HARSH #71/2

Po wyjściu Kędzierzawego z pokoju napiłam się soku multiwitaminowego i ponownie rzuciłam się na gigantycznych rozmiarów łóżko. Wyciągnęłam się w każdą możliwą stronę i leżałam tak przez około pięć minut, w których próbowałam siebie przekonać, że to najwyższy czas iść pod prysznic. Mimo że wraz z Evą i Lily ustaliłyśmy, że umawiamy się u mnie na osiemnastą to zdecydowałyśmy, że ta godzina jest zdecydowanie za wcześnie, a poza tym każda z nas chciałaby się odświeżyć, dlatego przyjdą około godziny dziewiętnastej. Mam nadzieję, że chociaż dwadzieścia minut wcześniej, bo musimy sprzed hotelu wyjechać co najmniej wpół do dwudziestej, ponieważ droga zajmie kilka minut, a ja chciałabym przed walką, która rozpoczyna się o dwudziestej spotkać się jeszcze z Harry'm, aby móc go wesprzeć.

W końcu zsuwam się z łóżka i siadam po turecku przy walizce, aby wyjąć z niej bieliznę, którą szczelnie ukryłam pod swoimi ubraniami przed Harry'm, z którym dzielę walizkę. Gdyby nie Eva, z którą byłam na zakupach nigdy nie odważyłabym się kupić takiej bielizny. Nie jest wyzywająca, ale po prostu seksowna. Zapięłam zamek i zaszyłam się w łazience. Weszłam pod prysznic po zdjęciu wszystkiego i wtedy, gdy temperatura była dla mnie odpowiednia.

Nabalsamowana od stóp do głów zapachem mango założyłam na mającą już na sobie bieliznę koszulkę Harry'ego. Sukienkę założę przed wyjściem, kiedy Eva mnie pomaluje i sama zrobię sobie włosy, ponieważ nie chciałabym, aby w trakcie się poplamiła albo przypaliła. To byłaby totalna porażka. Właściwie nie mam żadnej koncepcji, jeśli chodzi o włosy. Chyba po prostu je wyprostuję, a końcówki lekko zakręcę za pomocą prostownicy.

Poprawiłam ręcznik na głowie i ruszyłam w kierunku drzwi, do których ktoś przed chwilą zapukał.

Uśmiechnęłam się szeroko na widok Evy i Lily, które zaprosiłam do środka i zamknęłam za nimi drzwi. Każda z nich przewiesiła przez oparcie krzesła swój pokrowiec, a na stół inne przedmioty w tym różnego rodzaju kosmetyki, które spowodują, że będziemy jeszcze bardziej piękne. Eva nagle otworzyła szampana, który znalazł się w jej rękach w niewiadomych dla mnie okolicznościach, ale i tak złapałam napełniony przez nią kieliszek i stuknęłam się nim z nią oraz Lily za wygraną walkę Harry'ego oraz za nasz dzisiejszy wygląd, do którego przystąpiłyśmy dokładnie po tym jak obsługa przywiozła nam jedzenie. Ja zamówiłam sobie sałatkę owocową, ponieważ mam dużą ochotę na owoce, a dziewczyny jakieś desery.

Kiedy usiadłam na krześle Eva zaprotestowała widząc, że chcę się odezwać i powiedziała, że wie jaki makijaż mi wykona i abym po prostu jej zaufała. Pokiwałam głową lekko niepewnie i pozwoliłam jej zrobić ze mną to, co chciała. Odwróciłam się w kierunku Lily, gdy Eva szukała czegoś na stole. Przyjaciółka siedzi po turecku przy włączonej lokówce rozczesując swoje blond do ramion włosy. Eva zaczęła od kremu nawilżającego.

  - Byłam dzisiaj z Harry'm, żeby zorientować się gdzie siedzimy. Na szczęście ustawili nas obok siebie przy jednym stoliku razem z Zayn'em, Louis'em, Niall'em, Liam'em i Megan.

  - Wydawało mi się, że z grupy chłopaków najmądrzejszy jest Liam bez obrażania pozostałych. Po prostu zawsze był zorganizowany, pomocny. To on ustawiał chłopaków do pionu przed koncertem czy wywiadem. Sądziłam, że między nim, a tą ździrą jest koniec zaraz po tym jak ją potraktował. Najwyraźniej głupich ciągnie do jeszcze bardziej głupszych.

Uśmiechnęłam się na ostatnie słowa Evy. Lily natomiast zaśmiała się z końca pokoju.

  - Zawsze możemy wyrzucić kartkę z jej imieniem i nazwiskiem, a krzesło schować.

Odezwała się Lily. Spojrzałam jednym okiem na Evę, która wybuchnęła śmiechem.

- Dobrze, dziewczyno! Osobiście mogę się tym zająć z ogromną przyjemnością.

