Domek Billa i Fleur

Pochód dzielnie maszerował przez plażę. Wszyscy byli wykończeni, jednak nikt nie wykazywał nawet najdrobniejszych oznak słabości. A przynajmniej skutecznie je maskował. Na czele tego przedziwnego peletonu maszerował Ron, chwilowo pełniący rolę dowódcy, co, biorąc pod uwagę jego ciche, wesołe pogwizdywanie, wyraźnie przypadło mu do gustu. Harry, który szedł tuż za nim, zastanawiał się, jak to możliwe, iż po tak dramatycznych i traumatycznych przejściach, ten człowiek jest w stanie zachowywać się tak, jakby spacerował z rodziną w niedzielne popołudnie w spokojnej i niemalże sielankowej atmosferze? Być może jego psychika była już na tyle zniszczona, że dostosowanie zachowania do obecnego położenia po prostu nie miało już miejsca.  
     Dwa kroki za Harrym szła Luna. Za nią natomiast Ollivander, Gryfek i Dean. Rolę osoby zamykającej pełniła Hermiona, która kurczowo ściskała różdżkę, wciąż obawiając się, jak najbardziej realnego, zagrożenia. Pierwszym odruchem Harry'ego po udanej deportacji z rezydencji Malfoyów również było sięgnięcie po różdżkę, jednak obojętność, jaka go teraz spowiła, sprawiła, iż jego broń spoczywała swobodnie w kieszeni.
- Jak się czujesz? - oto Luna przyspieszyła kroku i zrównała się z Harrym. Miała na sobie niebieską sukienkę, czarne trampki i skórzaną, rozpiętą kurtkę. Wyglądała, jakby właśnie wróciła z koncertu The Weird Sisters.  
- Jak mam się czuć? - odparł beznamiętnym tonem Potter, szurając butami po piasku - ledwo uszliśmy z życiem. Zgredek zginął. Kolejne życie utracone... przeze mnie - dodał, zaciskając dłoń z bezsilności.
- Nie... nie chcę abyś tak myślał. Nikt tutaj nie chce - dziewczyna położyła swoją bladą dłoń na jego lewym ramieniu, gładząc go kojąco. Zawsze znajdowała jakiś sposób na poprawę humoru swojego bliskiego przyjaciela, ale tym razem jej wysiłki zdawały się nie przynosić rezultatu.  
- Później o tym porozmawiamy. Wygląda na to, że Bill i Fleur są w domu - odparł po dłuższej chwili Harry, ruchem głowy wskazując na chatkę, od której grupę dzieliło już tylko kilka minut marszu.  
     Muszelka stała na niskiej wydmie, otoczona przez kilka kęp krzaków. Nieduża, dwupiętrowa konstrukcja, zbudowana z desek, pomalowanych na ciemnozielono, wyglądała bardzo przyjaźnie i ciepło na tle tego ponurego i szarego krajobrazu. Z ceglanego kominka leniwie wypływał szary dym, a w przydomowym ogródku rosło sporo pokaźnych rozmiarów dyń. Ostatnia ostoja, ostatni przyjazny dom.
     Jako pierwszy przed drzwiami stanął Ron. Nawet nie zapukał do drzwi - od razu nacisnął klamkę i dziarskim krokiem wszedł przez próg, jakby wracał w czerwcu do Nory. Jednak po kilku krokach przystanął. Ze zdumieniem otworzył usta, nie wiedząc co powiedzieć. Za chwilę cała grupa, tłocząc się w niewielkiej sieni, mogła już podziwiać ten spektakl, który niespodziewanie przygotowali im mieszkańcy domku.
     Bill był całkowicie nagi. Jego długie, wściekle rude włosy swobodnie opadały na kościste plecy i ramiona, skutecznie chowając jego twarz przed liczną publicznością, do której zwrócony był bokiem. Stał na środku pokoju w dość dużym rozkroku, z miednicą wypchniętą znacząco do przodu. Obok, na podłodze, na własnych łydkach, siedziała Fleur. W przeciwieństwie do męża nie była naga. Miała na sobie jasnoniebieską koszulkę i czarne majtki. Była boso, a jej blond włosy były niedbale związane, co miało duży sens przy jej intensywnych ruchach. Co rusz niemalże połykała dużego penisa, który znikał w jej ustach. Robiła to z niemałą wprawą. Widać było iż dokłada wszelkich starań, aby zapewnić swojego mężowi jak największą dawkę rozkoszy. Jednocześnie posłusznie patrzyła w górę, dbając o kontakt wzrokowy. Bill jednak co chwilę mocno odchylał głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa.  
     Prawdopodobnie właśnie przez ten akompaniament cała grupa miała okazję obserwować tę scenę przez kilka sekund. Gdy wreszcie wszyscy otrząsnęli się z kilkusekundowego szoku, a Hermiona chrząknęła głośno, Bill nagle odwrócił się w ich stronę i krzyknął głośno, chwiejąc się na nogach. Momentalnie odskoczył od żony i ze sterczącym przyrodzeniem uciekł do kuchni (połączonej z pokojem), gdzie leżało jego porozrzucane ubranie. Fleur natomiast wydała z siebie zduszony okrzyk, pisnęła cichutko i szybko schowała się za kanapę, różdżką przywołując do siebie czarne spodnie. Wszyscy jednak zdążyli zauważyć jej nieprawdopodobnie smukłe nogi i kształtne pośladki.  
- Czy ktoś może mi to wyjaśnić? - do przodu wystąpiła Hermiona, spoglądając na Billa, który ubierał się w pośpiechu.
