Czystokrwista #1

Czystokrwista #1Kalici, czyli niezwykła odmiana ludzi, żyła w czasach, gdzie cały świat podzielony był na królestwa. W każdym z nich obowiązywała zasada czystości krwi. Polegała ona na tym, że krew każdego kality badano. Jeżeli czystość takiej krwi wynosiła powyżej 50%, to ta osoba została skazywana na śmierć. Kalici, którzy nie chcieli poddać się badaniu, zostali skazywani na tortury. Kalici mogli żyć tyle ile chcą. Zabić ich jedynie mogło jakiekolwiek ostrze. W królestwach nie było chorób, więc nie byli zagrożeni śmiercią. Co z tymi torturowanymi? Byli męczeni przez różne maszyny do póki nie zgodzili się przebadać.  

W jednym z królestw rządził król Bewa II. Jego królestwo nazwane zostało Agofą. Nie była to zwykła ziemia. Pokryta była nadzwyczaj zieloną trawą i zawsze świeciło tam słońce. Był tam największy las ze wszystkich królestw. Mieszkały tam białe jelenie. Brudnokrwiści mogli wybrać sobie jelenia. Różniły się one tylko kolorem oczu. Jelenie służyły jako oddani przyjaciele i słudzy. Bardzo pomagały Kalitom.  
Gdy król Bewa II miał 30 lat, na świat przyszła jego córka. Od najmłodszych lat skradała serca wszystkich. Była piękna i inteligentna. Miała długie i czarne jak noc włosy, a także takiego samego koloru oczy. Jej cera była biała jak śnieg. Czasami lekko przechodziła w pudrowy róż. Natomiast jej usta były koloru krwi, a na imię miała Blood.  

-Stresujesz się? – zapytał mnie ojciec wchodząc do komnaty. Dzisiaj moje 18 urodziny i jednocześnie jestem poddana testu czystości krwi. Oczywiście, że się boję. Ojciec ma brudną krew. Jego test wyniósł 0% i właśnie dlatego mógł sam założyć królestwo. Niby szansa na milion, że krew córki króla Bewy przekroczy 50%, ale i tak się boję. To widać. Jednak zawsze robiłam dobrą minę do złej gry.

-Nie – uśmiechnęłam się wstając z krzesła i podeszłam do ojca – Zapnij proszę – podałam mu srebrny naszyjnik z niebieskim kamieniem w środku i odwróciłam się. Ubrana byłam w czarne spodnie i czarną koszulę pobłyskiwaną srebrem. Ojciec zapiął mi naszyjnik, odwróciłam się i przytuliłam go – Trzymaj za mnie kciuki. Jeżeli wrócę z jeleniem to masz się cieszyć – zaśmiałam się i wyszłam z komnaty. Szłam przez długi złoty korytarz. Co chwila spotykałam służące, które mi się kłaniały. Nie lubiłam tego. Chodzenia w długich sukniach również. Chciałam być normalna, ale niestety nie zawsze ma się to co pragniemy. Przed zamkiem dosiadłam mojego czarnego konia i ruszyłam do chatki w lesie. Byłam tam pół godziny później. Przywiązałam konia do gałęzi i weszłam do środka. Oczywiście Kalita odpowiadający za magię, ukłonił się. Zaprosił mnie na krzesło, a ja posłusznie zrobiłam tak jak chciał. Wbił mi w rękę igłę i odsysał krew. Po chwili wydał się być zdenerwowany.  

-Musisz stąd odejść. Królowi powiedz, że źle się poczułaś i odesłałem cię do domu – powiedział pospiesznie i chciał mnie wyrzucić za drzwi.

-Zaraz, zaraz jaki mam wynik testu?! – krzyknęłam i zamknęłam drzwi zanim zdążył mnie wyrzucić z chatki.

-Masz najczystszą krew w całym królestwie i jeszcze dalej. Twój wynik to 100%. Nie pozwolę cię zabić, dlatego na kartce masz napisane 0%. Tak jak miał twój ojciec. Jedź po jelenia i nikomu nic nie mów. Nawet ojcu – Wyprosił mnie za drzwi, a ja kucnęłam ze zdziwienia. Ja i 100%? Nie to jest niemożliwe. Jak? Skoro tata miał 0% to ja też powinnam tyle mieć. W końcu się podniosłam i z kartką pobiegłam do Kality leśnego. Zobaczył moją kartkę i pozwolił mi losować jelenia. Nacisnęłam przycisk losu, a na obrazku pojawiły się czarne oczy.

-Gorzej trafić nie mogłaś królewno – zaczął się śmiał leśny.

-Dlaczego? – zapytałam nie wiedząc o co chodzi.

-Białe jelenie z czarnymi oczami to osobniki z ciężkim charakterem. Albo uda ci się go ujarzmić, albo będziesz martwa. Przed tobą trudna robota. Idź – wskazał na drogę do lasu. Bez zastanowienia weszłam do środka. Gorzej już być nie mogło. Po długich poszukiwaniach w końcu znalazłam zdobycz. Wyszłam naprzeciw jeleniowi. On popatrzył na mnie i ruszył z całej torpedy w moją stronę. Pokazałam przed nim rękę. On natychmiast zatrzymał się.  