Nasza rozmowa zostaje nagle przerwana, gdy słyszymy głośne pukanie do drzwi. Telewizor zostaje wyciszony maksymalnie. Z racji, że ja nie mogę wstać, a Eva jest zajęta mną proszę Lily, aby otworzyła. Przyjaciółka bez problemu wstaje i rusza w kierunku brązowej powłoki, a Eva wraca do malowania mojej lewej powieki.

  - Cześć, dziewczyny. Wpadłem tylko po telefon Harry'ego. Zapomniał go, kiedy wychodził. Widzę, że zaczęłyście już imprezować. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca walki i klubu.

W momencie, kiedy rozpoznałam głos Zayn'a Eva odsunęła się ode mnie. Uniosłam powieki, a mój wzrok natrafił na Evę i Zayn'a. Brunetka wtuliła się w niego, a on objął ją w talii i pocałował. Po chwili odsunęła się i wróciła do malowania mnie. Poleciłam Zayn'owi, aby sprawdził czy telefon przypadkiem nie leży na szafce nocnej, bo wydaje mi się, że tam go widziałam. Okazuje się, że miałam rację. Słyszę jego kroki zmierzające w naszym kierunku.

  - Brooklyn powiedziała nam, że przy naszym stoliku będzie też Megan.

  - Wstępnie tak było ustalone, ale kiedy Harry się o tym dowiedział to powiedział mu, że jeśli ona przyjdzie to on również może sobie darować. Koniec końców razem z chłopakami przy męskiej rozmowie udało nam się go przekonać, że Megan nie jest dla niego. Zerwał z nią, więc nie musicie się nią przejmować.

Uśmiechnęłam się w duchu wdzięczna Harry'mu i ogółem chłopakom. To wieczór Harry'ego, więc miał prawo tak postąpić. Jakaś cząstka mnie podpowiada mi, że zrobił to ze względu na mnie po wydarzeniach z ostatniej imprezy. Pokręciłam głową odpędzając chwile, które są dla mnie bolesne. Przez Megan i jej słowa przypomniałam sobie wtedy okropne momenty z mojego dzieciństwa, które odkąd tylko pamiętam próbuje gdzieś w głowie zaszufladkować i zamknąć na klucz, aby zostały tam i nie wyszły nigdy albo żeby najlepiej się ulotniły. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Bez unoszenia powiek rozpoznałam Evę dzięki pięknemu zapachowi jej perfum. Poczułam dzięki temu gestowi, że jest ze mną i wszystko będzie dobrze. Szepnęłam ciche dziękuję.

  - Będę się zbierał. Pamiętajcie, że przy samochodzie spotykamy się dwadzieścia po dziewiętnastej. A, właśnie. Brooklyn jak Twoje zadanie?

  - Właściwie to wszystko załatwione. Niczego się nie domyśla. Dobrze byłoby gdyby wszyscy dotarli przed nami i zostali na górze. Zapewne wrócimy tutaj po walce, aby mógł się odświeżyć i przygotować, więc będziecie mieli trochę czasu.

  - Dobra, okej. W takim razie zebranie wszystkich biorę na siebie, ale wyślij mi wiadomość jak już wyruszycie sprzed hotelu w razie gdyby coś. Ja uciekam. Nie spóźnijcie się.

Ostatnie słowa usłyszałam z dalszej odległości, a po chwili zamykane drzwi. Eva w tym samym momencie oznajmiła mi, że skończyła i teraz zajmie się Lily. Zdeklarowałam się, że zrobię loczki z jej włosów, gdy ona będzie się malować, a na chwilę obecną postanowiłam zająć się swoimi włosami. Gdy spojrzałam na stół i dostrzegłam sałatkę owocową, którą niedawno zamówiłam zmieniłam delikatnie plany dochodząc do wniosku, że pięć minut mnie nie zbawi.

Gdy skończyłam jeść zabrałam się za włosy zaraz po tym jak umyłam dłonie i podgłosiłam głośność w telewizorze, aby usłyszeć muzykę. Nie przyłączyłam się do rozmowy Lily i Evy, gdyż moje myśli zalała myśl o Harry'm. Zostało coraz mniej czasu.

