Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. dwudziesta dziewiąta

Przez chwilę obserwowałem, jak dziewczyny okazują sobie wzajemnie uczucie i doszedłem do wniosku, że łączy je już coś więcej, niż zwykłe zauroczenie sobą. Czułem się już o niebo lepiej, więc zacząłem ubierać się. Po chwili byłem gotowy do zwijania legowiska.
          Kiedy dziewczyny oderwały się od siebie, widząc mnie ubranego, ogarnęły się szybko i pomogły mi doprowadzić wszystko do porządku. Po chwili byliśmy ponownie na  drodze do Mikołajek, do domu dziadka i Eli.
          Jadąc, w pewnym momencie przyłapałem się na tym, że zaczynam myśleć już o domu dziadka i Eli, jak o własnym domu. Niewątpliwy wpływ na to miały słowa dziadka, o moim zatrudnieniu i o mamie, dla której tak dziadek, jak i Ela szykowali jakąś niespodziankę.
          Zacząłem główkować, co miał na myśli dziadek, mówiąc, że chce mamie wynagrodzić to, że w konflikcie pomiędzy nią a tatą, przez jakiś czas trzymał stronę taty, jego syna. Przez chwilę poczułem, że bardzo tęsknię za mamą, za jej ciepłym głosem, dotykiem.  
          A przecież minęło zaledwie kilka dni od wyjazdu z domu. Prowadzenie samochodu nie sprawiało mi problemu, więc pewna część mojej świadomości przestawiła się na marzenia. I, o dziwo, myślałem o Eli i dziadku, a zacząłem marzyć o mamie.  
          Ruch na drodze zgęstniał w okolicach Mrągowa, ale w miarę oddalania się od stolicy powiatu, ruch zdecydowanie się zmniejszył i dojechaliśmy do domu dziadka bez większych problemów. Wjeżdżając na podjazd, nie wierzyłem własnym oczom.
          Przed garażem stał Renault Megane, samochód mamy. Teraz zrozumiałem, dlaczego nasza rozmowa została nagle przerwana. Mama jechała samochodem i trafiła na martwą strefę, której nie obejmował przekaźnik sieci komórkowej i nastąpił zanik sygnału.  
          Jeszcze nie zdążyłem zatrzymać samochodu, kiedy usłyszałem z tyłu dziki wrzask radości. Zosia dopiero teraz zauważyła samochód mamy. Nie tylko ja stęskniłem się za mamą - przebiegło mi w myśli. I jak tu nie wierzyć w telepatię czy marzenia.  
          Kiedy zatrzymałem samochód na podjeździe, w drzwiach wejściowych pojawiła się Ela z cudowną blondynką u boku. Zosia wprost wyfrunęła z samochodu, krzycząc i biegnąc w ich stronę. Mama wysunęła się do przodu i otworzyła ramiona dla córki.
          Wysiadłem z samochodu i idąc w stronę mamy i Eli, poczułem gulę w gardle.
Widziałem, jak Zosia tuli się do mamy i kiedy doszedłem do nich, spojrzałem mamie w oczy i wzruszenie odebrało mi głos. Zdołałem tylko objąć mamę, zamykając ją w mocnym uścisku.
- Pewnie zastanawiasz się Adasiu, co ja tu do diabła robię? - zwróciła się mama do mnie, nie wypuszczając z objęcia Zosi, która tuliła się do niej, jak mała dziewczynka.
- Może nie aż tak, ale że dałaś radę wyrwać się i przyjechać, to nie tylko nas zaskoczyłaś, ale sprawiłaś nam mamo nie lada niespodziankę. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo przyjemną niespodziankę, mamo - powiedziałem wzruszony, odzyskawszy głos.  
