JW Agat Rozdziały XXXVIII-XXXIX

JW Agat Rozdział XXXVIII

Zerknęła z zaciekawieniem na najbliższego snajpera i zauważyła, że przyglądał jej się z lekkim niedowierzaniem, co trochę przenosząc spojrzenie na jej naszywkę, która zaświadczała, że również ma ukończone szkolenie na strzelca wyborowego*.
Półtorej godziny później, gdy narada skończyła się wreszcie i żołnierze zaczęli powoli rozchodzić się do swych kwater na zasłużony odpoczynek, podszedł do niej wspomniany snajper.
- Hello. What that beautiful woman like you, doing at military? - zapytał, jednocześnie szarmancko całując jej dłoń i zupełnie nie zważając na to, że jest niższy stopniem od niej, choć prawdopodobnie oboje byli w podobnym wieku. - You're shaking. Are you cold?
- Witam. Nie pozwalacie sobie na nazbyt wiele, sierżancie? I tak, jest mi zimno, tylko co wam do tego- odparła pytaniem, czekając aż mężczyzna zreflektuje się i przywita się z nią tak, jak powinien. Ten jednak najwyraźniej ani myślał spełniać któreś z warunków obowiązujących żołnierza niższego stopniem w czasie rozmowy z oficerem.
- Bo jesteś wyższa stopniem? Przecież współpracujemy, więc chyba jesteśmy na jednym poziomie, nie uważasz?... Nie masz nikogo kto mógłby cię ogrzać?
- Nie, nie uważam tak, żołnierzu! - ofuknęła go, przyglądając się jego stopniowi. Zorientowała się po chwili, że przewyższa go szarżą oficerską. - Jestem od ciebie wyższa stopniem, podchorąży! I jeśli nie chcecie zostać zgłoszeni do raportu ze wpisem nagannym do swych akt, to lepiej zacznijcie zwracać się do mnie jak przystało!
Mężczyzna strapił się nieco, widząc karcący wzrok Marty. Zasalutował jej więc szybko, przykładając otwartą dłoń do beretu i wyrecytował:
- Podchorąży Elias Granier. Żołnierz sił specjalnych armii francuskiej. Snajper.
Marta odpowiedziała mu niedbałym przyłożeniem dwóch palców do daszka czapki oficerskiej i mruknęła:
- Spocznijcie... O co wam chodziło z tymi pytaniami? Sądzicie, że kobieta nie może służyć w wojsku i jeśli już tu trafiła, to jednocześnie jest niezdolna do tego, by być w związku z jakimś mężczyzną?
- Tego nie powiedziałem, pani kapitan. Po prostu jestem zaskoczony tym, że przynależycie do jednej z bardziej elitarnych jednostek wojskowych świata i to jako snajper!
- Mylicie się, Granier. Jestem zwykłym żołnierzem, który w razie konieczności może przedzierzgnąć się w strzelca wyborowego. - szybko wyprowadziła go z błędnego przekonania.
- No to w takim razie tym bardziej jestem kontent, móc poznać tak wybitną panią kapitan. - znów rzucił się do całowania rąk kobiecie. - Poza tym wygląda pani kapitan na zmarzniętą i samotną...
- Uspokójcie się już! Prawda jest taka, że w każdej chwili może wybuchnąć trzecia wojna światowa, a ty się zajmujesz podrywem!
- Przepraszam... Faktycznie, nie powinienem.
Skinęła mu niedbale głową i szybko odeszła, nie czekając nawet na jego obowiązkowy salut. W swojej kwaterze natychmiast chwyciła za telefon i wybrała numer do Dawida.
- Ooo, jesteś, a ja właśnie miałem do ciebie dzwonić — zgłosił się gdzieś w Tomaszowie.
- Cześć. Co słychać?
- Chyba to, co wszędzie, nie? Mobilizacja wojsk... Lecisz do Mińska?
- Skąd o tym wiesz? Przecież to tajna operacja — zdziwiła się niebywale.
- Nie dla nas, kotku. Mamy was tam wspomagać, więc wasza akcja jest też naszą.
- Dawid...
- Tak, tak wiem — przerwał jej. - Mam nie zginąć. Nie martw się, nie mam takiego zamiaru. W planach mam długie życie z tobą i naszymi dziećmi przy swym boku.
Marta w jego głosie słyszała lekko drżącą nutę i zorientowała się, jak zapewne trudno mu było uzyskać ten beztroski ton. Sama też zdawała sobie sprawę, że w przypadku, jeśli akcja się nie powiedzie, to cała walka przybierze na sile.
- Dawid... Kocham cię — powiedziała jeszcze, kiedy ktoś zapukał do jej drzwi. - Muszę już kończyć.
Po rozłączeniu się z mężem niecierpliwie otwarła drzwi.
- Masters? - zapytała oniemiała, patrząc na swego byłego kolegę, z którym od momentu jego próby samobójczej nie miała żadnego kontaktu. - A co ty tutaj robisz?
- Agat też ma z wami współpracować. Przyszedłem się odmeldować.
- I oczywiście musiałeś przyjść z tym do mnie, tak? - prychnęła. Dawna złość na niego właśnie powróciła.
- Jesteście niemili, żołnierzu! A ja jestem od was wyższy stopniem!... I tytułem szlacheckim!
- A ty dalej pierdolisz o tych głupotach? Poza tym skoro odmeldowujesz się u mnie, to ja, jako jeden z dowódcy tutaj, jestem ponad tobą, a ty jesteś w mojej jurysdykcji, więc to wy się macie opanować, albo już na samym początku otrzymacie naganny wpis do akt!
Przez twarz Michała przebiegł lekko widzialny skurcz, gdy skrzywił się na jej słowa.
- Czy to wszystko, czy mogę już odejść, pani kapitan?
- Zejdź mi z oczu... Później jeszcze porozmawiamy, na wieczornej odprawie.
Masters skinął jej tylko lekko głową, zawinął się i odszedł. Marta westchnęła ciężko. Podejrzewała, że przyjdzie jej użerać się z tym kretynem, a on ze swojej strony może robić wszystko, by jej zaszkodzić.
  
