Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta trzecia

Kiedy zakończyliśmy proces kotwiczenia, na pokładzie pojawiły się mama z Kamilą. Mama wyjaśniła, że obie z Kamilą zdrzemnęły się i obudził je dopiero hałas łańcucha kotwicznego. Było to trochę pokrętne wyjaśnienie, ale zachowałem to dla siebie.
- Słyszałyśmy, że stawiałeś dwie kotwice, czy to oznacza Adamie, że zatrzymujemy się tutaj na dłużej? - zwróciła się do mnie Kamila.
- Pomyślałem, że to idealne miejsce, żebyśmy zobaczyli zachód i wschód słońca, który oglądany na tym jeziorze, tak z brzegu, jak i z pokładu łodzi, stanowi podobno niesamowity i niepowtarzalny widok. Dla ciebie Kamilo jest to pewnie nic nadzwyczajnego, bo jesteś tutejsza, ale dla naszej trójki może stać się niezapomnianą chwilą - powiedziałem, chcąc uzasadnić, podjętą przeze mnie decyzję o dłuższym  postoju i noclegu na tym miejscu.  
- Przyznaję, że jest tu dość uroczo i spokojnie, przynajmniej dla mnie - oświadczyła mama, rozglądając się z dużym zainteresowaniem po jeziorze oraz po najbliższym otoczeniu.
          Przez chwilę podziwiała rozległą panoramę jeziora, przedstawiającą wspaniałe widoki na samą taflę jeziora, jak i widoczne na horyzoncie pasma zieleni na brzegach wokół jeziora i łączący się z taflą błękit bezchmurnego, czystego nieba.  
- Faktycznie, z pokładu łodzi ma się wspaniały widok na jezioro. A czy kąpiel w jeziorze w tym miejscu jest tutaj dozwolona i bezpieczna? - zapytała, zwracając się do nas bezosobowo.  
- Oczywiście, woda jest tu dość czysta i ciepła. Nie widać też nigdzie znaków czy informacji o zakazie kąpieli. Poza tym, te okolice są wolne od rekinów, bo jest tu trochę płytko - odezwałem się, informując i uspokajając mamę w nieco żartobliwy sposób.
-  Sama widzisz mamo, że można tu nie tylko pływać, ale i spacerować czy odpoczywać na brzegu. Nie wiedzieć czemu, pomimo, że są tu dobre warunki do kąpieli i do wypoczynku, bo i dostęp do brzegu jest niezły, to jest tu raczej pustawo. Kiedy byliśmy tu poprzednio, było tak samo - oznajmiłem, dziwiąc się przy tym, że nie wykorzystuje się w pełni możliwości, jakie stwarza największe w Polsce jezioro.  
- Szkoda, że nie wzięłam kostiumu do pływania. Z chęcią popluskałabym się trochę w wodzie - oświadczyła mama, nieco zawiedzionym głosem.  
- A do czego jest ci tu potrzebny kostium, mamo? Przecież poza nami, nikogo tu nie ma. Co stoi  przeszkodzie, żebyś pluskała się mamo w stylu nude? My też rozbierzemy się, żebyś nie czuła się skrępowana i było ci raźniej - odezwała się naraz Zosia.
          Mama rozejrzała się wokoło i popatrzyła na nas, czy nie robimy sobie z niej żartów. A Zosia, jako pierwsza pozbyła się ciuchów i patrzyła wyczekująco na mamę oraz na mnie i Kamilę. Wzruszyłem ramionami i jako drugi poszedłem w ślady siostry.
          Zrobiło mi się trochę głupio, bo mój kutas na widok powabów Zosi, podniósł łeb i zaczął rozglądać się za jej cipką. Kamila, widząc, że nie przejmuję się za bardzo tym, że nie mam kontroli nad swoim kutasem, dołączyła do nas, pozbywając się stanika i majtek.
          Zosia widząc, że mama nadal ma obiekcje, podeszła i delikatnie rozpięła jej stanik, wypuszczając na swobodę dorodne i sterczące dziewczęco, cycki mamy. Pogładziła je pieszczotliwym ruchem i przytuliła się na chwilę, sięgając bez skrępowania do krocza mamy.
          Mama zszokowana lekko, ale i podniecona zachowaniem Zosi, sięgnęła w końcu do majtek, opuszczając je w dół. Podnosząc po kolei nogi, pozbyła się ich, po czym podniosła głowę, uśmiechnęła się i spojrzała na mojego sztywniaka.
- No, cóż! Kiedy weszłaś między wrony, trzeba krakać tak, jak one. A przy tym, wygląda na to, że twój kolega Adamie zachowuje się zgodnie z prawami natury i wymaga zajęcia się nim. Ponieważ moją cipkę już dzisiaj wąchał, więc może teraz któraś z was, zajmie się tym jego sztywnym instrumentem? Szkoda byłoby zmarnować taką okazję - oświadczyła mama z humorem, dołączając do tego szeroki uśmiech. Widać było, że jest już wyluzowana i wesoła.
          Po słowach mamy, przez chwilę zapanowała niezręczna cisza. Przywołane przez mamę do tablicy Zosia i Kamila, patrzyły na siebie niezdecydowanie. Po ich minach widać było, że zachowują się zgodnie z powiedzeniem; chciałyby, a boją się.
