Druga strona mgły - Część 6

Gęstwina krzewów i drzew utrudniała poruszanie się, a grząski teren powoli się kończył. Marek biegł nie oglądając się za siebie. Wiedział, że będzie poszukiwany przez podstępną rusałkę, która nie zamierzała odpuścić mu zniewagi. Las zdawał się większy, a chłopak nie znał drogi goniąc na oślep. Po drodze jego myśli krążyły wokół Uli. Teraz pewnie siedziałaby w ogrodzie, popijając lemoniadę, gdyby tylko nie zabrał ją ze sobą na wyprawę. Jako zapalony miłośnik przyrody, nie spodziewał się, że jego pasja może go doprowadzić w tarapaty. Ile by oddał, aby być teraz w swoim domu, żartować z bratem, albo pstrykać fotki. Uciekając przerażony zauważył w oddali gęste zarośla. Wiedziony strachem postanowił ukryć się w nich jak najprędzej. Wchodząc coraz głębiej w gęstwinę zauważył owoce, które fioletową barwą przypominały mu pyszne jagody. Głód przejął nad nim kontrolę, więc postanowił spróbować jednego, nie zastanawiając się, czy nie jest przypadkiem trujący. Zerwał owoc z krzewu, ale nagle ziemia pod nim zaczęła się zapadać i zaczął spadać w dół. Wylądował poturbowany i zakurzony na dnie jakiegoś zapadliska. Przenikliwe zimno powiało ze środka ciemnej jak noc pułapki, aż po plecach przeszedł mu dreszcz. Po chwili z głębi dobiegały jakieś stłumione odgłosy, które z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze. Pierwsze co przyszło mu na myśl, to ucieczka, ale nogi odmawiały mu uparcie posłuszeństwa. Musiał skręcić kostkę lub złamać kość, bo ból stawał się nie do zniesienia, gdy tylko próbować wstać. Odgłosy kroków wydawały się bardzo głośne, jakby ktoś znajdował się bardzo blisko.

Nagle zauważył, że pojawia się blade światło, które z każdą chwilą jaśnieje w ziemnym tunelu. Serce zaczęło bić chłopakowi tak mocno, jakby miało wyrwać mu się z piersi. Nie wiedział czy to ostatnie chwile jego krótkiego życia, czy uda mu się uratować z tej niespodziewanej opresji. Wtem z mroku wyłoniły się podobne do ludzi postacie, trzymające w rękach pochodnie oraz topory i dzidy. Ich karnacja wpadała w fioletowy odcień, a długie włosy o podobnym kolorze, mieli spięte. Ich spojrzenia nie wyglądały przyjaźnie, a wręcz przeciwnie, napawały grozą każdego, kto by na nich spojrzał.
W końcu jeden z nich przemówił, chyba dowodził przysłanej na patrol grupy.
- Mamy cię złodzieju, chciałeś ukraść nasze owoce. Pójdziesz z nami. - odparł stanowczo jeden z żołnierzy, przystawiając dzidę do torsu Marka.
- Nie dam rady iść ... jak spadłem uszkodziłem sobie nogi, ... nie zagrażam wam, uwierzcie. - tłumaczył się chłopak drgającym głosem. - Byłem głodny, skąd mogłem wiedzieć, że jagody są wasze.
- W takim razie związać go! Zaciągniemy go przed oblicze sprawiedliwości, niech księżniczka postanowi co z nim zrobić. - odparł dowódca, nie spuszczając swojej broni.
Stwory związały Marka zaczynając ciągnąć go w głąb tunelu, mrucząc coś pod nosem. Chłopak zakurzony, wyjąc z bólu, czekał tylko na koniec udręki.
Gdy wydostali się z tunelu, oczom Marka ukazała się soczysta zielona trawa, jeziorko i majestatyczny wodospad, otoczony krzewami z jagodami oraz kolorowymi kwiatami.  
Do chłopaka, który krzyczał z bólu, zbliżył się malutki, włochaty stworek, przypominający kształtem kulę. Miał duże czarne oczy, a spod futerka wysunął małe łapki przykładając je do nóg młodzieńca.
Zaczął coś mamrotać, po czym chuchnął kolorowym pyłkiem, w stronę obolałych kończyn, a ból nagle zniknął, jak ręką odjął.  
- Wstań! Nie ociągaj się, złodzieju! - krzyknął ponownie dowódca.

