Druga strona mgły - Część II - 10

Talan wyciągnęła nową szablę, a reszta towarzyszy za jej przykładem wydobyła miecze. Czekali z bijącym szybko sercem na przebieg wypadków, gotując się do bitwy. Waleczna rusałka pierwsza trafiła jednego z napastników, nietoperz rozsypał się w czarny proch tuż po trafieniu. Sulez nieporadnie wymachiwał mieczem na wszystkie strony, chcąc się bronić. Ismena odsunęła się od niego, żeby przypadkiem jej nie trafił. Pierwsza fala potworków została odparta, ale zauważyli, że zbliża się kolejna.  
- Uciekajmy! - krzyknęła Azalia, wysuwając się na przód.
Niestety spostrzegła biegnące w ich stronę, opętane czarną magią wilki. Krzyknęła  na całe gardło z przerażenia na ich widok.  
- Co robimy? - spytał sparaliżowany ze strachu wodnik.
Ismena zatrzymała się w miejscu, wyglądając jak oaza spokoju, zamknęła oczy. Talan wraz z Azalią dzielnie trafiały w rozwścieczone latające potwory, a błotniak starał się trafiać w cokolwiek, w końcu schował miecz i zaczął okładać skrzydlate bestie pięściami. Najbardziej doświadczona z nich rusałka koncentrowała się, w końcu siłami magii umysłu wysłała do napastników falę, która zmusiła ich do odwrotu. W przenikliwej mgle znikały raz po raz świecące czerwone oczy niedoszłych napastników. Rusałki rozluźniły się, ciężko łapiąc powietrze, po wzmożonym wysiłku. Sulez starł ręką pot z czoła i oglądał zbolałe dłonie, czy nie zostały przypadkiem poranione. Czuł, że podobnie może wyglądać ich dalsza droga, więc usiadł na chwilę wyciągając prowiant, żeby szybko się posilić.  
- One tu wrócą, czuję to. - odezwała się Ismena, wyczerpana po utraconej energii.
- Sulez, kończ jedzenie, nie ma na to czasu. - ponaglała Talan, widząc opychającego się wodnika.
- Daj spokój, zawsze co chcę coś zjeść to mi przeszkadzasz! Może to mój ostatni posiłek, skąd wiesz? - wybełkotał, chowając resztki strawy do sakiewki.
- Nie kłóćmy się. - odparła Azalia chowając broń. - Daleko do tych błotniaków?
Wodnik skoncentrował się, po czym uśmiechnął się triumfalnie.
- Bardzo blisko, to powinno być za tamtym wzniesieniem, wystarczy zejść na dół. - wskazał ręką zamaszyście.
- Ruszajmy, szkoda czasu. - odparła Ismena stanowczo.