Wieczorna odprawa przyniosła jeszcze kilka niespodzianek. Mianowicie żołnierze otrzymali od głównego dowództwa informacje, że siły rosyjskie podążają szybko w stronę Mińska, mordując tych, którzy ośmielili się im sprzeciwić.
- Sprawa się zaognia. Nie możemy dopuścić do mordowania niewinnych cywilów — powiedział nadzwyczaj poważny pułkownik Gąstała. - Wyruszamy z samego rana. Ekwipunek będzie na was czekać w samolotach... Pani, panowie... Życzę powodzenia.
Wszyscy zaczęli się powoli rozchodzić. Kładąc się spać, Marta usłyszała huk lądujących myśliwców na pobliskim lotnisku ćwiczebnym.
"A więc kawaleria przybyła" - pomyślała jeszcze, po czym zapadła w niespokojny sen. Obudziła się nerwowo dwie godziny później. Ze zdziwieniem odkryła, że ktoś koło niej leży. Oświeciła lampkę nad głową i zdumiona spojrzała na swego męża. Ten pod wpływem silnego światła mruknął coś przez sen i również się obudził.
- Coś się stało? - mruknął, patrząc na ukochaną.
- Co ty tutaj robisz? - zapytała, przyglądając mu się uważnie i jednocześnie zastanawiając się, czy nie ulega jakimś halucynacjom.
- Eskortujemy was jutro. Chyba mam prawo przed tak ważną akcją przespać się z własną żoną, nie uważasz? - powiedział poważnie, przygarniając ją do swej piersi.
- Uważam, jak nie wiem co — odparła radośnie, z przyjemnością wtulając się w czułe objęcia Dawida i niemal natychmiast zasypiając.
Rano oboje obudził przeraźliwy dźwięk budzika. Ubrali się w pośpiechu, jeszcze zbyt zaspani, by ze sobą rozmawiać i udali się do stołówki, gdzie w ponurym milczeniu zjedli szybki posiłek w towarzystwie innych, równie smutnych i poważnych żołnierzy.
Czekając na swych ludzi, Marta zauważyła, że Granier przygląda się Dawidowi bardzo nieufnie. Gdy podchwycił jej spojrzenie, natychmiast odwrócił wzrok, speszony dezaprobatą bijącą od kobiety.
Godzinę po pobudce, oficerowie oczekiwali już na swoich podwładnych przy amerykańskim samolocie transportowym Boeing C-17 Globemaster III, który miał ich przetransportować pod eskortą polskich i francuskich myśliwcy na teren Białorusi.
Rozmieszczenie poszczególnych jednostek w ładowni samolotu odbyło się szybko i bez zbędnych przepychanek, a to ze względu na przygotowane wcześniej oznaczenia, w którym miejscu, która jednostka ma usiąść. Żołnierze zastali tam również pełne oprzyrządowanie potrzebne im do akcji, w tym kombinezony termiczne i maski tlenowe potrzebne im do wykonania skoku z samolotu, spadochrony i broń.
  
