Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. piętnasta

Weszliśmy do pokoju sypialnego Eli. Zosia nadal była rozstrojona i nieswoja.
- To, co? Idziecie do siebie na drugie piętro, czy zostajecie tutaj ze mną?  
          Ela, nieświadomie dociskała nas, usztywniając niejako Zosię, która zachowywała się tak, jakby przeniesiono ją naraz do innego świata. Dotarło do mnie, że jeśli nie wstrząsnę siostrą i nie spowoduję jej powrotu do realu, będzie po naszych wakacjach.
- Elu, jeżeli pozwolisz, pójdę przebiorę się i przyjdę do ciebie. A Zosia jest już na tyle samodzielna, że może robić to, co uważa. Zresztą ma jeszcze do wyboru wprowadzenie się do dziadka. Dobrze się dogadują, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieszkali razem.  
          Ela, słysząc moje słowa, uśmiechnęła się ukradkiem. Zobaczyłem minę Zosi, więc szybko odwróciłem się, żeby nie wybuchnąć śmiechem.  
- Adasiu, a ja? Mam zostać tam na górze sama? Dziadziuś jest fajny, ale ja chcę być teraz z wami. Nie zrobicie mi tego, żebym została sama tam na górze? Adasiu, przecież wiesz, że nie zasnę bez ciebie. Nie zrobisz mi tego i nie zostawisz mnie same?
          W głosie Zosi było tyle smutku i żalu, że wydawało się, że za chwilę rozbeczy się, niczym mała dziewczynka.
- Przecież nikt ci nie każe mieszkać samej. To będzie twój wybór. Cały czas zachowujesz się, jakbyś miała pretensję do całego świata, w tym, szczególnie do mnie? Co zrobiłem, czy powiedziałem coś nie tak, że boczysz się na mnie, odkąd powróciliśmy z wycieczki po jeziorze? Wydawało mi się, że byłaś zadowolona? A kiedy dziadek uznał cię za wnuczkę, to wprost rozkwitłaś ze szczęścia. Co stało się więc, że teraz zachowujesz się tak, jak obrażona primadonna w teatrze?  
          Patrzyła na mnie, jakbym mówił do niej po chińsku, a nie po polsku.
- Adasiu, ja się na ciebie boczę? I ja mam pretensję do ciebie? O czym ty mówisz? To przecież ty jesteś zły na mnie i masz do mnie pretensję, a nie ja do ciebie.  
          Słysząc jej słowa, zrobiłem wielkie oczy. Ela miała rację. Zosia pieściła się z dziadkiem i w jakimś stopniu poczuła się winna. Pewnie więcej przed sobą niż przede mną. Ponieważ milczałem i nie odzywałem się do niej, uznając, że ma o coś do mnie pretensję, to  wytworzyło się pomiędzy nami coś w rodzaju; samo-nakręcającej się spirali nieporozumienia.  
          Ja milczałem, bo nie czując się winny, uważałem, że ma do mnie żal, nie wiadomo, o co, a Zosia sądziła, że to ja obwiniam ją niesłusznie o coś, czego nie zrobiła.  
Ela widząc i wyczuwając napięcie pomiędzy nami, postanowiła wkroczyć.
- Hej, młodziaki! Zachowujecie jak stare, znudzone sobą, małżeństwo. Wymyśliliście sobie sami problem i teraz nie umiecie z niego wybrnąć. A żadne z was nie zrobiło nic, co mogłoby być powodem waszego nieporozumienia. Dać sobie dziubka na zgodę i jazda do łazienki, zrobić toaletę, a potem do łóżka. Śpimy razem, a że jest ciepło, możemy spać nawet nago.  No, może tylko jakieś letnie, cienkie koszulki - dodała, widząc nasze nieco zdziwione miny.
- Ty Adamie śpisz w środku, a my obie obok ciebie. Jesteśmy już rodziną i przestajemy być zazdrośni o siebie. Oboje z dziadkiem odnieśliśmy wrażenie, że kochacie nas, więc wy też już wiecie i czujecie, że i my kochamy was nie tylko jako krewnych, ale jako bliskie nam osoby.     
          Słowa Eli otrzeźwiły nas obojga. Zosia podskoczyła najpierw do Eli i przytuliła się, jak do mamy, a potem mocno pocałowała ją w usta. Ela nie była jej dłużna. Była pewnie lekko zaskoczona, ale nie dała tego poznać po sobie. Trochę więc trwało, nim oderwały się od siebie. Obydwie miały nieco zaszklone oczy.
          Potem podeszła do mnie i w swoim stylu rzuciła mi się na szyję, oplatając nogami moje biodra. Byłem już na to przygotowany. Wisząc mi na szyi, ze łzami w oczach zaczęła mnie lizać i całować, tak, jak to zwykle robiła w domu, kiedy mnie przepraszała.  
- To mi się podoba! I żebym więcej nie widziała Zosiu w twoich ślepkach ani żalu ani  smutku - podsumowała całą sprawę Ela.  
