Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. czwarta

Kiedy mama udała się do łazienki, ja ogarnąłem się trochę i sprawdziłem swój wygląd w lustrze w przedpokoju. Nie było szału, ale liczyłem, że siostra być może, nie zrobi rabanu z powodu mojego wyglądu. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem, że siostra gra na smartfonie.
- Hej, jestem! – odezwałem się, bo Zosia wyraźnie mnie zignorowała. Albo była tak bardzo zajęta grą, albo po prostu była na mnie rozeźlona.  
- Hej! – odezwała się i obrzuciła mnie uważnym spojrzeniem.
- I jak było? Mama zadowolona z masażu? - rzuciła od niechcenia, nie patrząc na mnie.  
- Sądzę, że nie powinna narzekać! – odpowiedziałem podobnym tonem.  
          Milczenie jakie zapadło po tych kilku zdaniach, stworzyło niezbyt miłą atmosferę w pokoju.  
- Dobra, idę do łazienki! – powiedziała i zamierzała opuścić pokój.
- Nie radzę! Mama jest w łazience i pewnie trochę w niej pobędzie – uprzedziłem siostrę.  
          Usiadła i spojrzała na mnie. Widać było, że ciekawość walczy w niej o lepsze ze złością czy zazdrością.
- Nie odpowiedziałeś mi, jak było? – zapytała ponownie, ale już bardziej ugodowo.
- Odpowiedziałem, że mama nie powinna narzekać! – odburknąłem. Teraz ja udałem lekko wkurzonego jej zachowaniem.
- Na masaż, czy na to, jak się kochaliście? – zapytała już swoim normalnym głosem.
- Wiesz przecież, że o takich sprawach się nie rozmawia – odpowiedziałem neutralnie.
- Wiem! Ale to przecież nasza mama! Oboje wiemy, że bardzo długo nie uprawiała seksu. Mógłbyś być mniej tajemniczy. Zaspokoiłeś ją? Jesteś młodym chłopakiem, a tacy dość szybko spuszczają się i zostawiają dziewczyny samym sobie, dlatego pytam.
          Zosia już bez emocji i zazdrości, nawet nie pytała, czy uprawialiśmy seks. Ona była tego pewna i była tylko ciekawa, czy zadowoliłem mamę.  
- A ty skąd tyle o tym wiesz? Z własnej praktyki czy ze słyszenia? – zapytałem żartobliwie.
          Szturchnęła mnie w bok i odwróciła głowę. Sprawiłem jej przykrość, a tego nie chciałem. Ale udałem twardziela i też się od niej odwróciłem. Oboje usłyszeliśmy, że mama  opuściła łazienkę, co było dość dziwne, bo wiedziałem, że mama uwielbiała wylegiwanie się w ciepłej, pachnącej wodzie w wannie.  
          Pewnie zadecydowało o tym zmęczenie i świadomość, że oboje z siostrą też być może czekamy, na skorzystanie z łazienki.
- To, co, idziesz pierwsza? – zwróciłem się do siostry, kiedy mama zamknęła drzwi do pokoju.
- A może pójdziemy razem, wykąpiemy się jak dawniej i wymyjemy sobie nawzajem plecy? – zapytała Zosia pogodnie, kokieteryjnym tonem, uśmiechając się. Wyraźnie chciała sprowokować jakąś erotyczną sytuację pomiędzy nami. Pewnie nakręciła się, myśląc o mnie i mamie.  
- Zosiu nie przeginaj! Jesteśmy nadal rodzeństwem, nie ważne, że nie biologicznym, a poza tym, jesteś jeszcze nieletnią nastolatką - upomniałem moją siostrę, może nawet ostrzej niż zamierzałem. Dobre sobie! - pomyślałem, kiedy dotarło do mnie to, co powiedziałem.  
          No, bo niby kim ja byłem? Też nastolatkiem, tylko że z tej wyższej półki.