          Być może krępowała je też obecność mamy i mama to zauważyła.       
- Dobrze, nie będę was krępować. Idę popluskać się, a wy bierzcie się do roboty - powiedziała mama do dziewczyn, widząc ich niezdecydowanie i skoczyła z pomostu rufowego do wody.  
          Pięknym ślizgiem zanurzyła się w wodzie, po czym ruszyła w stronę brzegu. Patrzyliśmy, jak płynąc, porusza się wdzięcznie, pracując miarowo rękami i nogami.  
- To, co? Płyniemy za mamą, czy macie inne propozycje? - zwróciłem się dziewczyn.
- Nie wypada zostawiać mamy samej. Więc ja ruszam za mamą, a wy oboje z Kamilą, sami zdecydujcie się na coś, co będzie wam pasowało - powiedziała Zosia i zamierzała ruszyć do wody, ale Kamila ją uprzedziła.
          Podbiegła do rufy i podobnie jak mama, skoczyła i ślizgiem zanurzyła się w wodzie. Przepłynęła kilka metrów pod wodą i wynurzyła się niedaleko od mamy. Po chwili zrównały się i obie zaczęły płynąć w stronę łodzi.  
- Jak chcesz, to płyń za nimi, a ja spuszczę na wodę ponton i wezmę dwa koce. Może będą chciały poopalać się na trawie, słuchając śpiewu ptaków - zaproponowałem Zosi.
- Dobra myśl, ale na wszelki wypadek zamknij i zabezpiecz łódź, żeby jakiś dowcipniś nie zrobił nam kawału. I zabierz olejek do opalania - przypomniała mi Zosia i tyle ją widziałem.  
          Wyciągnąłem dwa koce ze schowka, a z szafki krem UV i olejek do opalania.  
Odczepiłem ponton z wieszaka i sprawdziłem ciśnienie. Spuściłem ponciaka na wodę, a następnie wrzuciłem do niego wiosła, koce, ręczniki i smarowidła  do opalania.  
          Upewniłem się, że mam wszystko, po czym zamknąłem kabiny i sterówkę. Zawiesiłem sobie na szyi woreczek z kluczami i wsiadłem do pontonu. Dopłynąłem do brzegu i rozejrzałem się za paniami. Akurat moje trzy szczęścia opływały łódź.           
          Wyciągnąłem ponton na brzeg i czekałem, aż moje piękne syreny pojawią się w pobliżu. Dopłynęły do brzegu i dołączyły do mnie.  
- Sądzisz synu, że wleczenie tego wszystkiego na brzeg, to dobry pomysł? - usłyszałem nieco  zrzędliwy głos mamy, która nieco krytycznie oceniła moje dobre chęci i postępowanie.
- Mamo, nie wiem czy to dobry pomysł, ale zrobiłem to. Myślałem, że może zechcecie spędzić trochę czasu na łonie natury - powiedziałem pogodnie, patrząc zafascynowanym, wręcz pożądliwym wzrokiem, na nagie ciało naszej pięknej mamy.
          Pasmo jej wilgotnych, lekko sfalowanych blond włosów zwisało swobodnie na ramiona i na dorodne cyce, ze sterczącymi dumnie sutkami. Mama przyłapała moje spojrzenie i podnosząc rękę, ścisnęła lubieżnie sutka. Potem obróciła się i rozchyliła lekko nogi.
          Uśmiechnęła się, widząc jak mój kutas pęcznieje i wznosi się do pozycji wyprostowanej. Jej wygolona cipka, z przyciętym kokieteryjnie pasmem ciemnych włosów, kusiła lekkim rozwarciem i widokiem szklącej się wilgoci w szczelinie.  
          Patrząc na mamę, wyczułem, że była podniecona i napalona, podobnie jak ja. U mnie spowodował to widok jej wilgotnej, rozwartej lekko cipki, który niemal rozrywał mój przepełniony po brzegi woreczek, a u mamy pewnie widok mojego sztywnego kutasa.
- Dziewczyny, rozłóżcie koce i poczekajcie na nas, a my z Adamem wrócimy na łódź po jedzonko. Kiedy Adam już to wywołał, to zrobimy sobie prawdziwy piknik na świeżym powietrzu. I nie denerwujcie się za bardzo, bo musimy to wszystko przygotować i podgrzać, więc trochę to potrwa - oznajmiła mama, patrząc na mnie i puszczając mi figlarnie oczko.
          Ściągnąłem więc z powrotem ponton na wodę i wsiedliśmy do niego oboje z mamą, płynąc na jacht.
- Niegłupi pomysł z tym pontonem. Pozwala zatrzymać się jachtem gdziekolwiek, z dala od brzegu, stanowiąc wygodne źródło transportu pomiędzy łodzią a brzegiem - stwierdziła mama, spoglądając nadal łakomie, na mój sterczący 'sprzęt'.
          Kiedy dobiliśmy do jachtu, mama trzymając się drabinki, bardzo zgrabnie przemieściła swój tyłek z pontonu na pokład łodzi. Zrobiłem to samo i przywiązałem linkę od pontonu do bocznego relingu. Weszliśmy do kabiny i mama przyciągnęła mnie do siebie.  
