Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta pierwsza

Po wymianie słodkich słów i zapewnień o wzajemnych uczuciach, mama odwróciła się tyłem i przyciągnęła mnie do siebie, na łyżeczkę. Sięgnęła ręką do kutasa i wykonała parę posuwistych ruchów, powodując, że momentalnie urósł i zesztywniał.
          Wypięła swój cudowny tyłek w moją stronę, po czym manewrując tyłkiem i kutasem, nasunęła się na niego i dopychając się w moje krocze, wchłonęła go w siebie.
- Teraz możemy spać, Adasiu - mruknęła, ponownie przyciągając mnie ciasno do siebie.          
          Byliśmy oboje zmęczeni, więc szybko zasnęliśmy. Obudził mnie pęcherz. Otworzyłem oczy i poczułem ciepło bijące od ciała mamy. Odwróciłem głowę w jej stronę i w szarej poświacie wczesnego świtu, objąłem spojrzeniem jej sylwetkę.  
          Nie chciałem jej obudzić, więc odsunąłem się trochę i usiadłem, opuszczając nogi na podłogę. Podniosłem się i zerknąłem na zegarek w smartfonie. Było kilkanaście minut po trzeciej czyli za wcześnie na wstawanie. Udałem się do łazienki.  
          Wysikałem się i miałem wrócić do sypialni, kiedy usłyszałem delikatne pukanie. Otworzyłem drzwi i spotkałem się z szerokim uśmiechem mamy.  
- Już wychodzę, mamo - odezwałem się cicho.
- Nie musisz! Poczekaj, ja też się wysikam - usłyszałem cichy głos mamy.
- No, co? Jeżeli masz coś naprzeciw, to możesz się odwrócić - dodała, widząc moją minę.
          Cofnąłem się więc i mama usiadła na sedesie, zachowując się w sposób naturalny i patrząc na mnie, bez cienia zażenowania. Słysząc, jak sika, mój kutas natychmiast zareagował. Mama wysikała się, podtarła i podniosła się, opuszczając klapę sedesu.  
- Zdejmij spodenki i usiądź - poprosiła, uśmiechając się i klepiąc miejsce na klapie.  
          No i po spaniu! - przebiegło mi przez myśl, kiedy siadałem na sedesie, ze sterczącym do góry kutasem. Mama, patrząc mi w oczy, usiadła okrakiem na moich kolanach.  
- Wiem, że zachowuję się jak suka w cieczce, ale potrzebuję synu, tego twojego pięknego kutasa, w mojej cipce. Była bardzo długo zaniedbana, więc teraz rozbudzona, domaga się zaspokojenia - powiedziała, uśmiechając się do mnie i wzruszając lekko ramionami.  
          Była już mocno podniecona, wsunęła więc rękę w swoje krocze, zwilżyła palce i kilkakrotnie przesmarowała dłonią główkę mojego kutasa. Po nawilżeniu, uniosła się lekko, nakierowała kutasa na swoją szparkę i przysiadając powoli, wprowadziła go w siebie.  
          Zanim mogłem cokolwiek powiedzieć, przyciągnęła do siebie moją głowę i przylgnęła wilgotnymi wargami do moich ust, dysząc i całując mnie po francusku. Widziała i czuła, że kocham ją już nie tylko jako matkę, ale również jako piękną, powabną kobietę.
          Odpłacała mi dokładnie taką samą monetą, jako synowi, ale też mężczyźnie czy kochankowi. To była miłość w czystym wydaniu, a to, że była niezbyt akceptowalna, a właściwie zakazana, nie miało już poniekąd znaczenia, tak dla mamy, jak i dla mnie.  
          Siedząc na sedesie, nie miałem zbyt wiele do gadania czy robienia. Całą robotę odstawiała mama, a że chciała się kochać, a nie pieprzyć, więc kiwała się powoli na mnie, unosząc się i pracując lekko tyłkiem, a bardziej samymi biodrami czy mięśniami pochwy.  
          Suwając się, wciskała się w moje krocze i uruchamiała mięśnie pochwy, wywołując we mnie uczucie obmacywania mojego kutasa i podnosząc ciśnienie w moich jądrach. Patrzyła mi przy tym w oczy, a w jej spojrzeniu widziałem właśnie miłość i oddanie.  
