Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta ósma

Kiedy płynęliśmy w kierunku Mikołajek, ruch na szlaku wodnym trochę się przerzedził, więc płynęło nam się w miarę dobrze. Mama, która jako pierwsza skorzystała z ciepłej wody w łazience, dołączyła do mnie w sterówce i usiadła, przytulając się do mnie.
          Odwróciłem się do niej i otrzymałem słodkiego, pełnego miłości, buziaka. W bladoniebieskiej, krótkiej, młodzieżowej sukience, z błyszczącymi, śmiejącymi się oczami i zaczesanymi w dziewczęcy kucyk włosami, mama wyglądała wręcz oszałamiająco.
- Wow! - skwitowałem wygląd mamy, bo rzeczywiście, ktoś, kto jej nie znał, oceniłby ją, jako kobietę w wieku znacznie poniżej trzydziestu lat, a dobiegała do czterdziestu.  
          Mama zauważyła, jakie wrażenie na mnie zrobiła. Uśmiechnęła się do mnie swoim zniewalającym uśmiechem.
- Widzę, że lubisz swoją nową mamę - zagruchała do mnie słodkim głosem.
- Mamo, wiesz, jak bardzo cię kocham, więc chyba nie miałaś, co do tego, wątpliwości? -
  odpowiedziałem natychmiast z nieukrywaną pasją, aby wzmocnić moje słowa.
- Wiesz już, że każda kobieta nigdy nie ma dosyć pochlebnych, miłych słów na swój temat, a ja nie jestem żadnym wyjątkiem - powiedziała mama, obdarzając mnie buziakiem.
          Dopływając do przesmyku, zwolniłem, aby nie robić zbyt wysokiej fali, dla mijanych przez nas mniejszych łodzi. Po wpłynięciu na głębsze jezioro Mikołajskie i mając możliwość minięcia wolniejszych łodzi w dalszej odległości, ponownie przyspieszyłem.  
          Dziewczyny opalały się na dziobowym pokładzie, a mama konsekwentnie towarzyszyła mi w sterówce. Kiedy zwróciłem jej uwagę, że nie musi mi towarzyszyć, bo w ten sposób pozbawia się możliwości opalania, fuknęła na mnie, przytulając się mocniej.  
- Po prostu chcę nacieszyć się tobą i teraz chętnie poszłabym z tobą do kabiny - mruknęła.
- Dziewczyny, potrzebujemy was tutaj! - krzyknąłem w stronę opalających się; Zosi i Kamili.
          Poderwały się z materaca i w pośpiechu zakrywając swoje cycki górną częścią bikini, podbiegły do sterówki.
- Co się stało? - zwróciła się do nas Zosia z wyraźnym zaniepokojeniem w głosie.
- Nic się nie stało. Po prostu oboje z mamą chcemy, żebyś nabierała wprawy i doświadczenia w kierowaniu łodzią, korzystając z bardzo dobrych warunków i towarzystwa Kamili - odpowiedziałem siostrze, szczerząc zęby i starając się utrzymać obojętny ton głosu.
- Przecież do tej pory uważałeś, że Śniardwy są niebezpieczne i nie byłeś skory dopuszczać nas do steru, więc nie paliłyśmy się specjalnie do tego - stwierdziła dość neutralnie Zosia, chociaż jej mina mówiła, że nie była tym specjalnie zachwycona.  
- Może i tak było, ale jesteśmy w tej chwili na jeziorze Mikołajskim i mamy dość wysoki, bezpieczny poziom wody pod kilem, więc myślę, że wspólnie z Kamilą dotrzecie bezpiecznie do mariny dziadka. Mama chce pobyć trochę ze mną, więc albo pójdziemy się poopalać, albo wylądujemy w tylnej kabinie - dodałem, uśmiechając i robiąc niewinną minę.
          Siostra popatrzyła na mnie nieco zdziwionym spojrzeniem, ale na wszelki wypadek wstrzymała się od dalszego komentowania. Chodziło o mamę, więc będąc bystrą dziewczyną, domyśliła się, że mama chce wykorzystać szansę, bycia sam na sam ze mną.  
- OK. Możecie iść. Sądzę, że obie z Kamilą poradzimy sobie, prawda? - powiedziała Zosia, zwracając się do Kamili i zajmując na ławce moje miejsce.
- Też tak myślę, bo trzymając się szlaku wodnego, nie powinno być z tym problemów - potwierdziła Kamila i kiedy wraz z mamą opuściliśmy sterówkę, usiadła obok Zosi.
          Idąc wraz z mamą w stronę rufy, poczuliśmy, że Zosia zwolniła jeszcze bardziej. Obejrzałem się i zobaczyłem, że nas obserwują. Mówiłem o opalaniu, więc to, że zmierzamy wprost w stronę rufy, a nie dziobu, mówiło samo za siebie.  
          Co prawda, użyłem formy albo, albo, więc mieliśmy jakąś możliwość wyboru i to, że idziemy do kabiny, nie było tak do końca kłamstwem czy oszustwem z mojej strony.  
