Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. dwudziesta piąta

Płynąc w stronę Rynu, w pewnej chwili zwróciłem się do dziewczyn, czy są zainteresowane prowadzeniem łodzi. Wiedziałem, że Zosia lubiła sterować tym jachtem.  Jednak teraz ani Zosia ani Kamila po zerknięciu na mapę, nie paliły się zbytnio do steru.
          Miały inne plany. Przebrały się w bikini, ale bez zakładania górnej części i usiadły na materacach przed przednią kabiną. Widocznie spodobało im się prezentowanie swoich gołych cycków tak nam, jak i męskiej populacji na mijanych łodziach czy statkach.  
          Sterowałem z dolnej sterówki i przez chwilę obserwowałem nasze panie. Obie  piękne i seksowne. Kamila kilkakrotnie zerknęła w moją stronę i zauważyła, że jej cycki budzą moje zainteresowanie, więc ostentacyjnie je ściskała i masowała.
          Ale moja siostra przechwyciła jej spojrzenie i zorientowała się, co jest grane.
Spojrzała na mnie uważnie i znając mnie, wiedziała, że jestem napalony. Nie zamierzała bezczynnie przyglądać się, jak Kamila mnie podrywa. Kiedy zobaczyła Patryka, który wyszedł na pokład, powiedziała coś do Kamili. Ta pokiwała głową i podniosła się.
          Podeszła do Patryka i powiedziała mu, że chętnie poprowadzi łódź i chce, żeby jej towarzyszył. Weszła do sterówki i oświadczyła mi, że przejmuje ster i razem z Patrykiem poprowadzą łódź. A ja mam zająć się Zosią, bo ma jakieś dziwne bóle w dole brzucha.
          Nie byłem pewny, ale przypuszczałem, że Zosia coś kombinuje. Wolałem się więc upewnić. Opuściłem sterówkę i wyszedłem na pokład. Zosia widząc, że Kamila zasiadła za sterem, podeszła do mnie i  krzywiąc się, trzymała rękę w okolicach wątroby czy wyrostka.
          Patrząc na mnie, gestem poprosiła, żebym poszedł z nią do naszej kabiny.  
Weszliśmy więc do kabiny i widząc na jej buzi oznaki bólu, zaniepokoiłem się nie na żarty.
- Coś cię boli, Zosiu? Udajesz, czy faktycznie coś ci dolega? - zapytałem niezbyt delikatnie.
          Uśmiechnęła się i podeszła do mnie. Objęła mnie ramionami i przytuliła się.
- A jak myślisz? - zapytała. To była cała Zosia. Ja się martwiłem, a ona żartowała.
- Jak możesz mnie tak straszyć? Wiesz, że kocham cię i troszczę się o ciebie, a ty robisz sobie ze mnie jaja - powiedziałem, z lekką goryczą w głosie.
- A jak miałam zareagować, kiedy zobaczyłam, że Kamila cię podrywa, a ty na to, jak na lato.
Też cię znam i widziałam, że chętnie byś ją przeleciał. Więc zrobiło mi się przykro. Ma Patryka, a chętnie bzykałaby się z tobą. Wiem, że ma ładne cycki, ale sam powiedziałeś, że moje też urosną. Powiedziałeś też, że je lubisz, więc dlaczego robisz mi na złość. Teraz wiem, że miałam rację, kiedy nie bardzo chciałam się zgodzić na ich towarzystwo. Wygląda na to, że moja intuicja mnie nie zawiodła. Kamila zagięła na ciebie parol, ale pomyliła się, co do mnie. Więc jeżeli mnie kochasz tak, jak mówisz, to wiesz, co masz robić? - powiedziała i chwyciła moją dłoń, po czym, wsunęła ją między swoje nogi.  
- Czujesz? Jestem cała mokra. Kamila też, bo przeciekała, jak na nią patrzyłam - dodała.  
          Wyglądało na to, że moja siostrzyczka nie zamierzała ze mnie rezygnować i dzielić się mną z Kamilą. Pociągnęła mnie w stronę łóżka, obróciła tyłem i popchnęła, aż usiadłem. Chwyciła moje szorty i zdarła je ze mnie razem ze slipami.  
- Przesuń się dalej na łóżko i połóż na plecach. Trochę poskaczę sobie na tym twoim koniku i może go nieco utemperuję  - powiedziała, głaszcząc mojego sztywniaka.