          Atmosfera w pokoju momentalnie uległa zmianie. W powietrzu czuć było  empatię, radość i zadowolenie. Świadomość, że wszystko wróciło do normy i skończyły się  wszelkie niedomówienia czy nieporozumienia, uskrzydliła nas wszystkich.
          Nasza radość udzieliła się też Eli, bo zdawała sobie sprawę, ile, z pozoru błaha sprawa, narobiła zamieszania, komplikując przy tym relacje pomiędzy mną i Zosią. Dobrze, że wtrąciła się i przecięła ten fatalny węzeł.  
          Co prawda, nie przypominał węzła gordyjskiego, ale dalsze przeciąganie nieporozumienia pomiędzy Zosią a mną, rzutowałoby nie tylko na nasz nastrój czy relacje, ale stawiałoby również pod      znakiem zapytania, nasz dalszy pobyt w rezydencji dziadka i Eli czy nasze wakacje na Mazurach.        
          Zosia wręcz promieniała, że nadal ją kocham i chcę być z nią. Udaliśmy się do łazienki  
i szybko pozbyliśmy się ciuchów. Łazienka była dość duża i mieściła wszystkie niezbędne sprzęty; wannę, kabinę prysznicową, muszlę wc, bidet oraz dwie umywalki.
- Wiesz Adasiu, że dziadek jako mężczyzna, jest bardzo kochany. Nie miałam nawet cienia odczucia, że dzieli nas wiele lat różnicy - odezwała się nagle Zosia.  
- Po co mi to mówisz? Przecież nie mam pretensji o to, że byłaś z dziadkiem i dałaś mu trochę przyjemności. Też stał mi się bliski i kocham go, podobnie jak ty. Jesteśmy już rodziną, jak powiedziała Ela i nie ma mowy o żadnej zazdrości pomiędzy nami - powiedziałem pogodnie.
- Wiem, Adasiu! Ale chciałam powiedzieć, że cokolwiek dziadek chciał zrobić, pytał mnie za każdym razem, czy mu na to pozwolę. Kiedy mnie dotykał i pieścił, to robił to tak delikatnie i  z wyczuciem, że sprawiał mi tym wiele przyjemności. Jednak brakowało mi ciebie i tego twojego wspaniałego kutasa. Będąc z nim, starałam się nie myśleć o tobie, ale to było silniejsze ode mnie. Kocham cię braciszku i nic na to nie poradzę. Ale dziadka też mi żal.
- Zosiu, muszę ci coś powiedzieć, ale musisz to zachować dla siebie. Nasz dziadek był ciężko chory i zagrożony nawet utratą życia. Na szczęście zdołał pokonać chorobę i dojść do siebie. Ale nie całkowicie. Choroba pozbawiła go jednej z funkcji ważnej dla każdego mężczyzny.
Powiedz mi, czy myślałaś o kutasie dziadka, że mógłby go zanurzyć w twojej cipce? - zapytałem wprost siostrę, o ich potencjalny kontakt seksualny.
- Nie Adasiu! I dziadek słowem o tym nie wspomniał. Gdyby mnie o to zapytał, pewnie powiedziałabym mu, że to jest zachowane tylko dla ciebie - odpowiedziała Zosia, patrząc mi w oczy szczerym, pogodnym spojrzeniem.
- I niech tak zostanie! Dziadek jest uczulony na tym punkcie, bo to jest właśnie jego schorzenie. I nienawidzi jakiejkolwiek wzmianki na ten temat, podobnie jak przejawów litości nad nim, jako mężczyzną. Wyczuwa to na odległość.  
          Zosia wysłuchała mnie w milczeniu i pokiwała głową, że zrozumiała, co miałem na myśli. W sumie dobrze się stało, że Zosia poruszyła ten temat, bo mogliśmy wdepnąć w niezłe g…. No, właśnie!
- Zosiu, musimy się pospieszyć, bo Ela też pewnie będzie chciała skorzystać z łazienki - ponagliłem siostrę, widząc, że zerka na mnie i na kutasa.
          Pomyślałem, że myśli Zosi krążą niewątpliwie wokół niego oraz wokół jakiejś formy zabawy. Kiedy jej przypomniałem, że musimy się pospieszyć, zobaczyłem cień zawodu w jej spojrzeniu.  
Puściłem wodę i wszedłem do wanny, przyklękając, podobnie jak robiliśmy to w domu. Zosia weszła po mnie i obróciła się tyłem, przysiadając na moich kolanach,
- A teraz mój starszy braciszek umyje swoją małą siostrzyczkę - powiedziała z uśmiechem i sięgnęła po pojemnik z mydłem.  
          Spodziewałem się tego, bo faktycznie, kiedy była małą dziewczynką, zawsze chciała, żebym to ja ją mył, a nie mama. Uwielbiała kąpiele ze mną i kiedy będąc już dużym chłopakiem, przerwałem te  
nasze wspólne kąpiele, strasznie to przeżyła. Dlatego spodziewałem się, że nieporozumienie pomiędzy nami, wywoła jakieś jej wspomnienia z dzieciństwa.
          Wziąłem słuchawkę prysznicową i jedną ręką zacząłem polewać jej ciało, a drugą namydlać. Aż drżała cała, kiedy to robiłem, szczególnie kiedy namydlałem jej cycki  czy dolne partie jej ciała. Jej sutki stwardniały na kamyki, podobnie jak mój kolega z dołu.  