Marta usiadła sztywno na jednym z oznaczonych dla oficerów miejsc, z karteczką dla niej, zapięła pasy i zamknęła oczy. Dla innych mogło wydawać się to śmieszne, bo przecież już niejednokrotnie walczyła, nieraz zaglądała śmierci w oczy, wykonała wiele skoków z samolotu, do cholery! była żołnierzem i to przecież nie byle jakim, to jednak nigdy nie lubiła momentu poderwania się samolotu. Lądowanie jeszcze potrafiła znieść, tak samo, jak sam lot, ale start był dla niej zawsze najgorszy!

JW Agat Rozdział XXXIX

- Źle się czujesz? - zapytał ją siedzący obok niej Pawłowicz.
- Nie lubię startów — odparła, starając się przezwyciężyć ogarniające ją mdłości. - Lot jest w porządku, tylko ten moment poderwania się z ziemi przyprawia mnie o dreszcze.
- Rozumiem — mruknął, rozsiadając się wygodniej. Zamknął oczy i oparł głowę o zagłówek siedzenia.
Kilkanaście minut później otrzymali już pozwolenie na odpięcie pasów bezpieczeństwa. Mając już na sobie ciemnogranatowe mundury do zadań w strefie urbanistycznej, założyli na nie dodatkowo kamizelki kuloodporne, a na pasach zapięli dodatkowe magazynki z amunicją. Sprawdzili broń długą i krótką oraz białą. Twarze skryli w kominiarkach, a na głowy założyli hełmy kevlarowe. Tak uposażeni ponownie zajęli miejsca, oczekując na hasło do odziania się w kombinezony lotnicze i maski tlenowe potrzebne do skoku z dużej wysokości.
Marta czuła dziwne sensacje w żołądku, których w sumie jeszcze nigdy wcześniej nie odczuwała. Prawdopodobnie wiązało się to ze strachem o Dawida i powagą całej akcji.
Niedługo potem odezwał się jednak dzwonek oznajmiający im założenie spadochronów i masek tlenowych. Potężne drzwi luku bagażowego, w którym się znajdowali pozwalały na wykonanie skoku jednocześnie przez dziesięć osób. Żołnierze poustawiali się więc w trzech karnych rządkach po sześć osób, oczekując swojej kolejki.
Marta zapięła szczelnie maskę i z pewną dozą niecierpliwości spojrzała na lampkę kontrolną. Luk bagażowy został wreszcie otwarty i do skupionych żołnierzy doleciał huk powietrza. Wreszcie jednak oświeciła się zielona kontrolka i nad ich głowami rozległ się przeraźliwy dźwięk syreny, na który żołnierze zaczęli wyskakiwać z samolotu. Marta ruszyła za nimi, po lewej mając Pawłowicza, a po prawej Graniera. Odbiła się lekko i wyskoczyła. Natychmiast grawitacja zaczęła ją szaleńczo ściągać ku twardej ziemi, lecz zaprawiona w takich skokach pani kapitan po prostu rozłożyła szeroko ręce i nogi, co trochę ją przyhamowało. Pod sobą widziała spadających towarzyszy, którzy zdołali rozciągnąć się w długi szereg, który zapewniał im tyle miejsca, by swobodnie mogli otworzyć spadochrony, bez obawy, że zaczepią się czaszami. Z trudem spojrzała na zegarek i ułamek sekundy później, dokładnie w tym samym czasie co żołnierze pod nią, pociągnęła za rączkę odbezpieczającą. Poczuła gwałtowne i niezbyt miłe szarpnięcie, gdy rozłożony spadochron spowolnił jej upadek.