          Okraczyła moje ciało i przesunęła się do góry, całując mnie z nieukrywaną pasją. Następnie, będąc w rozkroku, przyklękła, uniosła tyłek do góry i chwyciła kutasa. Nawilżyła go w swojej szczelinie i przysiadając, powolnym ruchem wprowadziła w siebie.  
          Kiedy jej cipka zaakceptowała mojego kutasa, rozpoczęła dość ostrą jazdę, wykorzystując całą długość mojego ‘kolegi’. Nie dbając o ból, który sobie mimowolnie sprawiała, rżnęła się na całego, tak że zacząłem się obawiać, czy nie robi sobie krzywdy.
- Może przyhamuj lekko siostrzyczko, bo czuję, jak brutalnie traktujesz swoją cipkę - zwróciłem Zosi delikatną uwagę.
- Właśnie tego potrzebuję. A ty zamiast dogadywać, mógłbyś mnie trochę popieścić. Masz dwie ręce, więc jedną tarmoś moje małe cycki, a drugą łechtaczkę - usłyszałem cichą prośbę siostry, wypowiedzianą przerywanym, prawie chrapliwym głosem.  
          Zgodnie z jej prośbą pochwyciłem jej drobnego, lecz niesamowicie jędrnego cycuszka, miętosząc na przemian to jednego, to drugiego. Drugą rękę przesunąłem na cipkę. Kiedy Zosia poczuła mój palec na cipce, przestała się unosić, suwając się tylko w przód i tył.
          Przesunąłem dłoń w kierunku łechtaczki, dotykając jej dwoma palcami. Suwając miednicą przód-tył stymulowała równocześnie łechtaczkę moimi palcami, jęcząc i dysząc coraz mocniej. Po chwili zatrzęsło nią i opadła bezwładnie na mnie.  
          Kiedy otworzyła oczy, uśmiech opromienił jej buzię. Poczuła, że jestem w niej nadal. Ale teraz chciała czegoś innego, bardziej intymnego i osobistego.
- Było fajnie, ale teraz pokochaj się ze mną braciszku. Chcę cię widzieć i czuć się kochaną - powiedziała gruchającym głosem.
          Wysunęła się ze mnie i położyła obok. Nasunąłem się więc na nią i wspierając się na rękach, wprowadziłem ponownie kutasa do jej cipki. Była obolała, więc zrobiłem to bardzo delikatnie. Uniosła nogi i opasała mnie, wspierając pięty na moich pośladkach.  
- Kochaj mnie Adasiu, kochaj tak, jak to tylko ty potrafisz - usłyszałem prośbę z ust siostry.  
          Wiedziała, jak bardzo ją kocham i jak mnie zmobilizować. Była czymś więcej niż tylko moją siostrą. Podniosłem ręce i położyłem je na jej drobnych cyckach, czując, jak jej sutki sztywnieją w moich palcach. Ponownie zaczęła dyszeć i sapać z podniecenia.
          Zacząłem intensywnie pracować biodrami, dobijając do dna, jej ciasno opinającej mnie, cipki. Oboje byliśmy blisko szczytu, dysząc ciężko z podniecenia. Po chwili poczułem, jak cipka Zosi zaczęła chwytać i pociągać mojego kutasa w głąb siebie.
          Tego już nie wytrzymałem i trysnąłem w nią nasieniem, pompując je w jej ciasne wnętrze. Poczuła to i w kilka sekund później piszczała i trzęsła się, kiedy mocny orgazm rozlał się po jej ciele. Wbiła mnie wprost piętami w swoje ciało i znieruchomiała.
- To było to! Kocham cię braciszku, jesteś najlepszym kochankiem na świecie - usłyszałem peany z ust siostry, kiedy się ocknęła. Promieniała radością i zadowoleniem.  
- Czy ustąpiły wszystkie bóle, siostrzyczko? - zażartowałem, kiedy odzyskałem oddech.  
- Głupi jesteś - powiedziała i szturchnęła mnie żartobliwie w bok.  
          Widząc, jak cieknie jej cipka, podałem jej ręcznik i oboje udaliśmy się pod prysznic. Umyliśmy się oboje i przyodziali, po czym, Zosia została jeszcze w kabinie, bo zamierzała wysuszyć sobie włosy, a ja udałem się na pokład.  
          Płynęliśmy bardzo wolno przez najszerszą część jeziora Tałty. Kiedy zbliżyłem się do sterówki, zauważyłem duży ruch i pośpiech. Patryk gwałtownie zsunął się z siedzenia i odwrócony tyłem, poprawiał spodnie. Wyglądało na to, że oni również się zabawiali.  
