Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. osiemnasta

Idąc w stronę budynku, przez chwilę oboje z Zosią milczeliśmy. Ja czekałem, aż Zosia przełamie się i sama się odezwie, a ona pewnie czekała, że to ja rozpocznę rozmowę.  
- Zosiu, możesz mnie oświecić, co się stało i skąd te łzy w twoich oczach? - zwróciłem się w końcu do siostry, wiedząc, jak niekiedy jest drażliwa i woli zamknąć się w swoim kokonie, cierpiąc w milczeniu.  
- A jak sądzisz? Chyba wiesz, że kocham cię, jak nikogo innego, a ty rzucasz mnie jak dziwkę na pożarcie, dopiero co poznanemu facetowi, a sam pieprzysz się z babą, którą zobaczyłeś po raz pierwszy w życiu.  
          Trochę mnie zatkało, bo nie spodziewałem się takiego ataku złości siostry, za coś, co wydawało mi się, że mam na to od niej przyzwolenie. I pewnie byłoby tak, gdyby udało się jej zdobyć względy Karola. A ponieważ to nie nastąpiło, więc zebrałem baty.
- Też wiesz, że cię kocham! I to nie jak siostrę. Zostałem z Basią, bo z twoich spojrzeń i znaków dawanych oczami, wywnioskowałem, że chcesz zostać z Karolem? Więc ci to umożliwiłem. A ty teraz wściekasz się na mnie, że rzuciłem cię na pożarcie? Coś było nie tak? Wydawało mi się, że coś między wami zaiskrzyło?  
          Zauważyłem, że Zosia jest wyraźnie skołowana. Nie wiedziała czy mówię poważnie, czy robię sobie z niej żarty. Spoglądała na mnie, czekając, aż to wyjaśnię. A ja robiłem dobrą minę do złej gry i czułem się coraz bardziej głupio. Zosia zerkała na mnie. Chyba skłaniała się coraz bardziej do tego, że nastąpiło duże nieporozumienie.
- Naprawdę sądziłeś, że chcę być z Karolem sama i że chcę go uwieść i bzykać się z nim?  
          W jej głosie było trochę żalu, rozgoryczenia, niepewności i niepokoju.  
- Jest naprawdę miłym i uprzejmym facetem. Powiedział, że jestem uroczą osobą, ale zaraz na wstępie uprzedził mnie, że ma dziewczynę, w której jest zakochany po uszy i żebym nie oceniała go jako zimnego czy oschłego faceta, który jest nieczuły na kobiece wdzięki. Dodał jeszcze, że jest mu niezmiernie miło, że mógł mnie poznać i że bardzo wysoko ocenia moje wyczucie oraz umiejętności w obsłudze i prowadzeniu łodzi. A potem zaczął opowiadać, jak bardzo tak on, jak i jego dziewczyna kochają Mazury i uwielbiają pływać oraz poznawać piękno jezior mazurskich wraz z ich otoczeniem. Wyraził przy tym nadzieję, że będziemy się dobrze bawić i wypoczywać, pływając tym pięknym, bogato wyposażonym jachtem.
          Po jej wypowiedzi, odetchnąłem z niejaką ulgą, bo Zosia wyraźnie rozluźniła się w trakcie opowiadania o tym, o czym rozmawiali oboje z Karolem. Objąłem ją ramieniem i przytuliłem do siebie. Zatrzymała się i przylgnęła do mnie, patrząc mi w oczy.
          Rozejrzałem się i nie widząc nikogo, pocałowałem ją z uczuciem i czułością. Odwzajemniła mój pocałunek i jej urocza buzia rozjaśniła się uśmiechem. Poczułem się wręcz wrednie, bo zdawałem sobie sprawę, że kochając Zosię, nadużyłem jej zaufania.  
          Była młodziutką dziewczyną i nie dała mi ani powodu ani oznak, że zamierza podejmować jakieś kroki w celu poderwania Karola, a ja bez słowa sprzeciwu podjąłem erotyczne wyzwanie, rzucone mi przez Basię. Co chciałem w ten sposób udowodnić i komu?  
          Kiedy ona w dobrej wierze przejęła ster i starała się zaprezentować Karolowi swoje umiejętności w zakresie obsługi i prowadzenia łodzi z jak najlepszej strony, ja w tym czasie odpowiedziałem pozytywnie na erotyczne ciągoty Basi i uprawiałem z nią seks.  
          Weszliśmy do lokalu i rozejrzeliśmy się po sali. Prawie połowa miejsc była wolna, więc usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików. Był to bar samoobsługowy, a że oboje zgłodnieliśmy, więc zaczęliśmy przeglądać, dość dobrze widoczną tablicę menu.    
          Zosia, która co rusz obrzucała mnie spojrzeniem, zauważyła, że coś mnie uwiera. Znała mnie dobrze i rzadko kiedy udawało mi się coś przed nią ukryć. Tym bardziej teraz, kiedy byliśmy już parą, którą można było uznać prawie za nieformalne małżeństwo.  
- Znowu masz do mnie jakieś pretensje braciszku, bo widzę, że coś cię gryzie? Przy tym zachowujesz się, jakbyś nadal był z czegoś niezadowolony? Umówiłeś się z Basią i moja obecność ci przeszkadza, tak? - powiedziała z niepokojem w głosie, sądząc, że coś kombinuję i ukrywam to przed nią.