- Głupio mi o tym mówić Adasiu, ale obudziłeś we mnie jakiegoś demona seksu, chociaż jest to chyba zbyt słabe określenie. Jak widzę ten twój sztywny drążek, to dzieje się ze mną coś niedobrego. Najchętniej popłynęłabym z tobą gdzieś na kraniec świata, na jakąś bezludną wyspę i rżnęłabym się z tobą na okrągło pod palmą lub w jakimś w szałasie. I co ty na to? Takiej mamy nie tylko nie znałeś, ale pewnie nawet nie wyobrażałeś sobie, prawda? Więc powiedz, ale szczerze; co teraz myślisz sobie o swojej starej mamie?
          Mówiąc to mama, patrząc na mnie, uśmiechnęła się, aby podkreślić, że mówi to wszystko z lekkim przymrużeniem oka, po czym objęła mnie i pocałowała z języczkiem.
Z niejaką przykrością i niechęcią przerwaliśmy nasz pocałunek i oderwaliśmy się od siebie.
- Mamo, jesteś jeszcze młodą, piękną i powabną kobietą, a życie obeszło się z tobą dość niesprawiedliwie, mimo, że na to nie zasługiwałaś. Sądzę więc, że teraz, kiedy los uśmiechnął się tak do ciebie, jak i do całej naszej rodziny, zasługujesz na radosne i szczęśliwe życie. Jeżeli mogę w tym uczestniczyć i sprawiać ci choć trochę radości czy poprawiać samopoczucie, to cieszy mnie to pewnie nie mniej niż ciebie. Zdaję sobie sprawę, że nasze uczucia i relacje wykraczają daleko poza wszelkie normy czy obyczaje społeczne, ale nie dbam o to i mało mnie to obchodzi. Jesteśmy dorośli i nikt nikogo nie krzywdzi, ani nie zmusza do robienia czegoś wbrew sobie. Tak więc kocham cię mamo i akceptuję taką, jaką byłaś dla mnie od zawsze i jaką jesteś nadal. Piękną, mądrą, uczuciową i troskliwą mamą oraz uroczą, wrażliwą i budzącą mój zachwyt, niezwykle podniecającą, gorącą kobietą. I to jest moja cała odpowiedź na twoje pytanie, mamo - powiedziałem, całując delikatnie mamę w usta i przytulając, jak najdroższy i najbardziej kochany skarb na świecie.
          Mama wysłuchała spokojnie mojej wypowiedzi i przez chwilę oddawała mi pocałunki oraz uściski, po czym objęła dłonią mojego kutasa i pieszczotliwie ścisnęła.  
- Skoro wyjaśniliśmy jedną ze spraw, które mnie nurtowały, to proszę synu, popieść mnie teraz trochę, a potem kochaj się ze mną tak, jak już to robiłeś, tkliwie i z wyczuciem. Moja cipka tęskni ponownie za twoim języczkiem i kutasem - usłyszałem cichą prośbę mamy.
          Mama podeszła do łóżka i zgarnęła na bok pościel, po czym położyła się, zapraszając mnie do siebie. Podszedłem, usiadłem na brzegu łóżka i zamierzałem wczołgać się pomiędzy nogi mamy, kiedy delikatnie popchnęła mnie do leżącej pozycji i odwróciła się.
          Przesunąłem się więc na środek posłania i mama nasunęła się na mnie, podając mi swoją cipkę, a sama zajęła się energicznie moim kutasem. A więc to o takie pieszczoty mamie chodziło? - przebiegło mi w myśli. Przełożyłem więc ręce i otworzyłem cipkę mamy.  
          Zacząłem lizać i suwać językiem wzdłuż otwartej szczeliny od szparki do wzgórka i z powrotem oraz podszczypywać ustami wilgotne i obrzmiałe z podniecenia wargi cipki. Unikałem jednak dotykania odsłoniętej już częściowo łechtaczki mamy.  
          Wyczuła, że drażnię się i dokuczam jej, bo zaczęła przysiadać na mojej twarzy, i przyduszać mnie, chcąc unieruchomić moją głowę i nasunąć się łechtaczką na mój język.
- Nie dręcz mnie Adasiu i zajmij się w końcu tą pieprzoną łechtaczką. Przecież wiem, że pogrywasz ze mną i drażnisz się specjalnie, więc jak to się ma do twoich słów, które przed chwilą powiedziałeś – powiedziała to z lekkim wyrzutem w oczach.
          Dotarło do mnie, że zachowuję się wobec mamy jak ostatni dupek. Nie wiem, jakie licho mnie podkusiło, żeby zamiast pomóc mamie rozładować napięcie, podnosiłem je,
a zamiast zaspokojenia, zafundowałem mamie poczucie niedosytu i totalną frustrację.  
- Przepraszam mamo! Chyba coś mi się poprzestawiało w głowie i zachowałem się jak niedojrzały gówniarz - zacząłem sumitować się przed mamą, za swoje głupie zachowanie.
- No, powiedzmy, że może nie do końca tak było, ale masz okazję zrehabilitować się - powiedziała mama pogodnie i sama zaczęła bardziej energicznie obrabiać  mojego kutasa.
          Przyłożyłem się więc solidnie do roboty, aby nadrobić to, co spieprzyłem  
