JW Agat Rozdział XLV

Przyparty lekko do muru oddział GROMU, choć dzielnie wspierany przez francuskie, brytyjskie i kolejne polskie siły, znalazł się w bezpośrednim zagrożeniu. Walcząc o utrzymanie pozycji i połączenie się z pozostałymi jednostkami, jednocześnie musiał ochraniać białoruskiego prezydenta. Nie było to łatwe zadanie, gdyż przeciwnicy dysponowali znacznie pokaźniejszymi zasobami amunicji, no i ich liczebność była dużo większa, niż tych czterech razem wziętych oddziałów.
Marta, ponownie raniona, starała się nie zemdleć z upływu krwi. Właśnie przeładowała ostatni magazynek, kiedy nie dalej, niż pięćdziesiąt metrów od nich eksplodował granat ogłuszający, powalając ich wszystkich skutecznie. Rozgromiony Agat również dostał się do rosyjsko-chińskiej niewoli, a brytyjsko-francuski oddział musiał wycofać się w głąb miasta.
Nieliczne polskie i brytyjskie myśliwce, którym udało się przedrzeć przez rosyjską zaporę lotnictwa, umożliwiły im w końcu dotarcie do lądowiska, skąd wycieńczeni i ranni żołnierze oraz śmiertelnie przestraszeni cywile zostali zabrani na pokład śmigłowca transportowego Chinook.

Dawid stał niespokojnie na płycie lądowiska w porcie lotniczym Maczuliszczy, miasta kontrolowanego dziwnym trafem jeszcze przez białoruskie siły zbrojne. Rozglądał się w poszukiwaniu ukochanej, lecz wśród żołnierzy, nie mógł wypatrzeć polskich oddziałów. Serce biło mu mocno w piersi, a on wciąż zastanawiał się nad tym, co mogło się stać z Martą i naprawdę ciężko było mu zaakceptować myśl, że być może już jej nigdy nie zobaczy. Oczy zaszły mu łzami rozpaczy, gdy wtem stanął przed nim postawny mężczyzna w brytyjskim mundurze.
- Marta is your wife? - zapytał młodzieńca ze smutnym wyrazem twarzy.
- Yes. What with her? Where she is? - słowa ledwie przechodziły przez ściśnięte gardło Dawida, gdy zadawał je z wielkim bólem w sercu.
- She's in russian capture. I hope she's ok.
- Co?! Co ty gościu pierniczysz? W jakiej niewoli? - gniew wybuchł w Dawidzie niczym wulkan.
- Uspokój się, młody. Odbijemy ją. Teraz zdamy raporty, a potem mamy się przegrupować i jazda do Mińska.
- Przecież ona jest u Ruskich w niewoli! Za te kilka godzin może już nie żyć!
- Musisz być dobrej myśli. To twardy żołnierz, poradzi sobie.
- Przede wszystkim to moja żona i matka dwójki moich dzieci! To wasza wina, że ona tam została!!!
- Przypominam wam, żołnierzu, że po pierwsze zwracacie się do wyższego stopniem oficera, a po drugie też tam byliście i doskonale wiecie, jak trudno nam było obronić się, więc nie zrzucajcie całej winy na nas!... Ale po części rozumiem waszą frustrację i złość, bo i ja najpewniej tak bym reagował, gdyby chodziło o kogoś tak bliskiego memu sercu... Jednakże powtarzam wam, bądźcie dobrej myśli, wyciągniemy ich stamtąd. - pocieszająco poklepał Dawida po ramieniu i odszedł do swych pilnych obowiązków.
Chłopak natomiast pozostał zupełnie sam. Niezważając na gromadzące się na niebie czarne chmury, z których zaczął w końcu padać rzęsisty deszcz, usiadł na zimnej ziemi i z totalnej bezsilności zaczął płakać. Jeszcze nigdy się tak nie bał, nawet swego ojca. Siedział tak przez ponad dwie godziny, łzy płynęły mu strumieniami po twarzy, mieszając się ze strugami deszczu. W końcu zlitowali się nad nim jego koledzy z jednostki, widząc, że on w ogóle nie ma zamiaru wracać do środka. Pełni współczucia dla jego sytuacji, zholowali go totalnie przemoczonego do kantyny, gdzie opatulili pledami i usadzili przy rozpalonym kominku. Za cichą aprobatą przełożonych, dał upust swoim emocjom, upijając się w sztorc dwiema butelkami czystej.
Tymczasem reszta żołnierzy skrupulatnie przygotowywała się do akcji odbicia kompanów. Dzięki współpracy z głęboko zakonspirowanym białoruskim wywiadem otrzymali informacje o lokalizacji przetrzymywanych polskich żołnierzy oraz liczebności i rozmieszczeniu rosyjskich i chińskich oddziałków. Z nieoczekiwaną pomocą przyszli im żołnierze czescy i węgierscy, a strefę lotniczą w promieniu dwudziestu kilometrów od Mińska i nad nim samym zdominowało w końcu lotnictwo polskie i brytyjskie. Walki myśliwców były jednak bardzo brutalne i nie odbyło się niestety bez ofiar śmiertelnych, bowiem Ruscy nie chcieli ustąpić pola. Jednakże odważne decyzje dowódców eskadr oraz niespodziewany fortel polskich pilotów dały lotnikom tak dużą przewagę, że po zakończeniu całej akcji, walkę w przestworzach zaczęto nazywać drugim Midway, choć tu walka toczyła się tylko na nieboskłonie.
Zabezpieczenie przestrzeni lotniczej nad Mińskiem pozwoliło bombowcom skutecznie wyeliminować ciężkie uzbrojenie najeźdźców, w tym tak bardzo zagrażające piechocie czołgi i wozy pancerne. Dopiero wtedy do miasta wkroczyły oddziały specjalne. Zwiększona liczba ludzi w poszczególnych grupach pozwoliła im na zaatakowanie rosyjsko-chińskich sił z pięciu stron, bowiem na miejsce uprowadzonych drużyn Agatu i GROMU zostały wprowadzone dwie te same formacje oraz żołnierze z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, na gwałt ściągani na Białoruś.

