HARSH #71/3

Kilka słów ode mnie pod rozdziałem. Miłego czytania ;)


- Zayn -

Eva splotła dłoń z moją, która leżała na jej prawym kolanie. Uśmiechnąłem się szeroko w jej kierunku na ten gest i cmoknąłem delikatnie policzek. Muszę przyznać, że wystrój sali jest naprawdę imponujący i szczerze nie spodziewałem się. Ring jest w samym środku skupiając uwagę wszystkich zebranych. Gdyby nie reflektory i poszczególne lampy w pomieszczeniu panowałaby kompletna ciemność. W sali słychać rozmowy innych ludzi siedzących przy stołach i na trybunach. Skład sędziowski jest już na swoim miejscu, a sędzia stoi na środku ringu bokserskiego. Kilka minut wcześniej widziałem jak Scott wszedł do sali. Teraz czekamy tylko na Harry'ego, który powinien już tu być. Gdyby walka zaczęła się o ustalonej godzinie, czyli równo o dwudziestej to jego przeciwnik już zapewne leżałby i byłoby po wszystkim.

Rozejrzałem się po sali skupiając dłuższą chwilę na wejście do pomieszczenia. Nagle Harry wszedł, a ludzie zareagowali na niego pozytywnie piszcząc i krzycząc jego imię. Z uwagi na to, że jest moim najlepszym przyjacielem i trochę się już znamy mogę dostrzec, że jego postawa nie wróży niczego dobrego, a kiedy przeniosłem wzrok na Trevor'a, który idzie za nim tylko potwierdziłem swoje przypuszczenie. Jego mina wskazuje na zmartwienie.

Scott i Harry wraz ze swoimi trenerami stanęli w przeciwnych dla siebie narożnikach, aby przypomnieć im ustaloną wcześniej strategię, powiedzieć ostatnie wspierające słowa, podać gumowy ochraniacz na zęby i życzyć powodzenia. Wybiła godzina zero. Mężczyźni zbliżyli się do sędziego, który powiedział kilka słów wstępu dotyczących dzisiejszej walki. Następnie krótko przedstawił z imienia nazwiska, wzrostu i wagi zawodników. Na koniec przypomniał parę ważnych zasad w tym zakaz uderzania bądź kopania poniżej pasa przeciwnika.

- Jesteście gotowi?

Spojrzał najpierw na Scott'a, a po chwili na Harry'ego. Oboje kiwnęli głowami w geście potwierdzenia. Sędzia wycofał się i rozbrzmiał dźwięk gongu. Ludzie zaczęli krzyczeć. Uśmiechnąłem się, kiedy Harry wykonał pierwszy krok uderzając Scott'a w twarz.

Blondyn odsunął się. Ich miejsca zmieniają się, gdy zaczynają chodzić chcąc wyczuć dobry, odpowiedni moment i zadać cios drugiej osobie. Mój przyjaciel w jednej chwili znalazł się naprzeciwko przeciwnika i wykonał kilka bolesnych i szybkich uderzeń dzięki którym Scott przewrócił się najwyraźniej zaskoczony. Zapewne spodziewał się szybkiej walki bez wysiłku. Nie ma takiej opcji ani możliwości. Nie, gdy jego przeciwnikiem jest Harry. Uśmiechnąłem się.

Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, a ich kontakt był bliższy. Scott doskoczył do Harry'ego i wykonał podobne ciosy, które przed chwilą sam brunet wykorzystał. Między nimi powstał dystans. Ich ramiona się zetknęły, zaczęli się przepychać. Scott pochylił się chcąc swoim ciałem zmusić Harry'ego do padnięcia, a kiedy mu to nie wyszło zaczął raz za razem uderzać w jego brzuch. Na treningach bardzo często Trevor - zawodowy bokser i nasz przyjaciel - uderzał w brzuch Harry'ego testując jego wytrzymałość oraz siłę. Jak widać opłacało się to.

Spojrzałem na zegar. Do końca pierwszej rundy zostało dwadzieścia pięć sekund.

Przeniosłem z powrotem wzrok na ring. Scott uniósł nogę chcąc wykonać cios, ale Harry złapał ją na swoim ramieniu i uniósł go przekręcając ich oboje. Padł na ring rzucając Sott'a na plecy, Zaczął zadawać ciosy w stronę jego twarzy używając prawej i lewej pięści na zmianę. Nagle szyja Harry'ego znalazła się pomiędzy zaciśniętymi łydkami przeciwnika. Zaczęli się szarpać. Poczułem jak Eva nagle ścisnęła moją dłoń mocniej, kiedy Harry stanął mocniej na stopach i podniósł Scott'a. Nie mam nawet pojęcia ile minęło sekund, ale wydało mi się, że była to wieczność. Harry upuścił go, a ja uśmiechnąłem się cholernie dumny. Zaczął okładać go pięściami, gdy nagle podszedł sędzia, który go powstrzymał. Mężczyzna zaczął odliczać od dziesięciu dając mu czas na podniesienie się. Wstał dokładnie w tym momencie, kiedy skończył się czas. Za chwilę czas na rundę drugą, a tymczasem jeden do zera dla Harry'ego.



* * *



To niemożliwe. To jakiś pieprzony żart. Przysięgam. Moje serce zabiło mocniej w piersi, kiedy trzecia runda okazała się drugą z rzędu wygraną Scott'a. Nie mogę w to uwierzyć. Spojrzałem w kierunku dwóch mężczyzn. Harry siedzi pochylony na krzesełku w narożniku. Oczami uważnie śledzę jego i Trevor'a, który coś do niego mówi, ale on nie reaguje. Po prostu siedzi. Trevor prostuje się i nagle zeskakuje z ringu, po czym kieruje się w kierunku naszego stolika.

- Co się z nim dzieje, Trevor? Dlaczego nie zadaje ciosów i daje sobą pomiatać?

- Nie wiem do jasnej cholery. Po pierwszej rundzie byłem pewny, że sobie poradzi, a po czwartej doprowadzi do wygranej. Tak długo czekał na tą walkę, przygotowywał się. Scott tylko szczerzy ryj i mnie wkurwia. Harry nic nie mówi. W ogóle nie ma go tutaj na tej sali.

Westchnąłem i kiwnąłem głową. Trevor odwrócił wzrok, ale nagle zwrócił się w moją stronę.

- On chce przegrać, Zayn.

- Słyszysz w ogóle siebie?

- Byłem u niego, żeby powiedzieć mu, żeby się przygotował. Nie spojrzał na mnie. Był z Brooklyn. Zanim wyszedłem usłyszałem jak spytał jej się czy ma przegrać czy zrezygnować od razu. Kiedy szedłem po niego widziałem jak wybiegła z jego pokoju, a on był wściekły.

Spojrzałem na puste miejsce przy stoliku. Jak do cholery mogłem nie zauważyć, że jej tutaj nie ma? Słyszymy głos sędziego, który mówi, że koniec czasu i czas na kolejną rundę.

- Muszę iść. Do końca zostały cztery rundy. Przysięgam, że jeżeli on za chwilę nie weźmie się w garść i nie zacznie walczyć to przegra. Wiesz to, Zayn. Zrób coś do cholery jasnej!