          Omal nie roześmiałem się, bo robili wrażenie, jakbym ich przyłapał na czymś paskudnym. Patryk opuścił sterówkę i szybko ulotnił się do kabiny. Chyba się mnie wstydził.
- To może teraz zmienimy się, wy idźcie do kabiny, a my z Zosią siądziemy za sterem - zwróciłem się do Kamili.  
- I jak czuje się Zosia? Bóle przeszły? - odpowiedziała mi pytaniem.  
- Chyba tak, ale może zapytaj o to, ją samą - powiedziałem, widząc, że Zosia wyszła z kabiny.
          Wyglądała pięknie, z puszystymi blond włosami, okalającymi jej uroczą, dziewczęcą buzię. Widząc nieskrywany podziw w moich oczach, wyglądała na zadowoloną. Podeszła do sterówki i widząc, że Kamila opuszcza siedzenie w sterówce, zajęła jej miejsce.  
- Jak czujesz się Zosiu? Bóle ustąpiły? - zapytała ją pogodnie Kamila.  
- Pewnie! Adam pomylił się z powołaniem. Jego dotyk robi cuda - powiedziała rozanielona.
- A ciebie Kamilo nic tam na dole nie boli? Bo Patryk pewnie na ciebie czeka.
          Zosia nie omieszkała przypomnieć Kamili, kto jest jej partnerem, ale Kamila lekceważąco machnęła ręką, jakby jej to zupełnie nie interesowało. Zosia spojrzała wymownie na mnie, jakby mówiąc; widzisz, nie miałam racji?...
          Nie chciałem komentować sytuacji, jaka wytworzyła się pomiędzy Kamilą a Patrykiem. Kamila wyraźnie dawała do zrozumienia, że jest rozczarowana Patrykiem. Ponieważ od Rynu dzieliło nas jeszcze ponad dziesięć kilometrów, wypadało przyspieszyć.    
          Usiadłem obok Zosi i zerknąłem na sonar. Płynęliśmy dość głębokim kanałem, bo mieliśmy około dwadzieścia metrów wody pod kilem. Ruch na jeziorze był umiarkowany, w obie strony. Pchnąłem więc przepustnice w przód, podnosząc prędkość do dziesięciu km/godz.  
          Z lewej strony minęliśmy mały półwysep Olszowy Róg, a po prawej stronie widać już było zabudowania wsi Skorupki. Pogoda nam sprzyjała i płynąc z prędkością około dziesięciu kilometrów, mogliśmy podziwiać wspaniałe krajobrazy na prawym brzegu jeziora.  
          Malowniczo wyglądające wzgórza i pagórki, porośnięte krzakami, drzewami czy pasmami zarośli ciągnęły się wzdłuż prawego brzegu, tworząc miłe dla oka widoki. Z lewej strony minęliśmy zatokę Jora, a z prawej pojawiła się pokryta trzcinami zatokę Skanał.
          Po kilkunastu minutach pojawiło się przewężenie, spowodowane przez półwysep Pazdur. Faktycznie, na mapie półwysep ten ma kształt wysuniętego, zakrzywionego kociego czy ptasiego pazura.  
Po minięciu tego przewężenia, wpłynęliśmy na jezioro Ryńskie.  
          Granica pomiędzy jeziorem Tałty a Jeziorem Ryńskim zaznaczona przez kartografów jest czysto umowna. Akwen ten prawdopodobnie wyodrębniono i nadano nazwę jeziora Ryńskiego, po wybudowaniu przez Zakon Krzyżacki w XIV wieku zamku Ryn wraz z osadą.
          Zamek Ryn mający charakter warownego zamku-klasztoru wybudowano na przesmyku pomiędzy jeziorem Ryńskim a jeziorem Ołów. Obok niego powstała osada o tej samej nazwie Ryn. Osada pełniła funkcje pomocnicze dla warowni i zamku.  
          Według legendy nazwa Ryn pochodzi od kojarzonej przez Krzyżaków nazwy francuskiej rzeki Ren (Rhein) oraz umocnień w postaci zamków. Warowny zamek wraz z osadą,  stanowił ważny element w wale umocnień wschodniej granicy państwa krzyżackiego.  
          Tuż za mijaną przez nas wsią Wejdyki, pojawił się przed nami przepiękny widok na największą wyspę na tym jeziorze, zwaną Ptasią Wyspę. Wyspa ta jest obecnie   chronionym rezerwatem ornitologicznym w tym regionie.