Lily założyła sukienkę w momencie, gdy kończyłam z włosami Evy. W trójkę uprzątnęłyśmy pokój, a następnie Eva założyła swoją kreację. Dziewczyny doszły do wniosku, że pójdą odłożyć swoje rzeczy do pokoi i zabiorą torebki, ponieważ za dziesięć minut musimy być na dole. Gdy one się zebrały powiedziałam w ich kierunku, aby nie pukały i weszły bez czekania, a ja ruszyłam do łazienki z pokrowcem w dłoni. Rozsunęłam zamek i zdjęłam czarny ochraniający materiał odkrywając sukienkę, którą ściągam z wieszaka zaraz po tym jak zdjęłam z siebie koszulkę i złożyłam ją w kostkę. Rozpięłam mało widoczny ekspres i wsunęłam sukienkę. Wygładziłam materiał i poprawiłam grube ramiączka. Bordowa sukienka jest dopasowana w biuście i talii, a dalej jest luźniejsza tworząc rozkloszowaną formę. Sięga mi parę centymetrów przed kolano. Pamiętam jak moje tęczówki zaświeciły się, gdy ją tylko zobaczyłam. Przyjrzałam się sobie dokładniej i uśmiechnęłam do lustrzanego odbicia. Czuję się naprawdę piękna, a Eva wykonała kawał dobrej roboty. Oczy są podkreślone, a usta muśnięte błyszczykiem.

Wychodzę z pomieszczenia. Wyciągam z walizki beżowe szpilki i wkładam je na stopy. W momencie, gdy chowam do torebki telefon, pieniądze, paczkę chusteczek i gum do żucia oraz wcześniej wspomniany błyszczyk Eva i Lily wchodzą do pokoju. Wkładam czarny dłuższy żakiet ze srebrnymi elementami. Wszystkie zgodnie stwierdzamy, że wyglądamy zabójczo i seksownie, a Harry, Louis i Zayn mają szczęście. "Ja też" - dodaję w myślach. Zabieram kartę do pokoju, aby zamknąć drzwi. Eva popędza nas mówiąc, że Louis i Zayn na pewno już na nas czekają. Słysząc to nawet nie spoglądam na zegarek i przyśpieszam swoje kroki. Wkrótce zjeżdżamy windą i mijamy recepcję idąc w kierunku wyjścia. Brunetka miała rację. Mężczyźni już na nas czekają przy samochodzie. Uśmiechamy się słodko, gdy palcem wskazującym Zayn puka kilkakrotnie w nadgarstek, na którym znajduje się zegarek. Louis siada obok chłopaka Evy na miejscu pasażera, gdy zgodnie doszliśmy do wniosku, że dziewczyny trzymają się razem, więc my zajmujemy tylne siedzenia.

Gdy jedziemy ciemnymi ulicami myślę o Harry'm i dzisiejszym wieczorze. Próbuję wyobrazić sobie możliwe scenariusze. W mojej głowie zaczynają pojawiać się pytania. "Czy Harry się denerwuje?". "Ile będzie trwała walka?" i najważniejsze "Wyjdzie z tego cały?". Wzdycham cicho.

  - Harry wysłał mi wiadomość, że Raul czeka na nas za budynkiem. Wejdziemy tylnym wejście.

Rozpięłam zamek torebki i chwyciłam telefon, aby sprawdzić czy czasem nie wysłał wiadomości mi. Okazuje się, że nie mam wiadomości ani nieodebranego połączenia. Chowam z powrotem urządzenie. Aby się rozluźnić wsłuchuję się w piosenkę z radia. Rozpoznaję głos, a właściwie śpiew dziewczyn z zespołu Little Mix. Piosenka zdobywa moje serce, a w szczególności refren. Po Little Mix śpiewa The Weekend, a z głosu dziennikarza dowiaduję się tytuł poprzedniej piosenki. To "Touch", a teraz prezentowana jest piosenka "Starboy". Dochodzę do winsoku, że to moje nowe dwie ulubione piosenki. Zayn przyśpiesza, a ja w miarę możliwości rozluźniam się na czarnym siedzeniu.

Po zaparkowaniu auta idziemy w stronę tylnego wejścia. Wchodzimy nimi z powodu wielu fotoreporterów i dziennikarzy w głównym wejściu do budynku, którzy zapewne nie daliby nam przejść, nie obyłoby się bez pytań i setek zdjęć. Raul stoi na zewnątrz przy samych drzwiach, które dla nas otwiera. Idziemy za nim po schodach w dół. W korytarzu jest trochę głośno i dużo ludzi chodzi w jedną i drugą stronę. W końcu docieramy pod znajome dla mnie drzwi. W pomieszczeniu znajduje się Dave, Niall, Liam, Trevor i jeszcze trzy osoby. Chwilę później dowiaduję się, że jedną z nich jest przyjaciel Harry'ego Eric, a pozostałe dwie to towarzyszki Niall'a i Liam'a na dzisiejszy wieczór. Witam się ze wszystkimi drobnym uściskiem. Mój wzrok natrafia na zielone tęczówki. Harry.

  - Cześć, piękna.

Moje policzki zalewa czerwień. Brunet siedzi na krześle bez koszulki. Ma na sobie tylko spodenki, w których będzie niedługo walczył. Wyciąga w moją stronę dłoń, więc chwytam ją i pozwalam mu się przyciągnąć do jego ciała. Harry skanuje mnie od stóp do głów. W jego spojrzeniu odczytuję zachwyt, miłość i podniecenie, a dzięki temu czuję się naprawdę piękna. Bez problemu sadza mnie na swoim kolanie. Cmokam go delikatnie w usta.