- Tak, ja... Tak. Witajcie w Muszelce! - Weasley wyszczerzył swoje zęby w chłopięcym uśmiechu, starając się nieco rozluźnić atmosferę - Tak... kurde. Źle wyglądacie - powiedział ciszej, wychodząc z kuchni w beżowym swetrze i niedbale założonych jeansach. Teraz mógł się przyjrzeć całej grupie - brudnym ubraniom Hermiony, zakrwawionej bluzie Harry'ego czy twarzy Ollivandera, która wyglądała jakby zaraz miała się zapaść do środka - co się stało? - zapytał z wyraźną troską.
- Co się stało? Ty... ty cholerny zdrajco! - to Ron nagle ruszył do przodu, zaciskając pięść i kierując się w stronę starszego brata. Już brał zamach, ale Hermiona w porę złapała go w pasie, powstrzymując przed fizycznym atakiem na Billa. Ten odruchowo cofnął się do tyłu, a jego twarz przeszył cień strachu.  
- Ron, przestań. Przestań! To nic nie da - dziewczyna kurczowo trzymała wściekłego rudzielca, dopóki ten nie stracił sił.
- Jest wojna, rozumiesz? Wojna! A ty, jak gdyby nigdy nic, pieprzysz się z Fleur! Jak możesz? - zagrzmiał Ron, wycofując się w stronę reszty grupy, która całą scenę obserwowała w milczeniu.  
- Ron... posłuchaj - Bill wyszedł z kuchni, stając obok Hermiony. Z jego twarzy zniknął strach, a w jego miejsce pojawiła się troska i zakłopotane - doskonale wiem, że jest wam ciężko. Przecież wszyscy w tym jesteśmy. Po prostu... wybaczcie, głupio mi, że powitaliśmy was w takiej sytuacji - mężczyzna zaczerwienił się lekko, omiatając wszystkich wzrokiem - jak możemy wam pomóc?
- Zapewnijcie nam schronienie na kilka dni - z szeregu wystąpił Harry. Całą scenę obserwował z dużą dozą niedowierzania. Był zbyć zmęczony, aby w jego głowie pojawiło się jakiekolwiek zaciekawienie lub podniecenie - aportowaliśmy się z rezydencji Malfoyów. Zginął Zgredek. Wszyscy jesteśmy cholernie wyczerpani, nie mamy dokąd pójść. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli tutaj odzyskać trochę sił i zastanowić się, co dalej - powiedział, siląc się raczej na stanowczy, aniżeli błagający ton.  
- Oh... jasne - Bill potrzebował chwili aby wszystko przetworzyć i zdać sobie sprawę z faktycznej powagi sytuacji - Fleur! - zawołał dziarsko w stronę kanapy - pokaż gościom pokoje na górze i przygotuj im posłania - powiedział, a zaraz dodał - Harry, Hermiona, zostańcie ze mną.
     Fleur wyskoczyła zza kanapy, teraz przyodziana w przywołane wcześniej czarne spodnie. Będąc wciąż boso uśmiechnęła się łagodnie w stronę grupy, dłonią wskazując na strome, drewniane schody, prowadzące na piętro.  
- My was ugościmy! Ja wam pokażę wszystko - oznajmiła bardzo przyzwoitym angielskim, zapraszając wszystkich na górę. Jej obecność nadawała dziwnej lekkości całemu wnętrzu. Fleur zdawała się pływać po domu, poruszając się z niemałą gracją. Mimo sytuacji i wcześniejszego rozdrażnienia, Ron zerkał na nią co chwilę, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Deanem, który również lustrował ją maślanym wzrokiem.  
     Gdy reszta zniknęła na górze, Harry, Hermiona oraz Bill usiedli przy kuchennym stole. Gospodarz przyniósł ze spiżarni nieco kremowego piwa, które teraz wszyscy leniwie sączyli.
- Słuchajcie, jeszcze raz. Jest mi naprawdę cholernie głupio. Nigdy, przenigdy nie powinniście zobaczyć nas w takiej sytuacji. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jest wojna, to również wiem. Ale, na litość boską, wszyscy jesteśmy ludźmi. Musimy jakoś odreagować - stwierdził Bill, patrząc po twarzach reszty,  
- Mhm. Ja to wiem. Powiedz to Ronowi, powiedz to reszcie - beznamiętnie odparł Harry, biorąc duży łyk. -  
- My narażamy dla was życie, a wy... - Hermiona urwała wpół zdania, opuszczając głowę - to po prostu źle wygląda, nic więcej - dodała, patrząc smutnym wzrokiem na rudzielca.
- Wiem jak to wygląda. Ale stało się, trudno. Przeprosiłem was, zapewnię wam schronienie na tyle, na ile będziecie potrzebować. Więcej nie jestem w stanie zrobić - odparł, drapiąc się po plecach - poza tym, cholera. Jestem przekonany, że wy również nie byliście, przez te ostatnie tygodnie, całkowicie grzeczni. Jakoś przecież trzeba odreagować stres, prawda? - Bill, biorąc łyk piwa, puścił oczko do Harry'ego.  
     Hermiona zachłysnęła się napojem i spojrzała z wyrzutem na mężczyznę. Harry natomiast uśmiechnął się w głębi duszy, wspominając seks z Luną sprzed kilku tygodni. Fakt, jakoś trzeba sobie ulżyć.  
- Wiesz co? Jesteś bezczelny. Serio - dziewczyna z brzdękiem odstawiła kufel z piwem i wstała od stołu. Jeszcze raz fuknęła na Billa i pobiegła na górę, nie patrząc do tyłu.  
- Chyba nie powinienem tego mówić - po chwili namysłu stwierdził rudzielec, opróżniając kufel i wzdychając głęboko.
- Fakt. Nie powinieneś - odparł z ironicznym uśmiechem Harry, również wstając od stołu i kierując się w stronę schodów - wybacz, jestem zmęczony. Pójdę się położyć - rzucił, zostawiając Billa z trzema pustymi kuflami.