A siostra była tylko o kilka szczebli niżej. Zosia popatrzyła mi prosto w oczy i posmutniała, robiąc minę skarconego psiaka. Nie chciała zwarcia, jak czasem to czyniła.
          Pewnie w pamięci miała i swoje szesnaste urodziny, a przede wszystkim pierścionek, który jej nałożyłem na palec Żeby zrobić mi jednak na złość, ostentacyjnie rozebrała się do naga. Po czym, trzymając w ręku majtki i stanik, ruszyła do łazienki.  
          Zauważyła, że zareagowałem na jej nagie ciało, jak każdy normalny chłopak i w moim kroczu pojawił się namiocik, postawiony przez kutasa. Przechodząc obok mnie, specjalnie otarła się o moje ciało i sztywnego kutasa.
          Jej naburmuszona mina miała oznaczać, że czuje się urażona. A licho jak zwykle nie śpi. Usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi do łazienki, a po chwili głuchy plask czy łoskot i żałosny okrzyk bólu siostry.  
          Zerwałem się jak oparzony i wpadłem do łazienki. Siostra przechylona w bok i odciążając jeden z pośladków, siedziała na podłodze i rozcierała ręką bolące miejsce. Widząc przerażenie na mojej twarzy, próbowała się uśmiechnąć, krzywiąc się z bólu.
- Co się stało? Zrobiłaś sobie coś? Coś cię boli, powiedz? – wystraszony nie mniej od siostry, zasypałem ją pytaniami.  
- A jak myślisz? Poślizgnęłam się na mokrej posadzce i klapnęłam na dupę! Chyba nic mi się nie stało, ale półdupek boli mnie jak diabli – powiedziała, krzywiąc się i cały czas masując  ręką bolące miejsce. Odetchnąłem z ulgą, ale nie dałem tego poznać po sobie.     
          A sytuacja była śmieszna, żeby nie powiedzieć, komiczna. Robiłem, co mogłem, aby powstrzymać się od śmiechu. W końcu nie wytrzymałem i zarechotałem, jak ostatni głupek.
- Tak! Śmiej się, śmiej! Ciekawe, czy śmiałbyś się, gdyby coś mi się stało?  
          Miała rację! Sytuacja była całkiem nie do śmiechu. Co by było, gdyby zamiast upaść na tyłek, walnęła ciałem o wannę, muszlę czy umywalkę? Obawiałem się też, więcej niż trochę, reakcji mamy, gdyby się pojawiła.  
          Na szczęście, mama chyba mocno zasnęła i nic nie słyszała. Może to i dobrze -
pomyślałem, bo mama zachowywała się często wobec Zosi jak kwoka. Na pewno nie obyłoby się bez histerii i obwiniania mnie czy siebie, że to się wydarzyło.
          A tak byliśmy, co prawda, zdani tylko na siebie, ale przecież nie byliśmy już małymi dziećmi, żeby sobie sami nie poradzić.
- Możesz wstać? -zapytałem, podając siostrze rękę. Krzywiąc się i wspierając się na mnie, podniosła się powoli z posadzki. Jej dziewczęce, nagie ciało działało na mnie, jak płachta na byka. Była uroczą, drobnej budowy, ale bardzo proporcjonalnie zbudowaną nastolatką.
          Wysmukłe, długie nogi, ładnie zaokrąglone, kobiece bioderka, płaski brzuszek, cudowne, podobne do średniej wielkości pączków, cycusie, ze sterczącymi dumnie sutkami oraz wyraźnie zarysowany wzgórek łonowy, pokryty niezbyt gęstym, ciemnawym  owłosieniem, dopełniały całości obrazu ciała tej młodej laseczki, będącej moją siostrą.  
          Obserwując nagie, podniecające ciało mojej młodszej siostry, sam podnieciłem się na maksa. Próbowałem karcić się w myślach, że nie powinienem i że nie wypada, bo przecież to moja siostra.  
          Mogłem się karcić, a natura i tak robiła swoje, tak z moim ciałem, jak i psychiką. Doszło do tego też ujawnione stanowisko mamy i jej matczyne zezwolenie.