- Tak, jak mówiłam przez telefon, faktycznie miałam już wszystkiego dość. Cały ubiegły tydzień to była prawdziwa katorga. Nie wiem, czy spałam cztery, no, może pięć godzin dziennie. Musieliśmy przygotować do odbioru przez komisję ten drugi lokal. Termin odbioru był ustalony na ten poniedziałek. Na szczęście udało się wszystko przygotować i komisja dokonała odbioru z wynikiem pozytywnym. A ja zaczęłam to wszystko odreagowywać. Kiedy wczoraj przyszłam do pracy, czułam się więcej niż podle. Byłam bardzo wyczerpana i wyglądałam okropnie. Kiedy Helena zobaczyła mnie, wystraszyła się. Kazała wynosić mi się do domu i porządnie odpocząć. To Helena jest tą byłą kierowniczką, która przyjęłam i która teraz mnie zastępuje. Szczera, otwarta, bystra dziewczyna. Odwiozła mnie do domu i powiedziała, że wszystkim się zajmie i nie chce mnie widzieć w robocie, przez co najmniej tydzień. Miała rację. Wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka. Spałam prawie przez dwadzieścia godzin, z jedną przerwą na siku. Dziś rano obudziłam się i poczułam się innym człowiekiem. Zadzwoniłam do roboty i poprosiłam do telefonu Helenę.  Podziękowałam jej i powiedziałam, że jestem wyspana i w miarę wypoczęta. Ale do roboty przyjdę dopiero jutro. A ta wyskoczyła na mnie z buzią i powiedziała mi, żebym nie ważyła się przychodzić do pracy, dopóki porządnie nie wypocznę. Więc powiedziałam jej, żeby się wypchała i że w takim razie niech prowadzi sama cały interes, a ja wyjeżdżam do was, na co najmniej, tydzień. Wtedy powiedziała mi, że pokazuje mi język i że bardzo się cieszy. I dodała, że widzi mnie w robocie nie wcześniej, niż za dwa  tygodnie. Wsiadłam więc w samochód i jestem. Ale nie chciałabym sprawiać wam kłopotu, czy zakłócać wakacji oraz być dla was ciężarem. Jeżeli miałabym wam w czymś przeszkadzać, to oczywiście zostanę z Elą i dziadkiem lub poszukam sobie czegoś innego.
          Mówiąc to, mama patrzyła na nas, a właściwie na mnie, nieco zażenowanym spojrzeniem, jakby rzeczywiście poczuła się naraz intruzem. Objąłem mamę i zamknąłem ponownie w mocnym uścisku. Czułem się, jakbym tulił do siebie najdroższy skarb na świecie.
- Mamo, nie mów tak i nie obrażaj w ten sposób ani mnie ani Zosi. Nawet nie wiesz, jaką nam sprawiłaś radość swoim niespodziewanym przyjazdem. Nawet teraz patrzę na ciebie i nie mogę uwierzyć, że jesteś z nami. Jak możesz nawet dopuścić myśl, że mogłabyś być dla nas ciężarem czy kimś niepożądanym? A teraz pozwól, że przedstawię ci kogoś, kto zgodził się nam towarzyszyć i kogo oboje z Zosią polubiliśmy oraz uważamy już za naszą serdeczną i bliską przyjaciółkę. Mamy nadzieję, że z wzajemnością
          To mówiąc, skinąłem na Kamilę, aby do nas podeszła.  
- Mamo, to jest Kamila, a to Kamilo, jest nasza ukochana mama Ala - powiedziałem, przedstawiając je sobie wzajemnie.  
          Obie wymieniły uściski dłoni, a potem mama przygarnęła Kamilę i przytuliła.
- Miło mi cię poznać Kamilo. Widzę, że mój syn ma bardzo dobry gust - powiedziała mama.
- I wzajemnie! Też się cieszę, że panią poznałam i wcale nie wygląda pani na jego matkę. Bardziej na starszą siostrę - odwzajemniła się mamie, komplementując jej wygląd.
          Kiedy zakończyliśmy proceder zapoznawania, dołączyła do nas Ela.  
- Elu, wygląda na to, że moje dzieci stęskniły się za mamą i nie uważają mnie za intruza w ich wakacyjnych planach - powiedziała mama rozradowanym głosem.  
          Prawdopodobnie tęskniła za nami tak samo, jak my za nią.  
- Też nie wiem, dlaczego zwątpiłaś w miłość swoich dzieci do ciebie i uznałaś się za intruza czy zbędny balast w ich wakacyjnych, czy wypoczynkowych planach - wygarnęła mamie Ela.
- Ale koniec tych pogaduszek przed domem. Teraz musisz zdecydować, gdzie chcesz mieszkać podczas pobytu tutaj, bo do wyboru jest kilka opcji. Twoje dzieci mieszkają z nami. Możesz do nich dołączyć lub mieszkać sama. Nad garażami są dwa samodzielne mieszkania - zwróciła się Ela do mamy.
- Czekaj! Co to znaczy, że moje dzieci mieszkają razem z wami? - zapytała mama.
- Nawet nie wiem, dlaczego tak to powiedziałam. Miałam na myśli, że mieszkają z nami w mieszkalnym segmencie. Na pierwszym piętrze jest duży pokój dzienny oraz trzy sypialnie z łazienkami i garderobą. Jedną z nich zajmuje tata, drugą ja, a trzecią proponowałam Zosi, ale oboje z Adamem wybrali drugie piętro. Tak więc możesz zająć tę trzecią sypialnię albo mieszkać z nimi na drugim piętrze. Na tym piętrze jest podobny układ, jak na pierwszym i wszystkie pomieszczenia są umeblowane, gotowe do zamieszkania. Trzeba tylko uzupełnić pościel, ręczniki, płyny i takie tam gadżety czy duperele do łazienki - wyjaśniła Ela.
