HARSH #71/4

Potrzebuję waszej pomocy - nic wielkiego, a dla mnie to jest ważne. Więcej informacji pod rozdziałem. Miłego czytania ;)



Wsuwam lewą dłoń za kark Brooklyn, a ona opiera się na moim przedramieniu dzięki czemu jest jej wygodniej. Układam dłoń na kolanie, którą przesuwam w wolnym tempie po jej ciepłej skórze. Przenoszę wzrok i spoglądam w jej zielone tęczówki w chwili, gdy moja ręka jest pod czarnym materiałem marynarki, którą okryłem ją w geście poczucia komfortu, że nikt obcy nie zobaczy jej bezbronnej oprócz mnie. Przesuwam powoli opuszkami palców po wewnętrznej stronie uda ze świadomością, że z każdym nawet najmniejszym przesunięciem jestem bliżej jej gładkiej, wilgotnej i ciepłej kobiecości.

Dłoń Brook wsuwa się za mój kark i powoduje, że nasze twarze dzieli zaledwie parę milimetrów, które już po chwili znikają, a jej usta łączą się z moimi. Z przyjemnością odwzajemniam gest i nie zaprzestaję zmierzać dłonią do upragnionego przez Brook miejsca. Czuję jak drży, gdy dotykam jej płatków, a cichy jęk, który wydaje bez przerwania pocałunku, gdy muskam palcem jej czuły punkt powoduje, że staję się twardy. Odsuwam się z lekkim cmoknięciem od jej ust i patrzę uważnie w jej tęczówki, gdy kolistym ruchem masuję jej łechtaczkę. Wysuwam dłoń spomiędzy jej nóg i spod marynarki. Ukrywam mokry kciuk pomiędzy swoimi wargami dostrzegając jak jej policzki robią się coraz bardziej czerwone. Spojrzeniem zmuszam ją, aby nie zamknęła powiek, gdy dotykam ponownie jej kobiecości.

     - Gdy zobaczyłem Cię w tej sukience.. chciałem natychmiast wyrzucić wszystkich, zamknąć drzwi i sprawić, że krzyczałabyś moje imię. Jednak odpuściłem sobie ten pomysł.

Ścisnęła moje udo. "Dlaczego?" - szepnęła cicho. Uśmiechnąłem się szeroko. Nie zaprzestaję poruszania kciukiem kolistych ruchów.

     - Pomyślałem, że wolałabyś być w bardziej ustronniejszym i ciemniejszym miejscu, w którym pokazałabyś siebie. Pozwoliłabyś mi zdjąć z siebie tą seksowną sukienkę, która mimo że wygląda na Tobie pięknie to myślę, że jeszcze lepiej wyglądałaby na podłodze.

Jej oddech się zmienił, a z doświadczenia i naszych intymnych chwil wiem, że gdy przyjemność buduje się w niej to kołysze biodrami.

     - Pomyślałem też, że na początku.. chciałabyś zrobić to powoli.

Bezpośrednio wsuwam w nią palec. Jej wyraz twarzy zmienia się ponownie. Zaciska usta, a ja wiem że chciałaby jęknąć, głośno.

     - Ale z czasem, gdy poczułabyś mnie w dosłowny sposób i zobaczyła jak przyjemne i niesamowite jest to uczucie, którym jesteśmy połączeni to myślę, że chciałabyś.. abym przyśpieszył.

Szepnąłem wprost do jej lewego ucha jednocześnie wsuwając i wysuwając szybciej środkowy palec oraz masując jej łechtaczkę. Usłyszałem jej jęk, którym mnie obdarowała, gdy jestem nadal blisko jej ucha, a ona mojego. Brunetka przekręca się delikatnie. Czuję Brooklyn dłoń pod materiałem koszulki. Przegryzam wargę na uczucie jej paznokci, które wbiła w moją skórę ze świadomością, że zapewne zostanie po nich ślad. Uśmiechnąłem się na widok jej lekko poruszającego się ciała. Wzrokiem, a po chwili ustami przesunąłem po jej szyi, dekolcie zatrzymując się tuż nad materiałem sukienki żałując, że nie mogę ścisnąć, dotknąć czy pocałować jej piersi, które są okryte nie tylko sukienką, ale i również biustonoszem pasującym do seksownej, koronkowej, dolnej części bielizny, którą widziałem. W myślach wyobrażam sobie ją tylko w bieliźnie stojącą przede mną lub rozłożoną na łóżku od razu żałując, gdy mój penis daje o sobie znać.

Brunetka przysunęła się jeszcze bliżej mojego ciała jakby chciała się w nim schować, a ja po prostu wiem, że jest blisko orgazmu i próbuje powstrzymać to uczucie ze względu na to, że nie jest pewna jak zareaguje, bo we wcześniejszych intymnych sytuacjach byliśmy zupełnie sami bez świadków i mogła tak naprawdę wszystko. W dodatku ja nie pomagam jej.

     - Chciałabyś poczuć moje usta i język niżej, Skarbie?

Wtulona w moją szyję zareagowała wbijając mocniej paznokcie w moją skórę pozostawiając kolejne ślady na niej. Uśmiechnąłem się, gdy wyszeptała moje imię powstrzymując się od krzyku.

     - Nie powstrzymuj się.

     - Nie potrafię. Boję się.

     - Czego się boisz, Mała?

     - Że mnie może usłyszeć.

Wyszeptała, na co zaśmiałem się cicho. Poczułem jak spięła się cała, gdy głos taksówkarza oznajmił nam, że za pięć minut będziemy na miejscu. W odpowiedzi powiedziałem przez małą kwadratową szybkę, aby się nie śpieszył i jeśli może podgłosić jeszcze trochę „moją ulubioną" piosenkę to będę mu wdzięczny. Nic nie mam do Ed'a jako wokalisty, ale jego piosenki zdecydowanie nie są moimi ulubionymi. Lubię je słuchać, ale nic więcej. Taksówkarz odparł, że nie ma problemu i chwilę później muzyka gra jeszcze głośniej niż przed chwilą. Wracam do Brooklyn przysuwając się bliżej niej.

     - Kocham dźwięki, które wydajesz, bo są seksowne, subtelne i niewinne, ale albo dochodzisz teraz albo będziesz cierpieć przez cały wieczór. Wybór należy do Ciebie.

Spogląda na mnie dużymi oczami jakby nie wierzyła w to, co jej przed chwilą powiedziałem. Westchnęła cicho i przekręciła się siadając prosto nadal opierając się o moje przedramię. Nie przerywam kontaktu wzrokowego, kiedy czuję jak dotyka mojej dłoni, która jest pomiędzy jej udami i obejmuje jej miejsce intymne w oczekiwaniu na decyzję. Przegryza wargę i kiwa głową dając mi jasną odpowiedź. Oczywiście, że chce dojść teraz. Wiem, że jeśli zdecydowałaby się na drugą opcję zwyczajnie.. nie wytrzymałaby bez mojego dotyku. Jej dłoń przyciska moją do miejsca pomiędzy udami. Przysięgam, że kocham sposób w jaki pokazuje mi czego chce. Robi to tak niewinnie i nieśmiało nie zdając sobie nawet sprawy jak to na mnie działa.

Brooklyn mruknęła w moje usta, gdy mój kciuk i palec wskazujący znalazł swoje miejsce. Z uwagi na to, że zostało nam mało czasu i za kilka minut wysiadamy zataczam kółka na łechtaczce brunetki szybciej i z mocniejszym naciskiem, co daje odpowiedni skutek w postaci zduszonych jęków, które wydaje przez moje usta. Dokładam drugi palec, który wsuwam w jej wejście czując jaka ciasna jest i Bóg mi świadkiem, że nie mogę doczekać się momentu, w którym będę mógł w nią wejść, poczuć ją. Świadomość, że Brooklyn nie chce już czekać i pójść o krok do przodu powoduje, że jestem jeszcze bardziej niecierpliwy i szczęśliwy, bo ona tego naprawdę chce i ja również.

