, gdy je odwiedzałem, ale pewności nigdy nie miałem. Im były starsze, tym częściej robiły kawały zamieniając się rolami. Z wiekiem, coraz więcej czasu wymagała też pielęgnacja ich włosów - strasznie ciężko było rozczesywać te sprężynki – ich mamusia i babcia spędziły nad tym wiele godzin. Przez kilkanaście lat widywałem je podczas świąt, urodzin i imienin. W końcu wyrosły na prześliczne, długonogie, wesołe nastolatki. Ich szczupłe ciałka nabrały kobiecych kształtów, piersi urosły, ale były dużo mniejsze niż wzgórza ich matki. Za to długie, czarne włosy były tak gęste, że dziewczęta wymyślały co rusz nowe fryzury – grube warkocze, dredy, albo setki cienkich warkoczyków - ale obie zawsze robiły je tak samo. Nadal nie dawało się rozpoznać, która jest którą. Nawet Marta miała z tym kłopot. Ja w tym czasie byłem już rozwiedziony i mieszkałem samotnie w Warszawie.
Pewnego czerwcowego dnia, niespodziewanie zadzwoniła do mnie Marta, pytając, czy może przyjechać z córkami. Zgodziłem się z radością, choć nie chciała zdradzić, jaki jest cel tej wizyty. Stwierdziła tylko, że chodzi o interes. I że powinienem być zadowolony. Bardzo dobrze kojarzyły mi się te dwa słowa – interes i zadowolony. Choć niekoniecznie z forsą.
Jeżeli podobało Ci się to opowiadanie, bądź tak miła/y i kliknij lajka lub napisz komentarz. Zachęci mnie to do dalszej pracy.
Pozdrawiam.
0Bi1
9 komentarzy
emeryt
Bardzo dobrze napisana pierwsza część: to młodość i głupota, a skutki na wiele lat.
Helen57
Wspaniale napisane opowiadanie pierwszych doświadczeń młodych ludzi . Poznawanie ciała ,pieszczot ..............
Dom
Ciekawe opowiadanie. Miejscami nieco infantylne jednak niosące ciekawą treść. Moim skromnym zdaniem tekst wręcz prosi się o dołączenie choć nuty emocji, które dadzą pełny wyraz bohaterom. Kiedy kolejne części?
0bi1
@Dom Założenie jest takie, że opowiadanie będzie dwuczęściowe, dlatego nie rozwlekam go zbytnio. W sprawie emocji odpowiadałem już MrHyde - owi. A kiedy reszta - nie wiem. Ogarnęło mnie lenistwo świąteczno-sylwestrowe. Ale jak już się zbiorę, to pójdzie błyskawicznie.
Dom
@0bi1 Trzymam kciuki
Robert72
Bardzo fajne ,ciekawy temat opowiadania ,świetne zakończenie . Już chce się czytać dalej. Kiedy dalej.
0bi1
@Robert72 Jeszcze nie zacząłem pisać, więc trudno powiedzieć.
stoper
czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy
chlopiec
Świetne masz opowiadania, bardzo lubię je czytac i mam pytanie czy będą jeszcze kolejne opowiadania "Iza"
0bi1
@chlopiec Ostatnia część się pisze.
Lordvader
Jestem mile zaskoczony lekkością pióra. Masz prawie kompletny warsztat pisarski. Nic dodac nic ująć. Pisz dalej.
Lolek231
Nic dodać nic ująć poprostu świetne, kontynuuj tę historię proszę
donald
Jedno z naprawdę dobrze napisanych opowiadań ostatnimi czasy - sniper elite powinien się uczyć jak pisać tak aby czytelnik był zaciekawiony i jednocześnie podniecony.