-Królewa? – zapytał. Tak, czystokrwiści mogą rozmawiać z jeleniami.  

-Tak, a ty zostałeś mi dany – zaśmiałam się i usiadłam na podłodze.

-Do tego jesteś czystokrwista – zaczął krążyć wkoło mnie – Powinienem cię zabić – stanął za mną. Nie wiedziałam co chce zrobić. Po prostu siedziałam.

-Czuję, że nie jesteś tym faktem zadowolony – położył swoją głowę na moim ramieniu zaraz po tym jak się za mną położył.

-Masz rację – rozciął moją dłoń – Jak to zrobiłaś, że mogłaś wylosować jelenia?

-Kalita magii sfałszował test – przyłożyłam swoją rękę do jego serca, a ona wsiąknęła do niego.  

-Dochowam twojego sekretu. W końcu jestem twój – wskazał na swój grzbiet. Posłusznie wstałam i wsiadłam, a on ruszył. Przy bramie Kalita leśny, czyli Nasol zapisał nas na długą listę, do kogo należy jeleń i pozwolił jechać. Liczył na to, że umrę, a tu nagle wracam z łagodnym jeleniem. Trafił mi się dobry egzemplarz. Obok chatki Warfila przesiadłam się na konia. Do zamku dotarłam niedługo później. Mój tata czekał już na mnie w bramie. Zsiadłam i przytuliłam go. Pokazałam mu kartkę. Uśmiechnął się. Widać, że był zadowolony. Szkoda tylko, że to kłamstwo.  

-Jak się nazywasz? – zapytałam mojego jelenia, gdy odprowadzałam go do stajni.

-Dylan moja pani – popatrzył na mnie.

-Mów mi Blood. Jakbyś czegoś potrzebował to wołaj – uśmiechnęłam się i odeszłam zamykając Dylana w boksie. Przed bramą zauważyłam strażników, którzy prowadzą szarpiącego się chłopaka. W Sali tronowej był mój ojciec. Po chwili dołączyłam do niego, a ku moim oczom ukazał się ten sam chłopak, który przed chwilą był prowadzony przez strażników.

-Królu, temu Kalicie test wyszedł pozytywnie w 51% - powiedział jeden ze strażników, a mój ojciec zaczął się zastanawiać. Wiedziałam co czeka tego chłopaka i nie chciałam pozwolić na to, by stracił życie.

-Egzekucja jutro o 12. Możesz ogłosić – rzekł mój ojciec i machnął ręką na znak żeby wyszli.

-Nie! –krzyknęłam i wtedy wszystkich wzroki spojrzały na mnie.
-Co ty robisz kochanie? – zapytał mnie mój ojciec.

-Skazujesz tego chłopaka bo jest czystokrwisty w 1%? Oszalałeś! Jeżeli chcesz jego skazać na śmierć to mnie też musisz! – ciągle krzyczałam. Mojemu ojcu opadły ręce.

-Wiesz, że muszę. Tobie test wyszedł w 0% , więc nie mogę cię zabić. Nigdy dotąd nie przeszkadzało ci to – mówił to spokojnie. Coraz bardziej się we mnie gotowało, ale ojciec pokiwał głową na znak, żeby zostawili chłopaka w spokoju – Wypuśćcie go i na teście napiszcie 50%. Niech w Salomos zadecydują co z nim zrobić – powiedział i wstał z tronu. Tym co test wyniósł 50% byli przewożeni do sądu w Salomos – Blood do biblioteki w tym momencie! – krzyknął mój ojciec zaraz po tym jak strażnicy puścili chłopaka. Niechętnie poszłam do biblioteki.

-Blood co to miało być? – zapytał siadając na fotelu. Nie mogłam dłużej ukrywać przed ojcem tego, że jestem czystokrwista. Spojrzałam czy nikt nie słyszy i wtedy otwarłam swoje krwiste usta.

-Ojcze ja jestem taka sama jak on. Czystokrwista – spojrzał na mnie niedowierzając.

-Blood kto o tym jeszcze wie? – wstał i mnie przytulił. Zrobiło mi się ciepło. Właśnie tego potrzebowałam.  

-Kalita magii i Dylan –szepnęłam do jego ucha.  

-Kochanie jeżeli ludzie się dowiedzą to zabiją i ciebie, i wszystkich tych, którzy wiedzieli – odwrócił się do mnie tyłem – To w końcu ile miałaś procent?

-100% tato – podeszłam do niego.

-Musisz zostać królową, aby nie mogli cię zabić. Musisz wyjść za kogoś za mąż – ponownie opadł na fotel.

-Nie, tylko nie to! – krzyknęłam, ale za razem powiedziałam to cicho.

