Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta

Kiedy mama i Ela zobaczyły, co dzieje się ze mną, obie podeszły do mnie i zaczęły mnie uspokajać czy pocieszać.
- Adasiu! Nie rób nam tego. Weź się w garść i zachowuj się, jak mężczyzna. Każdemu może się zdarzyć, że powie czy zrobi coś niestosownego. Więc zdarzyło ci się i nic się nie stało. Wiesz, że obie cię kochamy i nie chcemy dla ciebie źle. A że zwróciłam ci uwagę, więc nie zrobiłam tego złośliwie ani żeby ci dokuczyć. Twoja mama, być może, nawet tego nie zauważyła, a jeśli usłyszała, to myślę, że pewnie i tak by sama nie weszła do salonu. A więc najlepiej będzie, jak pójdziemy tam razem i będzie po sprawie - powiedziała Ela, patrząc na mamę z uśmiechem i razem weszliśmy do salonu.
          Zosia zobaczyła mamę i poderwała się z fotela, na którym siedziała razem z dziadkiem.
- Dziadziu, mama tu jest i pewnie chce się z tobą przywitać - oznajmiła radośnie dziadkowi.  
          Mama podeszła do dziadka, który wstał z fotela i uśmiechając się serdecznie, otworzył ramiona, obejmując mamę. Przez chwilę trwali w uścisku, nic nie mówiąc. Po chwili dziadek wypuścił mamę z objęcia i poklepując po ramieniu, serdecznie ucałował w policzki.
          Mama uśmiechając się radośnie, zrewanżowała się, całując dziadka najpierw w policzki, a potem w usta. Zaskoczyła go tym zupełnie i przez chwilę był w szoku.  
- No, to udało ci się Alu. Któryś raz zaskoczyłaś mnie. Wprawiłaś mnie w zakłopotanie, bo przypomniałaś mi, jak bardzo myliłem się w swojej ocenie, co do ciebie. Ale zapewniam cię, że ci to wynagrodzę, w czym usilnie wspiera mnie Ela. Dobrze, że jesteś. Aby nie nadużywać za bardzo twojej cierpliwości i zabierać czasu na wypoczynek, chciałbym, abyśmy przeszli na chwilę do mojego gabinetu - powiedział dziadek, obejmując serdecznym gestem mamę.
- Zosiu i Kamilo! Pozwólcie, że na chwilę zostawimy was tu samych i w czwórkę udamy się do gabinetu - powiedział dziadek, zagarniając mamę, Elę i mnie.  
          Weszliśmy do jego przestronnego gabinetu i usiedliśmy w fotelach stojących przy okrągłym stoliku kawowym, na którym Ela wcześniej postawiła napoje i szklanki. Dziadek wyciągnął z biurka, dwa spięte spinaczami pliki dokumentów i usiadł w fotelu.
- Droga Alu i Adamie! Chcę was poinformować, że Jacek, mój syn, a twój mąż i ojciec Adama, definitywnie zrezygnował i odciął się od naszej firmy oraz rodzinnych interesów.
     Wybrał łatwiejszy, według niego, sposób na życie, bez rygorów, odpowiedzialności i zasad, z dala od nas i naszej rodziny. Rozmawialiśmy z nim tylko przez telefon, bo nawet nie raczył spotkać się z nami. Myślę, że obawiał się spotkania z Elą, po tym, co jej zrobił.  
     Po przeprowadzeniu z nim kilku rozmów, oboje z Elą zaakceptowaliśmy to, dając mu wolną rękę i swobodę w wyborze własnej drogi życia. Uznaliśmy, że nie ma sensu zmuszać mojego syna, a jej brata, do robienia czegoś, czego on nigdy nie lubił. Nigdy też nie identyfikował się z naszą firmą. Okazał przy tym dużą ilość dobrej woli, bo honorowo i dobrowolnie, bez żadnego nacisku czy sugestii z naszej strony, aktem notarialnym zrzekł się i zrezygnował z wszelkich uprawnień czy roszczeń do naszej firmy w przyszłości.  
     Uznaliśmy więc oboje z Elą, że zasługuje na to, aby zabezpieczyć w jakiś sposób jego przyszłość i byt na przyzwoitym poziomie. Utworzyliśmy więc dla niego fundusz powierniczy, z którego będzie mógł korzystać, oczywiście pod pewnymi warunkami ( w tym; żadnych używek, narkotyków i hazardu).  
     Zgodził się na to i przyjął przedstawione warunki. Poza tym, uznał, że jeżeli powiedział ‘a’ i nie chce mieć nic do czynienia z naszą firmą, bez żadnego specjalnego nacisku z naszej strony, powiedział też ‘b’ i zrzekł się notarialnie wszelkich swoich uprawnień w firmie, na rzecz waszego syna Alu, Adama.  
     Jego uprawnienia w firmie, jako mojego syna i spadkobiercy obejmowały określoną część udziałów, obok mnie, Eli i małej grupy pracowników z kadry zarządczej firmy. Łączne udziały naszej trójki obejmowały dziewięćdziesiąt procent wartości firmy. Przyjmując to,  jako sto procent, dotychczas czterdzieści procent udziałów przypadało na mnie, a pozostałe sześćdziesiąt po połowie na moje dzieci, czyli na Elę i Jacka.  