Pod jej stopami otwierały się kolejne czasze spadochronów, których właściciele delikatnie nimi manipulowali, by powrócić na właściwy tor.
Niedługo potem uginając nogi w kolanach, Marta wylądowała bezpiecznie na ziemi. Odbiegła kilka kroków, ciągnąc za sobą płachtę materiału. Odpięła zabezpieczenia i sprawnie zaczęła składać spadochron w niewielką kostkę. Gdy tylko się z tym uporała, ściągnęła z twarzy maskę tlenową i odetchnęła pełną piersią. Spojrzała na swych ludzi, który już przeglądali swój rynsztunek.
- Plan jest prosty: atakujemy każdego, kto w rosyjskim mundurze zagrozi naszemu bezpieczeństwu lub bezpieczeństwu mieszkańców. Musimy dotrzeć do gmachu ministerstwa cicho, szybko i sprawnie. Odbijamy prezydenta i ministrów i spierdalamy stąd. Teraz oddaleni jesteśmy o niecałe trzy kilometry na zachód od miasta, kontakt ma na nas czekać pięć kilometrów za obszarem urbanistycznym, w kierunku północno-wschodnim. Nie ma czasu na żadne pogawędki i prywatne eskapady. Wspierają nas nasze myśliwce i snajperzy na punktach widokowych, ale pomimo to musimy być ekstremalnie ostrożni — powiedział Pawłowicz, przyglądając się całej grupie nad wyraz uważnie. Szukał w ich oczach strachu lub zwątpienia, co teraz, na terytorium wroga mogło przynieść fatalne skutki dla ich akcji. Na szczęście żadnych takich oznak nie dojrzał. - Dzielimy się w następujący sposób: GROM przejmuje prezydenta, SAS ministrów, a Forces Specialés zapewnia nam bezpieczny odwrót. Gdyby zaszła taka potrzeba, to też kogoś przejmujecie, ale przede wszystkim w waszym względzie leży bezszmerowe przedostanie się do punktu zbiórki... Nie przyjmuję żadnych "ale". Czas na wykonanie akcji to godzina w mieście i plus minus dwie na powrót, chociaż osobiście nie przewiduję tak długiego czasu na powrót... Wszystko jasne?
Odpowiedział mu zgodny pomruk kilkunastu gardeł i skinięcia głowami.
- No to jazda, panowie — zakomenderowała Marta, mocniej chwyciła swój karabin MP4A1 z celownikiem optycznym i ruszyła wraz z oddziałem na wschód w kierunku okupowanego Mińska.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 2318 słów i 13188 znaków.

1 komentarz

 
  • igor

    Więcej adrenaliny...  hmmmm cudownie :jupi:

  • elenawest

    @igor :-D niezmiernie się cieszę, że się podoba :-D planuję wprowadzić jeszcze więcej napięcia :-P

  • juliq07

    @elenawest oby to było tylko napięcie ;)

  • elenawest

    @juliq07 :-D zobaczymy co mi wyjdzie