Gdy składam delikatne pocałunki na szyi Brooklyn czuję jak jej biodra jak i ciało zaczynają się kołysać dając mi tym samym jasny znak, że ponownie jest blisko i gotowa na to, żeby odpuścić. Spoglądam w jej zielone tęczówki i uśmiecham się czując jak zaciska się na moich obydwóch palcach. Kurwa. Odwraca wzrok i wtula twarz w moją szyję. Gdy zaczyna składać pocałunki na niej zaczynam podejrzewać co się święci i prawdę mówiąc nie przeszkadza mi to. Muzyka nabiera tempa będąc głośniej, ciało Brooklyn wygina się delikatnie, gdy nie zaprzestaję poruszać kciukiem oraz palcami wewnątrz niej. Gdy jest coraz bliżej zaczyna się na nich zaciskać raz za razem.

     - Odpuść, Maleńka. Jesteś bezpieczna.

Jej dłoń ściska moje udo, lewa wbija mi paznokcie w zewnętrzną stronę ręki, która znajduje się pomiędzy jej nagimi udami, a usta zasysają skórę na mojej szyi, którą gryzie w momencie, w którym dochodzi. „Odpuściła. Moja dziewczynka". Zaciska mocno uda wiążąc moją dłoń. Jej ciało dygocze, gdy muskam raz po raz jej łechtaczkę. Czuję ból w konkretnym miejscu na szyi po lewej stronie, gdy Brooklyn się odsuwa lekko, ale nie przejmuję się tym, wiedząc, że pozostawiła po sobie ślad, który mówi, że jestem zajęty. Ciało brunetki uspakaja się. Rozluźnia lekko uda. Przesuwam kciukiem z lekkim naciskiem po jej łechtaczce, na co dygocze delikatnie i ponownie zaciska nogi. Uśmiecham się i wysuwam dłoń spod marynarki. Brooklyn obserwuje mnie spod lekko uniesionych powiek, gdy środkowy palec znika pomiędzy moimi wargami. Kurwa. Jest taka idealna.

     - Żałuje, że moja twarz nie jest w odpowiednim miejscu i nie mogę Cię teraz possać ustami. Odbiję to sobie innym razem.

Posyłam jej szeroki uśmiech, kiedy ona jest wyraźnie zawstydzona moimi słowami i składam pojedynczy pocałunek na jej ustach. Zakładam marynarkę. Oboje siadamy prosto na swoich miejscach. Obserwuję jak w ostatnich chwilach zanim wysiądziemy z taksówki Brooklyn próbuje doprowadzić się do normalnego wyglądu, czyli zanim doprowadziłem ją do orgazmu. Układam dłoń na kolanie Brooklyn i przesuwam w szybkim tempie po jej skórze, gdy ona poprawia włosy. Strzepuje moją dłoń nim udaje mi się ponownie dotknąć jej kobiecości, co kwituję cwaniackim uśmiechem.

Taksówkarz parkuje tuż przy krawężniku. Wyjmuję z wewnętrznej kieszonki marynarki banknot, który mu podaję i wysiadam z pojazdu odwracając się w stronę Brooklyn, której podaję dłoń i pomagam wysiąść. Nasze dłonie splatają się i idziemy w kierunku restauracji po wyłożonej szarej kostce. Nim wchodzimy do budynku brunetka zatrzymuje mnie stając przede mną tuż przed wejściem.

     - Potrzebuję.. Muszę.. Chcę..

Jąka się delikatnie. Spoglądam na nią unosząc brwi w ponagleniu jej, aby dokończyła, mimo że podejrzewam, że chodzi jej o to, że musi odzyskać dolną część bielizny, która jest bezpieczna w kieszonce marynarki, którą mam na sobie. Kciukiem masuje jej ciepły policzek.

     - Jeszcze niedawno zaproponowałaś, że zrobisz mi loda, a teraz nie potrafisz powiedzieć, że chciałabyś odzyskać swoje majtki? To urocze, ale wiedz, że nie oddam Ci ich tak łatwo. Jeśli będziesz grzeczna to obiecuję się nad tym zastanowić. Teraz są moje.

Szepczę ostatnie słowa będąc blisko niej, gdy jakaś para wychodzi z restauracji. Patrzy na mnie z lekko rozchylonymi ustami. Puszczam jej oczko i otwieram przed nią drzwi do lokalu. Wchodzi powoli jakby była niepewna. W momencie, kiedy podchodzi do nas mężczyzna obsługujący salę obejmuję brunetkę w talii i grzecznie proszę o stolik dla dwojga. Przenosi wzrok na Brooklyn i poświęca jej zbyt dużo uwagi. Jeśli w ciągu trzech sekund się nie ruszy i nieprzestanie w nią wgapiać to przysięgam, że mu pomogę.

W końcu zaprowadza nas do stolika i zapewnia, że za chwilę wróci z kartami. Oczywiście, że wrócisz, dupku. Odsuwam dla Brooklyn krzesło, ale ona zamiast usiąść patrzy w moim kierunku.

     - Muszę.. skorzystać z łazienki.

Przestępuje z nogi na nogi ze skrępowanym uśmiechem. Kąciki moich ust rosną ku górze, kiedy zdaję sobie sprawę o co chodzi. Zapewne niewygodnie byłoby jej przez wieczór siedzieć z zaciśniętymi udami, pomiędzy którymi byłaby mokra. Po chwili odchodzi, a ja odprowadzam ją wzrokiem. Budzi się we mnie czujność, gdy ten sam chłopak, który przy nas przed chwilą był podchodzi do niej za blisko i mówi coś, czego oczywiście nie mogę usłyszeć z powodu znaczącej odległości. Brooklyn kiwa głową i dostrzegam, że posyła mu uśmiech po czym kieruje się przez salę w kierunku schodów, a ja po prostu domyślam się, że jest awaria toalety do której zmierzała, dlatego musi iść na górę.

Siadam na swoim miejscu. Wyciągam telefon, aby sprawdzić czy ktoś próbował się ze mną skontaktować i pozałatwiać wszystko tak, aby nikt przez wieczór nie zakłócił czasu mojego i Brooklyn, ponieważ chcę spędzić miło dany nam czas tylko we dwoje. Unoszę wzrok i dostrzegam zbliżającego się w moim kierunku mężczyznę z kartami dań. Obserwuję go uważnie. Uśmiecha się i odchodzi, a ja zostawiam już jego osobę bez komentarza. Nie chce się zdenerwować, bo to mogłoby źle wpłynąć na wieczór, a tego bardzo bym nie chciał.

Gdy spoglądam na zegarek orientuję się, że odkąd Brooklyn zniknęła minęło prawie dziesięć minut. W moim ciele ponownie rodzi się niepokój taki jak wtedy, kiedy zorientowałem się, że zniknęła przed rozpoczęciem walki. Wstaję gwałtownie z krzesła. Przysięgam, że jeżeli jakimś cudem ten kutas tutaj jest to go zabiję. Idę szybkim krokiem w kierunku schodów, po których wbiegam. Przystaję nagle na zakręcie prowadzącym do górnej części schodów na widok uśmiechniętej brunetki. Podchodzi w moim kierunku.

     - Wszystko w porządku?

     - Tak, po prostu nie było Cię..

     - Przepraszam, ale była straszna kolejka. W końcu dzisiaj sobota, więc restauracje są pozapełniane tak jak toalety, ale już jestem. Przy okazji zorientowałam się, że na piętrze jest duży balkon, na którym można również zjeść. Pomyślałam, że możemy tam się przenieść. Są ładne widoki, a noc jest ciepła. Co Ty na to?