- Zosiu, nawet nie wiesz, jak bardzo jest mi przykro, że tak to wyszło? Nie chciałem cię oszukiwać i sam nie wiem, dlaczego nie odrzuciłem umizgów Basi? Sądziłem, że dzieje się to za twoją zgodą i przyzwoleniem - powiedziałem prawie żałosnym głosem.
- Adasiu, przestań już o tym mówić! Mówisz to takim głosem, jakbyś popełnił jakąś straszną rzecz. Jeszcze chwila i rozbeczę ci się, jak gówniara. Chcesz tego? Trudno, nie zrozumieliśmy się i stało się. I nie mówmy już o tym, dobrze? Jak wypłyniemy na jezioro i będziemy sami, to do tych dwóch numerków, które jesteś mi winien, dołożysz jeszcze dwa i będziemy kwita, OK. braciszku?
          Patrzyłem na siostrę i nie mogłem uwierzyć. Ona przestała się na mnie gniewać i swoje pretensje do mnie obróciła w żart. Zdałem sobie nagle sprawę, jak bardzo musi mnie kochać, że słysząc szczery żal w moim głosie, nie tylko wybaczyła mi moją zdradę, ale gotowa była kochać się ze mną, abym przestał w ogóle o tym myśleć.  
          I kto w końcu okazał się dupkiem? - przebiegło mi przez głowę. Byłem nim wobec mojej młodziutkiej siostry. A teraz byłem bardzo głodnym dupkiem, a że Zosi wrócił humor, a tym samym apetyt, więc i ona była pewnie głodna, nie mniej ode mnie.  
- Cieszę się siostrzyczko, że jesteś taka, jaka jesteś. Kocham cię i przyrzekam, że już nigdy nie wytnę ci takiego numeru. A teraz na podsumowanie wypadałoby coś zjeść. Przypuszczam, że jesteś głodna podobnie jak ja? Co powiesz na zupę rybną? Jest w menu na tablicy - zwróciłem się do siostry. Czułem się już lekko, jakbym zrzucił z serca tonowy ciężar.  
          Zosia spojrzała na tablicę i uśmiechnęła się słodko do mnie.
- Przecież wiesz Adasiu, że nigdy jej nie jadłam. Ale kiedyś trzeba spróbować - powiedziała pogodnie i pogłaskała mnie po ręce.
- Wiesz, jak bardzo cię kocham i jak jesteś mi bliski. I nie zarzekaj się, że nie będziesz się bzykał z nikim innym, poza mną. Podobnie, jak ja. Oboje będziemy kochać się z naszą mamą, z Elą, pewnie z dziadkiem, być może jeszcze z kimś, kogo poznamy. Tylko musimy pamiętać o jednym; to ma być nasza wspólna decyzja i oboje będziemy w tym uczestniczyć.
A na początek oboje pokochamy się dzisiaj z Basią. Musimy jakoś wyrównać rachunki, nie sądzisz braciszku? Szczegóły omówimy już z Basią, ale teraz jestem baaardzo głodna. Jak szybko czegoś nie zjem, to twoja gruba, sztywna kiełbaska, będzie naprawdę zagrożona.
          To była już moja ukochana siostrzyczka, przyjaciółka i kochanka w jednym.
Ustaliliśmy, że zjemy zupę rybną po mazursku, z kilku rodzajów ryb. Nie chciałem zrażać siostry, która jadła taką zupę po raz pierwszy, więc poprosiłem o jej łagodna wersję.
          Wersje różniły się stosunkiem papryki ostrej do łagodnej. Sam uwielbiałem  
tę zupę w wersji ostrej, z dużym udziałem ostrej papryki. Podszedłem do lady i zamówiłem dwie zupy rybne, dwie porcje wędzonego węgorza w galarecie oraz sok pomarańczowy.  
          Na zupę musieliśmy trochę poczekać, więc posiłek zaczęliśmy od przystawki w postaci wędzonego węgorza w galarecie po mazursku. Dla nas obojga było to coś nowego i okazało się wspaniałą w smaku potrawą, wartą swojej ceny.
          Co prawda, w naszych okolicach za cenę jednej porcji tego węgorza można było zjeść obiad, składający się z trzech dań i przystawki, ale w miejscowościach żyjących z turystów, w okresie letnim ceny zawsze były wysokie.  
          Po około dwudziestu minutach, od lady wydawczej dobiegł nas okrzyk, że są do odebrania nasze zupy rybne. Kiedy zajadaliśmy się zupą rybną, w lokalu pojawiła się uśmiechnięta Basia. W błękitnej bluzeczce z krótkim rękawem, opinającej dość ciasno jej dorodne cycki, wyglądała więcej niż dobrze.      
          Sprawiała wrażenie poważnej, ale wyluzowanej.    
- To zupa rybna, tak? I jak? Smakuje? Widzę, że apetyt wam dopisuje. To dobrze.
          Basia wręcz zasypała nas pytaniami, a nas interesowało, co z jachtem?
- Widzę po waszych minach, że chyba nie o tym chcieliście słyszeć czy mówić? Tak?  
          Widząc potwierdzenie w naszych oczach, obrzuciła nas spojrzeniem.
- Mam dobre wieści. Nasi technicy sprawdzili stan łodzi i stwierdzili, że jej stan pod każdym względem; konstrukcyjnym, napędowym, stateczności, manewrowania i sprawności działania wszystkich urządzeń czy instalacji nie budzi żadnych zastrzeżeń. Jej certyfikat jest ważny jeszcze przez dwa lata. Wymienione też zostały wszystkie płyny  A teraz jest uzupełniane paliwo i woda. Za jakieś pół godziny jacht zostanie podstawiony do waszej dyspozycji. To tyle, co chciałam wam przekazać i życzyć wspaniałych wakacji.