          Poczuła go. Musiała być strasznie wyposzczona po pieszczotach z dziadkiem.
- Braciszku, tylko go wsunę w siebie. Nie będziemy się bzykać, ale chciałabym go chociaż na chwilę poczuć w sobie - prosiła chrapliwym już z pożądania głosem.  
          To była cała Zosia. Mnie chciało rozerwać worek z podniecenia i pożądania, a ona go tylko wsunie w siebie, jako żywe dildo.  
- Zosiu, jestem nie zabezpieczony, a ty masz płodne dni. Jak sobie to wyobrażasz? - przypomniałem siostrze o igraniu z ogniem.
          Jakby tego było mało, usłyszeliśmy pukanie do drzwi. To mogła być tylko Ela.
Tak jak spodziewałem się, nie czekając na naszą odpowiedź, Ela wparowała do łazienki.  
- Przepraszam was, ale mój pęcherz nie chce czekać, a mnie nie chciało się iść do łazienki dziadka - oznajmiła i jak gdyby nigdy nic, podciągnęła koszulkę i usiadła na sedesie, szczerząc się do nas w uśmiechu. Musiało ją mocno przycisnąć, bo sikała z siłą wodospadu.  
          Poza tym, była u siebie, a nas uważała już za bliskie sobie osoby, przy których  
nie musiała się krępować. A że można to było różnie rozumieć, na przykład, że była to czystej wody perwersja, dla Eli widocznie nie stanowiło problemu.  
          Przecież byliśmy już kochankami, a do tego wiedziała, że jej dorodne cycki  
rozbrajały mnie całkowicie. Poza tym wiedziała, że podoba mi się jako kobieta. Pokazanie mi więc swojego prawie nagiego ciała na sedesie, miał mnie podniecić dodatkowo.
          Było to więc zamierzone zachowanie i Ela nie widziała w tym nic złego. Ja też  
nie. Była piękną kobietą w dojrzałym wieku i miała co pokazywać.
- Mnie też możesz umyć plecy, będzie mi przyjemnie - powiedziała, widząc, że myję Zosię.
- Nie tylko tobie, mnie też, Elu! Ale musisz ustawić się w kolejce - rzuciłem żartobliwie.
- Jasne! A jak drogo sobie liczysz? - dostroiła się do mnie, podchodząc do wanny.
- Dwa numerki! Czy to za drogo? - wypaliłem z grubszej rury, kontynuując naszą rozmowę.  
- Aaa… niech będzie moja strata, zgadzam się na trzy - podtrzymała Ela naszą konwencję rozmowy.
- O czym, wy mówicie? - wmieszała się do rozmowy Zosia, która nie od razu zorientowała się, o czym rozmawiamy z Elą.  
- Eee, …to takie nasze sprawy, Zosiu. Nic ciekawego! - Ela robiła sobie małe jaja z Zosi.
- Ale ja też chciałabym być z wami, chociaż nie bardzo wiem, o co chodzi?  
          Powiedziała to takim tonem, że zrobiło mi się żal siostry.  
- Cóż, nikt nie jest winien, że nie potrafisz siostrzyczko skojarzyć prostych faktów czy słów - udałem wielkiego znawcę tematu, aż się Ela zaśmiała. A Zosia dalej się nie połapała.  
- Możesz mówić po ludzku, bez owijania w coś tam, coś tam? - odezwała się Zosia.  
- Nie przejmuj się Zosiu! Adam widocznie tak już ma. Po prostu żartowaliśmy, ale nie z ciebie. Właściwie to z siebie. Przecież wiesz, co to jest numerek, tylko tego nie skojarzyłaś.
          Po słowach Eli, Zosię w końcu olśniło. Zarumieniła się jak mała dziewczynka.  
- Chyba cię pogięło! Dwa numerki za umycie…pleców? - wypaliła, śmiejąc się, jakby odkryła Amerykę.  
- No, to ciesz się, bo tobie umyłem za darmo. Jesteśmy kwita! I co, zadowolona? - odparłem, przyjmując pozę i ton stanowczego, pewnego siebie macho.  
          Żal było patrzeć na jej minę, kiedy zdała sobie sprawę, że wpadła w pułapkę.  
Skąd to dziewczątko mogło znać powiedzenie; że chytry dwa razy traci.  
- Nie martw się Zosiu! Ja zabukowałam u niego trzy numerki, więc będę ci mogła odstąpić przynajmniej jeden.           
          Zrobiło mi się przykro, że oboje z Elą robimy sobie jaja z szesnastolatki, która nawet nie była tego świadoma. A do tego była moją siostrą. Ela chyba też doszła do podobnego wniosku.  
- Zosiu, przepraszam cię za to, że pozwoliliśmy sobie z Adamem na żartowanie z ciebie. A ty nawet nie byłaś tego świadoma. Wybaczysz mi? A z Adamem policzysz się sama. Sądzę, że jest ci winien, co najmniej trzy numerki, jeżeli nie więcej. Pod warunkiem, że to nie będzie dzisiaj. Mam obawę, czy dzisiaj w nocy biedak wydoli chociaż po jednym, z każdą z nas.
