Do Końca cz.6 Rozdział III

Rano nie chce mi sie wstawać. Mam kaca , ale lekkiego. I dobrze. Patrzę na śpiącą Jagodę. Jestem dupkiem. Znowu. To wszystko przez tego psychopatę. Pierdolony kurwa Kuba, postanowił wysłać mi wiadomość. Debil. Pamiętam kurwa jak zacząłem czytać tego pieprzonego smsa.
Kurwa.

Trenuję już godzinę. Trener mówi , żebym się napił bo mam 10 minut przerwy. Pochodzę do mojej torby która leży na ławce zastanawiając sie dlaczego jej nie zaniosłem do szatni. Biorę wode i wypijam prawie pól butelki. Z uśmiechem na twarzy biorę telefon do reki i mój uśmiech powoli znika. Mam wiadomość , ale nie od Jagody.
Otwieram ją
"Za 13 dni Jagoda bedzie moja. Nie martw się, zaopiekuję sie nią. Myślę, że będzie jej dobrze , gdy będę ją posuwał. Hmm może nawet zapomni o Tobie. Tak czy siak. Nie mogę sie doczekać aż w nią wejdę." . Czytam wiadomość 3 razy. I 3 razy mocniej sie wkurwiam.
Kurwa.
Zabije go. Przysięgam, ze go zabije.
"Myślę, ze będzie jej dobrze , gdy będę ją posuwał" . Skurwiel.
"Nie moge się doczekać aż w nią wejdę"
Kurwa. To tylko sms. Nie moge przecież stracić resztki swojej kontroli przez tego idiotę. O to mu chodzi. Kutas. Nie doczekanie. Ale kurwa... Nie mogę. Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Rzucam tyn jebany telefonem i podłogę. Zabije go. Wściekły biorę swoją torbę i ja tez rzucam. Mam ochotę rozwalić cos. Mam ochotę pójść na te walki i komuś skopać dupe , żeby nie myśleć o tym psychopacie. Moj wzrok skupia sie na ławce. Zwyklej ławce na której siedzi zawsze Jagoda. Nie bedzie jej dotykał. Nie zbliży sie do niej. Zabije go, gdy to zrobi. Kurwa, ale nie mogę... Obiecałem jej , że Tego nie zrobię.
Nie wytrzymam.
Nawet nie wiem kiedy biorę tą ławkę, która nie wydaje sie teraz ciężka i rzucam nią z całej siły o pierdolona podłogę. Ławka sie łamie. I dobrze. Tak samo w końcu złamie tego kutasa. Połamię mu ręce , potem nogi a na końcu zastosuje inne tortury , zeby poprzestawiać mu to gowno w głowie. A na końcu , gdy bedzie mnie błagał o wybaczenie ja sie uśmiechnę i obetnę kutasa. Kurwa. Jestem pojebany.
-Wynos się - słyszę głos trenera. Patrzę ba niego i na innych w tej sali. No oczywiście każdy patrzy na mnie. Zapomniałem, ze ćwiczy tutaj 15 innych osób.
-Jak sobie chcesz- odpowiadam obojętnie.
-Jezu dzieciaku wykończysz mnie. - mówi z frustracją trener.
-Hmm...- Tylko tyle. Nic innego nie mówię. Zbieram swoje rzeczy i wychodzę. Czas sie napić i rozluźnić."


Sprawdzam godzinę na telefonie. Jest dopiero 8 rano. Boli mnie głowa. Nienawidzę mieć kaca. Zawsze leczyłem sie jakimś drinkiem lub piwem, ale kiedyś. Jeszcze przed Tymi walkami i Jagodą. Wracam do nawyków...chociaż nie. Nie mogę jej Tego zrobić. Jest Alan jest Ona. Nie mogę wpaść w otchłań, która z każdym kolejny dniem mną chce mną zawładnąć. To wszystko przez niego. Bylo tak dobrze. On siedział. Ja żyłem z Jagoda i Alanem ciesząc sie z Tego. Teraz on wrócił i próbuje robic to co robił zawsze. Próbuje mnie sprowokować.  Wie , że mogę zrobic cos głupiego.  On liczy na to , ze go znajdę i pobije a wtedy to ja będę miał problemy. Nie dam mu sie. Będę z Tym walczył.  
W ogóle dlaczego Pawel go nie zaaresztuję? Przecież wysyła te smsy. Chociaż znając to pojebane polskie prawo nic nie może zrobić. Nie ma dowód , ze to on. Niech Bóg mi świadkiem , ze jezeli choćby włosy spadnie z głowy Jagody to go zamorduje i nie będę patrzył na konsekwencje.  