          Basia wyrzuciła to wszystko prawie jednym tchem, jakby się spieszyła.
- Basiu, chcesz odejść? Mówiłaś przecież, że dzisiejszy dzień masz wolny? Prawdę mówiąc, potrzebujemy ciebie. Mieliśmy z Zosią cichą nadzieję, że spędzisz z nami dzisiejszy dzień i podpowiesz nam; gdzie warto płynąć, gdzie się zatrzymać, gdzie można smacznie zjeść, co należałoby zwiedzić, poznać? A przede wszystkim, czego powinniśmy unikać, na co uważać? Nie mówiąc o czyhających na nas pułapkach, płyciznach, i tym podobnych niespodziankach.  
          Zrozumiałem, że Basia prawdopodobnie zauważyła, że nasze erotyczne zbliżenie wywołało jakieś reperkusje pomiędzy mną a siostrą i nie chciała swoją obecnością  pogarszać sytuacji. Spojrzałem na Zosię i zauważyłem, że też nad czymś się zastanawia.
- Basiu, jeżeli nie chcesz nam towarzyszyć, bo uważasz, że mam do ciebie pretensję czy jestem zazdrosna o ciebie i Adama,  to popełniasz błąd. Może trochę boczyłam się, ale nie na ciebie, tylko na brata. Bzykał się z tobą, a mnie przy tym nie było. Dlatego ustaliliśmy, że za karę wyliże mi cipkę dwa razy, a tobie tylko raz. Ale nie martw się. Kiedy on będzie zajmował się moją cipką, ja zajmę się twoją. Tak, że na pewno nie będziesz stratna.  
          Basia wysłuchała słów Zosi ze spokojem, ale widziałem, jak jej buzia rozjaśnia się coraz bardziej. W końcu nie wytrzymała i wybuchła śmiechem, a że śmiech jest zaraźliwy, po chwili śmialiśmy się wszyscy, wzbudzając zaciekawienie pozostałych gości.  
- Ciśnie mi się na usta, żeby powiedzieć, że jesteście fajnymi dzieciakami, ale nie chcę nazywać was dzieciakami, bo zachowujecie się jak najbardziej dorośle i dojrzale. Ale nic mnie nie powstrzyma, żeby nazwać was zajebiście fajną parą młodych ludzi, których rajcuje towarzystwo takiej starszej kumpeli, jak ja. I taką będę dla was w dniu dzisiejszym. Nie będę się też tym chwalić do nikogo, bo i tak pewnie nikt by mi nie uwierzył.    
          Tak mnie, jak i Zosię ucieszyła wypowiedź Basi, że zmieniła swoje zdanie i zaliczyła nas w poczet swoich przyjaciół. Do tego była bardzo dobrym fachowcem w swojej dziedzinie i miałem nadzieję, że udzieli nam wszelkich niezbędnych wskazówek w zakresie żeglugi po wodach mazurskich jezior, jak i odpowiedniego wykorzystania naszej łodzi.
          Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc Basia dbająca o swoją szczupłą sylwetkę,  zjadła tylko zupę rybną, którą ponoć uwielbiała, ale co do ostrości, w wersji prawie szatańskiej. Namówiła mnie do spróbowania i faktycznie poczułem w ustach piekielny ogień.  
          Na szczęście moje podniebienie nie było patelnią, więc nic nie skwierczało. A Basia jadła ją, jakby to była wersja łagodna. Ponoć dieta z użyciem ostrej papryki, sprzyja zachowaniu szczupłej sylwetki, bo dość skutecznie poprawia metabolizm.
          Do tego pomaga usuwać z tkanek zbędny tłuszcz. Być może, bo jej szczupła sylwetka, potwierdzała niejako tę teorię. W trakcie spożywania posiłku, Basia otrzymała wiadomość od swojego współpracownika. Zawiadomił ją, że podstawił jacht na przystań.  
          Powiedziała nam o tym, więc kiwnąłem głową, że podejdę. Przekazała swojemu technikowi, że to ja zgłoszę się do niego. Dokończyłem spożywanie lodów, które nam zafundowała Basia i poprosiłem Zosię, aby została i towarzyszyła Basi. Sam udałem się na przystań.  
          Technik, widząc, że się zbliżam, zeskoczył z pokładu na pomost. Kiedy podszedłem do niego, zapytał, czy chcę oficjalnie dokonać odbioru  i przeglądu łodzi, więc uspokoiłem go, że wierzę mu na słowo. Dodałem też, że nie chciałbym podważać rzetelności pracy jego i jego kolegów.  
          Przekazał mi więc kluczyki i pożegnaliśmy się uściskiem dłoni. Wskoczyłem na pokład i wszedłem do sterówki na pokładzie. Sprawdziłem, czy silniki są wysprzęglone i uruchomiłem po kolei każdego z nich. Wydało mi się, że silniki pracują nieco ciszej i równiej, ale mogło to być tylko złudzenie, wywołane świadomością o przeprowadzonym przeglądzie i serwisie technicznym.
          Przez chwilę obserwowałem pracę silników i systemów chłodzenia. Nagle, nie wiedzieć czemu, ogarnęło mnie uczucie euforii. Naraz poczułem się panem tej wspaniałej łodzi, a pośrednio niejako władcą otaczających nas wód pojezierza mazurskiego.  
