Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta druga

Widząc radość i zadowolenie, na buziach towarzyszących mi pań, w tym mojej mamy, sam byłem więcej, niż zadowolony. Jesteś szczęściarzem, chłopcze! - zadzwoniła mi w uszach wypowiedź dziadka Jana. Tak! Jestem szczęściarzem! - przebiegło mi przez myśl.  
          Kochają mnie trzy wspaniałe, cudowne kobiety i jedna nastolatka. Jak to się stało, że przydarzyło się to właśnie mnie? I czym zasłużyłem sobie na takie szczęście? Patrząc na szczęśliwą minę mojej pięknej mamy, sam pęczniałem ze szczęścia i dumy.  
          Do tego rozradowana mina mojej młodszej siostry i zadowolenie na twarzy Kamili, wręcz uskrzydlało mnie i dopełniało moje uczucie szczęścia. Kiedy przymknąłem przepustnice i płynęliśmy spokojnie w stronę przesmyku, mama wróciła do sterówki.  
          Przysiadła się ciasno do mojego ciała, jakby akcentując potrzebę bliskości ze mną. Miękkie, jędrne ciało mamy oraz jej zapach sprawiał, że byłem podniecony na maksa.
- Czuję się tak, jakby mi ubyło lat. I wiesz, kto to sprawił? - zagruchała mama do mnie.
- Nie mam bladego pojęcia, mamo. Powiesz mi, kto to? I czy go znam? Bo czuję się trochę zazdrosny - przyjąłem mamy konwencję i wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu.  
          Mama zauważyła namiot w moich szortach i chyba sprawiło jej to jakąś tam satysfakcję, bo uśmiechnęła się i nieznacznie oblizała usta.
- Nie drażnij się ze mną, bo zgwałcę cię w tej sterówce - mama szturchnęła mnie żartobliwie w bok, obejmując dłonią, rozpychającego się w moich szortach, sztywniaka.      
- Byłoby to mamo raczej trudne do wykonania, biorąc pod uwagę rozmiary tej sterówki, ale zawsze możesz spróbować. Może się uda - odpowiedziałem, obejmując mamę jedną ręką i przyciągając ją do siebie. Wyglądało to zabawnie, bo traktowałem mamę, jak dziewczynę.
          Mama widząc, że dziewczyny są odwrócone, przyciągnęła moją głowę i pocałowała mnie z taką pasją i czułością, że moje serce prawie się roztopiło. Było to tak głębokie, widoczne w jej oczach, okazanie mi swojej miłości, że wzruszenie odebrało mi głos.  
- Adasiu, wiesz, jak bardzo cię kocham i to nie tylko, jako syna, ale też jako najważniejszego dla mnie mężczyznę. Stałeś się nim dla mnie od chwili, kiedy ująłeś się za mną i stanąłeś w mojej obronie. Czy to się zmieni w przyszłości, zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Dla mnie pozostaniesz już na zawsze tym jedynym mężczyzną i to bez względu na to, co wydarzy się w przyszłości. A tak, poza nawiasem, to w moim życiu też coś się zmieniło i chciałabym o tym porozmawiać, tak z tobą, jak i z Zosią. Nie jestem jeszcze gotowa na to, aby do tej rozmowy włączyć też Kamilę. Chciałabym tylko wiedzieć Adasiu, jak blisko jesteście już oboje ze sobą i co zamierzasz zrobić z tym waszym obecnym związkiem?  
          Mówiąc to mama, cały czas nie spuszczała ze mnie wzroku, tak że domyśliłem się, że nie tylko wyznała mi swoje, niezbyt matczyne uczucia, jako swojemu mężczyźnie, ale i sonduje, zamierzając przekazać nam obojgu z Zosią coś ważnego, tak dla niej, jak i dla nas.  
- Mamo! Nie powiem ci teraz, czy to, co łączy mnie z Kamilą, jest już czymś poważnym na tyle, że można na tym budować naszą przyszłość. Śmiem przypuszczać, że tak dziadek Jan, jak i Ela życzyliby pewnie sobie, aby to, co nas z Kamilą teraz łączy, w jakiś tam sposób rozwinęło się i żebyśmy byli parą. Kamila jest siostrą faceta, który pracuje w firmie dziadka i jest dość wysoko postawiony w hierarchii firmy. Przypuszczam więc, że tak Ela, jak i dziadek znają Kamilę znacznie lepiej niż ja, a przynajmniej dłużej i akceptują ją taką, jaka jest. Według mnie, Kamila jest spokojną, pogodną i mądrą dziewczyną. A przy tym jest bardzo ładna i twardo stąpa po ziemi. Dała mi też jasno do zrozumienia, że to, co do mnie czuje, jest dla niej ważne i chciałaby to kontynuować. Wie też już, co łączy mnie z Zosią i Elą. Teraz pewnie domyśliła się również, że nasze więzi też wykraczają daleko poza relacje; mama i syn. Jednak nic nie wskazuje na to, żeby miałoby to ją w jakiś sposób zniechęcić do mnie.  