- Co teraz? – zapytałem siostrę, kiedy z trudem podniosła się przy mojej pomocy z posadzki i zwrócona do mnie przodem, pochwyciła mnie za biodra, używając mnie jako podpórki.
- Najpierw musisz pomóc mi, wysikać się - poprosiła i trzymając się mnie oburącz, przyciskała się do moich piersi, manewrując mną i swoim tyłkiem.  
          Cały czas czułem na sobie jej rozpłaszczone, małe cycki i wbijające się we mnie, twarde jak kamyki, sutki.  
- Możesz podnieść deskę, bo nie dam rady usiąść i mogę ją zesikać? – nie prosiła, a wydawała mi polecenia. Nie za bardzo widziałem się w roli biernej podpórki, uczestniczącej w procesie czy procedurze sikania przez siostrę.
- Może spróbujesz usiąść na sedesie jednym pośladkiem, bo mogę nie wyrobić. Przecież jesteś dziewczyną, a ja chłopakiem. Sama rozumiesz? - próbowałem uzmysłowić mojej siostrze, że moja wytrzymałość też ma swoje granice.  
- Braciszku, a ty zdajesz sobie sprawę, że moje sikadło różni się od twojego? – zwróciła mi natychmiast uwagę młoda przemądrzała, patrząc na mnie kpiącym spojrzeniem.
- Poza tym, jak mam usiąść na sedesie, kiedy bolą mnie oba półdupki.
     Chyba testowała mnie w ten sposób, mówiąc półdupki, a nie pośladki, jakby czekając, kiedy zwrócę jej uwagę, że używa niezbyt wyszukanych słów, na określenie do pewnego stopnia intymnych części swojego ciała.
          I że słowa te niezbyt pasują do młodej, pięknej i sympatycznej dziewczyny, która jest moją siostrą. Była mocno rozdrażniona, czemu nie dziwiłem się, bo musiało ją nieźle boleć. Powstrzymałem się więc, od komentowania jej odzywek, aby nie wywoływać dalszych, bardziej wulgarnych. A znała ich wiele, co nieraz mi prezentowała, będąc rozzłoszczona.
          W milczeniu podniosłem deskę sedesu. Zosia trzymając się dalej moich bioder oburącz, okraczyła muszlę, po czym pochyliła się i wypinając się oraz manewrując mną i swoim ciałem, wycelowała swoje sikadło w muszlę.  
          Patrzyłem, na jej wypięty, ładny tyłek i usłyszałem, jak sika do muszli pod dużym ciśnieniem. Wysikała się i kilkakrotnie wstrząsnęła tyłkiem.
- Możesz braciszku wytrzeć mi cipkę? – zwróciła się do mnie pogodnym głosem, nie zawracając sobie głowy tym, że nie jest już małą dziewczynką.
- Może podam ci tylko papier i sama się podetrzesz? - zasugerowałem.
- Nie bądź śmieszny! Jeżeli masz z tym problem, to wyobraź sobie, że to twój tyłek - prychnęła na mnie.  
          Byłem już na granicy wytrzymałości i czułem, że jak tylko dotknę cipki siostry, wybuchnę i zaleję swoje spodenki.  
- Zosiu, jesteś już dużą i bystrą dziewczyną. Jeżeli cię dotknę, dojdę i zleję się w spodenki - zaapelowałem do siostry.  
- To ściągnij je! Chyba cię nie krępuję? Ja też jestem goła i pozwalam ci patrzeć na siebie.  
          No i dyskutuj tu człowieku z napaloną małolatą – pomyślałem. Byłem bezradny czy wręcz bezbronny wobec niekonwencjonalnych zachowań siostry.
          Jakoś ostatkiem siły mojej woli, udało mi się obniżyć napięcie w jądrach i podetrzeć cipkę siostry, bez konsekwencji, w postaci spuszczenia się w spodenki.
- I co dalej? – zapytałem.  