     Zgodnie z tym, co powiedziałem, udziały przypadające na Jacka, przeszłyby więc na Adama. Oboje z Elą doszliśmy jednak do wniosku, żeby prawo do udziałów przyznać również Alu tobie, jako synowej, bratowej i matce Adama. Uznaliśmy, że to ci się należy.
     Tak więc nasza obecna propozycja w zakresie udziałów w firmie byłaby następująca; trzydzieści pięć procent przypadałoby na mnie, jako założyciela tej firmy, Ela, jako moja zastępczyni objęłaby dwadzieścia pięć procent, podobnie jak Adam. Ty Alu jako synowa i matka Adama objęłabyś pozostałe piętnaście procent. Poza tym, oboje z Adamem weszlibyście w skład ścisłego kierownictwa firmy.
     Biorąc pod uwagę wiek Adama, przewidujemy oboje z Elą, jego czynny udział w kierowaniu firmą, dopiero po ukończeniu przez niego dwudziestu jeden lat, a pełny udział i funkcję mojego zastępcy, po ukończeniu studiów, czyli po około czterech latach. Do tego czasu będzie studiował i nabierał doświadczenia.  
     Oczywiście w miarę nabierania przez Adama wiedzy i doświadczenia, będę cedował na niego określone zadania, związane z działalnością firmy. Jeżeli wszystko będzie przebiegało w miarę poprawnie, podobnie, jak studia i rozwój Adama, po ukończeniu studiów i nabyciu niezbędnego doświadczenia, będzie mógł przejąć po mnie kierownictwo firmy.  
     A ja zadowolę się wtedy funkcją przewodniczącego rady nadzorczej firmy i bycie jego głównym doradcą. Jeżeli to, co powiedziałem w jakiś tam sposób was satysfakcjonuje, to proszę, abyście wyrazili swoją zgodę i podpisali się pod tymi dokumentami.  
     To wszystko zostanie odpowiednio przetworzone i zabezpieczone prawnie przez nasze biuro prawne oraz odpowiednie agendy czy urzędy. Pozostaje jeszcze sprawa waszego mieszkania i zatrudnienia. W tym kompleksie mieszkalno-komercyjnym są dwa spore i przyzwoicie wyposażone mieszkania, więc kwestia lokum nie stanowi problemu.  
     Które z nich wybierzecie, my z Elą to zaakceptujemy. Teraz kwestia twojego Alu zatrudnienia. Oboje z Elą widzimy cię, jako jednego z wiceprezesów zarządu. Wykorzystując swoje doświadczenie menedżerskie, byłabyś Alu moim mobilnym zastępcą, ogarniającym cały przekrój działalności naszej firmy oraz bezpośrednim mentorem dla Adama.  
     Wiem, że musisz to przemyśleć i poukładać sobie wszystko tak, aby miało to ręce i nogi. Mam na myśli tak twoje obecne przedsięwzięcie, jak również decyzję, czy będziesz to dalej kontynuować, czy też zdecydujesz się na pracę w naszej rodzinnej firmie. Ela, tak jak dotychczas, będzie zajmować się w firmie całą sferą ekonomiczną, administracyjną i księgowością, wciągając w to oczywiście Adama i ucząc go biznesu.
     A teraz co do Zosi. Są co prawda wakacje, ale jeżeli zdecydujesz się na dołączenie do nas i na pracę w naszej firmie, która stanie się wtedy i waszą firmą, to musisz zdecydować czy Zosia będzie kontynuowała naukę w liceum publicznym, czy wolałabyś, aby uczęszczała do któregoś działających w naszym regionie liceów prywatnych.    
     I to by było tyle, co miałbym do powiedzenia na temat naszej propozycji, adresowanej tak do ciebie Alu, jak i do Adama. Ale o szczegółach Alu porozmawiamy i dopracujemy je wtedy, kiedy przetrawisz to wszystko na spokojnie i podejmiesz określoną decyzję.  
     Ponieważ przyjechałaś wypocząć i nabrać sił, więc teraz wypada mi tylko życzyć ci  spokojnego, aktywnego wypoczynku w otoczeniu własnych dzieci. Do kontynuacji tej rozmowy powrócimy, kiedy będziesz na to gotowa.  
     Teraz wiesz już Alu, jakie zamiary mamy wobec ciebie i twoich dzieci, więc masz o czym myśleć. Ale dość już o sprawach poważnych i oficjalnych. Teraz moja droga Alu ciesz się towarzystwem twoich dzieci i nabieraj sił, bo cokolwiek postanowisz, to będziesz ich potrzebować bardzo dużo.  
          Dziadek skończył, sięgnął po dokumenty i wręczył jeden plik mamie, a drugi mnie. Przebiegłem szybko oczami i zobaczyłem, że jednym z dokumentów, jest zrzeczenie się