Nie widać, że ma zamiar zwijać się i uciekać, gdzie pieprz rośnie. Oznacza to więc, że w jakimś tam stopniu to akceptuje. Przyznaję też mamo, że Kamila podoba mi się, jako dziewczyna. Do tego, zaimponowała mi tym, w jaki sposób rozwiązała sprawę jej związku z chłopakiem, z którym była związana przez dobre kilka lat. I to nie on uganiał się za nią, ale ona za nim. Więc wygląda na to, że sprawa jest otwarta i być może rozwiąże się sama w sposób, który będzie odpowiadał tak mnie, jak i jej. A ty mamo, jak to widzisz i co o tym sądzisz? - zwróciłem się do mamy, wcale nie jak syn, ale jak mężczyzna, do najbliższej przyjaciółki.  
          Chyba zaskoczyłem mamę swoją wypowiedzią, bo przez chwilę milczała i tylko zerkała na mnie, jakby zastanawiała i nie mogła zdobyć się na szczerą odpowiedź.  
- Czy miałbyś coś przeciwko temu Adasiu, gdybym zabrała Kamilę do tej tylnej kabiny i trochę z nią porozmawiała w cztery oczy. Wiesz, o takich naszych babskich sprawach oraz o waszym związku - zwróciła się do mnie mama, uśmiechając się przy tym pogodnie, ale i patrząc na mnie trochę poważnym, a trochę figlarnym spojrzeniem. Czyżby coś ukrywała? - zawibrowało mi w myśli.  
- Mamo, czy to czasem nie oznacza, że Kamila podoba ci się i to nie do końca, jako moja ewentualna dziewczyna czy potencjalnie twoja synowa? Bo podobnie zachowała się Zosia i również poderwała Kamilę. Potem wyjaśniała mi, że chciała ją sprawdzić czy nadaje się dla mnie i czy mnie nie skrzywdzi. A tobą mamo, co teraz kieruje? Też chcesz ją sprawdzić? Dla mnie czy dla siebie? - zapytałem mamę wprost, bo z kolei mama też zaskoczyła mnie swoją, zakamuflowaną nieco, prośbą.    
- Nie bardzo wiem, o czym mówisz, Adasiu? - mama spróbowała zneutralizować swoją prośbę i zbić mnie z tropu, widząc, że trochę ją przejrzałem i odkryłem jej intencje.  
          Oznaczało to, ni mniej ni więcej, że mama była lub stała się osobą biseksualną. Po przykrych doświadczeniach z tatą, faktycznie nie interesowała się i nie umawiała na randki z mężczyznami. Tłumaczyła to przykrymi doświadczeniami z tatą, swoją pracą i troską o nas.
- Mamo, nie musisz kryć się czy kłamać przede mną. Kocham cię tak bardzo, że zaakceptuję wszystko, co sprawi, że poczujesz się i faktycznie będziesz szczęśliwa i to nie tylko przez chwilę, ale na dłużej, jeśli nie na całe życie. Za to, co zrobiłaś dla mnie i Zosi, zasługujesz na to i byłbym ostatnim dupkiem czy idiotą, jeżeli zachowałbym się czy zrobił cokolwiek, co to twoje szczęście miałoby zakłócić. Myślę, że Zosia kocha cię nie mniej ode mnie i pewnie też  przychyliłaby ci nieba, podobnie, jak ja. Tak że nasza kochana mamo, przed nami nie musisz się kryć, czy obawiać, bo z naszej strony nie grozi ci nic złego czy przykrego; nigdy i nigdzie.
          Po moich słowach, mama przytuliła się do mnie mocno i ukradkiem otarła łzy, krzywiąc swoją uroczą buzię w uśmiechu dla mnie.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, mój ty kochany i jedyny w moim obecnym życiu, mężczyzno. Przyznaję, lubię dziewczyny, ale nie mniej lubię twojego kutasa i to, co z niego wytryskuje, tak w mojej cipce, jak i w ustach. Tak więc moje usta, jak i obie moje dziurki są synu do twojej dyspozycji zawsze, wszędzie i kiedy tylko sobie tego zażyczysz. Oczywiście, jest to tylko moja deklaracja i propozycja, a nie żaden przymus. Możesz z niej korzystać zawsze i bez żadnych ograniczeń, dopóty, dopóki będziesz tym zainteresowany. Oczywiście, zakładam, że powinno to być również jakąś tam atrakcją dla ciebie i sprawiać  przyjemność, tak tobie, jak i mnie.
          Wiedziałem, że wypowiedziana przez mamę deklaracja nie jest żadnym pustosłowiem. Po prostu, mama zawsze mówiła to, co myślała i działała tak, jak czuła. Zdążyłem się już przekonać, że jej miłość tak do mnie, jak i Zosi była i jest wyjątkowa, bezwarunkowa i bezterminowa.
- Mamo, teraz po wysłuchaniu twojego oświadczenia czy deklaracji, uważam, że sprawa mojego zdania na temat twojej chęci 'rozmowy' z Kamilą, stała się bezprzedmiotowa.  