- Nie sądzisz Adasiu, że zabiliśmy im niezłego ćwieka? Mieliśmy się opalać, a idziemy prosto w stronę tylnej kabiny - powiedziała mama z uśmiechem, przytulając się do mnie.
- Powiedziałem albo, albo, więc zawsze mogliśmy zmienić decyzję - stwierdziłem obojętnym, lakonicznym tonem, chcąc uspokoić mamę.
          Weszliśmy do kabiny i mama bez słowa pozbyła się bikini, a potem odwróciła się do mnie, uśmiechając się lubieżnie i prezentując mi bez skrępowania swoje ciało.  
- Nie mamy zbyt wiele czasu, więc na co czekasz? - ponagliła mnie, widząc, że zwlekam i nie spieszę się zbytnio z pozbyciem się szortów, aby pójść w jej ślady.  
          Widząc podekscytowanie mamy, nie miałem wyboru. Nie czekając więc na kolejne ponaglenie, szybko pozbyłem się t-shirtu i szortów, dołączając do mamy. W tym momencie poczułem i usłyszałem, że obroty silników jeszcze bardziej zwalniają, zmniejszając hałas.
- Chyba Zosia domyśliła się, po co oboje idziemy do kabiny, zwalniając i dając nam więcej czasu - powiedziałem ze śmiechem, nawiązując do wypowiedzi mamy.
          Wtuliła się we mnie i pocałowała z nieukrywaną namiętnością. Takiej mamy nie znałem. Zaskoczyła mnie zupełnie. Wepchnęła język głęboko w moje usta i przez chwilę nasze języki toczyły potyczkę. Po chwili przesunęła rękę w dół i pochwyciła mojego kutasa.
- Możesz zająć się moimi cyckami, bo czują się trochę zaniedbane - usłyszałem jej prośbę.
          Skarciłem się w myśli, że mama musiała mi przypominać oczywiste rzeczy.  
Natychmiast objąłem dłonią jej pierś i przez kilka minut ssałem oraz pieściłem na przemian jej jedwabiście jędrne, dorodne cycki. Mama zaczęła odpowiadać na moje pieszczoty; dysząc i pojękując.
          Sięgnąłem więc do jej nagiego krocza i wsunąłem palec w jej mokrą, gorącą szczelinę. Zacząłem z poślizgiem suwać nim wzdłuż szczeliny; od szparki do łechtaczki i z powrotem, po czym dołączyłem kolejny palec, a kciukiem skupiłem się na łechtaczce.  
          Liżąc i podszczypując wargami usta mamy, masowałem przez dłuższą chwilę jej łechtaczkę, wywołując skurcze cipki i drżenie całego ciała mamy. W pewnej chwili mama zatrzęsła się i zajęczała głośno, przeżywając głęboko jeden z mocniejszych orgazmów.  
          Po chwili ocknęła się i sięgnęła ręką do mojej dłoni, gładzącej jej cipkę.
- Nawet nie wiesz Adasiu, jak bardzo polubiłam i jak przyjemne jest to, co dla mnie robisz, ale w tej chwili musisz przestać, bo moja łechtaczka stała się zbyt drażliwa. Teraz moja cipka  potrzebuje twojego kutasa - odezwała się mama, popychając mnie w stronę łóżka.
          Odsunęła prześcieradło i jako pierwsza wczołgała się na łóżko. Położyła się na plecach i poklepując się po brzuchu, poprosiła mnie, abym położył się na niej. Wspiąłem się więc szybko na łóżko, między nogi mamy i pochyliłem się nad nią, wspierając się na rękach.
- Połóż się na mnie, chcę cię poczuć. I nie martw się, nie połamiesz mnie. Nie jestem lalką z porcelany - usłyszałem cichą prośbę mamy.  
          Kiedy spełniłem jej prośbę, pochwyciła moją głowę i przyciągnęła mnie do siebie. Całowaliśmy się mocno przez kilka minut, po prostu trzymając się i przytulając do siebie. Poprosiłem, żeby ścisnęła swoje piersi, po czym ssałem i lizałem na przemian jej sutki.
          Poczułem, jak rozchyla nogi, więc zająłem pozycję pomiędzy nimi, bodąc jej krocze i okolice cipki swoim sterczącym kutasem. Ponownie zacząłem całować i lizać jej szyję, uszy i okolice obojczyka. Mama zaczęła spontanicznie reagować na moje pieszczoty.  
          Zacząłem przesuwać się w dół jej ciała, liżąc i całując jej jedwabistą skórę. Przez chwilę zabawiłem na jej cyckach, poświęcając każdemu należną mu uwagę. Mama była już nieźle podkręcona, dysząc i pojękując. Kiedy dotarłem ustami do jej krocza, wybuchła.  
- Nie dręcz mnie Adasiu. Potrzebuję cię we mnie, teraz - odezwała się udręczonym głosem.
          Przesunąłem się więc ponownie w górę, umieszczając kutasa na jej cipce.  
Kiedy poczuła go na sobie, pochwyciła go drżącą z podniecenia dłonią i energicznym ruchem przetarła nim przez szczelinę, nawilżając go, po czym umieściła go w swojej szparce.
