Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. dziewiąta

Po zobaczeniu aktu seksualnego mamy i siostry, wycofałem się cicho z pokoju mamy i równie cicho wyszedłem na podjazd przed domem, niosąc ze sobą jedną zgrzewkę napoi. Otworzyłem bagażnik samochodu i zamknąłem go ponownie z głośnym trzaskiem.
          Niosąc zgrzewkę w ręku, otworzyłem drzwi do naszego mieszkania i zachowując się bardzo głośno, wszedłem do kuchni. Dołożyłem zgrzewkę do reszty zakupów, po czym bardzo głośno krzyknąłem w stronę pokoju mamy, oznajmiając, że wróciłem.
          Po krótkiej chwili, pojawiła się w kuchni Zosia, a następnie mama.
- Szybko się uwinąłeś synu! – odezwała się pierwsza mama.
- Mamo! Nie ma klientów, nie ma kolejek do kasy, to i zakupy robi się szybko i przyjemnie – odparłem, uśmiechając się do moich obu pań.  
          Zosia coś podejrzanie na mnie patrzyła, krzywiąc buzię w wymuszonym uśmiechu. Czyżby się domyślała? – pomyślałem, szczerząc zęby do siostry.
- Byłeś w pokoju i widziałeś nas, tak Adasiu? – mama nie certoliła się, tylko zapytała wprost.
          Zarumieniłem się jak panienka. Wiedziałem już, że mama mnie przejrzała. Tylko jak i kiedy? Była odwrócona tyłem, więc nie mogła mnie widzieć, a Zosia była tak zaabsorbowana zabawą, że więcej niż pewne, że też mnie nie zauważyła.
          Kurde! Lustro nad toaletką mamy! Musiała zauważyć, że ktoś otwiera i po chwili zamyka drzwi. Nie musiała mnie widzieć, żeby domyślić się, że je widziałem.
- Podglądałeś nas? I co teraz? Nie wstyd ci? Zaczerwieniłeś się jak burak i nim jesteś! – Zosia rzucała we mnie słowami, jak kamieniami, z nieukrywaną pretensją i złością, wychodząc pewnie z założenia, że najlepszą obroną jest atak.  
          Tylko dlaczego broniła się i przed czym? Przed poczuciem winy? Że pieściła się z mamą? W końcu dotarło do mnie. To nie mama sprowokowała ich zabawę, tylko siostra. Pewnie zwierzając się mamie z wydarzeń dnia, jakim było dla niej pozbycie się błony i cnoty, podnieciła się tak bardzo, że musiała dać upust swojemu pożądaniu, jakie ją ogarnęło.  
          Nie było mnie pod ręką, to wykorzystała mamę i jej piękne ciało do zaspokojenia swoich chuci. A teraz poczuwała się do winy, sądząc pewnie, że będę miał coś przeciw temu, więc zaatakowała, próbując przerzucić winę na mnie, jako podglądacza.    
- Zosiu, co się z tobą dzieje? Rzuciłaś się na Adama jak rozjuszona kotka, za co? Za to, że zachował się, jak prawdziwy mężczyzna i gentleman? Zobaczył nas i widząc, co robimy, wycofał się dyskretnie, a potem robił wszystko, żebyśmy go usłyszały. A ty, co zrobiłaś? Usłyszałaś moje słowa i moje przypuszczenie, że nas widział i wpadłaś w jakiś amok, jeżdżąc po nim, jak po burym kocie. Powiedz w końcu, o co ci chodzi? Adam powiedział coś złego o nas? Nie! Zrobił, coś nie tak? Też nie! Więc, za co wyżyłaś się na nim, jak… Eech…, Zosiu?
          Mama zachowała się, jak prawdziwa matka i kobieta. Widząc, że Zosia faktycznie wyżywa się na mnie, za coś, czego nie zrobiłem, wytknęła Zosi jej nieuzasadnione pretensje i złość, którą na mnie wyładowała.  
          Nie wzięła strony córki w imię babskiej solidarności, tylko w rozsądny sposób
rozważyła, za i przeciw, w odniesieniu do każdego z nas. Do Zosi też w końcu dotarło, co zrobiła i jakie konsekwencje mogłaby ponieść, gdybym potraktował poważnie jej słowa.