- Nie masz mnie już dość, Adasiu? - zapytała po kilkunastu minutach tej, pozbawionej nieco jakiegokolwiek uniesienia czy emocji, intymnej dla nas obojga, zabawy.
- Mamo, to co robimy, ma sprawiać przyjemność przede wszystkim tobie. Jeżeli więc odpowiada ci taki sposób kochania się czy uprawiania seksu, nie mam nic przeciw temu. Mój kutas też czuje się bardzo dobrze w twojej przytulnej, gorącej norce. A patrzenie ci w oczy i całowanie się z tobą jest po prostu cudowne  - odpowiedziałem, zgodnie z prawdą.  
          Mama spojrzała mi głęboko w oczy i po chwili zobaczyłem w jej oczach łzy.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy synu, co to dla mnie znaczy i jak bardzo cię kocham? - usłyszałem pełne wzruszenia słowa mamy.
          Ponownie przyciągnęła moją głowę i pocałowała z taką, pełną miłości i pasji,  namiętnością, że przez chwilę bałem się, czy oboje wyjdziemy z tego żywi. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, oboje łapaliśmy powietrze, jak ryby wyjęte z wody.  
- To, co? Jeszcze jedną rundkę i wrócimy do sypialni. Będziemy mogli przespać się jeszcze trochę - powiedziała mama, wzmacniając szybkość suwania.    
- Chyba że chcesz czegoś ostrzejszego? - zapytała mama, obniżając się kroczem pomiędzy moje nogi i wciskając się maksymalnie we mnie.
          Mój kutas momentalnie odzyskał wigor, rozpychając się w cipce mamy.  
- Chyba zadziałało, bo czuję cię na szyjce. Czyżbyś chciał wedrzeć się głębiej i zapłodnić mamę? Te rejony nie były jeszcze odwiedzane - usłyszałem jej cichy śmiech i słodki głos.           Kiedy dopchnąłem się głębiej, syknęła boleśnie i zajęczała.  
- To zabolało mnie, ale i podnieciło. Jeszcze chwilę Adasiu i dojdę - zagruchała cicho, wbijając palce w moje ramiona i patrząc na mnie nieco zamglonym spojrzeniem.     
          Mocnymi ruchami bioder i tyłka dopychała się, ściskając kutasa jak kleszczami. Nasze usta ponownie spotkały się, a nasze ruchliwe języki eksplorowały nawzajem wnętrza naszych ust. Usiłowania mamy odniosły skutek i doszła z głośnym jękiem.  
          Przez chwilę obserwowałem mimikę na pięknej twarzy mojej mamy, kiedy przeżywała orgazm i wstrzymywałem wytrysk. Kiedy poczułem, że się odpręża i rozjaśnia na buzi, poluzowałem i trysnąłem głęboko w niej. Mama poczuła to i doszła po raz drugi.
          Było to jeszcze mocniejsze niż poprzednio. Byłem zauroczony widokiem, kiedy patrzyłem, jak mama dochodzi do siebie.  
- Jesteś taka piękna mamo, kiedy dochodzisz i przeżywasz orgazm. Kocham cię, mamo! - powiedziałem, czując jak mocne więzi łączą mnie z tą piękną kobietą, która była moja mama.
- Też cię kocham, Adasiu. To niesamowite, co ze mną wyczyniasz - usłyszałem emocjonalną wypowiedź mamy.
-  Z tobą mamo wszystko jest niesamowite, nawet coś tak prozaicznego, jak nasz seks - powiedziałem żartobliwie, starając się utrzymać powagę.
- Czy mój ukochany syn, z tym swoim, dość specyficznym, poczuciem humoru, nie chciałby się jeszcze trochę przespać? - zwróciła się do mnie mama.      
- Nawet nie wiesz mamo, jak bosko się czuję, kiedy zasypiam, przytulając się do ciebie.
          Mama uśmiechnęła się, słysząc moje słowa. Szybko więc odświeżyliśmy się w wannie i po chwili ponownie wylądowaliśmy w łóżku. Zosia dalej słodko spała, rozwalając się na posłaniu. Mama obserwowała przez chwilę nagie ciało Zosi.
- Wiesz, że żal mi ją budzić, ale jeśli chcemy położyć się, musimy ją jakoś przesunąć. Chyba że pójdziemy na górę i położymy się na twoim łóżku? - zaproponowała mama.