formalne swoich uprawnień w firmie dziadka, przez mojego ojca Jacka.
          Drugim dokumentem był wypis z rejestru i propozycja nowego podziału prawa
własności oraz udziałów w firmie. Trzecim była gwarancja zapewnienia mieszkania i pracy, po wyrażeniu przez nas wstępnej zgody, tak dla mamy, jak i dla mnie.
          Mama, podobnie jak ja, też przebiegła oczami po dokumentach i milcząc,  sięgnęła po długopis i złożyła podpis w zaznaczonym dla niej miejscu. Widać było, że bije się z myślami i chce coś powiedzieć, ale wzruszenie odebrało jej głos.  
          Przez chwilę machała dłońmi przed ustami, jakby jej brakowało powietrza. W  
końcu przełamała się i podniosła głowę, patrząc na mnie, Elę i dziadka z oczami pełnymi łez.  
- Janie, Elu! Nie mam słów, na powiedzenie tego, co teraz czuję. Przede wszystkim dziękuję wam. Mogę powiedzieć tylko tyle; nie wiem, co wami kierowało, ale sprawiacie, że mam ochotę krzyczeć, śmiać się i … płakać. Mogłam spodziewać się wszystkiego, ale nie tego, że oboje będziecie tak wspaniałomyślni i w ten sposób dołączycie mnie oraz moje dzieci do waszej rodziny.  
     Mówię waszej, bo wszyscy wiemy, że dotychczas, z takich czy innych względów, nie byliśmy rodziną w pełnym znaczeniu tego słowa. Żyliśmy bardziej z dala czy obok siebie niż jako bliska rodzina. Tym dokumentem powodujecie, że stajemy się faktycznie jedną rodziną. Wybaczcie, ale wzruszenie dławi mnie i nie pozwala mówić.  
          Mama przerwała i głęboko westchnęła, ponownie mieszając dłońmi powietrze.
- A ty synu, też podpisz ten dokument, nie zawracając sobie za bardzo głowy szczegółami. Twoja ciocia i twój dziadek okazują nam w ten sposób zaufanie. Na pewno to przemyśleli i cokolwiek teraz zrobią czy nam zaproponują, będzie to tylko pogłębienie czy wzmocnienie tego swoistego aktu wiary w nas. Wierzę głęboko w to, że ich nie zawiedziemy i uda się nam odwdzięczyć, za ich zaufanie.
          Mama w pełnych emocji słowach, łamiącym się ze wzruszenia głosem,  podsumowała niejako nasze spotkanie z dziadkiem i Elą. Nie dziwiłem się, że tak to odebrała. Była wrażliwą, uczuciową osobą i jak dotychczas, to zebrała od życia niezasłużone cięgi.  
          Zakochała się w mężczyźnie, który nie zasługiwał na jej uczucie. Sponiewierał ją psychicznie i fizycznie, ale nie załamała się. Wzięła się z życiem za bary i wygrała. I to mając na głowie dwoje dzieci. A teraz los uśmiechnął się tak do niej, jak i do nas, jej dzieci.
          Poszedłem więc za przykładem mamy i podpisałem się pod dokumentami, wyrażając tym samym, że oboje z wdzięcznością przyjmujemy propozycję dziadka i Eli. Mama podniosła się z fotela i kiedy wszyscy podnieśliśmy się, podeszła najpierw do dziadka.  
          Objęła go ramionami i zamknęła w serdecznym uścisku.
- Dziękuję Janie, tak tobie jak i Eli. Jesteście niesamowici i dalej nie znajduję  słów, które oddałyby to, co w tej chwili czuję. Zapewniam was, że oboje z Adamem zrobimy wszystko, żeby się wam odwdzięczyć - powiedziała i gorącym całusem w usta, podziękowała najpierw dziadkowi, a następnie powtórzyła to z Elą. Oczywiście, było w tym dużo szczerego uczucia, popartego głębokim, łzawym wzruszeniem.  
          Kiedy obie panie trwały we wzruszającym uścisku, podszedłem do dziadka. Wyciągnął do mnie rękę, którą uścisnąłem z szacunkiem, a potem dziadek poddał się chwili i objął mnie ojcowskim gestem i przytulił.
- Nawet nie wiesz Adamie, jak cieszę się, że mam tak wspaniałego wnuka i wnuczkę - usłyszałem słowa dziadka.
          Skorzystałem więc z okazji, żeby podziękować dziadkowi, za pozwolenie na skorzystanie z jego osobistego, wypasionego auta, mówiąc mu, jak super mi się jechało.
- To cieszę się, że ci przypasowało. Kiedy Ela powiedziała mi, że wybrałeś do jazdy do Olsztyna to auto, oboje uznaliśmy, że byłaby szkoda, żeby stało i rdzewiało w garażu. Więc zdecydowaliśmy, żeby ci go przekazać, tym bardziej, że oboje z mamą będziecie dużo jeździć po terenie. Tak więc to auto jest już twoje. Wydałem dyspozycję, aby zrobiono gruntowny przegląd w firmowym serwisie Volvo. Po przeglądzie, upoważnię cię do korzystania z tego samochodu bezterminowo i bez ograniczeń - powiedział dziadek.