Chłopak nie odważając się sprzeciwić uzbrojonym żołnierzom, wstał idąc dalej, z uczuciem ulgi.  
Zdziwiony tym, co się stało z jego poturbowanymi nogami, nie mógł wyjść z podziwu, jak takie małe stworzenie mogło go uleczyć. Weszli za płynący wodospad, przekroczyli wielką bramę, zrobiło się chłodniej. Ściany z kamienia powoli stawały się coraz bardziej pokryte szlachetnymi kamieniami i wielobarwnymi, przejrzystymi kryształami. Brama rozstąpiła się ukazując jeszcze większe bogactwo wnętrza. Myślał, że znalazł się w bajce lub śni. Dookoła biegały małe stworki, takie same jak ten, co uleczył mu nogi. Większość kryształów świeciła własnym światłem, rozświetlając wnętrze cudownej sali. Na jej końcu znajdowało się kolejne wejście. Kiedy przez nie weszli, znaleźli się tuż przed kolejnymi drzwiami, ozdobionymi przepięknie nieznanymi minerałami.  Generał zapukał do nich, a reszta odeszła. Drzwi drgnęły powoli, ukazując im wielką kryształową komnatę. W jej rogu siedziała kobieca postać, z twarzą zakrytą zwiewnym, mieniącym się w świetle welonem. Związanego Marka rzucono na podłogę, każąc mu się pokłonić. Chłopak nie śmiał protestować, z obawy o swoje życie.  Wtem postać w welonie przemówiła po raz pierwszy.
- Możecie już wyjść, zostawcie go tutaj. - jej godny, ale stanowczy głos, sprawiał, że roztaczała wokół siebie przyjemną aurę.
Marek podniósł się ostrożnie, nie wiedząc czego może się spodziewać po dziwnej postaci.
- Dlaczego chciałeś nas okraść?  
- Chciałem stłumić głód. Nie wiem kim jesteś, ale nie zdajesz sobie sprawy co przeżyłem.

Fioletowa pani po chwili wstała i zaczęła okrążać chłopaka mówiąc dalej.
- Każdy ma swoje tłumaczenie. Najpierw kradniecie nasze jagody, a potem chcecie dostać się do groty z kryształami, żeby ją splądrować! Jesteś człowiekiem, a to da się odczuć od razu, szpiegujesz tutaj aby powiedzieć innym o ukrywanych bogactwach, tak?
- Nie, to nie tak – bronił się Marek – pozwól mi opowiedzieć swoja historię, proszę. Uwierz, nie jestem z tego powodu w tym lesie.
- A więc dlaczego, mów, posłucham mam bardzo dużo czasu. - powiedziała księżniczka siadając z powrotem na swoim posłaniu.
Chłopak zaczął opowiadać, jak się zaczęła jego podróż. O tym jak się znalazł w lesie oraz o Uli, która ma po niego wrócić. O Jasmin, która okazała się inna, niż myślał. Wytłumaczył spokojnie, że kocha przyrodę i nie potrafiłby zrobić nic złego stworzeniom tu mieszkającym.  
Księżniczka wysłuchała go, po czym położyła rękę na jego głowie.
- To co mówisz jest prawdą, mam taką zdolność, że wyczuwam, jak ktoś kłamie. - dodała fioletowa pani, powoli odkrywając swoją twarz.
Jej cera miała fioletowe zabarwienie, podobnie włosy, ale oczy wpadały w jasny błękit. Nosiła suknię wykładaną kolorowymi kamieniami, drobno wtopionymi w przewiewny materiał.
Uśmiechnęła się do przybysza, rozwiązując mu więzy.
- Pomożemy ci, nikt cię tu nie skrzywdzi. Z tego co powiedziałeś wnioskuję, że Jasmin rośnie w siłę.
- Wiesz o kim mówiłem?
- Tak znam ją , ona skrywa mroczne tajemnice. Doszły mnie słuchy, że dotarła do Doliny Zapomnienia, a to nic dobrego nie wróży. - odparła księżniczka. - Wspominałeś o koleżance, niejakiej Uli, że ma znamię, jak ono wygląda?
- Coś jak liść, nie pamiętam dokładnie.
- Nie wiesz kim ona jest? Nie domyślasz się człowieku? - spytała dziwnym tonem księżniczka
- Rusałką, tak mówiła Jasmin.
- Tak, ale czy nie powiedziała ci nic poza tym?