- Mamo, rano będzie miała pretensję do nas obojga, że ją zostawiliśmy samą. Myślę, że lepiej będzie spróbować ją przesunąć. Jeżeli obudzi się, to trudno - powiedziałem i oboje z mamą spróbowaliśmy przesunąć Zosię. Nie było to takie proste, więc spróbowałem zrobić to sam.
          Leżała na wznak, więc położyłem się koło niej tyłem i zacząłem ją delikatnie przepychać, centymetr po centymetrze. W pewnej chwili, będąc pod moim naporem,  odwróciła się, więc błyskawicznie dosunąłem się i ponownie naparłem na jej ciało. Udało się.
          Nie budząc jej, przepchnąłem Zosię na tyle, że oboje z mamą mogliśmy się w miarę wygodnie położyć. Mama powtórzyła manewr z moim kutasem i leżąc za nią na łyżeczkę, ponownie wsunąłem kutasa w jej cipkę, po czym, oboje zasnęliśmy.  
          Kiedy ponownie obudziłem się, było jasno i cicho w pokoju. Zerknąłem na zegarek i dochodziła ósma. Byłem sam. Czułem się wypoczęty i trochę rozczarowany tym, że zostawiono mnie samego, bo z chęcią rozpocząłbym dzień od czegoś miłego.  
          Poderwałem się i z przyzwyczajenia uporządkowałem oraz nakryłem posłanie narzutą, po czym, udałem się do łazienki. Zrobiłem szybką toaletę i z ręcznikiem okręconym wokół bioder, wyszedłem do pokoju na drugim piętrze.  
          Założyłem świeże slipy i spodenki oraz t-shirt i ruszyłem na dół, szukać moich dziewczyn i mamy. Zastałem je wszystkie w kuchni. Kiedy mnie zobaczyły, ich uśmiechy mogły rozjaśnić pokój.  
- Mogłyście mnie obudzić, a nie zostawiać samego - burknąłem naburmuszonym tonem.
- No, i bądź tu mądry! Człowiek się stara, żeby dziecko wyspało się i wypoczęło, a ten tu zamiast podziękować, to wyjeżdża z pretensjami - skwitowała moje naburmuszenie mama, śmiejąc się i lekko nabijając się ze mnie.  
- A mówiłam ci mamo, że tak będzie! Kto jak kto, ale ja zdążyłam już poznać poranne humory mojego braciszka - stwierdziła sarkastycznie moja mądralińska siostra.
- Hola, hola, moje panie! Nie najeżdżać mi tu na mojego bratanka. Miał prawo być zmęczony. Jest na wakacjach i dobrze, że sobie pospał - ujęła się za mną Ela, tylko że nie o to chodziło.
          Tak mama, jak i dziewczyny popatrzyły na Elę nieco zdziwionym wzrokiem.
- No, co? On jest jeden, a was trzy. Ktoś musiał się za nim ująć - Ela szła dalej w zaparte, broniąc mnie jak niepodległości, tak jakby nie słyszała, co powiedziałem wcześniej.
          Wyszło to nieco komicznie, bo to ja wszystko zacząłem, a mama i Zosia tylko skomentowały moją odzywkę, którą obie uznały za niezbyt fortunną. A Ela zachowała się jak typowa kwoka, broniąc mnie i uznając, że mama i siostra mnie zaatakowały.  
          Najgorsze w tym było to, że kochałem je wszystkie i uważałem za najbliższe mi osoby. Pomyślałem więc, że cokolwiek teraz zrobię, wyjdę na głupka czy to wobec mamy i Zosi, czy Eli. Na moje szczęście Ela zreflektowała się.
          Dotarło do niej, że broni mnie przed mamą i Zosią, które wypowiedziały żartobliwe uwagi pod moim adresem, ale była to odpowiedź na moje słowa.  
- No, cóż! Myślę, że chyba trochę przegięłam. Próbowałam wciąć się między wódkę a zakąskę, prawda, Alu? Tak się zapędziłam, że nawet nie zwróciłam uwagi, że to Adam zaczął to wszystko - sumitowała się z kolei Ela.
- OK. Zakończmy ten spór, właściwie o nic. Ale miło mi słyszeć Elu, że traktujesz już mojego syna, jako kogoś bardzo ci bliskiego. I niech tak zostanie. Mam też rozumieć, że raczej nie rozważasz tego, żeby przyłączyć się do nas, abyśmy wspólnie porajzowali tym wspaniałym jachtem, po tutejszych jeziorach - zwróciła się mama do Eli.