Chłopaki włączają do rozmowy Harry'ego. Mimo obecnej sytuacji w pomieszczeniu panuje spokojna i pozytywna atmosfera. Nie mija dużo czasu nim słyszę wyraźne pukanie do drzwi. Okazuje się, że jest za kwadrans dwudziesta i przyszedł trzyosobowy skład sędziowski. Tak nazwał ich Zayn koło którego stanęłam, gdy musiałam zejść z kolana Harry'ego, który wyciągnął dłonie przed siebie na stole. Jeden z sędziów, który zdecydowanie wyróżniał się wyglądem, ponieważ nie był ubrany w garnitur usiadł naprzeciwko Harry'ego i chwycił jego lewą dłoń.

  - O co chodzi z tym składem sędziowskim? Harry umie ochronić swoje dłonie.

Mówię cicho w kierunku Zayn'a. Spoglądam na Trevor'a, gdy zaczyna mi tłumaczyć.

  - Skład sędziowski przed walką przychodzi po kolei do każdego zawodnika, aby sprawdzić czy ma odpowiednio zabezpieczone dłonie taśmą lub bandażem i czy walka będzie sprawiedliwa. Wiele razy okazywało się, że jeden z zawodników oszukiwał chowając jakiś ciężki przedmiot, a to jest niedozwolone.

Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się lekko, gdy Trevor spojrzał na mnie.

  - Muszę skorzystać z łazienki. Za chwilę wrócę.

Trevor, którego biceps jest w rozmiarze mojej głowy pokiwał głową. Oddaliłam się i wyszłam z pomieszczenia. Ruszyłam w kierunku toalety mijając się z osobami, które szły zapewne w kierunku sali, w której za chwilę odbędzie się walka. Weszłam za czerwone drzwi kabiny i zasunęłam zasuwkę. Kiedy wyszłam po załatwionej sprawie fizjologicznej poczułam ulgę, ponieważ pęcherz już mnie nie ściska. Podeszłam w kierunku jednej z czterech umywalek. Umyłam dłonie i spojrzałam w lustro. Po chwili zdałam sobie sprawę, że nadal trzymam dłonie pod bieżącą wodą trochę za długo. Przysięgam, że gdybym wiedziała, co stanie się po chwili wyszłabym wcześniej, mimo że chodzi tylko o kilka sekund, ale bardzo cennych. Do łazienki przeznaczonej płci żeńskiej nie weszła pani sprzątająca, znajoma czy jakakolwiek inna kobieta. Moje dłonie nadal zalewa woda, gdy ja wpatruję się w mężczyznę, z którym nie chciałabym mieć do czynienia nigdy. Scott przekręca zamek w drzwiach wpatrując się w moje tęczówki. Serce przyśpiesza mi w piersi.

  - Brooklyn to bardzo ładne imię podobnie jak Jenny. Jak miewa się Harry? Przygotowuje się na to, że za chwilę zmiażdżę go jak mrówkę?

Wpatruję się w niego próbując pokazać mu, że nie obchodzi i nie interesuje mnie to, co mówi. Zakręcam kurek i otrzepuje mokre dłonie. Scott rusza powolnym krokiem w moim kierunku.

  - Zabrakło Ci języka? Wcześniej byłaś bardziej rozmowna, Skarbie.

  - Nie mam nic więcej do dodawania. Nie zbliżaj się do mnie.

Scott zaczyna się śmiać. Wyrywam rękę czując jego dotyk na swojej skórze.

  - Harry zapewne nie byłby zadowolony gdybym zrobił to.

Chwyta mnie za nadgarstek i stanowczo przyciąga do siebie. Jest za blisko.

  - Twój ukochany zapewne opowiedział Ci o Jenny i postawił sobie za cel chronienia Ciebie przede mną, prawda? Ja wyszedłem na dupka, a on jak zwykle na bohatera.

Odetchnęłam głębiej, gdy odsunął się i odszedł znaczący kawałek.

  - Cały Harry. Powiem Ci sekret. Każda dziewczyna, która znaczy dla niego więcej niż pójście z nią do łóżka jest rekompensatą dla mnie za zniszczenie mojego życia. A Ty jesteś następna.

Scott wpatruje się we mnie, gdy ja niepewnie przełykam ślinę. Jego szeroki uśmiech ani trochę nie poprawia mojego nastroju. "A Ty jesteś następna" - słowa huczą mi w głowie. Blondyn rusza w moim kierunku, a ja cofam się w tył mając głupią nadzieję, że mnie wypuści.