Po jej słowach oddycham uspokojony, że wszystko jest dobrze, a moje myśli były błędne. Brooklyn uśmiecha się i robi jeszcze jeden krok w moim kierunku przylegając do mojego ciała. Zaplata przedramiona wokół mojej szyi, a ja posyłam jej szeroki uśmiech, po którym składam na jej ustach czuły pocałunek układając dłonie na jej talii. Kiedy się odsuwam dostrzegam, że uśmiech sięga jej błyszczących oczu. Oboje kierujemy się w górę wspinając się po kolejnych stopniach. Skupiam się na Brooklyn, kiedy wspomina o tym, że szkoda, że nie ma z nami całej reszty, aby świętować. Potwierdzam jej słowa i zanim udaje mi się powiedzieć cokolwiek zauważam, że w miejscu w jakim jesteśmy jest praktycznie ciemno. Nagle światła zapalają się z delikatną mocą tworząc przyjemną atmosferę i w tym samym czasie słyszę głośne „NIESPODZIANKA". Spoglądam w kierunku stojących ludzi. Zayn, Eva, Louis, Lily, Erick, Trevor, Dave, Liam ze swoją towarzyszką oraz Niall również z dziewczyną. Dostrzegam również niewielki, ale widoczny transparent z gratulacjami odnośnie wygranej walki. Kurwa. Jakim cudem nie domyśliłem się, że coś kombinują? Uśmiecham się szeroko na ich widok i odwracam wzrok w stronę Brook, która uśmiecha się słodko.

      - Przysięgam, że nie miałam z tym nic wspólnego.

     - Nie wspomniałaś słowem, że coś organizujecie.

     - Bo wtedy nie byłoby niespodzianki, prawda?

Uśmiecha się zwycięsko. Splata nasze palce i zaprowadza mnie bliżej przyjaciół, z którymi witam się. Śmiejemy się głośno, gdy mówię im, że nie miałem bladego pojęcia o niczym i jestem całą sytuacją cholernie zaskoczony. Przypominam sobie jak Zayn niby bez powodu nalegał, abym nie przyjeżdżał samochodem, lekkie zdenerwowanie Brooklyn, gdy chciałem spytać chłopaków o romantyczny lokal, kiedy zaproponowała kolację po walce, jak znalazłem w walizce marynarkę, a Brooklyn poprosiła, abyśmy spędzili wieczór na balkonie zapominając o wspomnieniu mi, że nie będziemy sami. Miałem tak jasne sygnały, że zamiast je połączyć i domyślić się to uznawałem, że to jest zupełnie normalne i nie ma w tym nic podejrzanego. Nie jestem zły, ale zaskoczony na pewno i szczęśliwy, że mam takich przyjaciół i dziewczynę.

Siadamy wszyscy na kanapie. Zaczynają po kolei zdradzać plan niespodzianki, co ponownie utwierdza mnie w tym, że byłem za mało spostrzegawczy w tej kwestii. Rozmawiamy trochę o walce i ponownie dostaję gratulacje w związku z wygraną. Tak naprawdę podziękowania należą się komuś innemu. Dziewczynie, dzięki której moje życie poukładało się. Mimo że mam dopiero dwadzieścia jeden lat to nie wyobrażam sobie życia bez niej, naprawdę. Uszczęśliwia mnie, akceptuje moje wady, jest ze mną, mimo że tak naprawdę mogłaby odejść i znaleźć sobie kogoś mniej popieprzonego ode mnie z lepszą przeszłością, a co najważniejsze odwzajemnia moją miłość.

Spoglądam w jej kierunku i obserwuję jak śmieje się mając w dłoni kieliszek wina. Chwytam jej lewą dłoń, a ona spogląda w moim kierunku z szerokim uśmiechem. Przysuwam się bliżej niej. Odsuwam zabłąkany kosmyk jej włosów i podziwiam jak piękna jest. Szepczę cicho wprost do jej ucha dwa słowa, które powodują, że jej policzki robią się bardziej różowe, a dłoń którą trzymam zaciska się na mojej o wiele mocniej.

     - Kocham Cię.



            *     *     *



Gdy taksówki odjeżdżają cała nasza szóstka wchodzi do hotelu. Mijamy recepcję kierując się do windy. Każde z nas jest zmęczone po udanej imprezie niespodziance, a potwierdzają to uśmiechy na naszych twarzach. Dużo rozmawialiśmy i jedliśmy na początku, ale później jedzenie zmieniło się w alkohol, a parkiet został rozgrzany. W myślach przypominam sobie te kilka krótkich minut powolnego tańca z Brooklyn, po którym zabrał mi ją Niall. Jej ciało niemal idealnie przylegało do mojego, nasze usta spotykały się w delikatnych pocałunkach, jej idealny zapach ciała zmieszany z balsamem i perfumami nadal drażni moje nozdrza. To był naprawdę wyjątkowy moment i na pewno nie zapomnę go chociażby ze względu na to, że bardzo wyróżnia się na tle innych znacznie szybszych tańców i ponieważ był taki jedyny. Ogólnie wieczór, a właściwie połowa nocy była naprawdę świetna.

W końcu dojeżdżamy na odpowiednie piętro i opuszczamy windę. Lily i Louis znikają jako pierwsi, a niedługo po nich Zayn i Eva żegnają się z nami. Brooklyn idzie chwiejnym krokiem lekko o mnie oparta. Jest kompletnie pijana, ale wciąż wygląda naprawdę nieźle. Nagle staje w miejscu przerywając ciche mamrotanie pod nosem.

     - Bolą mnie stopy. Zaniesiesz mnie?

Uśmiecham się i potakuję głową. Chwytam ją jak pannę młodą, a ona zaplata mi dłonie za szyję i wtula prawy policzek w moją pierś. Dzięki temu, że ją niosę przed drzwiami jesteśmy znacznie szybciej. Z trudem udaje mi się otworzyć drzwi, które zamykam kopniakiem. Kieruje się w stronę łóżka, na którym układam Brooklyn, która nie przestaje chichotać. Stojąc w nogach łóżka ściągam marynarkę.

     - Jesteś taki seksowny..

     - Tak? Nie zauważyłem.

Dotyka dłońmi mojego torsu przez koszulkę, gdy jestem nad nią pochylony. Chwyta mnie za kark i przyciąga gwałtownie blisko swojej twarzy. Gryzie moją dolną wargę, a po chwili przesuwa ustami po mojej szyi i w kierunku malinki, którą zrobiła mi w taksówce. Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem ją w lustrzanym odbiciu od razu mi się spodobała. Przymykam powieki na uczucie jej ust na czerwonym miejscu. Przesuwam dłonią po jej boku i ściskam ukrytą pierś.

     - Weź mnie. Chcę Cię poczuć.

Gdy spoglądam w jej tęczówki zdaję sobie sprawę, że alkohol przez nią przemawia, czyli to, co na trzeźwo wstydzi się powiedzieć. Unoszę się i opieram na dłoniach. Brook unosi sukienkę tak, że widzę jej dolną bieliznę, którą zdecydowałem się jej oddać, delikatnie wystające kości biodrowe i płaski brzuch. Chwytam jej nadgarstki, gdy chce pozbyć się skąpego materiału.

     - Skarbie, to nie najlepszy pomysł.

     - Chce, żebyś mnie zerżnął, proszę.

Przeklinam pod nosem. Jest pijana. Nie mogę tego zrobić. To byłoby nieodpowiedzialne z mojej strony. Cichy jęk, który wydobył się spomiędzy jej ust powoduje, że przesuwam wzrokiem po jej ciele. Kiedy zauważam jej nieśmiało poruszający się kciuk na intymnym miejscu przez bieliznę i to wcale mi nie pomaga, a wręcz przeciwnie. Mam ochotę ją rozebrać i naprawdę zerżnąć, a jej prowokujące mnie ruchy i jęki, które są seksowne i niewinne powodują, że robię się twardy. Przełykam ślinę mając przymknięte powieki. W porę wraca mi zdrowy rozsądek. Odsuwa się od niej. Nie mogę tego zrobić. Oddalam się od łóżka.