          Znając jej temperament, pewnie niezbyt przychylnie potraktowała słowa
mamy, która, jak każda kochająca matka, chciała rozładowania tej nieprzyjemnej atmosfery, jaka zapanowała pomiędzy nami, po dzikim, nieuzasadnionym napadzie siostry na mnie.
          I to w przeddzień wspólnego wyjazdu na wakacje do naszej rodziny na Mazurach. Przecież to mogło przekreślić i nasze dotychczasowe relacje oraz nasz wspólny wyjazd. Mogło, gdybym nie kochał mojej siostry, jak żadnej innej dziewczyny w moim życiu.  
          Co nie oznaczało, że nie mogłem postraszyć trochę siostry, aby zdała sobie  
sprawę, że nie można zachowywać się, jak rozwydrzona nastolatka, bez powodu obrażając czy wyżywając się słownie na drugiej osobie i nie ponieść z tego tytułu, żadnej kary.  
- Mamo, nie wiem, czy jest sens, żebyśmy oboje jechali na te wakacje. Przecież Zosia gotowa jest mi wyciąć w każdej chwili podobny numer i narobić wstydu nie tylko mnie, ale całej naszej rodzinie. Co ciocia i dziadek pomyśleliby sobie o nas, w takiej sytuacji?
          Mówiąc to, patrzyłem tylko na mamę, udając, że jestem więcej niż obrażony na Zosię. Mama puściła mi oczko, sygnalizując, że zrozumiała i że akceptuje moją wypowiedź.
Oboje czekaliśmy, jaka będzie reakcja Zosi na moje słowa.  
          Nieznacznie zerknąłem na siostrę, widząc, że zbladła i nie może wydobyć z siebie słowa. Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy, które zaczęły płynąć po jej buzi. Popatrzyła żałośnie na mamę, potem na mnie i nic nie mówiąc, wyszła z kuchni.
          Usłyszeliśmy, że weszła do łazienki. Mówiąc szczerze, przestraszyłem się. Zosia nie była typem mięczaka, a teraz zachowała się, jak sponiewierana, zbita psina. Patrzyłem na mamę bezradnym spojrzeniem, licząc, że coś wymyśli.
- Wiem synu! Też się martwię! Ale należało się jej, bo wyraźnie przebrała miarę. Tak ci nawymyślać prawie bez żadnego powodu. Przyznasz, że od tej strony nie znaliśmy Zosi, ani ty ani ja. Przecież oboje wiemy, że cię kocha. Stałeś się jej pierwszym chłopakiem i nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak mi to wszystko barwnie i uczuciowo opisała. I jak bardzo cię kocha.  naraz taka reakcja i takie słowa w jej ustach. Poczekajmy, przemyśli to na chłodno i wtedy zobaczymy, co zrobi. Jedno wiem. Nie ustępuj jej za bardzo, bo zrobi z ciebie ciepłe kluchy.
          W sumie byłem zadowolony z reakcji i wsparcia mamy, ale żal mi się zrobiło, tego młodego dziewczątka, które co prawda przegięło w swojej reakcji, na, w sumie niewielki epizod, ale była nastolatką, a młodość ma swoje prawa. Do popełniania błędów także.  
          Z niepokojem czekaliśmy z mamą na dalszy rozwój wypadków, z siostrą w roli głównej. Usłyszeliśmy, że drzwi do łazienki otworzyły się, po czym do kuchni weszła Zosia. Popatrzyła na nas smutnym spojrzeniem i podeszła do mnie.
- Bardzo gniewasz się na mnie braciszku? Mogę przeprosić cię, za to wszystko, co powiedziałam i co zrobiłam nie tak? Naprawdę, to nigdy nie myślałam o tobie tego, co powiedziałam. Zawsze byłeś i jesteś nadal moim najlepszym i najukochańszym bratem, a teraz i przyjacielem, a także wymarzonym kochankiem. Wybacz mi proszę, bo będzie mi bardzo ciężko, jeżeli mnie teraz odrzucisz, braciszku - to mówiąc objęła mnie i patrzyła mi w oczy swoimi smutnymi ślepkami, z których ponownie zaczęły płynąć łzy.  
          Też nie wytrzymałem i poczułem, że ze wzruszenia i w moich oczach pojawiły się łzy. Pochyliłem się i zacząłem całować jej śliczne oczy.