          I największą kolonią lęgową mewy śmieszki i rybitwy. Ptasią Wyspę minęliśmy w dość znacznej odległości i przed nami pojawiło się wejście do długiej, wąskiej zatoki Rominek, nazywanej przez żeglarzy mazurskim fiordem.  
          Przed nami pojawił się już ostatni etap naszej podróży; zatoka końcowa jeziora Ryńskiego i miasto Ryn. Po kilkunastu minutach zobaczyliśmy kolorową panoramę miasta Ryn z górującą nad miastem bryłą, odrestaurowanego krzyżackiego zamku.  
          Zerknąłem na mapę i zobaczyłem, że w mieście znajduje się kilka przystani, w tym duża, nowoczesna Ekomarina.  
- Słuchajcie! Na mapie Rynu widzę kilka przystani, jedną z nich jest Ekomarina. Macie może jakieś przemyślenia w zakresie cumowania? - zwróciłem się do naszych gości.
- Wydaje mi się, że Ekomarina jest najlepszą z nich, o ile znajdziemy miejsce. Jest największa i nowocześnie wyposażona, dzięki funduszom z Unii Europejskiej - stwierdził Patryk.
- Płyniemy więc do Ekomariny - powiedziałem, kierując się na północno-zachodni kraniec zatoki.  
          Kiedy dopłynęliśmy, przy jednym z pomostów od strony brzegu było dużo wolnego miejsca. Pewnie bez sterów strumieniowych było by trudno przycumować w tym miejscum dużą łodzią. Być może to spowodowało, że były wolne stanowiska cumowania.  
          Opływając pomost od strony jeziora, zająłem pozycję i manewrując sterami strumieniowymi, ustawiłem się tyłem do stanowiska . Powolnym ruchem wycofałem łódź  rufą w stronę pomostu, zajmując w ten sposób najtrudniejsze do cumowania stanowisko.  
          Obaj z Patrykiem zarzuciliśmy cumy na polery i zabezpieczyliśmy łódź. Teraz należało dopełnić formalności w bosmanacie portu. Obaj z Patrykiem mieliśmy udać się do biura, kiedy nasze dziewczyny stwierdziły, że chcą nam towarzyszyć.
          Ogarnęliśmy się więc i całą czwórką ruszyliśmy załatwić sprawę. Trafiliśmy tylko na dwie osoby, dokonujące podobnych czynności, więc po kilkudziesięciu minutach zabukowaliśmy swój postój na jedną dobę, ze wszystkimi opłatami; za pobyt, energię i wodę.
          Mogliśmy więc zacząć korzystać z pobytu w Rynie. Zapytana przeze mnie sympatyczna dziewczyna z bosmanatu, gdzie można dobrze i niedrogo zjeść, poleciła między  innymi restaurację hotelową w Zamku, gościniec Ryński Młyn lub karczmę u Wallenroda.  
          Najbliżej było do Ryńskiego Młyna, więc po niedługim czasie znaleźliśmy się przed dużą, przysadzistą budowlą z czerwonej cegły. Z lewej strony budowli, patrząc od strony jeziora, była przybudówka z makietą olbrzymiego, młyńskiego koła.  
          Weszliśmy do dużej, przestronnej sali biesiadnej, ze ścianą z widokiem na jezioro,  którą tworzyły olbrzymie okna w postaci łukowatych przeszkleń od posadzki do sufitu. Stylowe, typowo starodawne, karczemne wnętrze robiło przytłaczające wrażenie.
          Ciekawe i niewątpliwie interesujące z założenia wnętrze wypełniał duży bar oraz olbrzymi kominek. W podobnym stylu były również duże, masywne stoły wraz z podobnymi krzesłami. Całość wyglądała jak wnętrze starodawnej karczmy.  
          Kiedy zajmowaliśmy miejsca przy stole, musieliśmy pomóc naszym paniom.  Krzesła nie tylko sprawiały takie wrażenie, ale były faktycznie ciężkie. Chyba nie mieliśmy szczęścia, że usiedliśmy w tej sali, bo dość długo musieliśmy czekać na obsługę.
          Na szczęście zestawy dań i zup które zamówiliśmy, były na poziomie; ciepłe i smaczne. Ceny, jak to w sezonie letnim, były powyżej średnich, ale w sumie nie mogliśmy narzekać. Poza tym, widok na jezioro i otoczenie, dodatkowo urozmaicał smak potraw.
