JW Agat Rozdział LII

-...na odznaczenie i mianowanie — czytała Marta, coraz bardziej niedowierzając w to, co widzi. - O co tutaj chodzi? - przeniosła wzrok z trzymanej w dłoni kartki papieru na stojącego przed nią Dawida, który był chyba tak samo oniemiały, jak ona. Też po chwili na nią spojrzał. Jego wzrok wyrażał to samo zdumienie.
- Chcą nas odznaczyć? - szepnął poszarzałymi z emocji ustami.
- Na to wygląda... Ale za co?
- Białoruś?
- No w takim wypadku to ciebie jeszcze rozumiem, ale mnie? Daj spokój, przecież nie brałam takiego udziału, jak ty, dostałam się do niewoli nawet, więc tym bardziej nie rozumiem. - Marta zgłosiła wątpliwości. - Myślisz, że nasi dowódcy będą na ten temat wiedzieć coś więcej?
- Nie mam pojęcia, ale gdyby nawet, to bardzo wątpię w to, by coś nam więcej powiedzieli...


- Jak wyglądam? - zapytał Dawid z przejęciem dźwięczącym w głosie.
- Bardzo elegancko — odparła Marta, samej zakładając marynarkę munduru galowego.
- To dobrze, kochanie — mruknął, całując ją czule w kark. Zadrżała lekko pod wpływem pieszczoty, lecz nie poddała się jej, na to nie było aktualnie czasu. Za pół godziny mieli już stawić się przed pałacem prezydenckim, gdzie według oficjalnego pisma i słów ich dowódców miała odbyć się uroczystość odznaczenia żołnierzy.
Oboje byli mocno podenerwowani całą tą sytuacją, lecz nie było to odczucie nieprzyjemne.

Kiedy z niejakim trudem zaparkowali w pobliżu pałacu na miejscu dla nich przeznaczonym, na ulicach kręcił się już tłum dziennikarzy i cywilów. Wolnym krokiem udali się w stronę gromadzących się już na placu wielce eleganckich żołnierzy. Stając w szeregu oficerów, obok Pawłowicza, Marta odetchnęła głęboko, starając się opanować emocje.


- Mam zaszczyt odznaczyć następującymi medalami żołnierzy jednostek specjalnych Wojska Polskiego... Orderem krzyża wojskowego i gwiazdą za nienaganną służbę w czasie minionego konfliktu wojskowego, całe oddziały Jednostki Wojskowej Agat i GROM, których członkowie uczestniczyli w akcji odbicia porwanych kompanów — powiedział prezydent, a tymczasem Marta spokojnie obserwowała, jak do wyczytanych oddziałów wraz z głową państwa podchodzi minister obrony narodowej i ktoś jeszcze i po kolei odznaczają wyczytanymi odznakami tych dzielnych mężczyzn.
Po dłuższej chwili prezydent wrócił na miejsce na mównicy i tym samym spokojnym głosem kontynuował:
- Orderem krzyża wojskowego i odznaką honorową wszystkich, którzy brali udział w konflikcie na Białorusi i popadli tam w niewolę, oprócz pani kapitan Miętkiewicz i kapitana Pawłowicza.
Lekko zdezorientowani oficerowie stali spokojnie, podczas gdy ich koledzy doświadczali honorów odznaczenia.
- Orderem zasłużonego pilota wojskowego wszystkich dzielnych pilotów, którzy brali udział w akcji na Białorusi. - z przyjemnością Marta patrzyła, jak dumnie wyprostowany Dawid z nikłym uśmiechem na ustach przyjmuje honory od prezydenta. Wiedziała, że znaczy to naprawdę wiele dla jej męża.
- Gwiazdą za nienaganną służbę w czasie zażegnanego konfliktu zbrojnego, krzyżem wojskowym oraz odznaką honorową wojsk specjalnych pana kapitana Pawłowicza. - prezydent odznaczył jej towarzysza. - Na sam koniec wbrew przyjętej zasadzie pierwszeństwa, mam wielką przyjemność odznaczyć panią kapitan Miętkiewicz następującymi medalami... Krzyżem wojskowym, odznaką honorową wojsk specjalnych, gwiazdą za nienaganną służbę w czasie konfliktu na Białorusi, odznaką honorową wojsk lądowych oraz medalem Sił Zbrojnych w Służbie Ojczyzny.
Będąc w potężnym szoku, Marta dumnie przyjęła na obleczoną mundurem pierś kilka medali.
Chwilę później prezydent kontynuował:
- Ponadto wszystkich pilotów biorących udział w akcji podwyższam odpowiednio o jeden stopień podoficerski lub szeregowy. Wszystkich żołnierzy biorących udział w akcji odbicia wziętych do niewoli towarzyszy podwyższam w identyczny sposób. Wszystkich żołnierzy, który wtedy dostali się do niewoli rosyjskiej, z wyjątkiem kapitanów Miętkiewicz i Pawłowicz podwyższam tak samo.
Marta uśmiechała się lekko, patrząc jak jeszcze bardziej dumny Dawid otrzymuje nowy stopień.
- Mam niepowetowany zaszczyt odznaczyć oficerów Miętkiewicz i Pawłowicza do stopni majora.
Po chwili prezydent i ich dowódca wspólnymi siłami zmienili im baretki i oznaczenia na kołnierzach i ramionach.