Wyruszyli dalej, ostrożnie nasłuchując czy coś na nich nie czyha. Chłopak wyczuł instynktownie, że są blisko jego wioski. Niestety kiedy schodzili w dół, ciężko mu było rozpoznać miejsce zamieszkania. Wkroczyli w zmrożone zarośla, idąc po zamarzniętym bagnisku. Zielona niegdyś roślinność wyglądała mrocznie, jakby ktoś wyssał z niej życie. Kiedy Sulez ujrzał pierwsze zarysy ogrodzenia zrobionego z wierzbowych gałęzi, przyspieszył kroku. Towarzyszące mu rusałki podążyły za nim wprost do osady. Uderzyła w nich głucha cisza, wszyscy siedzieli pochowani w kryjówkach. Wodnik odnalazł swoją chatkę i od razu wbiegł do środka. Od czasu jak wyruszył w drogę z Jasmin, jego zadbane domostwo zostało bardzo zapuszczone. Ręcznie wykonane naczynia i ozdoby leżały potłuczone na ziemi, a utkana pościel została pobrudzona, jakby ktoś nieokrzesany zamieszkiwał jego ostoję. Podniósł z ziemi jeden ze stłuczonych wazonów. Dziewczyny weszły do środka zaraz za nim. Widząc załamaną minę błotniaka, Azalii zrobiło się przykro.  
- Sam robiłem te wszystkie rzeczy, ktoś je zniszczył jak mnie nie było. Co oni zrobili z moim domkiem? Jak ich znajdę nie daruję. - mamrotał rozgniewany.
- Nie przejmuj się. Zaraz znajdziemy wodniki i wszystko się wyjaśni. - pocieszała Azalia.
Talan chodziła po pomieszczeniu oglądając go dokładnie. Nawet na sklepieniu znajdowało się pełno rożnych zdobień, wyrzeźbionych w drewnie. Wszędzie rosło dużo roślinności, która teraz wyglądała na zapuszczoną i wyschniętą.  
- Ładny domek miałeś. - stwierdziła po chwili. - Jak to wszystko się skończy będziesz mógł posprzątać, wtedy nas zaprosisz, prawda?
Wodnik nic nie odpowiedział, tylko wybiegł z chatki jak błyskawica. Stanął przed innym zabudowaniem i zaczął walić pięścią w drzwi. Nikt nie chciał mu otworzyć. W końcu krzyknął ile miał sił.
- Pamul! Otwieraj! Wiem, że tam jesteś.
Niespodzianie ktoś otworzył szybkim ruchem drzwi, a Sulez nie zdążając złapać równowagi wpadł do środka. Został przywitany gąszczem dzid, skierowanych prosto w niego.  
- Stać! Czyżby to był on? Patrzcie, fajtłapa wrócił! - wykrzyknął jeden z błotniaków radośnie.
Gromka męska fala śmiechu zalała pomieszczenie. Chłopak podniósł się z ziemi, otrzepał z kurzu, po czym zmarszczył brwi.
- Tęskniliście, wiedziałem. Przyszedłem was uratować, bo … - nie zdążył dokończyć zdania, a kolejna kaskada śmiechu rozbrzmiała ze zdwojoną siłą.
Talan nie mogła się powstrzymać i również zaczęła chichotać wychodząc z domku wodnika, a za nią jej koleżanki rusałki. Raptem błotniaki na widok nimf zaprzestali się śmiać, jednak Talan wciąż rechotała, bawiło ją to jeszcze bardziej.  
- Tak, on na pewno was uratuje. - odezwała się, prawie płacząc ze śmiechu.

Wodniki wyszły z domków, otaczając rusałki szerokim pierścieniem. Sulez przepchał się przez tłum zgromadzonych i podszedł do rozweselonej niewiasty, która nie mogła się uspokoić.  
- Talan, przestań, bo mi robisz wstyd przed kolegami. - odezwał się zmieszany.
- Już bardziej ci nie zaszkodzę, widać oni lepiej cię znają ode mnie. Miałeś takie ciepłe przywitanie. - śmiała się dziewczyna niewzruszona.
Błotniak, który wyśmiewał się z Suleza, wystąpił przed resztę podchodząc do rusałek. Przyglądał się im uważnie. Najbardziej jednak obserwował Ismenę. Wyglądała zjawiskowo, w dodatku została hojnie obdarowana przez naturę.  
- Jestem Pamul. - przedstawił się po chwili. - Co was tu sprowadza?
Mężczyzna był wysoki, miał włosy średniej długości lekko pofalowane w kolorze brązowym. Nosił ciepłe okrycie, na wzór płaszcza i długie spodnie. Błotniaki przechowywali ręcznie robione ubrania, na wypadek, gdyby nadeszła zima. Tym razem stały się niezbędne dla wszystkich.  
Ismena nie była zachwycona zgrają nieokrzesanych wodników, ale w obliczu wspólnego wroga nie należało narzekać.  
- Od razu spytam, kto wychodzi razem z nami z lasu?
Kobieta poprawiła włosy, patrząc na rosłego osiłka przed sobą. Pamul zdziwił się na tę propozycję. W wiosce wodniki mieli wszystko czego potrzebowali, nie palili się wyruszać w nieznane przez ogarnięty przez potwory las. Błotniaki różnili się od rusałek tym, że częściej używali siły, niż podstępnych sztuczek umysłu, jakimi zwykle władały nimfy. Obie nacje szczerze się nie darzyły sympatią.  
- A dokąd mamy niby iść i po co? Bronimy naszego terenu i dajemy radę.
Rusałka wzruszyła ramionami.
- Potrzebuję chociaż kilku z was do pomocy, czymże jest grupa bezbronnych niewiast w obliczu stałego zagrożenia. Moglibyście udowodnić, że zrobiliście coś heroicznego. Reszta wodników podziwiałaby takiego wybawiciela, z pewnością nagroda z naszej strony by go nie ominęła. - odparła przewrotnie Ismena, cały czas nie spuszczając wzroku z mężczyzny.