- A co z tą łodzią czy jachtem? Jadąc tutaj, nastawiałam się raczej, że dołączę do nich i razem  spędzimy trochę czasu, buszując po tutejszych jeziorach - mama przedstawiła Eli  i nam, swoje nastawienie, oczekiwania czy plany, związane ze swoim urlopem i wypoczynkiem.  
- Alu, oczywiście, że będzie to możliwe, ale dopiero od jutra. Oboje z tatą czekaliśmy na ciebie z pewnymi decyzjami. Wstępnie omówiliśmy i ustaliliśmy jakieś tam ramy naszych przyszłych relacji rodzinnych i biznesowych, związanych tak z Adamem, jak i z tobą czy Zosią. I teraz chcemy to omówić i uzgodnić z wami. Jeżeli nie jesteś za bardzo zmęczona, zrobilibyśmy to jeszcze dzisiaj. Co o tym sądzisz? - zwróciła się do mamy, Ela.
          Wyglądało na to, że Ela na zasadzie ‘kucia żelaza, póki gorące’, chciała natychmiast zapoznać mamę z jej i dziadka propozycjami, związanymi z naszą przyszłością.
- Mówiąc po prawdzie, to spodziewałam się tego, tylko sądziłam, że z tą rozmowa trochę poczekamy - stwierdziła mama, po wysłuchaniu Eli.  
- A co do pobytu tutaj, to nie chciałabym robić zamieszania i w pełni zadowoli mnie posadzenie mojego tyłka w sypialni, obok tych zajmowanych przez Zosię i Adama - dodała mama, nie tracąc humoru.  
- No, nie wiem, czy spanie w jednym mieszkaniu w pobliżu swoich dzieci, w tym, z dorosłym synem, to jest dobry pomysł - stwierdziła Ela dość żartobliwym tonem, ale i też z lekkim sarkazmem.  
          Nie wiedziałem, co Ela chciała w ten sposób osiągnąć, ale wprowadziła tym samym mamę w duże zakłopotanie, o czym świadczył rumieniec na buzi mamy.  
- Chyba masz rację Elu. Po prostu mi się chlapnęło. Zdaję się więc na ciebie i moje dzieci.  
Co zaproponujecie, to przyjmę - powiedziała mama, krzywiąc buzię w sztucznym uśmiechu.
- Alu, zapłoniłaś się jak panienka. Nawet jest ci z tym do twarzy, ale nie miałam zamiaru dokuczać ci. Mnie też się chlapnęło, więc przepraszam. A co do mieszkania, to może lepiej będzie, jak zajmiesz tę wolną sypialnię obok mojej, a młodzież niech pozostanie na drugim piętrze, tym bardziej, że dołączyła do nich Kamila. Odpowiada wam to? - zwróciła się do nas.
- Oczywiście Elu! Sam miałem to mamie zaproponować - odpowiedziałem Eli, a pośrednio też mamie.  
- Dobrze! Nie będę się z wami spierać, tym bardziej, że większość czasu prawdopodobnie spędzimy jednak na tej łodzi - oświadczyła mama.  
- Przynajmniej mam taką nadzieję! - dodała po chwili.
- OK. Idziemy więc do mnie i uzupełnimy braki w wyposażeniu sypialni i łazienek na drugim piętrze, a także tej obok mojej. Pewnie niedługo pojawi się też tata. Miał spotkanie z hotelarzami, więc nie chciałam cię do niego ciągnąć, żebyś czekała. Tata raczej nie lubi przeciągać tego typu spotkań, więc pewnie nie długo pojawi się tutaj, więc nie było sensu iść do niego - poinformowała mamę Ela.  
          Mama miała pewnie zamiar podejść do biura dziadka, aby przywitać się, ale po słowach Eli, oczywiście zrezygnowała. Wziąłem mamy torbę z ciuchami z bagażnika Megana i wszyscy razem poszliśmy za Elą. Weszliśmy do pomieszczenia gospodarczego na parterze, pełniącego rolę podręcznego magazynu.
- Cholercia, miałam zamiar sprawdzić, co i gdzie czego brakuje, a przywlokłam was od razu do magazynu. Adasiu, ty sprawdzałeś sypialnie i łazienki na drugim piętrze, więc pewnie orientujesz się, co w nich brakuje? - zwróciła się do mnie.
- Tak, tylko jedna z nich jest wyposażona. Ta, w której spałem. Pozostałe trzeba wyposażyć - odpowiedziałem i ugryzłem się w język. Tym samym przyznałem, że Zosia spała ze mną.  
