Druga strona mgły - Część II - 1

Koro przechodząc nieopodal pokoju Eny poczuł dziwny powiew chłodnego wiatru. Zdziwiony zerknął do środka i oniemiał. Widok leżącej bezwładnie na posadzce księżniczki, wywołał w nim panikę. Zaczął biec czym prędzej ku niej, krzycząc rozpaczliwie o pomoc. Próbując cucić swoją panią zauważył, że jej skóra jest zimna jak lód. Przyłożył dłoń sprawdzając czy oddycha.
- Księżniczko, obudź się! - krzyczał generał, potrząsając nieruchomą kobietą.
Krzyczał cały czas, aż w komnacie nazbierało się dużo leczących stworków i żołnierzy ze straży. Koro podniósł delikatnie Enę i wziął ją na ręce. Widząc, że nie ma żadnej reakcji z jej strony, przeniósł ją na łóżko i ułożył tam ostrożnie. Nikt nie wiedział co mogło się wydarzyć. Zagadkowe wydarzenie zbiło z nóg potężnego wojownika.  
- Koro, co my teraz zrobimy? Co się stało? - dopytywał jeden z żołnierzy.
Mężczyzna uniósł wzrok ku górze, zacisnął pięść i przygryzł wargę. Spojrzał na swoje oręże bitewne, po czym odparł.
- To zadanie dla kogoś kto włada magią, nasze zdolności są teraz bezużyteczne.
Zauważył wtem na stoliku magiczne lustro, w którym księżniczka oglądała szukane przez siebie osoby. Podchodząc do niego spostrzegł zamek Falona oraz gromadę przyjaciół śmiejących się i żartujących przy kominku. Uderzył pięścią w stół, wywracając na ziemię czarodziejski przedmiot.
- Oni o niczym nie wiedzą. Niestety musimy im zepsuć sielankę. - odezwał się generał.
- Panie czy wysłać posłańca?
- Wysyłaj czym prędzej. Nie możemy zwlekać.
Mężczyzna usiadł przy łóżku księżniczki, odsyłając zgromadzonych do swoich zajęć. Kiedy wyszli chwycił się rękami za głowę, zmarszczył brwi pogrążając się w myślach. Lodowate powietrze wypełniało nadal komnatę. Świecące kryształy zdawały się zmieniać barwę na błękitną, co spowodowało zmianę koloru światła wewnątrz pomieszczenia. Ena leżała jak zaczarowana nie dając żadnego znaku poprawy jej stanu. Nagle Koro zauważył, że po jej policzku popłynęła łza.  
- Trzymaj się dzielnie moja pani, ratunek już nadchodzi. - odezwał się generał chwytając za lodowatą dłoń księżniczki.
Czuł bezradność i wiedział, że tym razem to nie od niego zależy los ukochanej władczyni. Jednak czy ratunek nadejdzie na czas? Z czym mieli do czynienia? Co tam się wydarzyło? Te i więcej pytań zadawał sobie zdesperowany mężczyzna, patrząc na obezwładnioną i spokojną Enę pogrążoną w dziwnym letargu sięgającym swych źródeł, poza granicami ludzkiego umysłu.

