Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. dziewiętnasta

Po zakończeniu naszych erotycznych zmagań w kabinie, opłukałem ciało pod prysznicem i założyłem ciuchy, po czym, zostawiłem dziewczyny i wyszedłem na pokład.
Obrzuciłem ponownie łódź spojrzeniem i oceniłem, że wszystko jest w porządku.  
          Prawie rutynowo dociągnąłem jacht do odbojów i zdjąłem z polerów obie cumy. Sprawdziłem czy przepustnice są w pozycji neutralnej i po kolei uruchomiłem obydwa silniki. Zaskoczyły bez problemu, a po chwili pracowały cicho i równomiernie.    
          Włączyłem sprzęgło i cofnąłem lekko przepustnice. Po chwili łódź zaczęła wolno oddalać się od pomostu. Kiedy odpłynęliśmy na odpowiednią odległość, przesunąłem przepustnice do przodu. Jacht wyhamował i zatrzymał się, po czym wolno ruszył do przodu.  
          Kiedy zaczął reagować na ster, ustawiłem przepustnice na bieg pełzający i czekałem na swoje dziewczyny. Trochę to trwało, ale w końcu wyszły, przebrane w bikini i wyglądały nie tylko zjawiskowo, ale były wyraźnie zadowolone.  
          A mnie na ich widok opadła szczęka.  Widząc moją minę, uśmiechnęły się tajemniczo, jakby coś knuły przeciwko mnie. Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, ale znając moją siostrę, mogłem spodziewać się wszystkiego.  
- Moje miłe panie! Nie wiem, co szykujecie na mnie, czy dla mnie, ale że sytuacja się nieco zmieniła, więc nie chciałem sam decydować, gdzie mamy płynąć. Macie może jakieś nowe przemyślenia w tym temacie? - odezwałem się prawie neutralnym głosem.  
- Sprawdziłyśmy z Zosią, jak stoimy z jedzeniem i piciem. Wypadałoby coś niecoś dokupić, więc może najpierw popłyniemy do miejskiej mariny i kupimy, co potrzeba, aby nie myśleć o tym później, co o tym sądzicie? - zwróciła się do nas Basia.  
          Nie miałem nic naprzeciw. Popłynęliśmy więc w stronę centrum i zrobiło się tłoczno. Była pora obiadowa, więc znalezienie miejsca do cumowania, było raczej niemożliwe. Tym bardziej dla tak dużej łodzi. Trzeba było znaleźć jakieś inne, ustronne, w miarę głębokie miejsce w pobliżu i rzucić kotwicę.  
          Basia zagłębiła się w mapę i bingo. Znalazła prywatną marinę na jeziorze Tałty, skąd było blisko do sklepu spożywczego. Popłynęliśmy tam i faktycznie mogliśmy przycumować bezpośrednio do pomostu. Opłata za cumowanie też nie była wysoka, a wielkość łodzi wzbudzała niejaką ciekawość.      
          Uznaliśmy, że godzina postoju wystarczy. Udaliśmy się więc do sklepu i zrobiliśmy odpowiednie zakupy. Powróciliśmy do łodzi i po kilku minutach odbijaliśmy od pomostu. Odbyliśmy krótką naradę i obie panie uznały, że chciałyby się jeszcze poopalać gdzieś w ustronnym miejscu na jeziorze.  
          Teraz do głosu doszła Basia, jako miejscowa i znająca okoliczne jeziora osoba. Sięgnęła po mapę i zaczęła zastanawiać się, gdzie płynąć, kiedy Zosia przypomniała sobie ponownie wysepkę na jeziorze, którą odwiedziliśmy w dniu wczorajszym.  
          Basia zainteresowała się tym i kiedy pokazałem jej, o którą wysepkę chodzi, zrobiła trochę niewesołą minę, jakby nie była przekonana, czy dobrze się rozumiemy.  
- Żartujecie sobie ze mnie? Przecież ta wysepka jest poza szlakiem wodnym i tak teren wokół wysepki, jak i trasa prowadząca do niej jest niebezpieczna. Jesteś pewien Adamie, że byliście tam wczoraj i to tym jachtem? - upewniała się, kręcąc głową.  