- Harry -



Zaśmiałem się z opowieści Niall'a, którą opowiedział mi zaraz po wyjściu składu sędziowskiego. Poklepałem go po ramieniu zabezpieczoną dłonią przez bandaż. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i dostrzegłem wszystkie, a właściwie prawie wszystkie osoby, które mimo że mnie wkurzają to są moimi najlepszymi przyjaciółmi. Pomyślałem o nieobecnej mojej siostrze, która teraz znajduje się przy naszej matce, która jest po pozytywnie przeprowadzonej operacji. Oczywiście zrozumiałem jej wybór pomiędzy byciem przy rodzicielce, a obecnością na mojej walce. Szczerze mówiąc to nawet cieszę się, że jej tutaj nie ma ze względu na to, że mam poczucie, że jest bezpieczna tam gdzie jest. Spoglądam przed siebie i rozglądam się po wnętrzu, gdy kogoś zdecydowanie mi brakuje.

  - Gdzie jest Brooklyn?

  - Wyszła do łazienki.

Usłyszałem głos Zayn'a. Wstałem z krzesła, ponieważ poczułem niepokój. Widziałem jak wyszła i to było kilka minut temu, a biorąc pod uwagę, że toaleta znajduje się bardzo blisko to powinna być już tu z powrotem. Ruszyłem w kierunku wyjścia. Stanąłem na środku korytarza, aby się rozejrzeć za jej sylwetką. Zayn stanął obok mnie i powiedział, że na pewno zaraz wróci. Dodał, że zapewne jak to w przypadki dziewczyn pudruje sobie nosek. Spojrzałem na niego ani trochę rozbawiony. Jego słowa w żadnym stopniu nie uspokoiły moich nerwów. Nagle zza rogu wyszedł zdyszany Trevor.

  - Przeszukałem praktycznie cały budynek, ale..

Przestałem go słuchać i odepchnąłem na bok, aby zszedł mi z drogi. Ruszyłem korytarzem, aby skręcić po chwili w lewo i stanąć przed czarną parą drzwi. Moja dłoń zacisnęła się na klamce, którą nacisnąłem. Drzwi odbiły się od ściany, gdy popchnąłem je z całej siły. W pokoju Scott'a nie było nikogo poza dwiema przestraszonymi moim zachowaniem dziewczynami i czterema chłopakami. Zamknąłem spokojnie drzwi jakby nic się nie stało i wróciłem w stronę swojego pomieszczenia.

  - Nie ma jej tam i tego skurwysyna też.

Rozejrzałem się, a mój wzrok natrafił na moją ostatnią szansę. Toaleta. Drzwi męskiej toalety ustąpiły, a gdy zajrzałem do środka nie było żywej duszy. Trevor kiwnął głową na drzwi damskiej toalety, które nie ustąpiły chętnie. Spojrzałem na Zayn'a i Trevor'a, z którymi zrozumiałem się bez słów. Chłopaki ruszyli w przeciwne dla siebie strony, aby stanąć na przejściach i mieć oko na wszystkich. Jeśli któryś z sędziów przeszedłby tędy i zobaczył to, co za chwilę zrobię mógłby odwołać walkę z powodu mojego zachowania, a ja nie chcę do tego dopuścić, bo na ten dzień czekałem zbyt długo. Dzień zapłaty.

Wystarczyło zaledwie kilka mocnych uderzeń mojej prawej stopy, a drzwi ustąpiły posłusznie. Mój wzrok trafia na Brooklyn, która stoi naprzeciwko mnie oparta o białe kafelki na ścianie. Spojrzałem w jej zielone tęczówki, w których dostrzegłem strach. Ruszyłem w jej kierunku powolnym krokiem, choć miałem ochotę pobiec do niej. Muszę dać jej czas, aby zobaczyła, że to ja i jest już bezpieczna. Kiedy stanąłem przed nią uniosłem dłoń i dotknąłem jej policzka. Przyłożyła swoją dłoń do mojej z zewnętrznej strony i wtuliła się oddychając spokojnie. Mój wzrok przeniósł się z jej twarzy na jej dłoń. Na nadgarstku dostrzegłem mocne zaczerwienienie, które w następnych dniach zmieni się w siniaka. Brooklyn spuściła wzrok i schowała dłoń, gdy dostrzegła, co zobaczyłem. Moje mięśnie napięły się, a ciało się zatrzęsło. Wycofałem się wpatrując w jej tęczówki, aby po chwili odwrócić się. Ruszyłem w kierunku drzwi pierwszej kabiny, które otworzyły się bez problemu tak jak drugie. Trzecie nie były już tak uprzejme. Stanąłem przed nimi opierając dłonie na biodrach. "Pieprzony tchórz".