To, o czym będziecie rozmawiać, byłoby pewnie dla mnie nie tylko atrakcyjne, ale i podniecające. Wydaje mi się jednak, że chciałabyś mamo, aby ta wasza pierwsza 'rozmowa' odbyła się w cztery oczy.  
Kamila jest osobą dorosłą i póki co, nie jest jeszcze oficjalnie moją dziewczyną. Tak więc, tylko od was obu zależy, w jaki sposób odbędziecie tę rozmowę. To tyle, co chciałbym powiedzieć w tej sprawie.  
Poza tym, za około półgodziny będziemy mamo na miejscu, o którym wspomniała Zosia.  
Będzie można z tego miejsca mieć nie tylko piękne, wręcz cudowne widoki na jezioro, ale obserwować również wschód czy zachód słońca.  Oglądanie tego z pokładu łodzi, to niepowtarzalny, niezapomniany i zapierający dech w piersiach, widok. Zresztą sama się o tym przekonasz. Do tego mamy szczęście, co do pogody. Według prognoz, nie tylko dzisiaj, ale i przez najbliższe kilka dni ma być ciepło, pogodnie i słonecznie. Na tym jeziorze nie jest to zbyt częstym zjawiskiem, bo zwykle pogoda jest tu zmienna i kapryśna. Oznacza to, że będziemy mogli spędzić trochę czasu na tym naszym najpiękniejszym, polskim jeziorze w wymarzonych wręcz do wypoczynku warunkach.  
          Zauważyłem, że mama po wysłuchaniu mojej wypowiedzi, nagle zaczęła się wiercić i spoglądać na mnie łakomym, wręcz niecierpliwym wzrokiem.
- Czy mógłbyś Adasiu przekazać ster łodzi dziewczynom i udać się ze mną na rozmowę, do tej tylnej kabiny? - zwróciła się naraz mama do mnie.  
          Jej spojrzenie mówiło samo za siebie. Mama była wyraźnie podniecona i chyba napalona na mnie.
- Mamo, ani Zosia, ani Kamila nie prowadziły tej łodzi wyznaczonym torem wodnym, prowadzącym w głąb  jeziora Śniardwy czy w stronę wysp, gdzie byliśmy poprzednio. A szlak ten przebiega przez teren, który do łatwych czy bezpiecznych nie należy. W bliskim sąsiedztwie szlaku jest bardzo wiele  płycizn i głazów, tak że niewielkie zboczenie z kursu może być zagrożeniem dla tej łodzi. Wybacz mi mamo, ale w tej sytuacji nie chciałbym narażać naszego bezpieczeństwa czy łodzi na uszkodzenie, a dziewczyn na stres. Po dopłynięciu i zakotwiczeniu łodzi w bezpiecznym miejscu, będę mamo do twojej dyspozycji.
          Mama wysłuchała mnie uważnie i przez chwilę patrzyła mi w oczy.  
- Cóż, mogę być tylko dumna, że jesteś moim synem. Aż trudno uwierzyć, że masz tylko dziewiętnaście lat. Masz rację synu. Zachowałam się więcej niż nieodpowiedzialnie. Nie będę cię więc rozpraszać i wracam do dziewczyn - powiedziała mama i zamierzała wrócić na przód łodzi, do Zosi i Kamili.
          Wyczułem jednak w głosie mamy nie tylko lekkie rozczarowanie, ale też zakamuflowane rozgoryczenie, że odkryła się przede mną ze swoim pożądaniem, a ja ją w jakiś tam sposób odrzuciłem i przywołałem do porządku. Zrobiło mi się więcej niż głupio.  
          Przecież nigdzie nam się nie spieszyło i nie płynęliśmy na określony czas.
- Mamo, zostań! Zaraz poproszę dziewczyny, żeby mnie zastąpiły. Zachowałem się wobec ciebie, jak ostatni dupek, a nie jak syn i twój mężczyzna, jak byłaś uprzejma mnie nazwać mamo - powiedziałem, starając się być w miarę spokojny.
          W międzyczasie wpłynęliśmy na najszerszą część jeziora Mikołajskiego. Wychyliłem się więc ze sterówki i krzyknąłem w stronę dziewczyn, aby zwrócić ich uwagę. Widząc, że patrzą w naszą stronę, poprosiłem gestem dłoni, żeby podeszły, bo ich potrzebuję.
- Koniec z obijaniem się, moje panie. Przejmijcie ster, a my z mamą musimy przeprowadzić poważną rozmowę w cztery oczy. Płyńcie wolno i zwracajcie uwagę, tak na to, co dzieje się na wodzie, jak na ekran sonaru, który dość dobrze obrazuje ukształtowanie dna i tego, co jest pod nami, tak przed, jak i po bokach łodzi - zwróciłem się do Zosi i Kamili, kiedy podeszły do sterówki.  
- Adamie, uważam, że to Kamila powinna prowadzić łódź, a ja najwyżej mogę jej pomagać. Jest nie tylko bardziej ode mnie doświadczona, ale zna te wody lepiej ode mnie i wie, gdzie i kiedy może nam coś zagrażać - zwróciła mi uwagę Zosia, zdając sobie sprawę, że Kamila jest nie tylko starsza od niej wiekiem, ale bije ją na głowę stażem, doświadczeniem i obyciem w prowadzeniu dużej łodzi po wodach tutejszych, mazurskich jezior.  