- OK. Więc bierzemy pościel, ręczniki, mydło, szczoteczki i pastę do zębów. Jeżeli czegoś braknie, to uzupełnimy w razie potrzeby - powiedziała Ela, udając, że nie dostrzegła mojej wpadki i wyciągając z poszczególnych szaf to wszystko, o czym mówiliśmy.      
          Obładowani jak wielbłądy, udaliśmy się najpierw na pierwsze, a potem na drugie piętro. Okazało się, że sypialnia mamy była w pełni wyposażona, więc zostawiliśmy mamę i Elę na pierwszym piętrze, a my w trójkę udaliśmy się na drugie piętro.  
          Moja sypialnia i łazienka była kompletna, więc zajęliśmy się pozostałymi, które miały być potencjalnie sypialniami Zosi i Kamili. Dziewczyny zajęły się obleczeniem kołder i poduszek, a ja rozłożyłem w łazienkach ręczniki i przybory toaletowe.  
          Kiedy wszystko załatwiliśmy zeszliśmy do sypialni mamy. Była pusta, więc zeszliśmy na parter i spotkaliśmy się z obiema paniami w kuchni, zajętymi przygotowaniami do podwieczorku i kolacji dla nas wszystkich.  
          Zostawiłem dziewczyny z mamą i Elą w kuchni, a sam wyszedłem na podjazd  
i wprowadziłem oba samochody do garażu. Miałem zamiar udać się na przystań, aby sprawdzić czy z jachtem jest wszystko w porządku
          Wtedy zobaczyłem, że na podjeździe pojawiła się mama, rozglądając się za samochodem i pewnie za mną.
- Samochód jest w garażu, mamo. Czy czegoś potrzebujesz? - zapytałem, podchodząc do niej.
- Nie, wszystko co potrzebuję na teraz, jest w tej torbie, którą zaniosłeś do sypialni, a ja właściwie to szukałam ciebie, Adasiu - odezwała się mama, obejmując mnie ramionami i przytulając do siebie.
- Nawet nie wiesz, jak się stęskniłam za wami, a najbardziej za tobą, Adasiu - powiedziała cicho, przytulając się i całując mnie w usta.  
- Miałem zamiar sprawdzić, czy z łodzią jest wszystko w porządku. Chcesz się przejść ze mną, mamo? - zaproponowałem mamie mały spacer na przystań.
- Pewnie! A będzie można do niej wejść? - zapytała, patrząc mi filuternie w oczy.
- Oczywiście mamo! Musimy im jednak powiedzieć, że idziemy na przystań, bo zaczną nas szukać - wyjaśniłem jej.
- Masz rację! Mogliby dzwonić na policję, że zaginęliśmy - przyznała mi rację mama.
- Zadzwonię do Eli, gdzie idziemy, bo kiedy tam wrócę, to nie ma cudów, żeby Zosia nie chciała do nas dołączyć - powiedziałem.
- Zosia może, ale wolałabym, żeby Kamila została. Nie musi wiedzieć, co nas łączy. Przynajmniej, jeszcze nie teraz - powiedziała mama, patrząc mi w oczy.  
- Mamo, przykro mi, ale ona o nas już wie lub przynajmniej domyśla się, co nas łączy - przyznałem się mamie.  
- Poczekaj, powiedziałeś jej o nas, Adasiu? Jak mogłeś? - powiedziała mama ostrym głosem i spojrzała na mnie jak na czubka. Była nie tylko rozgniewana, była naprawdę rozeźlona.
- Mamo, to nie tak! Powiedziałem tylko, że bardzo cię kocham i że jesteś najbliższą mi osobą. Resztę sobie dośpiewała, bo zobaczyła, co łączy mnie i Elę - próbowałem udobruchać mamę, a przynajmniej ją uspokoić.  
- No, to pięknie! Zosia, ja, Ela, a teraz Kamila. Pięknie to rozegrałeś. Cztery laski rozbijają się o jednego faceta. Dwie młode i dwie, dwa razy starsze. Co one w tobie widzą? Taki sobie zwyczajny dziewiętnastolatek; cichy, ułożony, spokojny, szczupły, wrażliwy, uczuciowy.. i ładny…. I co teraz? Przynajmniej pokaż mi tę łódź, a później zobaczymy, co dalej.  
          Mama wyraźnie rozluźniła się i opuściła ją agresja. Widocznie zobaczyła to wszystko w bardziej różowych barwach. Chyba też zreflektowała się, że okazywanie złości, a tym bardziej zazdrości o własnego syna, może wywołać tylko większe zamieszanie.
          Zadzwoniłem więc do Eli, że idziemy z mamą na krótki spacer i wrócimy za jakieś półgodziny. Ela chyba trafnie odczytała lub domyśliła się, że mama chce mieć trochę intymności i czasu dla nas,  po spotkaniu ze mną.  