          Po około godzinie opuściliśmy restaurację w dość przyzwoitym humorze. Dziewczyny zdecydowały, żeby zwiedzić zamek, a że było blisko, więc po chwili meldowaliśmy się w recepcji zamku. Byliśmy zaskoczeni ogromem kompleksu zamkowego.
          Trudno, żeby było inaczej, jeżeli zamek w Rynie był drugim pod względem wielkości zamkiem warownym w państwie krzyżackim, po zamku w Malborku. Jego historia była równie burzliwa, jak dzieje państwa krzyżackiego.  
          Mieliśmy już załatwiać w recepcji Zamku bilety na zwiedzanie, kiedy odezwał się telefon Patryka, który zamierzał właśnie wyłączyć. Odszedł od nas na kilka metrów i chwilę rozmawiał. Kiedy ponownie do nas dołączył, widać było po nim, że coś się wydarzyło.
- Przykro mi, ale będę was musiał pożegnać. Aplikowałem, jeszcze przed otwarciem sezonu, na ratownika i otrzymałem właśnie wiadomość, że zostałem przyjęty na starszego ratownika. Brakuje im ratowników i nie mogą otworzyć kąpieliska. Proszą mnie więc, abym w trybie bardzo pilnym, zgłosił się jutro do ośrodka WOPR w Olsztynie. Przepraszam Kamilo, że cię o tym nie informowałem, ale kiedy nie otrzymałem odpowiedzi, sądziłem, że sprawa jest już nie aktualna. Być może, że i ty mogłabyś zatrudnić się, bo na gwałt potrzebują ratowników. Tak więc możesz jechać ze mną lub zostać. Decyzja należy do ciebie.
          Widać było po jego minie, że Patryk był bardzo zainteresowany podjęciem tej pracy. Natomiast Kamila chyba znalazła się na rozdrożu. Wyraźnie rozważała za i przeciw.  
- Mam rozumieć Patryku, że mamy cię też w trybie pilnym odstawić do Mikołajek, tak? - zapytałem żartobliwym tonem.  
- No, aż tak mi się nie pali. Żeby nie robić zamieszania i nie psuć wam zabawy, mogę wrócić do Mikołajek rejsowym statkiem, o ile jeszcze nie odpłynął - odparł Patryk.
- To nie wchodzi w grę. Przywieźliśmy cię do Rynu, to i odstawimy z powrotem do Mikołajek.  
W międzyczasie Kamila podejmie decyzję, czy jedzie z tobą, czy zostaje z nami - powiedziałem, patrząc na Zosię i Kamilę. Zosia pokiwała głową, że zgadza się ze mną.
- Doszłam do wniosku, że chyba zostanę z wami do czasu, aż Patryk rozezna sprawę. Tu chodzi głównie o licencję ratownika, ja jej nie posiadam, bo nie widziałam takiej potrzeby - oświadczyła Kamila, po chwili zastanowienia.  
          Tak my oboje z Zosią, jak i Patryk uznaliśmy, że jest to rozsądna decyzja.  
- Żeby nie rujnować całkowicie planów, związanych z Rynem, to może zwiedźmy ten zamek, a potem przejdziemy się jeszcze wokół jeziora Ołów i tym samym zrealizujemy cały program, dotyczący tak samej trasy Mikołajki-Ryn, jak i samego Rynu - stwierdził Patryk.
          Trudno było nie zgodzić się z jego rozumowaniem, więc wykupiliśmy bilety. Zwiedzanie zamku z przewodnikiem rozpoczęliśmy w grupie trzydziestu osób. Była to,   zapadająca w pamięć, prawie godzinna lekcja historii w zakresie dziejów Mazur i dawnych Prus Wschodnich.  
          Tak zwiedzane pomieszczenia, jak i eksponaty, pobudzały wyobraźnię. Niezwykłe przedmioty; elementy uzbrojenia wojsk krzyżackich i polskich, jak hełmy, szyszaki, topory, czekany, miecze z X- XIII w. czy włócznie na zwierza z VIII-XII wieku, robiły wrażenie na nas, a budziły niesmak naszych dziewczyn.        
          Dużo sympatyczniejsze wrażenie robiły natomiast współczesne pomieszczenia hotelowe Spa wraz z basenem czy kongresowe, bo zamek pełni obecnie rolę luksusowego,  czterogwiazdkowego hotelu oraz reprezentacyjnego centrum kongresowego.  