          Po czym, podszedł do barku i wyjął z niego dwie butelki; szampana i koniaku.
Postawił je na stoliku i wrócił do barku po kielichy; do szampana i do koniaku.
- Wypada dotrzymać tradycji i zakończyć to nasze spotkanie odpowiednim  toastem. Czym pijemy ten toast; brandy czy szampanem? - zwrócił się bezosobowo do pań i do mnie.
          Skończyło się na tym, że pierwszy toast wzniósł dziadek szampanem, a drugi, w formie podziękowania wzniosła mama, z tym, że panie piły szampana, a ja i dziadek, Napoleona. Na tym zakończyliśmy nasze oficjalne spotkanie i powróciliśmy do salonu.    
          Nasze spotkanie trochę trwało, więc kiedy pojawiliśmy się w salonie, dziewczyny obrzuciły nas zaciekawionymi spojrzeniami.  
- Wygląda na to, że jak wskazują wasze miny, załatwiliście wszystko pozytywnie - odezwała się Zosia.
- Tak córciu! Ciocia i dziadziuś okazali się tak wspaniałomyślni, że zaproponowali pracę w swojej firmie, tak mnie jak i Adamowi. Tak więc czeka nas wszystkich przeprowadzka i to dość szybko, abyś od września mogła już rozpocząć naukę w którymś z tutejszych liceów.
          Mama nie skończyła jeszcze mówić, kiedy Zosia poderwała się i rzuciła się najpierw do Eli, obsypując ją w swoim stylu żywiołowymi całusami i podziękowaniami, a potem do dziadka, wskakując mu na kolana i dziękując uściskami oraz słodkimi całusami.
          Kiedy tornado radości i podziękowań w wydaniu Zosi opadło, dziadek usiadł w fotelu, mama z Zosią na kanapie, a Ela przeprosiła nas i miała zamiar udać się do kuchni zająć się kolacją, ale mama też się poderwała, deklarując swoją pomoc. To samo zrobiła Kamila.
- OK. Myślę, że poradziłabym sobie sama, ale nie chcę was zniechęcać - powiedziała Ela.
          Udały się więc we trójkę do kuchni, a Zosia usiadła na kanapie w pobliżu dziadka.
- Dziadziu, czy możesz przybliżyć mi to wszystko, o czym powiedziała mama? To znaczy,  coś o pracy mamy i konieczności naszej przeprowadzki - zwróciła się Zosia do dziadka.
- Zosiu, zostaw dzisiaj dziadzia w spokoju. Oboje z mamą wyjaśnimy ci jutro wszystko, kiedy będziemy już na łodzi - oznajmiłem siostrze, nie chcąc, aby absorbowała i zawracała głowę  dziadkowi pytaniami, na które my też znaliśmy odpowiedź.
          Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że dziadek był już pod wpływem Zosi.  
- Adasiu, cenię sobie twoją troskę o mnie, ale myślę, że nie ubędzie mnie, jeśli wyjaśnię czy przybliżę Zosi to, o czym rozmawialiśmy w moim gabinecie - uciął dziadek nieformalną dyskusję pomiędzy Zosią i mną.
          Zamknąłem się więc i usiadłem grzecznie na kanapie. Dziadek zmierzył mnie wzrokiem, po czym, uśmiechnął się.
- Bez urazy Adamie! Po prostu Zosia też powinna być tam z nami, ale że nie wypadało zostawiać Kamili samej, więc została z nią, bo ją o to poprosiłem. Teraz natomiast, jako członek naszej rodziny i młoda kobieta, zasługuje na szczyptę informacji, na temat tego, o czym rozmawialiśmy - powiedział, zwracając się do mnie.  
          Dziadek chyba uznał, że po jego słowach mogłem poczuć się niezbyt komfortowo, więc starał się zatrzeć wrażenie, że przywołał mnie lekko do porządku. Nim jednak zaczął mówić, w salonie pojawiły się nasze panie, wnosząc kolację.       
- Porozmawiamy Zosiu po kolacji - powiedział dziadek, podnosząc się z fotela i podając rękę Zosi, jak prawdziwej damie, oboje ruszyli w stronę jadalni.
          Kolacja przebiegła w dość swobodnej i miłej atmosferze. Po skończeniu, Ela poprosiła mnie i Kamilę, o pomoc w uprzątnięciu jadalni i myciu naczyń. Fuknęła przy tym lekko na mamę, kiedy ta chciała do nas dołączyć.
- Daj sobie Alu spokój. Jesteś gościem, więc zachowuj się, jak na gościa przystało. Jeżeli jesteś zmęczona, to Zosia zaprowadzi cię do sypialni, pomoże i dotrzyma ci towarzystwa.  
Jeżeli natomiast chcesz jeszcze porozmawiać, to towarzystwa dotrzyma ci tata z Zosią. My za chwilę do was dołączymy - powiedziała.  