- Wejdź we mnie, proszę - usłyszałem ponowną prośbę i ponaglenie w głosie mamy.  
          Wepchnąłem się więc energicznie w jej miękką, przytulną głębię. Mama owinęła mnie nogami i dopchnęła piętami do siebie tak głęboko, jak mogłem sięgnąć, próbując mnie tam zatrzymać. Odczekałem więc trochę, aby przystosowała się do mnie.
          Zacząłem delikatnie poruszać się w niej i przez chwilę kochaliśmy się powoli.
Po kilku minutach pochyliłem się i uniosłem mamę do pozycji siedzącej w ciasnym uścisku. Ponownie zaczęliśmy się namiętnie całować, jednocześnie kopulując powolnymi ruchami.  
- Oooch, jak dobrze. Tak cudownie mnie wypełniasz i kochasz się ze mną. Nigdy tego tak nie odczuwałam. Kto cię nauczył Adasiu, tak kochać się z kobietą? - powiedziała mama, odrywając się na chwilę ode mnie, dla złapania oddechu.  
          Uśmiechnąłem się, widząc i czując jej autentyczne zadowolenie.  
- No, cóż. Cały czas uczę się i staram się odpowiednio reagować na mowę ciała i oczekiwania mojej partnerki  A ty mamo, jesteś cudowną kochanką - odpowiedziałem skromnie, nie starając się odgrywać wszechwiedzącego casanowy.
          Wiedziałem już, że mama aby dojść, potrzebuje pieszczot i dość intensywnej stymulacji łechtaczki, więc ta pionowa, ciasna pozycja zapewniała nam dobry kontakt i mocne drażnienie jej łechtaczki moją kością łonową.
- Ooo, ..... doprowadzasz mnie do szału. Za chwilę dojdę. Ooo.., kurcze! Ooo, ooo ....! - jęczała i trzęsła się cała, obejmując mnie mocno ramionami.
          Kiedy jej cipka zacisnęła się na moim kutasie, wybuchłem, pompując wściekle zawartość jąder głęboko w cipkę mamy. Oboje znieruchomieliśmy i przez chwilę trwaliśmy w niebycie, spoceni i wyczerpani, kiedy walec orgazmów przetoczył się przez nasze ciała.
          Otworzyłem oczy i zobaczyłem łzy, spływające po policzkach mamy.
- Mamo, co się stało? Skrzywdziłem cię? Coś cię boli? - wydusiłem z siebie, zaniepokojony.
- Nic się nie stało, głuptasie. Po prostu nigdy nie czułam się tak blisko i tak bardzo kochana, jak teraz z tobą. To było tak zmysłowe i tak bardzo przepełnione miłością, że byłam bliska zemdlenia z nadmiaru uczucia i przyjemności.
          Mówiąc to, patrzyła na mnie z nieukrywanym oddaniem i wyrazami miłości w jej oczach. Roztopiłem się wręcz w kochającym spojrzeniu mamy.
- To jeszcze nie koniec, mamo - powiedziałem, kładąc ją delikatnie na łóżku.
          Spojrzała na mnie pytająco, więc przesunąłem się szybko między jej nogami i zacząłem lizać jej cipkę do czysta, wysysając z niej całą mieszaninę jej soków i mojej spermy. Mama położyła głowę z powrotem na poduszce i kręciła z niedowierzaniem głową.  
- Nie mogę uwierzyć, że to robisz. To takie paskudne i jednocześnie tak bardzo podniecające. Większość mężczyzn brzydzi się właściwie swoją spermą, a ty widzę, nie masz z tym żadnych problemów - powiedziała z podekscytowaniem i lekkim podziwem w oczach.
          Dla potwierdzenia tego, co powiedziała, dokończyłem czyszczenia jej cipki, po czym przesunąłem się w górę jej ciała, pocałowałem ją i podzieliłem się tym, co zachowałem w ustach. W odpowiedzi mama przesunęła się w dół i zaczęła ssać i czyścić mojego kutasa..
          Był wciąż bardzo mokry i pokryty naszymi sokami. Nie minęło dużo czasu i mój kutas ponownie zesztywniał. Mama widząc to, roześmiała się.
- Ooo.., nie. Czy ty nigdy nie masz dość? Wybacz kochanie, ale ten twój kolega jest dość pokaźny i wymagający, więc moja zdemolowana cipka potrzebuje trochę czasu, na ponowne zregenerowanie się po jego wizycie. Szkoda, że nie umiem prowadzić łodzi, bo podesłałabym ci dziewczyny, aby wykorzystały okazję, twoją formę, kondycję i wytrzymałość. Nie chcę jednak robić zamieszania pomiędzy wami, gdyby to miała być tylko jedna z nich, bo wiem, że obie cię kochają i starają się nie rywalizować ze sobą  - powiedziała mama, patrząc na mnie z niejakim podziwem, ale i z lekkim przymrużeniem oka.