Trevor odszedł szybkim krokiem. Spojrzałem na Evę, która wpatruje się w ekran telefonu.

- Właśnie mi napisała, że jest na zewnątrz budynku. Czeka na przyjazd taksówki.

Położyłem dłoń na jej ramieniu, kiedy zauważyłem, że zdjęła z oparcia torebkę gotowa, żeby ze mną pójść. "Poradzę sobie" – powiedziałem twardo zdenerwowany. Uśmiechnąłem się i pocałowałem jej policzek w przeproszeniu za mój ton, bo nie zasłużyła na niego. Ruszyłem szybkim krokiem w stronę wyjścia przechodząc między stolikami. Muszę się pospieszyć. Wbiegłem po schodach i przeszedłem przez hol kierując się do drzwi bez zwracania uwagi na cokolwiek innego. Popchnąłem je z całej siły. Brak reporterów jest dla mnie bardzo dużym plusem. Zapewne obstawili tylne wyjście, gdy dostrzegli małą liczbę osób, która przeszła przez główne wejście. Podciągam rękawy granatowej marynarki zbiegając ze schodów.

- Co Ty do kurwy wyprawiasz, Brooklyn?

Krzyknąłem w jej kierunku, aby mnie usłyszała. Drobna sylwetka dziewczyny odwróciła się i spojrzała przestraszona. Odetchnęła głęboko i spokojnie, gdy zorientowała się, że to tylko ja.

- Mógłbyś się nie wtrącać w nie swoje sprawy?

- W nie moje sprawy? Żartujesz sobie ze mnie?

- Za chwilę przyjedzie taksówka. Wracaj do środka.

Odwróciła się w kierunku jezdni, a ja.. wybuchnąłem głośnym i gorzkim śmiechem

- Nie wierzę. No, po prostu kurwa nie wierzę. Po tym wszystkim, co on dla Ciebie zrobił, jedyne co Cię interesuje to taksówka? Powiem Ci coś. Tamtej nocy, kiedy Cię uratował był u mnie. Właśnie wychodziliśmy do klubu, ale on odmówił i powiedział, że musi coś załatwić. Pojechał Cię szukać, bo miał przeczucie, że coś się dzieje i miał rację. Gdyby nie on byłabyś martwa albo ledwo żywa. Jones może i jest słaby w stosunku do facetów, ale nie do kobiet. Miałaś szczęście, że Harry pojawił się w odpowiednim momencie, bo ten ślad na policzku byłby tylko jednym z wielu ran. Zabrał Cię do siebie i w przeciągu tych kilku miesięcy sprawił, że zaczęłaś żyć. Załatwił Ci pracę u Emily, pozwolił u siebie nawet zamieszkać chociaż mógł Cię wyrzucić. Prawda jest taka, że gdyby nie on nie miałabyś nic. Kompletne kurwa zero.

Odetchnąłem chcąc się uspokoić, ale na widok Harry'ego w myślach.. nie potrafię.

- Po stracie Jenny odwrócił się od wszystkich na dłuższy czas. Po jakimś czasie odezwał się do mnie chcąc odnowić kontakt. Zajęliśmy się pracą, koncertowaniem, wywiadami W tym czasie jak zapewne wiesz nikogo nie miał poza dziewczynami na jedną noc. Dopiero, kiedy poznał Ciebie.. Zobaczyliśmy w nim pewne zmiany, które zaczęły się nasilać. Pomimo tłumu wokół on widzi tylko Ciebie. Nic więcej go nie interesuje, bo liczyłaś i nadal się liczysz Ty.

Dokładnie pamiętam dzień, w którym poznałem Brook i w tamtym momencie nie była taka jak dziś. Od chwili, gdy Harry powiedział, że zabiera ją na koncert wiedziałem, że to nie jest dziewczyna na noc, bo nigdy żadnej z nich nigdzie nie zabierał, a tym bardziej nie pozwalał zostawać w swoim mieszkaniu po stosunku dłużej niż dziesięć minut. Gdy spotykaliśmy się w różnych sytuacjach nie dało się nie zauważyć, że patrzy na nią inaczej niż na pozostałe. Był i jest dla niej inny. Delikatniejszy. Łagodniejszy. Oboje dają sobie szczęście. On pomógł jej wyjść na prostą, ale ona sprawiła, że otworzył się przed nią i przestał traktować dziewczyny jak zabawki. Za to będę jej wdzięczny do końca życia. Jeśli się rozstaną.. to będzie głupota.

- Trevor usłyszał niechcący jak Harry zapytał Cię czy ma przegrać, a później widział jak wybiegasz. Wiem, że poszło między wami coś nie tak chociażby ze względu na to, że teraz nie siedzisz w środku i nie wspierasz go jako jego dziewczyna. Nie będę dochodził o co poszło ani Cię błagał żebyś poszła tam ze mną. Po prostu uważam, że po tym wszystkim co dla Ciebie zrobił i co was łączyło i na pewno nadal łączy powinnaś to dla niego zrobić.

Zauważam w jej tęczówkach łzy. Odwróciła twarz, a ja dostrzegłem, że właśnie podjechała zamówiona taksówka. Robię kilka kroków w tył nadal jej się przyglądając.

- Zostały już trzy rundy, a on przegra, jeśli nie zacznie walczyć. Tak jak chciałaś, prawda?

Odwróciła się gwałtownie w moją stronę. Zignorowałem ją ruszając przed siebie w kierunku wejścia do budynku. Wiem i wierzę w to, że gdyby Harry ją zobaczył i mieli szansę chociaż chwilę porozmawiać to może zmieniłby zdanie. Ona ma na niego naprawdę dobry wpływ. Jeśli odejdzie od niego o ile już nie odeszła to.. Nie wiem, ale na pewno nie będzie dobrze.

Zdezorientowałem się, kiedy wszedłem do zupełnie ciemnego budynku. Wyjąłem telefon z kieszeni dżinsów i włączyłem latarkę. Ruszyłem przez hol i zszedłem po schodach w dół. W korytarzu jest dużo ludzi rozmawiających ze sobą. Udaje mi się znaleźć Evę, Dave'a i Liam'a.

- Eva powiedziała, że poszedłeś znaleźć i porozmawiać z Brooklyn. Nie wiedzieliśmy ile to potrwa, więc musieliśmy coś wymyślić. Niall i Eric wyłączyli bezpieczniki. Zaraz pewnie wszystko naprawią. Harry przegrał czwartą rundę i niestety nie zapowiada się kolorowo.

- Znalazłeś Brooklyn, prawda? Rozmawiałeś z nią? Porozmawia z Harry'm, zrobi coś?

- Szczerze mówiąc nie sądzę, że nam pomoże, więc nie liczmy na nią. Zapewne teraz jedzie do hotelu. Musimy sami mu przemówić do rozumu. Gdzie on w ogóle teraz jest?

- Ochroniarze chcieli go zaprowadzić do jego pokoju, aby on i Scott nie mieli ze sobą styczności, ale się uparł i został. Na szczęście tego drugiego wyprowadzili. Siedzi na ringu.