          Mama widząc, że z Elą nie wygra, wybrała towarzystwo dziadka i Zosi. My natomiast w trójkę zajęliśmy się porządkami. Uprzątnięcie jadalni i mycie naczyń przebiegło dość sprawnie. Było przy tym też trochę zabawy i po kilkunastu minutach było po wszystkim.  
          Ponieważ w trakcie zmywania naczyń, bluzki Eli i Kamili trochę ucierpiały, obie postanowiły odświeżyć się i przebrać. Udały się więc na pierwsze piętro, a ja dołączyłem do towarzystwa w salonie. Akurat prowadzili dość ożywioną rozmowę.
          Rozanielona mina Zosi świadczyła, że dziadek przekazał jej już treść naszej rozmowy w gabinecie. Oznaczało to, że perspektywa wspólnego zamieszkania naszej rodziny wraz z Elą i dziadkiem w Mikołajkach, nie tylko jej odpowiadała, ale była nią zachwycona.  
          Porozmawialiśmy jeszcze trochę o sprawach ogólnych i zobaczyłem, że mama jest już wyraźnie zmęczona i spogląda na mnie z nadzieją, że spróbuję coś z tym zrobić. Sama nie chciała urazić dziadka, więc liczyła na mnie, że wytłumaczę ją przed dziadkiem.
- Nie wiem, jak wy, ale ja mam na dziś dość. Dziadziu, nie chciałbym, żebyś uważał mnie za mięczaka, ale z chęcią odświeżyłbym się i przytulił głowę do poduszki. Pewnie i mama zrobiłaby to z miłą chęcią, bo ma więcej kilometrów za sobą, niż ja. Więc może zakończmy na dziś ten dość niezwykły i owocny dla nas dzień i przymierzmy się do snu - powiedziałem, szczerząc do dziadka zęby, w nieco udawanym uśmiechu.
          Dziadek pewnie też miał dość, bo moje słowa przyjął z wyraźną ulgą. Chyba przejął się za bardzo rolą gospodarza i nie wypadało mu powiedzieć tego, co ja zrobiłem z rozbrajającą szczerością. Nie czekaliśmy więc na Elę i Kamilę, dźwigając tyłki z foteli.
          Dziadek chciał jeszcze wejść na chwilę do gabinetu, więc życząc sobie nawzajem dobrej nocy, pożegnaliśmy się z dziadkiem, ja uściskiem dłoni, a mama z Zosią, buziakami. Dziadek poszedł więc do gabinetu, a my po schodach na górę.  
          Przechodząc koło sypialni Eli usłyszeliśmy głośne śmiechy Eli i Kamili. Było nam to poniekąd na rękę, bo mogliśmy zająć się sobą, we własnym rodzinnym gronie. W pewnej chwili dotarło do mnie, że Ela, więcej niż prawdopodobnie, tak to zaprogramowała.
          Znała relacje moje i Zosi, więc mimo, że nie wiedziała na pewno, jakie więzi łączą mnie z mamą, to że byliśmy z mamą ponad półgodziny sami na łodzi, dało jej pewnie wiele do myślenia. Przy tym sama nawiązała sympatyczne, prawie serdeczne więzi z Kamilą.      
          Weszliśmy do sypialni mamy. Mama przeciągnęła się i spojrzała na nas oboje.
- Macie mi coś do powiedzenia, czy mam to z was wyciągnąć? - zapytała.
- Mamo, moglibyśmy pewnie dalej udawać, że nie wiemy, o co ci chodzi, ale jest tak, jak się domyślasz. To że jesteśmy z Zosią kochankami, wie tak Ela, jak i dziadek. Kamila również - powiedziałem, zgodnie z prawdą.
- No to przynajmniej wiem, na czym stoimy. Macie jeszcze chęć na jakąś wspólną zabawę, czy chcecie iść już spać? - mama nawet nie próbowała zaprzeczać, że jeśli nawet nie była  pewna, to domyślała się, jakie więzi łączą mnie i Zosię.
- Mamo, to zależy tylko od ciebie. Wiesz, jak bardzo cię kochamy, ale jesteś naszą mamą i nie będziemy ci narzucać się z naszymi propozycjami. A poza tym, masz prawo być zmęczona - powiedziała Zosia, co zabrzmiało bardzo dorośle i dojrzale.
- OK. Widzę córciu, że szybko doroślejesz. Idziemy się więc odświeżyć i wracamy. Myślę, że będzie nam się lepiej spało - mama nie ukrywała, że wypowiedź Zosi jej zaimponowała.
          Rozebraliśmy się więc do bielizny i weszliśmy do dość dużej, dobrze wyposażonej łazienki. Mama rozejrzała się i pokiwała z podziwem głową.  
- Ten, kto to wszystko projektował, miał dobrze poukładane w głowie. Każda kobieta byłaby zadowolona z takiej łazienki. Jest w niej wszystko, co niezbędne - wyraziła mama swoją opinię o łazience.  
- Mamo, mówi się, że pieniądze podobno szczęścia nie dają, ale znakomicie ułatwiają życie.  
          Słysząc moje słowa, rzucone, ot tak sobie, mama spojrzała na mnie i też pokiwała głową.  