          Usłyszałem słowa Eli i jej zapowiedź, że być może, nie będę w stanie wykrzesać w sobie energii na tyle, aby je obie zaspokoić. Nie było to zbyt pocieszające czy optymistyczne dla mnie, ale zamierzałem zachować się faktycznie, jak macho.  
          Zerżnąć obie cipki tak, żeby pamiętały i samemu zachować formę. Po umyciu Zosi, podałem jej ręcznik i sam szybko obmyłem ciało i wyszedłem z wanny. Sięgnąłem po ręcznik i poczułem, że ręka Eli obejmuje mojego kutasa.
- Gdzie to tak się spieszymy, panie kawalerze? A nasza umowa to, co? - powiedziała, trzymając w jednej ręce mojego kutasa, a drugą obejmując mnie za szyję.  
          Wcisnęła swoje wargi w moje usta, szczypiąc to górną, to dolną wargę, po czym, wsunęła mi język, najgłębiej jak się dało. Wyssała wszystko z moich ust i oderwała się ode mnie.
- Proszę o odebranie zaliczki, na poczet mycia pleców i zaliczenie jednego numerka.  
          To mówiąc, odwróciła się tyłem i nie wypuszczając kutasa z ręki, pochyliła się i wypięła tyłek w moją stronę. Dosunęła się pośladkami do mnie. Traktując mojego kutasa niemal jak dildo, przeciągnęła nim po wilgotnym sromie, po czym, nakierowała go na swoją szparkę i wsparła się rekami o wannę.
- Możesz go wpychać, jest nasmarowany, podobnie jak moja cipka - oznajmiła pogodnie.  
          Pewnie sądziła, że będę delikatny jak zawsze. Ale nie dość, że byłem podniecony, to również lekko wkurzony jej słowami o mojej formie seksualnej.
- Chciałaś i masz! - powiedziałem i brutalnie wepchnąłem się w jej cipkę, aż mlasnęło z hukiem, po zetknięciu się moich ud z jej pośladkami.  
          Jęknęła głośno z bólu, ale i chyba radości, bo nie tylko, że nie uciekła, to jeszcze pochwyciła mnie za pośladki i dobiła dodatkowo do mojego krocza. Odczuł to nie tylko mój kutas, który dobił do jej szyjki, ale i moje kulki, przytrzaśnięte gwałtownie do jej kości łonowej.  
- Kurcze, wjechałeś we mnie, jak taranem, a przecież moja twierdza już ci się poddała,  godzinę temu - zaszczebiotała radośnie, nie zwracając uwagi na to, że sprawiła mi ból.  
          Faktycznie, zamiast jęków boleści, wyrzutów i narzekań, to Eli było wesoło i radośnie. A to, że odczuła ból, podobnie jak ja, po tak gwałtownym wtargnięciu w jej delikatną, miękką czeluść, sprawiło jej widocznie dodatkową frajdę.  
          Rżnąłem ją więc, jak …pies swoją psią dziewczynę w szczycie cieczki. Jęki, dyszenie, sapanie i stękanie, po każdym dobiciu do dna cipki, osiągnęły szczyty decybeli. Dobrze, że była to wolnostojąca budowla, w miarę dobrze wyciszona, bo Ela bez żadnych zahamowań obwieszczała krzykiem, że właśnie jest rżnięta i że jest jej dobrze.  
          Po minie Zosi widziałem, że pierwsze krzyki Eli odbierała z niejaką obawą czy  przestrachem. W miarę upływu czasu, kiedy z ust Eli wydobywały się, obok jęków i innych odgłosów typu sapania czy stękania również niezbyt cenzuralne słowa, które miały mnie podniecać, mobilizować czy ponaglać, zaczęła odbierać nasze bzykanie jako wydarzenie dnia.  
          O, dziwo! W miarę, jak Ela wchodziła w coraz wyższy stopień podniecenia czy kumulację doznań, nie mówiąc o rejestrach głosowych, moje podniecenie ustabilizowało się na wysokim, lecz nie prowadzącym do orgazmu poziomie.  
          Mój kutas pracował, jak dobrze naoliwiony tłok w cylindrze, prawie ze stałą  
mocą i częstotliwością. Kiedy Ela wsparta rękami na wannie, zaczęła drżeć, jęczeć i sapać, pochwyciłem rękami jej falujące, dorodne cyce, miętoląc je z podobną siłą i szybkością.  
          W pewnym momencie Ela wrzasnęła dziko, jak zranione zwierzę i opadła bezwładnie, zwisając na moich rękach. Musiało ją nieźle tąpnąć, kiedy dopadł ją orgazm, bo dość długo dochodziła do siebie.  
- K....a mać, ale mnie przewalcowałeś Adasiu! Cofam wszystkie słowa o twojej niemocy, bo chyba to chciałeś mi udowodnić, demolując strasznie moją biedną cipkę. A ten skurwiel nadal jest we mnie, bo go czuję. Adasiu, proszę, nawet nie próbuj i wysuń się ze mnie w miarę delikatnie. Masz jeszcze cipkę Zosi. Tylko ją oszczędź i nie wyżywaj się, bo zacznie się ciebie bać.