     Nachodził chłodny wieczór. Ollivander, Gryfek i Dean spali w pokoju gościnnym na górze. Bill przygotowywał w kuchni kolację. Ron bezczynnie siedział na kanapie i wpatrywał się tępo w przestrzeń przed siebie, ignorując nawet Fleur, która krzątała się po domu. Harry właśnie schodził po schodach, gdy do domu weszła Hermiona.
- Harry? - rozejrzała się niepewnie po pokoju. Gdy odnalazła go wzrokiem, westchnęła - Luna cię woła. Jest na zewnątrz - rzuciła niedbale, wchodząc do domu i nie zamykając za sobą drzwi. Wszyscy w grupie zdążyli już zauważyć, iż dziewczyny, łagodnie mówiąc, za sobą nie przepadały. Teraz jednak, na krótką chwilę połączyły siły, aby stworzyć z zaklęć ochronnych skuteczną barierę wokół całej Muszelki.  
- Nie oddalaj się zbytnio, dobra? Zaraz kolacja! - krzyknął Bill w stronę Harry'ego, który nieśpiesznie założył buty i wyszedł na dwór.
   Luna stała oparta o dużą dynię, znajdującą się w rogu ogródka. Rozglądała się na boki, a gdy zobaczyła swojego przyjaciela, od razu rozpromieniała.  
- Harry! - jej hipnotyzujący wzrok spoczął na twarzy młodzieńca. Uśmiechnęła się szeroko i uniosła jedną dłonią sukienkę do góry.  
Zmyślne fryzury zawsze były jej domeną - pomyślał chłopak, patrząc nieco w dół. Luna oczywiście nie miała majtek. Dumnie prezentowała przed Harrym cienki pasek. znajdujący się ponad cipką.
- To specjalnie dla ciebie. Zrobisz mi dobrze? - zapytała słodkim, równie jak wzrok, hipnotyzującym tonem.
     Była nimfomanką. Cholerną nimfomanką, która jest uzależniona od wszelkiego rodzaju erotyki. Harry na początku znajomości nigdy by nie pomyślał, że Luna będzie wręcz błagać go o seks w każdej możliwej sytuacji. Czy to jeszcze w Hogwarcie, czy teraz - dla niej nie było przeszkód. Liczyło się tylko to, aby osiągnąć orgazm, nierzadko narażając się na bycie przyłapanym. To kręciło ją najbardziej, dlatego też niekiedy dogadzała sobie w naprawdę kuriozalnych sytuacjach.  
     Harry patrzył na nią z politowaniem. Nie miał sił do tego typu działań. Co więcej, Luna praktycznie w ogóle nie pociągała go fizycznie. Odkrył to niedawno, podczas jednej z samotnych nocy w namiocie. Była bardzo drobnej, właściwie kruchej budowy. Malutkie piersi, bardzo chude nogi, jej tyłek również nie odpowiadał, i tak niezbyt wygórowanym, wymaganiom Harry'ego. Mimo to, ewidentnie było w niej coś, co wciąż nie pozwalało mu zakończyć tego raz na zawsze. Była naprawdę dobra w te klocki.  
- Proszę... - jęknęła cicho, dłoń kierując między nogi, które rozchyliła nieco szerzej, jakby na zachętę.  
- Luna - powiedział spokojnie Harry - czy nie widzisz w jakiej sytuacji się znaleźliśmy? Co się dzieje? Czy uważasz że to odpowiedni moment na coś takiego? - zapytał ironicznie, doskonale wiedząc, że taki moment dla Luny jest wręcz idealny. W tym momencie wiedział już, że po raz kolejny nie będzie wystraczająco asertywny.  
- Zostawisz mnie tak samą? - dziewczyna zrobiła smutną minę, poruszając dłonią nieco szybciej. Ona również była świadoma tego, iż Harry spełni jej oczekiwania.
     Nie wytrzymał. Spojrzał tylko czy nie zostaną nakryci, ale okna znajdowały się z drugiej strony domu. Podszedł do Luny, ugiął nieco nogi w kolanach i wbił wzrok w jej twarz. Dziewczyna natychmiast zabrała swoją dłoń, rozchylając jeszcze bardziej swoje nogi. Uśmiechnęła się szeroko, zagryzając wargę.