***

Delikatna mgiełka unosiła się ponad lasem, a pierwsze promienie porannego słońca przebijały się leniwie poprzez białą poświatę. Maleńkie obłoczki znikały powoli z nieboskłonu jakby robiły miejsce dla złocistego słońca na niebie. Ptaki wzbijały się w powietrze, jak dziecięce latawce śpiewając melodyjnie wśród panującej ciszy poranka. Pośród górskich szczytów rozlegały się pokrzykiwania latających stworów, które poruszone zbliżającym się dniem, rozpoczęły swoją wędrówkę wśród dolin w poszukiwaniu jedzenia. Mgła rozstępując się odsłoniła wtopiony w skały zamek Falona. Światło słoneczne rozbijając się o kamienie, wpadło do wnętrza komnaty, gdzie został ugoszczony Marek. Otwierając szeroko oczy, rozglądał się po wnętrzu gościnnego pokoju. Najpierw zapomniał gdzie się znajduje. Po czym przypomniał sobie wczorajsze zdarzenia ze szczegółami. Zerwał się z łóżka, ubrał koszulę i spodnie, wybiegając na korytarz. Wpadł wprost na Talan wywracając ją na ziemię.  
- Uważaj! - krzyknęła dziewczyna.
- Przepraszam. Gdzie jest Jasmin?- zapytał pośpiesznie, rozglądając się przy tym dookoła.
- Spokojnie. Jeszcze śpi. A skoro ty już nie śpisz, to chodź mi pomóc. - uśmiechnęła się Talan zacierając ręce.
- W czym? O co chodzi?
- A więc potrzeba kogoś kto umie czarować, żeby poustawiać krzesła, stoły i dekoracje w sali.
Marek podrapał się w głowę. Miał ochotę zbyć dziewczynę i iść do ukochanej, ale w końcu jako czarodziej chciał być pomocny. Talan rozanielona, że znalazła pomocnika, chwyciła Marka za rękę.
- Wiem że się zgadzasz. Cudownie. Chodź ze mną.
- Przecież nic nie odpowiedziałem. - bronił się chłopak.
- Umiem czytać w myślach. - podskoczyła z radości, niczym mała dziewczynka.
- No tak. Eh, te rusałki. - dodał podążając za uradowaną towarzyszką.
Tymczasem przygotowania do ślubu Semeny i Falona od samego rana wypełniały cały zamek. Służba potworów krzątała się wszędzie, sprzątając i znosząc różne dekoracje z lochów. W południe mieli swój wyjątkowy dzień. Po wielu przeżyciach wreszcie udało im się zostać razem. Tak bardzo chcieli spokoju w ich życiu pełnym bólu i trosk. Czarna rusałka stojąc przed lustrem wybierała suknię dla siebie, ale na żadną nie mogła się zdecydować. Wyczarowując jedną za drugą czuła, że coś im brakuje. W końcu nie wytrzymała i pobiegła do komnaty Roany. Wiedziała, że jej pomoże wybrać coś niepowtarzalnego. Już chciała zapukać do środka, gdy usłyszała krzyki wydobywające się ze środka. Nagle coś uderzyło o drzwi, po czym wypadł z nich Sulez. Roana siedziała z założonymi rękami na łóżku.  
- Przepraszam, to silniejsze ode mnie! - bronił się wodnik.
- Na drugi raz cię zwiążę na noc. Oducz się takiego zachowania, bo stanie ci się krzywda.
- Co on znowu zrobił? - zapytała zdziwiona Semena.
Roana wzruszyła ramionami, po czym przykryła się długą peleryną.  
- Brak słów, zaglądał mi pod kołdrę jak spałam.
Semena zaśmiała się głośno, patrząc na poobijanego Suleza, trzymającego się za obolałe plecy.  
- Temperament to ty masz. Dobrze, że do mnie nie przyszedłeś. Nie chcę myśleć jakby Falon zareagował. Roana znajdź sobie ukochanego do obrony. - zaśmiała się znowu Czarna rusałka.