i sprawić mamie, jak najwięcej przyjemności. Ponownie zacząłem lizać i suwać językiem po jej wargach oraz szturchać i zasysać łechtaczkę, wywołując drżenie i głośne jęki mamy.
          Po chwili przesunąłem się językiem w stronę jej szparki, wsuwając i szorując językiem po wejściu, po czym, ponownie wróciłem do łechtaczki, liżąc ją krótkimi ruchami języka z dołu do góry. Wyczułem, że mama dochodzi, bo drżenie ciała i jęki wzmogły się.
          Nawilżyłem śliną dwa palce i wsunąłem je w szparkę mamy, suwając nimi wzdłuż i w poprzek szparki, a ustami objąłem całą łechtaczkę, zasysając ją i szturchając  językiem. Mamą zatrzęsło i z jej ust wydobył się przytłumiony krzyk, sygnalizujący orgazm.
          Spodziewałem się przyduszenia, więc zdążyłem przekręcić głowę lekko w bok,   kiedy mama opadła na mnie i docisnęła cipkę do mojej twarzy. Po chwili ocknęła się i podjęła ustami ponowną zabawę z moim kutasem. Pomyślałem jednak, że wolałaby mieć go w cipce.
- Mamo, pozwól, że zmienimy pozycję i będziemy kochać się tak, jak sobie życzyłaś - zwróciłem się do mamy.
- Lubię twoje nasienie i chciałabym ci się zrewanżować za orgazm, który mi zafundowałeś - usłyszałem słowa mamy.
- Lubisz też mamo, kiedy to nasienie wytryskuję do twojej cipki, więc myślę, że będzie to lepszym rozwiązaniem dla nas obojga, nie sądzisz? - podtrzymałem swoją propozycję.
- Może i masz rację - powiedziała mama i zsunęła się, kładąc się na wznak obok mnie.
          Wspierając się na rękach, zająłem pozycję pomiędzy nogami mamy. Przyciągnęła mnie do siebie i zaczęła całować po całej buzi, jak często robiła to Zosia.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię kocham, Adasiu - wyznała mi, któryś raz z rzędu, swoje, dalekie od matczynej miłości, uczucie.  
- Też cię kocham mamo i nic na to nie poradzę, że nie tylko jako mamę, ale też jako gorącą kobietę i przyjaciółkę - też potwierdziłem to, co mama wiedziała od dawna.
- Wiem, Adamie, a więc kochaj się teraz ze mną, jako ze swoją gorącą kobietą - poprosiła mama, patrząc mi w oczy i filuternie się uśmiechając.
          Uniosłem się na rękach i oparłem kutasa na cipce mamy. Był lekko klapnięty, więc ujęła go w dłoń i delikatnie przeciągnęła po wilgotnej szczelinie, po czym, wcisnęła go w swoją szparkę. Pchnąłem i delikatnie zagłębiłem się w jej przytulną norkę.
          Żadne z nas nie odczuwało w tej chwili potrzeby mocnego rżnięcia czy  pieprzenia. Cieszyliśmy się więc chwilą intymnej, duchowej bliskości i przyjemnego dla nas,  fizycznego połączenia naszych ciał. To było coś więcej niż to, co odczuwałem do tej pory.
          Kopulowaliśmy więc powoli i staraliśmy się oboje z mamą, odbierać z naszego zbliżenia wszystkie, nawet najmniejsze doznania. Suwając się w jedwabistej miękkości maminej cipki, dopychałem się biodrami najgłębiej, jak się dało, dobijając do jej dna.
          Mama natomiast ściskając mnie mięśniami, jak kleszczami, wzmacniała z kolei  swoje doznania. Całowaliśmy się i lizali przy tym, jakbyśmy nie mogli nasycić się sobą w dostateczny sposób. A czas płynął. Mama w końcu zreflektowała się, że nieco przeginamy.
- Adasiu, mogłabym w ten sposób leżeć i kochać się z tobą godzinami, ale nie jesteśmy sami. Musimy więc zakończyć ten nasz swoisty suwany czy ściskany cipkowo-kutasiany taniec. A więc zrób to, co powinieneś i zerżnij mnie tak, żebym cię poczuła - powiedziała wesoło.
- No, cóż, moja cudowna, gorąca i uczuciowa mamo! Chciałaś i masz! - powiedziałem, ruszając do ataku na jej oczekującą na zaspokojenie, cipkę.
          Mama też, jakby na potwierdzenie czy wzmocnienie swojej prośby, uniosła nogi i wsparła się piętami o moje pośladki. Presja czasu i ponaglające słowa mamy sprawiły, że oboje bardzo szybko zaczęliśmy wspinać się na szczyty doznań.  
          Szybkie tempo i wykorzystywanie całej długości mojego kutasa oraz dopychanie mnie piętami przez mamę, powodowało, że prawie za każdym razem uderzałem w szyjkę macicy. Musiało to być pewnie bolesne dla mamy, bo obok jęków, posykiwała.  
          Nie zniechęcało to jej jednak, bo nie zwalniała tempa i nacisku pięt. Kiedy w pewnym momencie wsunąłem rękę w jej krocze, drażniąc delikatnie łechtaczkę, mama wrzasnęła i doszła, wbijając mnie piętami w siebie, tak głęboko, jak to było możliwe. .  