- Pewnie znasz Alu to powiedzenie, że; ktoś musi pracować, żeby ktoś mógł odpoczywać. To może odnosić się też do mnie. Tak się składa, że teraz oboje z tatą musimy trzymać rękę na pulsie. Jest pełnia sezonu i pojawiają się problemy, które musimy na bieżąco rozwiązywać. Dlatego po cichu liczymy, że oboje z Adamem włączycie się, w miarę szybko, czynnie w ten nasz rodzinny biznes i równie szybko ogarniecie to, co jest niezbędne, abyśmy oboje z tatą mogli spokojnie zdać się na was i wybrać się na odpoczynek. Szczególnie tata tego bardzo potrzebuje. Ale teraz nie myśl o tym Alu i ciesz się okazją, że możesz wspólnie z dziećmi spędzić przyjemnie czas czy to na wodach mazurskich jezior, czy w którymś z naszych hoteli. Byłoby to połączenie przyjemnego z pożytecznym, bo mielibyście okazję zapoznać się trochę z tym, z czym przyjdzie wam się zmierzyć już w niedalekiej przyszłości - powiedziała Ela.          
          Mówiąc to, mimochodem wtrąciła sugestię, abyśmy rozważyli możliwość podzielenia naszego wspólnego wypoczywania na dwie fazy; jedną na pływanie jachtem, a drugą; na zwiedzaniu Mazur z użyciem samochodu i wykorzystaniu, jako bazy, hoteli firmy.  
          Ta druga możliwość wiązałaby się z zapoznaniem się z działalnością hoteli oraz obiektów z nimi związanych, w tym wypożyczalni sprzętu motorowo-wodnego. Z tego, co było mi wiadomo, dziadek posiadał trzy hotele na Mazurach i jeden nad Bałtykiem.
          Hotel w miejscowości nadmorskiej cieszył się dużą popularnością i był właśnie rozbudowywany. Dlatego, między innymi, ani Ela ani dziadek nie mogli sobie pozwolić na wypoczynek. Ogarnięcie tego wszystkiego, też było prawdziwym wyzwaniem.
          Zjedliśmy w końcu śniadanie i po uporządkowaniu kuchni, pożegnaliśmy się z Elą i dziadkiem, zabraliśmy prowiant, przygotowany przez Elę i torby z ciuchami mamy, naszymi oraz Kamili, po czym, całą czwórką ruszyliśmy w stronę mariny dziadka.
          Weszliśmy na pokład i odblokowałem drzwi do kabin i do sterówek. Panie zaczęły się przebierać w stroje kąpielowe, a ja przeprowadziłem kontrolę łodzi oraz układu napędowego i sterowniczego, po czym, uruchomiłem silniki na biegu jałowym.  
          Upewniłem się, co do sprawności chłodzenia i zrzuciłem cumy z polerów. Wróciłem na łódź, zawiesiłem cumy na wieszakach i ściągnąłem trap, mocując go do stojaka. Jacht był gotowy do podróży. Mama wyszła z kabiny i dołączyła do mnie w sterówce.
- Na coś czekamy jeszcze, Adasiu? - zapytała mama, obdarzając mnie słodkim buziakiem.  
- Chciałem się upewnić mamo, czy macie wszystko, co potrzebujecie, zanim odbijemy od pomostu? - powiedziałem, szczerząc się do mamy w uśmiechu.
- No, no! Faktycznie zachowujesz się, jak kapitan na statku. Ale myślę, że możesz odbijać, kapitanie - powiedziała mama, śmiejąc się i dociskając się ciasno do mnie.  
          Cieszyłem się, czując mamę przy sobie. Chyba ona też czuła się dobrze ze mną. Objęła mnie ramieniem i kiedy odwróciłem się do niej, ponownie przylgnęła do mnie ustami. Kiedy usłyszała, że dziewczyny wychodzą z kabiny, oderwała się ode mnie.  
          Cofnąłem lekko przepustnice i łódź zaczęła oddalać się powoli od pomostu. Po chwili byliśmy już na torze wodnym, prowadzącym w stronę jeziora. Wspomagając się sterem strumieniowym, ustawiłem łódź dziobem w kierunku jeziora i pchnąłem przepustnice.
          Kiedy Zosia z Kamilą podeszły do nas, ustawiłem przepustnice na minimum, aby utrzymać tylko sterowność łodzi.  