- Mamo, dlaczego się tym przejmujesz? Wiesz, jak bardzo cię kocham i teraz chciałem być tylko z tobą. Myślę, że tak Zosia, jak i Kamila rozumieją to, a poza tym, chyba nie mają na co narzekać. A mój kutas też nie jest niezniszczalny. Jak każdy, potrzebuję czasami przerwy i odpoczynku. Tym bardziej teraz, kiedy  dołącza do nas Ela. Nie wiem czy rozmawiałyście już na ten temat, ale Ela dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że chce mieć ze mną dziecko. Teraz kiedy będziemy razem, pewnie będzie chciała wykorzystać nadarzającą się okazję, do podjęcia kolejnej próby, do zajścia w ciążę.  
          Mama wysłuchała spokojnie moich słów i przez chwilę milczała.  
- Prawdę mówiąc, spodziewałam się tego. Wiedziałam, że bardzo pragnie dziecka, a jest już  blisko granicy wieku, kiedy jeszcze jest to w miarę bezpieczne, tak dla dziecka jak i matki. Przy tym jest piękną, wrażliwą kobietą, która może podobać się mężczyznom. A tymczasem los potraktował ją wręcz po macoszemu, bo ulokowała swoje uczucia w człowieku, który na nią nie zasługiwał. Teraz kiedy pojawiłeś się w jej życiu, byłoby raczej dziwne, gdyby nie skorzystała z nadarzającęj się okazji. Jest to być może dla niej ostatnia szansa, aby mieć to upragnione dziecko. Stałeś się synu młodym, przystojnym facetem i gdzieś tam w tobie też tkwiła fascynacja piękną ciocią, już od bardzo młodych lat, więc trudno dziwić się, że przypadliście sobie do serca. Jesteś Adasiu dorosłą osobą i jeżeli to ci odpowiada, to mnie nic do tego. Prawdę mówiąc, to też wiele wyjaśnia. Po prostu spadłeś z nieba tak dziadkowi, jak i Eli. Oficjalnie twoją żoną może być Kamila czy ktokolwiek inny w twoim wieku i nikt nie będzie zastanawiał się czy dociekał, z kim Ela ma dziecko, kiedy zajdzie w ciążę z tobą. Może mieć dziecko z kimkolwiek albo i z probówki. I w ten sposób wszystko zostanie w rodzinie. Ważne, że zaakceptowali, jako członka rodziny nie tylko ciebie, ale także mnie i Zosię. A z tego, co zauważyłam, Ela nie tylko cię akceptuje, jako bliskiego członka rodziny, podobnie, jak dziadek, ale jest w tobie naprawdę zakochana. Widzę też, że tobie też nie jest obojętna, bo nie tylko jest piękną, ale i bardzo uczuciową kobietą. Sądzę, że oboje z dziadkiem dokładnie to rozważyli i przemyśleli, bo jest to chyba wręcz wymarzone rozwiązanie, tak dla nich, jak i dla ciebie. Twój ojciec wypadł z gry, więc w naturalny sposób zająłeś jego miejsce nie tylko w ich sercach, ale i w biznesie. Wygląda więc na to, że zostałeś mój synu ustawiony na całe życie, z czego możemy skorzystać także my obie z Zosią, co praktycznie się stało.
          Wypowiedź mamy też mnie nie zaskoczyła. Gdyby była inna, było by to w wydaniu mamy przejawem hipokryzji w czystej postaci. Nasze uczucia i relacje też odbiegały od typowych relacji rodzinnych, więc kontestowanie moich więzi z Elą, byłoby bez sensu.  
- Sądzę, że teraz wypada odświeżyć się i przyodziać, panie kapitanie, a w niedalekiej przyszłości panie prezesie - stwierdziła żartobliwie mama, podnosząc się z łóżka.
          Mama założyła bikini, a ja majtki i szorty, po czym wyszliśmy z kabiny, idąc w stronę dziobu łodzi. Podeszliśmy do sterówki. Płynęliśmy z bezpieczną dla innych łodzi prędkością. Za sterem siedziała Kamila i obie z Zosią prowadziły swobodną rozmowę.
          Kiedy podeszliśmy do sterówki, zobaczyły nas i ich miny mówiły same za siebie. Wyrażały prawdziwą radość i zadowolenie z naszej obecności.
- Bardzo dobrze, że jesteście. Możesz teraz przejąć ster, panie kapitanie - odezwała się  żartobliwie Kamila, zwracając się do mnie 'per kapitanie', podobnie, jak mama przed chwilą.  
- Co wy z tym kapitanem, najpierw mama, a teraz ty? - zwróciłem się do Kamili.
- A nie jesteś nim? To jest duża łódź i ktoś powinien na niej dowodzić. Wasz dziadek, jak sam mówiłeś, po krótkim rejsie przekazał wam ten jacht i zostawił was samych. Wygląda więc na to, że pewnie też uznał, że nadajesz się na kapitana i że może zawierzyć ci ten drogi jacht.