     - Harry..

Przymykam powieki słysząc swoje imię. Wyciągam z walizki swoją czystą koszulkę, ponieważ nie znajduję nic na przebranie Brooklyn. Rozebranie i ubranie jej będzie dla mnie istną torturą. Wracam do brunetki stając w nogach łóżka. Rzucam t-shirt na łóżko z zamiarem zrobienia tego szybko. Chwytam prawą nogę brunetki i ściągam ze stopy beżową szpilkę. Gdy zabieram się za lewą nogę, ona dotyka mnie swoją małą, prawą stopą. Przejeżdża nią po moim torsie, a po chwili z uśmiechem w geście zadowolenia masuje wyraźne wybrzuszenie w czarnych spodniach.

     - Bądź grzeczna.

     - To mnie zmuś.

Odcina się patrząc mi prosto w oczy. Moje mięśnie się napinają. Chwytam koszulkę, aby przewinąć ją na drugą stronę. Brooklyn próbuje mi utrudnić przebranie jej jakby miała swój plan. Ona zdaje sobie sprawę, że nie mam długiej cierpliwości, więc im dłużej będzie się opierać tym ja będę bardziej zniecierpliwiony i dam jej to, czego chce. Wiedząc, że zbyt długo tak nie wytrzymam pochylam się nad nią i całuję, aby odwrócić jej uwagę pocałunkiem i jedną dłonią masuje jej udo, a drugą powoli rozpinam ekspres sukienki znajdujący się z boku. Nim się orientuje przeciągam bordowy materiał przez jej głowę. Moje wyobrażenia jej w samej bieliźnie właśnie się spełniły. Przesuwam wzrokiem po jej dekolcie, piersiach, żebrach i po niższych partiach ciała. Ten widok powoduje, że moje bokserki zaczynają robić się za małe. Muszę to skończyć, bo inaczej naprawdę nad sobą nie zapanuję. Chwytam więc koszulkę i przeciągam ją przez jej głowę, a później przez resztę ciała. Brooklyn unosi się na łokciach i odpina zapięcie stanika, który odsuwa od swojej klatki piersiowej, co jest łatwe z uwagi na to, że nie było ramiączek i odrzuca go na podłogę. Niespodziewanie brunetka oplata mnie nogami w pasie. Opieram się na dłoniach i pochylam w jej kierunku.

     - Teraz pójdziesz grzecznie spać, a ja pójdę pod prysznic.

     - Myślałam, że porobimy znacznie ciekawsze rzeczy.

      - Jest czwarta w nocy. Porobimy, kiedy tylko się wyśpisz, obiecuję.

Składam czuły pocałunek na jej ustach. Odplatam jej nogi ze swoich bioder. Brooklyn wzdycha sfrustrowana, na co uśmiecham się szeroko, ale mimo to posłusznie przekręca się na brzuch i przesuwa w górę łóżka, po czym chowa pod kołdrą, a ja próbuję wyrzucić widok jej seksownej pupy z moich myśli. Obserwuję jak układa się, a po tym podchodzę do walizki. Zabieram czyste bokserki i idę pod prysznic.

Po dwudziestu minutach, kiedy jestem już po ciepłym prysznicu wychodzę z łazienki mając na sobie bokserki i czarne spodnie dresowe. T-shirt ma Brooklyn, ale prawdę mówiąc nie przeszkadza mi to, bo zazwyczaj śpię bez koszulki. Zamykam również drzwi frontowe, aby nad ranem nikt nieproszony nie obudził mnie czy Brooklyn. Wyjmuję z bocznej kieszeni torby papierosa z paczki i odpalam go zapalniczką, po czym przechodzę przez pokój spoglądając w kierunku brunetki czy czasem się nie obudziła. Zauważam, że śpi skulona, co powoduje, że jest jeszcze mniejsza w porównaniu do dużego łóżka. Poza tym wygląda uroczo. Wychodzę na balkon. Pochylam się opierając łokcie o barierkę. Obserwuję jak samochody poruszają się w nocy, ktoś spaceruje z psem czy przechodzi na pasach. Dzisiejszy dzień, a właściwie wczorajszy ze względu na godzinę był naprawdę udany, mimo że wydarzyło się trochę złego. Na samą myśl, że Brooklyn mogłoby nie być ze mną.. Naprawdę nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia mogłoby jej zabraknąć. Otrząsam się z nieprzyjemnego dreszczu. Na szczęście wszystko potoczyło się dobrze i wróciło do normy. Dziś jest już niedziela, co jest bardzo dużym plusem, ponieważ wszyscy będą mogli zregenerować w pewnym stopniu siły, po połowie emocjonującego weekendu. Zapewne wstaniemy wczesnym bądź późnym popołudniem, zjemy śniadanie i może przejdziemy się na jakiś grupowy spacer, który będzie zakończeniem tej „wycieczki".

Prostuję się wypuszczając z ust siwy dym ostatni raz i jednocześnie gaszę końcówkę papierosa. Stoję jeszcze przez minutę może dwie na balkonie żując miętówkę i gdy postanawiam wrócić do środka słyszę krzyk, płaczliwy krzyk. Wchodzę do pokoju. W pierwszej chwili myślę, że po prostu źle usłyszałem albo to było moje wyobrażenie. Zamykam drzwi balkonowe, które robię uchylne, ponieważ noc jest ciepła. Wyrzucam zużytą gumę i sięgam butelkę wody ze stołu. Krzyk, który przed chwilą usłyszałem jest jeszcze bardziej słyszalny i rzeczywisty. Odwracam się i spoglądam w kierunku łóżka, na którym ciało Brooklyn trzęsie się. Podchodzę szybkim krokiem w jej kierunku. Dostrzegam, że ma mocno zaciśnięte powieki, a ręce ściskają pościel. Wierci się kręcąc z jednej strony na drugą i ponownie wydaje z siebie krzyk.

      - Nie! Zostaw mnie! Nie! Mamo!

Boże. Układam się obok wiercącego ciała Brooklyn. Pochylam się nad jej ciałem i w pierwszej chwili dotykam jej policzka, aby spróbować ją obudzić w delikatny i niegwałtowny sposób Brunetka odpycha mnie od siebie i zaczyna wiercić się na łóżku jakby broniła się przed kolejnym niechcianym dotykiem. Gdy przysuwam się ponownie, aby ją obudzić niespodziewanie uderza mnie w twarz.

     - Nie! Nie dotykaj mnie! Przestań!

     - Brooklyn, obudź się. To tylko sen.

Jeśli nadal będzie się tak rzucać to w końcu zrobi sobie krzywdę. Chwytam ją mocno za ramiona i potrząsam nią. Przez jeszcze krótką chwilę wierci się aż w końcu odpuszcza. Spogląda na mnie dużymi oczami oddychając szybko, a jaj ciało trzęsie się. Patrzę w jej tęczówki i obserwuję jak sen odchodzi. Spod przymkniętych powiek dostrzegam wypływające łzy. Odsuwam wygniecioną pościel na bok i podnoszę Brooklyn, która wtula się w moje ciało szlochając cały czas, gdy ja siadam po turecku na materacu.

     - To był tylko zły sen. Jest już dobrze.

Szepczę cicho do jej ucha. Słyszę jak jej serce bije szybko w piersi i oddycha nierówno. Masuję dłonią jej plecy, aby pomóc jej się uspokoić. Moje serce ściska się, gdy czuję jak pojedyncza łza spływa po mojej skórze, a jej dłonie ściskają mocno moje boki ciała. Nie wiem ile mija czasu, w którym kołyszę delikatnie Brooklyn, której szloch jest już mało słyszalny, a serce i oddech wyrównało swoją pracę chociaż jeszcze nie do końca. Brunetka odsuwa się delikatnie tak, że wpatruję się w jej błyszczące tęczówki. Odgarniam kosmyk włosów za jej ucho i ścieram kciukiem mokry policzek.