Spojrzałem na Jagodę. Przebudza się. Jak mogłem być takim idiota i mówić wczoraj takie rzeczy. Jest zła na pewno. Rozwaliłem ławkę, upiłem sie , wracałem samochodem a na dodatek byłem dla niej okrutny.  
-Przepraszam- szepnąłem, gdy się obudziła. Nic nie odpowiedziała. Wzięła swój telefon , żeby sprawdzić godzinę. -Jagoda...- dotknąłem jej dłoni.
-Co? - zapytala chłodno. .
-Przepraszam. Naprawde.  
-Kacper... Zawsze Przepraszasz a potem znowu robisz to samo.  
-Wiem. To przez niego. - prychnęła
-Nie zwalaj na niego swojego stanu. Powinieneś iść do jakiegoś lekarza. - Co?  
-Dlaczego ? - podniosła się do pozycji siedzącej
-Bo masz problemy z samokontrola i to nie od kilku dni , tylko odkąd Cię poznałam. Jakakolwiek drobnostka a Ty wpadasz w szał.  
-Przeciez kurwa po to wróciłem do walk. - podniosłem Głos . Potrząsnąłem głową i zacząłem mówić spokojnie. Kurwa ma racje- Jagoda radze sobie lepiej odkąd zaszłaś w ciążę i...
-Gdy byłam w ciąży tak było. Urodził sie Alan i przez pierwsze dwa miesiące było w porządku. Od kilku miesięcy znowu to robisz.  
-Co takiego niby robię ?  
-  Denerwujesz sie bez powodu. Nie wiadomo kiedy wybuchniesz. Może faktycznie , gdy wrócisz do walk to trochę sie uspokoisz, ale przeciez nie będziesz walczył całe życie. - Ma rację? No ma. Ona zawsze ma rację.  Czasami zachowuje sie jak dupek... Nawet nie czasami. Dosyć często. Dzielnie znosi moje humory. Spojrzałem na jej twarz. Patrzyła na mnie tymi swoimi brązowymi oczami. Kocham ja. Tak bardzo , ze aż boli. Po mimo tych wszystkich moich kłamstw kiedys, kłótni ona ciągle ze mną jest. Jest ze mną i będzie. Zawsze na zawsze i aż pi grób. Nie pozwolę jej odejść. Nie zniszczę Tego co jest pomiędzy nami. Wczoraj , źle zrobiłem. Udało mu sie wyprowadzić mnie z równowagi. Rozwaliłem ławkę na mojej salce! I potem co ? Zamiast wrócić do domu. Do niej i Alana ja poszedłem sie napić. Nie moge Tego robic. Nie moge jej ranić.  
-Naprawde bardzo przepraszam. Obiecuje , że to się nie powtórzy. Nie moge znieść Tego , gdy jestes smutna. - przyciągnąłem ją do siebie. Położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Westchnęła.  
-Jestem po prostu zmęczona Tym wszystkim. Kocham Cie tak bardzo. Boje sie , że w końcu Twoje zachowanie nas zniszczy, tak jak kiedyś.  
-Nie pozwolę na to. Nigdy. Rozumiesz ? Kocham Cię i nie pozwolę na to. - spojrzałem w kierunku szafki przy łóżku, gdzie postawiona byla Niania. Alan sie obudził. Jagoda wstała i wyszła z pokoju.  
A ja wspominałem poród. O boże to byl chyba najgorszy ur najlepszy dzień w moim zyciu.  

Biegłem do szpitala z parkingu ile sil w nogach. Zaczęło sie . Jagoda rodzi a ja zaraz dostanę zawału bo nie wiem co z nią. Wjeżdżaliśmy właśnie do Warszawy , gdy zadzwoniła jej matka.  

-Gdzie ona jest !?- zapytałem matki Jagody.  
-Uspokój sie. W sali . Mozesz wejść. - powiedziała a ja od razu wbiegłem na sale. Leżała na łóżku i bolało ją. Widziałem, że ja boli bo płakała. Kurwa.  
-Skarbie...- chwyciłem ją i pocałowałem w czoło. Wtuliła sie we mnie.  

-Ile jeszcze ? - zapytałem lekarza. Zaraz go zamorduje. Naprawde jestem wkurwiony. Jagoda nie płaczę, ale cholernie ja boli.  
-Niedługo
-Dajcie jej pieprzone znieczulenie. -krzyczę , gdy Jagoda znowu jęczy z bólu.  
-Nie można. Juz za późno na znieczulenie. - mówi doktor. Zabije go przysięgam. Juz mam znowu krzyknąć, gdy Jagoda mnie woła. Ma kurwa szczęście doktorek , ze mnie zawołała.  