          Po zwiedzeniu zamku i zapoznaniu się z ofertą tutejszej restauracji, mogliśmy tylko żałować, że skusiliśmy się na posiłek w gościńcu Ryński Młyn, zamiast od razy podejść do zamku i skorzystać z tutejszej restauracji. Tak menu, jak i obsługa robiły miłe wrażenie.  
          Po wyjściu z zamku, tak, jak postanowiliśmy, zapoznaliśmy się z bogato zagospodarowaną miejską strefą rekreacyjną, zlokalizowaną wokół jeziora Ołów, ze stylowymi wiatami, ławeczkami i kilkoma miejscami do grillowania przy ognisku.  
          W strefie znajduje się między innymi malowniczo położona i okalająca jezioro ścieżka spacerowo-rekreacyjna o długości ponad cztery km, miejska plaża i strzeżone kąpielisko z pomostami oraz wypożyczalnia sprzętu wodnego, a take pole biwakowe.
          Wypożyczalnia oferuje łodzie, kajaki czy rowery wodne. Samo jezioro jest też idealnym miejscem do nurkowania, z uwagi na wysoką czystość wody w jeziorze. Do tego na  turystów czekają w Rynie liczne punkty gastronomiczne i bogata oferta hotelarska.
          Po spacerze i zapoznaniu się ze wszystkimi atrakcjami rekreacyjnymi Rynu, wróciliśmy na łódź. Zgodnie z tym, co ustaliliśmy, że nie zostajemy w Rynie, ale płyniemy do Mikołajek, mając wykupiony dostęp do urządzeń portowych, postanowiliśmy je wykorzystać.  
          Przystań była przyzwoicie wyposażona w czyste sanitariaty i prysznice, więc całą czwórką skorzystaliśmy z pryszniców. Opróżniliśmy również zbiorniki z nieczystości i brudnej wody oraz wysprzątaliśmy gruntownie jacht, korzystając z urządzeń portowych.
          Uzupełniliśmy też wodę pitną, tak że po kilkudziesięciu minutach mieliśmy w pełni przygotowany jacht do dalszej podróży. Poza tym, dziewczyny zrobiły przegląd naszych zapasów i doszliśmy do wniosku, że podwieczorek, kolację oraz śniadanie zjemy na łodzi.
          Wyszliśmy z założenia, że najpierw powinniśmy zjeść to, co mamy. Aby nieco urozmaicić nasze posiłki, udaliśmy się do pobliskiego sklepu i dokupiliśmy kilka wiktuałów, zgodnie z upodobaniami każdego z nas. Potem zjedliśmy podwieczorek i uprzątnęliśmy mesę.
          Od pory zmroku dzieliło nas jeszcze kilka godzin, więc po wymeldowaniu się z postoju w bosmanacie eko-mariny, byliśmy w pełni gotowi do rejsu do Mikołajek. Bez większego problemu opuściliśmy przystań i po chwili byliśmy na wodnym szlaku.
          Płynąc w kierunku na południe, byliśmy jedynymi, którzy płynęli w stronę Mikołajek. Ogólnie był już mały ruch. Kiedy minęliśmy Ptasią Wyspę i nie widząc żadnych przystani ani łodzi w pobliżu, pchnąłem mocno obie przepustnice do przodu.
          Oba silniki, które dotychczas mruczały cicho, pchając łódź z prędkością ok. dziesięciu km/godz. zaryczały i po chwili jacht przyspieszył do ok. czterdziestu km/godzinę. Co chwilę zerkałem na ekran sonaru, głębokość wynosiła ponad dwadzieścia metrów.  
          Dość szybko zaczęliśmy zbliżać się do miejscowości Notyst Wielki i umownej granicy, gdzie jezioro Ryńskie przechodzi w jezioro Tałty. Przyjemnie było czuć powiew wiatru we włosach, ale musiałem zwolnić do bezpiecznej prędkości dziesięciu km.  
          Nasze panie, które stały przy dziobowym relingu, były tym nieco zawiedzione. Pocieszyłem je, że jest jeszcze przed nami kawałek szlaku, gdzie będę mógł przyspieszyć, więc usiadły ponownie na materacach i cieszyły oczy widokami na prawym brzegu jeziora.
          W ciągu kilkunastu następnych minut minęliśmy przewężenie i półwysep Pazdur. Byliśmy na jeziorze Tałty. Widząc ponownie wolną przestrzeń przed sobą i brak łodzi przy prawym brzegu oraz żadnych znaków ograniczenia prędkości, przyspieszyłem.