- Jesteś uzależniona. Od mojej dłoni, moich ust. Wiesz o tym? - spytał mechanicznie Harry, Od razu zaczął intensywnie - wiedział, że Luna potrzebuje dość szybkiej masturbacji, aby osiągnąć szczyt. Toteż od razu złączył dwa palce i wszedł w nią stanowczo, wykonując szybkie ruchy całym nadgarstkiem. W tej chwili czuł się bardziej jak beznamiętna maszyna. Poniekąd przywykł do tej roli i za każdym razem obiecywał sobie, że zakończy to przy najbliższej okazji.
- Wiem... Harry, mocniej, proszę - Luna zaczęła cicho pojękiwać, lekko czerwieniąc się na twarzy. Harry przez chwilę chciał ją pocałować, chcąc mieć chociaż namiastkę intymnej relacji. Spostrzegł jednak, że dziewczyna odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy, rozkoszując się jego działaniem, które teraz, zgodnie z jej prośbą, jeszcze bardziej przyspieszyło. Nachylił się więc nieco i zaatakował ustami jej odsłoniętą szyję, uważając, aby nie zostawić żadnych trwalszych śladów.  
     Luna jęknęła głośniej, gdy jego usta spotkały się z jej skórą. Harry miał nadzieję na to, iż będzie potrafiła zachować się wystarczająco cicho. Za żadne skarby nie chciał być teraz przyłapany. Tytuł hipokryty roku miałby w garści.  
- Jeszcze troszkę... Harry... kocham twoje... zwinne palce - co chwilę przerywała to cichszymi, to głośniejszymi stęknięciami. Chłopak, wciąż przyssany do jej szyi, czuł ogromne ilości soków produkowane przez jej cipkę. Doskonale wiedział, iż Luna może robić to przez długie godziny, a jednocześnie, gdy jest taka potrzeba, dojść w minutę. Toteż już po chwili poczuł, jak jego palce zostają zaciśnięte, a całym ciałem dziewczyny wstrząsa intensywny, mocny dreszcz.  
     Oderwawszy się od jej szyi, spodziewał się, że Luna po raz kolejny zaszczyci go swoim kobiecym wytryskiem. Był to jej, swego rodzaju, znak rozpoznawczy, o czym Harry przekonał się niejednokrotnie. Między innymi na lekcji zielarstwa - profesor Sprout dziwiła się, skąd w rogu szklarni, na podłodze, wzięło się nagle tyle płynu. Jednak tym razem Luna jedynie pisnęła głośno, jej ciało wygięło się w lekki łuk, a gdy uspokoiła nieco oddech, spokojnie wypuściła z siebie wilgotne palce Harry'ego.  
- Dziękuję - powiedziała uśmiechnięta, jakby dziękowała za przepuszczenie w drzwiach, po czym obdarowała go długim i namiętnym pocałunkiem w usta, a Harry odwzajemnił go z nieukrywaną przyjemnością.  
- A co ze mną? - spytał chłopak, dłonią pokazując na niedużych rozmiarów namiot, który rysował się na jego spodniach w okolicach krocza. Bądź co bądź, cała sytuacja wpłynęła również na niego. Wszak właśnie doprowadził do orgazmu dziewczynę.
- Tym zajmiemy się wieczorem, dobrze? - niewinnym tonem odparła Luna, opuszczając swoją sukienkę. Przestała opierać się o dynię, poprawiła włosy i wyjęła różdżkę - muszę dodać jeszcze kilka zaklęć ochronnych. Chcę mieć stuprocentową pewność, że nikt nas nie znajdzie - dodała swoim charakterystycznym, melancholijnym tonem, i zaczęła wymachiwać różdżką w powietrzu.
     Harry chciał coś powiedzieć, jednak gdy spostrzegł, że Luna całą swoją uwagę zaczęła poświęcać na zaklęcia, zrezygnował. Machnął ręką, i niespiesznym krokiem, z rękami w kieszeniach, powlókł się w stronę Muszelki.  