          A to, że zwracałem się do nich obu, jako równorzędnych wodniaków, Zosia trafnie odczytała, że po prostu nie chciałem jej urazić, jako swojej siostry, pomniejszaniem jej znaczenia czy umiejętności, jako sternika łodzi motorowej.    
- Jesteś młodą, ale bardzo mądrą dziewczyną, Zosiu - mama krótko skwitowała jej słowa.
- A więc Kamilo, ten jacht jest twój. Sądzę też, że wykorzystasz dobrze pomoc Zosi, bo jest bardzo zdolna i nadaje się na sternika łodzi. Jest takim samorodnym diamentem, który należy tylko odpowiednio oszlifować, aby stał się brylantem wśród sterników. A poza tym, obie dobrze dogadujecie się. Zosia pokaże ci to miejsce na jeziorze, które jest ustronne i nadaje się na kotwicowisko dla tego jachtu - powiedziałem, przekazując jej ster.
- Będzie dobrze! I dziękuję za zaufanie, Adamie! Postaramy się z Zosią zapewnić wam odpowiedni czas, na bezpieczną, spokojną rozmowę - zapewniła Kamila, zajmując miejsce za kierownicą łodzi. Zosia usiadła obok niej.  
          Mogliśmy więc z mamą udać  się do tylnej kabiny. Przechodząc obok kuchni, zabrałem dwie butelki; piwo dla mamy i sok dla siebie.  
- Masz zamiar jeszcze pływać Adasiu? - zapytała mama, widząc tylko jedno piwo i sok.
- Może! Chciałbym wypróbować na spokojnie ten ponton, bo nawet nie wiem, czy jest szczelny i jak się nim pływa - oświadczyłem pogodnie mamie.
- To co, idziemy do tej kabiny, czy przeszła ci mamo ochota na 'rozmowę'? - zapytałem, widząc, że mama spoważniała i nad czymś się zastanawia.
- Oczywiście, że idziemy, chociaż wolałabym porozmawiać z wami obojgiem. Ale trudno, nie będziemy im ponownie mieszać w głowie - powiedziała mama, ruszając w tył łodzi.  
          Idąc z tyłu, machinalnie obserwowałem zachwycający tyłek mamy w skąpym bikini. Był kobieco zaokrąglony, pełny, jędrny i sprężysty. Mama chyba zorientowała się, że ją obserwuję, bo rozkosznie zatrzepotała pośladkami. Mój kutas oczywiście też zareagował.
          Weszliśmy do kabiny i mama natychmiast odwróciła się, otaczając mnie ramionami. Przyciągnęła mnie do siebie i zatopiła swoje miękkie, wilgotne usta w moich.
- Miło widzieć, że mój przystojny syn reaguje na powaby swojej starej matki - powiedziała mama z uśmiechem, patrząc na namiot w moich szortach.  
- Sądzę, że zanim przejdziemy do właściwej rozmowy, powinniśmy się chyba na poważnie zająć tym twoim kolegą z dołu, co? Zresztą, moja koleżanka może nie jest tak widowiskowa, ale też strasznie przecieka - powiedziała mama i chwyciła moją rękę, wsuwając ją sobie w krocze. Faktycznie, była mokra, czyli oboje potrzebowaliśmy szybkiego zaspokojenia.
- Mamo, proponuję ci jazdę na moim koniku. Będziesz miała pod kontrolą tempo i siłę nacisku, a potem możemy kochać się w sposób, jaki będzie ci odpowiadał - powiedziałem.  
          Mama uśmiechnęła się słodko i widząc, że szybko pozbyłem się ciuchów i położyłem na łóżku, zrobiła to samo. Po chwili okraczyła mnie i wspierając się na jednej ręce, powoli opuściła się na mojego kutasa. Odczekała chwilę i zaczęła jazdę.
          Po niedługim czasie zaczęła dyszeć, pomrukiwać i przyspieszać. Pochwyciłem jędrne, sterczące cycki mamy i widząc, że ją to rajcuje, gładziłem, ściskałem i drażniłem jej sutki. Mama natomiast uruchomiła mięśnie cipki i ściskając nimi kutasa, wzmogła swoje doznania.
          I nie tylko swoje, bo moje również. Czując, że w ten sposób mogę dojść szybciej niż mama, usiadłem i podniosłem mamę do pozycji siedzącej, patrząc jej w oczy i pracując mocno biodrami. Mama wyczuła moje intencje i i też zaczęła intensywnie pracować biodrami.  
          Nasze wspólne, zaangażowane działania odniosły prawie natychmiastowy skutek. Mama objęła mnie ciasno ramionami i pojękując, dysząc i pracując mocno biodrami, doszła.
Westchnęła i przyciągnęła mnie mocno do siebie, zatapiając usta w zmysłowym pocałunku.  
          Po chwili otworzyła oczy i obdarzyła mnie swoim promiennym uśmiechem.