- OK. Macie półgodziny dla siebie. Idźcie na łódź, a ja ich skieruję w drugą stronę, gdyby chcieli was szukać. Przed dziadkiem też was osłonię. Poproszę Zosię, żeby mu towarzyszyła.
Zorganizuję też kolację. Pa, kochanie. Czekamy na was - usłyszałem w słuchawce.
- Ela załatwiła nam pół godziny czasu i zasugerowała, żebyśmy poszli na łódź. A gdyby ktoś chciał nas szukać, to skieruje ich w stronę centrum. Dziadka też zneutralizuje. Podeśle mu Zosię. Dziadek wprost szaleje na jej punkcie. Tak jak powiedziałaś, mamo. Owinęła go sobie, wokół małego paluszka. On już chyba nawet wierzy w to, że jest jego rodzoną wnuczką - odezwałem się pogodnie do mamy, kiedy zakończyłem rozmowę z Elą.
- Widzę, że zawojowałeś już Elę całkowicie. Ale tak przypuszczałam. No to, na co czekamy mój synu czy może już raczej, mój kochanku? Półgodziny, to niezbyt dużo czasu, ale na początek wystarczy. Potrzebuję cię Adasiu i nic na to nie poradzę - mówiąc to, mama patrzyła na mnie wcale nie matczynym spojrzeniem.  
          Upewniłem się, że mam klucze do łodzi i ruszyliśmy raźno na przystań. Mama trzymała mnie pod pachę, przytulając się mocno, żeby utrzymać czy mieć uczucie bliskości ze mną. Zachowywała się rzeczywiście, jak zakochana nastolatka.
          Kiedy podeszliśmy do łodzi i zobaczyła, że nie jest to jakaś tam łódka czy motorówka, ale jacht z prawdziwego zdarzenia, cmoknęła ustami z podziwu.
- I to wam dziadek oddał we władanie, ot tak, sobie? - zapytała z niedowierzaniem w głosie.
- My też nie wierzyliśmy z Zosią własnym oczom, kiedy po pobieżnym instruktażu, a potem  po godzinie wspólnego pływania, zostawił nas samych. Zapoznał nas, co prawda, po kolei z urządzeniami na łodzi oraz jak z nich korzystać. Potem omówił podstawowe zasady i przepisy związane z pływaniem po tutejszych jeziorach. Widząc, że tak ja, jak i Zosia, jakoś tam sobie radzimy z prowadzeniem tej łodzi, uznał to za wystarczające i kazał Zosi, żeby odstawiła go na przystań. Płynąc z powrotem, udzielał jej tylko wskazówek, nie dotykając steru. I wyobraź sobie mamo, że to nasze dziewczątko, które po raz pierwszy trzymało ster w ręku, doprowadziła łódź do tej przystani wręcz brawurowo. Sam nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem na własne oczy. Zosia manewrowała tą dużą łodzią, jak małą łódką czy kajakiem. Dobiła lekko dziobem do odbojnic, a dziadek przeskoczył na pomost i powiedział tylko, że ta łódź ma nam służyć przez całe wakacje, więc powinniśmy o nią zadbać i poszedł sobie. Kiedy szedł w stronę domu, to nawet ani razu nie obejrzał się w naszą stronę. Tak, jakby było mu zupełnie obojętne, co będziemy dalej robić. Aha, przypomniał nam jeszcze, że mamy trzy godziny na pływanie i że zanim zajdzie słońce, to powinniśmy być na przystani. I to wszystko.
          Mama przez chwilę słuchała mojej wypowiedzi i na koniec złapała się za głowę.  
- I zostawił was samych, tak po prostu? - zapytała z niedowierzaniem.
- Tak! My też prawie osłupieliśmy, że dziadek nie żartował i że go nie ma. Ja widziałem, jak Zosia świetnie sobie radziła, kiedy wracaliśmy do przystani, więc poprosiłem ją, żeby startowała, bo pewnie dziadek gdzieś tam z ukryciu nas obserwuje. To kazała mi się wypchać, bo robiła tylko to, co dziadek jej sugerował. A teraz dziadka nie ma - opowiedziałem mamie o  naszych pierwszych krokach, związanych, z samodzielnym użytkowaniem jachtu.
          Chciałem odblokować trap, żeby mama mogła wygodnie wejść na jacht, ale uznała, że jeśli ja nie korzystam z trapu, to i ona też da radę. Przyciągnąłem więc łódź do pomostu i wskoczyłem na pokład, po czym pomogłem mamie przedostać się na łódź.
          Asekurowałem ją na wszelki wypadek, ale przeskakując lekko z pomostu na rufę łodzi, zrobiła to bardzo zgrabnie i wdzięcznie, jakby robiła to już wiele razy. Kiedy mama znalazła się na pokładzie, z dużym zainteresowaniem rozejrzała się po łodzi.