          Kiedy wysunąłem się z Eli, westchnęła z ulgą. Mój kutas też był obolały, bo faktycznie, w trakcie zbliżenia z Elą, nie oszczędzałem się, ale i nie odczuwałem specjalnie bólu. Zerknąłem na siostrę. Patrzyła na mnie i na kutasa.
- Masz jeszcze chęć przelecieć mnie? - zapytała nieśmiało. Nie chciała mnie urazić, ale słowa Eli pewnie zapadły jej w pamięć.
- Pewnie, ale z zabezpieczeniem! Elu, masz może gumki? Zosia jest po okresie, a ja nie chciałbym jeszcze zostać ojcem. Ona natomiast nie widzi w tym nic złego - oznajmiłem Eli.
- Dobrze, załatwimy to! Możecie się bzykać, tak jak byś był zabezpieczony. A teraz nie będę was ograniczać. Idźcie do łóżka i zróbcie to z uczuciem, nie sprawiając sobie bólu. A plecy umyjesz mi innym razem, jak moja cipka dojdzie do formy. Dałeś mi dobrą nauczkę.
          Ela uznała, że wystarczy jedna zdemolowana cipka. Jej cipka. Sama wywołała wilka z lasu i sama za to zapłaciła.  
- Nie rób takiej smutnej miny, Adasiu! Nie obwiniam cię o nic. Byłam zbyt pewna siebie i nie doceniłam cię, więc dostałam to, na co zasłużyłam. Nie martw się, cipki regenerują się szybko. Idźcie już i róbcie swoje. Tak, jak powiedziałam, śpimy razem. Przecież nie może być inaczej, bo obiecałam ci cycusia do spania, o ile nie zapomniałeś.
          Podciągnąłem spodenki i opuściliśmy łazienkę, wchodząc ponownie do sypialni Eli w którym  podstawowym meblem było olbrzymie łóżko typu king size.  
- Po co Eli takie olbrzymie, małżeńskie łoże? - zastanawiała się przez chwilę Zosia, bo faktycznie, rozmiar łóżka dla jednej osoby mógł dziwić.
- Może przewidziała, że pewnego dnia będziemy z nią spali - zażartowałem.
- Głupek! Kiedy kupowała to łoże, pewnie nie pamiętała, że istniejemy, a właściwie, że ty istniejesz - zaśmiała się Zosia.
- A poza tym, o jakim cycusiu mówiła Ela? - spytała mnie, przypomniawszy sobie słowa Eli.
- Powiedziałem jej, że chcę przed snem possać jej cyca - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- No tak! Trudno porównywać jej cyce i moje - mruknęła, niezbyt zadowolonym tonem.
- Nie przejmuj się! Twoje też urosną - próbowałem ją pocieszyć, ale pewnie wiedziała swoje.  
- Czy będziemy się spierali o coś, na co nie mamy wpływu, czy będziemy się kochać? - zadałem siostrze rzeczowe pytanie, kiedy przetrawiała moje słowa..  
- Ale nie zdemolujesz mojej cipki, tak jak to zrobiłeś Eli? - upewniała się na wszelki wypadek. Zobaczyłem, że nie pali się zbytnio do seksu ze mną, w obawie o swoją cipkę.
- To może tylko wyliżę ci cipkę, a seks będziemy uprawiali wtedy, jak już będziesz bezpieczna - zwróciłem się do siostry, która była chyba nieco zaniepokojona ostrym seksem, który zafundowałem Eli.  
- Adasiu, cipkę mam wylizaną tak, że wolę już wizytę tego twojego taranu, jak go nazwała Ela. Ale wiem też, że potrafisz go używać w sposób niezwykle delikatny i czuły. Co nie oznacza, że moja cipka nie zechce kiedyś być zdemolowana tak samo, jak to zrobiłeś Eli.    
          Zosia mimowolnie przyznała, że dziadek wylizał jej młodą cipkę w sposób zadowalająco-wyczerpujący i zdecydowanie wolała wizytę w cipce mojego kutasa niż języka.
- I ściągaj te gacie, bo słyszałeś, co mówiła Ela - przypomniała mi, wskazując na moje spodenki.  
- Ja też ściągam koszulkę! - zapewniła mnie, widząc moje spojrzenie.
          Mój kutas tylko na to czekał. Kiedy Zosia obnażyła się, momentalnie przyjął bojową pozycję.  
- Miło widzieć, że twój kolega docenia powaby mojego ciała. I nie zwraca zbytniej uwagi na moje małe cycki - dogadała mi, wypominając moją ochotę na cycki Eli.
          Wgramoliła się na łoże Eli i poklepała miejsce obok siebie.
- Ale przyjemne w dotyku jest to nakrycie - zachwyciła się cienką i miłą w dotyku narzutą na materacu, pełniącą rolę prześcieradła.  
          Przed położeniem się, podniosłem tę niby narzutę i faktycznie była to narzuta,  
a właściwie to nakrycie, bo pod nią było właściwe, równie przyjemne w dotyku prześcieradło. Zsunęliśmy więc na bok nakrycie i położyłem się obok Zosi.
          Zobaczyłem, że oboje nie zajęliśmy nawet połowy szerokości łoża. Dodatkowo materac był sprężysty, ale dawał odczucie komfortu. Był niby miękki, ale jednocześnie nie uginał się prawie pod ciężarem ciała.  