     - W porządku?

Kiwa lekko głową. Wraz z Brooklyn, która zaplotła dłonie za moją szyję przesuwam się w kierunku zagłówka, aby położyć się w odpowiednią stronę. Brunetka przyciąga i rozkłada pościel. Gdy dostrzegam, że chce zejść z mojego ciała chwytam jej biodra stanowczo dając jej tym samym znak, że może się na mnie ułożyć. To nie pierwszy raz, kiedy w taki sposób śpimy. Brooklyn przytula się do mojego ciała, a twarz wtula pomiędzy szyję, a ramię. Powstrzymuję się przed skomentowaniem tego, że nie ma na sobie stanika, a cienki materiał, który zakrywa jej piersi wcale nie pomaga i czuję je na swoim torsie, co oczywiście mi nie przeszkadza. Wsuwam dłoń pod biały materiał koszulki i masuję jej ciepłą skórę chcąc pokazać jej, że naprawdę jest już dobrze, gdy słyszę jej drżący oddech i czuje jak jej opuszki palców wybijają delikatny, nieznany mi rytm na mojej skórze. I właśnie w tym momencie uświadamiam sobie coś.. oczywistego. Boi się. Boi się zasnąć z obawy, że sen powróci albo będzie jeszcze gorszy.

     - Nie bój się zasnąć. Będę cały czas przy Tobie.

Szepczę cicho i całuje ją w czubek głowy. Słyszę jak nabiera drżący oddech. Moja dłoń nie przestaje masować delikatnym ruchem jej kręgosłupa i włosów, które zaczesuję na jedną stronę. Z czasem czuję jak jej ciało się relaksuje, a uścisk na moim ramieniu słabnie, co świadczy o tym, że Brooklyn zasypia. Przyznam się szczerze, że po wydarzeniach i towarzyszących im emocjach również mam ochotę po prostu zasnąć, ale wiem, że nie chcę ponownie zobaczyć brunetki w takim stanie jak kilkanaście minut temu. To był pierwszy raz, kiedy coś jej się złego śniło, a przynajmniej tak bardzo złego, że przez sam sen zaczęła się wyrywać i bronić. Gdybym mógł w jakikolwiek sposób sprawić, że nie pamiętałaby tych wszystkich złych chwil to wierzcie, że zrobiłbym to bez zbędnego wahania się. Niestety, ale rzeczywistość jest inna, a ja nie mogę nic na to poradzić, a jedynie być przy niej, chronić ją i nie pozwalać, aby myślała o tym wszystkim.

Spoglądam na cyfrowy zegar i dostrzegam, że za dwadzieścia minut będzie szósta. Na zewnątrz zaczyna być coraz bardziej jasno. Czuję jak ciało Brook zaczyna ponownie delikatnie się trząść, a cichy jęk, który wydobywa się z jej ust mówi mi, że koszmar się ponownie zaczyna, dlatego uspokajam ją dotykiem i cichym szeptaniem, że wszystko jest dobrze, a Brooklyn oddycha spokojnie i zły sen odchodzi.



             - Brooklyn -



Sen zaczyna odpływać, a ja rozbudzam się powoli coraz bardziej leżąc na brzuchu z policzkiem przyciśniętym do białej, miękkiej poduszki. Czuję jak silne ramiona oplatają mnie niczym bluszcz, a ciało Harry'ego jest tak blisko mnie, że niemal na mnie. Moja głowa pulsuje boleśnie, a do tego dopiero teraz odczuwam jak mój żołądek skręca się z powodu braku akceptacji za dużej ilości alkoholu. Zaciskam dłoń na poduszce czując jak coraz więcej śliny zbiera się w mojej buzi. Jeśli w szybkim tempie nie będę miała miski albo nie znajdę się nad toaletą to zwymiotuję na poduszkę, pościel i ogółem na łóżko. Z trudem wydostaję się z łóżka i niemal biegiem dostaję się do łazienki po drodze prawie przewracając się o stanik leżący na podłodze, ale to mało istotne. Kiedy znajduję się już nad muszlą klozetową zwracam alkohol wraz z jedzeniem. Czuję jak wszystko mnie boli, a moje wnętrzności skręcają się tak mocno jakbym wykręcała ze szmaty wodę.

Po kilku minutach mój żołądek i ja trochę się uspakajamy, ale to nie powoduje, że czuję się mniej okropnie wręcz przeciwnie. Zagarniam włosy i związuje je gumką z nadgarstka trochę nieudolnie, gdyż kilka pasem zostaje luźno, ale z uwagi na to, że mam to gdzieś to zostawiam to tak jak jest. Siadam na kafelkach, co w pierwszej chwili mi nie odpowiada, ponieważ są zimne, ale z uwagi na to, że nie czuję się na tyle dobrze, aby ustać samodzielnie bądź wyjść stąd to po prostu siedzę. Spoglądam na siebie i dostrzegam, że nie mam na sobie bordowego materiału sukienki tylko za duży, biały t-shirt, który pachnie Harry'm, który musiał mnie w niego przebrać, za co jestem mu naprawdę wdzięczna. Prawdę mówiąc nie mogę przypomnieć sobie tego momentu.

Opieram czoło na złączonych kolanach. Próbuję w głowie poukładać sobie wydarzenia sobotniego wieczoru. Zaciskam mocniej powieki, aby zahamować łzy, gdy przypominam sobie, że naprawdę mało brakowało, a straciłabym Harry'ego przez własną głupotę. Uwierzcie mi, że w tamtej chwili to rozwiązanie było dla mnie najlepsze jakie znałam. Nie kontrolowałam tego, ponieważ strach tak mocno nade mną zawładną, że przestałam myśleć racjonalnie. W głowie zaczęły mi pisać się różne scenariusze, w których Scott mnie krzywdzi, a z uwagi na to, że moje dzieciństwo również pozostawiło po sobie mocny ślad to.. wystraszyłam się i uciekłam. Gdyby nie Zayn naprawdę nie wiem czy dziś byłabym tutaj, gdzie teraz jestem nawet jeśli jest to toaleta. Po prostu pozostaje mi podziękować mu i być wdzięczna za to, co zrobił.

Obraz wydarzeń z soboty jest dość jasny. Pamiętam walkę i to, że Harry wygrał, czas, który spędziliśmy sami w pokoju, w którym przygotowywał się do walki i później jak szykował się na randkę, a tak naprawdę na imprezę niespodziankę. Moje policzki czerwienieją, kiedy przypominam sobie kolejne wspomnienie z taksówki. Z uwagi na to, że toaleta jest mało odpowiednim miejscem do wspominania tego fragmentu wieczoru po prostu kręcę głową, aby go wyrzucić na ten moment z głowy. Przypominam sobie również restaurację. Zaskoczenie Harry'ego na widok jego przyjaciół, którzy zorganizowali niespodziankę, dużo rozmów, tańców, jedzenia, które szybko zmieniło się w duże dawki alkoholu. Jestem pewna, że gdyby nie ten głupi zakład pomiędzy mną, Niall'em, Louis'em i Evą to z pewnością nie wyrzucałabym z siebie wnętrzności. Z tego, co kojarzę to pierwszy odpadł Niall, później Zayn zabrał Evę, więc zostałam z Louisem, ale prawdę mówiąc nie pamiętam kto z nas wygrał. Jedno jest pewne: nigdy więcej. Na samo wspomnienie zapachu alkoholu mój żołądek zaciska się i skręca boleśnie, co powoduje, że ponownie wymiotuję. Wycieram usta papierem toaletowym, który wrzucam do muszli i naciskam spłuczkę. Jak przez mgłę pamiętam powrót do hotelu, a reszta wydarzeń jest tak mało jasna, że nie mam ochoty już dalej niczego przypominać.