          Coś musiało wydarzyć się wewnątrz cipki, bo kiedy doszedłem i zacząłem pompować w nią nasienie, nie czułem zwykłego przepływu wtryskiwanej w nią spermy. Czyżbym wdarł się w jakąś wolną przestrzeń w dnie cipki? - pojawiła się ulotna myśl.          
- Myślę, że zaspokoiliśmy w ten sposób w jakimś tam stopniu potrzeby mojej cipki i twojego kutasa, więc teraz zajmijmy się tym, po co tu przybyliśmy - stwierdziła rzeczowo mama.  
          Oboje z mamą wzięliśmy więc szybki prysznic, już bez żadnych erotycznych podtekstów, po czym, ogarnęliśmy się i wyciągnęliśmy wszystkie wiktuały wymagające podgrzania w mikrofalówce oraz pozostałe produkty żywnościowe, napoje i całą resztę..  
          Po podgrzaniu zgrillowanych wcześniej potraw w postaci; szaszłyków, drobiowych udek i skrzydełek, polędwiczek z indyka i tym podobnych mięsnych przekąsek, załadowaliśmy to wszystko do pontonu, dołączając do tego pieczywo, sałatki i napoje.  
          Zabezpieczyliśmy łódź i nie wsiadając do pontonu, płynąc, pchaliśmy go przed sobą. Po dopchaniu go do brzegu wyspy, z pomocą dziewczyn przenieśliśmy wszystkie produkty wraz z pieczywem, napojami i innymi przedmiotami w miejsce biwakowania.
          Zorganizowaliśmy to wszystko w formie szwedzkiego stołu, wykorzystując do tego winylowy obrus, serwetki i papierowe ręczniki. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe i mogliśmy rozpocząć piknikowanie na świeżym powietrzu.
          Naturalne otoczenie, zapachy i zapierające dech widoki na jezioro, tworzyły niepowtarzalną scenerię do ucztowania. Oczywiście, nie obyło się bez drobnych problemów.
Zosia nie próbowała nawet ukrywać ciekawości, związanej z naszym pobytem na łodzi.
          Dokładnie obwąchała tak mnie, jak i mamę. Ponieważ wyczuła, że pachniemy raczej prysznicem niż seksem, obrzuciła nas dociekliwym czy podejrzliwym spojrzeniem.
- Jeżeli interesuje cię córciu to, co robiliśmy na łodzi, to faktycznie braliśmy prysznic, bo podgrzewając w mikrofalówce te wszystkie przekąski, przesiąkliśmy tymi zapachami i śmierdzieliśmy jak skunksy. Tak że musieliśmy później wziąć prysznic, aby nie popsuć wam apetytu - skwitowała mama ciekawość i podejrzliwe zachowanie Zosi.
          Wywołała tym zmieszanie Zosi i zagadkowy uśmiech Kamili, która na pewno zdawała sobie sprawę, co mogliśmy porabiać z mamą na łodzi, przez tak dość długi szmat czasu.  Naiwność Zosi też pewnie miała swoje granice, ale słowa mamy zamknęły jej usta.
          Przez jakiś czas siedzieliśmy i w milczeniu zajadaliśmy się znakomitymi przekąskami, podziwiając jezioro i obserwując dość duży ruch wszelkiego rodzaju sprzętu pływającego po jeziorze; w postaci żaglówek, łodzi motorowych i tym podobnych urządzeń.
          Po zaspokojeniu głodu i pragnienia, resztę jedzenia zapakowaliśmy do mobilnej lodówki i doprowadziliśmy do porządku miejsce biwakowania. Mama obrzuciła spojrzeniem nas, jezioro i otoczenie.
- Wybaczcie, ale chciałabym wrócić na łódź i zdrzemnąć się w kabinie. Jakoś nie rajcuje mnie specjalnie spanie czy opalanie się na świeżym powietrzu, czy łonie natury. Bardziej odpowiada mi drzemka na łodzi i jej usypiające kołysanie się na wodzie. Czy obrazicie się na mnie, jeżeli opuszczę was i wrócę na łódź? - zwróciła się bezosobowo do nas mama .  
- Oczywiście, że nie, mamo! - odpowiedzieliśmy prawie chórem oboje z Zosią.
- Ja też wrócę z tobą mamo! Nie zostawię cię samej, a poza tym chciałabym pobyć z tobą trochę dłużej - oświadczyła Zosia, obejmując i tuląc się do mamy, jak mała dziewczynka.
- To wy z Kamilą zostańcie, a my obie z Zosią wrócimy na łódź - oświadczyła mama.
- I zabierzemy ze sobą resztę potraw i przedmiotów, które uznacie za zbędne - dodała.
          Spakowaliśmy więc to, co było do zabrania i umieściliśmy w pontonie. Zostawiliśmy sobie tylko kilka lekkich kanapek, chrupek i napoi, po czym mama wraz z Zosią wsiadły do pontonu, a ja płynąc za nimi, popychałem go w stronę łodzi.
          Po dobiciu do jachtu, pomogłem mamie i Zosi opróżnić ponton, po czym wróciłem na nim do pozostawionej na wyspie Kamili. Wyciągnąłem ponton na brzeg, bo na jeziorze zrobiło się dość wietrznie i pojawiły się fale, które mogły go uszkodzić.  