- No, no. Wygląda na to, że mam dwoje nie tylko dojrzałych, ale i mądrych dzieci -  skwitowała mama moją odzywkę, nawiązującą do stanu posiadania dziadka i Eli.
- Nie wiem, czy zwróciłeś Adasiu uwagę, że w propozycji dziadka nie ma słowa, o wartości pojedynczego udziału czy całej firmy. Ale nie dziwi mnie to bardzo, bo tak poważna zmiana personalna i własnościowa musi być poprzedzona jakąś formą sprawozdania finansowego.  
     I dopiero kiedy będzie przygotowana nowa umowa własnościowa, będzie podana wartość firmy przyporządkowana do udziałów - powiedziała mama, kończąc nasze rozważania na temat firmy dziadka i Eli, która dzięki hojności dziadka stawała się również naszą firmą.          
          Na chwilę w łazience zapadło milczenie. Zosia widząc, że mama ma jakieś obiekcje, szybko pozbyła się stanika i majteczek. Spojrzałem na mamę i uśmiechnąłem się. Odpowiedziała mi uśmiechem i dalej nie bardzo wiedziała, jak się zachować.
          Wzruszyłem ramionami, po czym ściągnąłem spodenki, nie bacząc, że mój kutas jest już sztywny i sterczy. Mama widząc to, była lekko zażenowana, ale po chwili, patrząc mi prosto w oczy, rozpięła powoli stanik. Odłożyła go, po czym zdjęła majtki.  
          Byłem wprost zafascynowany, patrząc na cudowne, nagie ciało mojej mamy. Jej sfalowane blond włosy sięgały jej ramion, tuż nad jej cudownymi, sterczącymi cyckami.   Wyprostowane sutki stały dumnie i wysoko. Mama przyłapała moje spojrzenie.  
          Obróciła się w moją stronę i rozchyliła lekko nogi. Patrzyła na mnie i na jej  twarzy pojawił się szeroki uśmiech, widząc, jak wpatruję się w jej ogoloną cipkę. Uroku dodawało małe pasmo ciemno blond włosów, przycięte w uroczy trapezik.  
          Widząc te dwie nagie, piękne, cudowne wręcz istoty, byłem pod wrażeniem.  Zdawałem sobie sprawę, jakim jestem szczęściarzem. Kochałem je jako najbliższe mi osoby, ale wiedziałem, że sam też nie jestem im obojętny. Chyba nawet bardziej mamie niż Zosi.
          Zosia traktowała mnie już raczej, jako coś oczywistego w jej życiu i nie zawracała sobie głowy tym, że jestem jej bratem, ale dla mamy byłem nadal przede wszystkim synem. A to, że ją uwiodłem i stałem się kochankiem, było dla mamy problemem.
          Mama widząc, że żadne z jej dzieci nie robi problemu z nagości, podeszła do wanny i puściła wodę. Ustaliła temperaturę i weszła do wanny, klękając. Zosia weszła za nią i obie przez chwilę patrzyły na mnie. A właściwie na mojego sztywniaka.  
          Podszedłem do umywalki i zacząłem myć zęby. Widząc, że je lekko olałem, zajęły się sobą. Namydliły się i mama wzięła słuchawkę, po czym zaczęła myć i spłukiwać ciało Zosi, przy okazji pieszcząc ją i drażniąc jej cipkę czy drobne cycki. Była zadowolona.
          Zosia nie chcąc być gorsza, też zaczęła się mamie rewanżować i odwzajemniać jej pieszczoty, tylko z większą pasją i zaangażowaniem. Przez chwilę obserwowałem je.
- Będziesz się gapił czy wejdziesz tu do nas, żebyśmy się zajęły tym sterczącym biedakiem?
          Szeroki uśmiech mamy mógł rozjaśnić pokój i mówił sam za siebie.  
- Nie będzie lepiej mamo, jak szybko opłuczę się i przeniesiemy się na wygodne łóżko w twojej sypialni? - wyrzuciłem z siebie retoryczne pytanie.  
- Pewnie masz rację! - stwierdziła krótko mama i kiedy zakończyły mycie, wyszły z wanny.
          Kiedy obie suszyły swoje ciała, szybko odświeżyłem się w wannie i po chwili całą trójką wylądowaliśmy w sypialni nago. Zsunęliśmy nakrycie sofy wraz z pościelą.
- To co Zosiu, chcesz górę czy dół? - usłyszałem naraz pytanie mamy, którego nie do końca zrozumiałem.  
- Jeżeli mogę, to wezmę dół, mamo - odpowiedziała siostra.
          Mama poprosiła, żebym położył się na plecach, na środku posłania. Kiedy to zrobiłem, mama odwróciła się do Zosi i pocałowała ją gorąco w usta, a potem pochyliła się nade mną i równie mocno pocałowała mnie, pakując mi język głęboko, prawie do gardła.          
          W tym momencie poczułem, jak materac ugina się i po chwili poczułem, że mój kutas zanurza się w cipce Zosi. Prawie równocześnie mama oderwała się ode mnie, odwróciła się i okraczyła mnie, po czym, nasunęła się swoim kroczem nad moją głowę.  