Kiedy już miałem ruszyć w kierunku sali, aby dostać się do Harry'ego i z nim porozmawiać, przemówić do rozumu, aby się nie poddawał i walczył poczułem wibrację telefonu. Eva ścisnęła mnie za ramię, a z tego gestu wyczytałem, że chce poznać szczegóły rozmowy pomiędzy mną, a Brooklyn. Westchnąłem. Co miałbym powiedzieć? Wiem, że w obecnej sytuacji moja dziewczyna byłaby na mnie zła, gdyby usłyszała jak potraktowałem Brooklyn. Sam czuję się z tym w jakiś sposób źle, ale chciałem sprawić, że pomoże Harry'mu, bo wiem, że mogłaby to zrobić. Najwyraźniej nie zależy jej tak bardzo na nim jak sądziłem.

Wróciłem myślami do wibracji telefonu, którą poczułem przed chwilą. Wyjąłem telefon.



"Zaprowadzisz mnie do niego, mógłbyś?"

"Tak, pewnie. Tylko musimy się znaleźć."



Poczułem nadzieję, gdy przeczytałem jej wiadomość. Brooklyn szybko odpisała, a ja z równą prędkością ruszyłem w stronę, którą mi wskazała, czyli na początek schodów. Kiedy zjawiłem się tam stała z zaplecionymi dłońmi. Zmrużyła oczy i zasłania je, gdy zaświeciłem latarką.

- Przepraszam. Jest mała awaria, więc musisz się pospieszyć. Chodźmy.

Aby się nie zgubić przez ludzi w korytarzu, którzy mogliby nas rozłączyć złapałem brunetkę za nadgarstek. Przez drogę jaką pokonywaliśmy błagałem los, aby te cholerne światła nagle się nie włączyły i Brooklyn zdążyła z nim porozmawiać. Potrzebujemy tylko paru minut.



- Harry -



" - Przykro mi. Tak będzie najlepiej dla nas."

Muszę przegrać. Tak będzie najlepiej dla nas.



" - Obiecałaś, że mnie nigdy nie zostawisz."

Skłamała, ale zrobiła to dla swojego dobra.



" - Przepraszam.."

Ja też przepraszam.



Wyjąłem z ust gumowy ochraniacz i wrzuciłem go do kubka stojącego blisko mojej stopy. Trevor uwolnił moją prawą dłoń z rękawicy dzięki czemu teraz mogę wziąć do ręki butelkę wody. W sali jest cicho jakby makiem ktoś zasiał, a mi to jest na rękę, bo nie słyszę zbędnego pierdolenia o tym, że powinienem wziąć się w garść. Wszystko straciło dla mnie sens.

Wchodząc do sali i niedługo po tym na ring czułem taką złość jakiej jeszcze nigdy w swoim życiu nie czułem. Gdyby Scott trzymał język za zębami i nie wystraszył Brooklyn to zapewne wszystko byłoby dobrze. Pozwoliłbym jej się na mnie powściekać za to, że za pierwszym razem nie powiedziałem jej prawdy i wyznałem wszystko dosłownie kilka minut przed walką. Przytuliłbym ją, mimo że zaczęłaby się wyrywać i poczekał cierpliwie aż przestałaby uderzać mnie swoimi małymi piąstkami próbując zadać mi ból, co w rzeczywistości mnie śmieszyło. Uniósłbym jej podbródek i pocałował w usta próbując swoimi wargami, słowem oraz ciałem ją udobruchać. Jej ciało zmiękłoby w moich ramionach i wtedy wszystko byłoby dobrze..

Takie myśli krążyły w mojej głowie przez pierwszą rundę, lecz w przerwie, kiedy rozejrzałem się po sali i dostrzegłem, że miejsce Brook jest puste.. coś we mnie pękło, a czar jakby prysł. W głowie słyszałem ponownie naszą rozmowę i zdałem sobie sprawę, że jej już nie ma. Nie ma nas. Zabolało mnie to, że w momencie, kiedy najbardziej jej potrzebowałem i właściwie nadal potrzebuję jej nie ma. Zostawiła mnie. Z jednej strony rozumiem to. Przestraszyła się możliwości, że Scott ją skrzywdzi, a z uwagi, że w przeszłości już przeszła piekło strach się nasilił tak bardzo, że zwątpiła w bezpieczeństwo przy mnie, co również było/jest dla mnie ciosem, ale z tej drugiej strony.. nie wierzę, że tak łatwo odpuściła, że nie poczekała do końca walki. Wtedy moglibyśmy na spokojnie porozmawiać, wyjaśnić wszystko. Teraz już nie ma czego i z kim wyjaśniać, a ja przestałem widzieć sens we walce, mimo że mój cel był jasny i długo wyczekiwany. Kiedyś uświadomiłem sobie, że Brook jest moją ostatnią deską ratunku na lepszego mnie. Nie ma jej, więc nie ma już szansy. Jasne jest też to, że Scott nie skrzywdzi ani jej ani żadnej innej dziewczyny, więc jak sami rozumiecie nie ma sensu dalej walczyć.

W pomieszczeniu nadal jest ciemno z powodu jakiejś nagłej awarii i cicho. Kiedy słyszę jak drzwi się otwierają w pierwszej chwili myślę, że lada moment światła się włączą i wszystko wróci do normy, jednak drzwi zbyt szybko się zamykają, a stukot obcasów obijający się od podłogi jest coraz bardziej słyszalny. Spoglądam za siebie i od razu odwracam głowę, gdy światło latarki mnie oślepia. Mija kilkanaście dłuższych sekund. Ktoś wchodzi po schodkach, które są przyłączone do ringu dla trenerów, którzy w czasie krótkiej przerwy opatrują szybko rany, z których leci krew, dają wodę i mówią motywujące słowa do dalszej walki.

- Cześć.

Moje serce, które pracowało w stabilnym tempie na znajomy głos zaczyna uderzać szybciej.

- Co się dzieje? Zayn powiedział, że są pewne komplikacje i jest przekonany, że to ja kazałam Ci przegrywać. Oboje wiemy, że to nieprawda, ale to nieważne. Harry..

- Powiem Zayn'owi, że nie masz z tym nic wspólnego, a teraz możesz już spierdalać.

Moje mięśnie napięły się. Ścisnąłem butelkę. W myślach zakodowałem sobie, aby poprosić grzecznie Zayn'a, żeby na przyszłość nie wpierdalał swojego nosa tam gdzie nie trzeba.

Spodziewałem się, że Brooklyn odejdzie, ale ona nadal stoi kilka znaczących kroków ode mnie. Prawda jest taka, że nie potraktowałbym jej tak chłodno, gdyby przyszła tutaj sama. Przyznaję, że ucieszyłbym się, ale kiedy wiem, że przyszła tu tylko dlatego, bo Zayn z nią rozmawiał.. To zmienia postać rzeczy i tyle. Czuję i wiem, że robi to po prostu z litości.

- Harry.. Przepraszam. Przepraszam za to, co wcześniej powiedziałam. To wszystko..

- Już mnie przepraszałaś wielokrotnie, Brooklyn. Nie musisz się powtarzać, naprawdę.

Słychać zgrzyt. Nagle po kolei lampy zaczynają się zapalać. Brooklyn rozgląda się, a po chwili spogląda na mnie przegryzając wargę. Kurwa. Podchodzi szybkim krokiem bliżej mnie. Nie zważając na nic siada na moich udach i obejmuje moją twarz dłońmi. Patrzymy sobie w oczy.