- Ale fajnie i miło leżeć na czymś takim. Pewnie nie będzie się chciało wstawać rano z niego - powiedziała Zosia, kilkakrotnie odbijając się od sprężystej powierzchni materaca.
- Ciesz się, że spaliśmy na zwykłym materacu, bo bez problemu mogliśmy wstawać z niego.
Do tego nie przyzwyczajał nas do zbytniej wygody. Mamy przez to zdrowe kręgosłupy - oświadczyłem żartobliwie, ale z dużą dozą realizmu.
- Pewnie masz rację! Jak zwykle z resztą - Zosia chyba zrozumiała, że utyskiwanie na nasze łóżko w rodzinnym domu, nie miałoby sensu.  
          Przecież to jej upór powodował, że gnietliśmy się we dwoje na łóżku jednoosobowym. A że materac był bardziej sztywny, też było plusem, bo zapobiegał odkształcaniu czy krzywieniu się naszych młodych kręgosłupów.
          Kiedy położyłem się i odwróciłem do siostry, natychmiast odwróciła się do mnie tyłem i dosunęła nagimi pośladkami, wypinając tyłek w moją stronę. Sięgnęła ręką za siebie i ujęła w dłoń mojego kutasa. Przez chwilę pocierała główką o szczelinę.
          Po chwili sprawdziła nawilżenie i uznała, że może wpychać się na niego. Przysunąłem się bliżej do niej i kiedy poczułem, że rozgarnia nim swoje fałdki, wsunąłem się delikatnie do jej szparki. O to jej chodziło. Westchnęła z ulgą, kiedy zagłębił się głęboko w jej aksamitnym, przytulnym tuneliku.  
          Odczekaliśmy chwilę, aby jej cipka dostosowała się do gabarytów mojego kutasa, po czym, zaczęliśmy delikatnie kopulować. Wysuwałem się wolno z jej cylinderka do granicy wyjścia z niej, po czym równie wolno przedzierałem się w jej głębię.  
          Zosia pochwyciła jedną ręką mój pośladek, a ja położyłem rękę najpierw na jej cycusiach, pieszcząc i obgniatając na przemian jej pączusie, aby po chwili przesunąć rękę na jej wzgórek. Nie spieszyliśmy się, a mimo to moje podniecenie ciągle wzrastało.  
- Tak mi rób Adasiu! Jest mi tak dobrze i przyjemnie, kiedy wypełniasz mnie w ten sposób, że nawet nie potrzebuję spełnienia - usłyszałem jej słodkie i senne gruchanie.
          W pewnej chwili poczułem, że materac z tyłu ugina się lekko, po czym, poczułem na swoich kulkach, miękką dłoń Eli. Weszła do pokoju po cichu, niby duch. Przysunęła się ciasno do mnie i papugowała moje ruchy posuwisto-zwrotne wobec Zosi.  
          Omal się nie roześmiałem. Ela pogłaskała mnie po buzi.  
- Długo się już tak bawicie? - zapytała pogodnie, dociskając się udami do moich pośladków.  
Przesunęła też swoją rękę na wzgórek Zosi, nakrywając dłonią moją rękę.  
          Dała mi w ten sposób do zrozumienia, że mam zająć się jej cipką. Przełożyłem rękę do tyłu i wsunąłem ją w krocze Eli. Uniosła nieco nogę, ułatwiając mi dostęp do swojego skarbu.
          Zacząłem delikatnie pieścić jej cipkę, wodząc palcami po jej szczelinie.  
- Czy Zosi coś się stało? Przecież ona wcale nie reaguje, ani na to, że ją posuwasz, ani na moje pieszczoty - powiedziała Ela, która zorientowała się, że z Zosią jest coś nie tak.
          Wysunąłem się więc z Zosi i przez chwilę obserwowałem ją i słuchałem. Faktycznie, Zosia po prostu zasnęła. Przesunąłem rękę na jej piersi. Oddychała spokojnie i miarowo. Widocznie wrażenia z całego dnia wyczerpały zasoby jej energii i zasnęła.
- Po prostu śpi. Wrażenia z całego dnia zmęczyły ją i zasnęła - powiedziałem, odwracając się do Eli. Zarzuciła swoją nogę na moją, udostępniając mi swoją cipkę.
- Masz jeszcze chęć, na co nieco, czy też masz już dość na dzisiaj? - zapytała mnie cichym głosem, sięgając do mojego kutasa. Był już nieco oklapnięty, ale ciepła dłoń Eli i delikatne pocieranie główki, spowodowało, że ponownie zaczął odzyskiwać formę.
- Ty tu rządzisz Eluś! Ja dostosuję się do ciebie - szepnąłem, obejmując ustami jej cudownego cyca.      
          Wypchnęła piersi do przodu, aby mi ułatwić dostęp i pieszczoty jej piersi.
- Adasiu, czy ty powiedziałeś; Eluś? Nie rozśmieszaj mnie! Ja mogę zwracać się do ciebie;  Adasiu, bo dla mnie faktycznie jesteś i możesz być jeszcze chłopcem. Kochanym chłopcem. Ale ja dla ciebie nigdy już nie będę dziewczynką. Sądzę, że to zdrobnienie miało oznaczać, że jestem ci bliska. Doceniam to, ale niestety Adasiu, masz do czynienia ze starą babą. Więc zdrabnianie mojego imienia przez ciebie nie wchodzi w grę i wiem, że sam to czujesz.  