- Pewnie! Płynąc tam, cały czas sprawdzałem głębokość wody i nie spadała poniżej trzech metrów. A wracając do przystani dziadka, od wysepki do zwężenia sterowała Zosia i też na odpowiedniej głębokości. Nawet dziwiliśmy się, że ta okolica jeziora jest taka pusta. Nie spotkaliśmy żadnej motorówki czy żaglówki - poinformowałem spokojnie Basię.
- Albo mieliście cholerne szczęście, albo ktoś pousuwał głazy z dna jeziora na tej trasie.  Trudno mi się z tym zgodzić, ale możemy to sprawdzić. Płyniemy tam i zobaczymy, jak to wygląda. Staraj się Adamie płynąć tak, jak wczoraj - stwierdziła Basia.  
          Ruszyliśmy więc w kierunku jeziora, aby odtworzyć trasę w kierunku wysepki, którą płynęliśmy w poprzednim dniu. Musiałem przyznać, że słowa Basi zaniepokoiły mnie. Dziewczyny w międzyczasie przebrały się ponownie w bikini, które miały poprzednio.  
- Ty też powinieneś się przebrać, abyśmy czuły się przy tobie bardziej swobodnie - zwróciła mi uwagę Basia, patrząc trochę krzywo na mnie z powodu szortów, które miałem na sobie.
- Tu jest teraz dość tłoczno i nie chciałbym rozpraszać uwagi potencjalnych sterniczek swoją skromną osobą. Serwujecie mi takie widoki swoich uroczych kobiecych kształtów, że w kąpielówkach będzie mi co nieco odstawać - odezwałem się żartobliwie.
- Nam też odstają cycki i nie robimy z tego problemu - odezwała się żartobliwie Basia.
- Zosiu, nie sądzisz, że coś trzeba zrobić, aby ulżyć nieco sztywniakowi Adama? Podobno ma wobec ciebie jakieś zaległości? - Basia nie certoliła się i nie zaprzątała sobie głowy zbędnymi niuansami. A Zosia była chyba nadal w potrzebie, bo natychmiast podchwyciła temat.
- Basia ma rację! Jakiś ty biedny? Basiu przejmij ster, a my braciszku idziemy ponownie do  kabiny i spróbujemy zaradzić twoim boleściom - zwróciła się do mnie, dostrajając się do naszych odzywek.
          Kiedy Basia przejęła ster, moja siostrunia chwyciła mocno poprzez szorty mojego kutasa i klejnoty, ciągnąc mnie bezpardonowo do kabiny.  
- Zosiu, to jest mój kutas i moje jaja, nie dildo, więc może obchodź się z nimi trochę delikatniej, co? - powiedziałem, lekko wkurzony, bo ścisnęła mi kutasa i jedno jądro tak, że pociemniało mi w oczach od bólu.  
          Skąd ona ma tyle siły w tych drobnych rękach? - pojawiło, się obok bólu, pytanie w mojej głowie.
- Przepraszam, zapomniałam się! Nie sądziłam, że to cię aż tak zaboli - usprawiedliwiała się, kiedy weszliśmy do kabiny. Widząc ból i moją wkurzoną minę, spoważniała i ona.
          A mnie przez ten ból odechciało się karesów z siostrą. Mój kutas też doszedł do podobnego wniosku, bo oklapł i przeszedł w stadium siusiaka. Było po baletach.
- Przepraszam, przepraszam! Przecież wiesz, że nie chciałam cię skrzywdzić? - sumitowała się przede mną siostra. Zobaczyłem, że w jej oczach pojawiły się łzy.
- Wiem! I co z tego? Odeszła mi ochota na wszystko - powiedziałem, starając się być normalnym. Nie za bardzo mi się to udawało. Zosia patrzyła na mnie smutnym wzrokiem.
          Usiadłem na łóżku, chcąc zmniejszyć ból, który mi doskwierał. Dlaczego to tak boli? - dopadła mnie niepewność. Poprawiłem ułożenie moich klejnotów w kroczu i nagle ból zaczął zanikać, a pojawiła się erekcja. Co się dzieje? Jeszcze raz dotknąłem krocza.
