Druga strona mgły - Część 3

Marek patrzył na swoją koleżankę unosząc mimowolnie brwi. Pomyślał, że albo ona chce mu współczuć w ten sposób, albo chce z niego zażartować. Zaciekawiony słuchał dalej, nie przerywając.
- To było może z pięć lat temu. Zbierałam rośliny do zielnika na wystawkę z biologii, słońce już zachodziło. Miałam wracać do domu, kiedy zauważyłam niesamowitą roślinę na skraju lasu. Poszłam po nią, wiedziona ciekawością.  Zatapiając się w gęstwinie traw zauważyłam smakowicie wyglądające maliny. Wyglądały jak z obrazka, więc poszłam ich spróbować. Zjadłam parę, w istocie okazały się wyborne. Nagle coś mnie złapało za nogę i nie chciało puścić. Wyrywałam się ile sił, ale w końcu upadłam. Coś zaczęło mnie ciągnąć dalej, nie wyglądało na człowieka. Byłam przerażona, myślałam że zginę. Wtem pojawiły się postacie w bieli, młode dziewczyny. Kazały puścić mnie stworowi. Pamiętam, że powiedziały „swoich nie wolno ruszać”. Mówiły między sobą, że mam jakieś znamię na plecach. Potem zemdlałam i ocknęłam się przy płocie jednego z domów. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, ale może mając podobne doświadczenia mnie zrozumiesz.  
Chłopak nie mógł uwierzyć swoim uszom. Ula znała stworzenia z lasu. Teraz rozumiał dlaczego tam nigdy nie chodziła. Zwłaszcza wieczorami, a na dodatek sama.  
- O jakie znamię chodziło?  
Dziewczyna pokryła się rumieńcem na twarzy. Speszyła się jak daleko zabrnęła w swojej opowieści.  
- A taki znak na plecach, mam to od dziecka - odgięła lekko bluzkę od góry.
Marek zobaczył dziwny maleńki symbol, przypominający listek.
- Niesamowite, nie wiesz naprawdę skąd to masz? Rodzice nie widzieli tego wcześniej? – spytał patrząc na ślad na ciele.
W końcu Uli zrobiło się nieswojo i poprawiła bluzkę. Sam zrozumiał, że dość kłopotliwie się przyglądał.
- Znowu dowiesz się czegoś nowego. Powiem ci w sekrecie, że ludzie którzy mnie wychowują, to nie są moi rodzice. Jestem adoptowana.

Chłopaka zamurowało na te słowa. Tyle czasu mieszkali obok siebie a on nigdy z nią tak długo nie rozmawiał. Nagle zaczęło go wszystko interesować dotyczące sąsiadki.
- Wspominałaś, że mówili, że swoich nie ruszają. To by miało sens, ale to niedorzeczne.
- Ale co sugerujesz? – zapytała zaciekawiona Ula
- Czy to możliwe, abyś pochodziła z lasu? Ja o mało nie zginąłem, uratowała mnie dziewczyna o imieniu Jasmin. Inaczej jako zwykły człowiek, podzieliłbym los innych zaginionych. Goniło mnie coś połowę drogi do domu. Dziwi mnie, że ciebie grzecznie odstawili pod miasteczkiem. Nie stała ci się żadna krzywda, chociaż straciłaś przytomność. - snuł domysły fotograf zagłębiając się coraz bardziej w tajemniczy temat rozmowy.
Ula sama zaczęła się zastanawiać nad swoim pochodzeniem. Wiedziała, że jako dziecko bardzo dużo czasu spędzała w wodzie. Płakała jak wysychał kwiat w doniczce i w ogóle była inna niż rówieśnicy.  
- Czuję, że ten las może mi pomóc. Mam tyle pytań, na które nie znam odpowiedzi. Chociażby dlaczego tak lubię wodę i najdłużej nurkuję? Skąd to znamię? Dlaczego mnie tam ciągnie, chociaż obawiam się o swoje bezpieczeństwo.  
Dziewczyna wstała i popatrzyła w stronę wysokich drzew i gęstwiny krzewów na horyzoncie. Różniła się od rówieśniczek. Najlepsze wyniki na basenie, piątka z przyrody, nie raz wiedziała pierwsza co kto powie.  Marek pomyślał przez chwilę i przypomniał sobie Jasmin. Mieszkała przy wodzie i nurkowała w niej, odgadywała jego myśli. Czyżby Ula była do niej podobna? Zastanawiał się i nie mógł zatrzymać lawiny myśli kotłującej się w jego świadomości.
- Ula! Musimy zobaczyć tą zjawę, którą widziałem pod lasem. Myślę, że będzie znała odpowiedzi na twoje pytania. – powiedział chłopak z entuzjazmem.