Czarownica uśmiechnęła się, jednak w środku ogarnęło ją dziwne uczucie. Należała do osób, które ceniły sobie samotność. Nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby dzielić życie z kimś, kto starałby się kierować nią. Jednak widząc roześmianą twarz Semeny, która wcześniej była pełna bólu i goryczy zaczęła się zastanawiać co takiego potrafi zrobić uczucie. Rozwiała jednak kłębiące się myśli, jak dym nad ogniskiem. Nie chcąc psuć swojej reputacji wypchnęła Suleza, od drzwi jak najdalej odsunęła również Czarną rusałkę i trzaskając z całej siły wrotami, zamknęła je na klucz.  
Wodnik skulił głowę i powoli zaczął cofać się w korytarzu, żeby nie denerwować kobiet.  
- Namieszałeś i jak zwykle uciekasz. - odparła Semena grożąc mu wymownym gestem.
- Spieszę się. - powiedział wymijająco, znikając za najbliższym zakrętem.
Czarownica zrozumiała, że rozgniewana Roana jest w tej chwili nie pomoże, wtedy postanowiła odwiedzić Ulę. Idąc długim korytarzem oglądała dokładnie ściany zamku. Falon obiecał jej, że razem w nim zamieszkają, więc zastanawiała się czy nie przydałaby się tutaj kobieca ręka. Z sufitu zwisały bujne pajęczyny, obrazy wiszące bezładnie, wołały o pomstę do nieba. Przedstawiały przerażające krajobrazy, od których przechodził dreszcz po plecach. Część świec w lichtarzach tkwiła połamana rzucało się w oczy, że rzadko ktoś dbał o wymianę ich na nowe. Rozmyślając doszła wreszcie pod drzwi komnaty, w której odpoczywała Ula. Zapukała kilka razy, po czym drzwi delikatnie się uchyliły. Dziewczyna wyjrzała na korytarz i kiedy zobaczyła kto stoi przed nią, rozpromieniła się.  
- Dzień dobry, wyspana? - spytała Semena widząc niedawną uczennicę jeszcze w koszuli nocnej.
- Prawie, za dużo wrażeń wczoraj nas spotkało, do tej pory nie mogę dojść do siebie. Wejdź nie stój tak przed progiem.- odparła, zapraszając przyjacielskim gestem Czarną rusałkę.
Komnata była mała, ale misternie urządzona. Meble wykonane z czarnego kryształu, zostały pokryte szczegółowymi zdobieniami. Przez okno umieszczone dość wysoko, wpadało światło prosto na lustra, które rozpraszały je po całym pomieszczeniu. Nastolatka schowała się za jedwabną kotarą w kącie pomieszczenia, aby przyodziać odpowiedni strój. W tym czasie Czarna rusałka zaczęła rozmowę.
- Mam do ciebie prośbę. Musisz mi w czymś pomóc.
- W czym? - zapytała, kończąc dopinać ostatnie guziki w sukience.
- Doradź mi odnośnie sukni ślubnej, mam kilka pomysłów, ale potrzebuję rady.
Dziewczyna chwilowo posmutniała. Wiedziała, że Marek już znalazł dla siebie kogoś wyjątkowego. Nie spotka jej takie szczęście, jak Semenę.  Musiała o nim zapomnieć, ale jednak pomimo tego ogarniała ją pustka w środku. Wychodząc ubrana w krótką sukienkę, usiadła obok gościa starając się uśmiechać.  
- Co się stało, coś cię trapi? Widzę to w twoim zachowaniu. - odparła Czarna rusałka z zatroskaniem w głosie.
- Martwię się co będzie z Markiem. Życzę mu jak najlepiej, ale boję się czy nie stanie mu się krzywda w tej krainie, do której chce go zabrać Jasmin.
Kobieta wzruszyła ramionami, po czym wstała i zaczęła spacerować po pokoju.  
- Rozumiesz moje obawy? Ta dziewczyna całkiem niedawno próbowała nas wszystkich odesłać na tamten świat. Skąd mamy wiedzieć, że jej intencje są szczere?
Kobieta zmieniła wyraz twarzy, a z jej ust zniknął uśmiech, z jakim weszła z początku do komnaty.  
- Nie możesz się zadręczać. Marek ręczy swoim życiem za Jasmin. Cokolwiek byśmy nie chcieli mu wytłumaczyć, nie trafiło by do niego w żaden sposób. Rozumiem go, bo sama jestem na zabój zakochana w Falonie. Niepotrzebnie zasiałaś ziarno zamieszania. Mam teraz ważniejsze zmartwienie. - powiedziała Czarna rusałka, robiąc wymowną minę.