Kopnąłem nogą tak mocno wkurwiony, że usłyszałem jak zatrzask pękł, a drzwi się otworzyły. Scott spojrzał na mnie uśmiechnięty oparty o ściankę kabiny. Jeśli wzrok mógłby zabijać on leżałby martwy. Chwyciłem go za koszulkę, którą ścisnąłem w dłoniach. Kiedy już miałem zamiar wykonać ruch cichy głos, który do mnie dotarł spowodował, że się zatrzymałem. Brooklyn. Odetchnąłem głębiej. Do głowy wpadł mi pewien pomysł, gdy doszedłem do wniosku, że za chwilę będę mógł całkowicie legalnie bez żadnych problemów rozwalić jego ryj.

  - No dalej, Styles. Czekałeś na ten moment od prawie dwóch lat.

Odwróciłem go, kopnąłem miejsce zgięcia się jego kolana i nim się obejrzał klęczał przed muszlą klozetową. Nie dam się w tak dziecinny sposób sprowokować. Scott walczy, aby jego twarz nie znalazła się w środku toalety, a przecież ja tylko chcę pomóc mu się umyć. Koniec końców naciskam spłuczkę raz za razem dając mu dosłownie sekundę na zabranie oddechu. Po czwartym razie unoszę jego kretyński łeb i pochylam się w kierunku jego ucha.

  - Jeśli jeszcze raz kiedykolwiek ją dotkniesz to przysięgam, że Cię zabije.

Wkładam jego ryj do toalety i jeszcze raz spuszczam wodę, po czym wychodzę z kabiny. Kiedy się rozglądam dostrzegam, że Brooklyn nie ma w łazience, co pozwala mi sądzić, że któryś z chłopaków się z nią zajął i jest już bezpieczna. Idąc korytarzem dostrzegam Zayn'a, Trevor'a, Niall'a i Eric'a. Podchodzę w ich kierunku.

- Sędziowie nie byli jeszcze u Scott'a, więc walka rozpocznie się kwadrans później. Bądź dla nie miły, a za nim wejdziesz weź parę głębszych oddechów. My idziemy na papierosa. Spotkamy się na miejscu.

Zayn poklepał mnie po ramieniu. Kiwnąłem głową w podziękowaniu i zgodnie z jego prośbą zaczerpnąłem kilka głębszych oddechów, aby się uspokoić. Brooklyn nie jest niczemu winna. Nie mogła przecież przewidzieć, że ten kutas zaatakuje ją w łazience. W końcu naciskam klamkę i wchodzę do pomieszczenia. Zamykam za sobą drzwi. Brooklyn siedzi skulona na kanapie znajdującej się pod ścianą. Beżowe szpilki leżą rozrzucone na podłodze. Podchodzę bliżej niej i siadam obok. Spogląda na mnie, a ja w jej oczach nie dostrzegam łez. Uśmiecha się lekko, po czym odwraca wzrok opierając podbródek na złączonych kolanach. Nie wiem jak mam się zachować. Jej zachowanie jest.. spokojne. Ona jest spokojna. Patrzę w jej stronę, gdy dostrzegam jak podnosi się na kanapie i siada na moich kolanach. Przytula się do mojego ciała, a na szyi wyczuwam jej ciepły oddech. Słyszę jak Brooklyn oddycha głębiej.

  - Nic mi nie zrobił poza tym siniakiem. Czuję się dobrze.

Spogląda w moje tęczówki. Przymykam powieki, gdy jej usta dotykają moich i łączą się w delikatnym pocałunku. Wsuwam lewą dłoń za jej kark, a prawą obejmuje ją w talii.

  - Przepraszam Cię za to, że Cię zdekoncentrowałam i musiałeś..

  - Nie, Brooklyn. Nie przepraszaj mnie. Ten dupek posunął się o wystarczający krok za daleko. Nie miał prawa naruszać Twojej przestrzeni osobistej ani Cię tknąć. Wiem, że to nie na miejscu, ale dzięki tej sytuacji mam jeszcze więcej siły, aby go pokonać.

Odetchnąłem głębiej, gdy jej ręka pomasowała mój lewy policzek. Spojrzałem na nią i pomyślałem, że mam cholerne szczęście. Myślami uciekłem do tego, co powinienem był jej wyjawić już wcześniej, a teraz to moja ostatnia szansa, bo nie chciałbym, aby dowiedziała się w jakichkolwiek okolicznościach nie ode mnie. Zbliżyłem się, aby móc ją pocałować zanim się ode mnie oddali w każdy możliwy sposób.

  - Muszę Ci coś powiedzieć.. Okłamałem Cię.

Szepnąłem cicho w jej wargi gotowe do pocałowania mnie ponownie. Brooklyn przymknęła usta. W pierwszej chwili poczułem jak jej ciało napięło się, ale nie odsunęła się od razu. Dopiero po chwili cofnęła się nie schodząc z moich kolan. Jej wzrok wpatruje się we mnie.