- To było niesamowite. Gdzie ty się tego nauczyłeś, Adasiu? Zaskoczyłeś mnie kompletnie. Po raz pierwszy osiągnęłam orgazm, bez żadnej zewnętrznej stymulacji łechtaczki. Musimy to powtórzyć przy najbliższej okazji. A teraz powinnam chyba zająć się tym twoim kolegą, aby odwdzięczyć ci się, za tak wspaniały orgazm - powiedziała, czując mnie nadal w sobie.
          Mama wprost promieniała z zadowolenia, co udzieliło się również mnie.
- Mamo, nic nie rób. Zmienimy tylko pozycję, abym teraz ja mógł popracować nad twoim i
moim orgazmem - zaproponowałem mamie ponowne zbliżenie w klasycznym układzie.
          Mama zadowolona z takiego obrotu sprawy, nie wypuściła mnie z objęć, kiedy wykonywaliśmy zmianę pozycji, tak że mój kutas ani na chwilę nie opuścił jej cipki. Podjęliśmy więc na nowo, przerwaną na chwilę, 'robotę'.
          Patrząc mamie w oczy, zacząłem kopulację od powolnych, długich suwów.  
- Nie musisz mnie oszczędzać, Adasiu. Moja cipka jest gotowa na ponowne rżnięcie, więc daj jej popalić, tak jak potrafisz; szybko i mocno - usłyszałem zachętę mamy.
          Jakby na poparcie swoich słów, uniosła nogi i piętami wsparła się o moje pośladki. Kiedy zacząłem rżnąć mamę, tak jak prosiła; mocno i szybko, piętami wspomagała moje starania, dopychając mnie z dużą siłą, W ten sposób mój kutas lądował w niej głęboko.
          Za każdym razem, kiedy dobijałem do dna cipki, mama nie tylko wzdychała, ale stękała, jakbym okładał ją cepem, a nie kutasem. Po chwili poczułem, że dochodzę i chyba mama też to wyczuła, bo kiedy wytrysnąłem w niej, westchnęła głęboko i ponownie doszła.
- Wygląda na to, że moja cipka potrzebowała takiego rżnięcia, bo czuję się cudownie. Dziękuję ci Adasiu i cieszę się, że też coś z tego miałeś. A teraz, ogarnijmy się trochę i chyba musisz wrócić na pokład, bo będę się lepiej czuć, wiedząc, że to ty jesteś za sterem.
          Wyglądało na to, że mama faktycznie uważała mnie już za kogoś, na kim można polegać. A wiedziała przecież, że Kamila posiada dużo większe doświadczenie, jako sternik, tak od Zosi, jak i ode mnie.  
          Opłukałem się więc razem z mamą pod prysznicem i udaliśmy się oboje na pokład. Okazało się, że Kamila nie popłynęła na Śniardwy, ale pływała po bezpiecznym akwenie jeziora Mikołajskiego. Po prostu wybrała bezpieczniejszy wariant na przeczekanie.
          Nie mogłem jej o to winić. Pewnie obie z Zosią doszły do wniosku, że lepiej poczekać na mnie, niż mierzyć się z potencjalnym zagrożeniem na Śniardwach. Kiedy pojawiłem się na pokładzie, zauważyłem, że Kamila wyraźnie rozpogodziła się na mój widok.  
- Pewnie nie jesteś zbyt zadowolony, że nadal jesteśmy na Mikołajskim, zamiast na Śniardwach? - zapytała pogodnie, próbując dołączyć do tego uśmiech.
- A niby dlaczego? Przecież nigdzie nam się specjalnie nie spieszy. A skoro jesteśmy jeszcze tutaj, to może warto sprawdzić, czy mamy wystarczającą ilość jedzenia na dziś i na jutrzejsze śniadanie - powiedziałem, przyjmując neutralny ton głosu.
- I słusznie! Przypuszczam, że płynąc w ustronne, czy zaciszne miejsce, chcesz zatrzymać się tam Adamie na dłużej, łącznie z nocowaniem, tak? - zwróciła się do mnie mama.
- Co prawda nie omawialiśmy tego, ale tak bym to widział - odpowiedziałem spokojnie.
                Usiadłem więc przy sterze, a mama wraz z dziewczynami udała się do pomieszczenia kuchennego, aby sprawdzić stan naszego prowiantu. Po chwili mama wróciła i usiadła przy mnie.
- Wygląda na to, że Ela zadbała odpowiednio o nasze zapasy, bo nawet uwzględniając wasze głodomorskie apetyty, tak jedzenia, jak i napojów powinno wystarczyć - stwierdziła krótko, siadając ciasno przy mnie. No cóż, mama lubiła czuć mnie blisko siebie.
          Mogliśmy wiec spokojnie płynąć w nasze ustronne miejsce na Śniardwach. Po  kilkunastu minutach pojawił się przed nami cypel Popielski Róg i przesmyk prowadzący do jeziora Śniardwy. Zobaczyłem kilka łodzi płynących w naszą stronę. Jedna z nich halsowała.
          Żeglarz zachowywał się dość nieodpowiedzialnie, bo bardzo niebezpiecznie manewrował, zbliżając się za blisko do innych łodzi. Musiałem uważać, żeby właściwie zareagować, w przypadku zagrożenia. Mama też zauważyła potencjalne niebezpieczeństwo.