-Zastanowimy się nad tym jutro – uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło – Dobranoc – rzekł, a ja wyszłam z królewskiej biblioteki. Pobiegłam do stajni. Musiałam z kimś porozmawiać.

-Dylan? – zapytałam i otworzyłam jego boks. Nie było go tam. Nagle wyłonił mi się zza pleców.

-Co się stało? Jesteś cała roztrzęsiona – popatrzył w moje oczy, z których wypłynęły łzy. Wiedziałam, że już się domyśla o co chodzi. Po chwili podszedł bliżej mnie i położył swoją głowę na moim ramieniu – Co teraz będzie?

-Nie mam pojęcia. Może ucieknę. Tak to dobry pomysł – wstałam i przytuliłam go.

-Dokąd? – zapytał , gdy go już puściłam.

- Nie wiem. Zaczekaj tutaj. Przyjdę o równej północy. Wezmę ubrania i jedzenie. Uciekniemy z Agofy i zamieszkamy w innym królestwie – pokiwał głową, a ja pobiegłam do swojej komnaty. Godzinę przed poszłam do kuchni. Wzięłam tyle jedzenia ile mogłam. Następnie z szafy wyjęłam kilka par spodni i koszul. Słyszałam przechodzącego strażnika. Otworzyłam drzwi i po cichu wybiegłam. W boksie chciałam, żeby Dylan zabrał dwie torby, a ja pojadę na koniu. Nie zgodził się. Kazał, żebym to ja wsiadła na niego, a koń niech zabierze torby. Nie robiło mi to wielkiej różnicy.  

-Wiesz, że ten koń będzie sprawiał nam tylko problemy? – spojrzał na mnie i po chwili zdjęłam torby z konia – Weź tylko jedzenie – pokiwałam głową, a Dylan zaczął biec.

-Zatrzymaj się przy chatce Warfila – poklepałam go. Po chwili zatrzymał się, a ja zeszłam z niego i zaczęłam pukać do drzwi. Niedługo potem mi otworzył.

-Przepraszam, że pukam o tej godzinie. Mógłbyś coś dla mnie zrobić? – weszłam do jego chatki. On się zgodził, a ja zaczęłam mu opowiadać o planie. Nie zaprzeczał tylko sfałszował po raz drugi test. Wybiegłam od niego i ponownie pognałam z Dylanem przed siebie.  
Biegł już kilka godzin. Rozkazałam mu się zatrzymać. Posłusznie to zrobił.

-Idź się napić. Tutaj odpoczniemy – wskazałam na pobliską rzekę.

-Ja mogę biec dalej – powiedział, gdy skończył pić. Zaprzeczyłam i położyłam się na trawie blisko drzewa. Dylan zrobił tak samo. Wtuliłam się w jego miękkie futerko. Obudziłam się rano. Przeczesałam ręką moje długie czarne włosy i nagle zauważyłam strażników mojego ojca.

-Tam jest! – krzyknął jeden z nich.  

-Dylan! – teraz ja krzyknęłam, a mój jeleń wstał – Biegnij – szepnęłam mu do ucha, a on ruszył. Biegł bardzo szybko. Strażników zgubiliśmy już kilka minut temu. Wbiegliśmy do lasu. Nagle na jednym z drzew zobaczyłam kartkę z moim wizerunkiem. Dylan podszedł bliżej. Pisało na niej, że zaginęłam. Nikt nie mógł mnie znaleźć.

-Dylan każdy wie jak wyglądam. Szybko nas znajdą. To nie ma sensu – schowałam twarz w dłonie. Myślałam, ale nic nie przychodziło mi do głowy.

-Nie znajdą. Trzeba cię zmienić.

7 komentarzy

 
  • Olf

    Hmmm... Zasada czystości krwi i jak ktoś ma powyżej 50% czystej krwi to jest skazywany na śmierć?

  • Malawasaczka03

    Mega! :)

  • Xgodna

    @Malawasaczka03 Dziękuję! <3

  • Somebody

    Jak dla mnie trochę chaotyczne. Wszystko działo się strasznie szybko. Ale ok, czekam na dalej :)

  • Xgodna

    @Somebody Wezmę to sobie do serca i na pewno zwolnię przebieg wydarzeń ;)

  • Prunella

    Czekam na następną :)

  • Xgodna

    @Prunella <3

  • SlodziaK

    Zaciekawiłaś mnie <3 kiedy następna?

  • Xgodna

    @SlodziaK Jeszcze nie wiem ;D jak tylko ją skończę

  • Misiaczek0222

    Daję łapkę w górę :*

  • Xgodna

    @Misiaczek0222 Dziękuję :*

  • Night

    Ciekawa treść :) dobrze napisane ;) miło się czytało :* chętnie przeczytam następną <3

  • Xgodna

    @Night Strasznie miło mi usłyszeć takie słowa od osoby, która pisze jedno z najlepszych opowiadań na tej stronie <3

  • Night

    @Xgodna To nic wielkiego...masz potencjał i to widać...trzymam za ciebie kciuki <3

  • Xgodna

    @Night Bardzo dziękuję! <3