Wtem Pamul podszedł do towarzyszy i zaczęli o czymś żywo dyskutować. Sulez spoglądał na dawnych kolegów, którzy jak zwykle nie chcieli przyznawać się do niego. Nagle Talan widząc, że narada trwa zbyt długo, wykrzyknęła:
- Sulez daje radę! Dzielnie walczy, więc wy tym bardziej.
Wodnik poczuł się dumny po usłyszeniu pierwszej części zdania, druga nie przypadła mu do gustu. Po chwili tymczasowa narada dobiegła końca i razem z Pamulem wystąpiło dwóch wodników z szeregu.  
- Zdecydowałem, że pójdziemy w trójkę. Reszta zostanie w wiosce. Wspomożemy naszą fajtłapę, a jakże. - odparł, klepiąc z całej siły Suleza po plecach. - To jest Ernel – pokazał na jednego z towarzyszy, po czym wskazał na drugiego zamaszystym gestem. - A ten dzielny błotniak to Milu. Będą nam pomagali. Najpierw zapraszam was na posiłek, a zaraz potem wyruszamy w drogę.
Rusałki skinęły na powitanie, do nowych znajomych. Wszyscy podążyli do pobliskiej jaskini na poczęstunek. Wodniki ochoczo przyglądali się nimfom, wzbudzały w nich tęsknotę, za kontaktem z płcią przeciwną. Błotniaki z natury nie należały do okrzesanych stworów, więc Talan wraz z dziewczynami miały się na baczności. Przy posiłku cała grupa dyskutowała co dalej będą robić i dokąd podążą. Talan bawiła zebranych opowieściami o miłosnych podchodach Suleza do Roany. Gromki śmiech rozchodził się pod sklepieniem, a wodnik siedział struty nie wiedząc gdzie się ma schować. Obecność Milu działała mu na nerwy bardziej, niż ośmieszające go opowieści rusałki. Nigdy go nie lubił, gdyż zawsze stawiano go za wzór do naśladowania. Pamiętał jak się chwalił swoimi miłosnymi podbojami. Jednak i tym razem zauważył, że znakomicie się dogaduje z Azalią. Siedzieli koło siebie przy stole, ciągle śmiejąc się do siebie. Dużo nie brakowało, a zaczęliby się do siebie tulić. Chłopak nie wytrzymał i niby niechcący wylał zupę na niespodziewającego się Milu.  
- O przepraszam. Taka fajtłapa ze mnie. - dodał ironicznym tonem wodnik.
- Dokładnie stąd masz swój przydomek. - zaśmiał się Pamul, wypijając kolejny łyk napoju.