  - Nie dostałem propozycji kontaktu na jedną walkę. To wszystko zaczęło się, gdy przypadkiem dowiedziałem się, że Scott walczy na ringu. W Internecie znalazłem kilka jego walk. Wyczytałem, że w swojej krótkiej karierze bokserskiej jeszcze ani razu nie przegrał i nazywa się go nowym i młodym championem. Skontaktowałem się z jego menadżerem, który stwierdził, że przed dużą walką, która ma się odbyć za dwa miesiące, w której Scott ma pokonać mistrza w kategorii juniora w wadze półciężkiej przyda mu się taka mała walka.

Zacisnąłem dłonie na biodrach Brooklyn, gdy wyczułem, że chce z nich zejść. Spojrzała na mnie twardo, a ja odpuściłem i pozwoliłem, aby się ode mnie oddaliła. Usiadłem na krawędzi kanapy. Spiąłem się, bo nie wiem jak sytuacja się potoczy.

  - Jego menadżer wstępnie się zgodził, ponieważ musiał z nim się skonsultować. Widziałem w jego spojrzeniu, że gdyby mógł podjąć sam decyzje to już wtedy byśmy wszystko podpisali. Był i zapewne dalej jest przekonany, że Scott wygra z takim kimś jak ja, czyli bez żadnej walki na koncie. Następnego dnia po spotkaniu wysłał mi wiadomość, że Scott się zgadza i termin walki.

Wstałem z miejsca i podszedłem w kierunku Brooklyn, która kręci się po pokoju niespokojnie z zaplecionymi dłońmi wokół talii. Zatrzymałem ją. Chwyciłem jej podbródek dłonią i uniosłem chcąc nawiązać kontakt wzrokowy.

  - W boksie liczy się każda walka. Nie zależenie czy jest ona na małą czy dużą skalę. Ja i Scott jesteśmy w tej samej kategorii wagowej. Jeśli dziś go pokonam straci szansę na duży kontrakt i nie będzie walczył o tytuł mistrza w wadze półciężkiej.

Brunetka pokiwała głową i odwróciła wzrok w inną stronę jakby nad czymś myślała.

  - Scott zniszczył Jenny, bo wiedział, że zależy Ci na niej i to zniszczy Ciebie. Jeśli dziś wygrasz pozbawiając go tego kontraktu i tytułu to dasz mu jeszcze większy powód do zniszczenia może nie tylko mnie, ale też i innej bliskiej Ci osoby.

Wpatruję się uważnie w jej tęczówki przetwarzając w głowie to, co powiedziała przed chwilą. Nawet nie usłyszałem pukania do drzwi. Ocknąłem się, gdy Trevor wychylił się do środka.

  - Zostało pięć minut do walki. Załóż rękawice i przygotuj się. Zaraz przyjdę.

Pokiwałem głową w geście zrozumienia nie odrywając wzroku od zielonych oczu Brooklyn.

  - Sugerujesz mi, że mam przegrać czy może od razu powinien zrezygnować?

  - Nie powiedziałam nic takiego. Po prostu zastanawiam się nad sensem słów, że zawsze jestem przy Tobie bezpieczna. Przepraszam..

Przełknąłem ślinę. Pokręciłem głową i jeszcze raz na nią spojrzałem. Brooklyn cofnęła się i przeszła obok mnie bez słowa. Spojrzałem za siebie i dostrzegłem, że zakłada szpilki. Wyprostowała się nagle, a jej wzrok trafił na mój. Odwróciła się chwytając torebkę z kanapy. Ruszyła pewnym krokiem w kierunku wyjścia unikając mojego wzroku. W odpowiednim momencie stanąłem przed nią. Jej niska i drobna sylwetka spowodowała, że nie miałem odwagi spojrzeć w jej oczy, ale musiałem wiedzieć.

  - Odchodzisz?

Szepczę zdobywając się na spojrzenie. Do pomieszczenia ktoś ponownie wchodzi.

  - Jesteś gotowy?

Rozpoznaję radosny głos Trevor'a. Moje mięśnie się napinają. Odwracam się w jego stronę.

  - Wypierdalaj. Potrzebuję jeszcze chwilę.

  - Harry wszyscy już czekają. Nie mamy czasu.

  - Nie słyszałeś czy udajesz idiotę? Dwie minuty.

Ostatecznie kiwa głową i wychodzi, a ja wracam spojrzeniem na brunetkę. Wiszące w powietrzu pytanie, które jest bez odpowiedzi doprowadza mnie do szału, a wiem, że nie mogę jej zmusić.

  - Przykro mi. Tak będzie najlepiej dla nas.

  - Obiecałaś, że mnie nigdy nie zostawisz.