Nie wytrzymam. Nie wytrzymam. Ona cierpi. Tak bardzo cierpi a mi sie rozrywa serce na ten widok. Ściska mocno moją rękę.  
-Niech Pani prze - mówi doktor. Jagoda wbija paznokcie w moja dłoń, ale mi to nie przeszkadza. Jezeli to jej pomoże to niech mi ja nawet złamie. W dupie to mam. -Jeszcze chwilka. Widzę główkę. - Jagoda znowu prze i znowu i znowu aż w końcu słyszymy płacz dziecka. Rozpłakała sie i nie wiem czy z bólu czy ze szczęścia. Moja dzielna kobieta. -Chce pan przeciąć pępowinę? - kiwam głową i podchodzę. Dają mi jakies nożyczki...chyba nożyczki bo t gowno jest duże. Lekarz pokazuje mi gdzie mam to cos przeciąć i to robię. I czuję zachwyt. Jestem szczęśliwy. Tak bardzo szczęśliwy jak nigdy dotąd.  
-Alan- wypaliłem bez namysłu, gdy spojrzałem na dziecko w ramionach Jagody. Spojrzała na mnie a potem na dziecko. Uśmiechnęła i powiedziała
-Alan Szulc.


Alan Szulc. Powtarzam w myślach. Niedługo Jagoda bedzie miała tak samo na nazwisko a ja się kurewsko z Tego cieszę. Wstałem szybko z łóżka i poszedłem do łazienki , zabierając po drodze moje czarne dresy i czarny T-shirt.  
Wziąłem prysznic i umyłem zęby. Wyszedłem z łazienki.  
Jagoda karmiła Alana jakimś gownem ze słoiczka. Tak te dziecięce żarcie jest do dupy i wygląda jak gowno. Nie wiem jak Alan może to jeść. I tak juz wcina normalne jedzenie. W końcu ma te 9 miesięcy. Zrobiłem kawy sobie i Jagodzie.  
-Dostałam smsa. - usłyszałem, gdy kończyłem nasypywać kawę do kubków. Zamknąłem oczy kiedy usłyszałem jej słowa. Nie moge się wkurwiac. Wyładuje sie na worku dzisiaj.  
-Wszystko...- zrezygnowałem. Co mam jej powiedziec ? Co chciałem jej powiedziec ? - Nie przejmuj sie tym. - powiedziałem tylko.  
-Chyba się nie da. Sama nie wiem co mnie spotka , gdy odliczanie sie skończy.  
-Nic. Nie pozwolę aby coś Ci się stało skarbie. Nie rozmawiajmy juz o tym. - podałem jej kawę i usiadłem obok na krześle  
-Dobrze. W sobotę nasz ślub. Trzeba powysyłać smsy do przyjaciół. - zmieniła temat co mi się kurewsko spodobało.  
-Tak. Trzeba. Ja dzisiaj zaproszę Karola i trenera , jezeli to nie problem.  
-Oczywiście, że nie.  
-Masz sukienkę ? - pokiwała przecząco głową.  
-A ty garnitur ?  
-Nie, ale kupie nie bój się.  
-Ja też. Dzisiaj juz środa. Myślałam, żeby jutro pojechać i cos kupic. Z Alanem zostanie tato a mama pójdzie ze mną. - upiłem łyk kawy
-Hmm to dobrze.  


-Nogi Szulc ! Kop w ten pierdolony worek nogami! - wykończy mnie dzisiaj. Trener jest wkurwiony jak nigdy dotąd. Karol tez jest a takze Aleks. Zasady sie kurwa zmieniły i można używać nóg. Zasada kickboxingu. Można używać nóg i rąk. Ostatni raz używałem w walce nóg, gdy chodziłem na te bez zasad.  
-Dalej jest szybki- powiedział Karol.  
-Tak , ale jak się bedzie rozpraszał to dostanie niezłe wpierdol. - odpowiedział Aleks.  
-Dostanie , ale i tak wygra. Jest szybki . Na razie ni było aż tak szybkiego zawodnika jakim jest Kacper.  
-Jestem tutaj - wysyczałem robiąc sobie przerwę. Jest juz 19. Powinienem juz wyjść z tej sali , ale za wczoraj trener kazał mi na początek skakać przez pół godziny na skakance a potem biegac na bieżni. Uwziął sie dzisiaj na mnie. Wziąłem telefon z torby i zobaczyłem, że Jagoda do mnie dzwoniła. Od razu oddzwoniłem.  
-Coś się stało?- zapytałem od razu.  
-Nie... Chciałam wiedzieć o której będziesz ?  
-Nie wiem. Trener się na uwziął za wczoraj. - Jagoda westchnęła.  
-Myślałam, że...a w sumie juz nic.
-Nie. Powiedz- odszedłem od chłopaków.  
-Myślałam, że zaraz wrócisz i coś obejrzymy , gdy Alan pójdzie spać. W porządku jak nie możesz. Rozumiem.  
-Przepraszam.-mówię. Naprawdę mi przykro , ale trener sie nieźle wkurwi , gdy teraz wyjdę
-Nic się nie stało. Musze kończyć. Do Zobaczenia- nie daje mi nic odpowiedzieć no sie rozłącza.  