Marek otworzył szeroko usta, słuchając dalej fioletowej istoty, nie wiedząc co ma powiedzieć.
- Twoja koleżanka jest rusałką, ale nie taką pospolitą, tylko z królewskiego rodu. Zaginęła dawno temu w czasie pożaru lasu.
- Tak, słyszałem o tym ...
- Na pewno nie wie, że skrywa w sobie moce, które gdyby wpadły w ręce Jasmin, pozwoliłyby jej zawładnąć całym lasem i rusałkami. Nie można do tego dopuścić, żeby pozyskała od Uli jej zdolności. Tą kobietą kieruje skrywana od dawna nienawiść, to zła istota. - odparła fioletowa pani, ciężko wzdychając.
- To niewiarygodne, nigdy bym nie pomyślał.
- Czy darzysz ją uczuciem, kochasz?  - spytała patrząc mu głęboko w oczy.  
Marek poczuł się zmieszany, nie raz chodzili razem na spacery, rozmawiali, ale takie wyznanie. To nie pasowało do jego oceny rzeczywistości.  
- Lubie ją, to moja koleżanka z sąsiedztwa. - odpowiedział ale czuł, że ta odpowiedź rozbawiła księżniczkę.
- Nie musiałeś na to odpowiadać, może zadałam zbyt poważne pytanie. Z doświadczenia wiem, że dla byle kogo nie ryzykuje się życia. Nie wiem czy wiesz, ale z tego co opowiedziałeś, to Jasmin zadurzyła się w tobie.
- Nie, to już bez sensu, ja nie szukam takich przygód ...
- Nic na to nie poradzisz, będzie cię szukać, aż do skutku, zraniłeś jej dumę. Zanim jednak cię znajdzie, dam ci lekcje magii. Natomiast moi żołnierze pokażą jak się bronić, bo nie unikniesz potyczki z nią.
- Co? Mam się bić z kobietą? A tak z ciekawości, to czemu chcesz mi pomóc, przecież jestem człowiekiem?
- Pomagam ci, bo czuję w tobie ukryty talent.  

Zdumiony Marek, aż wstał z wrażenia.
- Jak to magii? Ja jestem zwykłym chłopakiem z przedmieścia. Nie mam takich zdolności. Nienawidzicie ludzi, jak więc chcecie mi pomagać?
Księżniczka pokiwała przecząco głową i ujęła młodzieńca za rękę.  
- Ty jesteś kimś, kto może doprowadzić do równowagi w tym niespokojnym miejscu. Tylko ty masz szansę na zmierzenie się z siłami Jasmin.
- Akurat, nie uwierzę w to ...
- Jest pewna stara przepowiednia, mówiąca o wędrowcu, takim jak ty. Zrozum, Jasmin jest niebezpieczna dla naszego i waszego świata. Skrywa w sercu urazę. Kieruje nią duma i pragnienie władzy.
- Skąd wiesz?
- Wiem to ponieważ spotkałam ją i zdołałam wyczytać jej intencje. Nie powiedziałam, że nienawidzę ludzi, ale nie pochwalam niszczenia przyrody.  Dla tych skarbów, które tu posiadam, ludzie by zrobili wszystko z chciwości. Gdyby ten las nie był magiczny, już dawno zostałby wycięty w pień. Na szczęście na razie ludzie obawiają się tu zapuszczać, chociaż domyślam się, że może to nie potrwać zbyt długo
Marek zrozumiał o co toczy się walka. Ta niepozorna nimfa chce zniszczyć ich piękny świat i  sama rządzić w lesie. Skoro mógłby im pomóc, to postanowił się poświęcić.
- Dobrze, skoro tak mówisz, pomogę wam, ale boję się o Ulę.
- Nie martw się, sam ją obronisz, kiedy zdobędziesz moc, zaufaj mi.  
Księżniczka zaprowadziła go do komnaty, aby wypoczął, a sama poszła wyjaśnić ze strażą, aby go nie atakowali więcej. Wyglądało na to, że nic nie było takie jak się zdawało z początku. Zmęczony padł na posłanie, pogrążając się w błogim śnie. Nie wiedział, że czeka go wyzwanie, które zmieni jego życie na zawsze.  