Siedzę w zupełnej ciszy przez kilka minut, która zostaje przerwana cichym, ale stanowczym pukaniem do drzwi. Nie odpowiadam, ponieważ boję się swojego głosu z uwagi na to, że czuję ból gardła. Drzwi otwierają się, a ja wiem bez odwracania się, że to Harry. Właściwie innej opcji nie ma. Nie odwracam się również z uwagi na to, iż wiem, że wyglądam okropnie i nie chcę, aby mnie taką widział. Niespodziewanie Harry siada tuż za moimi plecami. W delikatny sposób rozwiązuje moje splątane włosy, które ponownie zaczesuje tym razem wszystkie i związuje je czarną gumką. Oddycham spokojnie na uczucie jego ciepłych dłoni na moich plecach pod koszulką, które poruszają się w delikatny sposób. Nie wiem ile mija dokładnie czasu jak tak siedzimy w ciszy, a dłonie Harry'ego błądzą po moje ciepłej skórze. Wydaje z siebie cichy chichot, kiedy jego opuszki palców trafiają do moich czułych miejsc, które wywołują śmiech. Z zamkniętymi oczami próbuję sobie wyobrazić nas sobie: ja siedząca przed muszlą klozetową ze ściśniętym żołądkiem i pulsującą głową oraz on masujący w uspokajającym i kojącym geście moje plecy czy brzuch. Romantycznie..

     - Nie próbuj mnie obmacywać, kiedy wymiotuję.

Mówię cicho zachrypniętym głosem, kiedy czuję jak jego dłonie przesuwają się po moim brzuchu i kierują się w górę, a opuszki palców dotykają moich piersi. Harry śmieje się cicho, a jego dłonie wracają w niższe partie mojego ciała. Zaciskam dłonie, kiedy czuję, że mój żołądek wykonuje fikołki i ponownie się zaciska. Oddycham szybciej i zwracam już naprawdę resztki tego, co zostało w moim brzuchu. Czuję się naprawdę tak okropnie, nie mam kompletnie siły, jakby cała energia ze mnie zeszła, a na dodatek głowa nadal nie przestaje pulsować.

     - W porządku? Jest już lepiej? Porozmawiaj ze mną.

Spokojny głos Harry'ego dociera do moich uszu. Nie mam pojęcia dlaczego mam wrażenie, że to pytanie nie odnosi się jedynie do mojego obecnego stanu, ale i również do jeszcze czegoś ważnego. Naprawdę staram się przypomnieć sobie coś, co mogłoby potwierdzić moje przypuszczenie, ale z marnym skutkiem. Brunet zaciska dłonie na moich łydkach.

     - W nocy byłaś niespokojna, krzyczałaś.. śnił Ci się koszmar.

Nie odzywam się. Kompletnie mnie zamurowało. Nic takiego nie pamiętam.

     - Krzyczałaś, żeby Cię zostawił, nie dotykał i.. wołałaś mamę.

Czuję jak moje serce przyśpiesza, a oddech robi się nie równy. To.. niemożliwe. Na samo wyobrażenie, co mogło mi się śnić mój żołądek ponownie skręca się, a ja nawet nie mam już co zwracać, dlatego pozostaje mi odruch wymiotny. W moich oczach pojawiają się łzy.

     - Zdaję sobie sprawę, że wspomnienia są bolesne, a rozmowa jeszcze gorsza i trudniejsza, ale.. powinniśmy porozmawiać, Brooklyn. Pokonaliśmy już naprawdę duży krok, jeśli chodzi o dotyk, ale to nie wszystko. Jeśli oboje naprawdę chcemy pójść dalej to chcę wiedzieć jak to było, nawet te najgorsze rzeczy. Samym zaufaniem niczego nie załatwimy.

Jego dotyk i bliskość teraz nie pomaga mi. Czuję się osaczona, chce mi się rzygać. Naciskam spłuczkę i wstaję z kafelek. Chcę zapomnieć o słowach Harry'ego, bo uważam, że.. oszalał. Wychodzę z łazienki, aby zabrać z torby rzeczy, w które przebiorę się po prysznicu oraz kosmetyczkę i wracam do pomieszczenia. Czuję na sobie wzrok Harry'ego, kiedy staję niedaleko wejścia przy blacie, na którym układam rzeczy. Mam nadzieję, że zrozumie mój bezsłowny przekaz i wyjdzie z pomieszczenia, ponieważ potrzebuję pobyć sama i chcę się odświeżyć. Unoszę wzrok, gdy wyczuwam ruch. Brunet idzie w moim kierunku powolnym krokiem jakby chciał dać mi chwilę na przystosowanie się, że za chwile będzie blisko mnie.

     - Chcę, żebyś pamiętała, że wszystko zależy od Ciebie, a ja nie będę na Ciebie naciskał. Nie musimy o tym rozmawiać dziś czy jutro. Po prostu, kiedy będziesz gotowa.

Jego kciuk pociera w delikatnym geście mój lewy policzek.

      - Myślisz, że kiedykolwiek nadejdzie taki dzień, w którym powiem „chodź, opowiem Ci bajeczkę"? Wiesz, że nie chcę do tego wracać tylko zapomnieć. Której części z tego nie rozumiesz? Co zmieni fakt, że będziesz wiedział?

     - Miałaś koszmar, który przypomniał Ci o Twoim dzieciństwie, Brooklyn. To był pierwszy raz i nie masz pewności, że to się nie powtórzy. Nigdy nie zapomnisz tego, dlatego w jakiś sposób warto byłoby spróbować się z tym oswoić poprzez rozmowę między nami. Wiem, że to nie będzie należało do najprzyjemniejszych, ale dzięki temu.. będzie lepiej. Jeśli chcemy zacząć uprawiać seks to ułatwieniem będzie dla nas taka rozmowa, bo to powie nam czego byś nie chciała ponownie doświadczyć, czego powinniśmy unikać.

Niespodziewanie Harry wykonuje krok w moją stronę i opiera dłonie na blacie w ten sposób wiążąc mnie w małej przestrzeni. Nasze ciała napierają na siebie, a ja czuję się lekko niepewnie.

     - Może nie powinienem sprawiać, że czułabyś się zdominowana, więzić Twoich nadgarstków w swoich dłoniach czy przyciskać Cię swoimi biodrami do materaca. Chciałbym, żebyś z tego czerpała tylko przyjemność.

Przymykam powieki, gdy jego usta delikatnie całują moją szyję, a ja ściskam krawędź blatu. Jeszcze chwilę temu byłam pewna, że pokłócimy się, ale sytuacja potoczyła się lepiej niż myślałam. Sądziłam, że Harry naprawdę oszalał, ponieważ w pierwszej chwili jego pomysł był.. szalony, ale teraz rozumiem go bardziej i szanuję to, że chce mojego szczęścia, zadowolenia. Cieszę się, że obeszło się bez zbędnej kłótni. Zielone tęczówki Harry'ego wtapiają się w moje.

     - Przemyśl to, ale później na spokojnie, Maleńka. A teraz wskakuj pod prysznic, bo cuchniesz alkoholem i wymiocinami, a ja naprawdę chciałbym móc Cię pocałować.

Mrużę powieki i wykorzystuję ułożone swoje dłonie na jego klatce piersiowej, aby go od siebie odepchnąć oraz uderzyć za to niekulturalne zachowanie. Harry kwituje moje zachowanie oczywiście śmiechem jak zawsze, kiedy go uderzam. Mógłby chociaż poudawać, że w jakimś stopniu go to zabolało, a ja wtedy byłabym usatysfakcjonowana, a tak to.. jest jak jest. Brunet zanim wychodzi wspomina coś, że jest po trzynastej i zorientuje się jak trzymają się pozostali i ustali czy pójdziemy zjeść całą grupą późne śniadanie, albo wczesny obiad. Zamykam za nim drzwi i ściągam ciuchy, po czym wchodzę do kabiny po ustawieniu odpowiedniej temperatury. Naprawdę tego było mi trzeba.