          Dziewczyny słysząc ponowny ryk silników, poderwały swoje tyłki i stanęły przy relingu. Po chwili jacht mknął po powierzchni wody w trybie ślizgowym. Jezioro Tałty było jeszcze głębsze niż jezioro Ryńskie, tak że nie zagrażały nam żadne wodne niespodzianki.
          Dwa potężne, stupięćdziesięcio-konne silniki Volvo Penta mogły rozpędzić jacht do ponad stu km/godzinę. Zadowoliłem się sześćdziesięcioma i utrzymywałem tę prędkość około dziesięć minut, po czym zwolniłem do bezpiecznych dziesięciu km/godz.
          Przy tej prędkości silniki były ledwo słyszalne, a łódź nie tworzyła fali bocznej, groźnej dla cumujących obok siebie łodzi, tak na przystaniach, jak i na dziko. Zbliżając się do Mikołajek, miałem mieszane uczucia, co do cumowania na noc.
          Patryk mieszkał na obrzeżu Mikołajek, od północnej strony, więc mogliśmy go wysadzić, cumując na kotwicy albo na przystani i co dalej? Musiałem zapytać dziewczyn, co one myślą na ten temat. A głównie Kamila. Mieszkała w Mikołajkach, niedaleko od nas.  
          Głupio by było, gdybyśmy, będąc w Mikołajkach, cumowali poza mariną dziadka i nocowali na łodzi, kiedy na wyciągnięcie ręki, czekało na nas wygodne łóżko. Zdając sobie sprawę z tego, że wymaga to przemyślenia i dogadania się, zatrzymałem łódź.
          Wywołałem tym lekką konsternację, tak u Zosi, jak również u Kamili i Patryka. Szybko podeszli do sterówki.
- Co się dzieje? Dlaczego zatrzymałeś się? - usłyszałem pytania i lekki niepokój na ich twarzach.  
          Widząc ich prawie przestraszone miny, omal nie roześmiałem się w głos.
- Nic się nie stało, a zatrzymałem się w miejscu, gdzie mogłem stanąć. Musimy obgadać całą sprawę, bo nie chcę być tym jedynym, co to decyduje o wszystkim. A więc po pierwsze; gdzie zatrzymujemy się, żeby Patryk mógł wysiąść? Po drugie; kiedy Patryk wysiądzie, co robimy dalej? Czyli gdzie cumujemy i gdzie nocujemy? Sytuacja uległa diametralnej zmianie.  
Co zdecydowałaś ostatecznie Kamilo w swojej sprawie; zostajesz z nami i kontynuujemy razem dalszą rajzę po Mazurach, czy zostajesz w domu i czekasz na informację od Patryka?
Muszę czy musimy oboje z Zosią wiedzieć o tym, bo za chwilę chcę porozmawiać z naszą ciocią Elą i dziadkiem, aby ich poinformować, że Patryk nas opuszcza i na pewno zapytają o ciebie. To jest o tyle ważne, że zatrzymując się w Mikołajkach i cumując czy nocując poza domem, wypadniemy bardzo głupio wobec naszej rodziny. I to tyle, co chciałem wam przekazać ze swojej strony - powiedziałem, obrzucając spojrzeniem całą pozostałą trójkę.
          Widać było, że zabiłem im niezłego ćwieka. Głównie pewnie tym, gdzie mamy ewentualnie spędzić czy przenocować najbliższą noc. Widać było, jak Kamila główkuje.
- Może to wydać się wam dziwne, ale chciałabym kontynuować z wami tę wakacyjną podróż. Nastawiłam się już na to psychicznie, więc jeżeli nie będę wam specjalnie przeszkadzać, to zostaję z wami. Więc teraz piłka jest po waszej stronie. Więc oboje z Zosią zdecydujcie; co dalej?
          Faktycznie mogłem się zdziwić. I to jej bezpretensjonalnej szczerości. Mogła poczekać z tym do chwili, kiedy już Patryka z nami nie będzie, a ona jednoznacznie dała mu do zrozumienia, że nie zamierza czekać na jego telefon i zaproszenie. Wybrała nas.
          Spojrzałem na Zosię, która na moment spoważniała, pewnie zastanawiając się i rozważając słowa Kamili. Patrzyła przy tym na mnie nieodgadnionym spojrzeniem. …cdn…