- To wszystko, co powiedziałam było błędem. Wcale nie myślę, że przy Tobie nie jestem bezpieczna. Zawsze byłam, jestem i będę. Po prostu wystraszyłam się możliwości, że Scott w niespodziewanym momencie.. że skrzywdzi mnie w chwili, gdy Ciebie nie będzie obok.

Wpatruję się w jej zielone tęczówki. Zbliża się tak jakby chciała mnie pocałować, jednak rezygnuje i zamiast tego opiera swoje czoło o moje i oddycha głębiej. Spogląda na mnie.

- Zrób to, Harry. Pomyśl sobie ile czekałeś na dzisiejszy wieczór i ile pracy włożyłeś w przygotowania. Nie pozwól, żeby to poszło na marne. Chociaż spróbuj. Poza tym i tak jestem pewna, że.. Jenny już jest z Ciebie dumna i ja też jestem. Jesteś lepszy od Scott'a. Wiem to.

Uśmiecha się delikatnie. Jej wyraz twarzy robi się normalny, gdy nie odwzajemniam gestu.

- Nie odejdę. Możesz na mnie krzyczeć, wyzywać mnie i mówić, że mnie nienawidzisz, ale ja nie odejdę, bo obiecałam, że Cię nie zostawię i zamierzam dotrzymać słowa. Kocham Cię.

Szepcze przy moich ustach. Niemal czuję jej wargi na swoich. Nagle ludzie wchodzą do sali.

- Jeśli się zgodzisz to.. porozmawiamy później.

- Nie zapominaj, że zaprosiłaś mnie na randkę.

Mówię i uśmiecham się lekko. Patrzy na mnie i odwzajemnia gest, a uśmiech sięga jej oczu, które błyszczą. Dostrzegam w nich strach. Odwracam się i widzę kilku ochroniarzy, którzy biegną w kierunku ringu, a ja już wiem co się święci. Brooklyn schodzi z moich kolan po mojej cichej prośbie, a ja wstaję, kiedy dwóch mężczyzn wbiega na ring. Obejmuję ją na wysokości talii, a ona przysuwa się bliżej mnie. Ochroniarze stają nagle w miejscu. gdy unoszę dłoń.

- W porządku. Ona jest ze mną.

Kiwają głowami i wycofują się. Dostrzegam Trevor'a, a znak który mi daje sygnalizuje mi, że za chwilę będzie tu Scott i Brooklyn musi zejść z ringu. Przesuwam się, by stanąć przed nią.

- Trevor zaprowadzi Cię do stolika. Najlepiej będzie jak zostaniesz tam ze wszystkimi i nie będziesz się nigdzie kręciła, a przynajmniej nie sama. Porozmawiamy po walce. W porządku?

- Jeśli nie skopiesz mu tyłka to przysięgam, że wrócę tutaj i zrobię to za Ciebie.

Uśmiecham się szeroko. Zaplatam jedną dłoń za jej kark, a drugą ściskam biodro. Składam na jej ustach czuły pocałunek z nadzieją, którą we mnie odrodziła. Dzięki jej słowom i obecności zyskałem nową siłę, a gdy pomyślę, że po walce ona będzie tutaj i porozmawiamy.. Jestem szczęśliwy, mimo że to, co zrobiła mnie zraniło. W końcu każdy popełnia błędy, prawda?

Ciało Brook przyległo do mojego, a ona pogłębiła pocałunek, który odwzajemniłem. Lekko pomasowałem dłonią jej policzek. Nasze ręce rozłączyły się, gdy ruszyła w stronę schodów. Przechodzi z gracją pomiędzy linami, a następnie schodzi po stopniach. Obserwuję jak Trevor prowadzi ją do stolika i wraca. Sięga zdjętą wcześniej rękawice i zakłada mi ją na prawą dłoń.

- Zapomnij o tych trzech poprzednich rundach i skup się na kolejnych. Zadawaj trochę więcej ciosów niż w pierwszej rundzie i pokaż sędziom, że Ci zależy, bo inaczej będzie koniec.

Pokiwałem głową skupiając się na jego słowach, gdy Trevor zawiązuje sznurki rękawicy.

- Słyszałem, że niedawno wdał się w bójkę i trochę ucierpiał. Nie zauważyłem nigdzie śladów. Zapewne są ukryte, więc musisz je znaleźć i wykorzystać słabe punkty. Gotowy?

Uśmiechnął się znacząco, co odwzajemniłem zanim włożył gumowy ochraniacz do moich ust.Odezwał się sędzia, który kazał zbliżyć się zawodnikom, aby rozpocząć kolejną, czyli piątą rundę. Trevor skinął głową i zabrał wszystko po czym zszedł z ringu, a ja ruszyłem w kierunku niewysokiego mężczyzny ubranego w czarne spodnie oraz biało czarną koszulkę w paski. Nawet nie zauważyłem, kiedy zjawił się Scott. Zignorowałem mówiącego mężczyznę, który wspomniał o awarii. Myślami wracam do Brook i do tego, co mi powiedziała niedawno. Instynktownie spojrzałem w jej kierunku. Moje serce zabiło mocniej, gdy zobaczyłem ją na ustalonym miejscu. Odwróciłem wzrok i spojrzałem na Scott'a Czas skończyć tą szopkę.



- Brooklyn -



Spoglądam na oddalającą się coraz bardziej sylwetkę Zayn'a, który chwilę później znika mi z oczu, z których wypływają pojedyncze, słone łzy. Czuje bolesny uścisk w sercu po słowach przyjaciela Harry'ego, które były szczere i prawdziwie. Zdaję sobie sprawę, że podjęta przeze mnie decyzja, która wydawała mi się wcześniej przemyślana..właściwa teraz jest.. po prostu idiotyczna. Ruszam w stronę dużego budynku. Przystaje w miejscu, gdy słyszę męski głos.

- Halo, halo! Zamówiła Pani kurs i odkąd tu stoję licznik rośnie. Jeśli rezygnuje Pani z kursu to proszę zapłacić za mój stracony czas czekania. Mógłby teraz mnie ktoś potrzebować.

Cholera. Idę w kierunku taksówki jednocześnie szukając w torbie portfela. Dobrze, że jednak postanowiłam go wziąć ze sobą. Pochylam się i podaję mężczyźnie przez rozsuniętą szybę banknot. Życzę miłego wieczoru i czym prędzej udaję się do budynku. Muszę znaleźć Zayn'a. Gdy wchodzę do środka jest ciemno. Wyjmuję telefon, aby napisać wiadomość. Dłonie mam spocone i czuję jak drżą ze zdenerwowania. Jestem idiotką. Potwierdzam to oficjalnie. On.. tak bardzo na mnie liczył, a ja go zawiodłam. Zawsze był obok mnie, kiedy go potrzebowałam. Wspierał i pomagał mi nie oczekując niczego w zamian, a ja zachowałam się samolubnie.

Odwróciłam się w kierunku korytarza. Zayn wbiega po schodach. Zasłaniam dłonią oczy zamykając wcześniej instynktownie powieki, gdy zaświecił jasnym światłem latarki. W jego głosie wyczułam nadzieję w mojej osobie. Chwycił mnie niespodziewanie za nadgarstek, a ja zorientowałam się po chwili, że w korytarzu jest pełno ludzi i ciemno, więc moglibyśmy się zgubić, dlatego nie zaprotestowałam wyrwaniem dłoni i pozwoliłam się zaprowadzić.