              *     *     *



Zapinam guzik oraz ekspres ciemnych jeansów, po czym naciągam biały t-shirt z krótkimi rękawami i dekoltem w serek. Poprawiam turban na głowie, aby nie spadł i odkręcam wodę, aby móc nią zwilżyć swoją skórę twarzy i umyć ją odpowiednim żelem. Po umyciu zębów suszę włosy hotelową suszarką i doprowadzam je do porządku. Gdy jestem już ogarnięta czuję się naprawdę lepiej. Wychodzę z łazienki, gdy tylko robię po sobie porządek. Chowam do torby wszystkie rzeczy moje i Harry'ego, aby były już na swoim miejscu. Pakuję do pokrowca sukienkę. Kiedy ścielę łóżko do pokoju przychodzi Harry, który ma na sobie białą koszulkę, czarne spodnie i swoje ulubione sportowe buty.

     - Za dziesięć minut widzimy się wszyscy na dole i idziemy na miasto coś zjeść, a później może przejdziemy się po mieście i będziemy wracać taksówkami do siebie.

Słowa Harry'ego skwitowałam kiwnięciem głową i uśmiechem, który mu posłałam. Wychodzę na balkon, aby móc pierwszy i właściwie ostatni raz nacieszyć się ładnym widokiem z tego piętra. Na zewnątrz jest słonecznie, ciepło i wieje trochę mocny wiatr, więc sądzę, że idealnie będzie zjeść posiłek na świeżym powietrzu.

Na balkonie dołącza do mnie Harry z papierosem pomiędzy wargami. Nie komentuję tego, ponieważ jest dorosły i zna moje zdanie na ten temat, a poza tym nie chcę się kłócić. Mnie po prostu jest przykro, że w tej kwestii mam.. mało, a właściwie nic do powiedzenia. Obserwuję jak pochyla się i opiera łokcie o barierki blisko mnie, a po chwili z jego ust wydostaje się siwy dym. Wracam z powrotem do pomieszczenia i zakładam czarne stópki, a następnie adidasy. Z uwagi na wiatr zakładam na krótki t-shirt skórzaną kurtkę. Staję przed dużym lustrem i poprawiam ułożenie włosów oraz koszulki, która przekręciła się lekko. Niespodziewanie Harry staje obok mnie mając na sobie dodatkowo również skórzaną kurtkę. Nawet nie zorientowałam się, kiedy wszedł z balkonu do pokoju. Uśmiecham się do niego w lustrzanym odbiciu i poprawiam usta pomadką o zapachu jagód. Kiedy przyglądam się naszej dwójce w lustrze zauważam, że jesteśmy podobnie ubrani, bo oboje mamy białe koszulki, skórzane kurtki i adidasy. Różnica polega na tym, że ja mam ciemne spodnie, a brunet czarne. Pomijam fakt, że różnimy się wzrostem, ponieważ wyglądam przy nim jak krasnoludek. Zakładam pasemko włosów za ucho. Niespodziewanie dłoń Harry'ego oplata mnie w talii i przyciąga bliżej swojego ciała. Odwracam się i spoglądam na niego zaskoczona, gdy dostrzegam wyciągnięty telefon, którym chciał zrobić nam zdjęcie.

     - W Glasgow powiedziałaś, że nie mamy żadnych wspólnych zdjęć oprócz kilku niepozowanych, więc pomyślałem, że warto to zmienić, jeśli oczywiście chcesz..

Spoglądam w jego tęczówki. Harry drapie się po karku jakby był zmieszany i niepewny jak zareaguję. Uśmiecham się i kiwam niepewnie głową, ponieważ nie sądziłam, że będzie pamiętał coś tak błahego. W końcu oboje ustawiamy się do zdjęcia, które chwilę później ląduje w galerii. Brunet podaje mi telefon, a ja przypatruję się fotografii, na której jesteśmy razem. Harry wygląda na groźnego typka przez swój wysoki wzrost, ubiór oraz wyraz twarzy, który wyraża nikły uśmiech, natomiast ja stoję swobodnie uśmiechnięta jakby mężczyzna obok mnie wcale mnie nie przerażał swoim wyglądem. Zdjęcie jest naprawdę piękne i w pewien sposób oddaje nas, ponieważ z natury tacy jesteśmy. Harry na pierwszy rzut oka wygląda na niebezpiecznego i nieprzyjemnego, a ja niewinnie, co jest zgodne z prawdą. Oddaję urządzenie właścicielowi. Dosłownie kilka sekund później Harry pokazuje mi swój nowy wygaszacz ekranu, co komentuje uśmiechem.

Oboje dochodzimy do wniosku, że powinniśmy już schodzić, dlatego po znalezieniu karty hotelowej, która umożliwia nam zamknięcie i otwarcie drzwi wychodzimy z pokoju i kierujemy do najbliższej windy, którą zjeżdżamy na sam dół aż do recepcji, którą mijamy minutę może półtorej później. Poprawiam pasek torebki na swojej piersi i doganiam Harry'ego i jego długie nogi. Gdy podchodzę bliżej okazuje się, że wszyscy już są w komplecie i możemy ruszać. Oddalam się od bruneta, którego zostawiam u boku Zayn'a i Eric'a i dołączam do Evy i Lily, z którymi witam się buziakiem w policzek. Przez całą drogę, na którą zbytnio żadna z nas nie zwraca uwagi rozmawiamy przypominając sobie wydarzenia z sobotniego wieczoru oraz nocy. Co chwilę wybuchamy śmiechem. Dowiaduję się, że Louis wygrał wczorajszy zakład między mną, Niall'em i Evą. W żaden sposób nie jest mi przykro i pozostaje mi jedynie pogratulować Louis'owi. Dla mnie i tak wyczynem było pokonanie Niall'a i Evy tym bardziej, że picie alkoholu nie było i nie jest moją mocną stroną, dlatego uważam, że wygrała odpowiednia osoba.

Po dwudziestominutowym spacerze docieramy do pięknej z wyglądu restauracji, która ma porozstawiane stoliki na zewnątrz. Z uwagi na to, że liczba przy stoliku nam się nie zgadza jak na naszą trzynastoosobową grupę to chłopaki postanawiają złączyć trzy stoliki ze sobą. Gdy wszyscy już usadawiają się na swoich krzesłach przychodzi kelnerka. Kiwam głową w niedowierzaniu, kiedy każdy zaczyna zasypywać ją swoim zamówieniem i biedna nie wyrabia zapisywać. W końcu krzyk Liam'a powoduje, że reszta się uspakaja, a kobieta od początku spisuje każdego zamówienie. Ja zamawiam typowe amerykańskie śniadanie, czyli dwa jajka, bekon, ciemne pieczywo oraz sok pomarańczowy. Po złożeniu zamówienia włączam się do rozmowy z dziewczynami.

Jedzenie dostajemy stopniowo w zależności od czasu, który jest różny ze względu na różne zamówienia. Gdy każdy już ma swoją porcję przy stole robi się znacznie ciszej, gdyż każdy jest zajęty sobą i swoim jedzeniem. Oczywiście nieobywa się bez poszczególnych rozmów. Chłopaki wracają wspomnieniami do wczorajszego wieczoru, a konkretniej do walki. Mój wzrok niespodziewanie trafia na Zayn'a, który niespodziewanie dla mnie również mi się przygląda. Uśmiecham się nieśmiało chcąc mu w ten sposób przekazać swoją wdzięczność za to, co zrobił. Kiwa głową i uśmiecha się, a ja dzięki temu czuję, że między nami jest lepiej.