******

Tymczasem w domku na bagnie, Czarna rusałka szykowała śniadanie. Zapach zdawał się roznosić po całym pomieszczeniu, a był tak intensywny, że dziewczyna wstała czując okropny głód. Pachniało warzywami, ale też czymś, przypominającym nutę leśnych kwiatów. Tego ranka pogoda nie wydawała się łaskawa, gdyż niebo zasnuwały gęste chmury i padał deszcz. Z paleniska biło przyjemne ciepło, więc Ula usiadła na małym drewnianym stołeczku, wpatrując się w ogień. Po chwili Semena zamieszała ostatni raz w kociołku, skosztowała łyżką, czy danie jest już gotowe, po czym zdjęła strawę z ognia.  
„Jeść czy nie jeść?” - zastanawiała się w myślach dziewczyna. Jednak żołądek wyraźnie dawał sygnały, że trzeba go napełnić.  
- Głodna jesteś, to nawet słychać. - odparła Czarna rusałka uśmiechając się do swego gościa.
Dziewczyna zakłopotana nic nie odpowiedziała. Semena nabrała do glinianej miseczki łyżkę potrawki, podając ją Uli. Rozumiejąc, że niewiasta się zastanawia, czy brać jedzenie do ust, sama również nabrała swoją porcję, zaczynając jeść. Dziewczyna widząc, że kobieta zjada i nic jej nie dolega, postanowiła spróbować.  
Wzięła pierwszy łyk i o niebiosa, jak jej to smakowało. Nigdy jeszcze nie jadła nic tak niesamowitego. Nie dało się porównać z niczym, co do tej pory próbowała. Po chwili miska ukazała dno.  
- Pyszne, chociaż nie wiem co to, czy mogę dokładkę? - odezwała się, podając kobiecie opróżniona miseczkę.
Semena starała się ukrywać satysfakcję i z poważną miną napełniła naczynie aromatyczna potrawą.
- Jedz jak ci smakuje. Mogę cię nauczyć gotować takie dania, ale najpierw musisz nauczyć się podstaw. Od dziś pójdziemy do lasu, żebyś nauczyła się rozpoznawać rośliny, a ja potem ci pokażę jak ich używać i w jakim celu.

Za małym okienkiem strugi deszczu spływały po liściach, a krople wody uderzały w rośliny, jakby w jednym rytmie. Nie wyglądało na to, aby pogoda miała się poprawić, więc dziewczyna odezwała się niepewnie.
- Będziemy chodzić po lesie w deszczu? Masz pelerynę albo płaszcz?
Czarna wstała odłożyła kociołek na kamień i ruszyła w stronę drzwi.  
- Chodź za mną, woda nie jest tobie straszna, przecież jesteś rusałką, nieprawdaż?
W istocie, Ula przypomniała sobie o swoim pochodzeniu i o tym jak lubi pływać. Jednak wychowanie wśród ludzi, zmieniło ją. Moknięcie na deszczu kojarzyło się jej z przeziębieniem, więc unikała takich sytuacji. Wyszła więc za Semeną, podążając w głąb gęstwiny krzewów i paproci.
Z początku mokre ubranie przeszkadzało jej, ale im dalej brnęła w las, tym mniej się tym przejmowała, nie odczuwając chłodu. Wędrowały dość długo, mijając po drodze przeróżne zbutwiałe drzewa, omszałe od wilgoci. Kiedy wyszły z terenu bagiennego, wkroczyły na małą leśną polanę. Rosło tam sporo kwiatów oraz roślin jakich dziewczyna nigdy nie widziała na oczy. Kobieta zerwała jedną z nich i zaczęła opowiadać co to za roślina do czego służy.
- Widzisz te listki? Mają ciekawy kształt, okrągły z dziurką w środku, a kwiat zawsze ma złotawe płatki. To jest Astal, nadaje się do przyrządzania maści leczniczych… - opowiadała Semena z błyskiem w oku.