- Wybacz Adasiu, ale z trudem idzie mi się pogodzić z myślą, że ten piękny jacht mógłby zostać uszkodzony i że dziadek chyba dużo ryzykował, oddając go w ręce dwojga młodych,  nieopierzonych i niedoświadczonych nastolatków. A ty Adasiu, co teraz o tym sądzisz? - zapytała mama, patrząc na mnie i kręcąc głową z niedowierzaniem,
- Mamo, mnie też trudno było to pojąć, ale sądzę, że miała to być jakaś forma testu przez  dziadka. Chyba chciał w ten sposób sprawdzić, jak sobie poradzę w trudnej sytuacji. Co prawda, w pewnej chwili chyba dotarło do dziadka, że mógł swoim postępowaniem narazić nas na niebezpieczeństwo i spowodować zagrożenie dla naszego zdrowia czy życia. Aby to   zminimalizować, zaproponował więc Karolowi, jednemu z menedżerów firmy, aby jego siostra Kamila wraz z chłopakiem dołączyła do nas, Tak Kamila, jak i jej chłopak Patryk mają już od kilku lat patent sternika motorowo-wodnego i duże doświadczenie w pływaniu dużymi łodziami po wodach mazurskich jezior. Wydaje mi się jednak mamo, że w jakimś tam stopniu zdałem ten test. Udało nam się obojgu z Zosią nie uszkodzić tego jachtu i nie spowodować żadnego zagrożenia, tak dla nas samych, jak i dla innych użytkowników, pływających po tutejszych jeziorach - powiedziałem, mając nadzieję, że w jakimś stopniu zaspokoiłem ciekawość mamy i wpłynąłem na poprawę jej nastroju.  
          Otworzyłem przednią kabinę oraz sterówkę i weszliśmy z mamą do wnętrza. Pokazałem mamie cały przód jachtu i jego wyposażenie. Zachwyt mamy sięgał sufitu.  
- Nie mam słów, Adasiu! To wygląda naprawdę zachęcająco. Gdyby nie to, że obiecaliśmy Eli, że wrócimy, z chęcią bym się już stąd nie ruszała - powiedziała mama.  
- Mamo, nie widzę problemu, ale musielibyśmy wypłynąć przed zachodem słońca i zakotwiczyć w jakimś ustronnym miejscu, nim zapadnie zmrok - oznajmiłem mamie.  
- Będziemy się tym martwić, po spotkaniu z Elą i dziadkiem. A teraz Adasiu, kochaj się ze mną, bo bardzo cię potrzebuję - powiedziała mama, ściągając bluzkę i spódnicę.
          Nie chciałem być gorszy i widząc, że mama nie bawi się w żadne czajenie czy podchody, równie szybko pozbyłem się ciuchów, stając przed mamą nagi i gotowy do zabawy. Zsunąłem na bok nakrycie i pościel i chciałem pomóc mamie przy staniku.
- Kładź się, chcę cię dosiąść - powiedziała mama, pozbywając się szybko stanika i majtek.  
- Mamo, chciałbym cię najpierw rozgrzać i posmakować - zwróciłem się do mamy.
- Nie mamy na to czasu. Jestem wystarczająco rozgrzana i napalona, nie mniej od ciebie - powiedziała mama i kiedy położyłem się na łóżku, natychmiast mnie okraczyła i przysiadła na moich udach.
          Pochyliła się i przywarła na chwilę do mnie, całując mnie z pasją, po czym, wsparła się na ręce, obejmując mojego kutasa, uniosła lekko tyłek do góry, przeciągnęła kutasem po mokrej już szczelinie i przysiadając, wprowadziła go w siebie.
          Westchnęła z niejaką ulgą, kiedy wchłonęła go całkowicie i poczuła głęboko  w sobie. Odczekała chwilę i rozpoczęła ostrą jazdę, dysząc przy tym i sapiąc z wysiłku oraz podniecenia. Była bardzo mocno napalona, bo kiedy sięgnąłem ręką do jej piersi, doszła.
          Wrzasnęła głośno i opadła na moje ciało, przeżywając mocny orgazm. Ponieważ miałem za sobą kilka orgazmów z dziewczynami, mimo dużego podniecenia z powodu, że amazonką była przecież moja mama, o dojściu do finału mogłem tylko marzyć.
          Mama natomiast dość szybko pozbierała się i czując mnie nadal w sobie, nawet nie zastanawiała się, dlaczego nie doszedłem wraz z nią i natychmiast wznowiła ‘jazdę’. Po prostu, obudzona seksualnie przeze mnie, jej potrzeby w zakresie seksu gwałtownie wzrosły.  