          W moim umyśle dokonywało się też gruntowne przemeblowanie, co do uczuć wdzięczności, tak dla dziadka, jak i jego córki, a naszej cioci Eli. Nie zrobiliśmy z Zosią właściwie nic takiego, aby zdobyć czy zasłużyć sobie na ich miłość i  tak wielkie zaufanie.  
          Przyjechaliśmy na ich zaproszenie, a oni z sercem na dłoni przyjęli nas prawie z honorami, jak zżytą, miłą ich sercu, najbliższą rodzinę. I to nie tylko mnie, ich krewnego, ale i Zosię, nie spokrewnioną z nimi dziewczynę, adoptowaną córkę mamy i moją siostrę.  
          Na myśl o tym, w moim oku zakręciła się łza. Wielkość ich człowieczeństwa i miłości do nas, przerastała moje wyobrażenia o drugim człowieku. A mówi się, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu. Ale nie dotyczyło to na pewno naszej rodziny.
          Kiedy we mnie pęczniało poczucie dumy i moje ego, na pomoście pojawiły się obie moje panie. Widać było, że są w niezłej komitywie. Po tym, co wcześniej powiedziała Zosia o wspólnym bzykaniu, mogłem domyślać się, że być może coś już wspólnie wymyśliły.
          Może być nawet ciekawie? - błysnęło mi w myślach, bo wyglądały uroczo.  
- Czy mam przerzucić trap, czy poradzicie sobie z wejściem na łódź? - zapytałem pogodnie, przyciągając łódź do pomostu i stając na dziobie, aby im w razie czego służyć pomocą.
- Pewnie! Poradzimy sobie! - stwierdziła Basia, przeskakując z pomostu, jak kozica ze skały.  
          Zosia też nie chciała być gorsza, ale mając mniejszą wprawę, po skoku zachwiała się i musiała skorzystać z mojej pomocy.
- To, co panie kapitanie? Odbijamy i startujemy w sina dal! - krzyknęła Basia w moją stronę, ale widząc moją zdziwioną minę, dodała już bardziej spokojnie;
- Możesz odbijać Adamie, a my z Zosią zmienimy swoje ubranka na bardziej odpowiednie.  
          Widać było, że jest w wyśmienitym humor. Cieszyła się, jakby możliwość wspólnego spędzenia z nami jakiegoś czasu, wyraźnie jej odpowiadała. Pytanie; czy chodziło jej o nas oboje, czy o któreś z nas? Zosia chyba też tak to odebrała. Rozejrzała się wokoło.  
          W pobliżu nie było nikogo. Przycumowane do pomostu łodzie, które prawdopodobnie czekały na przegląd czy naprawę, były puste.
- Nie sądzicie, że zanim odbijemy od tego pomostu i wypłyniemy, powinniśmy skorzystać z okazji, że nikogo tu nie ma? - rzuciła w naszą stronę. Zobaczyła nasze pytające spojrzenia.
- Pamiętasz braciszku, co ci powiedziałam? Że powinniśmy wyrównać rachunki. I że chcę kochać się z Basią. Razem z tobą oczywiście - dodała, tak niby od niechcenia.  
          Słysząc słowa Zosi, Basia uśmiechnęła się. Ja też, bo domyśliłem się, co mogła pomyśleć Basia, widząc i słysząc zdeterminowanie oraz dużą pewność siebie mojej siostry.  
- A miałaś Zosiu zamiar zapytać mnie przed tym o zdanie? - rzuciła mimochodem do Zosi.
- Sądziłam Basiu, że nie będziesz miała nic przeciw temu? Kutasa, co prawda, natura mi poskąpiła, ale myślę, że jestem dobra w całowaniu, pieszczeniu cycków i lizaniu cipek.
          Basia pewnie nie spodziewała się takiej odpowiedzi od mojej młodziutkiej siostry. Przez chwilę zamyśliła się i spoważniała, ale po chwili uśmiechnęła się.
- Dobrze, zgadzam się! Nie mam wielkiej wprawy w zabawach erotycznych z dziewczyną, ale przypuszczam, że ty Zosiu też nie, więc będziemy się uczyć obie. Tym bardziej, że musimy podzielić się również Adamem. Chyba że twoje zamiary czy oczekiwania są inne?  
          Pogodna wypowiedź Basi wywołała wyraźne zadowolenie na buzi Zosi, która zdała sobie sprawę, że jej wypowiedź pod adresem Basi trąciła zbyt wielką pewnością siebie. Była na pewno lekkim nietaktem, a nawet przegięciem ze strony Zosi, biorąc pod uwagę dzielącą  je różnicę wieku.  
          Na szczęście Basia potraktowała to z przymrużeniem oka i zachowała się, jak na prawdziwą kumpelę przystało, o czym zresztą wcześniej wspomniała.
- Masz już Zosiu jakieś swoje przemyślenia na temat tej naszej wspólnej zabawy? - zapytała zupełnie poważnie, uznając, że Zosia występując ze swoją propozycją, musiała to w jakiś sposób wcześniej przemyśleć.  
          Zosia zmieszała się lekko, ale widać było, że nie odbiera negatywnie pytania Basi i uznała je za normalne czy oczywiste w tej sytuacji. Jej zakłopotanie i poważna mina, świadczyła jednak, że intensywnie zastanawia się nad stosowną odpowiedzią czy reakcją.  