Azalia zamiast odsunąć się od nielubianego przez wodnika osobnika, jeszcze bardziej się nad nim ulitowała wycierając go chusteczką. Tego było już dla młodego błotniaka za dużo. Wstał od stołu wychodząc przed jaskinię. Jego frustrację zauważyła Talan i podążyła tuż za nim.  
- Jak ja go nienawidzę! - wykrzykiwał chłopak kopiąc leżące na ziemi zmrożone kamienie.
- Kogo Sulez? - spytała Talan zbliżając się do błotniaka.
Podskoczył nagle jakby zobaczył ducha, po czym uspokoił się. Nie spodziewał się nikogo, myślał, że wyszedł sam. Zatrzymał się przed wejściem patrząc w dal.  
- Stare dzieje Talan. Nie będę cię zanudzał. Wracaj do reszty, baw się dobrze.
- Nie nudzisz mnie. Widziałam jak patrzysz na Azalię, czyżby spodobała ci się?
Wodnik speszył się, po czym udając, że pytanie dziewczyny nie robi na nim wrażenia, zmienił temat.  
- Nie, mam żal do Milu, to przez niego i Pamula uważają mnie za nieudacznika. Od dzieciństwa mi dokuczali. Kiedy byłem jeszcze mały robili wszystko, żeby mnie skompromitować. Podkładali mi nogi, kiedy szedłem, psuli coś i pokazywali, że to ja zrobiłem. Przy spotkaniu z rusałkami było to samo. W końcu przestałem wierzyć w siebie, a ich cała wioska poważała. Co do Ernela to typ samotnika, on nikomu nigdy w drogę nie wchodził, ale na pewno trzyma stronę moich prześladowców, skoro go wzięli ze sobą.  
Talan westchnęła cicho. Zrobiło się jej przykro, że również szykanowała młodego wodnika.   Widziała, że walczyć bronią nie umiał, jednak przypomniała sobie jak dzielnie własnymi rękami odpędzał dzikie bestie. Postanowiła go podbudować na duchu. Uśmiechnęła się i pociągnęła z całej siły błotniaka do środka pomieszczenia, gdzie biesiadowali. Nie zdążył nawet zaprotestować. Usadziła go na stołku i usiadła przy kamiennym stole tuż obok niego. Popukała łyżką w stół, żeby zwrócić na siebie uwagę zebranych.  
- Pożartowaliśmy sobie, a teraz wam opowiem jak Sulez dzielnie stawił czoła sefidzie w zamku Falona. Chcecie posłuchać?
Nastąpiła cisza, a rozmowy na chwilę ustały. Tylko Pamul podniósł się z miejsca, śmiejąc się głośno.
- Bajki to dzieciom opowiadaj, on nic nie potrafi. To chodzący kataklizm.
- Nie, on chciał poświęcić życie dla nas, było to tak …
Dziewczyna zaczęła chwalić poczynania Suleza. Błotniaki słuchali w skupieniu z otwartymi ustami, to patrząc na Talan, to na chłopaka. Kiedy skończyła rozbrzmiały gromkie brawa. Sulez poczuł się wyjątkowo. Wtedy niewiasta pochyliła się nad nim i pocałowała go w policzek przy wszystkich. Milu z Pamulem zrzedła mina. Milczeli przez resztę czasu zagryzając złość jedzeniem. Ernel niewzruszony dopijał napój z kielicha, jakby był zupełnie sam. W końcu nadszedł czas wyruszać w drogę. Wychodząc z jaskini Sulez podbiegł do Talan, szepcząc do niej cicho.
- Dziękuję.
- To na dobry start, o resztę musisz zadbać sam. Nie myśl, że będę cię prowadzić za rączkę przez życie. - odburknęła, idąc w kierunku rusałek.
Wodnik pomyślał, że nimfa jest jednak po jego stronie. Nie chciał zepsuć tej znajomości, więc postanowił wykazywać się teraz o wiele bardziej. Żal mu było jedynie, że Azalia jest pod wrażeniem Milu, ale pomyślał, że jeszcze nic nie jest stracone. Chciał udowodnić wszystkim, że on także jest wart poważania i zasługuje na całkiem inny przydomek. Z tą myślą dołączył do towarzyszy, którzy odchodząc coraz dalej od wioski, znikając po kolei w gęstej czarodziejskiej czarnej mgle.  

***
Lekkie przebłyski światła jak złoty deszcz przebijały się z trudnością przez nieprzebytą gęstą zawiesinę. Ponad lasem niebo rozchmurzyło się przynosząc ukojenie, po czasie depresyjnej pogody. Jednak pod kopułą z drzew dział się dramat dla Roany, która szybkim krokiem jak gazela przemierzała gęstwinę wraz z żołnierzami straży przybocznej fioletowego plemienia. Za każdym razem, gdy spotykali na swojej drodze ogarnięte szałem ataku stwory, musieli wykazywać się sprytem i siłą, aby nie paść ofiarą nieznanej im siły. Rudowłosa czarownica miała uniwersalną różdżkę, mogła jej używać do magii jak i walki do wręcz. Dzielnie wspomagała wędrująca grupę, aby nie stracili życia na darmo. Kobieta wyczuwała, że zbliżają się coraz bardziej do miejsca, gdzie Enę ogarnęła dziwna niemoc. Zatrzymali się na chwilę, żeby odpocząć, gdyż zmęczenie dawało coraz bardziej o sobie znać. Usiedli przy krzewach przemarzniętych jagód, które zawsze były chlubą fioletowych ludzi.  
Roana usiadła na zwalonym pokrytym szadzią drzewie, wbijając z całej siły różdżkę w podłoże i wyciągnęła prowiant z sakiewki. Żołnierze równie sprawnie dołączyli do niej, zabierając się za pochłanianie ostatnich racji żywieniowych jakie im pozostały. Nikt nie spuszczał wzroku z broni, jednocześnie rozglądając się wypatrując niebezpieczeństwa. Wtem Roanę zaniepokoił niespodziewany szmer tuż nad nią. Spojrzała w górę, ale nic nie zobaczyła, tylko posypał się na nią szron, jakby ktoś gdzieś wysoko na drzewie go rozproszył. Połknęła szybko ostatni kęs posiłku, po czym chwyciła w dłoń magiczną broń. Mężczyźni zaraz za jej przykładem również czekali w skupieniu na atak. Stali w ciszy, ale nic więcej nie wzbudzało już ich czujności.  
- Przysięgłabym, że ktoś nas obserwuje. - odezwała się kobieta, poprawiając niesforne kosmyki włosów, które opadły jej na czoło.
- Może jesteśmy zbyt przewrażliwieni? - odparł jeden z wojowników.
- Czyżby? Gdybym była taka wcześniej, nie stracilibyśmy Semeny. Teraz niczego nie bagatelizuję. Koniec przerwy, wchodzimy do tunelu.