- Jak to, co? Musisz mnie umyć w wannie! - wypaliła bez namysłu i to też nie była prośba.
- O ile dobrze widzę, to bolą cię pośladki, a nie ręce - zwróciłem siostrze uwagę.
- Ale nie mogę usiąść, a i kiedy stoję, to też mnie boli - odparła płaczliwym głosem.
- Może podtrzymam cię nad wanną i umyjesz się sama? – zaproponowałem rozwiązanie.
- Buzię i piersi być może, a co dolnymi partiami, kroczem, nogami? - piętrzyła przeszkody.
- To, co w końcu proponujesz? Bo z tego, co ja proponuję, nic ci nie pasuje.  
          Wyraźnie uwzięła się na mnie. Ja jej proponowałem ugodowo jakieś tam rozsądne rozwiązania, a ona to wszystko torpedowała, piętrząc przeszkody.
- Nalejesz wody do wanny i wejdziesz do niej, a potem usiądziesz na dnie. Ja przy twojej pomocy też do niej wejdę i przyklęknę pomiędzy twoimi nogami, wspierając się na tobie, a ty mnie umyjesz – tłumaczyła mi cierpliwie, jak dziad kozie na granicy, całą wymyśloną przez siebie procedurę, związaną z myciem jej ciała.
- A potem, co? Przyklękniesz pomiędzy moimi nogami i co dalej? - pytałem o dalszy przebieg tej swoistej procedury.
- Jak to, co? Ja umyję sobie twarz, a ty resztę mojego ciała – wyraźnie drażniła się ze mną.
- Taak? Przecież będziesz klęczeć, czyli będziesz miała wolne ręce. Co ci będzie przeszkadzać, żeby wtedy umyć się? Przecież sama mówiłaś, że bolą cię pośladki, a nie ręce, a ja też nie jestem robotem, tylko żywą istotą, do tego twoim bratem, gdybyś o tym zapomniała. Do tego bolą mnie jądra i jeżeli będę cię dotykał, wybuchnę. Chcesz tego? – próbowałem bronić się i uświadomić mojej siostrze, że moja wytrzymałość się kończy.
- I co się stanie, jak się spuścisz do wody? To będzie, jak naturalny dodatek do żelu do kąpieli.  Podobno do niektórych kosmetyków też dodają spermy, chyba zwierzęcej, która ma mieć jakiś tam wpływ na wygląd skóry.  
          Nie wytrzymałem i ryknąłem śmiechem. Siostra popatrzyła na mnie, jak na faceta o niespełna rozumie, lecz i do niej w końcu dotarło, co i o czym mówiła i to prawie w zawodowym stylu. Też się roześmiała, ale trwało to bardzo krotko.
- No to pośmialiśmy się, a teraz do roboty braciszku, Pamiętaj, co obiecałeś mamie. Że jej nie zawiedziesz, podobnie jak mnie i zajmiesz się mną. Teraz masz do tego okazję.
          Postawiła mnie przed ścianą i nie miałem wyboru. Nalałem wody do wanny, dodałem żelu do kąpania i wszedłem, a następnie usiadłem, tak jak przewidywała procedura siostry i rozłożyłem nogi. Nie uwzględniła w niej tylko jednej rzeczy, że będę podniecony, ja i mój kolega na dole.
          Zosia, trzymając się obrzeża wanny i wspierając się na mnie, weszła do wanny. Obrzuciła uważnym spojrzeniem mój sztywny, sterczący kilkunastocentymetrowy drążek, wyłaniający się z częściowo przyciętego owłosienia mojego krocza.  
- No, no! Mierzyłeś go? Wygląda mi całkiem, całkiem! Jak bym powiedziała dziewczynom, czym dysponuje mój braciszek, to nie wiem, czy nie musiałabym robić kolejkowych zapisów.
- Kurde, o czym ty mówisz? Spróbuj tylko pisnąć komuś, co tu się dzieje, a zobaczysz mnie wtedy ostatni raz – zagroziłem, chociaż byłem pewny, że o naszym życiu i naszych sprawach rodzinnych, Zosia raczej nikomu się dotychczas nie zwierzała.
