Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta siódma

Kamila wysłuchała spokojnie mojego wywodu, po czym bez słowa okraczyła  mnie, przyklękła i wspierając się rękami o moje ciało, przesunęła się tyłem w stronę mojej twarzy. Po chwili przed moimi oczami pojawił się jej tyłek i obrzmiała, mokra cipka.
          Pochwyciłem ją za biodra i ustawiłem w dogodnej dla mnie pozycji. Kiedy ja zająłem się cipką Kamili, zanurzając swoją twarz w jej kroczu, Zosia chcąc zaspokoić swoje potrzeby, nie próżnowała, tylko z pełną werwą jeździła i podskakiwała na moim kutasie.  
          Nie byłem tym specjalnie zdziwiony, bo już nieraz mnie informowała, że owszem lubi zabawy z dziewczynami, ale po takiej zabawie prawie zawsze potrzebuje w swojej cipce tak obecności, jak i dobrego rżnięcia gorącym, sztywnym kutasem.  
          Oboje wiedzieliśmy, że jak dotychczas jej cipka, poza moim kutasem, zawarła tylko krótką znajomość z kutasem Patryka, który ją zbytnio nie usatysfakcjonował, więc nie miała w tym temacie zbyt wielkiego rozeznania czy porównania, ale nie narzekała.  
          Właściwie mój kutas odpowiadał tak Zosi, jak i Kamili, więc musiałem na poważnie zająć się potrzebami obu moich partnerek. Zosia była dość mocno podniecona karesami z Kamilą, więc czując mnie teraz w sobie, szybko doprowadziła się do finału.
          Wrzasnęła głośno i poczułem, jak topi mojego kutasa w swoich sokach, po czym opadła na moje ciało i znieruchomiała. Kamila widząc zachowanie Zosi, również zaczęła zalewać moją twarz sokami, które ledwo nadążałem spijać, ssąc i liżąc jej łechtaczkę.
           Kiedy zaczęła wić się i wiercić na mojej twarzy, byłem zmuszony opuścić ręce, którymi pieściłem i tarmosiłem jej cycki, na jej biodra, aby utrzymać jej ruchliwy tyłek w miejscu i doprowadzić ją do orgazmu. Po niedługiej chwili zaczęła trząść się i jęczeć.
          Objąłem jej łechtaczkę ustami, podgryzając ją delikatnie zębami i pstrykając energicznie językiem. Trzymając ją jedną ręką za biodro, wsunąłem dwa palce drugiej ręki w jej szparkę, suwając nimi szybko wzdłuż i w poprzek jej wejścia w okolicach punktu g.  
          Wrzasnęła podobnie, jak Zosia przed chwilą i chlusnęła cieczą w moją twarz, po czym przesunęła się lekko, aby mnie nie przydusić i znieruchomiała. Byłem zadowolony z siebie, że udało mi się doprowadzić obie dziewczyny do intensywnego szczytowania.
          Zosia jako pierwsza ocknęła się i poczuła, że nadal jestem w niej. Była chyba zbyt obolała i zmęczona, bo nie podejmowała żadnego działania i tylko patrzyła mi w oczy. Kamila natomiast zsunęła się ze mnie i zwrócona w moją stronę, położyła się obok mnie.
- Nie spuściłeś się, tak? - usłyszałem cichy głos siostry, wpatrującej się we mnie kochającym spojrzeniem.
- Nie było bardzo czym, bo z mamą też się nie oszczędzałem - próbowałem wyjaśnić i w jakiś sposób usprawiedliwić się przed siostrą.  
- To dlaczego twój kutas jest we mnie nadal sztywny? - zapytała, jakby winiła mnie za to.
- To go zapytaj. Widocznie jest mu dobrze tam, gdzie jest - odparłem ze śmiechem.
- Zosiu, jeżeli nie chcesz z niego skorzystać, to z chęcią cię zastąpię - odezwała się Kamila.
          Zosia słysząc Kamilę, natychmiast zsunęła się ze mnie na drugą stronę, robiąc miejsce dla Kamili. Kamila poderwała się i okraczając mnie, szybko nasunęła się na mój wiotczejący sprzęt. Była mocno nawilżona, więc nie miała problemów z wchłonięciem mnie.  
          Po chwili miała do dyspozycji w pełni sprawnego kutasa, więc z animuszem zaczęła z niego korzystać, suwając się i nabijając z wyraźnym upodobaniem. Pochyliła się w moją stronę i patrząc mi w oczy, wręcz zachęcała do zajęcia się jej ruchliwymi cyckami.  
          Byłem już nieco zużyty i zmęczony, ale widząc entuzjazm Kamili, nie miałem innego wyboru, jak włączyć się czynnie do zabawy. Po chwili zaczęło mi więc wręcz zależeć na tym, aby była ze mnie zadowolona. Mogłem to zrobić, zaspokajając w pełni jej potrzeby.