- OK.! Nie było pytania Zosiu. Na początek proponuję więc, dla wyrównania rachunków, jak wcześniej zauważyłaś, że ty dosiądziesz Adama i pojeździsz na jego rumaku, a ja podam mu cipkę i napoję biedaka, żeby nie osłabł z pragnienia, w czasie waszej jazdy.
          Basia zdała sobie sprawę, że swoim pytaniem o jej przemyślenia, co do formy zabawy erotycznej, wprawiła Zosię w nieliche zakłopotanie, z którego to młode dziewczątko nie wiedziało, jak wybrnąć. Przejęła więc inicjatywę i przedstawiła swoją propozycję.
          Weszliśmy do kabiny i Zosia, słysząc jej słowa, odetchnęła z ulgą. Widząc, że Basia rozbiera się, zrobiła to samo. Po chwili obie miały na sobie tylko figi od bikini.  
- A ty Adamie czekasz na specjalne zaproszenie czy chcesz raczej, abyśmy cię rozebrały? - odezwała się Basia, widząc, że nie kwapię się do rozbierania.  
          Widząc ich brzydkie spojrzenia, rzucane w moja stronę, nie miałem wyjścia.  
Ściągnąłem t-shirt i szorty, zostawiając slipy kąpielowe, podobnie jak dziewczyny. Byłem już sztywny, bo widok ich nagich cycków podziałał na mnie, zgodnie z naturą.
- I co się czaisz Adasiu i nie wypuścisz tego biedaka na wolność? - zagaiła żartobliwie Basia.
- Ja też już mam cipkę mokrą, a ty Zosiu? - zwróciła się do Zosi.
- Jak tylko zobaczyłam twoje cyce Basiu, to od razu poczułam, że cipka mi się spociła - oświadczyła Zosia, dostrajając się do wypowiedzi Basi.  
- Czyli mam rozumieć, że moje cycki podobają ci się? Dobrze wiedzieć! - mruknęła Basia, uśmiechając się do Zosi.  
- A swoimi cucusiami też nie przejmuj się za bardzo, Zosiu! Jesteś piękną dziewczyną, masz cudowne kształty i twoje cycki też urosną - uspokoiła Zosię, która z zazdrością w oczach patrzyła na jej dorodne cyce.  
- W twoim wieku moje były mniejsze od twoich, ledwo odrastały od ciała. W końcu urosły i są, jakie są. Nie mnie oceniać czy są piękne, czy nie, ale czuję się z nimi dobrze, podobnie jak wtedy, kiedy były takie jak twoje.
          Basia nie tylko uspokajała moją siostrę w temacie jej małych piersi, ale wręcz podbudowywała jej ego w tym zakresie. Faktycznie, gdzieś na forum w necie spotkałem się z podobnym tematem, gdzie pani psycholog zabierała głos, na temat wyglądu kobiet.
          Jako kobieta wręcz zachęcała tak młode dziewczyny, jak i kobiety, które narzekały na wielkość czy kształt swoich piersi, aby same sobie nie wmawiały i nie dały także  komuś wmawiać sobie, że ich wygląd czy ich atrybuty kobiecości są małe, czy nieatrakcyjne.
          Żadna kobieta, ba, żaden człowiek nie jest nieatrakcyjny, jeżeli lubi sam siebie oraz akceptuje swój wygląd i to wszystko, w co wyposażyła go matka natura. To my sami, jeżeli nie akceptujemy siebie, powodujemy, że i inni nie akceptują nas. Takie prawo natury.  
          Byliśmy już prawie nadzy, więc będąc już nieźle podniecony, a właściwie napalony, ściągnąłem kąpielówki i nagi położyłem się na łóżku, przyjmując pozycję do wspólnej zabawy. Pogłaskałem kutasa, który z niecierpliwością oczekiwał na cipkę Zosi.
          Basia widząc lekkie wahanie Zosi, pierwsza wspięła się na łóżko, okraczając moje ciało i nasuwając się cipką nad moją głowę. Objąłem dłońmi jej pośladki i ustawiłem ją w dogodnej dla mnie pozycji. Poczułem ciepło i zapach piżmu bijący od jej wilgotnej cipki.
          Jej pęknięcie było już lekko rozwarte i szkliło się od jej soków. Czułem, że jest lekko spięta, więc przyciągnąłem ją do siebie i długimi pociągnięciami języka po szczelinie, zacząłem zlizywać jej soki. Smakowała nieźle. Coś w rodzaju mieszanki miodu i wanilii.
          Smak ten różnił się znacznie od smaku soków Zosi czy mamy, ale też był pyszny. Czułem, że Basia jest już nieźle podniecona, bo wprost zalewała mnie swoimi sokami. Nie miałem wglądu, co dzieje się z Zosią i nie czułem, żeby próbowała mnie dosiąść.  
          Już miałem się odezwać, kiedy poczułem jej drobną dłoń i jej uda przy swoich. Byłem podniecony i w gotowości, więc poczułem jak rozgarnia swoje fałdki i nawilża sztywniaka w swoich sokach. Po chwili zaczęła powoli nasuwać się na mnie.
          Czułem, jak mój kutas opatulony szczelnie jej ciasną cipką, przedziera się przez jej fałdki. W tym momencie Basia nagle gwałtownie przyspieszyła i zaczęła suwać się cipką po moich ustach. Usłyszałem głośne sapanie, pojękiwanie oraz podrygiwanie jej ciała.
          Uznałem, że muszę się skupić na Basi, aby doprowadzić ją do orgazmu. Wyczyściłem śliną dwa palce i przesunąłem się ustami na jej łechtaczkę, ssąc i szturchając ją językiem, a do szparki wsunąłem palce, suwając nimi wzdłuż i w poprzek szparki.  