Żołnierze zaprowadzili czarownicę prosto do tajemnego przejścia, które prowadziło do ostoi Eny. Roana przywołała ogniste światło, które oświetliło im w mgnieniu oka drogę. Szli w skupieniu licząc na spotkanie najgorszego. Serce im biło mocno, a broń trzymali kurczowo, żeby w razie problemów móc się bronić. Wreszcie wyszli z ciemnego przejścia w ziemi i ich oczom ukazał się całkiem inny świat, niż zapamiętali jak wychodzili. Roana również stanęła i osłupiała. Dawną piękną łąkę pełną zieleni i biegających zewsząd leczących stworków, zastąpił obraz jakże odmienny. Dawny staw z czystą krystaliczną wodą i wodospadem wyglądał jak czarna rozpacz. Tafla wody zamarzła, skuta czarnym lodem, podobnie wodospad. Trawa zwiędła wraz z innymi roślinami, wyglądało to jakby ktoś polał je kwasem. Wejście do jaskini ukryte za zamarzniętym wodospadem, zostało szczelnie zamknięte. Żołnierze podbiegli waląc z całej siły pięściami w ciężkie skalne drzwi.  

Wtem Roana obejrzała się za siebie. Za nimi pojawiała się eteryczna ciemna jak noc postać z demonicznymi czerwonymi oczami. Wyglądała jakby szykowała się do ataku. Mężczyźni w popłochu kopali w bramę i krzyczeli. Czarownica, żeby zyskać na czasie zaczęła szykować się do obrony. Skoncentrowała energię przywołując ogniste pociski, które była gotowa skierować wprost na upiora. Czekała tylko na jego ruch w napięciu. Nagle po drugiej stronie zakotłowało i ktoś zaczął odblokowywać potężne wrota.  
- Szybciej! - krzyczała Roana nie spuszczając wzroku z napastnika.
- Otworzyli. - uradował się jeden.
Wtedy postać zaczęła w niespotykanie szybkim tempie nacierać na przerażonych żołnierzy. Roana wypuściła ogniki wprost na rozwścieczonego potwora. Ogień jednak nie robił na nim żadnego wrażenia, gdyż rozchodził się po jego powierzchni jak woda po kaczce. Kobieta widząc, że robi się niebezpiecznie, chciała ratować fioletowych wojowników, ale jeden z nich wepchnął ją do środka jaskini widząc, że nie mają szans, a sam został na zewnątrz.
- Musimy zamykać wrota! Wracaj, co ty wyprawiasz?! - wołał Koro.
- To zaszczyt ginąć za księżniczkę Enę. - odparł mężczyzna, rzucając się z impetem na monstrum.
Drzwi zatrzaśnięto szczelnie, a z zewnątrz słychać było przeraźliwy wrzask cierpiącego bohatera. Po chwili wszystko ucichło.

AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 3143 słów i 17745 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • dreamer1897

    Jakby Sulez trafił Ismenę byłoby nieciekawie i wcale nie zabawnie. Wodniki też mają niezłe poczucie humoru. Za to fioletowi wojownicy mają wielkie serca. Cóż za bohaterstwo! :bravo:

  • AuRoRa

    @dreamer1897 Wodniki uciekają od nudy, a młodego Suleza traktują jak maskotkę, taki wioskowy "fajtłapa" jak go nazywają, ale chłopak nie powiedział ostatniego słowa :) Bohaterstwo jest wielkie, prawdziwi patrioci

  • dreamer1897

    @AuRoRa Z fajtłapy przeistoczy się w prawdziwego herosa i kopary im opadną z wrażenia :bravo:

  • AuRoRa

    @dreamer1897 Dzięki Talan może się to udać ;)

  • emeryt

    Dziękuję za kolejny, wspaniały odcinek i przesyłam pozdrowienia.

  • AuRoRa

    @emeryt dzięki za komentarz. Cieszę się, ze się spodobało. :)

  • AnonimS

    Przeraźliwy wrzask cierpiącego bphatera... :P ciekawe sformułowanie.  Caly czas coś się dzieje...Pozdrawiam

  • AuRoRa

    @AnonimS Nie maja spokoju, a do niego będą dążyć. ;) Dzieje się w tym lesie :)