          Przywiązałem linkę od pontonu do najbliższego drzewa i usiadłem obok  Kamili, która leżała na kocu w samych majteczkach. Podniosła na chwilę przeciwsłoneczne okulary i obrzuciła mnie, poważnym, niezbyt zachęcającym spojrzeniem.  
          Pomyślałem więc, że odkąd przybyliśmy na wyspę, mogła czuć się nieco wyobcowana z naszego rodzinnego grona. Niezbyt wiele z nią rozmawialiśmy, zajmując się głównie tematami rodzinnymi, więc mogła poczuć się niezbyt komfortowo.  
- Przepraszam cię Kamilo za to całe zamieszanie! Byliśmy chyba trochę niezbyt gościnni dla  ciebie, po przybyciu na tę wyspę. Nie okazaliśmy ci zbyt wiele uwagi czy zainteresowania. Ale zapewniam cię, że nie było to zamierzone. Tak mnie, jak i Zosię łączą z mamą szczególne więzi i relacje, od chwili kiedy tata nas opuścił. Chociaż nie jest to zbyt trafne określenie, bo  właściwie to został przez mamę wyrzucony z domu. Więc wybacz, że zajęliśmy się sami sobą i że mogłaś poczuć się przez chwilę trochę obco w naszym gronie. Teraz zostaliśmy sami, więc jeżeli pozwolisz, to chciałbym ci to w jakiś sposób wynagrodzić, o ile oczywiście jesteś tym zainteresowana? - zwróciłem się do Kamili w miarę ciepło i serdecznie.  
- A z czego wywnioskowałeś, że czuję się w jakimś stopniu pominięta, rozczarowana czy zawiedziona? - zapytała mnie Kamila, udając naiwną, niezbyt rozgarniętą dziewczynę.
          Miała rację. Poczułem się, jakby mi przywaliła w splot słoneczny.
- No cóż, widocznie pomyliłem się Kamilo, tak w stosunku do ciebie, jak i w ocenie sytuacji. Uznajmy więc, że nie było i nie ma problemu. I tej rozmowy również nie było - odpowiedziałem spokojnie, nawiązując do jej pytania.  
          Kamila spojrzała ponownie na mnie, ale w jej oczach czaił się uśmiech.
- Oooch, Adamie! Jesteś miłym i bystrym facetem, więc nie bierz od razu, aż tak bardzo na poważnie tego, co powiedziałam. Też czasami mam ochotę po przekomarzać się czy  podroczyć się trochę z tobą. A teraz już na serio. Co miałeś na myśli, mówiąc, że chciałbyś mi jakoś wynagrodzić, to chwilowe ignorowanie przez was mojej skromnej osoby? Jestem, jak każda kobieta, nie tylko tym zainteresowana, ale i zaciekawiona. Zdaję się więc całkowicie na twoje wyczucie i oczekuję, że może rozwiniesz bardziej ten temat. A że słoneczko też daje nieźle popalić, więc słuchając cię, postaram się trochę zabezpieczyć swoje ciało i naoliwić wszystkie narażone na oparzenia miejsca .          
Mówiąc to, sięgnęła po olejek i zaczęła się nim ostentacyjnie smarować, poczynając od ramion i szyi, a następnie sięgnęła do swojego okazałego biustu, oczywiście nie tak dorodnego, jak u mamy, ale co najmniej dwukrotnie większego niż u Zosi.  
          Zauważyła pewnie, że bacznie obserwuję jej zabiegi. Nie widziałem, co prawda, jej spojrzenia z poza okularów, ale domyśliłem się, że robi to show dla mnie.  
- Mógłbyś mi pomóc Adamie i nasmarować moje plecy? - zwróciła się do mnie.
- Nie ma sprawy! - odparłem, podchodząc i przyklękając na kocu obok niej.
          A Kamila niespodziewanie sięgnęła do swoich majteczek i zsunęła je w dół, po czym, położyła się i unosząc nogi, pozbyła się ich całkiem.  
- Możesz posmarować mnie najpierw z przodu od pasa w dół? - usłyszałem jej prośbę.  
- Dlaczego nie? - odparłem wesoło, sadowiąc się na kolanach, pomiędzy jej nogami.  
          Byłem lekko oszołomiony, patrząc, na jej oświetloną promieniami słonecznymi cipkę. Widok był niesamowity, bo po raz pierwszy mogłem podziwiać z tak bliska i tak dobrze wyeksponowaną cipkę młodej dziewczyny. I każdy jej szczegół.
          Chyba dla ułatwienia mi dostępu i lepszego widoku, uniosła lekko kolana i rozłożyła szeroko nogi, powodując lekkie rozwarcie szczeliny. Widok i zapach bijący od jej cipki, powodował, że moje fizyczne i umysłowe doznania, stały się wręcz nie do zniesienia.  
          Kamila chyba zdawała sobie z tego sprawę, więc żeby mi jeszcze bardziej dokuczyć, rozchyliła palcami zewnętrzna wargi cipki, ukazując mi jej różowe wnętrze.
- I co? Podobał ci się mój pokaz? - zapytała z niewinną minką.