- Nie wiem, dlaczego nie doszedłeś, ale to oznacza, że mogę sobie ponownie poużywać - skwitowała mama moją gotowość i zaczęła ponowną jazdę, tylko już bardziej wyrafinowaną.  
          Co jakiś czas odchylała się do tyłu i zmieniała kąt penetracji lub wsuwała się bardzo głęboko, po czym, wysuwała się, chwytała kutasa, pocierając nim energicznie łechtaczkę i szybko nasuwała się ponownie, dobijając do dna.
Po kilku minutach takich intensywnych działań, zaczęła ponownie dyszeć i  
sapać, przyspieszając i wzmacniając ruchy. Obserwując poczynania mamy, która nie spuszczała ze mnie wzroku, sam również wchodziłem na coraz wyższe obroty.  
          W pewnym momencie włączyłem się aktywnie, pocierając mocno palcem łechtaczkę, w chwili gdy była odchylona i zobaczyłem, że mama wstrzymała oddech, po czym, wrzasnęła i trysnęła w moją stronę strumykiem bezbarwnej cieczy.  
          Jęknęła i opadła bezwładnie na moje ciało, a widok jej wytrysku spowodował, że doszedłem i ja, pompując w mamę zawartość moich jąder. Intensywność orgazmu mamy wyczerpało ją całkowicie, bo dość długo wstrząsały jej ciałem dreszcze i spazmy.
          Kiedy doszła do siebie, rozświetliła swoim uśmiechem wnętrze kabiny.
- I jak tu cię nie kochać, mój skarbie, jak serwujesz mamie takie doznania i przeżycia - powiedziała, zmieniając pozycję i kładąc się na mnie.  
W wyrazie wdzięczności, zaczęła mnie lizać i całować po całej buzi.
Obejmując i mocno przyciągając mamę do siebie, zacząłem gładzić rękami jej plecy, od karku poczynając, na pośladkach kończąc i odwzajemniać jej słodkie, czułe buziaki.
          Oboje nie mogliśmy się wręcz nacieszyć sobą i uczuciem miłości, która nas łączyła, wykraczając daleko poza ramy uczuć czy więzi, łączących zwykle matkę i syna.  
W pewnej chwili zerknąłem na zegarek i zobaczyłem, że właśnie dobiega półgodziny.
- Mamo, mógłbym tak leżeć z tobą jeszcze kilka godzin, tak jest mi dobrze i przyjemnie czuć cię na sobie, ale nie ma co, nadwyrężać cierpliwości dziadka. Jest dla nas obojga z Zosią prawie jak ojciec, ale wiem, że w sprawach oficjalnych jest dość rygorystyczny. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o punktualność czy rzeczowość w załatwianiu sprawy - powiedziałem, czując się trochę winny wobec mamy.
- Masz rację! Też jest mi miło, czuć cię pod sobą i przy sobie, ale faktycznie, jesteśmy umówieni i musimy przez to przejść.
          To mówiąc, mama cmoknęła mnie w usta i poderwała się.  
- Musimy się chyba trochę odświeżyć. Czy ten prysznic jest czynny? - zapytała, zerkając na odsłoniętą kabinę prysznica.
- Woda jest mamo, ale pewnie zimna. Cieplejsza jest w jeziorze - odpowiedziałem, mając na myśli, że moglibyśmy się wykąpać w jeziorze.  
- A jest tu jakieś wiadro, żeby można było zaczerpnąć wodę z jeziora? - zapytała ponownie, bo na kąpiel w jeziorze nie było już czasu.
- OK. Poradzimy sobie - powiedziała, widząc, że wzruszyłem bezradnie ramionami.  
          Mama owinęła się ręcznikiem i wyszła na pokład. Zobaczyła bosak i duże plastikowe wiadro. Szybko otworzyła kilka szuflad i w jednej z nich znalazła zwinięty sznurek z tworzywa. Odcięła duży kawałek i przymocowała wiadro do haka bosaka.  
          Podeszła do burty i zanurzyła wiadro w wodzie. Nim dotarłem do niej, aby jej pomóc, wiadro było już na pokładzie. Zdjęła wiadro z haka i weszła do kabiny prysznica. Nie czekała na moją pomoc i szybko podmyła się, a następnie wytarła ręcznikiem.  
Przywołała mnie do siebie i po chwili pucowała moje klejnoty. Wytarła mnie,
po czym, oboje ogarnęliśmy się i po zabezpieczeniu łodzi, ruszyliśmy w stronę domu. Patrzyłem na mamę i nie mogłem oderwać oczu. Wyglądała pięknie, wręcz przebojowo.
          Zdałem sobie sprawę, jak piękną i cudowną kobietą jest nasza mama. Była bez makijażu, a po naszej seksualnej randce, nabrała kolorów i świeżości. Nikt by nie skojarzył, że jest moją mamą, kobietą po przejściach i dobiegającą czterdziestki.  