- Możesz mocniej tarmosić i ściskać moje cycki? - usłyszałem nieco już chrapliwy głos Kamili.
- Mówisz i masz - odparłem, masując szorstko jej półkule i przecierając sutki w palcach.
- Ooch, dochodzę... jeszcze... jeszcze trochę .... Aaadaaammmiieee! - wrzasnęła żałosnym, przytłumionym głosem Kamila, po czym zatrzęsła się i znieruchomiała, opadając na mnie.  
          To wyzwoliło gejzer w moich jądrach i wpompowałem w Kamilę pozostałe resztki mojej spermy. Musiała to poczuć, bo zadrżała i podobnie, jak Zosia, ocknęła się i uśmiechając się, obdarzyła mnie spojrzeniem pełnym oddania i miłości.
          Przesunęła się po moim ciele i obsypała mnie pocałunkami po całej twarzy, a potem przylgnęła i zatopiła swoje usta w moich, w namiętnym, pełnym uczucia pocałunku.
- Kocham, kocham cię Adamie - szeptała, nadal obsypując mnie buziakami.
          Zosia poderwała się i po chwili podała Kamili ręcznik. Posprzątaliśmy trochę bałagan na sobie i wokół siebie, po czym naciągnęliśmy na siebie, służące jako przykrycie, prześcieradło i przytuleni do siebie, zasnęliśmy.
          Obudziłem się rano i poczułem, że leżę z obiema dziewczynami na łyżeczkę. Przede mną, wtulona dość ciasno we mnie, leżała naga Kamila, a z tyłu Zosia, obejmując mnie i przytulając się, wciskała w moje plecy swoje twarde, jak kamyki, sutki.
          Nie chciałem budzić żadnej z nich, ale natura dała znać o sobie. Do tego mój kolega z dołu, wyczuwając pewnie bliskość obnażonej cipki Kamili, zaczął błyskawicznie przyjmować bojową postać, rozpychając się i wciskając pomiędzy jej jędrne pośladki.  
          Odsunąłem delikatnie rękę siostry i podjąłem próbę zsunięcia się do tyłu. Na szczęście Zosia, jakby wyczuwając moją potrzebę, odwróciła się na drugi bok, robiąc mi trochę miejsca. Pozwoliło mi to na wysunięcie się spomiędzy nich, bez ich budzenia.
          Najciszej, jak się dało, skorzystałem z WC i wyszedłem na pokład. Poranne słońce i lekka, nisko unosząca się mgła, zapowiadała kolejny, piękny dzień. Nie czułem się nadzwyczaj dobrze. Słońce raziło mnie w oczy, a do tego głowa zaczęła mi lekko pulsować.
          Szybko sięgnąłem po okulary i zdałem sobie sprawę, że moje kiepskie samopoczucie, to skutki wypitego wina, seksualnego maratonu i krótkiego snu. No, cóż. Przypomniało mi się zasłyszane powiedzenie; jeśli lubisz jazdę, to nie wypada ganić drogi.  
          Wróciłem do kambuza i nalałem sobie wyciągniętego z lodówki, schłodzonego soku pomarańczowego. Z dużym kubkiem soku wyszedłem ponownie na pokład i usiadłem na wygodnej ławce w sterówce. Popatrzyłem na zegarek; była dopiero siódma piętnaście.
          Popijając sok pomarańczowy, podziwiałem rozświetloną przez słońce taflę jeziora i panoramę linii brzegowej. Duży ptak krążył nisko nad wodą, zanim zanurzył się w przezroczystej wodzie. Gdy znów wystartował, zobaczyłem dużą rybę w jego szponach.  
          Patrząc przez reling pokładowy na czystą wodę, zobaczyłem dużą rybę, która powoli wpływała pod łódź. Słysząc burczenie w brzuchu, zdałem sobie sprawę, że po prostu  jestem głodny. Widocznie mój organizm przepalił wszystko, co zjadłem wieczorem.
          Przez chwilę zastanawiałem się, jak smakowałaby ryba, która pływała wokół jachtu. Podniosłem się i ponownie zajrzałem do lodówki. Na szczęście znalazłem kilka kanapek z wędliną, które wchłonąłem w tempie odkurzacza.
- Moje biedactwo, takie głodne. A to niedobre dziewuchy. Wykorzystały do dna i nie dały dziecku papu - usłyszałem nagle wesoły głos mamy, stojącej przy wejściu do kambuza.
          Napełniłem sokiem kubek dla mamy i dla mnie. Mama w stylu nude zeszła do kambuza i pocałowała mnie na powitanie, po czym opadła na siedzenie, naprzeciwko mnie. Widziałem, że też nie czuje się najlepiej. Uśmiechając się, nie spuszczała ze mnie wzroku.