- Dobrze już, dobrze! Nic się nie stało! Kiedyś musiało się to wydarzyć, bo zrobiłoby się nudno, jak w starym małżeństwie. Uznajmy oboje, że nie było ani tej rozmowy, ani pretensji ani złości.  
          Po moich słowach buzia mojej siostry zaczęła się rozjaśniać i po chwili  zobaczyłem znowu piękny uśmiech mojej siostry, przyjaciółki i kochanki w jednej osobie.  
- Jeżeli uważasz braciszku, że nadużyłam twojego zaufania do mnie i zasłużyłam na karę, to nie będę miała pretensji, ani żalu do ciebie, że nie zabierzesz mnie ze sobą na wakacje do cioci i dziadka. Jakoś będę musiała to przeżyć. A przy okazji pomogę mamie.
          Popatrzyłem na mamę. Uśmiechnęła się. Wiedziała dobrze, że Zosia swoimi ugodowymi słowami, urobiła i rozsmarowała mnie, jak masło na kromce chleba.  
- No cóż! Jak nie chcesz jechać ze mną, bo chcesz pomóc mamie, to nie mam nic przeciw temu. Mama na pewno będzie zadowolona - nawiązałem do wypowiedzi siostry.  
- Adamie! Przestań mącić jej w głowie! Ja poradzę sobie bez jej pomocy, a ona bez ciebie nie bardzo. Wolę mieć szczęśliwą córkę z dala od domu, niż nieszczęśliwą, zgorzkniałą pannicę w domu. Mam dość własnych problemów, żeby dokładać sobie jeszcze niańczenie prawie dorosłej, zakochanej dziewczyny mojego syna, będącej przy tym moją córką.
          No i po problemie. Po chwili cała nasza trójka zaśmiewała się z tego, że w sumie mało znaczący epizod, mógł wywrócić nasze rodzinne życie do góry nogami. Słowa mamy wprowadziły nas w nastrój prawdziwej, rodzinnej sielanki.
          A moja dziewczyna, będąca przy okazji moją siostrą, wprost rozkwitła. Nowe doświadczenie uzmysłowiło jej, że wypowiedziane niekiedy, nieodpowiednie słowa, mogą być groźną w skutkach bronią czy siłą, niszczącą przyjaźń, relacje rodzinne, międzyludzkie, nie mówiąc o uczuciach i miłości.  
          Po chwili, cała nasza trójka, w dobrej komitywie zajęła się pakowaniem rzeczy i przygotowaniami do wyjazdu w dniu jutrzejszym. Po spakowaniu wszystkiego, do średniej wielkości płóciennych toreb, które z uwagi na elastyczność, preferowała mama, większość z nich wynosiłem od razu do samochodu.
          Potem obie panie przygotowały kolację i po spożyciu posiłku, oboje z Zosią zrobiliśmy szybką toaletę, aby położyć się wcześniej, niż zazwyczaj. A po prawdzie, to ze względu na mamę, żeby miała większą swobodę w wykorzystaniu łazienki i wanny.
          Zawsze lubiła moczyć się, kontemplować i wylegiwać się w ciepłej, pachnącej wodzie przed położeniem się do łóżka. Podobno to ją wyciszało, uspokajało i pozwalało szybko zasypiać oraz zapewniało spokojne, relaksujące sny.
          Chyba było w tym dużo prawdy, bo mama rano była zawsze świeża, wypoczęta i zrelaksowana. Miała już swoje lata, a nadal zachowała wygląd młodej, pięknej kobiety, którą zresztą była dla mnie od zawsze, budząc podziw facetów i zazdrość swoich rówieśniczek.    
          Po wejściu do naszego pokoju, Zosia odwróciła się do mnie i wlepiła we mnie swoje ślepka. O co jej znowu chodzi? – pomyślałem, uważając już nasze spięcie, za niebyłe.
- Coś jest nie tak Zosiu? – zapytałem dość neutralnym tonem, też patrząc jej w oczy.
- Naprawdę, nie gniewasz się już na mnie braciszku? – zapytała nieśmiało.
- Zosiu, po co do tego wracasz? Stało się, wyjaśniliśmy sobie sprawę i uważam tamten temat za zamknięty. Tak po prawdzie, to wcale się na ciebie nie gniewałem. Zwymyślałaś mnie trochę, ale przecież to się zdarza, więc nie wracajmy już do tego, dobrze?- próbowałem uzmysłowić siostrze, że pomiędzy nami wszystko jest w porządku.