Wokół niej zawirowało i ukazała się w przepięknej czarno-srebrnej sukience, z licznymi zdobieniami. Następnie po raz kolejny wyczarowała kreację, ale tym razem w fioletowej tonacji. Zmieniała tak swój wygląd wiele razy, w końcu Ula nie wytrzymała zniecierpliwiona.
- Semeno, we wszystkich ci pięknie. Jak dla mnie najbardziej zjawiskowo wyglądałaś w jednej z nich. Srebro z czarnym kolorem pasują do twojej osoby.
- Dziękuję za pomoc, masz podobne zdanie, za to cię cenię.
Ula uśmiechnęła się po raz kolejny. Wiedziała, że Czarna rusałka już dawno wybrała suknię, tylko potrzebowała aprobaty. Nagle ktoś zapukał do drzwi.  
- Kto tam?  
- To ja Falon. Jest u ciebie Semena?
- Tak, a co się stało?
- Mogę wejść?
Semena szybko zmieniła wygląd, żeby ukochany nie zobaczył jej przedwcześnie w odświętnym stroju. Ula podeszła do drzwi, otwierając je szeroko. Falon spojrzał na Czarną rusałkę, która natychmiast rzuciła mu się w ramiona.  
- To tu się schowałaś, szukam cię cały poranek. Niedługo ślub trzeba zorganizować uroczystość. Moje sługi mnie denerwują, potwory zamiast pomagać, wymigują się od pracy.
- Uspokój się zaraz ci pomogę, nie psujmy tak wyjątkowego dnia.
Falon pocałował ją czule, zapominając na chwilę o problemach.
- Też pójdę pomóc wam, ile dam rady. - wtrąciła się nastolatka, o której na chwilę zapomnieli.
Czarna rusałka ucieszyła się i przytulona do czarnoksiężnika wyszła na korytarz. Cała trójka udała się do sali, aby przygotować ostatecznie dekoracje. Każdy jak tylko mógł pomagał młodej parze. Nawet Roana przyszła targając za sobą Suleza, który nie miał ochoty zajmować się porządkami. Obawiając się kuli ognia, zabrał się za przygotowania, mrucząc coś pod nosem. Wszyscy byli bardzo zajęci i nie zwracali uwagi co działo się wokół. Jednak nikt nie zauważył braku Jasmin wśród nich, poza Markiem, który wyraźnie się niecierpliwił.

***

Tymczasem w kryształowej komnacie Ena nadal leżała unieruchomiona jak kamień. Błękitna poświata bijąca od kryształów sprawiała, że dało się czuć mroczny klimat w środku. Koro dostał od żołnierzy ciepły płaszcz, ponieważ trząsł się z zimna. Jak zwykle z dumy chciał pokazać, że nie robi to na nim żadnego wrażenia, ale jego ludzie wiedzieli swoje. Leczące stworki kręciły się dookoła swojej pogrążonej w letargu pani, próbując swoją mocą przebić się przez dziwny urok, jaki na nią spadł. Jednak nie przynosiło to żadnych rezultatów.
Jej twarz nie ukazywała emocji, była nieobecna. Generał widząc  biegające wokół stworki, w pewnym momencie nie wytrzymał i wybuchnął. Uderzył mieczem w posadzkę, a wystraszone puchate kuleczki zaczęły uciekać pędem z komnaty. Mężczyzna podniósł z podłogi magiczne lusterko, ale tym razem nic nie ukazywało się w nim. Nie wiedział jak ma uruchomić przedmiot. Wściekał się, ponieważ pragnął prześledzić, gdzie teraz są jego posłańcy. Nagle zauważył ze zgrozą, że tafla lustra zaszła dziwną czarną powłoką. Upuścił go na ziemię jak oparzony, a ono rozbiło się w drobny pył rozsypując się na wszystkie strony. Wtem do komnaty wpadł żołnierz, zdyszany ledwo łapiąc oddech.  
- Co się stało? Mów szybko! - krzyknął Koro zdezorientowany sytuacją.
- Generale … na … na zewnątrz. Musisz to zobaczyć.
Mężczyzna kazał pilnować księżniczki i wybiegając na zewnątrz groty oniemiał. Woda w stawie stawała się coraz bardziej ciemna i bulgotało coś z jej środka. Żołnierze stali w pogotowiu z orężem w ręku jednocześnie obawiając się zaistniałej sytuacji. Tymczasem niedawno jeszcze przezroczysta ciecz zmieniła kolor na smolisto czarny. Wtem wzburzona woda uspokoiła się i tafla wyrównała swoją powierzchnię przypominając szkło. Nie ostudziło to jednak czujności Koro, gdyż wydało mu się to jeszcze bardziej podejrzane, ponieważ zrobiło się zbyt spokojnie. Lekki wiaterek powiał pośród drzew i zapanowała cisza. Wszyscy w skupieniu obserwowali staw, który ani na chwilę nie powrócił do swojego poprzedniego stanu. Jeden z kudłatych stworków zbliżył się do dziwnej cieczy, chciał swoim malutkim noskiem powąchać wodę, wtedy coś wyłoniło się ze środka. Czarna postać przypominająca kulę energii wyszła w mgnieniu oka i zdmuchnęła leczącego puchacza, jak pyłek na wietrze. Kula powiększała się z każdą chwilą.  
- Uważajcie łucznicy! Na mój znak atakujecie! - krzyknął Koro z całych sił.
Podniósł rękę do góry widząc, że czarna kula zaczyna coraz bardziej przypominać postać.
- Teraz! - wydał rozkaz, a jego ludzie wystrzelili strzały, które poszybowały celnie na dziwnego stwora.  
Jednak ku zdziwieniu zebranych atak nie powiódł się. Strzały jak zapałki odbiły się od postaci  i wpadły wprost do czarnej jak noc wody.  
- To jakaś magia, generale. - odezwał się jeden z żołnierzy, widząc co się stało.
- Teraz to i ja to zauważyłem. Co tu się dzieje?
- Zginiemy? - spytał rozdygotany fioletowy żołnierz, kurczowo przytulając do siebie tarczę.