          Pozornie nie przejmując się nagością, leniwie podrapała się po ramieniu i oparta o ścianę kambuza, rozsunęła nogi. Pomimo, że nie czułem się najlepiej, gapiłem się na mamę i napawałem powabami jej ciała. Widziała, że byłem już podniecony na maksa.
          Poczułem się głupio, że gapię się na ciało mamy i podałem jej kubek z sokiem.
- Chodź, wyjdziemy na pokład. Jest na pewno fajniej niż tutaj - powiedziała mama i wstała, ruszając na pokład.  
          Szedłem za nią ze sztywnym drążkiem i podziwiałem jej niesamowity tyłek.  
Wiedziała, że patrzę, zatrzymała się, zatrzepotała pośladkami i wypięła w moją stronę tyłek, z nabrzmiałą z podniecenia cipką. Ściągnęliśmy folię z materaca i usiedliśmy, popijając sok.  
          Rozluźniliśmy się, wygrzewając się w promieniach słońca i ciesząc się sobą.
Z pobliskiego, zalesionego brzegu, dobiegały nas trele i śpiewy ptaków. Cały czas zerkałem na mamę. Zauważyła to, uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę, że nie wygląda najlepiej.
          Zrobiła więc minę w stylu; och, właśnie wstałam. Jej zwykle nieskazitelnie ułożone włosy, były splątane, a stary makijaż z poprzedniego dnia był nieco rozmazany. Pomimo tego, zdałem sobie sprawę, że moja mama wciąż była dla mnie najładniejszą kobietą.
- Myślisz, że gdybym spróbowała wziąć prysznic, obudziłabym dziewczyny? - zwróciła się niespodziewanie do mnie mama.  
- Tak, mamo. Pompa jest dość głośna, a poza tym woda będzie zimna - odpowiedziałem i wyjaśniłem mamie, że woda jest podgrzewana przez wymiennik ciepła, gdy silniki pracują.  
          Widząc wiadro na pokładzie, z którego korzystaliśmy, myjąc pokłady łodzi, mama podniosła go i podchodząc do burty, opuściła go do wody.
- No cóż, jak się nie ma, co się lubi .... - powiedziała zrezygnowanym głosem, wyciągając na pokład pełne wiadro wody.  
          Zamoczyła włosy w chłodnej wodzie i kilkakrotnie przetarła je energicznie.  
- Możesz mi pomóc Adasiu i polać mnie tą wodą z wiadra? - zwróciła się do mnie.
- A nie chcesz poczekać, aż się podgrzeje? - zapytałem, widząc, że nie używa żadnego mydła ani płynu do mycia.
- Och, nie chcę zanieczyszczać jeziora chemikaliami. Musi wystarczyć, że opłuczę się w samej wodzie, bez mydła - próbowała wyjaśnić i uspokoić tak mnie, jak i siebie.  
          Kiedy zacząłem polewać ją, energicznie pocierała i myła nie tylko głowę, ale i całe ciało. Zimna kąpiel chyba nie była zbyt przyjemna, ale śmiała się i popiskiwała, kiedy ją polewałem. Po kilkakrotnym powtórzeniu całej procedury, wyglądała świeżo i promiennie.  
          Wziąłem od niej ręcznik i energicznie pocierając jej powabne ciało, zacząłem wycierać mamę do sucha. Mieliśmy z tego oboje wiele radości i przyjemności, bo nie obyło się bez czułych całusków, składanych przeze mnie na każdym skrawku jej cudownego ciała.
          Mama postanowiła skorzystać z łazienki i wc, a ja też potrzebowałem trochę wody, aby zmyć z siebie powłokę zaschniętej spermy z poprzedniego dnia, więc wskoczyłem do jeziora i stanąłem na płyciźnie, odświeżając całe ciało w czystej wodzie jeziora.
          Wróciłem na łódź i wytarłem się do sucha. Kąpiel w jeziorze postawiła mnie, podobnie jak mamę, na nogi. Zszedłem do kuchni i napełniłem czajnik, aby zaparzyć kawę.  
Gdy czekałem na zagotowanie czajnika, zajrzałem do dziewczyn. Nadal spały.
          Poszedłem do łazienki i umyłem zęby oraz ogoliłem się. Zrobiłem kawę dla siebie i mamy, po czym z dwoma kubkami gorącej kawy udałem się na pokład. Mama  rozłożyła ręcznik na materacu, a potem położyła się na nim, układając się w stronę słońca.
          Kiedy podchodziłem do niej, moje oczy spotkały się z cudownym widokiem różowych warg i fałdów jej cipki, gdy rozkoszowała się światłem słonecznym. Poczułem, jak mój kutas twardnieje i idzie przede mną w stronę mamy.
          Patrzyła na mnie i nie próbowała zamykać nóg ani zakrywać się.  