* * *



Uśmiechnęłam się szeroko, gdy okazało się, że siódma runda należy do Kędzierzawego tak jak pierwsza, piąta i szósta. Czas na ostatnią rundę, czyli ósmą, w której może wydarzyć się naprawdę wszystko, bo walka się kończy, a oni nie mają nic do stracenia. Mam nadzieję, że sędziowie docenią Harry'ego i jego zaangażowanie, ponieważ jest ono naprawdę duże, ale z drugiej strony nie można zapomnieć o trzech przegranych rundach, które były dość brutalne. Tak przynajmniej opisała to Eva, która przytuliła mnie, gdy usiadłam na miejscu obok niej.

Spojrzałam w kierunku ringu. Trevor pochyla się nad siedzącym Harry'm trzymając butelkę wody, którą brunet pije. Chyba coś do niego mówi. Jestem wdzięczna Trevor'owi za okazane wsparcie Harry'mu, które z pewnością jest dla niego również ważne. Przeniosłam wzrok na bruneta. Przypomniałam sobie nasz moment na ringu, kiedy byliśmy otoczeni ciemnością zupełnie sami, a ja siedziałam na jego udach. Pragnęłam, aby mnie dotknął, pocałował, ale zamiast tego siedział spokojny, mimo że jego napięte mięśnie na to nie wskazywały i nie dotykał mnie nie wykonując w moim kierunku żadnego ruchu. Po prostu słuchał mnie, a ja byłam o dosłownie parę milimetrów od jego ust. Zrezygnowałam zdając sobie sprawę, że w tej sytuacji to nie na miejscu. Zraniłam go w bardzo bolesny sposób i muszę to naprawić.

Wyrwałam się z myśli słysząc głośny dźwięk. Spoglądam na najważniejsze miejsce w sali i dostrzegam, że Scott i Harry stoją koło sędziego, który oddala się rozpoczynając rundę ósmą, a ja czuję jak moje ciało spina się odczuwając strach i niepokój. Serce zaczyna bić szybciej.

Na początku jest spokojnie. Oboje odpowiadają na ciosy rewanżując się sobie wzajemnie, ale z biegiem czasu walka zaczyna nabierać tempa i nie jest już tak kolorowo. Scott przez ciosy naprowadził Harry'ego w kierunku narożnika i ten widok sprawia, że widz odczuwa, że brunet może czuć się bezbronny i osaczony, a w dodatku Scott zadaje mocne ciosy na całym ciele przeciwnika. Moje dłonie się pocą. Na szczęście Harry odwzajemnia ruchy blondyna i przez jego nieuwagę wydostaje się z pułapki. Blondyn sprawia, że Harry upada i wykorzystuje to uderzając go, ale tylko kilka razy, gdyż brunet hamuje jego ruchy stopami. Oddycham głębiej, gdy podnosi go na stopach i rzuca powodując, że Scott również leży na ringu, a jego dłoń jest wykręcona i ściśnięta pomiędzy udami Harry'ego. Blondyn przewraca się wydostając swoją dłoń i pochyla się nad Kędzierzawym uderzając go raz za razem. Przewracają się przyjmując różne pozycje, w których jeden z nich dominuje. Harry zdobywa przewagę znajdując się nad Scott'em i wykorzystuje moment uderzając go z jednej strony, a po szybkim przekręceniu się, co wyglądało niemożliwie okłada jego drugą stronę. Scott wydostaje się i oboje wstają, ale Harry jest pierwszy, a gdy blondyn się bliża uderza go dłonią w twarz.

Rozglądam się po sali, gdy słyszę, że widzowie się buntują. Jedyni krzyczą, że "Scott jest mistrzem i to on tu rządzi", a drudzy, aby "Harry w końcu pokazał na co go stać i ustawił w odpowiednim miejscu tego skurwysyna". Przenoszę wzrok z widowni na ring. Harry zaczyna podpuszczać Scott'a udając, że chce zadać cios w górną część ciała, aby ją osłonił, a kiedy to robi brunet atakuje uderzeniem prawej stopy jego prawe żebro. Krzywi się mocno. Tak! To jest jego słaby punkt. Żebra! Spoglądam na Harry'ego, który przekręca głowę i jeszcze raz uderza w to samo miejsce. Uśmiecha się znacząco, a ja wiem, że.. wygra. Została minuta do końca i wystarczy, że Harry będzie zadawał mocne ciosy i atakował słabą stronę Scott'a.

Sytuacja robi się skomplikowana, kiedy po odwzajemnionych mocnych ciosach obu stron, przewagi Harry'ego nad Scott'em i odwrotnie blondyn trzyma oplecione przedramię wokół szyi pochylonego Harry'ego, który próbuje powstrzymać go. Ludzie wspierający Scott'a wiwatują jakby już był zwycięzcą, a Ci będący za Harry'm krzyczą, żeby odpuścił. W moich oczach pojawiają się łzy. Wiedziałam, że ta walka to bardzo zły pomysł. Jeśli Harry z tego nie wyjdzie.. nie wybaczę sobie tego, że nie byłam wystarczająco stanowcza i nie nakłoniłam go do zrezygnowania. Eva ściska moją dłoń, a ja odwracam się do Zayn'a, Liam'a, Niall'a i Louis'a.

- Dlaczego Trevor nic nie robi? Miał go do cholery wspierać, a nie patrzeć jak go krzywdzi. Jeśli jesteście jego przyjaciółmi to zróbcie coś zamiast siedzieć z zaplecionymi dłońmi.

- A co możemy zrobić? Harry jest uparty i nigdy się nie podda. Możemy tam pójść i mówić sobie, co chcemy, ale on nie posłucha i potupiemy sobie nóżkami wkurzeni. Gdybyśmy nie byli jego przyjaciółmi to nie pomagalibyśmy mu, nie wyciągali z trudnych sytuacji, a dziś nie siedzielibyśmy tu. Weź głęboki oddech. Harry nie jest głupi. Wyjdzie z tego cały, zobaczysz.

Słowa Louis'a nie uspokoiły mnie ani żaden głębszy oddech. Przeniosłam spojrzenie na ring niepewna, co zobaczę. Scott nadal trzyma przedramię wokół szyi bruneta. "Harry, proszę.." - błagam w myślach, aby coś zrobił albo się poddał. Z każdą sekundą jest coraz gorzej i może zemdleć. Skupiam się, gdy dostrzegam, że brunet unosi prawą dłoń i zaplata ją za szyją Scott'a zmuszając go do pochylenia się i odpuszczenia. Mija chwila, w której oboje padają na ring, przekręcają się i razem wstają. Scott atakuje ciosami Harry'ego, który po chwili napierając na niego sprawia, że przekręca go i w locie upada boleśnie. Harry uderza go raz mocno prosto w twarz, a ja widząc go.. dziękuję Bogu za to, że.. wrócił. Zawahanie ze strony Kędzierzawego przy następnym uderzeniu powoduje, że Scott wydostaje się, przez co się niepokoję. Zostało dziesięć sekund. Blondyn podnosi się i rusza w stronę bruneta, który pochyla się unikając ciosu. Harry uderza go dłońmi trzy razy zmieniając je, a następnie bez zawahania unosi nogę tak wysoko, że stopą uderza Scott'a. Z jego ust wylatuje gumowy ochraniacz z krwią, a on upada na ring. Głośny dźwięk sygnalizuje, że walka dobiegła końca.