- A jak myślisz? Jeżeli sądzisz, że ujdzie ci to płazem, to jesteś w błędzie - powiedziałem.          
          Chwyciła moją głowę i pociągnęła na siebie. Przesuwając się po jej ciele w górę, objąłem na chwilę dłońmi jej jędrne, napięte z podniecenia cycki. Lekko ścisnąłem i pogładziłem kilkakrotnie rozkoszne półkule, pocierając przy tym palcami kamyki sutków.
          Kiedy dotarłem w końcu do jej buzi, zatopiliśmy usta w gorącym, namiętnym  pocałunku. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, oboje dyszeliśmy z podniecenia i pożądania. Cofając się między jej nogami, ponownie dotarłem do jej mokrej, gorącej cipki.
          Rozchyliłem palcami jej pachnącą różyczkę, ssąc i liżąc językiem, wypływające obficie z jej cipki, soki. Po kilkakrotnym przeciągnięciu ustami wzdłuż szczeliny, skupiłem się na zgrubieniu łechtaczki, ssąc i liżąc ją krótkimi liźnięciami języka.  
          Kamila była już niesamowicie pobudzona, dysząc, jęcząc i sapiąc, sygnalizowała, że dochodzi. Przez chwilę oderwałem głowę i wsunąłem dwa palce w jej cipkę, suwając nimi energicznie wzdłuż i w poprzek szparki.
- Ooo.., tak! Nie przestawaj! Oooch, jak dobrze! - wyrywały się co rusz słowa i westchnienia z jej ust. Łącząc to z jękami, dyszeniem oraz sapaniem, obrazowało to intensywność doznań.
          Z dużym zainteresowaniem obserwowałem, jak w chwili dochodzenia do orgazmu, jej wewnętrzne wargi niemal puchną i zmieniają kolor z jasnoróżowego, na kolor o ciemnoczerwonym odcieniu, a z  jej szparki zaczęła wyciekać prawie bezbarwna ciecz.
          Objąłem ponownie ustami całe zgrubienie łechtaczki i wzmocniłem nacisk oraz szybkość ruchów języka wokół niej. Chwilę później Kamila cała trzęsła się i niemal piszczała, kiedy dopadł ją orgazm. Na krótką chwilę jej ciało znieruchomiało.  
          Gładziłem więc delikatnie okolice podbrzusza i krocza. Kiedy oprzytomniała, ponownie sięgnęła po mnie i pociągnęła w górę swojego ciała. Kiedy zrównaliśmy się głowami, ponownie zatopiła we mnie swoje usta, w gorącym, pełnym pożądania pocałunku.
- Teraz potrzebuję cię we mnie - powiedziała zdecydowanie, sięgając po kutasa i prowadząc go niecierpliwie do swojej cipki.  
          Wsparty na rękach, delikatnie dotknąłem kutasem jej skarbu, opuszczając się powoli w dół. Cały czas trzymała mojego kutasa i kierowała do chwili, kiedy pogrążyłem się w niej dość głęboko. Ścisnęła go przez chwilę mięśniami, sygnalizując, żebym poczekał.
          Wstrzymałem więc wszelkie ruchy, czekając, aby jej cipka dostosowała się do mojego kutasa.
- Teraz możesz mnie pieprzyć swobodnie, moja cipka już cię zaakceptowała - odezwała się po chwili, kiedy w jej cipce zrobiło się nieco luźniej.  
          Zacząłem więc kopulować z nią powolnymi, długimi i zmienianymi, co jakiś czas, pociągnięciami, wykorzystując całą długość kutasa. Kamila ponownie zaczęła dyszeć i pojękiwać. Robiło się coraz luźniej i coraz bardziej mokro, niemal grząsko.  
          Przyspieszyłem więc swoje ruchy, dobijając do dna jej cipki. Wiedziałem już, że Kamila lubi, jak w trakcie zbliżenia, stymuluję  palcami jej łechtaczkę. Wsunąłem więc pomiędzy nas swoją rękę, pieszcząc i drażniąc jej magiczny guziczek.  
          Potrzebowała tego, bo po kolejnych kilku minutach wrzasnęła głośno i płosząc wszystkie ptaki czy zwierzęta w okolicy, doszła, przyciągając mnie i zaciskając mocno mięśnie cipki. O, dziwo, mimo, że nie doszedłem, mój kutas czuł się nadzwyczaj dobrze.
- A ty? Wstrzymałeś się specjalnie czy boisz się, żebym cię nie złapała na dziecko? - odezwała się pogodnie Kamila, kiedy poczuła, że mój kutas rozpycha się nadal w jej cipce.
- Nic podobnego! Po prostu, czuje się bardzo dobrze w twojej rozkosznej cipce i nie chce mu się jej opuszczać - wypaliłem, szczerząc do niej zęby w szerokim uśmiechu.            
          Uśmiechnęła się i przyciągnęła moją głowę do kolejnego, namiętnego całowania. Zatopiła we mnie swoje miękkie, wilgotne usta i pogrążyliśmy się w kolejnym, pełnym pasji pocałunku. Było to przyjemne do chwili, kiedy zacząłem dusić się z braku powietrza. …cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 5607 słów i 30222 znaków. Tagi: #jacht #jezioro #mama #erotyka #piknik #rozmowa