          To podziałało na Basię jak smagnięciem batem. Wrzasnęła i przysiadła gwałtownie na mojej twarzy, przyduszając mnie i wstrzymując moje ruchy, po czym znieruchomiała, a mnie zaczynało brakować powietrza i przyszpilony, nic nie mogłem zrobić.
          Na szczęście, Basia opadając na moje ciało, odchyliła się tyłkiem na tyle, że odsłoniła mi dopływ powietrza. Odetchnąłem, a Basia pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy, że przez chwilę byłem odcięty od dopływu powietrza. Dało mi to trochę do myślenia.  
          Uświadomiłem sobie, że Basia nie zrobiła tego celowo, tylko mimowolnie, ale tego typu zabawa mogła mieć przykre dla mnie skutki. W tym wypadku poszkodowanym byłem nie tylko ja, ale i Zosia. Ze strachu, że uduszę się, zanim uwolnię się spod krocza Basi, mój kutas gwałtownie oklapł i zwinął się z cipki Zosi.
          Wystraszyła się, że to ona spowodowała, zsunęła się ze mnie i obserwowała z niepokojem Basię, która przez chwilę leżała na mnie. Basia otworzyła oczy i widząc, że Zosia klęczy obok mnie i obserwuje ją z lekkim przerażeniem w oczach, też spoważniała.
- Co się dzieje Zosiu? Coś jest nie tak? - zwróciła się do siostry.  
          Zsunęła się ze mnie i obie zwróciły oczy na mnie. Wyszło na to, że to ja stałem się sprawcą całego zamieszania. Uśmiechnąłem się, chociaż byłem bliski ryknięcia śmiechem.  
- Czemu nic nie mówisz? To nie jest śmieszne! - odezwała się Zosia.
- Jak wam powiem, to same zaczniecie się śmiać - odpowiedziałem wesołym głosem.
- To może oświeć nas, co stało się takie śmieszne, że twój kutas nagle zwinął się z mojej cipki? - Zosia, w swoim stylu, z wystraszonej osóbki, stała się naraz osobą wkurzoną na mnie.                   
          Najgorsze w tym było to, że kiedy ja byłem bliski wybuchnięcia śmiechem, im obu wcale do śmiechu nie było. Tylko co miałem im powiedzieć? Że wystraszyłem się, że Basia udusi mnie swoją cipką.  
Pewnie tak Basia, jak i Zosia odbierze to, że to ja robię sobie z nich jaja.
          A przecież wystarczyło tylko podłożyć ręce pod jej uda i utworzyć coś w rodzaju buforu, przy zmianie pozycji przez Basię. Wtedy usiadła by na moich rękach, a nie na buzi. Stałem się mądry, ale po fakcie. Przecież nie mogłem winić Basi, która w czasie orgazmu, nie była w stanie kontrolować odruchów czy pozycji swojego ciała.
          Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy, że przydusza mnie czy odcina dopływ powietrza.
- Nic się nie stało, tylko w pewnej chwili po prostu nie mogłem oddychać, więc mój kolega wystraszył się i zwinął. To wszystko. Mogę cię tylko przeprosić Zosiu, że tak się stało. A ciebie Basiu też, bo nie mogę cię winić za coś, do czego sam się przyczyniłem. Wystarczyło, żebym wsunął ręce pod twoje uda i wtedy prostując się, wsparłabyś się na moich rękach, a nie na buzi - wyjaśniłem pogodnie całe zdarzenie, nie obarczając winą dziewczyn, tylko siebie.
          Basia przez chwilę trawiła moje słowa, analizując pewnie sprawę od swojej strony. Musiała pewnie dojść do, niezbyt dla siebie korzystnego, wniosku, bo zarumieniła się  
i popatrzyła na mnie z wyraźnym zażenowaniem.
- No to się podziało! Miało być przyjemnie i wesoło, a mogło być bardzo źle i smutno. Mogę cię tylko przeprosić Adamie, że nieświadomie doprowadziłam do przyduszenia cię moją cipką, a ciebie Zosiu, że nie tylko pozbawiłam cię przyjemności, ale i nieźle wystraszyłam.
          Nie przypuszczałem, że Basia tak poważnie potraktuje to, co się wydarzyło.
- Hej, dziewczyny! Odpuście sobie i potraktujcie to z przymrużeniem oka. Zawaliłem sprawę, ale na szczęście nic nikomu się nie stało, więc nie ma co dywagować i roztrząsać tego dalej. Proponuję, abyście teraz zabawiły się same, a ja spróbuję dopłynąć do tej wysepki, którą odwiedziliśmy wczoraj z Zosią. Może być?
          Na chwilę zapadła cisza. Obie popatrzyły najpierw na mnie, a potem na siebie.
Chyba uznały, że w tej sytuacji nie ma sensu wznawiać od nowa zabawy z moim udziałem i że lepiej zgodzić się z moją propozycję, przestawiając się na zabawę ze sobą.  
          Nie zobaczyłem zbyt wielkiego aplauzu w ich oczach, ale przynajmniej ich buzie wypogodziły się.  
- Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma - stwierdziła pogodnie Basia.
          Zosia przez chwilę była rozkojarzona i nie od razu zaskoczyła, co Basia ma na myśli, ale po chwili jej buzia też się rozjaśniła.  
- OK.! Jestem za. A ty Basiu? - zwróciła się do Basi.