          Byłem nieco zaskoczony wypowiedzią Kamili, bo dawała mi w ten sposób do zrozumienia, że nie tylko mnie lubi, ale i szanuje, pomimo mojego wieku. Byliśmy już w połowie drogi do Mikołajek, licząc od przesmyku, więc pozostało jeszcze trochę czasu do dopłynięcia do mariny dziadka i zakończenia podróży.  
          Przejąłem więc ster i wtedy Zosia też zapragnęła pobyć trochę z mamą, więc obie przeszły na przedni pokład przed kajutą, aby się poopalać, zostawiając nas we dwoje na ławce w sterówce. Kamila natychmiast przysunęła się dość ciasno do mnie.  
- Nawet nie wiesz, jak bardzo zazdrościłam twojej mamie, że ma cię tylko dla siebie w kajucie. Tylko nie przestrasz się Adamie, ale naprawdę zakochuję się w tobie. Co nie oznacza, że chcę być wobec ciebie zaborczą, zazdrosną suką. Wiem, na co się piszę i że kocha cię kilka kobiet, ale nie miej mi też za złe, że w miarę możliwości chciałabym być tak blisko ciebie, jak to tylko możliwe - szepnęła, patrząc mi z oddaniem w oczy, jakby oczekiwała ode mnie czegoś więcej niż słów.    
          Cóż, też zakochiwałem się w niej, nawet szybciej, niż sądziłem.
- Kamilo, mam nadzieję, że wiesz czy wyczuwasz, że również zakochuję się w tobie i stajesz mi się coraz bardziej bliska. Znasz moją sytuację, która na pewno nie jest czymś zwyczajnym i może nie być łatwa do ogarnięcia, więc nie mogę ci ani przyrzec ani obiecać, że nagle zmienię swoje życie czy postępowanie i wyrzucę ze swojego serca siostrę, mamę czy ciotkę Elżbietę. Wiem, że nie jest to normalne czy w pełni akceptowalne, ale takie jest moje życie. Nie chciałbym jednak, abyś z tego powodu poczuła się zraniona czy pokrzywdzona - powiedziałem szczerze, również patrząc w oczy Kamili z nieukrywanym uczuciem.
          Kamila wysłuchała mnie spokojnie i objęła dłońmi moją głowę, przyciągając ją do siebie, po czym złożyła na moich ustach powolny, przepełniony miłością, pocałunek.
- Wiesz, że wcale nie wymagam od ciebie tego, o czym mówisz Adasiu. Tak, jak ci powiedziałam, znam twoją sytuację i wiem, że nie będę dla ciebie twoją jedyną dziewczyną.   Więc nie zaprzątaj swojej głowy tego typu dylematami, tylko okaż mi, że będziesz mnie kochał i szanował nie mniej niż pozostałe kobiety twojego życia. A teraz mamy jeszcze trochę czasu i chcę, żebyś się ze mną nieco pomigdalił i popieścił. Lubię czuć twoje dłonie, kiedy błądzą tu i tam na moim ciele - odezwała się Kamila, podsumowując naszą rozmowę i szybkim ruchem pozbywając się swoich majtek od bikini.
- A teraz bądź uprzejmy i podnieś na chwilę ten swój tyłek - powiedziała, rozglądając się uważnie po otoczeniu i sięgając rękami do moich szortów.  
          Kiedy podniosłem się do góry, błyskawicznie ściągnęła ze mnie szorty wraz z majtkami i wspięła mi się na kolana, przejmując ster z moich rąk. Mój kutas błyskawicznie zareagował na jej nagie, kształtne ciało i po chwili zaczął bóść ją od spodu, jakby szukając kontaktu z jej, mokrą już z podniecenia, cipką.
- Sądzisz Kamilo, że to dobry pomysł? - zwróciłem się do mojej napalonej towarzyszki.  
          Jej zachowanie było więcej niż niekonwencjonalne. Ba, było wręcz karkołomne, biorąc pod uwagę, że ona sterowała, siedząc naga na moich kolanach, o obok nas przepływały inne jednostki. Płynęliśmy przecież licznie uczęszczanym szlakiem wodnym.
          Byliśmy już dość blisko Mikołajek, więc zwolniłem jeszcze bardziej. Z każdej mijanej czy wyprzedzanej łodzi rozlegały się gwizdy i męskie okrzyki, jako aplauz dla dorodnych cycków Kamili. W pewnej chwili przyszło mi nawet na myśl, że ktoś z nich mógł poczuć się urażonym, obyczajowym purystą i sprawić nam kłopoty.
          Dzwoniąc na policję, mógł poinformować, że duża łódź płynąca po jeziorze Mikołajskim i zmierzająca w stronę miasta, jest sterowana przez cycatą, siedzącą na kolanach faceta, nagą dziewczynę. Kamila jednak nic sobie z tego nie robiła, jakby jej nie dotyczyło.
          Ba, machała nawet do przypadkowych wielbicieli, jakby chciała przekazać im, że cieszy ją to, co się dzieje. W pewnej chwili pochyliła się i uniosła lekko swój tyłek, sięgając po szturchającego ją od dołu kutasa. Domyśliłem się, że chce go mieć w sobie.