Harry opiera się o oparcie krzesła, a jego prawa ręka układa się na poręczy mojego oparcia. Wszyscy wydają się być najedzeni i zadowoleni. Czas mija w przyjemnej atmosferze.

     - Słuchajcie.. Razem z Evą sprawdziliśmy, że następny weekend będzie dość ciepły i właściwie później z każdym kolejnym dniem mają przyjść ochłodzenia, dlatego doszliśmy do wniosku, że może w tym samym składzie moglibyśmy spotkać się na plaży. Rozpalilibyśmy ognisko, upiekli kiełbaski, napili się piwa. Co wy na to?

Spoglądam na Harry'ego, kiedy wyczuwam na sobie jego wzrok. Patrzy na mnie pytająco, a ja w odpowiedzi kiwam głową, ponieważ to naprawdę świetny pomysł tym bardziej, że to ostatnie ciepłe dni. Niedługo listopad, więc nadejdą deszcze, silne wiatry, na ulicach będzie mokro i brudno. Poza tym oboje nie mamy niczego zaplanowanego, więc czemu nie? Okazuje się, że każdemu pomysł się spodobał. Dochodzimy do wniosku, że najlepiej będzie jak każdy przyniesie coś od siebie, ale picie i kiełbaski zostają we własnym zakresie, ponieważ nikt nie chciałby się później kłócić. Po dogadaniu szczegółów składamy się na rachunek i opuszczamy restaurację. W drodze powrotnej tym razem zostaje u boku Harry'ego, do którego przytulam się, a on obejmuje mnie ramieniem i co jakiś czas całuje w czubek głowy rozmawiając z Niall'em, Erick'iem i Trevor'em na temat samochodów i sportu. Czuję się.. szczęśliwa, naprawdę.

Gdy docieramy do hotelu nie dzieje się nic nadzwyczajnego poza tym, że Harry w czasie, kiedy ja upewniam się, że wszystko, co nasze zabraliśmy on zamawia taksówkę dla naszej dwójki, ponieważ zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami wracamy tak jak przyjechaliśmy. Dziesięć minut później schodzimy do recepcji, aby oddać kluczyk i się wymeldować. Po dopełnieniu wszelkich formalności oboje wychodzimy z hotelu i okazuje się, że zamówiona taksówka już na nas czeka. Brunet wkłada do bagażnika nasze rzeczy i niedługo po tym siada obok mnie. Kierowca rusza, a ja relaksuję się na tylnim siedzeniu i przytulam do boku Harry'ego. Czeka nas godzinna jazda, a ja prawdę mówiąc nie mogę się doczekać, kiedy już będziemy na miejscu. Wyjmuję telefon z torebki i piszę wiadomość do Jay'a z przeprosinami, ponieważ dziś się nie spotkamy, z uwagi na to, że jestem zmęczona i w pewnym stopniu nadal czuję się źle, a jedne o czym myślę to, aby położyć się do łóżka. W ogóle odgarniam myśl z mojej głowy, że jutro jest poniedziałek i idę do szkoły. Kartkówka z matematyki sama się nie napisze - tego jestem pewna. To się nazywa powrót po cudownym weekendzie do rzeczywistości. Wtulam się bardziej w bok Harry'ego, którego obejmuję w pasie dłonią. Czuję jak jego usta całują czubek mojej głowy, a na moich ustach rośnie uśmiech. Naprawdę nie wyobrażam sobie, że kiedyś może go przy mnie nie być. Sprawia, że życie jest łatwiejsze i chce mi się żyć. Gdyby ktoś na początku naszej znajomości powiedziałby mi, że nasza relacja rozwinie się w taki sposób to zwyczajnie bym go wyśmiała, bo w tamtej chwili wydawałoby mi się to zupełnie nierealne, a dziś.. Cieszę się, że - mimo wszystko - właśnie tak moje życie się ułożyło.

_____________________________

Witam was w ten słoneczny niedzielny dzień ;)

Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał. Prawdę "mówiąc" to zawartość rozdziału nie jest szczytem moich marzeń, a to ponad 7400 słów, więc może jednak coś w nim jest dobrego. Jak co rozdział czekam na wasze opinie.

Odnośnie mojej prośby. Chciałabym, abyście napisali mi czy są jakieś nierozwinięte wątki z całego opowiadania. Może coś gdzieś zostało niewyjaśnione, a ja tego nie zauważyłam? Przez to, że nie jestem tego pewna czuję pewną blokadę, która nie pozwala mi rozpocząć nowego rozdziału, ponieważ nie wiem co mam pisać, czy powinnam coś wspomnieć czy zwyczajnie mogę przyśpieszyć trochę akcje i opisać może coś ze szkoły Brooklyn, może pierwszy śnieg. Dlatego jak sami widzicie wasza pomoc jest mi potrzebna bardzo i będę wdzięczna za jakąkolwiek wskazówkę. Możecie również pisać, co chcielibyście przeczytać, jeśli chodzi o bohaterów tego opowiadania.

Życzę wam miłego dnia i do następnego rozdziału ;)

Niebieskooka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 9088 słów i 50964 znaków.

12 komentarze

 
  • Hahjsnsns

    Ehh tęsknię za nimi, zs twoją twórczością... życzę weny i wracaj do nas jak najszybciej brakuje tu ciebie :)

  • Klaudiamelia

    Hej  :D rozdział jak zwykle najlepszy,wiem że masz już dosyć ciągłych ponagleń... więcjak lecą wakacje? Będziesz miała czas coś dodać przed końcem lipca ?

  • ansik

    Czekam i czekam A tu cisza :( tęskno mi za twoim opowiadaniem.

  • Ciekawa

    Co z rozdziałem ?

  • ansik

    Jak tam idzie tworzenie nowego rozdziału?

  • Niebieskooka

    Kilka słów wyjaśnienia znajdziecie na wattpadzie. Rozdział zaczyna się dopiero tworzyć i postaram się, żeby był na dniach ;)

  • Ewcia:D

    @Niebieskooka super, czekam ;)

  • ansik

    @Niebieskooka już nie mogę się doczekać,

  • monia221128

    @Niebieskooka  mam pytanie jaki nick masz na wattpadzie?

  • Niebieskooka

    @monia221128 TheNiebieskookaBlog, albo wystarczy wpisać HARSH ;)
    Przepraszam, że odpowiadam tak późno, ale bardzo długo mnie tu nie było.

  • Ewcia:D

    I jak Autorko idzie pisanie kolejnej części? To opowiadanie jest takie wciągające, że tylko chce się czytać i czytać :) Nie mogę się doczekać kolejnej części, która znowu zostawi w nas mały niedosyt :) Życzę weny ;)

  • ansik

    Czekam na kolejną cześć.

  • Nadia

    Kiedy coś dodasz?

  • Alex123

    Twoje opowiadanie ma tyle emocji.
    Chciałabym sama przeżyć taką historie.

  • Mysterious

    Zdecydowanie pisz dalej :)) Czytam to wszystko od początku już drugi raz i nie widzę tam nic nie jasnego czy pozostawionego bez rozwinięcia :) Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały

  • Misiek80

    Jest dobrze, odblokuj się i pisz dalej . Ty jesteś autorem i ty decydujesz o całej książce. Nie przejmuj się, że są przeskoki czasowe i małe nie dopowiedzenia które i tak wynikają z akcji.  
    :cool:

  • Niebieskooka

    @Misiek80 Wolę jednak, żeby wszystko miało swój porządek i aby było poukładane ;)

  • Misiek80

    @Niebieskooka ależ jest, tylko wydrukować po napisaniu i wydać.:)

  • Niebieskooka

    @Misiek80 Dziękuję, to naprawdę miłe ;)