- Gdzie moje panie chcą płynąć? - zwróciłem się bezosobowo do całej trójki, chcąc poznać życzenia moich pań, co do rodzaju wypoczynku i ewentualnej trasy.  
- Gdzieś, gdzie będziemy mogły opalać się nago - wypaliła naraz Zosia.  
- A ty mamo, masz jakieś swoje życzenia czy upodobania w tym zakresie? - zwróciłem się do mamy.
- Na razie cieszę się, że jestem z wami i że mamy do dyspozycji taką piękną łódź. A co do kierunku, trasy czy miejsca, to przecież nie znam tych stron i zdaję się całkowicie na was - odpowiedziała mama.
- Kamilo, jesteś tutejsza, znasz może gdzieś w tych okolicach jakieś ustronne miejsce, gdzie moglibyśmy popłynąć i gdzie mogłybyście opalać się w stylu nude? - zwróciłem się do Kamili, która znała mazurskie jeziora niewątpliwie lepiej, niż każde z nas.  
          Popatrzyła uważnie na mamę, Zosię, a w końcu na mnie. Widocznie miała jakieś obiekcje czy wątpliwości, czy mówimy poważnie, czy żartujemy.  
- Mając do dyspozycji ten jacht, sądzę, że nie powinno być z tym problemu - odparła, widząc, że  nie robimy sobie z niej jaj, tylko zwracamy się do niej, jako do mieszkanki tych stron.  
- To ja proponuję, żebyśmy popłynęli Adasiu tam, gdzie już byliśmy. Myślę, że spodoba się to, tak mamie, jak i tobie Kamilo - powiedziała Zosia.      
- Macie jakieś swoje przemyślenia czy zgadzacie się z Zosią? - zwróciłem się do mamy i Kamili.  
          Pokręciły przecząco, a następnie pokiwały głową, co miało oznaczać, że nie mają przemyśleń i zgadają się z Zosią. Pchnąłem więc przepustnice i ruszyliśmy w stronę szlaku wodnego. Po kilku minutach dopłynęliśmy do szlaku i skręciliśmy w lewo.  
          Ruch na szlaku wodnym był dość spory , więc musiałem uważać, szczególnie na łodzie żaglowe. Kierunek wiatru na jeziorze zmieniał się, jak kolory w kalejdoskopie, więc żeby gdziekolwiek dopłynąć, żaglówki musiały mocno halsować.  
          W miarę upływu czasu udało mi się wyprzedzić wszystkie żaglówki i mogłem przyspieszyć. Chciałem zaimponować mamie i zaprezentować możliwości jachtu oraz moje umiejętności,  jako sternika motorowo-wodnego i popłynąć przez chwilę ślizgiem.
          Rozejrzałem się i nie widząc już żadnych łodzi, przystani czy innych obiektów, którym mogłaby zagrażać fala, spowodowana przez nasz jacht płynący w ślizgu, mogłem to zrobić, tym bardziej, że głębokość jeziora pozwalała na to.  
- Mamo, chciałbym pokazać ci możliwości tej łodzi i jest w tej chwili taka możliwość. Chcesz poczuć przez chwilę wiatr we włosach? - zapytałem mamę.
          Popatrzyła na mnie i pokiwała energicznie głową. Wysunęła się ze sterówki  i dołączyła do Zosi i Kamili, stojących przy relingu dziobowym. Kiedy stanęła obok Zosi oraz Kamili, swoją dziewczęcą sylwetką niewiele różniła się od obu dziewczyn.  
          Pchnąłem mocno przepustnice do przodu i po chwili jacht, z głośnym rykiem silników, uniósł się dziobem nad powierzchnię, prując po wodzie z szybkością ponad czterdziestu km/h i tworząc za rufą głęboką bruzdę w tafli jeziora.  
          Tak mama, jak i dziewczyny obejrzały się w moją stronę, pokazując mi kciuki, wzniesione do góry. Zaczęliśmy się szybko zbliżać do przesmyku, więc powoli zmniejszałem prędkość do bezpiecznych dziesięciu km/h.      
                                                          **********
                        Przepraszam, ale muszę zakończyć tę część, bo nie jestem w stanie nic więcej napisać. Nie wiem czy zostanie to opublikowane, czy zatrzymane w poczekalni, więc mimo, że to nie miało skończyć się w ten sposób, na tym kończę.  