          W międzyczasie pojawiły się przy sterówce Kamila z Zosią.
- Uważaj Adamie, bo ten gość jest chyba lekko nawalony. Zachowuje się tak, jakby był sam na wodzie. W końcu na kogoś wpadnie. Kilka łodzi specjalnie odpadło od wiatru, żeby nie zbliżać się do niego. Ma facet szczęście, że wiatr jest w miarę stabilny, bo w warunkach, które tu normalnie panują, już dawno wylądowałby na którymś z brzegów.
          Kamila, która już nieraz płynęła przesmykiem, ostrzegła mnie i podsumowała nieodpowiedzialne zachowanie się sternika dość dużej żaglówki. Podeszła do sterówki i przez chwilę obserwowała zachowanie tamtej łodzi i moje reakcje, jako odpowiedź na jej manewry.
          Kiedy zbliżyliśmy się na tyle blisko do żaglówki, że dało się przewidzieć i odczytać, jej możliwe do wykonania manewry, przyspieszyłem i przeciąłem ślad z tyłu łodzi, oddalając się od niej na bezpieczną odległość. Kamila w milczeniu uniosła kciuki w górę.
- Dobra robota, Adamie! Będą z ciebie ludzie. A tego dupka spotka kiedyś zasłużona kara - skwitowała krótko i żartobliwie moje zachowanie, jako sternika.  
          Zauważyliśmy, że na żaglówce, oprócz sternika, było kilka dziewczyn, więc facet prawdopodobnie chciał w ten sposób zaimponować, towarzyszącym mu dziewczynom.
          Po chwili wpłynęliśmy na wody mazurskiego morza, jak często określają Śniardwy miejscowi mieszkańcy tych terenów, ale i przyjezdni też się do tego przyłączają. W pewnej chwili mama wstała i dołączyła do stojących obok sterówki dziewczyn.
           Zobaczyłem, że mama rozmawia o czymś z Kamilą i Zosią, gładząc przy tym przyjacielskim gestem plecy Kamili. Przez chwilę o czymś dyskutowały, po czym mama objęła Kamilę i obie ruszyły w stronę tylnej kabiny, a Zosia przyłączyła się do mnie.  
          Objęła mnie serdecznym gestem i zaczęła lizać wilgotnym językiem po buzi, uszach i szyi, w swoim dawnym, domowym stylu. Widząc, że mój kutas ożył, wsunęła rękę w moje slipy i zaczęła gładzić mojego sztywniaka.  
- Mam chęć braciszku na ciebie i na tego twardego kutasa - zamruczała mi do ucha.  
- Niedawno mówiła do mnie prawie to samo, mama. Umówiłyście się, czy co? - zaśmiałem się w odpowiedzi na jej zaczepkę.  
          Zosia spojrzała na mnie nieco zagadkowym, zaciekawionym spojrzeniem.  
- A co do mamy, nie wiesz przypadkiem, o czym mama chce rozmawiać z Kamilą w cztery oczy? - zapytała Zosia.
          Była chyba lekko rozczarowana tym, że mama pominęła ją i zaprosiła na rozmowę samą Kamilę. Rozumiałem, że musiało jej być trochę przykro z tego powodu, ale nie mogłem jej powiedzieć wprost o swoich domysłach czy przypuszczeniach.
          Prawdopodobnie, mama raczej nie życzyłaby sobie tego, więc wolałem pominąć milczeniem ciekawość siostry.
- Będziesz musiała zapytać o to mamę, bo przede mną też się nie wywnętrzała. Co prawda, zapytała mnie jak blisko jesteśmy oboje z Kamilą, ale pewnie chciała to wiedzieć, jak każda matka. Oboje wiemy, że mama zawsze się o nas troszczyła i nie chciałaby, aby przytrafiło się nam coś przykrego czy niemiłego, co miałoby wpływ na nasze życie. Więc pewnie chce osobiście poznać Kamilę, zanim nasz luźny związek zamieni się w coś bardziej trwałego - zasugerowałem siostrze, potencjalny powód rozmowy mamy z Kamilą.  
          Zamiast uspokoić w ten sposób Zosię, to ją jeszcze bardziej rozsierdziłem.  
- Miałam zamiar spać dzisiaj z mamą, ale jeżeli ma przede mną tajemnice, to niech śpi sobie z Kamilą. Tak więc braciszku, to ty dzisiaj śpisz ze mną, bo ostatnio coś mnie zaniedbujesz, nie sądzisz? - odezwała się dość sugestywnie i z wielką pewnością w głosie.
- Nie wydaje mi się, żebyś była zaniedbywana siostrzyczko i uważam, że to ty stajesz się zazdrosna i chyba zbyt zaborcza. I to o kogo? O naszą mamę? Sama wiesz, że staram się nadążać za wami wszystkimi, ale ja jestem jeden, a was jest kilka. Nie jestem żadnym macho i moje możliwości też mają swoje granice - próbowałem w miarę ugodowo, ale i dość pokrętnie zmitygować i udobruchać Zosię.  