Niestety w mig przypomniał sobie, że stwory leśne są niebezpieczne. Jednak dla sąsiadki postanowił spróbować zaryzykować raz jeszcze.  
- Chociaż boję się lasu, to z tobą mogę się tam zagłębić. Ufam, że mi pomożesz w razie niebezpieczeństwa. - zgodziła się dziewczyna mając w oczach nadzieję.
- Pomogę ci, w końcu jestem chłopakiem. - uśmiechnął się Marek lekko.  
- Dziś wieczorem wyjeżdżają moi rodzice do znajomych, więc mogę spokojnie wyjść z domu bez litanii.
- Spotkamy się pod twoim domem o dziewiątej, dobrze?
- W porządku, ale co powiesz w domu?
- Powiem, że wychodzę do kolegi. Czasem u niego goszczę, więc nie będzie problemu.
- Dobrze, a więc do wieczora. Muszę wracać. - odparła Ula zbierając się do drogi.
Ubrała klapki i przeciągnęła się po dłuższym siedzeniu w jednej pozycji. Wrócili powoli do swoich domów, jeszcze po drodze rozmawiając.  
Kiedy chłopak znalazł się w swojej samotni, rozmyślał patrząc na zdjęcia, które robił w okolicy lasu. Nie wiedział jak dziś się sprawy potoczą i czy Jasmin się pojawi ponownie. Wtedy z zadumy wyrwał go Bartek. Wrócił z pracy i przyszedł do pokoju brata. Marek zorientował się, że czegoś szuka.  
- Pożyczam twoje radio. Chcemy posłuchać muzyki ze znajomymi, a moje padło po ostatniej imprezie.
- Nie ma sprawy. - odparł obojętnie chłopak, jakby myślami znajdował się gdzie indziej.
- Co za zgodność, nie protestujesz ...
- Aha, dziś znowu idę do kolegi. Powiedz mamie, żeby się nie martwiła.
- Tylko nie oglądaj horrorów młody. Muszę lecieć, trzymaj się brat. - powiedział na odczepne Bartek, wybiegając z pokoju.  