- Czyli mogę z tobą spać, jak zawsze? – chciała się upewnić na sto procent.
- Oczywiście! Zresetowaliśmy wszystko do zera, więc nie ma tematu - potwierdziłem.
- To właśnie chciałam wiedzieć! - powiedziała i podziękowała mi buziakiem.
          Po czym zdjęła majtki i wdrapała się na łóżko jako pierwsza. Oczywiście nie omieszkała zaprezentować mi swojego zgrabnego tyłeczka i błyszczącej już od wilgoci cipki. Odwróciła się w moją stronę i obserwowała moją reakcję z charakterystycznym uśmieszkiem.
          Mama miała rację. Byłem uzależniony od mojej siostry i ona doskonale o tym  
wiedziała. Teraz to ja byłem napalony na nią tak, że odczuwałem wyraźny ból w lędźwiach. Wyczuła to i kiedy położyłem się na łóżku, natychmiast przysunęła się do mnie.
- Popieścisz troszkę swoją dziewczynę, braciszku? - prosząc, nawiązała do wypowiedzi mamy, że nie ma zamiaru zajmować się ‘moją dziewczyną’. To była cała Zosia.
- Tak ładnie prosisz, że nie mam siły ci odmówić! – powiedziałem z uśmiechem i ściągnąłem spodenki.  
- Możesz się odwrócić? - teraz ja prosiłem.
          Chyba zrozumiała, o co mi chodzi, bo odwróciła się błyskawicznie i wypięła tyłek w moją stronę. Przesmarowałem główkę kutasa w jej wilgotnej szczelinie i rozgarnąłem fałdki, kierując kutasa do jej szparki. Usłyszałem niemal pisk radości, kiedy zacząłem powoli wpychać się w jej szpareczkę.  
          Teraz ona przejęła inicjatywę i podginając kolana, wypychała biodra w moją stronę, pochłaniając kutasa coraz głębiej w siebie. Przesunąłem rękę na jej drobne, kształtne pączusie, pieszcząc na przemian to jednego, to drugiego.  
          Zosia czując, że jej cipka dostosowała się do mojego sztywnego gabarytu, zaczęła intensywnie pracować tyłkiem i biodrami, wysuwając się na granicę wyjścia i ponownie wpychając się na niego maksymalnie, na styk jej pośladków i moich ud.  
          Ta pozycja była jej kolejnym nowym doświadczeniem, bo czułem, że wypełniam ją maksymalnie, co niewątpliwie sprawiało jej wiele zadowolenia. Jak sama mówiła, polubiła mojego kutasa właśnie za to, że miała uczucie pełnego wypełnienia jej cipki.
          Kiedy przesunąłem rękę z jej piersi na wzgórek i okolice łechtaczki, suwając palcami wzdłuż szczeliny, a następnie zająłem się jej łechtaczką, pieszcząc i drażniąc ją zgodnie z jej oczekiwaniami, zabawa zaczęła zmierzać szybko do finału.
          Zosia czując się doskonale z moim kutasem w cipce, pracowała tyłkiem i biodrami na najwyższych obrotach, suwając i ustawiając się po różnymi kątami, tak że kutas za każdym razem trafiał w inny punkt erogenny.
          Próbowałem spowalniać jej kopulację, aby najpierw doszła Zosia, ale moje jądra też były na granicy. Ciasna cipka siostry, szczelnie opasując mojego wojownika, dopełniła reszty, powodując, że w pewnej chwili wytrysnąłem z dużą siłą w głębię jej cipki.
          Zosia poczuła uderzenie nasienia w ściankę swojej cipki i orgazm rozlał się po jej ciele. Po chwili doszła do siebie, a mój sztywniak w międzyczasie zwinął się z jej cipki. Była na to przygotowana, bo wcześniej wsunęła po poduszkę swój ręcznik.  
          Wytarła nas oboje, usuwając ze swojego krocza i z mojego kutasa mieszaninę mojej spermy i swoich soków. Można było tylko domniemywać, skąd wiedziała, że nie skończy się tylko na pieszczotach, a na pełnym stosunku.  