- Widzę, że ci się podobam, tak, kochanie? - spytała, przyciągając mnie do siebie.
- Mamo, wyglądasz cudownie. Gdybym cię nie kochał, to teraz widząc cię tak radosną, świeżą i dziewczęcą, zakochałbym się w tobie na umór - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
          Roześmiała się i rozglądając się wokół, czy nikogo nie widać, przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała z nieukrywaną namiętnością.
- Nie mów mi takich słów, przystojniaku, bo sprawiasz, że faktycznie czuję się młodo, jakby mi ubyło z dziesięć lat - odwdzięczyła mi się za moje słowa.
- Miło was widzieć, tak radosnych i szczęśliwych - powiedziała Ela, która słyszała, kiedy weszliśmy do przedpokoju i patrzyła na nas, stojąc w drzwiach kuchni.  
- Możecie iść do salonu. Tata czeka tam na was, razem z dziewczynami - powiedziała Ela.  
- Mamo, to może ty idź do salonu i przywitaj się z dziadkiem, a ja pomogę Eli, cokolwiek robi - zaproponowałem.
- Adasiu, nie rób tego mamie. To ona teraz jest najważniejszym gościem i nie wypada, żeby wchodziła sama. Co prawda, tata ją zna, ale byłoby trochę nie fair, gdyby jej nikt nie towarzyszył, przy witaniu się z teściem - przywołała mnie Ela do porządku.
- Mamo, przepraszam cię! Faktycznie, zachowałem się, jak ostatni dupek i cham. I to wobec własnej mamy - powiedziałem i łzy same zakręciły mi się w oczach. …cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 5416 słów i 29013 znaków. Tagi: #powrót #dom #spotkanie #mama #erotyka #powitanie

3 komentarze

 
  • Jui

    Super pisz dalej jak najszybciej

  • Gaba

    Pięknie!
    Nastrój, przywitanie mamy, wielka niespodzianka, jacht... Pięknie opisałeś. Śmiem twierdzić, że to jest jeden z najlepszych odcinków tej opowieści.
    A Twoje pisanie ewoluuje w dobrym kierunku, nie zatracając charakterystycznego języka. Naprawdę fajne! Się podoba i już! 👏👍
    I pozdrawiam Cię serdecznie i wiosennie. Nie damy się choróbskom, PESEL'e  górą! :yahoo:

  • franco

    @Gaba Witam. Miło, że to czytasz i oceniasz, I to tak pochlebnie. Twoja opinia wiele dla mnie znaczyła i znaczy. Dziękuję za post i równie serdecznie pozdrawiam. Niech moc będzie z Tobą, a chiński mikrob niech omija Twoje okolice poza linią horyzontu i oby do wiosny

  • Gaba

    @franco to nie jest pochlebna opinia, to nie tak! Pamiętasz, jak jako nieliczny zjechałem Twoje pisanie? Jak byłem czepliwy? I sam wiesz, że miałem rację. A teraźniejsze pisanie.....mmmmmm miody! Progres niesamowity! A przy tym zachowujesz swój, niepowtarzalny język! Jest godzien podziwu! Zazdroszczę Ci tak pięknego rozwoju. I już. I czekam na więcej.
    Dobrze, koniec tego dobrego.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, wiosna u mnie już zawitała. Ciepło, czego Ci też życzę.

  • emeryt

    @franek42, dziękuję Tobie za kolejny odcinek tej przyjemnej sagi. Coraz bardziej ją rozkręcasz. Jest to bardzo przyjemne do czytania, zwłaszcza gdy czytający utożsamia się z bohaterami i fabułą tego utworu. A teraz jak zawsze moje życzenia zdrówka dla Ciebie i twojej rodzinki. Mam nadzieję że kłopoty już minęły i wszystko jest na dobrej drodze do szczęśliwego doczekania pogodnych, wiosennych dni. Serdecznie pozdrawiam - emeryt.

  • franco

    @emeryt Witam Cię Przyjacielu miło i serdecznie. Dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzenia. Co do moich kłopotów, to właściwie nie kłopoty, a brak czasu stwarza mi problemy. Zajmuję się amatorsko tworzeniem stylów do keyboardu i teraz mam problemy z wyrobieniem się, bo zaprzyjaznione towarzystwo skądś się zwiedziało i bombardują mnie prośbami. Ze stylami do Yamahy wyrabiałem się, a do Korga brakuje mi czasu. Ale nic to, jak mawiał Wołodyjowski. Jeszcze raz dzięki za dobre słowo i życzenia, Odwzajemniam je wszystkie i równie serdecznie pozdrawiam. Oby do wiosny