Jednak w czasie, kiedy żołnierze SASu, forces speciales i uratowani cywile transportowani byli śmigłowcem w bezpieczne miejsce, wzięci w niewolę żołnierze, w tym Marta, wiezieni byli do jednej z baz tymczasowych rosyjskich sił zbrojnych.
Marta odzyskała przytomność już w ciężarówce, ale zarzucona jej na głowę ciemna tkanina skutecznie uniemożliwiała zorientowanie się, gdzie jadą. Bo to, że jadą wyczuwała całkiem spokojnie. Być może po godzinie czyjeś ręce podniosły ją brutalnie z podłogi ciężarówki i popchnęły ku wyjściu. Rozbiła sobie boleśnie kolana, wypadając na bruk, ale nie mając czasu choćby na zaczątek jęknięcia, szarpnięciem została postawiona na nogi i poprowadzona gdzieś. Chwilę potem płachta została jej bezceremonialnie ściągnięta z głowy. Mrużąc oczy przed ostrym blaskiem żarówek, Marta ze zdumieniem odkryła, że stoi w gustownie urządzonym pomieszczeniu, przed sobą mając biurko, za którym stał postawny mężczyzna w średnim wieku, trzymający na muszce Mastersa. W zachowaniu jej byłego partnera jednak Marcie coś nie pasowało, bowiem zaczęła przyglądać mu się uważniej i już wkrótce nie miała złudzeń: kajdanki, którymi był skuty były dla picu.
- Co tutaj się dzieje? - zapytała ochryple, udając, że niczego nie zauważyła.
- Pani kapitan, miło panią gościć w mych skromnych progach... Ten gentlemen powiada, że panią doskonale zna. - głos mężczyzny mówiącego płynnie po polsku wzbudził w Marcie jakiś niewytłumaczalny strach. - Powiedzcie mi, żołnierzu, ile jesteście w stanie poświęcić, by uratować jego życie?
Marta spojrzała zdziwiona na swego rozmówcę, a potem na Michała i odparła zimno:
- Nic, albowiem nic on dla mnie nie znaczy.
- Czyli mam rozumieć, że jesteście gotowi patrzeć na jego śmierć?
- Tak.
Nagły śmiech rozniósł się w niewielkim pomieszczeniu.
- Mieliście rację, Masters. Twarda kobita... No nic, zostawiam ją wam. Róbcie z nią, co tylko chcecie, ale ma to przeżyć.
Z wielkim zdumieniem patrzyła, jak Michał rozmasowuje nadgarstki.
- Pracujesz dla niego? - warknęła rozwścieczona do granic.
- Zamknij się, suko. Teraz spotka cię zasłużona kara za wszystkie upokorzenia, jakich od ciebie doznałem. - mówiąc to, nieznacznie skinął głową. Silne uderzenie jakimś walcowatym kształtem w łydki powaliło Martę na kolana. Z przerażeniem malującym się na jej twarzy patrzyła, jak Masters podchodzi do niej, rozpinając rozporek.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 1348 słów i 7815 znaków, zaktualizowała 9 maj 2016.

2 komentarze

 
  • igor

    Koniecznie trzeba wprowadzić poprawki literowe bądź słowne. Sporo ich w tej części. Jednak treść jest na najwyższym poziomie.   :faja:

  • elenawest

    @igor oj, poprawię oczywiście :-) dzi

  • elenawest

    @igor dzięki za uwagę

  • elenawest

    @igor poprawiłam :-D

  • juliq07

    No powiem ci, że jestem pełna podziwu. Już myślałam, że ona umrze albo coś a tu BUM  PARA RARA. Już nie mogę się doczekać kolejnej części. Mam tylko nadzieję, że jak Masters ją zgwałci to ona się w nim nie zakocha czy coś. Najlepiej jak by go zabiła. Ale on ją zgwałcić może :* Powodzenia przy pisaniu kolejnych części.

  • elenawest

    @juliq07 dzięki :-D nie, no spokojnie, nie zakocha się, przecież ona go nienawidzi :-) tyle, że czy po czymś takim Marta będzie lej tą samą osobą? Któż to wie...