- Odłóż tę kawę i chodź, kochaj się ze mną  - zwróciła się do mnie swoim urokliwym, gruchającym  głosem.  
          Odłożyłem kubki i uklęknąłem pomiędzy jej nogami. Pochyliłem się, chcąc zająć się jej cipką, kiedy złapała mnie za głowę i pociągnęła na siebie. Przesunąłem się w górę po  jej ciele i zrównałem się z jej głową, opierając się na rękach.
          Pochwyciła mojego kutasa i niecierpliwym ruchem poprowadziła do swojego skarbu. Przetarła główkę w wilgotnej szczelinie i wprowadziła z moją pomocą w siebie. Kiedy wśliznąłem się w jej jedwabiście gładką miękkość, westchnęła z zadowoleniem.
- Połóż się na mnie i delikatnie kochaj się ze mną - poprosiła, liżąc mnie za uszami.
          Żadne z nas nie odczuwało potrzeby pieprzenia się, ciesząc się uczuciem bliskości i intymności, kiedy nasze ciała były połączone. Było wiele namiętnych pocałunków, delikatnego głaskania po plecach, czułego lizania i podszczypywania wargami.
          Myślę, że w trakcie tego intymnego połączenia naszych ciał i powolnych ruchów mojego kutasa w cudownym tuneliku mamy, które trwało dobre kilkanaście minut, nauczyłem się o kochaniu, intymności i czułym seksie więcej, niż w całym moim życiu.
          W pewnej chwili usłyszeliśmy ruch w wc i łazience, a następnie pisk Zosi, gdy zdała sobie sprawę, że prysznic jest zimny. Zachichotaliśmy oboje z mamą i wyciągnąłem kutasa z jej cipki. Pocałowaliśmy się namiętnie i na luzie zaczęliśmy delektować się kawą.
          Mama poprosiła mnie, abym szybko nabrał z jeziora wody. Kiedy po chwili obie dziewczyny pojawiły się na pokładzie, mama nic nie mówiąc, podniosła wiadro i chlusnęła na nie chłodną wodą. Piski i krzyki dziewczyn były pewnie słyszane w okolicy.
          Zadowolona z wodnej niespodzianki, którą sprawiła dziewczynom, mama śmiejąc się, podała Zosi swój ręcznik. Szybko podniosłem się i udałem do łazienki po świeże ręczniki. Wyjąłem ze schowka trzy duże ręczniki i wróciłem na pokład.  
          Dziewczyny widząc ręczniki w moich rękach, obrzuciły mnie kokietującym spojrzeniem.
- A czy możemy prosić z Zosią, żebyś nas wysuszył, Adamie? I chcemy, żeby to był full serwis - zwróciła się do mnie Kamila, nie przyjmując ode mnie ręcznika.
          Obie patrzyły na mnie z nieukrywanym zainteresowaniem i ciekawością, oczekując na moją reakcję. Kamila przyjęła przy tym nieco wyuzdaną, seksowną pozycję, jakby chciała dać mi do zrozumienia, czego ode mnie oczekuje.
          Kiedy przyjrzałem się uważnie, widać było, że po wieczornej imprezie nie wyglądała nadzwyczajnie. Widziałem, że przez chwilę z zazdrością obserwowała zachowanie i wygląd mamy.  
- O Boże, jak może pani wyglądać tak świeżo, kiedy ja czuję się tak okropnie. Nigdy więcej nie piję wina! - stwierdziła Kamila, porównując z mamą swój wygląd i samopoczucie.  
          Podałem mamie jeden z ręczników, aby mogła ponownie użyć go do nakrycia materaca. Mama zamiast się położyć, przyciągnęła Zosię do siebie, kazała jej usiąść i zaczęła  figlować z nią, łaskocząc i wycierając ją w sposób, jakby była małą dziewczynką.  
          Zosia zaczęła wić się, wiercić i popiskiwać w odpowiedzi na łaskotki mamy.
- A ty Kamilo na co czekasz? Siadaj obok Zosi, a ty Adasiu zajmij się nią tak, żeby poczuła jak bardzo ją kochasz i jak bardzo ci na niej zależy - zadecydowała mama za mnie.
          Kamila patrząc na mnie nieco figlarnym, pytającym spojrzeniem, usiadła na drugim końcu ręcznika, na którym siedziała Zosia.
- Chciałbyś to zrobić dla mnie, Adamie? - zapytała z pewną dozą niepewności w głosie.
- Oczywiście, jakbym śmiał odmówić, tak mamie, jak i tobie - oświadczyłem, starając się utrzymać powagę, bo faktycznie w porównaniu z mamą wyglądała dość kiepsko,.
          To mówiąc, przyklęknąłem i zacząłem delikatnie, z pełną uwagi starannością, wycierać i masować każdy skrawek jej ciała, poczynając od nóg. Nie mogąc utrzymać się w pozycji siedzącej, kiedy podnosiłem jej nogi, położyła się wygodnie i mruczała, jak kot.