  - Sytuacja się zmieniła, Harry. Sam wiesz, co zrobił Jenny, a ja już za dużo wycierpiałam, żeby móc przejść to jeszcze raz. Może kiedyś spróbujemy, ale teraz.. Przepraszam.

  - Zachowujesz się jak moja matka. Spierdalasz jak tchórz tak jak ona.

Zacisnąłem pięści i przeszedłem obok niej, aby wyjąć z torby czarne rękawice. Moja matka uciekła od ojca, kiedy miałem szesnaście lat, a moja siostra jedenaście. Stchórzyła zamiast walczyć o niego i całą rodzinę. Nigdy jej tego nie wybaczę. Wsunąłem dłoń w lewą rękawice bokserską. Usłyszałem cichy ruch, a po chwili Brooklyn podeszła bliżej mnie w zasięgu mojego wzroku. Patrzę na swoje dłonie, gdy w jej oczach dostrzegłem łzy. Nie znoszę widoku jej smucącej się czy płaczącej, bo to łamie mi serce. Brunetka położyła torebkę na stole, o który oparła się. Wciągnąłem drugą rękawice. Trevor na pewno za chwilę przyjdzie, a poza tym nie ma już czasu.

Oddaliłem się kilka kroków w celu wyjścia z pomieszczenia, ale jej cichy głos wołający moje imię spowodował, że przystanąłem w miejscu. Przymknąłem na chwilę powieki i odwróciłem się.

  - Rób co chcesz, Brooklyn. Wyznaczyłaś naszą drogę, a ona właśnie się rozłącza. Nie będę Cię szukał ani w żaden sposób utrudniał życia. Masz na to moje słowo. Uważaj na siebie.

Nie zdążyłem zrobić kroku, gdy po odwróceniu się poczułem jej małą dłoń, którą chwyciła mnie za przedramię. Serce zabiło mi mocniej i szybciej w piersi. Nasze ciała zetknęły się, gdy stanąłem bliżej niej. Spojrzałem przed siebie, a z uwagi na znaczną różnicę naszych wzrostów mój wzrok wpatruje się w ścianę. Poczułem jak jej ciepły oddech odbił się od mojej klatki piersiowej, a po chwili jej lewą dłoń niepewnie zaciskającą się na moim biodrze. Przełknąłem ślinę i pochyliłem głowę natrafiając na zielone tęczówki. Nasze twarze znajdują się tak blisko siebie, że nasze oddechy mieszają się ze sobą. Jej wzrok przenosi się na moje usta i z powrotem w moje oczy. Poczułem nadzieję, gdy jej wargi wpiły się w moje bez delikatności, którą zawsze rozpoczynała, gdy wykonywała pierwsza ruch. Zacisnąłem przedramiona, którymi ją oplotłem w talii. Wyczułem jej dłonie na swoich plecach, które zacisnęła i rozluźniła. Odetchnąłem głębiej opierając swoje czoło o jej. Spod zamkniętych powiek wyleciały pojedyncze łzy. Ciało Brooklyn spięło się i nagle odsunęła się ode mnie, a ja pozwoliłem jej na to nie spodziewając się.

  - Przepraszam.

Chwyciła torebkę i ruszyła biegiem do drzwi, które po chwili zamknęły się za nią, a ja krzyknąłem na cały głos. Uderzyłem w stół. Trevor wszedł do pomieszczenia i spojrzał na mnie. Posłałem mu tak zimne spojrzenie, że widziałem, że chce się wycofać. Ruszyłem w jego stronę gotowy do walki.

_______

Ryczę.
Snap: harsh_ff

Niebieskooka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5638 słów i 30821 znaków, zaktualizowała 24 sty 2017.

7 komentarzy

 
  • Karo16

    Czy masz jeszcze zamiar coś dodać?

  • Niebieskooka

    @Karo16 Pewnie, że tak ;) Dziwne pytanie.

  • Karo16

    @Niebieskooka ostatnio dość długo nic nie dodajesz stąd to pytanie

  • Niebieskooka

    @Karo16 Nie przesadzajmy.

  • Ewcia:D

    Nieeee! Co to ma znaczyć! Nie wierzę! Oni muszą być razem :c

  • ansik

    O nie, oni muszą być razem bo inaczej to nie ma sensu.

  • ...

    Droga Autorko, tylko jedno pytanie: czy będą razem? :)

  • Niebieskooka

    @... Znasz odpowiedź na to pytanie ;)

  • ala1123

    Nieeee :( Oni muszą być razem. Rozdzial swietny :D już nie mogę doczekać się kolejnej części ;)

  • Taaaaak

    Ale i tez przerazajaco smutny....Brook i Harry sa dla sb stworzeni oni musza byc razem :sad:

  • Taaaaak

    O kurde XD Dziekuje ci za ten rozdzial bo jest cudowny XD