7 komentarzy

 
  • Przypadkowo trafiłam.

    Ludzie już sugerowali żeby Adam przeleciał dziadka. Czekam niecierpliwie.

  • Gaba

    Ten język... Trochę staromodny, rustykalny a jednak teraźniejszy, ale pozbawiony tej cholernej nowomowy... Aż chce się czytać. Przy tym się odpoczywa!
    Pozdrawiam Cię i niech pesel czuwa!  :lol2:

  • franco

    @Gaba Witam. Dziękuję za post i dobre słowo. Wiesz, że je cenię. Też ciepło pozdrawiam

  • Milf

    :bravo:  Czekam na dalsze części  :kiss:

  • franco

    @Milf

  • franco

    @Milf Witam. Dziękuję za post i pozdrawiam

  • Duży misiu

    Czy mama z Zosia tez miło spedzaly czas w kajucie czy grzecznie poszły spać😉😉
    Opowiadanie bardzo fajne tylko zbyt dlugo trzeba czekac na kolejną część😌😜

  • franco

    @Duży misiu Witam. Mogę tylko przeprosić, ale zdarzyła mi się wpadka techniczna, gdzie ponad dwadzieścia stron tekstu związanego z dwoma opowiadaniami przepadło. Potem była frustracja, żal do samego siebie i wstręt do komputera. Dziękuję za post i pozdrawiam.  
    PS. A co robiła na łodzi mama z Zosią? Jak spotkam się z nimi, spróbuję się dowiedzieć. Ale to tylko taka moja dygresja.

  • St.sz

    Po przedmówcach - nic dodać, nic ująć. Cieszę się widząc kolejny odcinek, (oczywiście fajny jak zwykle) i ,,dziękując za już poproszę o jeszcze". Pozdrówki z życzeniami zdrowia i spokoju ducha. Aha, byłbym zapomniał - weny do końca świata i jeden dzień dłużej.  :bravo:

  • franco

    @St.sz Witam serdecznie.  Za post dziękuję i przepraszam za zwłokę. Byłem zbyt pewny siebie i mam nauczkę, że trzeba na bieżąco zapisywać, to co się napisało. Miałem kilka dobrych dni i udało mi się napisać 27stron tekstu. Zawsze zapisywałem to tak na drugim, wewnętrznym dysku, jak i na dysku zewnętrznym, a tu zlekceważyłem sprawę, bo wewnętrzny dysk nie miał nawet trzech lat. Do tego miałem zawsze zaufanie do dysków tego producenta. Sam nie wiem, dlaczego padł, bo nic tego nie sygnalizowało. Nie wiem, czy nie zaszkodziła mu aktualizacja systemu, bo to po niej nie mogłem uruchomić komputera. Kiedy zreinstalowałem system, okazało się, że moje kilka dni pracy poszło się 'paść'. A potem była frustracja i komputero-wstręt. To tyle na ten temat. Pozdrawiam.

  • trantolo

    Kolejny super odcinek. Fajnie się czyta i niecierpliwie będę czekał na następny.  :bravo:

  • franco

    @trantolo Witam. Dziękuję za post i dziękuję

  • emeryt

    @franco /domestico, nareszcie znowu pokazałeś się na tym forum i to   z bardzo fajnym, kolejnym odcinkiem. Mam też nadzieję że trochę rozruszałeś się po tym przesileniu wiosennym. Dziękuję Tobie za ten odcinek i oczekuję na kolejne. Przesyłam najserdeczniejsze życzenia dużo zdrowia i chęci do dalszego pisaniaia.

  • franco

    @emeryt Witam. Mogę Cię tylko przeprosić, jak i resztę Czytelniczek i Czytelników. No, cóż. Zdarzyła mi się wpadka techniczna i żal do samego siebie. Było przy tym trochę frustracji i niechęci do pisania, bo zmarnowało mi się kilkadziesiąt stron tekstu. A tak dobrze mi się pisało, po tym przysłowiowym 'przesileniu wiosennym'. Mam nadzieję, że 'nauczka nie pójdzie w las'. Za post i wyrozumiałość dziękuję i pozdrawiam