Po kolejnej dla mnie długiej godzinie stoję pod prysznicem w klubie. W sumie można to tak nazwać. Nazywamy to salka ... Choc sam nie wiem czemu. Jest tutaj jedno pomieszczenie , ale za to cholernie duże. Jest ring. Są worki , gruszki i wszystkie inne rzeczy przydatne do nauki. Są też bieżnie, rowerki , sztangi. Wszystko w w Tym jednym pomieszczeniu, może dlatego przyjęło sie "salka"? Tak chyba tak. Salka treningowa. Otwarta jest zawsze od 9 do 21. Zazwyczaj gdy ja ćwiczę , czyli od 16 jest tutaj około 15 innych osób które robią to samo. Moj trener zajmuje sie mną bo walczę w walkach. Są inni jego kumple , trenerzy , ale z nimi zamieniłem może z trzy słowa i to wtedy , gdy zaczynali tutaj pracować.  
Dzisiaj była Kamila. Znowu sie na mnie gapiła co mnie wkurza. Tylko Jagoda może patrzeć jak ćwiczę, żadna inna kobieta. Nie wiem po co tu przychodzi jak tylko biega na tej bieżni. Tylko i wyłącznie to robi na salce. Nie znoszę jej , sam nie wiem czemu , ale tak właśnie jest. Zakręcam wodę i sie odwracam o Malo co nie dostając zawału. To dziwne , że myśląc o osobie której nie znosisz, nagle pojawia sie przed Tobą. Patrzy sie na mnie i jest naga.  Co do chuja ona robi ? Zanim zdążę cokolwiek powiedziec , zarzuca mi ręce na szyję i całuję. Odpycham ja natychmiast i zawiązuje ręcznik na biodrach krzycząc
-Co to kurwa ma być ? Popieprzona jesteś!!?- wychodzę z pomieszczenia i idę do szafki, gdzie zostawiłem torbe. Zakładam czyste bokserki , czarne dżinsy i biały podkoszulek. Potem skarpetki i buty. Kamila wychodzi z pomieszczenia które jest przeznaczone dla MĘŻCZYZN i patrzy na mnie ze łzami w oczach.  
-Myślałam, że Tego chcesz. Zerkałeś na mnie , gdy ćwiczyłam.  -zaśmiałem sie nerwowo. Przecież Jagoda sie wkurzy. Oj i to bardzo.  
-Zapytam raz jeszcze : Czy ty jesteś popieprzona? Bo ja mysle , ze tak. Dziewczyno! Nigdy , przenigdy sie do mnie zbliżaj. Nie patrzylem na Ciebie bo Cie nienawidzę. Rozumiesz !? Odjeb sie ode mnie raz na jebane zawsze! - biorę swoja torbę i wychodzę.  
Mam przejebane.  
Idiotka  

Otwieram cicho drzwi. Jest 20:48, czyli , że Jagoda jeszcze nie śpi. Nie mam pojęcia czy jej powiedzieć dzisiaj. Teraz. Czy po ślubie ?  
-Widziałam przez okno , że parkujesz. Odgrzałam Ci kolację -anioł. To mój Anioł a ta suka chce wszystko zepsuć. Nie pozwolę na to.  
-Dziękuję. Pójdę na chwilę do Alana- kiwnęła głową i wrocila do kuchni. Wszedłem do pokoju małego. Spał. Pocałowałem go w główkę jak zawsze i życzyłem dobrej nocy po czym wyszedłem.  

Zjedliśmy razem a teraz siedzimy i oglądamy film. Southpaw. Naprawde dobry film. Najgorsze jest to jak Billy traci żonę. Jagoda płacze a ja próbuję ja pocieszyć, ze to tylko film i tak naprawdę oni wszyscy żyją i maja sie dobrze.  
-Ale nie wydaje Ci się , że ich historia jest podobna do naszej ?  
-Nie. My nie mamy takiej chaty  i nie chodzimy na bankiety. - zażartowałem. Jagoda sie zaczęła śmiać i jak to w zwyczaju pacnęła mnie lekko w ramie nazywając dupkiem. Wiecie co ? Widzę podobieństwo do naszej historii. I cholernie sie boję Tego samego , co przeszedł Billy Hope, gdy jego żona zmarła.

Emi

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2638 słów i 14285 znaków.

4 komentarze

 
  • Oliwku24

    Southpaw ❤

  • ~Miska

    Czekam na ciąg dalszy :)

  • An

    Czekam na next.

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :) :* :)