          Rozsunąłem więc szeroko nogi, umożliwiając jej nasunięcie się na mój drążek.
Była podniecona i mokra, wchłonęła go więc bez oporu. Moje rozsunięte na maksa nogi, umożliwiły jej dość głębokie wciśnięcie kutasa w siebie.  
          Chcąc szybko  zaspokoić swoje potrzeby, zaczęła szaleć, suwając się energicznie na moim śliskim kutasie. Musiałem więc w pewnej chwili chwycić kierownicę steru, bo jej emocjonalne zachowanie przenosiło się na kiwanie i chybotanie łodzią.    
          Jakby tego było mało, odezwał się dzwonek mojego telefonu i wyświetlił się numer oraz imię Eli. Prawdę mówiąc, spodziewałem się go znacznie wcześniej. Byłem nawet przygotowany na reprymendę z jej strony, że czeka na nas, a my się spóźniamy.
- Cześć Elu! Za kilkanaście minut, no.. może nieco później, będziemy na miejscu. Jest duży ruch na szlaku i nie da się przyspieszyć - rzuciłem do słuchawki, nie czekając na jej odzew, uprzedzając w ten sposób ewentualne pretensje i opieprz ze strony Eli.
- Hej! Właśnie dlatego dzwonię, Adasiu. Nie musicie się tak bardzo spieszyć. Dzisiaj nigdzie  już nie jedziemy. Przyjechali do nas nie zapowiedziani goście, nasi zagraniczni kontrahenci, z którymi współpracujemy od wielu lat. Właśnie odbywamy teraz spotkanie i wyrwałam się na chwilę, aby do was zadzwonić. A poza tym, chciałam usłyszeć twój głos, kochanie, dlatego zadzwoniłam osobiście. Kocham cię i tęsknię za tobą Adasiu, ale ty pewnie o tym dobrze wiesz - usłyszałem ciepły, pogodny głos Eli, z wyczuwalną, cieniutką nutką nostalgii.  
          Nie wiedzieć czemu, poczułem naraz ulgę. Dobrze, że nie przełączyłem rozmowy na głośno. Tak ton, koloryt głosu oraz słowa Eli, kierowane do mnie, pewnie nie kojarzyłyby się dobrze Kamili. Ela po prostu gruchała do mnie i pewnie też nie chciałaby, aby ktoś inny to słyszał. A tym bardziej Kamila, która była mną, już dość żywo, zainteresowana.
- Nie ma sprawy Elu. Dzięki za informację. I nie martw się o nas. Wymyślimy coś wspólnie, jak zagospodarujemy dzisiejszy dzień. Na pewno przed wieczorem pojawimy się na przystani. Do zobaczenia i też cię kocham! - rzuciłem spontanicznie do telefonu i rozłączyłem się.  
          Kamila milcząc, zsunęła się powoli z moich kolan i usiadła obok na ręczniku.  
- Co się stało? Nie płyniemy do przystani i nie wyjeżdżamy dzisiaj, tak? To ciocia dzwoniła? - zapytała neutralnym tonem, spoglądając jednak na mnie badawczym spojrzeniem.  
- Tak, Ela. Nie wyjeżdżamy i nie musimy się spieszyć. Przyjechali do nich jacyś kontrahenci w interesach i właśnie odbywają spotkanie. Musimy więc porozmawiać i zastanowić się, jak zamierzamy spędzić dzisiejszy dzień - poinformowałem Kamilę zdawkowo, czując się jednak wobec niej niezbyt komfortowo.
          Z jednej strony myślałem o zacieśnieniu z nią więzi, a rozmowę z Elą zakończyłem wyznaniem, że też ją kocham. Kamila pomyślała chyba o tym samym, bo  przez chwilę milczała i tylko od czasu do czasu zerkała na mnie poważnym spojrzeniem.  
- Hej! Co tak spoważniałeś Adamie? Przecież wiem, że ją kochasz, więc to, że zakończyłeś rozmowę wyznaniem tego, było pewnie odpowiedzią na jej odzywkę. Nie musisz więc  dręczyć się myślami, że mnie tym w jakiś sposób uraziłeś. Bo pewnie o to chodzi, tak?  
          Mimo woli uśmiechnąłem się. Trudno, żeby nie. Mimo młodego wieku, Kamila co rusz błyskała inteligencją i swoją kobiecą intuicją. Tak było i teraz. Nie kryłem więc podziwu dla jej spostrzegawczości, bystrego umysłu i szybkiego kojarzenia faktów.
- Jesteś niezłą aparatką Kamilo, wiesz o tym, prawda? Czyżbyś potrafiła czytać w moich myślach? - zapytałem w miarę neutralnie, chociaż wewnątrz byłem pod wrażeniem i pojawiło się pytanie, czym zasłużyłem sobie na taką otwartą, szczerą i mądrą dziewczynę.  
- Ponieważ nie musimy się spieszyć, więc co powiedziałbyś na 'co nieco' w sytuacji sam na sam, w jakimś ustronnym miejscu, gdzie moglibyśmy się zatrzymać i zakotwiczyć. Siedząc na twoich kolanach, na chwilę przed telefonem od Eli, czułam, że ten twój kolega z dołu też domagał się uwolnienia i ulgi. Nie miałeś przypadkiem podobnego uczucia?