- Właśnie to powiedziałam! Ale chcę cię Zosiu uprzedzić, że nie jestem za bardzo biegła czy zaawansowana w zabawie z dziewczyną, więc może nie być tak, jak tego oczekujesz.
          Basia godząc się na zabawę z Zosią, lojalnie ją uprzedziła, że zabawa erotyczna z dziewczyną nie jest i nie była jej priorytetem, więc może nie spełnić do końca jej oczekiwań w tym zakresie. Zosia lekko zarumieniła się, ale starała się trzymać fason.
- Basiu, powiem ci tak samo, jak ty mnie. Nie  przejmuj się tym, że zabawa z dziewczyną czyli w tej chwili ze mną, nie jest tym, za czym przepadasz. Zdaj się więc na mnie. Najpierw zajmę się twoimi cyckami, bo mam ochotę schrupać je bez popijania. A potem zobaczymy, jak to się rozwinie? A ty panie kapitanie, startuj i spróbuj nas dowieźć do tej wysepki. Według mnie to wspaniałe miejsce i cudowny widok na jezioro. Będzie fajnie i sądzę, że spodoba się to Basi, podobnie jak nam.    
          Zosia praktycznie ucięła dyskusję i przejęła dowodzenie. Mnie to nie zdziwiło, ale zauważyłem, że Basia była lekko zaskoczona. Pewnie jako dojrzała kobieta i szefowa  zespołu ludzi, nie czuła się zbyt komfortowo, że nastolatka nią komenderuje.
- A stanie się coś, jeżeli przez chwilę popatrzę sobie, jak sobie radzicie? - zwróciłem się do obu dziewczyn, szczerząc zęby w uśmiechu.
- Mnie to nie przeszkadza, a tobie Basiu? - Zosia faktycznie zaczęła się zachowywać w swoim stylu.           
          Zawsze lubiła dominować.
- Mnie też nie! Przecież my możemy pieścić się, a Adam może pociupciać czy poużywać sobie na naszych cipkach - stwierdziła Basia, puszczając mi oczko.
- Że też o tym nie pomyślałam! Faktycznie, możemy pieścić się, wypinając mu nasze tyłki. Ale ma być sprawiedliwie. Zaczyna ode mnie - zastrzegła natychmiast swoje pierwszeństwo.
          Po chwili ułożyły się w pozycji bocznej sześćdziesiąt dziewięć i Zosia wypięła w moją stronę swój słodki tyłek, z nabrzmiałą już z podniecenia cipką. Ułożyłem się za nią z tyłu i kiedy ona zaczęła ssać oraz pieścić cycki Basi, ja docisnąłem do jej cipki, sterczącego już jak grot dzidy, kutasa.
           Przestała pieścić Basię i mlaskać ustami, po czym sięgnęła do tyłu.
          Ujęła w dłoń mojego sztywniaka, przesmarowała go w swojej szczelinie i umieściła w wejściu do szparki. Dopchnąłem nieco i poczułem, jak sama wpycha się tyłkiem w moje krocze, wchłaniając kutasa w głąb siebie.  
          Po chwili byłem już zakopany w niej dość głęboko i kiedy czekałem, aż jej cipka oswoi się z kutasem, ona ponownie podjęła pieszczoty z Basią, z właściwą sobie pasją całując się z nią i pieszcząc jej cyce. Sięgnąłem ręką do jej cycuszków i spotkałem się z dłonią Basi.  
          Pogładziła  moją dłoń i delikatnie zaczęła ją spychać w kierunku wzgórka Zosi. Zrozumiałem, że mam pomóc Zosi, więc wsunąłem palce w rozwartą już lekko cipkę siostry, wzmacniając doznania.  
          Cipka Zosi poluzowała się na tyle, że mogłem coraz mocniej i szybciej suwać się w jej grotce, pieszcząc jednocześnie jej łechtaczkę. Basia wyczuwając, że Zosia ślizga się już na granicy orgazmu, również zaczęła wzmacniać swoje pieszczoty i całowanie Zosi.
          Zosia pieszczona i dość intensywnie stymulowana przez nas dłońmi, ustami i kutasem spasowała dość szybko. Wrzasnęła głośno i dobiła tyłkiem do mojego krocza, trzęsąc się całym ciałem. Oboje z Zosią gładziliśmy z czułością jej ciało, aby pomóc jej wyciszyć się.
          Z trudnością, ale udało mi się wyhamować swoje doznania, bo chciałem zachować trochę sił na Basię. Kiedy Zosia ocknęła się po mocnym orgazmie, wysunąłem się delikatnie z niej i pocałowałem w szyję, tak jak zawsze lubiła przy naszych zbliżeniach.  
          Odwróciła głowę w moją stronę i podała mi swoje słodkie usta. Pocałowałem ją z uczuciem i wielką miłością. Zrozumiała, jak bardzo ją kocham i oddała mi pocałunek, pełen miłości i oddania.  
- Teraz widzę, jak wielkie uczucie was łączy. Przyjemnie się na was patrzy. Jesteście kochani.
          Widać było, że Basia obserwując nasze zachowanie i zbliżenie, wzruszyła się.
- Ty też jesteś kochana, Basiu. To było coś cudownego, kiedy tak fajnie oboje z Adamem pieściliście mnie. A twój kutas Adasiu tak cudownie mnie wypełniał i pieprzył moją cipkę, że nie żałuję teraz, że uciekł ze mnie poprzednio, mimo, że byłam już bardzo blisko. Ale koniec rozmów o mnie. Teraz Basiu pozwól, że oboje z Adamem zajmiemy się tobą, aby choć w części zrekompensować ci to, że zechciałaś nam towarzyszyć i być z nami.  