Marek odłożył zdjęcia, został sam. Wyszedł na podwórko z aparatem. Zrobił kilka makro, roślinom w ogrodzie. Chciał się odprężyć i zapomnieć o kłopotach, ale myśli krążyły wokół ostatnich wydarzeń. Potem zajął się ogrodem, który tak kochała mama. Podlewał rośliny i wyrywał chwasty, chcąc żeby czas minął szybciej. Pierwszy raz o tak późnej porze, szedł z dziewczyną na spacer, a może na randkę, sam nie wiedział. Nagle pomyślał, że Uli może się coś stać w tajemniczym lesie. Może lepiej zostać w domu i nie narażać zdrowia. Jeżeli stwory nadejdą, tak jak te co go goniły, to nie będzie im do śmiechu. Jednak chciał pomóc Uli, żeby się nie zastanawiała na darmo, kim jest i skąd pochodzi. Przygotował parę rzeczy, w tym scyzoryk, latarkę. Nie umiał się bronić, ale nie chciał przyznawać się do tego przy sąsiadce.  
Wieczór nadszedł szybko, powietrze wypełniał zapach letnich kwiatów i grillowych potraw z przydomowych ogródków. Marek szedł powoli w stronę domu Uli, bijąc się z myślami. Kiedy dotarł na miejsce, rozejrzał się wokoło, ale nikogo nie było. Już chciał wejść przez furtkę, gdy poczuł czyjąś rękę na swoich plecach.
- Idziemy? - zapytała dziewczyna z euforią w oczach.
Podskoczył jak oparzony.  
- To ja . - zaśmiała się cicho Ula - Ale jesteś wystraszony. Może zostańmy w domu?
- Nie, w porządku, ale jak podeszłaś tak cicho?- odparł chłopak ze zdziwieniem.
- Sama nie wiem, tak wyszło. Chodźmy, zanim spotkamy moje koleżanki, są wścibskie jak mało kto.  
Wyruszyli więc przed siebie, ale Ula znów potknęła się w tym samym miejscu, co niedawno i kolejny raz upadła. Marek zamiast się śmiać, wydobył pechową płytę chodnikową, niczym chuligan.  Wyrzucił ją w pobliskie krzaki, a dziewczynie szarmancko pomógł wstać.  
- Nic ci nie jest?
- W porządku.  
Ula zdziwiła się skąd w Marku nagle taka determinacja, gdyż zwykle nie reagował w taki sposób.
Zaczął się zastanawiać co się z nim dzieje. Pomaga dziewczynie i interesuje się jej losem. Ma na niego dziwny wpływ. Na fotografiach nie kończył się świat, przebywanie z koleżanką sprawiało mu coraz większą radość. Wydawała się mu bliska, jak siostra której nigdy nie miał. Wreszcie mógł stać się dla kogoś ważny.  
Kiedy szli w stronę nieznanej przygody, obawy pojawiały się z każdym kolejnym krokiem. Ula też nie wyglądała na zadowoloną, ale w jej oczach czaił się lęk. Nie wiedzieli co czeka ich na skraju lasu oraz czy postać zjawiskowej nimfy, ukaże się przed ich oczami. Oboje zostali związani tajemnicą, gdyż to co ich spotkało, nie należało do normalnych zdarzeń z życia człowieka. Gdyby komukolwiek o tym wspomnieli, na pewno zostaliby wyśmiani. Skupisko drzew, o którym uczyli się tyle lat w szkole, dla innych stanowiło zwykły wytwór przyrody, nic niezwykłego. Pozostało im tylko mieć nadzieję, że wyjaśnią wreszcie czy to co im obojgu się przytrafiło, to nie sen, tylko rzeczywistość.  

Wieczór wydawał się ciepły, ale Marek wziął ze sobą cienką kurtkę. Wolał mieć coś na wypadek chłodu lub deszczu.  Ula również zabrała bluzę, obawiając się, że wejdą w głąb lasu. Choć na samą myśl o tym przechodziły ją dreszcze. Z każdym krokiem, który zbliżał ich do drzew, chłopakowi podnosiła się adrenalina i przyspieszało tętno. Grał bohatera, ale sam nie wiedział co tym razem spotkają. Zapadła noc zanim dotarli do rzeki. Gwiazdy świeciły jasno na firmamencie. Lekki wiaterek poruszał źdźbłami traw oraz kwiatów rosnącymi na łące, a woda w rzece szumiała miarowo. Przeszli przez mostek na drugą stronę wodnej wstęgi. Serce im biło coraz mocniej z każdym krokiem. Ula chwyciła odruchowo chłopaka za rękę, żeby się poczuć pewniej. Szli powoli, gdy usłyszeli za sobą szelest w trawie. Odwrócili się, ale nikogo nie ujrzeli, przeszedł ich dreszcz.  
- Boje się! – krzyknęła Ula.
- Spokojnie jestem koło ciebie. - odparł Marek sam trzęsąc się w duchu.  