          Po usunięciu z naszych ciał śladów naszego zbliżenia, przyjąłem swoją zwykłą pozycję do spania. Zosia natomiast przesunęła się po moim ciele i udała do łazienki. Nim powróciła, zasnąłem z myślą o jej cipce. Widocznie moje ciało też potrzebowało odpoczynku.
          Obudziły mnie jakieś marzenia senne, związane z mamą. Podniosłem się i obudziłem pęcherz. Wysunąłem się więc z łóżka, uważając, żeby nie obudzić siostry, która spała, odsunięta ode mnie, pewnie z powodu gorąca.
          Wyszedłem po cichu z pokoju i zobaczyłem, że w łazience świeci się światło.
Już miałem się wycofać z powrotem do pokoju, kiedy drzwi otworzyły się i pojawiła się mama. Była naga i w świetle obramowania drzwi, wyglądała jak bogini seksu czy miłości.  
          Szczupła sylwetka, długie nogi, płaski brzuch oraz sterczące wysoko, dorodne piersi i urocza buzia, okolona burzą włosów, dopełniały całości obrazu mojej pięknej mamy.
          Dotychczas widziałem mamę nagą, tylko w pozycji leżącej, więc teraz widząc ją stojącą, w świetle lampy łazienkowej, mogłem w pełni ocenić jej kobiece powaby. Był to widok tak podniecający, że mama też mogła podziwiać moje sztywne ‘naście centymetrów’.
- Wysikaj się i odwiedź mnie synku w pokoju, dobrze? - powiedziała mama, mucknowszy mnie ustami, kiedy przechodziłem obok niej.  
- Podobno mamie się nie odmawia? - potwierdziłem swoje odwiedziny, wchodząc do łazienki.  
          Załatwiłem się i wszedłem do wanny, aby odświeżyć się i usunąć ślady  
zbliżenia z siostrą. Na wszelki wypadek wtarłem też trochę żelu do ciała, który używała mama. A co? Niech poczuje i ode mnie zapach, którym zazwyczaj pachnie jej ciało.
          Wyszedłem z łazienki i ruszyłem do pokoju mamy. Drzwi były uchylone, zapraszając do wejścia. Mama leżała na tapczanie, przy zapalonej lampie nocnej, stojącej przy wezgłowiu. Podszedłem i usiadłem na kraju. Zauważyłem, że mama była zamyślona.  
- Ładnie pachniesz, czyli zależy ci, żeby i mama zobaczyła w tobie mężczyznę, a nie tylko syna, tak? - mama uśmiechnęła się, usiadła i przygarnęła mnie do siebie.
- O czym tak intensywnie myślałaś mamo, kiedy wszedłem? - zapytałem, obserwując dorodne, sterczące cyce mamy, podskakujące i falujące w takt ruchów mamy.
- Cóż, muszę przyznać synu, że kocham was bardzo, tak Zosię, jak i ciebie, ale każde z was kocham trochę w inny sposób. Zabrzmi to bardzo głupio, ale jestem trochę zazdrosna o Zosię i o to, że od jutra, kiedy wyjedziecie, będzie cię miała tylko dla siebie. A ja zostanę sama.
          Zobaczyłem, jak mówiąc do mnie, zaszkliły się oczy mamy. Faktycznie, mama przeżywała nasz wyjazd. A przecież sama nas ponaglała. Swoimi słowami wywołała prawdziwy mętlik w mojej głowie.
           Żal mi się zrobiło mamy i nie wiedziałem jak się zachować. Zrezygnować i
zostać? Czy nie zważając na słowa mamy, wyjechać i nie przejmować się, bo jakoś to będzie?
- Nawet o tym nie myśl? W żadnym wypadku nie możesz zrezygnować z wyjazdu. Zrobiłbyś krzywdę Zosi, sobie i mnie. Miałabym cały czas poczucie winy, że przez głupi napad zazdrości, poczucia osamotnienia czy innego cholerstwa, pozbawiłam was wakacji i wypoczynku. To by dopiero było uderzenie poniżej pasa, tak dla mnie , jak i dla was. Mama zorientowała się, że mimowolnie zachowała się gorzej od Zosi,  
wpuszczając mnie i siebie w kanał, żeby nie powiedzieć; w szambo.
- Kładź się! - prawie wrzasnęła na mnie.  