          Powiedziała to tak zdecydowanie i z nieukrywaną emocją w głosie, że ponownie zaskoczyła Basię, ale w sensie pozytywnym. Wyczuła, że ta drobna, młodziutka dziewczyna nic nie robi na pół gwizdka i we wszystko co robi, angażuje się całkowicie.
          Jakby na potwierdzenie tego, Zosia z dużym wyczuciem zaczęła pieścić jej dorodne, mocno już napięte z podniecenia piersi, delikatnie gładząc je opuszkami palców oraz ssąc, mamlając i lekko podgryzając kamyki sutków.  
          Ja zająłem strategiczną pozycję za nią i przytuliłem się czule do jej ciała. Sięgnęła do tyłu ręką i równie czułym gestem przyciągnęła mnie mocno do siebie. Kiedy poczuła, że mój kutas szturcha ją po pośladkach, objęła go dłonią i wprowadziła w krocze.
          Uniosła lekko nogę, aby ułatwić mi dostęp i wypięła tyłek w moją stronę. Przeciągnęła kutasem po mokrej szczelinie i wcisnęła go w wejście do swojej szparki. Dopchnąłem się do niej ciasno, wpychając kutasa w głąb szparki.
          Odczekałem chwilę i kiedy jej cipka dostosowała się, poczułem, że dopycha się do mnie. Zaczęliśmy powoli kopulować. Była bardzo ciasna, ale z każdym posunięciem robiło się coraz luźniej i przyjemniej. Odpowiadało jej to, bo zaczęła mruczeć i pojękiwać.
          Miała bardzo mocne mięśnie pochwy, bo ściskała mnie jak cęgami, tak że były chwile, że nie mogłem zrobić żadnego ruchu, ale Basia nadrabiała to ruchami swoich bioder. To z kolei wywierało olbrzymią presję na mnie.
          Czułem, że każdy jej ruch przybliża mnie do orgazmu, a nie chciałem dojść przed nią. Zamierzałem powiedzieć o tym Basi i prosić ją, aby zwolniła.
- Adasiu, proszę, nie wstrzymuj się i spuść się we mnie. Chcę to poczuć, wtedy i ja dojdę - usłyszałem jej cichą prośbę.  
          Wyluzowałem więc i po kilku kolejnych ruchach, trysnąłem w nią kilkoma solidnymi porcjami nasienia. Poczuła to i po chwili dobiła mocno pośladkami w moje krocze, zatrzęsła się, wrzasnęła i znieruchomiała, wstrząsana drganiami całego ciała.
          Dość szybko pozbierała się i najpierw bardzo mocno przytuliła do siebie Zosię, dziękując jej za pełne pasji pieszczoty i pocałunki, a potem kiedy mój kutas zwinął się z niej,  odwróciła się na plecy i ramionami objęła mnie oraz Zosię, przyciągając nas do siebie.
- Jesteście oboje bardzo kochani. Nawet nie wiecie, jak wielką przyjemność sprawiliście mi, doprowadzając mnie do tak mocnego szczytowania. Nie przypominam sobie, abym doznała  kiedykolwiek takiego orgazmu, jaki mi oboje zafundowaliście. Uczciwie mówiąc, to po raz pierwszy miałam przyjemność uczestniczyć w zabawie erotycznej z udziałem trzech osób. Miałam na ten temat niezbyt pochlebne poglądy i dobrze, że zdecydowałam się w czymś takim uczestniczyć. Chyba niebagatelną rolę odegrał tutaj wasz wiek, urok i spontaniczność.  
          Wyglądało na to, że nasze towarzystwo i udział w zabawie erotycznej całej naszej trójki, wpłynęło pozytywnie na Basię. Ważne, że była zadowolona i wyluzowana. A ja mogłem zająć się spokojnie uruchomieniem silników i wyprowadzeniem naszej łodzi z mariny wypożyczalni. …cdn…

3 komentarze

 
  • Milf

    Fajna i podniecająca.

  • andkor

    Kolejna fajna część .

  • franco

    @andkor Witam. Dziękuję za post i pozdrawiam

  • St.sz

    franek42: I co tu pisać? Kolejny odcinek fajnistej lektury, że aż się nie można doczekać następnego. Jeśli Cię nie nudzi moje pisanie, to powtórzę, że dawkowanie wszystkiego jest wprost fenomenalne. Do tego klimaty, które serwujesz także mi odpowiadają, bo jak już wcześniej pisałem, jeśli coś odpowiada obu stronom, to nie ma żadnych przeciwwskazań (sorki za takie określenie, ale nie znalazłem na szybko odpowiedniejszego). Miłość zawsze będzie piękna, kiedy nie będzie narzucana itd. Kiedyż się mawiało - dzięki za już, poproszę o jeszcze. I jak tak podtrzymuję. Zdrówka, weny i ochoty do pisania. Pozdrówki.    :bravo:

  • franco

    @St.sz Witam. Jesteś jak zwykle fajnisty. Dziękuję za post i życzliwość. Też życzę duuużo zdrówka i oby do wiosny. Aby teraz chorować, trzeba mieć końskie zdrowie i takiego życzę Tobie i Twojej Familyjce, jak to sam określasz. Serdecznie pozdrawiam