          Mój kutas był sztywny, chociaż nie odczuwałem zwykłego podniecenia.
- Możesz podejść do mnie? - zwróciłem się do siostry, uśmiechając się do niej.  
          Podeszła, patrząc na mnie speszonym, a nawet zaniepokojonym spojrzeniem.  
- Adasiu, ja naprawdę nie chciałam! Co ci zrobiłam? Bardzo boli? - zapytała z troską.
- Nie wiem, ale przez chwilę bardzo bolało, a teraz zobacz - powiedziałem, ściągając szorty i slipy. Mój kutas prężył się przed nią, jak nigdy.  
          Przetarła oczy ze zdumieniem, jakby nie była pewna, czy dobrze widzi.
- Udawałeś, tak? Wiesz, nie cierpię cię! Wystraszyłeś mnie, że coś ci zrobiłam, a ty, ty…. Jesteś dupkiem! Jak mogłeś mi to zrobić? - powiedziała z wielkim żalem i smutkiem.
- Może najpierw posłuchaj! Sam nie wiem, co to było! Czułem naprawdę duży ból, dlatego usiadłem i dotknąłem jąder, przepychając je w drugą stronę i ból zaczął zanikać. Kiedy ustąpił, ni z tego ni z owego pojawiła się erekcja, a ja nawet się nie podnieciłem.  
          Kiedy mówiłem, Zosia patrzyła to na mnie, to na kutasa. Dalej stał, jakby zapraszał do zabawy. Jego sztywność nie miała nic wspólnego z moim podnieceniem czy nastrojem. Zosia nic nie mówiąc, objęła go dłonią i poruszyła napletkiem.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Przecież on jest sztywny, tak jak zwykle - powiedziała i ponownie popatrzyła mi w oczy. Miło było na nią patrzeć, kiedy odzyskała swój humor.
          Przez chwilę bawiła się moim sztywniakiem, a ja nadal nic nie odczuwałem.
- I co teraz? Dalej nie masz ochoty na zabawę ze mną? - zapytała i zaczęła ściągać ze mnie, zsunięte szorty ze slipami, utrzymując cały czas kontakt wzrokowy ze mną.
          Kiedy uporała się z dolną częścią mojej garderoby, sięgnęła po t-shirt i po chwili byłem nagi. Szybko ściągnęła swoje bikini i popchnęła mnie w głąb łóżka. Przesunąłem się w górę łóżka i położyłem się, obserwując bez emocji moją piękną siostrę.  
          Czułem się odrętwiały psychicznie, tak jakby mnie coś wyłączyło wewnętrznie czy wyprało z emocji i zdolności odczuwania. A Zosia nie bawiła się w podchody czy gierki. Widząc mojego sztywnego kutasa, okraczyła mnie i patrząc na mnie, objęła go dłonią.
          Uniosła swój tyłek na tyle, żeby mogła nim swobodnie manewrować, po czym rozgarnęła zewnętrzne fałdki i kilkakrotnie przeciągnęła nim po swojej wilgotnej szczelinie. Sprawdziła, czy jest nasmarowany i nakierowała go na swoją szpareczkę.  
          Szczerząc do mnie zęby w uśmiechu, zaczęła powoli przysiadać i wciskać go w siebie. Odpowiedziałem uśmiechem i dalej nic nie odczuwając, obserwowałem spokojnie siostrę, jak stara się i usiłuje wchodzić na coraz wyższy poziom podniecenia.
- Mógłbyś braciszku popieścić trochę moje cycki i cipkę? - zwróciła się do mnie, patrząc na mnie z coraz większym podnieceniem, ale i niepokojem.
          Wcale jej się nie dziwiłem, bo nigdy tak się nie zachowywałem. Ona jęczała i dyszała już, jak parowóz, będąc bliska szczytowania, a z mojej strony nie było prawie żadnej reakcji. Pochyliła się, przybliżając mi cycuszki i patrzyła mi w oczy zamglonym wzrokiem.