- Czego tu? - warknął Dawid, widząc kto zmierza w ich stronę.
- Chcieliśmy porozmawiać z naszą córką.
- Od dłuższego czasu już nią nie jestem, więc z łaski swej idźcie sobie stąd! - prychnęła Marta, zakładając ręce na piersi.
- Mimo twej impertynencji chcielibyśmy gorąco ci pogratulować tych odznaczeń. To naprawdę duże osiągnięcie — powiedziała matka Marty, starając się patrzeć na nią czule.
- Taaa... I co w związku z tym? - zapytał Dawid, cały czas czule obejmując małżonkę. Część ich kolegów zatrzymała się nieopodal, by w razie potrzeby interweniować.
- Chcielibyśmy cię przeprosić i prosić, byś na nowo zechciała z nami utrzymywać kontakt.
- Bo co?
- Nie bardzo rozumiem... Przecież jesteś naszą córką i chcielibyśmy odbudować z tobą dobre relacje.
- Ohohoho!!! Nie wiem, czy jest to w ogóle możliwe!
- Mówiłem ci przecież, że ta idiotka nigdy się na to nie zgodzi, ale nie! Ty oczywiście musiałaś być mądrzejsza! - warknął wściekły ojciec Marty. W tym momencie ta nie wytrzymała i ryknęła pełną piersią:
- Jak ja was nienawidzę! Brzydzę się wami! Obyście oboje jak najszybciej zdechli!
Dawid spojrzał na nią zaskoczony i widząc w jej oczach wściekłość. Pewnie, gdyby mogła, to udusiłaby ich na miejscu. Ujął ją więc żelaznym uściskiem za ramię i poprowadził w stronę oczekujących na nich żołnierzy, nie zwracając uwagi na oniemiałych rodziców żony. Nie odzywając się ani słowem, udali się wszyscy do niezbyt odległego baru, gdzie mieli świętować ten niezwykły dzień. Na miejscu Marta twardo klapnęła na barowy stołek i ostrym głosem zamówiła Krwawą Mary. Chlapnęła sobie, powtórzyła i dopiero wtedy nieco się uspokoiła.
- No, no! Pani major! - z uznaniem mruknął sierżant Pająk, z podziwem patrząc na swego dowódcę.
- Zjeżdżaj! - warknęła, rzucając w niego podkładką do piwa, którego przed chwilą zażądała. Żołnierz zrobił unik, jednocześnie rozjaśniając oblicze lekko zażenowanym uśmiechem.

Trzy godziny później, kiedy prawie wszyscy strąbili się na umór, Marta zadała Dawidowi pytanie, którego wcześniej nie ośmieliłaby się wymówić.
- Ten cały konflikt... Jak ty go widziałeś?

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 1187 słów i 6778 znaków, zaktualizowała 7 cze 2016.

1 komentarz

 
  • igor

    Bo gruba impreza. A ile awansów? Okoliczne knajpki miały rekordowe obroty :-) Końcówka mile zaskoczyła ;-)

  • elenawest

    @igor ;-) wedle twoich słów :-D awansów wszystkich osób? Około trzydziestu...

  • elenawest

    @igor zawsze z bijącym mocno sercem czytam twoje komentarze do Agatu, bo nie chciałabym się czymś zbłaźnić i dlatego też zanim jakiś aspekt opiszę, to wcześniej dużo o nim czytam :-P

  • igor

    @elenawest nie możesz się zbłaźnić, ponieważ w obliczu konfliktów nie wiemy jakie mogą być ich następstwa. Co do reszty to przecież Twoje opowiadanie i Ty tu rządzisz ;-)

  • elenawest

    @igor no tak, ale tyś ekspert, więc wiesz ;-)