Po trzyminutowej przerwie, w której zostały podsumowane głosy trzech sędziów jeden z nich przekazuje wynik pochylającemu się mężczyźnie, który był na ringu i wszystko nadzorował. Zaczynam się trząść. W sali jest cicho, kiedy sędzia trzyma nadgarstek Scott'a i Harry'ego, którzy stoją po jego dwóch stronach. Mężczyzna unosi dłoń Harry'ego w górę. Przykładam dłoń do ust, a z oczu wypływają mi łzy. Czuję jak Eva przytula mnie i krzyczy dołączając do wiwatujących osób na zwycięstwo Harry'ego. Uśmiecham się przez łzy. Zrobił to. Wygrał.



* * *



Przeciskam się koło ludzi, aby dostać się do pomieszczenia Harry'ego, którzy wykorzystali moment i poszli za nim, kiedy ja byłam z całą grupą. Przeprosiłam chłopaków za moje słowa, a oni zwyczajnie mnie przytulili w zrozumieniu. Doszliśmy do wniosku, że oni teraz pojadą do restauracji i klubu w jednym, aby sprawdzić czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a ja mam zająć się Harry'm. Nie żałuję, że spędziłam z nimi chwile dużej ciesząc się wynikiem, ale teraz kiedy nie mogę się dostać jestem zła. Jakaś dziewczyna zagradza mi drogę.

- Nie przepychaj się tak! Każdy chce go zobaczyć, zrobić zdjęcie i pogadać.

- Nie potrzebuję zdjęcia swojego chłopaka, a teraz rusz tyłek i mnie przepuść.

Patrzy na mnie dużymi oczami, a ja unoszę brwi w geście ponaglenia jej. W końcu odsuwa się i idę dalej. Nagle ktoś chwyta mnie za nadgarstek. Unoszę wzrok wyżej i dostrzegam tego samego mężczyznę, który zaprowadził mnie i Harry'ego wskazując, że to jego pokój.

- Poprosił, abym Cię znalazł. Chce się z Tobą zobaczyć.

Uśmiechnęłam się, ale szybko moje kąciki ust opadły, gdy poczułam niepokój. Sylwetka mężczyzny spowodowała, że ludzie zaczęli się odsuwać, a ja byłam bezpieczna za jego szerokimi barkami i plecami. Stanęliśmy koło drzwi. Po raz pierwszy uśmiechnął się jakby zachęcał mnie do wejścia. Pokiwałam głową przełykając mocno ślinę, wyprostowałam się i weszłam do pomieszczenia. Drzwi zamknęły się za mną i poczułam, że nie ma odwrotu. Harry uniósł głowę wyżej siedząc na kanapie. Rozchyliłam usta. O mój Boże.. Ruszyłam w jego stronę stawiając większe kroki, a kiedy stanęłam przed nim zawahałam się przed moim zamiarem usadowienia się na jego udach. Odeszłam w kierunku czarnego stołu na którym stoi nie tylko woda, ale i mała apteczka z najpotrzebniejszymi rzeczami. Gdy znalazłam to, co było mi potrzebne do przemycia ran i krwi odwróciłam się z zamiarem podejście do bruneta, jednak on w tej chwili stoi blisko mnie. Praktycznie nasze ciała się stykają. Przez wcześniejsza sytuację, a właściwie moje zachowanie nie mam odwagi na niego spojrzeć.

Czuję jak jego dłonie przesuwają się pod materiał sukienki, aby chwycić mnie pod udami. Podnosi mnie i sadza na blacie stołu. Dotykam jego poranionej klatki piersiowej opuszkami palców. Zdobywam się na odwagę i unoszę wzrok wyżej, ale nie patrzę w jego oczy. Gazą nasiąkniętą wodą utlenioną przesuwam po jego policzku, aby zmyć krew. Kiedy zmywam i opatruję jego rany w postaci dwóch małych plasterków na łuku brwiowym jest cicho.

- Wygrałeś.

- Wygrałem.

Ta krótka i cicha wymiana słów spowodowała, że poczułam się bardziej mniej pewnie.

- Przepraszam, za to że nie powiedziałem Ci wcześniej o tym jak naprawdę ja i Scott zostaliśmy przeciwnikami na ringu. Sam nie wiem, dlaczego tak wyszło. Przepraszam.

- Nie musisz przepraszać. Nie jestem o to ani o nic innego zła. Jest w porządku.

Harry syknął, kiedy za mocno przycisnęłam gazę do rany. Szepnęłam ciche wybacz, bo nie chciałam i nie miałam zamiaru go zranić. Odłożyłam zużytą gazę. Harry chwycił mnie za brodę kierując moją twarz tak, że mój wzrok wtopił się w jego bez wyjścia. Przysunął mnie gwałtownie za biodra do krawędzi stołu, na co odetchnęłam szybciej i głębiej. Objął moją szyję palcami tak, że kciukiem pomasował mój prawy policzek. Mój oddech i serce w piersi przyśpieszają, kiedy zielone tęczówki wpatrują się w moje tak intensywnie, że nie potrafię odwrócić spojrzenia. Nasze twarze są blisko. Zaledwie kilka milimetrów od siebie. Proszę.. Harry'ego usta dotykają moich delikatnie łącząc je w pocałunku. Zaciskam dłonie na jego biodrach. Skumulowane emocje wychodzą na zewnątrz w postaci łez. Brunet odsuwa się delikatnie wpatrując w moje szkliste tęczówki. Kciukiem zmazuje łzę, po której pojawiają się kolejne. Oplatam przedramiona wokół jego szyi delikatnie mając okropny widok przed oczami, kiedy Scott zaciskał je boleśnie i w ten sposób mógł skrzywdzić Harry'ego. Wtulam się w niego, a moje ciało trzęsie się. Nie mam pojęcia, co zrobiłabym, gdyby coś mu się stało.

- Jest już po wszystkim. Nie płacz, Skarbie. Jestem cały i bezpieczny i Ty również.

Chcę przestać płakać, ale kiedy pomyślę, że mogłam go stracić przez własną głupotę..

- Wiem, że jest Ci przykro i zareagowałaś tak, a nie inaczej, bo poczułaś strach. Rozumiem to. Nie mam do Ciebie o to pretensji. Bardziej zabolał mnie fakt, że kiedy naprawdę bardzo mocno Cię potrzebowałem Ciebie nie było. Uciekłaś ode mnie i to złamało mi serce.

Dopiero teraz słyszę za drzwiami ludzi. Harry masuje w uspakajającym geście moje plecy.

- Zapomnijmy o tym. To się nie wydarzyło, dobrze? Uśmiechnij się. Zrób to dla mnie.