          Objąłem jedną ręką jej pierś, a drugą przesunąłem na wzgórek. Pieściłem na przemian jej cycki, gładząc i przecierając palcami jej twarde sutki oraz jej cipkę, nożycując i drażniąc palcami otoczenie, jak i samą łechtaczkę.  
          Dobrze, że przestała zajmować się mną i skupiła się na sobie. Po kilku minutach intensywnego młotkowania swoim tyłkiem mojego kutasa dobrnęła do orgazmu. Jej dyszenie, pojękiwanie czy sapanie przeszło w skowyt i zakończyło się głośnym wrzaskiem.
          Opadła na mnie i przez chwilę jej ciało drżało. Kiedy otworzyła oczy, uśmiechnęła się do mnie i czując mnie nadal sztywnego w sobie, spoważniała.
- Nie przeszedłeś, tak? - zapytała i na jej buzi pojawił się cień zatroskania.  
- Nie przejmuj się! Przejdę innym razem, razem z tobą - uspokajałem ją, bagatelizując sprawę.  
- Czyli mogę ‘jechać’ dalej? - zapytała już bardziej pogodnie. Pokiwałem głową.        
          Zaczęła ponownie suwać się na moim kutasie, zaciskając przy tym mięśnie Kegla. W pewnej chwili odchyliła się do tyłu, powodując, że przy wznoszeniu i opuszczaniu  swojego tyłka, mój mocno wygięty kutas zaczął uderzać w coraz to inny punkt w jej cipce.  
          W którymś momencie podczas osuwania się jej tyłka, poczułem przenikliwy, nagły ból i odczucie ‘włączenia’, po czym, ponownie pojawiło się odczuwanie podniecenia.  
Zacząłem normalnie reagować na powaby mojej pięknej siostry. Tak bardzo ją kochałem.
          Wsunąłem rękę w okolice jej wzgórka i zacząłem stymulować jej łechtaczkę.  
Robiłem to już w swoim zwykłym stylu, pieszcząc ją z wyczuciem i czułością. Spotkałem się z jej spojrzeniem. Pogłaskała mnie po ręce, odpowiadając mi rozkochanym spojrzeniem.  
          Podniosłem się i pochwyciłem ją, przytulając mocno do siebie. Patrzyłem w jej piękne, migdałowe oczy, poruszając energicznie biodrami i dociskając się maksymalnie do jej krocza. Zaczęła odpowiadać na moje mocne ruchy biodrami i mięśniami pochwy.
          Wypychając i cofając biodra, stymulowała łechtaczkę o moją kość łonową. Oboje dyszeliśmy już i sapaliśmy, jak przy biegu pod górę. Wpiła się ustami w moje wargi, wdzierając się językiem w głąb moich ust. Bawiąc się językami, szybko zbliżaliśmy się do szczytu.  
- Dochodzę! - zdążyłem powiedzieć, kiedy oderwaliśmy usta od siebie i eksplodowałem.  
- Ja też! - zachichotała i kiedy poczuła, że trysnąłem w nią, zatrzęsła się i przywarła do mnie.
          Przez chwilę trwaliśmy tak, przytuleni do siebie, po czym, zacząłem całować jej śliczną buzię, nosek i ślepka, trzymając ją, jak drogocenny skarb. Chyba zaskoczyłem ją nieco tym nadmiarem czułości i uczucia. Odsunęła się lekko ode mnie.  
- Wszystko w porządku, braciszku? - zapytała z powagą, patrząc mi w oczy.  
- Jasne! Skąd to pytanie? - zwróciłem się do niej pogodnie, uśmiechając się.
- Eee…nic! Tak tylko zapytałam! - odparła lekko drżącym głosem, odwracając głowę.
          Czułym gestem przyciągnąłem ją do siebie i zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Co się stało, Zosiu? Coś jest nie tak? - teraz ja z kolei zaniepokoiłem się.
- Bardzo cię kocham braciszku! I wiesz o tym, prawda? - usłyszałem jej cichą odpowiedź.  
- Wiem, skarbie! Ja też bardzo cię kocham! I ty też o tym wiesz! - powiedziałem, przytulając ją mocno do siebie.  
          Mój kutas nadal tkwił w niej. Był nieco oklapły, ale nie opuścił jej norki. Poczułem, jak ponownie obmacuje go mięśniami pochwy, jakby chciała wciągnąć go mocniej w siebie. Zaczął sztywnieć i wracać do formy, pobudzony jej mięśniami.
- Kochaj mnie braciszku, tak, jak przed chwilą. To było tak cudownie intymne, jak nigdy dotąd. Tak bardzo czułam się kochana i tak bardzo byłam twoja, a ty mój - usłyszałem jej ciche wyznanie. Patrzyła mi w oczy i topniałem w jej załzawionym spojrzeniu.
          Uświadomiłem sobie, że nie były to słowa zadurzonej nastolatki. To były słowa dojrzałej, zakochanej bez reszty w swoim mężczyźnie, dziewczyny. Ponownie zacząłem wsuwać się w nią, tak głęboko, jak tylko mogłem.
          Owinęła się nogami wokół mnie i zamknęła oczy. Zaczęła jęczeć, kiedy oboje poruszaliśmy się w ciasnym, intymnym i pełnym miłości uścisku. Nasze usta były zamknięte
i wkrótce nasze oddechy stały się ciężkie. Poczułem, że Zosia zaczęła ponownie dochodzić.
          Poluzowałem nasz uścisk i zacząłem mocno pracować biodrami, uderzając ją kutasem coraz szybciej i mocniej. Zaczęła jęczeć i sapać, by po chwili wrzasnąć i wstrzymać oddech. Jej ciało drżało i poczułem, jak moje ciało napina się i ponownie trysnąłem w nią.
- Kocham cię braciszkuuu! Kocham.., kocham…! - wykrzyczała mi do ucha głosem pełnym egzaltacji, kiedy doszła do siebie.  
          Położyła głowę na moim ramieniu i ścisnęła mnie tak mocno, jak tylko mogła.
- Też cię kocham, siostrzyczko! Bardzo! - odpowiedziałem równie wzruszonym głosem.  
          Opłukaliśmy się pod prysznicem i Zosia założyła bikini, a ja slipy i szorty.      Wyszliśmy na pokład i Basia siedząc w sterówce, odwróciła się w naszą stronę.  
- Widzę, że pozbyłeś się bólu, chociaż kuracja była trochę hałaśliwa - odezwała się pogodnie.
- Co do mnie, wszystko już w porządku. A co do kuracji, to Zosia czasem wychodzi z założenia; że im głośniej, tym przyjemniej. Dobrze, że nas nie zatrzymali, za zbyt głośne zachowanie na jeziorze - skwitowałem żartobliwie wypowiedź Basi.  
- Możesz zdradzić Basiu, gdzie jesteśmy? Nie jestem jeszcze zbyt zorientowany w otoczeniu, więc nie bardzo wiem, gdzie się znajdujemy - zwróciłem się do Basi, rozglądając się wokoło.
- Jak widzisz jest trochę tłoczno na szlaku, więc nie da się przyspieszyć, ale niedługo miniemy strefę miejską i być może da się płynąć szybciej niż teraz. Tu się nikomu nie spieszy, więc nie ma się co denerwować. Były momenty, że musiałam się wspomagać sterem strumieniowym, bo łódź ze zbyt dużym opóźnieniem reagowała na stery. Teraz więc przejmij ster, a  my z Zosią podrażnimy trochę facetów swoimi kształtami - zwróciła się do mnie.  
          Zająłem więc miejsce za kierownicą i zerknąłem na ekran echosondy i GPS. Było ponad osiem metrów wody pod kilem. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że ruch łodzi na szlaku  trochę się przerzedził. Zrobiło się luźniej, więc można było przyspieszyć.
          Pchnąłem więc lekko przepustnice do przodu i po chwili płynęliśmy z prędkością około dziesięciu km, wyprzedzając po drodze niektóre łodzie. Zosia z Basią ustawiły leżaki na pokładzie, blisko dziobu, zgodnie z kierunkiem poruszania się łodzi.
          Siedząc na leżakach, zaczęły wzajemnie smarować się olejkiem UV. Kiedy poczuły, że zwiększyłem prędkość, co chwilę odwracały się w moją stronę i obdarzały mnie uśmiechem, czując zwiększony pęd powietrza. Co chwilę sprawdzałem głębokość, ale poziom wody był cały czas bezpieczny.  
          Po zbliżeniu się do przesmyku zwolniłem do kilku km i mając wolną drogę skręciłem łagodnie w stronę jeziora, obserwując cały czas ekran sonaru. Po kilkunastu minutach wytężonej uwagi wpłynęliśmy na jezioro.  
          Było inaczej niż wczoraj. Mazurskie morze było pełne żaglówek, motorówek i drobnego sprzętu pływającego. W pewnej chwili pojawił się przed nami statek pełen ludzi,  machających do nas energicznie rękami. Basia potwierdziła, że jest to powszechny zwyczaj.  
          Ustawiłem kurs w stronę wysepki i płynąc ze stałą prędkością, poprosiłem moje panie, aby zwróciły uwagę na trasę przed nami, wypatrując ewentualnych głazów. Po kilkudziesięciu minutach zbliżyliśmy się do wyspy, na której byliśmy poprzednio.  
          Zwolniłem do kilku km/godz. i obserwując cały czas ekran sonaru zbliżyłem się maksymalnie do wyspy. Będąc na głębokości ok. trzech metrów, opuściłem kotwicę dziobową, po czym, obróciłem łódź rufą do wyspy. W pobliżu było pusto, więc zrzuciłem t-shirt i szorty, proponując paniom wycieczkę na wyspę. Basia weszła do kabiny i po chwili wróciła, niosąc trzy kamizelki ratunkowe w kolorze pomarańczowym.  
- Czy to konieczne, Basiu? Przecież od brzegu dzieli nas tylko kilka metrów - zwróciłem się do Basi.
- Pamiętajcie! Na tym jeziorze nigdy za dużo ostrożności. Tu pogoda potrafi sprawiać wiele przykrych niespodzianek, a poza tym, zawsze występują tu fale o różnym natężeniu. Często występuje tu również dość silna fala odbojowa, której na powierzchni prawie nie widać.  
Taka fala może czasem sprawić wiele kłopotu nawet dobrym, doświadczonym pływakom.
          Basia miała rację. Raz w życiu ja również coś takiego przeżyłem, będąc młodym chłopcem, kiedy byliśmy na obozie kolonijnym nad jeziorem. Było to średnie jezioro rynnowe i kilka metrów od brzegu dno gwałtownie obniżało się do kilkunastu metrów.  
          Był ciepły, słoneczny dzień i wiele obozowiczów bawiło się w wodzie, w miejscu oznakowanym bojami jako kąpielisko. Uważałem się za niezłego pływaka, więc w pewnej chwili odwróciłem się w wodzie na plecy. Leżąc na wodzie, spokojnie relaksowałem się i cieszyłem się słońcem, ciepłem, pogodą.  
          Nie zwracałem specjalnej uwagi na otoczenie i w pewnej chwili zauważyłem, że w moim pobliżu nie widzę żadnej boi. Odwróciłem się na brzuch i nie zobaczyłem dna, a brzeg jawił mi się na krańcach horyzontu.
          Jakaś siła sprawiła, że leżąc na plecach i obserwując obłoki czy ptaki, zostałem odrzucony na kilkadziesiąt metrów od brzegu. Zacząłem płynąć w stronę lądu i po kilkunastu minutach stwierdziłem, że zamiast przybliżać się, oddalam się od brzegu.
          Byłem już bliski spanikowania, lecz na szczęście przypomniała mi się uwaga instruktora nauki pływania. Jeżeli przypadkiem zetkniesz się z falą odbojową, która poniżej powierzchni wody biegnie w stronę lądu, potem odbija się od dna i na powierzchni płynie w kierunku przeciwnym, nie panikuj i zachowaj spokój.
          Kiedy czujesz, że jakaś siła porywa cię i niesie w stronę przeciwną od lądu, próbuj płynąć z nią ukosem, nie prostopadle do brzegu. Jeżeli dalej czujesz, że siła tej fali nie słabnie, weź oddech i zanurz się, aż poczujesz, że zmienił się kierunek tej siły.
          Kiedy poczujesz, że płynie ci lekko, płyń z tą falą. Kiedy brakuje ci powietrza, wybij się do góry, złap powietrza i kontynuuj niesienie cię przez falę, która płynie w stronę lądu. Kiedy poczujesz się zmęczony, wypłyń, połóż się ponownie na plecach i odpocznij.
          To pozwoliło mi opanować strach i kiedy poczułem, że moje działania przybliżają mnie do brzegu, uskrzydlony, bardzo szybko dopłynąłem do bezpiecznego miejsca.  Te wspomnienia stłumiły we mnie jakikolwiek sprzeciw przeciw kamizelkom.
          Zgodnie z sugestią Basi założyliśmy kamizelki i dopłynęliśmy do wyspy, w miejscu, w którym byliśmy wczoraj. Okazało się, że Basia nigdy nie była w tej części jeziora i nie znała tych wysp. Kiedy wyszliśmy na brzeg, była zauroczona lesistym terenem i zielenią.
- Co powiesz Basiu na temat tego, że płynąc tutaj, nie trafiliśmy ani na płycizny ani na głazy czy inne przeszkody? - zapytałem, w odniesieniu do jej wcześniejszej wypowiedzi.  
- Myślę, że albo ich nie było, bo nie widzę żadnych oznakowań kardynalnych, albo trasa ta została w jakiś sposób uporządkowana. Jest to teren Mazurskiego Parku Krajobrazowego i jako taki podlega szczególnej ochronie. Poza tym, jest dość wysoki poziom wody, co oznacza, że wszystko nam sprzyja i warto było podjąć to ryzyko. A teraz z miłą chęcią zwiedziłabym tę wyspę, bo wygląda to wszystko pięknie.
          Trudno było nie zgodzić się z Basią, więc ruszyliśmy w stronę małego wzgórza, na którym już byliśmy. Kiedy dotarliśmy na szczyt mogliśmy w pełni podziwiać rozległość i uroki mazurskiego morza, jak i piękno otaczającego nas krajobrazu.  
          Basia była wręcz zachwycona widokami, podobnie jak i my. W pewnym momencie zaburczało mi w żołądku. Widoki, widokami, ale nasze organizmy, szczególnie mój, domagały się uzupełnienia wewnętrznego paliwa.  
- Ktoś tu chyba jest głodny? - stwierdziła Basia, śmiejąc się, kiedy mój żołądek odezwał się po raz drugi.
- Faktycznie, jest co podziwiać, ale jak to zwykle w życiu bywa, obok pięknych widoków czy powabów natury, występuje szara, codzienna rzeczywistość - skwitowała filozoficznie moje burczenie żołądka, Basia.  
- A więc, nic tu po nas. Wracamy. Cieszę się, że mogłam być tu z wami - powiedziała i rzuciła ostatnie spojrzenie na jezioro czy otoczenie.
          Ruszyliśmy w drogę powrotną w stronę naszej łodzi. Szliśmy boso po miękkim, bogatym kobiercu z traw i kwiatów. Nie widać było żadnych wyraźnych śladów ludzkiej obecności, co mogło trochę dziwić, widząc te ilości sprzętu pływającego na jeziorze.
- Nie sądzicie, że należałoby tutaj opróżnić pęcherze, aby nie zapełniać zbiornika na łodzi - odezwała się naraz Zosia.  
- O czym ty mówisz? Przecież nie będę sikać na otwartym terenie, a do tego lasu jest kawałek drogi - powiedziała Basia, rozglądając się wokoło.
- Tak, rozumiem! A nuż zobaczy cię jakiś ptak, motyl czy jeszcze jakiś inny owad - zaśmiała się Zosia. Mnie też nie wydawało się, że Basia będzie aż tak skromna czy pruderyjna.  
- No, a wy? Wiem, wiem, co myślicie, ale dla mnie jest to nieco krepujące - oświadczyła Basia. Chyba nie była aż tak bardzo przekonana, co do swojej skromności, bo zarumieniła się.
- Ja nie mam takich skrupułów i sikam tutaj - powiedziała Zosia i nawet nie kucała, tylko tak, jak stała, odchyliła bikini i sikała, stojąc w rozkroku.        
          Nie tylko ja patrzyłem z zafascynowaniem na sikającą Zosię. Basia również obserwowała ją z niejakim podziwem w oczach. Sikanie Zosi spowodowało, że odezwał się również mój pęcherz, ale nie tylko.  Kiedy obniżyłem szorty wraz ze slipami, mój kutas sterczał i wyraźnie rozglądał się za chętną cipką.  
Zosia skończyła sikanie i podeszła do mnie.  
- Pozwolisz braciszku, że się nim zajmę - zwróciła się do mnie, widząc, że mam jakieś kłopoty ze sztywniakiem.  
          A ja faktycznie z powodu podniecenia miałem problemy ze sikaniem. Erekcja wyraźnie utrudniała mi sikanie, pomimo, że odczuwałem parcie pęcherza. Basia również domyśliła się, że mam jakieś problemy z oddaniem moczu i też podeszła blisko mnie.
- Może to ci pomoże! - powiedziała i podobnie jak Zosia stanęła w rozkroku, odchyliła bikini i zaczęła sikać. O dziwo, stało się coś niewiarygodnego. Szum i widok wydobywającego się z jej cipki moczu, odblokował coś w moim układzie moczowym i zacząłem sikać.  
          Zastanawiałem się tylko, nad zachowaniem Basi; co się nagle stało? Przecież jeszcze przed chwilą była wyraźnie zablokowana i miała zdecydowane zdanie, co do sikania w przestrzeni publicznej czy na odkrytym terenie, nie mówiąc o czyjejś obecności.  
          Chyba domyśliła się, nad czym się zastanawiam, bo roześmiała się, patrząc na mnie i na Zosię.
- Wiem! Pewnie oboje pomyśleliście, że co innego mówię, a co innego robię. Jak to ktoś, kiedyś powiedział czy napisał; natura kobiety przewrotna jest i basta. I ja też nie jestem wyjątkiem czy szczególnym tego przypadkiem. Bo jest i inne powiedzenie; kiedy wszedłeś między wrony, to bądź takim, jak i one. A podobno jestem już waszą starszą kumpelą.
To tyle w temacie sikania. A teraz co do łona natury, na którym jesteśmy. Podobno uprawianie seksu w takich warunkach może być miłe i przyjemne. Do tego zapachy, widoki i ten naturalny dywanik pod nogami są niezwykle zachęcające. Nie mówiąc o tym twoim drążku Adamie, którym nas kokietujesz i podniecasz od jakiegoś czasu. …cdn…

2 komentarze

 
  • Milf

    Fajne, napisane z werwą, miło się czyta

  • franco

    @Milf Witam. Dziękuję za post. Ty też z werwą to oceniasz. Miło. Pozdrawiam i pogody ducha w tych niezbyt sprzyjających czasach. Pora roku też nieciekawa i oby do wiosny.

  • emeryt

    Dziękuję za kolejną część, bardzo przyjemnie napisana. Serdecnie pozdrawiam i jak zwykle życzę duuużo zdrowia w tym wariackim czasie.

  • franco

    @emeryt Witam. Dziękuję ci za post i dobre słowo. Też życzę ci dużo zdrowia w tych nieciekawych, pełnych obaw, niepokoju i zagrożeń czasach. Trudno, musimy to jakoś przetrzymać i przeżyć. Podobno jesteśmy w grupie szczególnego ryzyka, ale na wszelki wypadek przesunięto granicę tego ryzyka powyżej osiemdziesiątki. A jeszcze niedawno był to wiek najpierw 60, a póżniej siedemdziesiąt. Cóż, kiedy ilość zakażeń i zgonów wzrośnie, być może szczególne ryzyko zacznie się powyżej stu lat. Oby do wiosny. Pozdrawiam