Mężczyzna nie spuszczając wzroku z napastnika nic nie odpowiedział. Pierwszy raz w swoim życiu spotkał się z tak nieznaną mu siłą. Do tej pory zawsze w trudnych sytuacjach pomagała im księżniczka swoimi magicznymi zdolnościami przeganiała niebezpieczeństwo. Tym razem  nie mogli już na nią liczyć. Postać uformowała się w zjawę otoczoną czarna chmura, przez to nie było widać kogo wewnątrz skrywa. Nagle z wody po ziemi powędrowała czarna mgła, która rozchodziła się dookoła w bardzo szybkim tempie. Tajemnicza postać uniosła się w górę i poszybowała gdzieś w dal znikając wszystkim z pola widzenia.  
- Do jaskini, szybko! - krzyknął Koro próbując ratować swoich ludzi.
Cała armia generała wbiegła za nim do środka, zamykając za sobą ciężkie wrota, których bardzo długo nikt nie musiał używać.  
- Wszyscy są? - spytał mężczyzna, rozglądając się nerwowo.
- Nikt nie został za drzwiami, wchodziłem ostatni. - zameldował żołnierz.  
- Dobrze zatem część straży zostaje tutaj na wypadek, gdyby posłańcy wrócili, reszta za mną pilnować księżniczki.
Weszli do zimnej komnaty, gdzie nadal leżała zaczarowana Ena. Byli odcięci od świata, mogli tylko czekać na posiłki z zamku, to jedyne co im teraz zostało. Jednak Koro obawiał się  czy pomoc do nich dotrze, bo nie wiedział z czym, czy też kim mają tym razem do czynienia. Z bijącym z niepokojem sercem, dzierżył kurczowo miecz w dłoni, bacznie obserwując wyjście. Spodziewał się ataku, nie był przygotowany, nie na takiego nieprzewidywalnego przeciwnika.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2994 słów i 16756 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • dreamer1897

    Ślub Semeny i Falona to dopiero będzie wydarzenie.
    Spodziewam się Twojej genialnej wyobraźni kiedy dojdzie do zabawy  :yahoo:

  • AuRoRa

    @dreamer1897 dzięki, po tylu latach ślub im się należy, w końcu wreszcie są razem :D Zamek mają duży to i miejsce maja na uroczystość, plus służba z potworów ;)

  • AnonimS

    Było tak sielsko i anielsko a tu nagle czaaaarny potwór.... :) pozdrawiam AnonimS

  • AuRoRa

    @AnonimS Zawsze znajdzie się czarna owca ;) tym razem mają nowe wyzwanie