Ula wzięła do ręki kwiatek i oglądała z każdej strony. Podobało się jej, uczenie się czegoś zupełnie nowego. Wszystkie rośliny jakie oglądały, Czarna chowała do płóciennej torebki, którą zawsze ze sobą nosiła. Chodziły po obszernym terenie, zbierając florę. Po południu przestało padać i zza chmur wyszło słońce. Zmęczone wędrówką rusałki, położyły się na świeżym zielonym mięciutkim mchu, odpoczywając przez chwilę.  
- Na razie pokazałam ci dobroczynne rośliny, które dają możliwość leczenia, pomocy w dolegliwościach, używa się ich do dobrej, białej magii. Potem poznasz takie, których trucizna niesie śmierć lub otępienie, to tak zwana zła magia, czarna. Na nich znam się najlepiej i chcę ci tę wiedzę przekazać. Po drugie musisz wiedzieć jak odróżniać zdrowe jedzenie od zatrutego, będzie ci to przydatne uwierz mi. - po tych słowach Czarna wpadła w lekką zadumę.
Przypomniała sobie w jaki sposób została samotną wykluczoną rusałką i ogarnęła ją wewnętrzna złość. Zauważyła to Ula, więc postanowiła poruszyć niezręczny temat.
- Mogę cię zapytać o coś? - zaczęła bez przekonania.
- Pytaj.  
- Skąd znasz czarną magię, przecież nie jesteś zła?
Semenę jakby piorun trafił po tym pytaniu. Zmieniła nagle nastawienie i wstała z mchu tak szybko jakby ją coś poparzyło.  
- Ja nie jestem zła? - zaśmiała się szyderczo kobieta. - Na dźwięk mojego imienia pół lasu drży ze strachu. Jasmin dostała raz nauczkę, od tej pory nawet nie zbliża się na moje bagno. Przykro mi, ale na dobrą wróżkę nie trafiłaś.
Czarna rusałka zaczęła wypowiadać jakieś słowa, a mech zaczął jakby więdnąć wokół niej.

Dziewczyna przeraziła się tym widokiem, ale nie uciekała, tylko patrzyła ze zdziwieniem na Semenę. Nie spodziewała się takiej reakcji, po tym jak z rana dostała od niej tak pyszne śniadanie.
- Nie radzę ci ze mną zadzierać nigdy! - odparła stanowczym tonem.
Spojrzała takim wzrokiem, jakby chciała zmienić Ulę w pył.  
- Przestań, przerażasz mnie! - krzyknęła dziewczyna, zakrywając rękami głowę. - Już ci wierzę.
Kobieta uspokoiła się i podeszła do dygoczącej młodej uczennicy. Przytuliła ją do siebie tak, jak dawniej swoją młodszą siostrzyczkę, która w nocy ujrzała pająka. Wspomnienie o Talan stawało się zbyt bolesne z każdym dniem. Bardzo chciała znowu porozmawiać ze swoją siostrą, ale wiedziała, że jest więziona przez czarnoksiężnika, mieszkającego za Doliną Zapomnienia. Semena obwiniała się o to, że nie zauważyła, że jej rodzonej siostrze grozi tak wielkie niebezpieczeństwo. Czy Czarna rusałka była zła? Sama zadając sobie to pytanie, nie potrafiła udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Wiedziała, że znajomość czarnej magii, więcej jej pomagała, niż białe czary.