     Wszyscy zebrali się przy kuchennym stole. Bill zaserwował wyśmienitą kolację, toteż wszyscy chwilowo zapomnieli o codziennych troskach i bolesnej przeszłości. Fleur, Hermiona i Luna rozmawiały cicho z wypiekami na twarzy. Bill śmiali się wniebogłosy, stukając kuflem o stół i rozlewając trochę kremowego piwa. Harry'emu udało się podreperować nastrój Rona, toteż dwójka przyjaciół w tej chwili żywiołowo dyskutowała o tym, co teraz może dziać się w Hogwarcie. Ollivander, wraz z Gryfkiem, siedział nieco na uboczu i przysłuchiwał się rozmowom, uśmiechając się pod nosem od czasu do czasu. Dean natomiast najadł się, jak jeszcze nigdy, i teraz tylko obserwował Fleur. Zastanawiał się, czy ma na sobie stanik i dlaczego wciąż chodzi boso. I w jakiej pozycji najczęściej kocha się z Billem.  

     Około północy goście zaczęli rozchodzić się do swoich pokojów. Ollivander, Dean i Gryfek zostali przydzieleni do pokoju gościnnego. Harry i Luna do sypialni, a Ron i Hermiona mieli zająć kanapę, za którą wcześniej chowała się Fleur. Wraz z mężem rozłożyła na podłodze duży materac, który po machnięciu różdżką sam się napompował. To miało być ich tymczasowe łóżko.
     Gdy Ron, półprzytomny, powlókł się spać, w kuchni zostali już tylko Bill i Harry. Rozmawiali szeptem.  
- Do końca nie wiem, co zrobię po opuszczeniu Muszelki - Harry przedstawiał strzępki swojego planu starszemu Weasley'owi - wciąż muszę szukać horkruksów. Chciałbym też udać się do Hogwartu, zobaczyć się z Ginny, Neville'm - powiedział smutnym tonem chłopak, bawiąc się woskiem wyciekającym ze świecy.  
- W porządku, to zrozumiałe - odparł Bill - ale również cholernie niebezpieczne. Sam zdajesz sobie z tego sprawę - Harry pokiwał głową - twoje pojawienie się w okolicach zamku narazi na niebezpieczeństwo nas wszystkich - dodał
- Tak... masz rację - Potter westchnął głęboko - masz jakieś wieści z Nory? - spytał, a Bill od razu pokręcił znacząco głową.
- Od wesela cisza. Niepokoję się. Ojciec dawno powinien dać jakiś znak - stwierdził z przygnębieniem -jeżeli w ciągu tygodnia nie dostanę żadnych wieści, sam się czegoś dowiem. Czas najwyższy coś zrobić - dodał stanowczo, przełykając głośno ślinę.
- Wiesz... - zaczął Harry z uśmiechem w kącikach ust - to, że zostałeś przyłapany, nie oznacza, że od razu musisz ryzykować życiem. Nie musisz nikomu nic udowadniać. Przynajmniej nie mi - stwierdził po krótkim namyśle, przypominając sobie wcześniejsze zachowanie Rona.  
- Czuję wewnętrzną potrzebę. Słowa Hermiony dały mi sporo do myślenia - odpowiedział Bill, prostując się i odgarniając włosy z twarzy - może faktycznie jesteśmy poza tą całą wojną - westchnął - siedzimy tutaj, względnie bezpieczni. Nie walczymy z nikim. Nie otrzymujemy wiadomości, tak naprawdę większość mojej wiedzy o tym, co się dzieje, to twoja zasługa - stwierdził wymownie, z uznaniem patrząc na Harry'ego.  
- Dzięki, ale... za wiele żyć zostało przerwanych przeze mnie. Nie chcę narażać innych. Jeżeli nie musisz ryzykować, zostań tutaj - odpowiedział, patrząc mu prosto w oczy.  
- Dzisiaj nic więcej ci nie powiem. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni - Bill ziewnął przeciągle, patrząc na zegarek - czas spać. Śniadanie o 9 - rudzielec poklepał Pottera po ramieniu, wstał od stołu i skierował się w stronę swojego prowizorycznego posłania na podłodze. Chłopak w półmroku widział tylko, jak mężczyzna ściąga sweter i kładzie się obok Fleur, natychmiast zapadając w sen. Z głębi salonu zaczęło dobiegać głośne i uporczywe chrapanie Rona, co od razu przypomniało mu o długich i spokojnych nocach w wieży Gryffindoru. Targany takimi wspomnieniami, odszedł od stołu dopiero wtedy, kiedy zgasła świeca.  
      