                                                           **********

PS. Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, Wszystkim Czytającym; Czytelniczkom i Czytelnikom życzę Zdrowych, Spokojnych i Pogodnych Świąt.  
          Oby nikogo z Państwa i Państwa rodzin nie dopadło to micro-świństwo, które sparaliżowało świat i unicestwiło już tyle ludzkich istnień. Miejmy nadzieję, że nadchodząca wiosna i wspaniałe, gorące lato, pozwolą odetchnąć i cieszyć się chwilą, zbliżającego się końca panoszenia się covid -19 na tej Naszej Matce Ziemi.  
          Serdecznie pozdrawiam Wszystkich Czytających i dziękuję za wszystkie posty oraz dobre i miłe słowa pod moim adresem. Nie wiem, co jest grane, ale gdyby miało to być moim ostatnim spotkaniem z Państwem na tym Portalu, przepraszam wszystkich za moje uchybienia i błędy, a za wszystko, co dobre, jeszcze raz serdecznie dziękuję.    -      franek42

11 komentarze

 
  • iMoje3grosze

    Bardzo, ale to bardzo mnie wystraszyłeś. Już słyszałem wycie „eR”-ki odwożącej cię na oddział covidowy.  :cray:  
    Ufff, Co za ulga...  :rotfl: , ale to dopiero po przeczytaniu komentarzy.
    I tu wzięła mnie ochota na :spanki:  tobie, Mistrzu i administratorowi.
    Tobie, bo siejesz panikę, zamiast znaleźć rozwiązanie, oprócz wcześniej już proponowanych, są inne portale lub możesz założyć własną stronę, a my stali twoi czytelnicy :run:  :run:  :run:  :run:  :run:  Twoja strona, twoje reklamy i twoje pieniądze :cheers:  

    Administratorze, czemu siejesz panikę wśród nas stałych odwiedzających LOL24?
    Proszę o wyjaśnienie, czemu nie szanuje się najbardziej poczytnego autora na tej platformie oraz dużego grona jego fanów?