Lekki wietrzyk powiał, a szum liści w koronach drzew, zdawał się delikatnie uspokajać stargane nerwy obu rusałek. W końcu kobieta odeszła parę kroków od dziewczyny, siadając na omszałym kamieniu.
- Mam przed tobą uciekać jak przed Jasmin? - spytała roztrzęsiona Ula.
Brak reakcji ze strony Czarnej rusałki, wydawał się nie do zniesienia.
- Nie. Mnie się nie musisz bać, mam swoich wrogów, których nienawidzę z całej duszy. To dzięki ich intrygom jestem teraz taka, jaką mnie widzisz.
- Jak to? Nie rozumiem?
- To Jasmin wydała moją siostrę w ręce tego łotra. Udawała dobrą nimfę przed wszystkimi, a każdy jej wierzył. Ze mnie zrobiła potwora, wmawiając wszystkim, że jestem podła.  - mówiła kobieta ściskając pięści ze złości, jakby chciała zgnieść w nich postać znienawidzonej kobiety.
Ulę dziwiło, że chociaż kobieta ubierała się w mroczne barwy, a smoliste, ciemne jak węgiel długie włosy sprawiały ponure wrażenie, to jednak biło od niej dziwne ciepło. Natomiast od ubierającej się w jasne barwy Jasmin, czuła negatywną energię, której nie potrafiła określić. „Pozory mogą mylić” pomyślała Ula, chcąc wysłuchać, co ma do powiedzenia skrzywdzona rusałka.

- Proszę, opowiedz mi jak do tego doszło. Wybacz, nie znam twojej historii, ale chcę ją poznać.
- Zanudzę cię tylko …
- Nie, przekonaj się. - uśmiechnęła się dziewczyna, siadając tuż przed nią.
- Dobrze, a więc posłuchaj ... - zaczęła mówić zachęcona słowami Uli kobieta.  - Zakochałam się kiedyś w czarnoksiężniku, a Jasmin dowiedziała się o tym sekretnym uczuciu. Wykorzystała tą wiedzę, obmawiając mnie przed innymi rusałkami. Obie miałyśmy podobne szanse, na awans w szlachetnej hierarchii.
- Chciała władzy, tak?
- Mnie też z początku to pociągało, ale nie tak jak ją, postanowiła się więc mnie pozbyć. Odnalazła czarnoksiężnika, który tak bardzo mi się spodobał, nastawiając go przeciwko mnie. Zaproponowała mu, żeby porwał moją siostrę, biorąc ją za żonę.
- Jak to? Przecież ona go nie kochała?
- To czysta złośliwość, wiedziała jak mnie skrzywdzić najbardziej. Straciłam siostrę i miłość mojego życia. Skoro wszyscy uważali mnie już za wiedźmę, to postanowiłam nią naprawdę zostać. Udałam się do czarownicy, która przemieniła mnie i nauczyła korzystać z mocy. Przeniosłam się na to bagno, atakując wszystkich, którzy śmieli mi przeszkadzać. Wolałam samotność, niż kolejne złudzenia.  
Dziewczyna westchnęła głęboko, czując w środku współczucie.  
- Teraz rozumiem co cię spotkało. Ten czarnoksiężnik nie zasługiwał na twoje uczucie. Jednak Jasmin jest przebiegła, przekonałam się o tym niedawno. Pomogę ci, nauczę się wszystkiego co mi przekażesz.
- Co za nastawienie – zaśmiała się lekko kobieta.
- Razem stawimy jej czoła, bo tak dłużej być nie może.
Wyrzucając z siebie wszystkie żale, zbierane przez lata samotności i odrzucenia, Semena odczuła ulgę. Wstała chwytając swoją uczennicę, jak utraconą siostrę.  
- Wracajmy do nauki, musisz uwolnić Marka, może chociaż do ciebie uśmiechnie się szczęście.
Ula przytaknęła i obie wyruszyły dalej w las, kontynuując dziwną naukę. Postanowiła, że nie podda się łatwo, chcąc walczyć z podłą nimfą, która wyrządziła tyle złego.

414 czyt.
100%162
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3735 słów i 20412 znaków

Komentarze (2)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 12 lipca

    Uwielbiam tak bogate przedstawienie scenerii, klimat wodzący do kolejnej linijki. Czytanie takich opowieści to miłe spędzanie czasu

  • AnonimS

    AnonimS 11 lipca

    Mroczny świat magii a w nim dwoje nastolatków ....ciekawe jakie mają szansę? Pozdrawiam