          Miała rację! Głupio to wyszło i jeszcze bardziej głupio zabrzmiało. Tak mogłem zwracać się do koleżanki, siostry czy kogoś innego w moim wieku. Zdrobnienie imienia Eli, mojej ciotki, brzmiałoby więcej niż śmiesznie i Ela miała rację.
- Przepraszam Elu! Nie miałem zamiaru okazywać ci braku szacunku, ale tak to zabrzmiało. Chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle - sumitowałem się przed Elą. Roześmiała się.
- Nic się nie stało, głuptasie! To byłoby nawet miłe, gdyby nie było śmieszne. A tak mówiąc między nami, to wiedz, że mój tata, a twój dziadek nigdy nie użył zdrobnienia mojego imienia, a w jego ustach to byłoby nie tylko miłe, ale wręcz pożądane. No, ale dziadek nie posiada twojej duszy i serducha. I to tyle na ten temat. A teraz byłoby mi miło, gdybyś Adasiu pocałował swoją ciocię z języczkiem i zanurzył kutasa głęboko w jej cipce.  
          Ela uświadomiła mi, że nie ma do mnie pretensji i docenia to, że chciałem okazać, jak bardzo jest mi bliska. Nie powiedziała tego, ale mogłem wywnioskować, że i ona kocha już mnie nie tylko jako bratanka. Słysząc więc jej życzenie, nie zastanawiałem się.
          Przysunąłem się i Ela sama zajęła się moim kutasem. Niestety, taka pozycja uniemożliwiała mi ssanie i pieszczenie jej cycków. Nie ułatwiała też penetracji jej cipki.
- Chyba będziesz musiał wczołgać się na mnie, jeżeli chcesz mnie pieprzyć i równocześnie bawić się moimi cyckami - powiedziała pogodnie, czując, że mam problemy.
          Odwróciła się na wznak i poklepała się po brzuchu, zapraszając mnie na siebie.
Podniosłem się i okraczyłem ciało Eli, po czym, przyklęknąłem i wspierając się na rękach, pochyliłem się i przycisnąłem usta do ust Eli.  
          Uchyliła usta, więc wsunąłem swój język, penetrując wnętrze jej ust. Ela sama  
zaczęła przepychankę z moim językiem, więc podjąłem zabawę. Równocześnie poczułem, jak Ela ujęła mojego kutasa i kilkakrotnie przeciągnęła nim po mokrym sromie.
- Wejdź we mnie, ale bądź delikatny i nie taranuj tej mojej biednej cipki. Jest może i obolała, ale czuje się więcej niż dobrze, kiedy gości tego twojego sztywniaka.
          Ela nakierowała kutasa na szparkę i zacząłem delikatnie wsuwać się w jej przytulne wnętrze. Wypychając biodra, wychodziła mi naprzeciw, aż poczułem, że czubkiem dotykam jej szyjki. Czułem, że chce się dla mnie otworzyć jak najwięcej.
- Tak jest dobrze! Czuję, jak cudownie mnie wypełniasz. Możesz zacząć pieprzyć mnie w swoim rytmie, tak, żebyś spuścił się we mnie. Potrzebuję twojego nasienia, więc musisz zalać  moją cipkę do pełna - odezwała się swoim słodkim głosem.  
          Nie bardzo kojarzyłem, po co Eli potrzebnie jest moje nasienie, ale jej słodko gruchający, wręcz obezwładniający mnie głos, nie sprzyjał chłodnemu, rzeczowemu myśleniu, więc dałem sobie spokój z dociekaniem czy rozważaniem jej potrzeb.
          Starałem się więc wywołać w miarę mocne tarcie, ale tak, żeby nie sprawiać bólu mojej słodkiej kochance. Po chwili poczułem, że uruchamia swoje mięśnie, aby pomóc w dojściu do finału, tak sobie jak i mnie.  
          Faktycznie, uczucie obłapiania i stymulowania kutasa mięśniami Kegla, zaczęło skutkować coraz silniejszymi doznaniami. Ela zaczęła dyszeć i pojękiwać coraz głośniej. Ten swoisty miłosny śpiew oraz uczucie, że mój kutas pogrąża się znacznie głębiej niż dotychczas, spowodował, że zacząłem dochodzić.
          W pewnej chwili Ela podgięła mocno nogi i wspierając się o posłanie, chwyciła moje pośladki, uniosła  wysoko swoje biodra, po czym wbiła się wręcz w mojego kutasa i znieruchomiała w tej pozycji. Doszliśmy równocześnie. Ela wrzasnęła głośno, ale nie zmieniła pozycji.
          Zacząłem pompować w nią nasienie i nie czułem zwykłego przeciskania się spermy pomiędzy kutasem, a jej miękkimi ściankami. Czyżby rzeczywiście Ela otworzyła się dla mnie i pompuję nasienie w jej wnętrze? - przebiegło mi przez myśl. …cdn…