- Wiem! I faktycznie jestem trochę zazdrosna i to nie o mamę tu chodzi, ale o ciebie. Byliśmy we dwoje i było nam dobrze, a teraz co? Powstał niejako klub twoich wielbicielek. Najpierw byłam tylko ja, potem dołączyła do niego mama, następnie ciocia, a teraz Kamila. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to nie do końca twoja wina, bo to nie ty o nas zabiegasz, ale wychodzi na to samo. Pewnie, będąc na twoim miejscu braciszku, też bym się cieszyła, mając taki swoisty fan-klub. A najgorsze w tym jest to, że nie ma dobrych rozwiązań dla zaistniałej sytuacji. Choćbyśmy teraz cuda robili, nie odwrócimy już tej sytuacji. Przykre to, ale prawdziwe - podsumowała całą sprawę Zosia.  
          Miała rację. Sytuacja faktycznie zrobiła się nieciekawa i dość skomplikowana.
Musiałem jednak coś zrobić, aby zneutralizować przynajmniej częściowo jakieś poczucie beznadziei, które zagnieździło się w głowie siostry.
- Nie chciałbym wymądrzać się, siostrzyczko, ale gdzieś tam słyszałem, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej i odwrotnie. Więc może nie ma sensu, martwić się na zapas czy przejmować tym, co może być, a nie musi. Kocham cię Zosiu i to nie tylko jako moją młodszą siostrę, ale i najbliższą mojemu sercu dziewczynę. Nie ukrywam jednak, że kocham również naszą mamę, i też nie tylko jako mamę, ale również jako kobietę i przyjaciółkę. Do tego los się do nas uśmiechnął i zaczął nam sprzyjać, przez co, odmieniło się również nasze życie. Uważam więc, że powinniśmy to docenić i starać się odwdzięczyć, tak mamie, jak i dziadkowi czy Eli. Zwłaszcza nasza mama, za to wszystko, co dla nas zrobiła, po tym, jak  tata nas opuścił, zasługuje na szczególne podziękowanie i traktowanie. Była i jest nadal piękną, młodą kobietą, a mimo to, kierując się przede wszystkim troską o nas, zrezygnowała ze swojego osobistego życia  i naturalnych potrzeb każdej kobiety. Poświęcając się i ciężko pracując, starała się zapewnić nam godziwe życie. Dlatego nie powinnaś czuć urazy do mamy za to, że chciała spotkać się z Kamilą sama, bez świadków. Pewnie miała swoje powody, ale to wcale nie oznacza, że chce  przez to, coś ukryć przed tobą czy przed nami. To jest ich pierwsza taka poważna rozmowa, więc mama mogła pomyśleć, że Kamila będzie lepiej się czuć, jeżeli porozmawiają w cztery oczy. Dlatego uważam Zosiu, że nie powinnaś mieć o to do mamy pretensji - powiedziałem.  
          Zauważyłem, że Zosia patrząc na mnie, przetrawia w głowie moje słowa.  
- Chyba masz rację braciszku. To mama jest naszym gościem, a gościa się szanuje. Ale potrzebuję cię Adamie i musisz znaleźć również trochę czasu dla mnie - powiedziała Zosia już całkiem weselszym, ugodowym tonem.
          Widząc, że jestem dość zaabsorbowany prowadzeniem łodzi i pilnowaniem  kursu oraz obserwowaniem, na ekranie plotera nawigacyjnego GPS, głębokości i obrazu dna jeziora pod kilem jachtu, sama też włączyła się czynnie do obserwacji ekranu.  
          Czujniki nowoczesnego sonaru umożliwiały śledzenie podwodnego terenu, tak z przodu łodzi, jak i z obu jej boków, obrazując wizualnie dokładne ukształtowanie samego dna oraz ewentualne, podwodne przeszkody, w odległości kilku metrów od łodzi.    
          Dźwiękowy sygnalizator ewentualnych przeszkód na trasie jachtu, stanowił dość skuteczne narzędzie, do ostrzegania przed zagrożeniami. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy w pobliże jednej z wysp, do miejsca, gdzie mogliśmy bezpiecznie zakotwiczyć.  
          Dość wysoki stan wody w jeziorze oraz ponad dwu i pół metrowa głębokość, były niejaką gwarancją bezpiecznego zakotwiczenia. Kiedy zatrzymaliśmy się, rzuciłem z dziobu pierwszą kotwicę, po czym Zosia na mój znak, powolnym ruchem wycofała łódź.  
          Kiedy jacht zatrzymał się, zaciągając kotwicę o podłoże, rzuciłem z rufy drugą kotwicę. Zosia ruszyła powoli do przodu i zaciągnęła ją, podobnie jak dziobową. Zrzuciłem z każdej wyciągarki dodatkową ilość liny, po czym zablokowałem bębny wciągarek.   ...cdn...