5 komentarzy

 
  • andkor

    Z każdym czytaniem coraz ciekawiej super że wstawiasz też trochę opisów okolicy i historii.

  • franco

    @andkor Witam i dziękuję za post oraz za opinię. Pozdrawiam

  • St.sz

    @franek42 - Miło Cię znowu powitać w tym Nowym , Daj Boże nie-Popapranym Roku. Jak zwykle ( bez obrazy)  ,,fajne czytadło". Nie obraź się na takie sformułowanie opinii, ale WSZYSTKO już zostało powiedziane, napisane et cetera, et cetera. Zdrówka i weny na ciąg dalszy. :bravo:

  • franco

    @St.sz Witam. Też jest mi miło wiedzieć, że ktoś czeka na dalszy ciąg tej opowiastki. Dziękuję Ci więc, tak za post, jak i za życzenia. Życzę tego samego tak Tobie, jak całej Twojej Familyjce w całym tym roku, a przede wszystkim zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka. Jak będzie zdrowie. to podobno wszystko inne jest do ogarnięcia. Cieplutko pozdrawiam

  • Gaba

    Opisy, opisy! I trochę historii tej krainy. Mało kiedy spotyka się tak dopracowane opowiadanie.  
    Brawo, dobra robota!

    Lepszego Nowego, zdrowia, zdrowia! To się najbardziej liczy...!

  • franco

    @Gaba Witam. Cieszę się, że dałeś znać o sobie. Dziękuję Ci za post i dobre słowo. I wiem, co piszę. Również życzę Tobie i Twoim Najbliższym Wszystkiego co Najlepsze w całym 2021 roku. A zdrowie jest w tym wszystkim najważniejsze, Kiedy zdrowie i humor dopisuje, to wszystko inne łatwiej przychodzi. Łączę serdeczne pozdrowienia

  • Milf

    Bardzo fajne, ciekawe opisy mazurskich jezior i okolicy.

  • franco

    @Milf Witam cieplutko. Dziękuję serdecznie za post i pozdrawiam

  • emeryt

    @franek42, dziękuję za ten kolejny, a pierwszy odcinek w tym nowym roku. Nie nam zamiaru rozpisywać się jaki to wspaniały odcinek itd. Lecz z niego powiewa latem, przygodą i seksem opisanym jak zwykle w twoim stylu. A ponieważ to kolejny roczek, więc życzę Tobie wraz z rodzinką aby omijały was wszystkie złe sprawy. Dużo, dużo zdrowia, bo to jest najważniejsze jak mawiał poeta : - szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakuje, aż się zepsuje-.

  • franco

    @emeryt Witam. Za post dziękuję, a to, że mi dobrze życzysz, wiem już od bardzo dawna. Również życzę, tak Tobie, jak i całej Twojej Rodzince w całym 2021 roku, wszystkiego, co miłe, dobre i co sprawia, że człowiekowi chce się żyć. Dużo zdrowia, pogody ducha, a jak najmniej trosk i zmartwień. Serdecznie pozdrawiam