JW Agat Rozdział LXVI

W końcu, kiedy stojącym przed uczniami żołnierzom wydawało się już, że nikt się nie przyzna, z miejsc podniosło się dwóch bladych jak płótno chłopaków. Widać było, że są przestraszeni, zwłaszcza kiedy podeszli do nich uzbrojeni żołnierze Żandarmerii i wyprowadzili ich na zewnątrz.
- Wszyscy tutaj zostają, zobaczymy co dalej z wami zrobić i przede wszystkim, co z waszym obozem. Teraz przesłuchamy tych kretynów — zakomenderował Tomek.

- No i co? Wy w ogóle zdajecie sobie sprawę, w jakim gównie właśnie się znajdujecie? - zapytał chłopaków kapitan Rajfus, dowódca oddziału ŻW.
Dwóch winowajców siedziało przed nim z oczami wbitymi we własne stopy.
- No? Gadać! - ryknął na nich Tomek tak potężnie, że aż obaj podskoczyli na krzesłach.
- Spokojnie. - żandarm machnął w jego stronę ręką. - Sprawa jest poważna, ale to nie znaczy, że musimy od razu się na nich wyżywać. Załatwimy to spokojnie, a zarazem stanowczo... Chłopcy, od kogo kupowaliście towar? Od kogoś z jednostki?
- Nieee... W ostatnią niedzielę, gdy mieliśmy wolne, dorwaliśmy takiego jednego na rynku — wyjaśnił jeden z nich, najwyraźniej decydując się wszystko opowiedzieć.
- Rozumiem... W takim wypadku wzywamy policję. Oni się wami zajmą, chociaż od nas pójdą wpisy do waszych akt i bynajmniej nie sądźcie, że z taką kartoteką uda wam się dostać do jakiejkolwiek mundurowej pracy!
Chłopcy zbledli jeszcze bardziej, o ile w ogóle było to możliwe, a tymczasem do rozmowy wtrąciła się Marta, cedząc przez zaciśnięte zęby:
- Tak, ponadto, jak podejrzewam policja i prokuratura postawi wam oskarżenie przechowywania narkotyków w jednostce wojskowej i spożywania ich...

Godzinę później policjanci odjechali z załamanymi kadetami, Żandarmeria raz jeszcze raz przeszukała bez skutku jednostkę, a wściekli instruktorzy wrócili na aulę, skąd zwolnili żołnierzy Agatu i pozwalając im wrócić do kwater.
- Wszyscy, jak tu stoimy, jesteśmy zdegustowani waszym kategorycznym zachowaniem. Jak podejrzewamy, doskonale wiedzieliście, że tych dwóch bierze i nikt z was, nikt powtarzam! - ryknął pułkownik, patrząc srogo na przestraszonych kadetów — nie raczył poinformować nikogo z nas o tym fakcie, co według nas czyni was współwinnymi przewinienia, co zostanie odnotowane w waszych aktach! Nie ominie was za to też inna kara, ale jaka ona będzie, dowiecie się od swych instruktorów. Macie szczęście, że kara jest tak niska! I że wasz obóz jeszcze istnieje i funkcjonuje, bo przez głupotę tych dwóch narkomanów i wasz strach mógł się on dość drastycznie zakończyć.

- W dwuszeregu zbiórka! - ryknęła Marta, gdy dowódca jednostki opuścił aulę. - Nie ociągać się! Ruchy!!! Czas operacyjny trzy minuty!
Młodzież zaczęła schodzić na dół, ustawiając się w karnych rzędach.
- Na zewnątrz marsz! - zarządził Norbert, ruszając za Jackiem i Dawidem ku drzwiom wyjściowym.

- Czemu tu jesteśmy? - zainteresował się jeden z uczniów, gdy wyszli na jaśniejące już powoli podwórko.
- Czemu? - Marta obróciła się gwałtownie na pięcie i mierząc chłopaka wściekłym spojrzeniem, choć nie była pewna czy dojrzał jej wzrok. - Czemu? - powtórzyła — przez waszą nieodpowiedzialność! Czeka was właśnie ta zapowiedziana już przez pułkownika kara. Dziesięciokilometrowy tor przeszkód pod obciążeniem. I zapewniam was, że ci, którzy nie dadzą rady, będą przechodzić go do skutku! Czas operacyjny cztery, pięć godzin! Szykować się!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 632 słów i 3582 znaków.

1 komentarz

 
  • M

    Pochłonęłam wszystkie odcinki. Jedno z lepszych opowiadań amatorskich jakie miałam okazję czytać. Czekam na ciąg dalszy :)

  • elenawest

    @M dziękuję serdecznie, bardzo miło jest mi czytać tak sympatyczny komentarz :-D