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 5431 słów i 29578 znaków. Tagi: #mama #rozmowa #erotyka #kotwiczenie

6 komentarzy

 
  • Mariusz

    Dobrze, że z nami zostałeś, było by tak jakoś pusto bez Ciebie  :bravo: pisz pisz pisz

  • franco

    @Mariusz Witam. Miło, że tak myślisz. Dziękuję za post i pozdrawiam

  • Gaba

    Piknie! Cieszę się.
    Ale żeby nie było tak słodko to:
    - tak z przodu łodzi, jak i z obu jej boków -  
                                       - jak i z obu BURT -  
    I tak będzie zgodnie z nomenklaturą "statkową", której używasz. Dzięki.  

    Pozdrawiam i pesel niech tępi covida! A co!👍

  • franco

    @Gaba Witam. Dziękuję Ci, że dołączyłeś na stałe do tych, na których można liczyć, tak wtedy gdy jest dobrze, jak i w biedzie. Co do tych boków, to masz rację. Łódz ma burty, a nie boki, chyba że jest czółnem. Dzięki za post i dobre słowo. Cieplutko pozdrawiam

  • St.sz

    franek42: Sparafrazuję klasyka: - ,,Jaśku (Franku), no nareszcie jesteś".  I tak niech zostanie . A reszta jak zwykle, poprzednicy dość dokładnie zaopiniowali, więc mi zostało tylko dołączyć do gratulacji i życzeń zdrówka na dłuuuuuugo.  :cheers:

  • franco

    @St.sz Witam. Też miło, że jesteś i podtrzymujesz na duchu. Jesteś jak Zawisza Czarny, można na Tobie polegać. Też życzę dobrego zdrowia i dłuuuugiego życia. Serdecznie pozdrawiam

  • Milf

    Fajne, dobrze że piszesz dalej. Czekam na cdn. :bravo:

  • franco

    @Milf Witam. Było trochę zamieszania, ale mam nadzieję, że było to tylko chwilowe. A za post i miłe słowo, dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    @franco/domestico,  nareszcie jesteś z powrotem z nami.  
    w tym całe nasze szczęście. Niech to trwa jak najdłużej. Jest wiosna,koniec smuntnej pory, a ja mam nadzieję ze i Tobie zawirowania z LOL się wyprostowały. Dziękuję Tobie za ten kolejny, wspaniały odcinek. Mam nadzieję że i ta mikrozaraza jest daleko od Ciebie, bo ja już uodporniłem się na nią. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrówka dla Ciebie wraz z całą twoją rodziną.

  • franco

    @emeryt Witam. Wiosna w tym roku robi nam psikusa, bo niby jest a tak, jak by jej nie było. Może w końcu i do nas dotrze ... w maju. Poza tym, jakoś udaje mi się pchać ten swój życiowy wózek do przodu. A co do micro-gadziny, to też jesteśmy z żoną po pierwszej dawce, a w maju ma być druga. Do tego jest już światełko w tunelu, bo zaczyna to powoli opadać. No, cóż, żyjemy w ciekawych czasach. W Chinach kichnęli i cały świat zaczął kaszleć czy dusić się. Oby tylko nie dopadł nas cały ciąg podobnych zdarzeń. Parafrazując powiedzenie; że jedna bieda nie dokuczy, ale nie wiadomo czy przetrzymamy te następne. Ale bądzmy dobrej myśli. Przed nami jeszcze kawałek wiosny, a potem lato, lato... i po lecie. Za post i dobre słowo dziękuję. Też zdrówka życzę tak Tobie, jak i Twojej Rodzince. I oby do lata. Cieplutko pozdrawiam

  • trantolo

    Super Franek bardzo fajnie się to rozwija. Pisz dalej nie mogę doczekać się następnych części. Z niecierpliwością czekam na kolejne części  :bravo:

  • franco

    @trantolo Witam. Było trochę zamieszania, ale nieważne. Za post i dobre słowo, dziękuję i pozdrawiam