     Był bardzo napalony. Podczas całej kolacji i późniejszej rozmowy z Billem starannie ukrywał swoją erekcję. Zdziwił go ten fakt - Luna praktycznie nigdy na niego aż tak nie działała. Teraz jednak czuł delikatnie pulsowanie w kroczu i mógł przyznać sam przed sobą, że sytuacja sprzed kolacji bardzo go podnieciła. Gdy został sam zastanawiał się, na co dokładnie ma dzisiaj największą ochotę. Po zgaśnięciu świecy od razu wstał i energicznie ruszył na górę. Wspinał się po schodach, myśląc, że musi dzisiaj doprowadzić Lunę do wytrysku. Zaczęło mu na tym cholernie zależeć. Poza tym, poprosi ją, a właściwie rozkaże, aby zrobiła mu dobrze ustami. Niech klęczy tak, jak klęczała Fleur. A ja będę Bilem? Nie... natura nie jest sprawiedliwa.  

     Stanowczo otworzył drzwi, już rozpinając rozporek. Jednak od razu poznał, że swoje plany może dzisiejszej nocy włożyć między bajki.

     W pokoju nikogo nie było.  
    



Luźna adaptacja wiadomo jakiej sagi. Feedback mile widziany - komentarze, łapki itp.

TheBeeloo

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3854 słów i 21874 znaków, zaktualizował 31 paź o 20:21. Tagi: #potter #erotyka

1 komentarz

 
  • nanoc

    Tak, Harry inaczej, dla dorosłych. Będzie dalszy ciąg ??

  • TheBeeloo

    @nanoc Tak, będą kolejne części.