    Mistrzu, choć nie zawsze mi się podoba co piszesz, to z ciekawością i przyjemnością czytam twoje opowiadania. W porównaniu do twoich początków, uważam cię za dojrzałego pisarza potrafiącego świetnie władać piórem. Masz własny styl i odwagę łamania tematów tabu. Więc nie rezygnuj, PROSZĘ PISZ DALEJ.
    I oczywiście dbaj o siebie i unikaj „eR”-ek. :bravo:

  • franco

    @iMoje3grosze Witam. Pewnie masz rację, jak zawsze zresztą. Ale prawdę mówiąc, z tych wszystkich portali, ten odpowiada mi najbardziej. Może to przyzwyczajenie, może potrzeba stabilności, albo jedno i drugie. Zasadniczym problemem na tym portalu nie jest kwestia poczekalni, jako takiej, tylko brak kontaktu i odpowiedzi, co do zastrzeżeń i powodów wstrzymywania publikacji. Zresztą, to już nieważne. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten przedłużony pobyt w poczekalni i brak kontaktu z Adminem, odebrał mi chęć pisania. Coś we mnie pękło i na razie mam pustkę w głowie. Siadam do komputera i próbuję coś pisać, ale moje myśli krążą gdzieś daleko od tematu i pisania. A smętna, listopadowa pogoda i ogólna sytuacja polityczno-gospodarcza, tylko pogarsza sprawę. Ale 'nic to' jak mawiał Wołodyjowski. A teraz co do covid-19, to na razie udało mi się uniknąć tej microgadziny i jestem po pierwszej dawce szczepienia. Co do samego szczepienia, to po pierwsze; nawet nie poczułem iniekcji, a po drugie; nie wiem czy to się przyjęło, bo nie odczułem żadnej reakcji. Zero bólu, zaczerwienienia czy jakichkolwiek objawów. Druga dawka ma być w maju. Liczę też, że moje szare komórki obudzą się z drzemki czy letargu i wrócę do pisania. I to by było na tyle. Dziękuję ci za post, za dobre słowo i za kopa w tyłek. Może pomoże i wstrząśnie mną na tyle, że wezmę się do roboty, w podzięce za tak szczere słowa wsparcia. Też trzymaj się zdrowo i unikaj tej chińskiej micrognidy. Pozdrawiam

  • El

    Noi kozacko lecisz dalej mordo

  • franco

    @El Witam. Podejmuję próby, ale coś się zacięło. A za post dziękuję i pozdrawiam

  • Milf

    Nie kończ, pisz dalej. To jest świetne. :bravo:  :bravo:  :yahoo:

  • franco

    @Milf Witam. Nie zamierzam kończyć i jedziemy dalej. A za post i duchowe wsparcie dziękuję i pozdrawiam. Buziaczki

  • Milf

    @franco  :kiss:  :kiss:

  • Gaba

    Nareszcie

  • franco

    @Gaba Witam. Wygląda na to, że tak łatwo nie pozbędziecie się mnie. Miło było czytać wyrazy wsparcia. Dziękuję i pozdrwiam

  • Gaba

    @franco Eeee tam, od razu pozbyć, nie przesadzaj. Bierz się  :chatownik: i już!
    Pozdrawiam Cię

  • St.sz

    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu puszczono Ci z poczekalni ten odcinek. Mam tylko nadzieję, że nie będzie powtarzać się ta historia po kolejnych częściach. Brawo i prośba o następne. Jak mówiono w starożytności ,,dziękuję za już i poproszę o jeszcze". Pozdrówki i zdrówka.

  • franco

    @St.sz Witam. Ja też się cieszę. Byłoby mi przykro rozstawać się z Wami. Dziękuję za wyrazy wsparcia. Pozdrawiam

  • St.sz

    @franco: No i o to chodziło. I tak niech pozostanie. Pozdrówki. :hi:  :hi:

  • trantolo

    Super opowiadania pisz dalej  :bravo:  :bravo:  :bravo: Z niecierpliwością czekam na kolejne

  • franco

    @trantolo Witam. Za post dziękuję i pozdrawiam. Wygląda na to, że jedziemy dalej

  • trantolo

    @franco no i brawo ty nawet nie wiesz ile radości sprawiasz czytelnikom. Czekam niecierpliwie

  • bosman

    Franku nie rób nam tego i pisz dalej jesteś bodaj że najwięcej czytanym autorem patrząc na wejscia na twoje opowiadania.Żal było by Cię utracić ja osobiści z utęsknieniem czekam na kolejną część opowiadania.Życzę Ci zdrowych wesołych świąt i mokrego dyngusa

  • franek42

    @bosman Witam. Dziękuję Ci za post i życzenia. A co do pisania, to na razie straciłem chęć, bo prawdopodobnie komuś nie za bardzo przypadło do gustu moje pisanie. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawia,

  • Gaba

    @franek42 najlepsze jest to, że popełniłeś pierdylion odcinków w opowiadaniach których to jest też multum, aż mi się z wrodzonego lenistwa nie chce tego liczyć....i teraz nagle ktoś dostrzegł "coś".
    Mrożek klasyk, tego by nie wymyślił Hahaha!