Odetchnęłam głębiej i uśmiechnęłam się unosząc kąciki ust do góry. Harry otarł kciukami moje już ledwie mokre policzki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że zapewne wyglądam okropnie i popsułam makijaż zrobiony przez Evą. Harry odwzajemnił mój uśmiech.

- Zbiorę swoje rzeczy, ubiorę się i pojedziemy do hotelu. Powinienem odświeżyć się przed randką z moją dziewczyną i zrobić dobre wrażenie, a może pozwoli zabrać się do łóżka.

Poruszył zabawnie brwiami. Zaśmiałam się szczerze. Zanim odszedł musnął moje usta.



* * *



Do pokoju hotelowego wchodzimy kilka minut przed dwudziestą drugą. Brunet zostawia czarną torbę pod ścianą i zmierza do naszej walizki, którą razem dzielimy. Wyjmuje czarne spodnie i w tym samym kolorze bokserki oraz granatową koszulkę na krótki rękaw. Ściągam szpilki, aby przed wieczorem moje stopy odpoczęły. Harry podnosi się nagle i wyciąga dłonie przed siebie, w których trzyma rozłożoną czarną marynarkę. "W końcu i tak by ją zobaczył".

- Nie przypominam sobie, żebym ją zabierał. Ty spakowałaś moją marynarkę, tak? A więc to było zaplanowane już wcześniej? Ciekawe co zrobiłabyś, gdybym jednak się nie zgodził.

Złożył rzecz i rzucił na łóżko dołączając do reszty ciuchów. Odetchnęłam uspokojona.

- Myślę, że nie powiedziałbyś "nie", ale gdyby wystąpiła taka ewentualność sądzę, że wtedy moglibyśmy pójść na kompromis. To rozwiązanie właściwie zawsze się sprawdza.

Uśmiechnęłam się i urwałam winogrono, które zjadłam. Kędzierzawy przysiadł na krańcu łóżka. Przełknęłam kolejną przepyszną kulkę owocu w połowie, kiedy brunet kiwnął palcem w jasnym geście. Uniosłam brew pytająco, ale nie zareagował. Dokończyłam drugą połówkę i ruszyłam w jego kierunku. Złapał mnie za biodra i pomógł usiąść na swoich kolanach.

- Załóżmy, że właśnie mnie zapytałaś, a ja powiedziałem "nie". Jeśli poszlibyśmy na kompromis Ty byłabyś usatysfakcjonowana randką w postaci kolacji ze mną, a ja?

- Przez Ciebie czuję się teraz tak jakby tylko mnie na tym zależało. To jest nie fair.

- Źle to odebrałaś, Skarbie. Byłbym zadowolony z randki, ale czy dostałbym więcej?

Zmrużyłam powieki spoglądając na niego. Poczułam jak policzki mi czerwienieją, kiedy coś sobie pomyślałam. Dotyk Harry'ego na skórze rozproszył mnie. Przysunęłam się bliżej niego.

- Chciałbyś dostać więcej, tak? A jeśli powiedziałabym, że zrobiłabym Ci loda?

Szepnęłam cichym głosem do jego ucha. Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy usłyszałam jak jego jabłko Adama się poruszyło. Minęła chwila ciszy, którą zakłóciłam moim jękiem, gdy uderzył mnie w prawy pośladek. Poruszyłam się ocierając swoim miejscem intymnym o jego.

- Kurwa. Masz mnie. Zrobiłaś się zadziorna i niegrzeczna, wiesz? Podoba mi się.

Pisnęłam, kiedy nagle przerzucił mnie na łóżko i znalazł się nade mną. Rozsunął moje uda i umościł się pomiędzy nimi. Nasze wargi złączyły się w pocałunku. Wplotłam dłonie w jego bujne loki, natomiast jego ręce błądzą po moim ciele. Zadrżałam, gdy otarł się o moje czułe miejsce pomiędzy udami. Dzięki temu, że jego usta zeszły na moją szyję odzyskałam trochę świadomości obecnej sytuacji. Harry uniósł się. Podciągnął materiał sukienki do góry. Zaklął cicho i spojrzał na mnie. Przegryzłam dolną wargę. Nie spuścił ze mnie wzroku, gdy jego kciuk dotknął mnie przez materiał dolnej bielizny. Jego dłonie chwyciły krawędź majtek.

- Nie.

Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową, aby potwierdzić to, co usłyszał. Pochylił się.

- Umówiliśmy się na kolację, a my jeszcze nie jesteśmy gotowi.

- Możemy kolację zamówić do pokoju, a na randkę pójdziemy jutro.

Uśmiechnął się i cmoknął mój policzek jakby sprawa została rozwiązana.

- Chcę, żebyś doszła i pokazała mi jak zaciskasz się na moich palcach.

Policzki oblały mi się czerwienią. Pocałował mnie pod uchem. Ścisnęłam jego nadgarstek.

- Powiedziałam: nie.

- Okej. W porządku.

Wyswobodził z mojego uścisku swoją rękę, którą odgarnął mój zabłąkany kosmyk. Spojrzał na mnie jakby chciał w moich oczach znaleźć podpowiedź, której nie dostał, bo jej tam nie ma. Gdyby impreza niespodzianka nie byłaby zorganizowana ja również postąpiłabym inaczej. Harry zostawił mnie i zabrał ciuchy, po czym zamknął za sobą drzwi łazienki.



- Harry -



Opieram się o ściankę windy, podczas gdy Brooklyn wcisnęła numer piętra, na którym jest recepcja. Nie stanęła obok mnie tylko po przeciwnej stronie windy. Spojrzałem w kierunku jej szczupłych nóg i powiodłem ku górze. Muszę przyznać, że sukienka, którą kupiła jest piękna i cholernie mi się w niej podoba. Podkreśliła jej biust i talię oraz nogi. Kolor bordowy naprawdę jej pasuje. Nasze spojrzenia spotkały się. Ma zaczerwienione policzki i delikatny uśmiech.

Wskazałem dłonią Brook, aby szła pierwsza, kiedy winda zatrzymała się na naszym piętrze. Dołączyłem do niej idąc obok, ale w żaden sposób nie dotknąłem jej. Chciałem się do niej zbliżyć, ale ona zaprotestowała, dlatego postanowiłem nie naciskać w oczywisty sposób. Sprawię, że sama zacznie temat, a wiem, że tak będzie, bo widziałem jak jej uda się zaciskały, gdy przygotowywałem się do wyjścia. Jest podniecona i niezaspokojona, a to w końcu musi znaleźć swoje ujście, prawda? Uśmiechnąłem się i puściłem jej oczko przytrzymując dla niej drzwi taksówki, do której wsiadłem zaraz po niej. Oparłem się wygodnie, gdy Brooklyn przez małą kwadratową szybkę powiedziała cel naszej podróży kierowcy. Ruszyliśmy po chwili.

Przez pierwsze pięć minut było spokojnie, ale jak wiadomo do czasu. Dostrzegłem, że Brook zaczęła się delikatnie wiercić. Założyła nogę na nogę jakby to miało pomóc. Uśmiechnąłem się i odwróciłem wzrok wpatrując się w mijane widoki czekając na dalszy rozwój sytuacji.