7 komentarzy

 
  • Milf

    Fajny odcinek, miło się czyta. Brawo autor. Czekam na następne.

  • franek42

    @Milf Witam. Dziękuję za post. Też miło czyta się taką ocenę. Pozdrawiam

  • Fallen

    No i ten odcinek też jest bardzo beautiful.
    Ściskam serdecznie wirtualnie i dużo zdrówka życzę, bo jak jego nie ma, to nic nie ma.  <3

  • franek42

    @Fallen Witam. Dziękuję za post i ciepłe słowa. Również życzę dobrego zdrowia i samych serdeczności. Pozdrawiam

  • St.sz

    Pozwolę sobie i ja coś dorzucić w tej materii, chociaż nic nowego nie wymyślę. W zasadzie wszystko już zostało powiedziane. Jak zwykle trudno oderwać się od czytanie jak i czekania na następną część. Nie będę powtarzał swojego frazesu na temat łatwości pisania autora, ale naprawdę nie dałoby się tego zrobić lepiej . Tak trzymaj Franco i oby ta ,,mikrogadzina" jak ją nazwałeś omijała twoje okolice jak najszerszym łukiem, czego serdecznie Tobie jak i nam wszystkim życzę. :bravo:

  • franco

    @St.sz Witam cię Szkocie, bo wcale nie uważam cię za starego, podobnie jak siebie. Oby jak najdłużej tak zostało. A wracając do meritum, to wywindowałeś mnie już tak wysoko w swoich ocenach, że żaden upadek nie wchodzi w grę. Zostałoby ze mnie tylko to, czego nie przytoczę. Ale miło, że to czytasz i tak ciepło oceniasz. Spróbuję 'tak trzymać', aby sprostać w jakiejś tam części tak twoim, jak i oczekiwaniom innych czytających. A ogólnie mówiąc, doczekaliśmy się ciekawych czasów i żadne buńczuczne wypowiedzi czy zaklinanie rzeczywistości, nie zmienią raczej tej sytuacji. Teraz trzeba mieć 'końskie zdrowie' aby pozwolić sobie na jakąkolwiek chorobę, bo inaczej pozostanie tylko białe prześcieradło i pchanie się w stronę cmentarza albo raczej w stronę spopielarni. To tyle. Za post dziękuję i cieplutko pozdrawiam, życząc dobrego zdrowia, tak Tobie, jak i Twojej Familyjce.

  • andkor

    Bardzo fajnie i czekam na ciąg dalszy wakacji.

  • franco

    @andkor Witam. Jak się słusznie domyślasz, wszystko zmierza właśnie w stronę wakacji na mazurskich jeziorach, z wykorzystaniem tej wypasionej łodzi. Zakładam, że może uda mi się nie spieprzyć tego i opisać to z sensem. Za post dziękuję i pozdrawiam

  • nanoc

    Brawo, fajny kawałek, czekam na następny :yahoo:

  • franco

    @nanoc Witam. Cóż, właściwie mógłbym powtórzyć odpowiedz, jaką dałem @andkorowi. Dodam tylko, że postaram się utrzymać w ryzach tempo i wątek tej opowiastki. Za post dziękuję i pozdrawiam

  • Gnom 22

    Przeczytane jak wszystkie części z niecierpliwością czekam na więcej

  • franco

    @Gnom 22

  • franco

    @Gnom 22 Witam. No to trochę będziesz musiał poczekać. Ale spokojnie! Co prawda jestem z Krakowa, a moi ziomale trochę lekceważą chińską mikrogadzinę, ale być może mnie nie dopadnie. Chociaż, nigdy nic nie wiadomo. Za post dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    No i doczekałem się kolejnej części. Dziękuję Tobie za nią, jest fajnie napisana. Niektóre zwroty w wykonaniu Zosi brzmią trochę za bardzo dziecinnie, jak na szestnastolatkę,  ale Ty chyba tak masz. Umieściłeś ten odcinek tak wcześnie rano, że chyba zrezygnowałeś z porannego spaceru.
      
    Serdecznie pozdrawiam, życząc  jak zwykle dużo zdrowia i pogody ducha.

  • franco

    @emeryt Witam. Nie było takiej opcji. Po prostu padał duży deszcz i chciałem trochę przeczekać. Ostatnio robię dziennie około 10000 kroków czyli w granicach 7 km. Jestem właśnie po spacerze i po kawie. Z ciekawości otworzyłem komputer i oczywiście, jakże by inaczej, już to czytałeś. A co do niektórych wypowiedzi Zosi, pewnie masz rację. Piszę tak, jak mi to podsuwa wyobraznia, ale wygląda na to, że warsztatowo jest to dość słabe.
    Mam co prawda dwie wnuczki; 17 i 15 lat, ale konsultantkami moimi raczej nie zostaną. Nawet nie wiedzą, w jaki sposób dziadek 'cwiczy' swoje szare komórki. To tyle w tym temacie. A za post i dobre słowo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie i też życzę Tobie i Twojej Rodzince; zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Ta chińska mikrogadzina nie żartuje i ryzyko zakażenia ciągle rośnie. Oby nas nie dopadła, czego i Tobie i sobie życzę.