          Lekko wystraszony, położyłem się szybko na wznak. Mój kutas prężący się
dotąd dumnie, również przysiadł i oklapł ze strachu. Mama nie zastanawiając się, pochwyciła go w dłoń i opuszczając głowę, polizała i zatrzymała jego przepoczwarzanie się w małego siusiaka. Ponownie zaczął rosnąć w jej dłoni.
          Okraczyła moje ciało i przyklękła nad moją głową, opuszczając swoją cipkę na moje usta. Kiedy poczuła moje dłonie na pośladkach, a usta i język na swojej cipce, ponownie zajęła się moim kutasem, ssąc, liżąc i pakując go w swoje usta. Szybko odzyskał swoją formę.
          Czując, że mój twardziel jest w dobrych rękach, zająłem się na serio cipką mamy. Wiedziałem już, jak sobie radzić, więc tak, jak poprzednio, wsunąłem ręce pod uda mamy i palcami obu rąk rozgarnąłem fałdki, otwierając jej cipkę dla ust i języka.  
          Chciałem, żeby mama zapamiętała ten nasz przedwyjazdowy akt, więc dość ostro zacząłem ‘bruździć’ ustami i językiem w jej rozwartej szeroko szczelinie. Mama chyba zaakceptowała tę prawie brutalną zabawę, bo zaczęła produkować tyle ‘soków’ że ledwo nadążyłem spijać i wylizywać jej nektar.
          Ssałem i szczypałem na przemian jej dolne wargi, to z jednej to z drugiej strony szczeliny suwając ustami od szparki do wzgórka. Wylizałem dwa palce i wsunąłem w szparkę, suwając i drażniąc jej wejście, tak wzdłuż, jak i w poprzek.
          Mama zaczęła trząść się, dyszeć i sapać pod natłokiem doznań, więc czując, że zbliża się do finału, wjechałem ustami w jej kaptur, atakując językiem obrzmiałą z podniecenia łechtaczkę.  
          Kiedy objąłem ją ustami, ssąc i szturchając językiem, mama skapitulowała. Zajęczała głośno i zacisnęła uda na mojej głowie, wstrząsana drganiami i doznaniami wywołanymi orgazmem, trzymając jednak dłonią i ustami mojego twardziela.
          Po chwili poczułem, że ponownie podjęła pojedynek z moim kutasem, zasysając go głęboko w usta, obrabiając go ruchliwym językiem. Ssąc i poruszając głową, bardzo szybko doprowadziła mnie do wrzenia.  
          Ledwie zdążyłem uprzedzić mamę, że tryskam, wybuchłem, pompując porcjami nasienie z moich kulek. Mama bez zastanawiania się, połknęła wszystko, wyssała i wylizała kutasa, po czym pozwoliła mu zwinąć się z jej ust, a sama zsunęła się ze mnie i położyła obok.
- To wszystko synu było po to, żebyś nie zapomniał, że masz dom, w którym zawsze czeka na ciebie mama. A ta mama uwielbia ssać kutasa swojego syna i spijać to, co wlewa jej później do ust. Mówiąc to mama, przytuliła się do mnie i oboje zasnęliśmy na jej łóżku. ...cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 3833 słów i 20428 znaków, zaktualizował 28 sie 2020. Tagi: #powrót #erotyka #ostra #wymiana #poglądów #rodzinne #tabu

3 komentarze

 
  • nanoc

    Dobrze, ciekawie i podniecająco, pomyśl na Mazurach o cioci, może dołączy do Was.

  • xxx28

    Brakuje mi tylko trójkąta cała trójka razem

  • emeryt

    @franek42, masz wspaniałe wyczucie delikatności i taktu. Innym aż by się przelewało od wulgaryzmów, au Ciebie to jest tak łagodnie, to jest miłość wczystym wydaniu. Pewnie dlatego masz tylu wdzięcznych czytelników. Dziękuję za kolejny rozdział i jak zwykle, serdecznie pozdrawiam, życząc pogody ducha i dużo zdrowia.

  • franek42

    @emeryt Witam. A ja dziękuję ci serdecznie za życzliwość i dobre słowo. Wiem, że na ciebie mogę zawsze liczyć. Również życzę dobrego zdrowia tak tobie, jak i całej twojej Rodzince. Pozdrawiam