Przysunęła się bliżej, a po chwili przytuliła do mojego lewego boku. Zauważyłem, że próbuje zyskać moją uwagę. Dotknęła moje ramie, naparła na moje ciało wiercąc się jakby było jej niewygodnie siedzieć, przejechała palcem wskazującym wzdłuż mojego torsu, aby po chwili wsunąć ciepłą dłoń pod moją koszulkę, musnęła delikatnie ustami moją szyję. Przez cały czas siedzę niewzruszony chociaż w środku mnie pali, aby po prostu dać jej to, czego chce. Zacisnąłem mocno dłoń na kolanie, kiedy dotknęła mojego penisa przez materiał spodni.

- Dotknij mnie, proszę..

Przysunąłem się bliżej jej twarzy i ująłem policzek jakbym miał zamiar ją pocałować.

- Odpowiedź brzmi: nie.

Szepnąłem do jej ust i wróciłem do poprzedniej pozycji odwracając się w stronę szyby.

- Zrobię, co zechcesz.

W jej głosie wyczułem nutę desperacji. Nie daję po sobie poznać, że jej słowa zaintrygowały mnie i zainteresowały. Muszę się zastanowić. Mogę poprosić o wszystko tak naprawdę.

- Więc zdejmij majtki.

- Co? Nie. Oszalałeś.

- Skoro tak uważasz.

Odwróciłem się w kierunku szyby, z której obserwuję wystawy sklepowe. Unoszę nadgarstek w kierunku światła, aby dowiedzieć się która jest godzina. Za dwadzieścia minut dokładnie wybije dwudziesta trzecia. Prawdę mówiąc nie jestem zmęczony i chcę uczcić wygraną z Brook dziś, a jutro z przyjaciółmi. Chociaż może zaproszę ich do klubu w następny weekend, bo jutro jest niedziela i zdecydowanie wstawanie w poniedziałkowy ranek nie byłoby łatwe ani przyjemne. Tak, to wydaje się być rozsądniejszą opcją. Niedługo będziemy na miejscu.

Przeniosłem spojrzenie na Brooklyn. Nasze tęczówki spotkały się. Przegryzła dolną wargę i westchnęła, po czym przeniosła wzrok w stronę kierowcy. Uniosła lekko biodra, a jej dłonie powędrowały pod sukienkę, spod której chwilę później dostrzegłem materiał koronkowej bielizny przesuwany przez jej uda, kolana i coraz niżej. Kurwa. Nie spodziewałem się tego za nic w świecie. Pochyliła się na moment i wyprostowała. Sięgnęła torebkę z siedzenia, aby zapewne tam schować bieliznę. Wyciągam dłoń. Patrzy najpierw na nią, a później na mnie.

- Grzeczna dziewczynka.

Szepczę, gdy oddaje mi ściśnięty materiał. Chowam go do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Mija pełna minuta bez żadnego ruchu z mojej strony. Może i mógłbym podroczyć się z nią jeszcze trochę, ale zdaję sobie sprawę, że minęło już trochę czasu. Odwracam się i siadam bokiem w kierunku Brooklyn, która spogląda na mnie z lekkim uśmiechem. Łącze nasze usta.

- Wiem, że to nie będzie łatwe, ale musisz być cicho.

Co prawda kierowca nie zwraca na nas większej uwagi i słucha naprawdę głośno muzyki to wolę zachować ostrożność. Brooklyn pokiwała głową, a ja ściągnąłem marynarkę, którą ją okryłem, aby taksówkarz w razie odwrócenia się albo opuszczenia wstecznego lusterka nie zobaczył tego czego nie powinien i co należy do mnie. Cóż.. Teraz czas zacząć zabawę.

________________________

Nie będę kolejny raz z rzędu rozwodzić się nad czasem dodania rozdziału, więc pozwolicie, że po prostu to przemilczę, bo.. Chyba już się do tego przyzwyczailiście, a przynajmniej mam takie wrażenie. Mogę tylko dodać moją myśl, że boję się chwili, w której zakończę HARSH, bo to opowiadanie jest częścią mojego życia i jeśli stracę tę cząstkę to będzie cholernie dziwne uczucie, że.. nie będę musiała już myśleć nad rozdziałem, kombinować, aby jak najszybciej dodać, aby był jak najlepszy i z minimalną liczbą błędów. Po prostu tego nie będzie i myślę, że to jest jakiś czynnik, który powoduje, że te rozdziały tak się pojawiają. To tyle, jeśli chodzi o kwestię dodawania.

Druga kwestia to taka, że jestem głupia. Dopiero dziś zdałam sobie sprawę, że skoro czekacie już tak długo na rozdział, a on jest pokaźnych rozmiarów to mogę dodać to, co mam, a nie trzymać do momentu, kiedy się przełamię i złapię wenę, żeby skończyć, ponieważ w tej części miałam opisać sytuacje w taksówce, imprezę i chyba niedzielny poranek, ale postanowiłam, że albo stworzę czwartą część i zakończę rozdział #71 albo po prostu dodam rozdział #72 tym samym nie trzymając dalej was w.. niecierpliwości. Przepraszam za to, że nie pomyślałam i czekaliście za długo.  

Trochę się rozpisałam, ale tak to jest jak pisze do was raz na miesiąc, więc mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał i mam taką ostatnią kwestię/uwagę. Ciesze się, gdy czytam, że wam się podoba, ale chciałabym, żebyście odnosili się do może jakiś wątków w rozdziale? Rozumiem fakt, że jest super/podoba się/rewelacyjne, ale fajnie byłoby przeczytać, co konkretnie wam się podoba ;) Taka moja mała prośba.  

Ja uciekam, a wam życzę miłego wieczoru i udanego weekendu. Zapraszam również na:  

ASK: harsh_fanfiction oraz SNAPA: harsh_ff

Cześć ;)

Niebieskooka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 8617 słów i 47647 znaków, zaktualizowała 24 lut 2017.

6 komentarzy

 
  • Ewcia:D

    Dopiero miałam możliwość przeczytania tego opowiadania, bo nie miałam telefonu i nie miałam jak przeczytać. Jednak jestem teraz szczęśliwa, bo wspaniale ta część umiliła mi czas w podróży :) cieszę się, że główni bohaterzy się pogodzili, a to, że Brooklyn stała się bardziej odważna w sprawach łóżkowych wpływa pozytywnie na to opowiadanie :) czekam z niecierpliwością na kolejną część ;)

  • Malutka

    <3 Warto czekać na kolejne części :)

  • nicki44

    Cudowny rozdzial  <3

  • Qwerty12÷45

    Wow   <3 Najlepszy rozdział ever, chociaż w sumie wszystkie są najlepsze. Wiedzialam ze oni beda razem, muszą byc razem, sa dla sb stworzeni. Jak zwykle genialnie i czekam na nastepna notke. Moze byc nawet za miesiąc, bo warto czekac na HARSH <3

  • ala1123

    Super ze dodalas :) oczewiscie świetna część ale jak bym miała powiedzieć co najbardziej mi się podobało to moment w którym ona się zwróciła i stwierdziła ze musi go wspierać albo gdy on zrozumiał i jej wybaczyl podczas gdy ona nie wypowiedziała ani słowa :D cudowne kolejna część dodaj szybko ;) dużo weny :)

  • Pina

    Super część  :kiss: Warto czekać na kolejną, uwielbiam Twoje opowiadanie ;)