          Kiedy przeszedłem do jej ud, podniecenie Kamili wyraźnie wzrosło. Zapach i widok jej mokrej cipki spowodował, że mój sztywniak kiwał się luźno na boki, jakby rozglądał się i chciał nawiązać niewidzialny kontakt z cipką Kamili.  
          Zosia widząc, w jaki sposób wycieram i osuszam ciało Kamili oraz mojego sterczącego kutasa, wymieniła ze mną spojrzenie i zrobiła zawiedzioną minę.
- Ja też tak chcę, jak Kamila - powiedziała, udając dalej małą, rozkapryszoną dziewczynkę.
- Ale o to musisz poprosić brata, nie mnie - zaśmiała się mama i odłożyła ręcznik.  
- Może zrobić wam herbaty albo kawy na poprawienie humoru? - zwróciłem się do dziewczyn, próbując zatrzeć i zignorować w pewnym sensie wypowiedź Zosi i mamy.  
- O nie, braciszku. Możesz zrobić nam kawę czy herbatę, ale dopiero wtedy, jak mnie wysuszysz, pomasujesz i popieścisz tak, jak Kamilę - Zosia przejrzała mnie i podtrzymała swoją prośbę, a właściwie życzenie.
- Urwanie głowy z tymi bachorami i ich kaprysami - mruknąłem żartobliwie pod nosem, ale tak, abym był słyszany.
- Słyszałam! Nie wykręcisz się tak łatwo, więc lepiej zrób to, o co cię proszę. Może i jestem bachorem, ale wiem też, że mnie kochasz - bezczelnie zagrała na moich uczuciach do niej.  
          Zagrałem więc i ja va banque z moją siostrzyczką. Bez żadnych uprzedzeń czy ceregieli, przyssałem się ustami do jej cipki i liżąc, ssąc czy drażniąc palcami, bardzo szybko doprowadziłem Zosię do finału. Dysząc, jęcząc i popiskując, doszła i znieruchomiała.  
          Musiało to być dla niej dość intensywne, bo trochę trwało, zanim ocknęła się i  pozbierała.
- O kurcze! Ale mnie braciszku załatwiłeś. Muszę ci podziękować, bo to było dość mocne i intensywne - oznajmiła, wdzięcząc się i uśmiechając słodko do mnie.  
          I bądź tu człowieku mądry. Ja wyrzucałem sobie i martwiłem się, że sprawiłem jej ból, bo potraktowałem jej cipkę naprawdę ostro, jeżeli nie brutalnie, a ona jest zadowolona  i jeszcze mi za to dziękuje. Cóż, wyglądało na to, że moja siostra bardzo szybko doroślała.           I nie tylko doroślała, ale stawała się niemal koneserem w sprawach łóżkowych.  
- I co teraz? Proponuję, żebyście panie zajęły się teraz sobą i śniadaniem, a ja przygotuję łódź. A po śniadaniu zastanowimy się nad zaplanowaniem, co dzisiaj robimy? - przedstawiłem moim paniom wstępną propozycję na podział ról w najbliższym przedziale czasu.
          Nie słysząc sprzeciwu, udałem się do kabiny, ubrałem szorty i przeszedłem na na dolny pokład rufowy. Sprawdziłem stan silników i napędów oraz poziom wody pod kilem. Wszystko było w porządku, więc wróciłem do dolnej sterówki i włączyłem zasilanie.
          Skontrolowałem poziom paliwa i stan naładowania akumulatorów. Wszystko było w porządku, więc włączyłem zapłon, a potem rozruszniki silników. Obydwa silniki odpaliły bez problemu. Spojrzałem wstecz, obieg wody chłodzącej działał bez zarzutu.
          Pozostawiłem silniki na biegu jałowym i wróciłem do kambuza. Mama krzątała się wewnątrz, przygotowując śniadanie dla nas wszystkich. Wyszedłem na pokład dziobowy i zobaczyłem, że Zosia z Kamilą przytulają się do siebie i namiętnie się całują.
          I nie tylko to. Obściskując się i błądząc rękami po swoich nagich ciałach, odwzajemniały pieszczoty, darząc się przy tym czułością i uczuciami. Były tak bardzo zajęte sobą, że nie zauważyły mojej obecności. Widok był niezwykle intymny i podniecający.
          Nie chcąc jednak wyjść na dupka i podglądacza, zostawiłem je w spokoju i wróciłem do kambuza, do mamy. Mama smażyła właśnie na dużej patelni jajecznicę na bekonie, ale widząc wybrzuszenie w moich szortach, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.  
- Widzę, że ten twój kolega dość rzadko odpoczywa. Zobaczyłeś coś ciekawego na pokładzie? - zapytała mama pogodnym głosem, mieszając jajecznicę jedną ręką, a drugą podrapała mnie delikatnie po wybrzuszeniu.  