- Braciszku, jak możesz? Jeszcze nigdy i nikomu słowa nie powiedziałam na temat naszej rodziny, pomimo, że moje koleżanki ze szkoły czy znajome dziewczyny nieraz opowiadały, chwaliły się czy zdradzały takie rodzinne sekrety, że włosy stawały mi dęba – zaskomlała żałośnie smutnym, drżącym i zawiedzionym głosem.  
Popatrzyła na mnie z takim wyrzutem w swoich załzawionych ślepkach, że poczułem się więcej niż podle.  
- Wybacz Zosiu! Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Uwierz mi, nigdy cię nie posądzałem ani nie podejrzewałem, że zdradzasz czy rozpowiadasz komuś o naszym rodzinnym życiu – zapewniałem siostrę, też łamiącym się ze wzruszenia głosem.
          Kiedy uklękła pomiędzy moimi nogami, objąłem jej drobne ciałko i przytuliłem do swojej piersi, całując słodki buziaczek mojej siostrzyczki i zcałowując łzy z jej migdałowych, smutnych ślepek. Wiele bym dał za to, żebym mógł cofnąć swoje słowa.  
          Uśmiechnęła się do mnie i zaczęła oddawać mi pocałunki, a mnie ogarnęła prawie euforia, że to śliczne, najdroższe mi dziewczątko, w jakiś sposób mi wybaczyło.
- Kocham cię braciszku i nigdy bym się na ciebie nie gniewała – powiedziała cichym, prawie wesołym już głosem.  
- To, jak? Umyjesz mnie teraz tak, jak prosiłam, braciszku? – zapytała, patrząc mi w oczy.
- Tak, czułem! Ba, wiedziałem, że tak to się skończy, ty mała manipulantko – powiedziałem żartobliwie, szczęśliwy, że pozbyliśmy się niedomówień i nic niedobrego już nas nie dzieli.
- A co do mycia, to wymyję cię tak, że przez tydzień nie będziesz musiała się myć – zapewniłem żartobliwie siostrę, która patrzyła na mnie z oddaniem i miłością.  
          Widziałem w jej oczach i czułem, że uczucie to miało nie wiele wspólnego z siostrzaną miłością. Cóż, sam dobrze wiedziałem, że na obecną chwilę w moim życiu też liczą się tylko dwie kobiety; mama i siostra.  
- A z tym, co zrobimy braciszku? – zapytała mała trzpiotka, dotykając mojego sztywniaka.
- Na razie zajmiemy się tobą, a później zobaczymy – oznajmiłem siostrze i sięgnąłem po włochatą rękawicę.
- Braciszku nie, proszę! Chcę czuć na ciele twoją ciepłą dłoń, a nie jakieś włochate to ‘coś’ –  natychmiast zaprotestowała. Nie ułatwiała mi zadania, ale trudno; jak się powiedziało ‘a’, trzeba powiedzieć ‘b’.
          Nabrałem na dłoń trochę jej ulubionego mydła w płynie i delikatnie namydliłem jej szyję, barki i okolice oraz piersi wraz z okolicami i bokami.
- Łaskoczesz troszkę, ale to przyjemne. Miło czuć twoje delikatne, ciepłe dłonie. Pamiętasz, jak kąpaliśmy się razem i jak mnie myłeś, kiedy byłam mała? A potem uznałeś, że jestem już duża i mogę sama o siebie zadbać. Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało. Płakałam i żaliłam się mamie, że mnie nie kochasz i jestem ci pewnie wstrętna. Dlaczego braciszku odrzuciłeś mnie wtedy? Pytałam mamy, czy to ona ci nie pozwoliła, ale to była twoja decyzja. Podobno, widząc moją rozpacz, próbowała wpłynąć na ciebie, a ty zaparłeś się w sobie. Dlaczego braciszku? Pozwalałeś mi spać ze sobą, a nie chciałeś się ze mną kąpać?  
          Co miałem jej odpowiedzieć? Przecież to był okres, kiedy dojrzewałem i budziła się moja seksualność. Dlaczego mama nie wyjaśniła jej, że to był trudny dla mnie okres, jak dla każdego chłopca w wieku dwunastu – piętnastu lat.  
          Właśnie wtedy kąpiąc się z Zosią, stanął mi po raz pierwszy kutas i zafascynowała mnie jej dziewczęca sylwetka. Ona bawiła się ze mną, a ja miałem pierwszy w życiu orgazm. Nie wiedziałem wtedy, co dzieje się ze mną, ale wystraszyłem się, że pociąga mnie moja mała siostrzyczka.  
          To wtedy kąpaliśmy się razem po raz ostatni. I to wtedy przyrzekłem sobie, że nie dotknę Zosi wcześniej, dopóki nie ukończy szesnastu lat. A teraz moja siostra wyciąga to z pamięci i to w takich okolicznościach.  
          To, ile kosztowało mnie, dotrzymanie złożonego mamie i samemu sobie przyrzeczenia, wiem tylko ja sam. Następnym krokiem miało być odseparowanie jej ode mnie i cierpliwe wyperswadowanie siostrze wspólnego sypiania.  
          Widziałem jednak rozpacz w oczach siostry, po zakończeniu wspólnych kąpieli, więc kiedy rano poczułem jej ciałko, wtulone we mnie, nie miałem sumienia, a może i chęci, żeby wyrzucić ją z mojego łóżka, pomimo podjętego przyrzeczenia.  
          Historia się powtarzała i widziałem, że sypiając ze mną, jakoś uporała się z faktem braku wspólnej kąpieli. Pomimo, że Zosia uznała możliwość spania ze mną za swój przywilej, to odpłacała się za to bardzo dobrą nauką i nie sprawianiem żadnych problemów wychowawczych mamie. O przywiązaniu do mnie, nawet nie wspominam.
          Podejmowałem, co prawda, w uzgodnieniu z mamą jakieś próby czy działania, aby odzwyczaić siostrę od spania ze mną i nakłonić ją do swojego łóżka. Ba, rozważałem nawet wyprowadzenie się z naszego mieszkania i wynajęcia jakiegoś lokum w mieście.
          Pojawiła się taka możliwość i to za niewielką opłatą tytułem czynszu. Ale mama została właśnie kierownikiem regionalnym i nie mogła poświęcić zbyt dużo czasu Zosi. Do tego mama zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo Zosia związana jest emocjonalnie ze mną i nigdy nie zrozumie, dlaczego odszedłem i ją zostawiłem.  
          Wiązało się to więc, ze zbyt dużym ryzykiem wyrządzenia Zosi niezasłużonej, dużej krzywdy. W miarę dorastania, Zosia jakimś cudem, bo dalej nie wiem, kiedy i jak to zrobiła, opanowała technikę owijania sobie bliskich osób wokół małego paluszka.
          Ta kochana, sprytna osóbka opanowała sztukę manipulacji i urabiania bliskich niemal do perfekcji. Kiedy czegoś potrzebowała czy potrzebuje i ktoś robi trudności z uzyskaniem tego ‘czegos’, nic nie mówi, tylko robi żałosną minkę, a potem wlepia w człowieka te swoje migdałowe, magnetyczne ślepka i po sprawie.
          Rzadko kiedy ktoś dał jej odpór i nie uzyskała tego, czego chciała. Między innymi tak się stało i z moimi usiłowaniami czy dążeniami do separacji w temacie wspólnego spania. Kiedy wlepiła wtedy we mnie te swoje ślepka, to nie było rzeczy, której bym dla niej nie zrobił. W ten sposób upadł temat naszej łóżkowej separacji.  
          Gdybym teraz chciał podsumować, ile przez te lata kosztowało mnie wspólne spanie i zaspokojenie tej swoistej fanaberii mojej siostrzyczki, to nawet trudno to sobie wyobrazić. Najważniejsze w tym było i jest to, że zdołałem utrzymać i utrzymuję na wodzy, buzujące we mnie wtedy i teraz, hormony.
          Przypuszczam, że Zosia nawet o tym nie wiedziała, chociaż pewności nie mam. Był też taki okres, że hormony jej też dały się mocno we znaki. Zmiany nastrojów, kłótliwość, obrażanie się bez żadnych powodów i bardzo bolesne miesiączki dopełniały całości dręczących ją problemów.
          Do tego duży temperament, rozbudzony nagle pociąg seksualny do osobników płci brzydkiej, nie ułatwiał nam wspólnego życia. Na szczęście udało nam się to wszystko przetrwać i pokonać, łącznie z różnego rodzaju pokusami, naturalnymi w naszym wieku.  
          Teraz kiedy siostra przypomniała mi moje przyrzeczenie, poczułem dużą ulgę, że właściwie mam to już za sobą. Dlatego tak ważne było dla mnie, zorganizowanie Zosi tych szesnastych urodzin.  
          Teraz kiedy los spłatał nam niezłego figla i Zosia potrzebuje ode mnie opieki  
  i pomocy w trybie ‘od zaraz’, pewnie czułbym się więcej niż nie komfortowo, gdyby to zdarzyło się wcześniej.  
          Stanąłbym przed nie lada problemem, niejako stojąc okrakiem na umownym rozdrożu. Z jednej strony; dotrzymanie własnego przyrzeczenia, a z drugiej udzielenie  siostrze niezbędnej pomocy. Zosia zdała sobie chyba sprawę, że toczę sam ze sobą jakiś wewnętrzny bój.
- Adamie, coś się stało? Widzę po twojej minie, że coś przeżywasz? Czy ma to związek ze mną? – zapytała z niepokojem w głosie. No, cóż, na kobiecą intuicję nie ma lekarstwa ani szczepionki.
- Nic się takiego nie stało, siostrzyczko! Przypomniałaś mi tylko o moim własnym przyrzeczeniu, które gdzieś tam mi umknęło. I to wszystko! – powiedziałem, starając się mówić to, neutralnym, prawie obojętnym tonem.
- To coś jest związane z nami, tak? – zapytała, dostrajając się do mnie.
- Tak siostrzyczko! To coś było związane z nami, ale obowiązywało do twoich szesnastych urodzin – oświadczyłem pogodnym, prawie wesołym tonem, patrząc Zosi prosto w oczy.
- Czyli umyjesz mnie? Cycki, cipkę i cała resztę, też?- bardziej stwierdziła, niż zapytała.
- Dlaczego miałbym tego nie zrobić? Przecież potrzebujesz mojej pomocy? Zresztą usilnie starałaś się przekonać mnie do tego. Od dziś siostrzyczko możesz liczyć zawsze na moją pomoc, i to w każdym zakresie i o każdej porze; rano, wieczorem, we dnie i w nocy - powiedziałem w miarę spokojnym, pogodnym głosem.
          To mówiąc, sięgnąłem po słuchawkę prysznicową, ustawiłem w miarę spokojny wypływ wody i delikatnie gładząc i pocierając, przemyłem i opłukałem namydlone wcześniej fragmenty jej ciała, łącznie z piersiami.  
          Robiłem to w miarę łagodnie i delikatnie, reagując na każdy gest czy znak mojej siostry. Zosia to zauważyła i wyczuła moje, coraz większe podniecenie i uśmiechnęła się, oblizując swoje usta.  
          Zwilżyłem wodą resztę jej ciała tak z przodu, jak i z tyłu, po czym namydliłem, a następnie myłem i spłukiwałem, wkładając w to wiele uczucia i delikatności.
Atmosfera, jaka wytworzyła się pomiędzy nami, aż iskrzyła od erotyczności i  
namiętności.  
          Milczeliśmy oboje, a ja starałem się nie pominąć żadnego fragmentu jej fantastycznego ciała. Zosia krzywiąc się trochę, też starała się, aby mi ułatwić jej mycie.  
           Tak jak poprzednio delikatnie umyłem jej piersi, tak teraz myłem jej krocze.
Zosia na tyle, na ile mogła, rozszerzyła nogi tak, abym swobodnie umył jej krocze, tak z przodu, jak i z tylu. Kiedy poczuła moje palce na swojej cipce, przysiadła z wrażenia.
- Ooo.. tak ..braciszku! Wsuń głębiej palce i suwaj od góry do dołu. Oooch… jak dobrze! Teraz delikatnie pocieraj ten guziczek na górze. Ooo.. tak. Rób tak dalej, raz wolniej, raz szybciej, ooo.. ooo. Braciszku, teraz trochę szybciej i mocniej. Ooo… dochodzę, ooo…
          Wsparła się o mnie i ciężko dyszała, a jej drobnym ciałkiem wstrząsały drgania. Po chwili podniosła głowę i uśmiech opromienił jej śliczna buzię.  
- Jesteś boski braciszku! Kocham cię, kocham! - prawie wykrzyczała mi w twarz. A po chwili wpiła się ustami w moje usta i powtórzyła to samo, co mama, całując do utraty tchu. ...cdn…

2 komentarze

 
  • iMoje3grosze

    :bravo:  
    i niecierpliwię czekam co dalej.
    Pozdrawiam

  • franco

    @iMoje3grosze Witam. Pisze się dalej. Dobrze cię widzieć, bo już myślałem, że wkurzyłeś się na mnie, za moją odpowiedz na twój post, ale OK. Jest  tak, jak myślałem. Nie należysz do tych, co obrażają się, o byle co. Co do pisania, prawda jest taka, że tłukę się też trochę na keyboardzie. Zająłem się, tak na serio, tworzeniem styli na własne potrzeby. Zajmuje to trochę czasu, a że doba ma tylko 24 godz., to muszę to jakoś podzielić. I na nudę też nie narzekam. Za post dziękuję i pozdrawiam

  • iMoje3grosze

    @franco  
    A więc ci zazdroszczę, że masz siłę i na pisanie i na granie. Co do obrażania się, to nie wiem o co? Na twój komentarz odpowiedziałem i mam nadzieję, że TY nie obrazisz się o "panienkę" :D Pozdrawiam i chętnie posłucham słynnego już czardasza.

  • emeryt

    Drogi Autorze, odcinek wyszedłTobie, jak zwykle, wspaniale.Trochę kojaży mi się z Oliwią. Ona też była, bez pamięci zakochana, też potrafiła postawić na swoim i też u niej rozpoczynały gotować się hormony. Co prawda, to w pełnym rozkwicie lato (które nas nie rozpieszcza) to, a ja ciągle przesyłam Tobie i całej twojej rodzinie dużo słońca ipogody ducha, oraz zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

  • franco

    @emeryt Witam. Pewnie jest to już jakieś 'zwichnięcie' u mnie, ale uwierz, że nie robię tego na zasadzie 'kopiuj-wklej'. Nawet nie zerkam w stronę tamtej opowiastki i jest to całkowicie nowa postać i nowy wytwór wyobrazni. Ale pewnie tak już mam, że pisząc o młodej dziewczynie, tak  mi się to mniej więcej kojarzy. Naprawdę widziałem w swoim życiu wiele zła, wiele krzywdy i pewnie dlatego mój umysł ucieka w dobro, piękno, sielankowość. Jest to pewnie jakaś forma grafomaństwa i niestety, nic na to nie poradzę. Musisz mnie odbierać takim, jakim jestem lub przestać psuć sobie oczy, czytając te moje wypociny. Też życzę ci duuużo zdrowia, pięknej, letniej pogody, ducha też. Tak tobie jak i całej Twojej Rodzince. Za post dziękuję i pozdrawiam