Nagle zaczęła zbierać się gęsta mgła, wtem pojawiła się przy lesie postać. Marek poznał ją od razu, to Jasmin. Jednak tym razem zaczęła krzyczeć do nich z oddali:
- Uciekajcie!
Chłopak odwrócił się i zobaczył dziwne stwory w ciemności za nimi, jakby duchy snujące się nad ziemią. Pod wpływem impulsu, zaczęli biec w stronę tajemniczej kobiety. Potwory deptały im po piętach, gdy dobiegli do nimfy, chwyciła ich za ręce. Poczuli dziwne mrowienie i lekki ruch powietrza. Wszystko działo się bardzo szybko, zamknęli więc na chwilę oczy. Gdy je na powrót otworzyli, ujrzeli, że są w jaskini. Paliło się tam ognisko, a wejście blokowała skalna płyta. Nimfa patrzyła na chłopaka ze zmarszczonymi brwiami i nie wyglądała na zadowoloną. Wiedział że go ostrzegała, a pomimo tego zjawił się znowu w tym samym miejscu, jeszcze w środku nocy.  
Jasmin dorzuciła drewna do ogniska i kazała im usiąść na specjalnie ułożonym posłaniu.  
Tym razem miała na sobie długą białą sukienkę, która zakrywała jej ciało i nie skrywała śladów kąpieli, jak poprzednio. Jaskinia wydawała się nie wysoka, więc gdy rusałka wstała, sięgała głową pod samo sklepienie. W końcu, gdy skończyła swoje rutynowe czynności, przemówiła:
- Ostrzegałam cię, miałeś nie wracać. Natomiast ty zamiast mnie posłuchać, przychodzisz jeszcze z dziewczyną, czy postradaliście rozum?! - wykrzyknęła rusałka oburzona.
- Wiem co mówiłaś, rozumiem. Przychodzę w ważnej sprawie. Ula pokaż swoje znamię na plecach. - powiedział Marek pokazując ręką w stronę sąsiadki.  
Dziewczyna odchyliła bluzkę i ukazała symbol, który widniał na jej ciele. Jasmin gdy go zobaczyła, osunęła się na ziemię. Oboje podbiegli do niej szybko, chcąc ją podnieść.  
- Nic mi nie jest. Wprost nie mogę uwierzyć. To niesamowite, a więc żyjesz.  

Ula popatrzyła ze zdziwieniem w oczach na nimfę. Marek zaciekawiony nie spuszczał z nimfy wzroku. Wiedział, że są blisko poznania prawdy. Rusałka ujęła dłonie Uli w swoje. Patrzyła na nią jak na kogoś bardzo bliskiego. W końcu zaczęła opowiadać:
- Byłaś taka mała gdy to się stało, tak, to cud że żyjesz. To wydarzyło się wtedy, gdy wybuchł pożar w północnej części lasu. Podejrzewaliśmy, że kiedyś to się stanie. Ludziom wydawało się to łatwym sposobem, aby pozyskać nowy teren, bez wycinki drzew. Uciekaliśmy przed ogniem, a odważniejsze stwory gasiły płomienie jak tylko potrafiły. Bawiłaś się tam, jak to dziecko i nie zauważyłaś co się działo. Zostałaś odgrodzona od innych pasem ognia, płakałaś głośno. Nie mogliśmy po ciebie wrócić, żeby się nie zdradzić ze swoim istnieniem. Na szczęście wyglądałaś jak każde ludzkie dziecko. Zabrał cię wtedy jakiś człowiek, który gasił płomienie. Myślałam, że bez wody i lasu nie przeżyjesz. Ale jesteś tutaj, żyjesz,  nie mogę w to uwierzyć. - opowiadała nimfa gestykulując.  
Ula zaskoczona tą opowieścią, słuchała w skupieniu. Natomiast Jasmin rozpromieniła się. Nagle między nimi zapanowało dłuższe milczenie. Wiadomość o nowej tożsamości dziewczyny wydawała się niewiarygodna.  
Patrzyli na ognisko, zastanawiając się co dalej robić. Nagle odezwała się Ula, nie mogąc znieść  milczenia.
- To szokujące, nie mogę pochodzić z lasu. Jak to w ogóle możliwe? Przecież nie mam takich zdolności jak ty. Wracam do domu, nie chcę o tym dłużej słuchać. - dodała dziewczyna oburzonym tonem.  
Wstała szybko i podbiegła w stronę zamkniętego wyjścia. Zaczęła odsuwać z całych sił, cienką skalną płytę. Marek z Jasmin podbiegli szybko w stronę Uli, aby powstrzymać ją przed tym co chciała uczynić. W nocy nie należał do bezpiecznych miejsc, a nimfa doskonale o tym wiedziała. Niestety nie zdążyli. Ula nie patrząc na zagrożenia, wybiegła na zewnątrz i popędziła ślepo przed siebie w mrok.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2499 słów i 13646 znaków. Tag: #fantasy

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Podnosisz napięcie. Nierozważna ta Ula. Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS dopiero wpadają w kłopoty  ;)

  • Almach99

    @AuRoRa wiekszosc twoich bohaterek lubi wpadac w klopoty 😃

  • AuRoRa

    @Almach99 nie umieją usiedzieć w miejscu , fakt  :danss: