Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. ósma

Weszliśmy do łazienki i Zosia ponownie powiesiła się na mnie, całując mnie i patrząc tymi swoimi, niesamowitymi ślepkami.
- Braciszku, jesteś moim najmilszym i najukochańszym bratem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam mieć w sobie, tego twojego wspaniałego kutasa. Kiedy byłeś z mamą, strasznie jej zazdrościłam, że może go swobodnie gościć w swojej cipce.  Co prawda, w mojej głowie miałam prawdziwy mętlik. Z jednej strony chciałam go mieć w sobie, a z drugiej bardzo bałam się, że zdemoluje strasznie moją małą cipkę. A teraz jest taki grzeczny i przypomina mi twojego siusiaczka z przed paru lat, kiedy kąpaliśmy się razem. Tak bardzo chciałam go dotykać i pieścić, a ty stchórzyłeś i uciekłeś przede mną. Teraz mogę ci to powiedzieć; widziałam, jak pewnego razu podczas kąpieli ten twój siusiak naraz urósł ci i stał się sztywny. Nie wiedziałam, co się stało. A ty wtedy uciekłeś z wanny i już więcej nie chciałeś się kąpać ze mną. Nawet nie wiesz, jak to przeżyłam.
          Zosia nie wiedzieć czemu, zaczęła wspominać czasy z naszego dzieciństwa, jakby do czegoś zmierzała.  
- Zosiu, co się stało, że zaczynasz wspominać czasy sprzed paru lat? Przecież wiesz dobrze, że byliśmy dziećmi i ja jako chłopak, zacząłem dojrzewać. Jestem starszy od ciebie, więc mając dwanaście lat, widok twojej małej cipci zaczął mnie podniecać. Nie wiem do dziś,  dlaczego mama wtedy nie powiedziała ci, że chłopakom w moim wieku sztywnieją kutasy i ty jako moja siostra, dla własnego bezpieczeństwa nie powinnaś przebywać nago w moim towarzystwie - skomentowałem jej wypowiedź, starając się nie wzbudzać w niej poczucia winy czy wystawiać na szwank jej sposób rozumowania.  
          Była przecież już dużą i inteligentną dziewczyną, a rozumowała jak mała dziewczynka, której przed paru laty odebrano ulubioną zabawkę. Zauważyłem jednak, że chyba coś do niej dotarło, bo patrzyła na mnie już innym wzrokiem.
- Sądzisz, że mógłbyś mnie wtedy skrzywdzić? Przecież mnie kochałeś! Nie tylko to widziałam, ale i czułam. Poza tym, spaliśmy razem i nigdy nawet nie próbowałeś mnie dotykać, chyba że we śnie. Nie wierzę, że byłbyś zdolny mnie skrzywdzić?
          Mówiąc to, kręciła głową z niedowierzaniem, ale ziarno niepewności zostało posiane. Milczała przez chwilę i patrzyła przed siebie.  
- Dobrze, zostawmy to! Niech będzie tak, jak kiedyś powiedziałeś; co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr - powiedziała, po czym napuściła wody do wanny i weszła do niej, zapraszając mnie gestem do siebie.
- Teraz braciszku chyba nie uciekniesz? – zwróciła się do mnie żartobliwie, z uśmiechem.  
- Teraz już nie! Mój kolega z dołu, też chyba tak uważa, bo wyraźnie rozgląda się za czymś – powiedziałem wesoło, nawiązując do jej wypowiedzi i reagując na powaby mojej nagiej siostry.
- Nawet wiem, za czym, bo czuję wyraźne ssanie od mojej koleżanki. Pewnie chętnie by go ponownie ugościła - teraz z kolei Zosia przyjęła moją konwencję rozmowy.
- Nie ma co zwlekać, braciszku! Opłukujemy się i maszerujemy z powrotem do łóżka - zarządziła zdecydowanym tonem, biorąc słuchawkę prysznica do ręki.  
          Puściła wodę i polewając raz siebie, raz mnie, wymusiła wręcz, że szybko obmyliśmy swoje ciała, głównie dolne partie. Sięgnąłem po ręcznik i wytarłem najpierw Zosię, potem siebie, po czym, wróciliśmy do pokoju mamy.  
          Zadecydowała o tym siostra, bo ja chciałem iść do naszego pokoju.  
- Słyszałeś przecież, że mama z babcią szybko nie wrócą. A jej tapczan jest wygodniejszy do miłosnych igraszek, od naszego łóżka – wyjaśniła mi łopatologicznie.
- Maczałaś palce w ich wyjeździe? – zapytałem ostrożnie, bo ciekawiło mnie, co spowodowało, że mama zostawiła nas samych, zabierając ze sobą nawet babcię.
- Może, troszeczkę! Po prawdzie, to mama pierwsza zasugerowała, że jeżeli mam zamiar pozbyć się błony i chcę to zrobić z tobą, to powinnam przemyśleć, jak cię do tego namówić i sprowokować. Była więcej niż pewna, że sam mi tego na pewno nie zaproponujesz.                 
          To się nazywa solidarność babska! – pomyślałem. I wcale nie miałem tego za złe, ani mamie, ani siostrze. Mama zrozumiała, że Zosia mi nie odpuści i wcześniej czy później wymusi na mnie, abym ją podziurawił, bo wcale się z tym nie kryła.  
          Wolała więc, żeby to stało się w naszym domu, w godziwych warunkach, a nie gdzieś po drodze czy u cioci, w stresującym, nowym, nieznanym miejscu. To była mądrość kochającej matki i kobiety. A że babcia też bywała czasem nieobliczalna i mogła nam przeszkodzić, więc zabrała ją ze sobą.
          Myślenie czy zastanawianie się miewa czasem swoje złe i dobre strony. Teraz spowodowało u mnie obniżenie napięcia i zwiotczenie męskiego oręża. Kiedy więc weszliśmy do pokoju mamy, Zosia spoglądała na mojego kolegę z uczuciem dużego zawodu.  
- Wygląda na to braciszku, że chyba ci się już trochę znudziłam. Czyżbyś miał mnie już dość? - zapytała poważnym, prawie smutnym głosem. Roześmiałem się, ale nie było mi do śmiechu.    
- Jak sądzisz Zosiu? Pozbawienie cię błony, było dla ciebie bolesne, prawda? I ja widziałem w twoich ślicznych ślepkach to cierpienie. To miało na mnie określony wpływ. Do tego zastanawiałem się, co spowodowało, że mama wyjechała wraz z babcią, zostawiając nas samych? A w sumie, to nie jestem pewny, czy w tej sytuacji możemy uprawiać seks, bo przecież twoja cipcia jest w jakimś tam stopniu nie całkiem sprawna i potrzebuje odpoczynku.  
          Sądziłem, że moje pokrętne nieco tłumaczenie i wyjaśnienie, spowoduje u Zosi jakieś przemyślenia i refleksje.
- Głuptasie, niepotrzebnie przejmujesz się i martwisz stanem mojej cipki. Gdyby coś działo się niedobrego, to czułabym to. A ja czuję, ale nieprzepartą chęć, żeby ten smętny siusiaczek z powrotem zmienił się w pięknego wojownika, który mnie tak wspaniale pozbawił wianka.
          Tak jak spodziewałem się, moje słowa wywołały u siostry wręcz odwrotną reakcję. Teraz to ona zaczęła tłumaczyć i pocieszać mnie, że niepotrzebnie martwię się stanem jej cipki. I jak tu jej nie kochać. Miała szesnaście lat, a rozumek dwudziestolatki.
          Pchnęła mnie na łóżko mamy, po czym usiadła na mnie okrakiem i przesunęła się tyłkiem w moją stronę, najeżdżając cipką nad moją twarz, a sama zajęła się kutasem.
          Ledwo objęła go dłonią, zaczął błyskawicznie rosnąć w jej ręce. Musnęła ustami czubek i po chwili główka znalazła się w jej ustach. Ja natomiast mając jej słodką cipkę przed oczami, też chciałem zasmakować jej soków.  
          Po chwili szalałem ustami i językiem, w jej małej cipce, a Zosia ssała i pieściła języczkiem mojego sztywniaka. Ale nie to było jej celem. Ona chciała mieć mojego kutasa w swojej cipce. Ponownie zmieniła pozycję i okraczając moje ciało, przyklękła, ustawiając się tyłkiem nad moim kutasem.  
          Patrząc mi w oczy, jedną ręką wspierała się, a druga trzymała pionowo kutasa. Powolnym ruchem opuszczała tyłek, wprowadzając kutasa w siebie. Posykiwała i krzywiła się lekko z bólu, ale nie przestała, aż przysiadła pośladkami na moich udach.        
- Trochę boli, ale wypełniasz mnie tak cudownie, że to niweczy uczucie bólu - odezwała się po chwili milczenia.
          Zaczęła powoli suwać się na mojej sztywnej prowadnicy. Nie oszczędzała się, suwała się długimi ruchami, po całej długości mojego kutasa. Widziałem, że robi to z coraz większym zadowoleniem. Posykiwania zdarzały się coraz rzadziej, a dyszenie, sapanie czy postękiwanie, połączone z pojękiwaniem, stawało się coraz głośniejsze.  
          We mnie też pojawiło się uczucie, że Zosia uruchomiła mięśnie pochwy i obmacuje mi kutasa, powodując, że nie tylko u niej wzrastało podniecenie. Czułem, że mogę dojść wcześniej niż Zosia, więc starałem się myśleć o wszystkim, tylko nie o cipce mojej siostry.  
          Udało się. Poczułem, że Zosia zaczęła szczytować. Głośno sapnęła i przysiadła mocno na moich udach, wspierając się na moich biodrach i znieruchomiała.  
          Po wyciszeniu emocji, otworzyła oczy i uśmiechnęła się słodko do mnie.
- Co się stało? Nie spuściłeś się we mnie? Czuję go nadal w sobie i jest sztywny.
          W głosie siostry wyczułem lekki żal albo mi się tak tylko wydawało.
- To źle? Ciężko ci dogodzić siostrzyczko! Przecież chciałaś, żeby cię wypełniał? No, to cię wypełnia! – udałem, że nie rozumiem, czego chce ode mnie.
- Adaś! Nie bądź taki! Pogrywasz sobie ze mną, a ja cię tak kocham! – walnęła mnie poniżej pasa, patrząc na mnie z wyrzutem w oczach.  
- Chciałam, żebyś był tak samo szczęśliwy i zadowolony, jak ja jestem w tej chwili – dodała, robiąc smutną minkę.
- Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś sobie ponownie pojeździła, nie sądzisz? – odezwałem się ugodowo.  
- Może tak, a może nie! Pomyślałam teraz, że może nawet dobrze, że zachowałeś siły. Pewnie mama będzie chciała pożegnać się z nami, a szczególnie z tobą. Przypuszczam, że jak ją zadowolisz w swoim stylu, to będzie dla mamy najlepsze pożegnanie i jednocześnie podziękowanie, że pozwoliła nam kochać się pierwszy raz, w tak komfortowych warunkach.             
          Czyli miałem rację! Była to bardzo piękna babska solidarność, w wydaniu córki i matki. Poczułem się głodny, przypuszczając, że Zosia również.
- Może zrobimy sobie coś do zjedzenia, bo zgłodniałem. A ty? – zwróciłem się do siostry.
- Właściwie to też. Idziemy do łazienki, opłukać się, a potem do kuchni – przejęła inicjatywę siostra. Wyglądała na zadowoloną, więc i mnie humor się poprawił.
          Szybko opłukaliśmy ciała w wannie i Zosia przez chwilę miała zawahanie, czy nie rozpocząć jakiejś zabawy, ale widząc, że nie przejawiam zbyt dużej chęci, uznała, że na początek uzupełnimy kalorie. Ogarnęliśmy się i założyliśmy zwykłe, domowe ciuchy.
          Potem w dobrej komitywie udaliśmy się do kuchni. Przeglądnęliśmy zapasy i ze wzruszeniem stwierdziłem, że mama nic nie pozostawiła przypadkowi.  
          W chłodziarce lodówki czekała na nas na talerzu pokrojona wędlina, nakryta folią, a w kieszeni na drzwiach; musztarda i ketchup,w chlebaku świeży chleb i bułki, a w metalowym koszyczku; pomidory, brukselka i ogórki.      
          Było tego sporo, co oznaczało, że mama spodziewała się znacznego ubytku kalorii, w naszych młodych organizmach. Zrobiliśmy sobie herbatę i po chwili pałaszowaliśmy z apetytem, przygotowany częściowo przez mamę posiłek.
          W trakcie jedzenia odezwał się mój telefon. Dzwoniła mama. Połączyłem się i po chwili mama zagadała do nas swoim miłym, ciepłym głosem.
- Załatwiłyśmy z babcią pomyślnie wszystkie sprawy, więc wracamy. A wam jak idzie ‘pakowanie się’ do wyjazdu? – zapytała mama od niechcenia, ot, tak sobie.
- Właśnie zrobiliśmy sobie przerwę, mamo i wcinamy, przygotowany przez ciebie posiłek. Też nieźle nam idzie, chociaż Zosia marudzi jak zawsze – odpowiedziałem, dostrajając się do mamy. Siostra skwitowała to kuksańcem w moje biedne żebra.
- Kłamczuch! Kiedy to niby marudziłam czy marudzę? – zapytała z uśmiechem, kiedy wyłączyłem telefon..  
- A co miałem powiedzieć? Tak, mamo! Właśnie przedziurawiłem Zosię i teraz uzupełniamy kalorie, bo kosztowało to nas sporo wysiłku – odpowiedziałem żartobliwie.  
- Mogłeś powiedzieć kulturalnie; właśnie Zosia straciła wianek, mamo i zgłodnieliśmy, jak diabli – zasugerowała siostrzyczka ‘kulturalną’ wypowiedź.
          Kiedy posililiśmy się co nieco, zauważyłem, że siostra jest jakaś nieswoja, co chwilę na mnie zerkała, jakby chciała o coś zapytać czy powiedzieć, ale coś ją jakby powstrzymywało.  
- Co się dzieje Zosiu? Wiercisz się, jakby coś ci dolegało? Może będę mógł ci pomóc, nie sądzisz? – zwróciłem się do siostry, bo zaniepokoiło mnie jej zachowanie.  
- Zdziwiłbyś się, gdybym ci powiedziała – odparła wesoło, patrząc mi w oczy.  
Czyli nie chodziło o coś poważnego - pomyślałem.
- Krępujesz się mnie, czy obawiasz się, że ci odmówię? – zapytałem ostrożnie, żeby jej nie urazić. Mówiła przecież, że spodziewa się miesiączki, więc mogła być już rozdrażniona.  
- Chciałabym possać twojego kutaska, a ty wylizałbyś moją cipeczkę. Zrobilibyśmy to w naszym pokoju, tak że gdyby nawet mama wróciła, to udamy, że śpimy – moja napalona, bystra siostrzyczka, szybko znalazła rozwiązanie, aby zaspokoić swoją zachciankę.
- Słyszałaś, że mama wspomniała coś o pakowaniu i przygotowania się do wyjazdu? – próbowałem, nawet nie droczyć się z siostrą, ale skierować jej myśli w inną stronę.    
          Ale była to próba zawracania biegu rzeki, kijem.  
- Hmm.. wielkie coś! Pakowanie się do wyjazdu? Wrzucenie do walizki kilku rzeczy, ile to może trwać? Dwie, trzy, no, może pięć minut? – prychnęła lekceważąco, słysząc moją uwagę.
          Dużo mnie kosztowało, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- OK.! Ja umywam ręce! To ty będziesz tłumaczyć się mamie, jeżeli zapyta, dlaczego nie jesteśmy jeszcze spakowani? – oświadczyłem, ucinając rozmowę na temat pakowania.
- Jasne! Powiem wprost, że cipka mnie swędziała i zmusiłam cię, abyś mi ją podrapał – odparła natychmiast, nawet się nie uśmiechając.  
          Wiedziałem, że była do tego zdolna. Jak na razie, niuanse dyplomacji i umiarkowanego zachowania były, na ten moment, obce mojej kochanej siostrzyczce.  
Doprowadziliśmy tapczan i pokój mamy do pierwotnego stanu, jaki zastaliśmy i przeszliśmy do naszego pokoju. Wydał nam się nieco siermiężny i bardziej zagracony niż pokój mamy.
          Ale to był nasz pokój i nasze łóżko, w który spędziliśmy wspólnie wiele lat. Przez chwilę, zastanowiłem się, dlaczego nie ściągnęliśmy górnej części, kiedy od ponad dwóch lat sypialiśmy oboje z siostrą na dolnym łóżku. Chyba dla zachowania pozorów.
          Gdyby było tylko jedno łóżko, wtedy każdy wiedziałby, że sypiamy z siostrą razem. Można by było próbować wyjaśniać, że Zosia sypia z mamą, ale wiadomo, jak wyglądają wyjaśnienia. Nawet gdyby tak było, domysłom nie byłoby końca.
          Teraz, kiedy mama przyrzekła, że kupi do pokoju dużą sofę, temat piętrowego łóżka rozwiąże się sam. Poza tym dużą niewiadomą były moje studia, ponieważ do dwóch tygodni musiałem zdecydować, co i gdzie chcę studiować?  
          W ostatecznej decyzji miał mi pomóc dziadek Jan. A na razie trzeba było zająć się moją napaloną siostrą. Po prawdzie, to w tej chwili nie tylko ona była napalona. Szybko więc pozbyliśmy się ciuchów i położyliśmy się na łóżku, ja na dole, a siostra na mnie.
          Mój kutas stał już, jak maszt na dziobie statku, a cipka Zosi ociekała wilgocią. Nie było czasu na zastanawianie się, więc ja natychmiast zająłem się ‘drapaniem’ cipki siostry, a ona utrzymywaniem mojego masztu w gotowości bojowej.  
          Zosia w dość delikatny sposób zaczęła lizać i ssać główkę mojego kutasa, dopóki nie zaskoczyłem jej dość ostrą, prawie brutalną pieszczotą cipki. Pewnie sama nie wiedziała, co ma o tym sądzić, bo zawsze starałem się być bardzo delikatny, czuły, reagując odpowiednio na sygnały jej ciała i jej samej.
          Po prostu uznałem, że Zosia potrzebuje ostrego ‘drapania’, więc oczyściłem śliną dwa palce, po czym wjechałem zdecydowanie w jej cipkę, równocześnie jęzorem i palcami. Przeorałem ustami i językiem jej szczelinę jak pługiem, rozdzielając jej wargi.
          Szczypiąc wargami tak z jednej, jak i drugiej strony pęknięcia, wsunąłem  jednocześnie dwa palce w jej szpareczkę, szorując nimi wzdłuż oraz w poprzek szparki. Zatrzęsło nią i zaczęła gwałtownie dyszeć, sapać i jęczeć, atakowana natłokiem doznań.
          Wsunąłem ręce pod jej uda i sięgnąłem ponownie do jej cipki palcami, a ustami i językiem przypiąłem się do jej łechtaczki, skapitulowała. Zaczęła drżeć i jęczeć, ‘skarżąc’ się na męki, jakim ją poddaję swoimi ustami czy palcami i znieruchomiała.
          Kiedy doszła do siebie, ponownie objęła ustami mojego zwiotczałego już lekko kutasa, próbując zrewanżować mi się za orgazm, jaki przeżyła.  
Przypomniałem sobie, jak kiedyś tam przyznała mi się, że do zaspokojenia swoich potrzeb, czasami potrzebowała masturbować się cztery, pięć razy w ciągu dnia.  
          Postanowiłem więc ‘drapać’ ją dalej, robiąc to już jednak w sposób delikatny, bo jej wrażliwa obecnie cipka, nie zniosłaby ostrego traktowania i zamiast przyjemności, sprawiłbym jej ból. Zacząłem więc leciutko zlizywać jej soki ze szczeliny.
          Było ich jeszcze zdecydowanie mniej, ale ich pojawienie się sygnalizowało, że ponownie zaczęła reagować na pieszczoty. Już nie podszczypywałem, ale całowałem z czułością jej aksamitne wnętrze, rozchylane palcami.  
          Wsunąłem język w jej szparkę, wiercąc, dotykając i szturchając nim leciutko
po ściankach jej szparki, sięgając najgłębiej jak mogłem. Były to wrażliwe na dotyk punkty, bo ilekroć ich dotykałem, Zosia podrygiwała, jakbym ją raził słabym prądem.
          Rozsunąłem palcami jej wargi w okolicy łechtaczki i przesunąłem usta w jej stronę. Była już mocno podniecona, bo wprost zalewała mnie sokami. To oznaczało przejście do fazy końcowej. Zacząłem lizać jej obrzmiały kaptur i zasysać go ustami.  
          Zosia przerwała pieszczenie mojego kutasa i skupiła się na własnych doznaniach. Trzęsła się już cała, reagując na każdy mój ruch. Objąłem ustami jej łechtaczkę, całując i ssąc jej guziczek, równocześnie ponownie wsunąłem dwa palce w jej szpareczkę.
          Nie wypuszczałem już jej łechtaczki z ust, szturchając i obstukując językiem jej okolice. Usłyszałem głośniejszy jęk i westchnienie, po czym zacisnęła uda i znieruchomiała. Moja siostrzyczka zaliczyła kolejny orgazm – przebiegło mi przez myśl.
          Ocknęła się i zsunęła ze mnie, po czym odwróciła się w moją stronę i wdrapała się na mnie. Nic nie mówiąc, lizała mnie i całowała po twarzy, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zaniepokoiłem się,
- Zosiu, co się stało? Skąd te łzy? Czy to przeze mnie? - zasypałem ją pytaniami.
- Tak! Przez ciebie! Mój kochany głuptasku! Nawet nie wiesz, jaka jestem szczęśliwa, że mam tak kochanego brata, przyjaciela i kochanka.
          Przytuliła się do mnie, mocząc mnie swoimi łzami. Miałem nadzieję, że są to łzy szczęścia, jak sama powiedziała.
- Adasiu, braciszku kochany! Tak bardzo się cieszę, że cię mam i że razem jedziemy na te wakacje. Najchętniej zaszyłabym się z tobą w jakiejś głuszy i kochała się z tobą bez końca.
          Jej egzaltowana wypowiedź wzruszyła mnie. To była cała siostrzyczka.
Udająca twardzielkę chłopczyca, z nieposkromionym temperamentem, czasami pyskata, a w gruncie rzeczy tkliwa, sentymentalna, wrażliwa, z serduszkiem na dłoni, młodziutka kobietka.
          Spodziewając się bliskiego powrotu mamy i babci, ogarnęliśmy się i udali do kuchni napić się i uzupełnić płyny. Niedługo potem usłyszeliśmy samochód i po chwili w drzwiach kuchni pojawiły się; mama z babcią. Obie w niezłej formie i nastroju.     
- Tu są nasze gołąbeczki! Zobacz mamo, jak sobie wesoło gruchają - powiedziała mama żartobliwie, zwracając się do babci, ale jednocześnie, uważnie nas obserwując.  
- Zostało jeszcze coś do jedzenia, czy bez wizyty w sklepie się nie obejdzie?  
          Tym razem mama zwróciła się do nas, otwierając drzwi od chłodziarki.    
Po talerzu z wędliną nie było śladu. Mama patrzyła na mnie, więc wzruszyłem ramionami.
- Myśleliśmy, że to dla nas? Przepraszam mamo. Zaraz pójdę do sklepu i kupię, co trzeba – próbowałem usprawiedliwiać się, że wtrząchnęliśmy z siostrą wszystko, co było na talerzu,
- Bo to na talerzu było dla was. Mnie chodziło o to, co pozostało - powiedziała mama, wyciągając z chłodziarki, zapakowaną w folię, pozostałą wędlinę. Było tego przynajmniej dwa razy tyle, co znajdowało się na talerzu.  
- U mnie też się coś znajdzie! – zadeklarowała babcia.
- Mamo, wystarczy nam tego, co jest. Jeszcze zostanie im na drogę - powiedziała mama.  
          Babcia pokręciła się jeszcze chwilę, ale widząc, że każde z nas zajęło się sobą, uznała pewnie, że wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu, więc udała się do siebie. Mama natomiast zachowywała się tak, jakby szukała okazji do rozmowy z Zosią.
          Pewnie jak każda kochająca matka, chciała wiedzieć, jak wykorzystaliśmy  
czas, dany nam przez nią, na nasze sam na sam. Widziała, że humory nam dopisują, apetyt również, więc nie miała przesłanek, żeby myśleć, że coś mogło pójść nie tak.
          Jak to zwykle bywa, ciekawość jest rzeczą ludzką. Matczyna też. Tym  
bardziej, że dotyczyła dwójki jej dzieci i ważnego wydarzenia. Obserwowałem więc mamę, bez żadnych negatywnych myśli czy skojarzeń, ale z prostej ciekawości, jak to rozegra.  
          Tak jak spodziewałem się, mama przeglądając zapasy w kuchni, doszła do wniosku, że jedzenia nam wystarczy, ale napoi już nie. Szczególnie dla nas, na drogę.  
- Adasiu, widzę, że brakuje nam niektórych napoi, szczególnie tych ulubionych przez was. Wypadałoby więc, kupić je u nas, bo po drodze może być z tym różnie. Jest okres letni i nieraz przekonałam się, podróżując służbowo, że w gorącym okresie letnim, szczególnie w miejscowościach turystycznych, brakowało nawet wody mineralnej, nie mówiąc o napojach.
A wy jak uważacie? – mama w swoim stylu, nic nam nie narzucając czy wymuszając, tylko sugerując, przerzuciła decyzję na nas.  
          Można to różnie nazywać czy odnosić się do tego, ale mama miała to nieźle opanowane. Zresztą, pełniąc odpowiedzialne funkcje, musiała w ten sposób postępować. A że przenosiła to na warunki domowe i ćwiczyła na swojej bliskiej rodzinie, nie miało znaczenia.  
          W mamy wydaniu była to rodzinna dyplomacja sugestywna.  
- Masz rację, mamo! Przejdziemy się z Zosią i kupimy to, co będzie nam potrzebne w drodze - powiedziałem, chcąc przekonać się, czy mamie chodzi o to, żeby pozbyć się mnie z domu, czy po prostu, jest to troska mamy o nas i naszą podróż.
- Jesteś duże chłopisko Adamie, więc poradzisz sobie sam. Najlepiej weź samochód i zrób zakupy w naszym Auchan, a my z Zosią zajmiemy się pakowaniem was do wyjazdu.  
          A więc miałem rację! Mamie chodziło, o wyprawienie mnie z domu, aby mogła swobodnie porozmawiać z Zosią. Nawet domyślałem się, na jakie tematy. Ustaliliśmy więc, jakie napoje będą nam potrzebne czy niezbędne w podróży i udałem się na zakupy.  
          Uwinąłem się dość szybko, bo w okresie urlopowym, w supermarkecie nie było szały zakupowego, szczególnie w soboty po południu. Wróciłem więc do domu i wnosząc zakupy do kuchni, nie zastałem w niej nikogo.  
          Zerknąłem więc do naszego pokoju, też był pusty. Zapukałem więc do pokoju mamy. Nie słysząc odzewu, otworzyłem drzwi i zobaczyłem, że mama i siostra zabawiają się ze sobą, podobnie jak robiliśmy to oboje z Zosią,
          Różnicą było to, że obie leżały w pozycji sześćdziesiąt dziewięć, ale na boku.  
Miałem chwilę zawahania, czy nie ujawnić swojej obecności, ale uznałem, że lepiej będzie tak dla mamy, jak i siostry, jeżeli pozostawię je w spokoju i błogiej nieświadomości, że je widziałem w takiej sytuacji.  
          To tłumaczyło, dlaczego nie słyszały mojego powrotu. Postanowiłem, że zachowam to w tajemnicy, chyba że któraś z nich czy nawet obie zwierzą mi się, na temat tej ich wspólnej zabawy.  
          Dla jasności sprawy; to, co zobaczyłem, nie odebrałem w żadnym wypadku w negatywnym znaczeniu. Zrozumiałem tylko, że tak mama, jak i siostra są biseksualne. Najważniejsze, że wcale mi to nie przeszkadzało i kochałem tak mamę, jak i siostrę. …cdn…

4 komentarze

 
  • Aster

    Fabuła spoko, tylko dialogi strasznie infantylne i niemal identyczne jak w poprzednich opowiadaniach

  • nanoc

    Czekam na następne

  • St.sz

    Tym razem jestem pierwszy z komentarzem. Ale co to pisać? Powtarzać się, że śmigasz piórem jak jaskółki po niebie? Już nieraz pisałem, że Twoje dawkowanie wszystkiego: nastroju, erotyzmu, humoru i Bóg wie co tam jeszcze jest ogólnie mówiąc THE BEST?  W dalszym ciągu tak twierdzę i nie jest to chęć przypodobania się Tobie. ja to serio tak odbieram. Obce są mi jakiekolwiek formy przemocy, udręki czy terroru. Uważam, że świat bez tego zła byłby cudowny a miłość by kwitła. Jak już to mądrzejsi wyjaśniali nie ma nic piękniejszego nad uczucie. Ludzie nie mogą zrozumieć miłości (także fizycznej) w rodzinie a przechodzą do porządku dziennego nad gwałtami, przemocą seksualną i pedofilią ( może nie w każdym przypadku)?  Ale dość rozpraw na ten temat, było to kontrowersyjne dla innych, jest i będzie. Jeśli dwoje ludzi pragnie siebie i wyraża zgodę to nie widzę nic złego. Czekam zawsze z niecierpliwością na nowe odcinki, martwiąc się czasem jak trwa to dłużej. Życzę powodzenia, zdrówka i wszystkiego najfajniejszego, oraz jak najdłużej weny i ochoty do pisania. Podrówki i ukłony dla familijki. :bravo:

  • emeryt

    @St.sz , jednak musisz być troszkę szybszy, lecz i tak na podium. A poza tym człkowicie się z tobą zgadzam, ja też uwielbiam styl pisania n aszego ulubionego Autora i z całego serca zawsze życzęmu dużozdrowia i pogody ducha.  Pozdrawiam serdecznie - emeryt.

  • St.sz

    @emeryt - pisząc mój komentarz nic nie widziałem, ale nie ma sprawy, nie o to chodzi. Jak widzę, nie tylko mnie podoba się styl pisania naszego Franco. co do różnych sugestii, nie mam nic konkretnego, zdaję się na inwencję autora. Pozdrówki  emeryt jak i dla familijki.

  • franco

    @St.sz Witam. Muszę stwierdzić, że obaj z emerytem jesteście super goście. Szczerzy, serdeczni i życzliwi. To obliguje mnie, aby w jakiś sposób sprostać waszym oczekiwaniom. Dziękuję ci, że nie tylko czytasz, ale i oceniasz te opowiastki. Za wszystkie miłe słowa, życzenia i pozdrowienia serdecznie dziękuję. Również dołączam serdeczne życzenia i pozdrowienia tak dla Ciebie, jak i dla całej Twojej rodzinki czy Familijki. Przede wszystkim dobrego zdrowia, a reszta przyjdzie sama.

  • emeryt

    @franek42, jednak zadowalasz nas w swoim, delikatnym stylu. Ciekawy jestem czy rozwiniesz ilość pań do obsługi przez Adama do dużo większych rozmiarów? A teraz dziękuję Tobie za kolejny, fajny odcinek, życząc Tobie, jak i całej twojej rodzince abyście unikałi tego choróbstwa i pozostali w szczęściu długo, długo.

  • franco

    @emeryt Witam. Dziękuję serdecznie. Jak napisałem w odpowiedzi dla @St.sz obaj jesteście równi goście. Nie zniechęcacie, a mobilizujecie, za co wam obu serdecznie dziękuję. Za post i życzenia serdecznie Ci dziękuję. Również życzę tak Tobie, jak całej Twojej Rodzince, aby ta chńska mikrogadzina omijała Wasze okolice dalekim łukiem. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i wszystkich Twoich Przyległości