          Mówiąc to, patrzyła na mnie z zagadkowym uśmiechem, dając mi tym samym do zrozumienia, że powinienem się nią zająć, tak dla jej, jak i dla własnej korzyści.  
- Nie mam nic naprzeciw, a poza tym sądzę, że za okazywanie takiej wyrozumiałości wobec mnie i tego wszystkiego, co się ze mną wiąże, zasługujesz ze wszech miar na szczególne potraktowanie i poświęcenie ci znacznie większej uwagi z mojej strony niż dotychczas.
          Słysząc moje słowa, Kamila obrzuciła mnie ponownie uważnym spojrzeniem.
- Mówisz to poważnie Adamie i nie robisz sobie jaj ze mnie, prawda?  
          Omal nie parsknąłem śmiechem. I bądź tu człowieku mądry. Tak źle i tak niedobrze. Co bym nie powiedział, to obraca się niejako przeciwko mnie.
- Co prawda znamy się krótko Kamilo, ale myślę, że dałem ci już wystarczające dowody, że traktuję naszą znajomość poważnie i chciałbym być dla ciebie kimś więcej niż jajcarzem czy rozrywkowym facetem. Podobnie, jak ty dla mnie.  
          Kamila momentalnie spoważniała, ale słysząc, że mówię to z uśmiechem, dość pogodnym, neutralnym tonem, oznaczającym, że nie miałem nic złego na myśli, więc po chwili sama też się wypogodziła.            
- Ja też nie chciałabym, aby to, co nas łączy i co do siebie czujemy, było przedmiotem żartów czy kpin, ale OK. Masz dość pogodne, wesołe usposobienie i czasem mówisz czy przedstawiasz sprawy w sposób, że trudno wyczuć czy żartujesz, czy mówisz poważnie, ale że w gruncie rzeczy jesteś szczerym, sympatycznym facetem, więc nie będę łapać cię za słówka. Pozwól więc Adamie, że powtórzę. Jestem podniecona i napalona na ciebie, więc  ponownie pytam; czy zamierzasz coś z tym zrobić? Mam na myśli masze podniecenie i sposób zaspokojenia czy rozładowania tej sytuacji.
          Wyglądało na to, że Kamila korzystając z nadarzającej się okazji, postanowiła 'kuć żelazo, póki gorące' i przetestować moją szczerość i uczucia wobec niej, w nawiązaniu do moich wcześniejszych słów. No, cóż. Zdawałem sobie sprawę, że lekko nie będzie.     
          Może nie do końca wszystko ode mnie zależało, ale sam sobie zgotowałem taki los. Czy miałem prawo narzekać? Chyba nie za bardzo. Pewnie nie jeden z moich kolegów  chciałby znaleźć się na moim miejscu. Teraz jednak wypadało porozmawiać z mamą i Zosią.
- Myślę Kamilo, że pierwsze, co powinienem zrobić, jako kapitan tej łajby, skoro uważacie, że nim jestem, to poinformować majtka (Zosię) i naszą pasażerkę (mamę), że nasz wyjazd jest nieaktualny. Potem, aby nie zostać posądzony, że jestem sztywnym, apodyktycznym facetem, bo podobno kapitanowie takimi są, zrobimy burzę mózgów i w sposób demokratyczny uzgodnimy, jak najlepiej wykorzystać dzisiejszy dzień. Później Kamilo, jeżeli nie zdarzy się nic niespodziewanego i sytuacja na to pozwoli, będę do twojej dyspozycji. Po prostu, dokończymy to, co zaczęliśmy, o ile oczywiście nadal będziesz tym zainteresowana. A teraz Kamilo, jeżeli możesz, to ogarnij się trochę, bo twoje gołe, dorodne cycki mogą spowodować,  że jakiś sternik patrząc na nie, zagapi się i walnie w nas albo w inną łódź. A kiedy będziesz już przyzwoita, przejmiesz na chwilę ster, a ja spróbuję ściągnąć tutaj obie panie, abyśmy mogli porozmawiać i wspólnie zdecydować, co dalej robimy. Zobaczymy, jak zareagują, kiedy dowiedzą się, że mamy przed sobą wolny dzień do zagospodarowania.  
          Kamila, słysząc moje słowa, spojrzała uważnie na mnie i przez chwilę milczała, chyba dalej zastanawiając się, jak ma odnieść się do moich słów.
- OK, chyba masz rację. Ktoś może potraktować moje nagie cycki, jako obrażanie jego uczuć estetycznych czy obyczajowych i zadzwonić do wodnej policji.
          To mówiąc, sięgnęła po swoje bikini, założyła je, po czym, przejęła ster łodzi. Ogarnąłem się więc i założyłem z powrotem majtki oraz szorty. Pochyliłem się nad Kamilą i podziękowałem jej buziakiem za jej ugodową postawę i udałem się na pokład dziobowy.
....cdn....

6 komentarzy

 
  • szalonyinw

    Kiedy będą kolejne części?

  • St.sz

    No i co ja mam napisać po przedmówcach, żeby nier wyjść na wazeliniarza?  :lol2:  A tak na serio, to jak zwykle czyta się z niekłamaną rozkoszą. po raz n-ty wskażę na wspaniałe dozowanie wszystkiego, na stroju, erotyzmu itd. Oby tam ,,Na górze" zapisano Ci jak najdłużej cieszyć Siebie, a po troszę i nas Twą ,,zabawą piórem" jak to wczesniej ująłeś. Zdrówka i Pozdrówki. St.Szkot :drinking:

  • franek42

    @St.sz Witam. Co mam powiedzieć, kiedy bez przerwy nie przestajesz mnie żywić ; dobrą karmą, jak mówią Hindusi. Dzięki Szkocie, nie dodaję St, aby Ci nie ubliżać, bo za bardzo Cię szanuję. To dla takich, jak Ty warto wysilać mózgownicę. Dziękuję za post i pozdrawiam

  • St.sz

    @franek42  ale wcale nie musisz mieć obiekcji, oprócz takiego nicka, jestem naprawdę stary i broń Boże mi nie ubliżysz.  :jupi:  :lol2:

  • Gaba

    Nie będę się powtarzał, wiesz wszystko. Tylko👍i 💪!

    Ale żeby itd, to *kabina dziobowa* lub *kabina na dziobie* i analogicznie *kabina rufowa* względnie *kabina na rufie*. To już jest duży, nawet bardzo duży jacht motorowy, więc obowiązuje już nomenklatura.
    To tak na marginesie.
    Reszta jak wyżej 👍💪

    No i pozdrawiam, jak zwykle! Trzymaj się!

  • francodomestico

    @Gaba Witam. Dziękuję za post i opinię. A co do opisów pomieszczeń, to masz rację. Jak się o czymś pisze, to powinno się znać podstawowe pojęcia. A ja znam się tyle na jachtach, co ...... Nie chcę przytaczać opisów mojej znajomości, aby nie dawać ci dodatkowej uciechy. Muszę jak najszybciej sprowadzić towarzystwo z tej dużej łodzi, aby nie kompromitować się dalej w pisaniu na temat, o którym mam dość mętne pojęcie. Pozdrawiam

  • Gaba

    @francodomestico daj spokój, nie każdy musi być "alfą i gametą" jak mawiał stary major na studium wojskowym w mojej uczelni. Jest dobrze i nie dobijaj za szybko do brzegu, niech trochę pofikają, a co!
    Pozdrawiam Cię

  • Gazda

    Jak zawsze klasycznie, nie wulgarnie.
    Przepełnione erotyką. A miło się czyta.
    Proszę o jeszcze 😃

  • francodomestico

    @Gazda Witam. Jak widzisz, staram się. Dziękuję za dobre słowo i opinię. To daje kopa i chęć do pisania. Pozdrawiam

  • emeryt

    @franek42, widzę że słowa dotrzymujesz i w dalszym ciągu piszesz te wspaniałe opowiadania. Czy na ciebie też wpłynęła ta wspaniała pogoda tak jak i na mnie? Odcinek wspaniały, tak jak i poprzednie. A więc i moja prośba, abyś niczego nie zmieniał. Tak jak jest do tej pory, to jest bardzo dobrze. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • francodomestico

    @emeryt Witam. Jak zwykle, miłe, dobre słowo i wsparcie. Dziękuję i równie serdecznie pozdrawiam

  • wram

    Fajne, muszę zacząć od początku. Ale już mi się podoba. :yahoo:

  • francodomestico

    @wram Witam. Cieszę się, że ci się podoba. Za post dziękuję i pozdrawiam