  • Gaba

    Czy odczytuję właściwie zakończenie odcinka? Czy to jest pożegnanie z czytelnikami???  

    Więc tak : ja nie wiem o co chodzi, ale nie wyobrażam sobie tego, że ma Ciebie tu nie być. Jest to nie-mo-żli-we i nawet nie dopuszczam takiej myśli! Z drugiej strony.... Nie takie rzeczy widziałem i przeżyłem w moim życiu... Mało co jest mnie w stanie zaskoczyć. Mogę to skwitować tylko jednym słowem - SZKODA!

    Dzięki Ci za fajne chwilę które dawałeś swoim pisaniem, za język i kulturę słowa. Dzięki!

    No i spokojnych i ZDROWYCH świąt życzę. Trzymaj się dzielnie!

  • franek42

    @Gaba Witam. Dziękuję Ci za post i życzenia, które w pełni odwzajemniam. A co do kontynuacji, to naprawdę nie wiem, co jest grane. Próbowałem skontaktować się z Adminem, zero kontaktu. Chciałem się dowiedzieć coś na temat zastrzeżeń. Widocznie komuś niezbyt odpowiada, to co piszę. To tyle gwoli wyjaśnienia. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam

  • Gaba

    @franek42 w ogóle są jaja. Na głównej ostatnie awanse 5 dni temu....

  • emeryt

    Drogi Franku, w 100% popieram mojego poprzednika. Jak zwykle życzę Tobie dużo zdrowia. Wiem że te nadchodzące Święta Wielkanocne nie będą tak radosne i rodzinne jak dawniej bywało. Prawie każdemu przybyło trosk i dodatkowych kłopotów, lecz możemy choć trochę spoglądać w przyszłość z domieszką optymizmu, czego życzę Tobie z całego serca. Jeszcze zaz pozdrawiam - twój zawsze wdzięczny czytelnik: emeryt.

  • franco

    @emeryt Witam i tak jak poprzednio, dziękuję Ci za post i życzenia. A co kontynuacji tej mojej zabawy słowem, to nie zależy to ode mnie. Pozdrawiam serdecznie

  • St.sz

    franek42@: Wzajemniściuchno odżyczam Samych Najfajnistości, czyli Wesołego Jajka i Smacznego Alleluja. A co do ,,ostatności", to proszę nawet tak nie żartować, Wracaj po świętach pełen zdrowia, wigoru i nowych pomysłów. Aha jeszcze weny do dalszego pisania. Nie wyobrażam sobie (pewnie nie tylko ja), żeby miało Ciebie tu zabraknąć. Kwestie różnorodności akcji pozostawiam Autorowi. Alleluja i do przodu. :bravo:  :danss:  :hi:

  • franco

    @St.sz Witam i dziękuję za post i życzenia w Twoim stylu. A co do możliwości kontynuowania, to niestety nie zależy ode mnie. Admin wstrzymał publikację, więc być może będzie to koniec moich występów na tym portalu. I to by było na tyle w tym temacie. Pozdrawiam

  • Duży misiu

    Napisz może później o relacji dziadek-Zosia, i może mama zajmie sie czule Ela i tesciem 🔥😁🍀

  • franco

    @Duży misiu Witam. No, cóż. Za post i sugestie dziękuję. Nie wiem tylko czy będzie możliwa kontynuacja, bo portal wstrzymał publikację moich opowiadań. To tyle. Pozdrawiam

  • Duży misiu

    @franco. To pisz dalej pod innym tytułem i jak będzie potrzeba to pod nowym nickiem