- Tak, jakby. Obie nago migdalą się na materacu, więc mój kolega zareagował w naturalny sposób - odpowiedziałem, czując mamy rękę i dostrajając się do jej żartobliwego tonu.
          Po minie mamy widziałem, że nabierała chęci na co nieco ze mną, ale pełna patelnia smażonej jajecznicy oraz matczyna troska przeważyła, więc odpuściła.
- Możesz je wołać, bo śniadanie mam prawie gotowe - zwróciła się do mnie.
          Wyszedłem więc ponownie na pokład. Zosia z Kamilą skończyły chyba miłosne karesy, bo widząc mnie, usiadły i obrzuciły mnie pytającymi spojrzeniami.
- Mama zaprasza nas na śniadanie, więc jeśli możecie, to pospieszcie się, bo jajecznica podobno lepiej smakuje, jak jest ciepła - oznajmiłem dziewczynom i odwróciłem się, bo w brzuchu ponownie mi zaburczało, więc nie zamierzałem nawiązywać jakiegokolwiek dialogu z dziewczynami. Tym bardziej, że namiot w moich szortach obudził ich zainteresowanie.  
          Ponadto, unoszący się zapach jajecznicy, pobudził mój apetyt do tego stopnia, że poczułem się niesamowicie głodny. Pewnie za chwilę zacząłbym jeść rybę na surowo, gdyby któraś z mew czy rybitw upuściła ją na pokład. Wróciłem więc szybko do kambuza.
          Mama kończyła właśnie napełniać dla mnie talerz jajecznicy. Przysiadłem się więc do niego i po chwili poczułem niebo w gębie. Chyba jeszcze nigdy jajecznica mamy nie smakowała mi tak bardzo, jak teraz. Po chwili dołączyły do nas dziewczyny.
- Jecie jajecznicę czy chcecie coś innego? - zapytała je mama.  
          Wiedziała, że Zosia za jajecznicą raczej nie przepadała.  
- Pewnie, że jajecznicę. Pachnie tak pięknie, że po prostu ślinka mi leci - odparła natychmiast Kamila, obserwując mnie i kręcąc głową z niedowierzaniem, w jakim tempie pochłaniam zawartość mojego talerza.  
- Wybacz Adamie, że patrzę, ale gdyby wszedł ktoś obcy i zobaczył to, co my widzimy, to pewnie pomyślałby, że nie jadłeś przynajmniej od tygodnia - stwierdziła, śmiejąc się, Kamila.  
- A ty Zosiu? - zwróciła się do niej mama, napełniając jajecznicą talerz Kamili.
- Też zjem jajecznicę, bo faktycznie ładnie pachnie - zaskoczyła mamę Zosia.
          Mama nałożyła więc jajecznicę na talerz dla Zosi i siebie. Na patelni pozostało jeszcze jajecznicy przynajmniej dla jednej osoby.  
- Komu mam dołożyć? - zwróciła się do nas mama.  
- Głodomorowi! - zakrzyknęły chórem obie dziewczyny.  
- Oczywiście! – powiedziała mama, dorzucając mi na talerz resztę jajecznicy z patelni.
          Nie miałem szans zaprotestować ani obrazić się za głodomora, bo jajecznica rzeczywiście smakowała wyśmienicie wszystkim, nie tylko mnie. Mama postawiła jeszcze na stół dzbanek z herbatą i drugi z kawą, po czym sama przysiadła się do stołu.  
Zanim dziewczyny skończyły jeść jajecznicę, ja zdążyłem zjeść i popić to wszystko herbatą,
a potem nalałem sobie do kubka kawy i delektowałem się jej smakiem, czekając, aż moje panie skończą śniadanie. Po śniadaniu pomogłem mamie posprzątać kambuz.
Dziewczyny natomiast sprawdziły temperaturę wody, podgrzanej przez  
pracujące na luzie silniki i uznając, że nadaje się do porannych ablucji, poszły skorzystać z prysznica. Przypomniałem im tylko, żeby zostawiły coś ciepłej wody również mamie.          
          Wyszedłem na pokład i usiadłem w sterówce, czekając na resztę towarzystwa.
Wyciągnąłem mapy i zacząłem je przeglądać, chcąc zaproponować moim dziewczynom coś nowego, tak co do trasy, jak i atrakcji. Po chwili dołączyły do mnie dziewczyny.
          Po odświeżeniu się pod prysznicem, obie wyglądały rewelacyjnie. Ubrane w dopasowane szorty i prześwitujące, kolorowe bluzki patrzyły na mnie błyszczącymi, śmiejącymi się oczami. Widziały, że zrobiły na mnie niesamowite wrażenie.
- Więc jakie atrakcje przewiduje dla nas pan kapitan w dniu dzisiejszym? - zapytała z lekkim przekąsem Kamila, zadowolona z wrażenia, jakie wywarła na mnie swoim wyglądem.