          Chrząknęła głośno, kiedy obniżyła cipkę i poczuła na niej mój język. Była już mocno podniecona, tak że ledwo nadążyłem wylizywać i spijać jej soki. Mama smakowała w niepowtarzalny sposób, inny nieco od Zosi, Eli czy Kamili. Kochałem już smak jej soków.
          Kiedy dotarłem do jej łechtaczki, prawie wrzasnęła. Zatrzęsło nią, jakby poraził ją prąd. Zacząłem ssać i szturchać językiem łechtaczkę mamy, a w tym czasie Zosia suwała się długimi, powolnymi ruchami na moim kutasie.  
          Poczułem, że mama weszła już na wysokie obroty, jeżdżąc cipką po moich ustach, sapiąc, dysząc i pojękując coraz głośniej. Kiedy objąłem ustami jej całą łechtaczkę, zatrzęsła się i doszła, nieruchomiejąc na chwilę i zalewając mnie strugami swoich soków.  
- Zosiu, czy możesz zamienić się ze mną miejscami, bo moja łechtaczka stała się zbyt wrażliwa i potrzebuję w tej chwili kutasa Adama we mnie - usłyszałem jej prośbę do Zosi.
          Zosia bez wahania, zsunęła się ze mnie i zamieniła się z mamą. Po chwili jej znajomy zapach wypełnił moje nozdrza, kiedy opuściła swoją cipkę na moje usta. Mama tymczasem nasunęła się swoją cipką na kutasa i po chwili poczułem, że jestem w nie cały.  
          Cipka mamy nie była tak ciasna i gorąca jak cipka Zosi, ale poczułem jak jej mięśnie zdają się chwytać i obmacywać mojego kutasa. Sam byłem już bardzo podniecony,  wiedziałem więc, że nie wytrzymam długo, ssałem więc i podgryzałem łechtaczkę Zosi.
          Doszła więc bardzo szybko, trzęsąc się, piszcząc i zalewając mi twarz swoimi sokami. W tym samym momencie wytrysnąłem głęboko w cipce mamy, doprowadzając ją do drugiego mocnego orgazmu. Przez chwilę pompowałem w mamę zawartość moich jąder.
            Kiedy oboje zeszliśmy z orgazmu, opadła na łóżko obok mnie, podnosząc wysoko kolana, aby powstrzymać wypływ z cipki mojej spermy zmieszanej z jej sokami. Widząc to Zosia, przeczołgała się szybko przez moje ciało i opadła ustami na cipkę mamy.  
          Zaskoczyła tym trochę mamę, ale po chwili mama rozłożyła szeroko nogi, udostępniając jej swoją cipkę i sięgając po nią, do pozycji sześćdziesiąt dziewięć. Przez chwilę obserwowałem, jak leżąc na boku, liżą i ssą sobie nawzajem cipki.  
          Widok ten ponownie mnie podniecił, więc ułożyłem się za wypiętym lekko tyłkiem Zosi i delikatnie zanurzyłem się w jej cipce. Zosia sięgnęła ręką za siebie i poprawiła ułożenie kutasa, po czym, dopchnęła się lekko do mnie.    
          Mama liżąc łechtaczkę Zosi, objęła ręką mój worek, bawiąc się moimi kulkami. Było coś niezwykłego w tym, że cała nasza trójka była zaangażowana jednocześnie w naszej intymnej zabawie. Po chwili sprawny język mamy doprowadził Zosię do finału.
          Cipka Zosi tak mocno zacisnęła się na moim kutasie, że nie byłem w stanie wykonać żadnego ruchu. Kiedy doszła, podniosła głowę i z jej ust wydarł się dziki wrzask.
Dobrze, że ściany były dość solidne i dźwiękoszczelne, bo pewnie pół miasta by go słyszało.
          Ciało Zosi trzęsło się całe i drżało, kiedy tryskała dziewczęcą spermą. Po chwili opadła na posłanie i wyczerpana, zwinęła się w kłębek, drżąc na całym ciele. Mama okryła ją narzutą i błyskawicznie zajęła jej miejsce, wchodząc w interakcję ze mną.  
             Przez chwilę oboje lizaliśmy się i ssali intensywnie, by dojść prawie równocześnie. Mama zalała mnie erupcją swoich soków, a ja zalałem jej usta kolejnym ładunkiem nasienia. Wyczerpani i niesamowicie szczęśliwi, zamknęliśmy się w objęciach.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię kocham Adasiu - powiedziała mama, całując mnie z dziką i żarliwą namiętnością, jakiej nie powstydziłaby się najczulsza kochanka.
- Też kocham cię mamo i dobrze o tym wiesz. Ty też nie masz pojęcia mamo, jak bardzo oboje z Zosią tęskniliśmy za tobą i cieszymy się, że jesteś z nami - zapewniłem mamę, kiedy ponownie wspomniała, że podczas naszych wakacji, nie chciałaby być dla nas ciężarem, ...cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 5444 słów i 29459 znaków. Tagi: #rozmowa #propozycje #rodzina #erotyka

7 komentarzy

 
  • Przypadkowo trafiłam.

    Taka wersja, że Zosia by wszystkim którzy się napatoczą na horyzoncie dawała, to by dopiero była historia!
    Chyba nie mogę się doczekać.

  • Zazdrośnik

    A gdyby tak Adam z rozpędu przeleciał też dziadka?

  • red

    to jest wspaniale , dopisz wiecej ,nie koncz tak

  • Cosmo

    Bardzo mnie teraz ciekawi co mama poczyni z własnym biznesem?

  • franco

    @Cosmo Witam. Cóż, mógłbym Cię odesłać do niej po odpowiedz, ale będzie dobrze. Za post dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    Franco/domestico, dzięki Tobie za ten kolejny odcinek, jak zwykle w twoim wydaniu jest wspaniały. Trochę się naczekałem na niego, ale było warto. Serdecznie pozdrawiam, życząc jak zwykle dużo zdrowia.

  • franco

    @emeryt Witam. Wiem, że nie wywiązałem się z obietnicy i przeciągnąłem czas publikacji, ale naprawdę brakuje mi czasu, a czasem chęci. Chyba przesilenie wiosenne niezbyt mi służy. Będę się starał, ale może być różnie. Za post dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Też życzę dużo zdrowia, tak Tobie, jak i Twoim bliskim

  • Gaba

    Łapa i tak bez czytania.
    A po czytaniu? Bdb i niech tak zostanie.

    Pozdrawiam Cię i.... no przecież wiesz! Nie damy się!

  • franco

    @Gaba Witam. Dziękuję serdecznie za post i za dobre, życzliwe słowa. Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo zdrowia, w tych niezbyt sprzyjających okolicznościach. Oby ta micro-gadzina, jak najszybciej zabrała się tam, skąd pochodzi

  • St.sz

    franek42@: Nic dodać, nic ująć, komentarz zbyteczny.
    Kolejna porcja ,,zajefajnej" (jak gdzieś czytałem) lektury. Dawkowanie wszystkiego po trochu jest niesamowite (pewno już o tym pisałem). Oby zdrówka i weny stało na jak najdłużej. Z pozdrówkami dla Wszystkich.

  • franco

    @St.sz Witam. Też uważam, że nic dodać nic ująć, do twoich postów. Dziękuję za życzliwe, dobre słowa. Zresztą, co by nie powiedzieć, nie dostałem od ciebie nigdy nic przykrego. Zawsze Twoje posty były ciepłe i życzliwe. Dziękuję i również życzę tak Tobie jak i Twoim bliskim, samych dobrych rzeczy. Serdecznie pozdrawiam