- Myślę, że można rozważyć kilka opcji, związanych z jeziorem Śniardwy. Jest dość wysoka woda, więc moglibyśmy spędzić dzień, opływając jezioro dookoła i zatrzymując się w kilku miejscowościach turystycznych leżących nad jeziorem. Ale jest też kilka innych szlaków poza Śniardwami. Możemy popłynąć na przykład szlakiem na południe w kierunku Ruciane-Nida, który jest jednym z najpiękniejszych szlaków w rejonie mazurskich jezior. Możemy też wrócić do Mikołajek i popłynąć szlakiem biegnącym na wschód przez kilka kanałów i jezior, w kierunku Giżycka, a następnie podążyć podobnym północnym szlakiem w kierunku jeziora Mamry i kanałem do Węgorzewa. Jest kilka możliwości, więc poczekajmy na mamę i wtedy wspólnie wybierzemy jedną z opcji, na wspólne spędzenie dzisiejszego dnia.
          Dziewczyny z zainteresowaniem wysłuchały moich propozycji i zgodziły się, żeby decyzję, którą z przedstawionych opcji wybrać, podjąć wspólnie z mamą. W tym momencie zadzwonił mój telefon i wyświetlił mi się numer Eli.  
          Odebrałem i przełączyłem smartfon na tryb głośnomówiący.
- Hej! Śpicie czy jesteście już na nogach? - usłyszeliśmy z telefonu wesoły głos Eli.
- Dzień dobry Elu! Jesteśmy już po śniadaniu i zastanawiamy się, co będziemy robić w dniu dzisiejszym? - odezwałem się w imieniu nas wszystkich.
- A bylibyście chętni na wycieczkę ze mną, ale samochodem? Oczywiście, nie ma przymusu, ale byłoby mi przyjemniej mieć kogoś z was do towarzystwa. Wybieram się na rutynowe, comiesięczne spotkania z kierownictwami naszych spółek. A przy okazji przedstawiłabym tak ciebie Adasiu, jak i Alę, jako nowych członków kierownictwa naszej firmy. Zwykle jeździmy z tatą na te spotkania, ale dzisiaj tata niezbyt dobrze się czuje i sam zaproponował, żebym zaprosiła któreś z was lub nawet oboje, jeżeli się zdecydujecie. Zastanówcie się więc i dajcie mi w miarę szybko odpowiedź. Zrozumiem, jeżeli żadne z was się nie skusi. To byłby wyjazd co najmniej na dwa lub nawet trzy dni, więc czekam - zakończyła swoją odpowiedź Ela.
- Elu, poczekaj! A możemy towarzyszyć ci wszyscy, jak to zgrabnie ujęłaś? - rzuciłem pytaniem, kiedy mama gestem zwróciła mi uwagę, że wszyscy wyciągają ręce na znak, że są chętni na wycieczkę.
- Cała czwórka chce jechać? - upewniała się Ela.
- Tak! Wszyscy wyciągają ręce w górę, że piszą się na taką wycieczkę - potwierdziłem.  
          Usłyszeliśmy cichy śmiech Eli i wymianę zdań z dziadkiem.
- OK. Możecie jechać wszyscy, ale wtedy nie bierzemy kierowcy. Musimy sami prowadzić - zastrzegła Ela.
- Elu! Troje z nas jest kierowcami, a ty jesteś czwarta. Myślę więc, że z tym nie powinno być problemu - oznajmiłem Eli może trochę na wyrost, bo przecież sam byłem niezbyt doświadczonym kierowcą i nie znałem też możliwości Kamili, poza tym, że miała prawo jazdy.  
- Wracajcie więc i czekam na was - usłyszeliśmy odpowiedź Eli i trzask wyłącznika.
- No i po baletach. Nie traćmy więc czasu i nie pozwólmy czekać zbyt długo Eli. My się trochę ogarniemy, a ty Adasiu wciągaj kotwicę i startuj - skwitowała mama przyjęcie przez nas propozycji Eli.                          
          Uruchomiłem więc silniki i ruszyłem lekko w stronę kotwicy, po czym zatrzymałem łódź i włączyłem wciągarkę kotwiczną. Po chwili usłyszałem kliknięcie kotwicy w kluzie, więc przesunąłem lekko przepustnice do tyłu, oddalając się od brzegu.
          Po wycofaniu się na bezpieczną odległość od brzegu, ruszyłem do przodu, wchodząc na tor wodny, prowadzący w stronę jeziora Mikołajskiego. Widząc na wskaźniku ponad trzy metry wody po kilem, przyspieszyłem do ok. dwudziestu km/h.
          Oznaczało to, że dotarcie do przesmyku Przeczka zajmie nam ok. dwudziestu minut. Z uwagi na zwiększony ruch jednostek pływających, oceniałem, że dotarcie do mariny dziadka zajmie nam w sumie ponad czterdzieści minut.  ...cdn...      

          ****************************************************

PS. Przepraszam Wielce Szanownych Czytających Obojga Płci za zbyt długie przerwy w publikowaniu moich opowiastek. Po prostu ostatni okres czasu nie był zbyt przychylny tak dla mnie, jak i mojej rodziny. Było wiele cierpienia i odejście do lepszych ze światów przez bliską nam osobę. Cała ta sytuacja spowodowała zbyt duże obciążenie fizyczne i psychiczne, a na koniec depresję mojej żony. To wszystko nie tworzyło i nadal nie tworzy sprzyjającego klimatu do pracy moich szarych komórek. Pomimo szczerych chęci, aby doprowadzić te moje opowiastki do finału, mam z tym nieco problemów. Proszę więc o wyrozumiałość i danie mi jakiejś przestrzeni czasowej, a być może pozbieram się na tyle, że uda mi się to wszystko doprowadzić do jakiegoś sensownego końca. Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam serdecznie Wszystkich Czytających - franek42

6 komentarzy

 
  • iMoje3grosze

    Jak zawsze zrobiłeś mi wielką frajdę nowym odcinkiem, ale głównie ucieszyłem się, że jesteś ... przepraszam, ale miałem bardzo czarne myśli. Świat nas dzisiaj nie oszczędza. Przykro mi z powodu smutku w twojej rodzinie. Proszę, przekaż małżonce, że fani jej męża trzymają za nią kciuki. Będziemy cierpliwie czekać na opis dalszego losu rodzinki Adama.

  • trantolo

    :bravo:  :bravo:  :bravo: nie mogę się już doczekać na kolejne części pozdrawiam

  • St.sz

    @franek42: -  Jako od innych przyjmij także ode mnie szczere wyrazy współczucia.. jestem w takiej samej sytuacji jak Emeryt, ( też już odprowadziłem Rodziców do, Jak to ująłeś ,, lepszego ze światów";), więc rozumiem co przechodzicie. Mam tylko nadzieję, że odnajdziesz jeszcze trochę sił i weny, by trochę się jeszcze ,,pobawić piórem". Ze swej strony zasyłam życzenia Duuuużo Zdrówka i Ukojenia po przejściach. Obyśmy mieli dane jeszcze poczytać coś przez długi czas. Ukłony dla Połówki i także duuużo zdrowka. Pozdrawiam St. Szkot. :hi:

  • franco

    @St.sz Witam. Dziękując Ci serdecznie za słowa wsparcia i wyrazy współczucia, chciałbym równocześnie  nadmienić, że nie zamieściłem mojego wyjaśnienia po to, aby domagać się między innymi Waszego wsparcia czy współczucia. To miało służyć jedynie temu, że moje przestoje w publikowaniu opowiastek czy jak je tam nazwiemy, nie są spowodowane moim lenistwem czy lekceważeniem, ale niezbyt sprzyjającymi okolicznościami. I to tyle w tym temacie. Jeszcze raz serdecznie za wszystko dziękuję i cieplutko pozdrawiam, tak Ciebie, jak i całą Twoją Rodzinkę, życząc równie dobrego zdrowia dla Was wszystkich

  • Gaba

    👍👏👋
    Pozdrawiam

    PS. Szczypta pieprzu - to jest zawsze "winda kotwiczna" obojętnie od wielkości pływadła. No, chyba, że to jest kajak albo tratwa.... Hahaha  
    Pozdrawiam Cię

  • franco

    @Gaba Witam i od razu przyznaję Ci rację. To miało być windą, nie wciągarką, ale sam już nie wiem, dlaczego tak napisałem. Dziękuję i równie serdecznie pozdrawiam

  • emeryt

    @franek42, najpierw przyjmij moje najszczersze wyrazy współczucia. Ja już dawno pożegnałem się ze swoimi rodzicami, teraz powoli wykruszają się moi znajomi, lecz taka jest kolej rzeczy. Ze  swojej strony tylko podziwiam Ciebie, że w takich chwilach wykrzesałeś jeszcze siły aby napisać jeszcze ten odcinek. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrowia. (ja,już mam szczepienia na cowid i grypę za sobą, czego i Tobie życzę).

  • franco

    @emeryt Witam. Dziękuję za słowa otuchy, wsparcia i za życzenia oraz przekazuję szczere wyrazy wdzięczności za wszystko, co otrzymuję od Ciebie. Przepraszam jednocześnie, że zamieściłem te kilka słów wyjaśnienia. Szczerze mówiąc, nie wziąłem pod uwagę, że wywoła to taki oddzwięk. Uważałem, że jako Czytający zasługujecie na wyjaśnienie, że moja absencja nie wynika z lekceważenia Was. No, cóż. Mleko się rozlało. Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam tak Ciebie, jak i całą Twoją Rodzinkę.

  • Cosmo

    Szanowny Autorze,
    przesyłam mnóstwo wsparcia. Tak bardzo jak przynosi Twoja twórczość mnóstwo przyjemności z lektury to jednak uważam, że nie masz wobec nas żadnych zobowiązań. Trzymaj się ciepło!

  • franco

    @Cosmo Witam. Serdeczne dzięki za słowa wsparcia i opinię. Cóż, uznałem, że jako Czytelnicy   zasługujecie na kilka słów wyjaśnienia z mojej strony. Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam