Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 22

Siedziałem wkurwiony w kuchni i na nią czekałem. Wyprowadziła mnie z równowagi do tego stopnia, że dałem porządny wycisk Dziecinie. Sam nie potrafił mnie zatrzymać, a Jo pierwszy raz w życiu po prostu się zamknęła. Wiedziałem, że przegiąłem, bo zrobiłem porządną awanturę, ale miałem to w dupie.

Cassie była, kurwa, nieodpowiedzialna. Wyszła z obcym facetem, ani przez chwilę nie myśląc o pierdolonych konsekwencjach. Miałem jedynie nadzieję, że wróci w jednym kawałku. Jeśli nie… znajdę tego debila i wypruję mu flaki – to tak na początek, zanim rozszarpię go na drobne kawałki.

Sięgnąłem po piwo i wypiłem je duszkiem. Trzęsły mi się dłonie, bo naprawdę byłem wściekły. Może też trochę zazdrosny, bo słuchała się pieprzonego, zwykłego człowieka a nie doświadczonego łowcy. Mnie jej życie nie było obojętne. Koleś pewnie nawet nie wiedział z czym się mierzył, bo szczerze wątpiłem, aby Cassie opowiedziała mu całe swoje życie. Znali się parę tygodni, czyli krótko. Spędzała z nim dużo czasu, nosiła jego koszulki, ale związek bez szczerości nic nie znaczył.

– Jaki związek?! – burknąłem pod nosem, otwierając kolejne piwo. – Pieprzony chuj.

Picie w takim stanie wkurwienia było niewskazane, ale to również miałem w dupie. Jeszcze nikt mnie tak nie zlekceważył. Cassie przegięła. Byłem pewien, że szybko odczuje konsekwencje swojego niemądrego zachowania, ale najpierw musiała wrócić do domu.

Zerknąłem na komórkę. Dochodziła trzecia nad ranem, a jej wciąż nie było. Dałem jej godzinę na powrót, potem zamierzałem rozpocząć poszukiwania. Dziecina pewnie nie podziękowałaby mi za jazdę po pijaku. Uśmiechnąłem się kpiąco pod nosem, bo Sam by mnie zabił. Uważał, że dziewczyna potrzebowała przestrzeni i trochę prywatności. Mój braciszek najwyraźniej zapomniał o bandzie debili, którzy deptali jej po piętach.

Odstawiłem z hukiem butelkę na stół.

Wszyscy o tym, kurwa, zapomnieli.

Usłyszałem dźwięk samochodu, więc wyprostowałem się na krześle, przygotowując się na ostrą wymianę zdań. Drzwi otworzyły się dopiero po kilku minutach. Zgrzytnąłem zębami ze złości, bo pewnie musieli się pożegnać.

– Gdzie byłaś? – warknąłem, gdy ledwo przekroczyła próg domu.

Podskoczyła zaskoczona, łapiąc się za serce.

– Dean?

Otaczał mnie półmrok, dlatego weszła do kuchni i zamarła.

– Dean, dlaczego tu jeszcze jesteś? – zapytała zaskoczona.

Nawet w tych ciemnościach zauważyłem, że jej fryzura była w nieładzie. Wkurwiłem się jeszcze bardziej.

– Zadałem pytanie: gdzie byłaś, Cassie? – powtórzyłem chłodno.

Prychnęła.

– Idę spać, a ty dalej tu sobie siedź. Dobranoc.

Gwałtownie wstałem. Krzesło potwornie zaszurało, ale nawet ten dźwięk nie zmusił Cassie do zatrzymania. Pokonałem dzielący nas dystans i złapałem ją mocno za nadgarstek. Zmiażdżyłem swoje zęby, gdy wyczułem pewien drobiazg. Uniosłem jej dłoń i przyjrzałem się bransoletce, która nijak pasowała do całego stroju.

– Nie ignoruj mnie – warknąłem, starając się nie skupiać uwagi na pieprzonym kamieniu.

Killian jednak nie był chwilowym facetem. Zamierzał zostać, kurwa.

– Gdzie byłaś? – powtórzyłem, powoli tracąc panowanie nad sobą.

– Tam, gdzie ciebie nie było – odpowiedziała spokojnie, a potem wyrwało dłoń z mojego uścisku. – Nie jesteś przyzwyczajony do kobiet, które nie mdleją na twój widok, prawda? Do kobiet, które mają własne zdanie? – Uśmiechnęła się drwiąco, a w jej oczach błysnęło coś znajomego. Znowu nie była sobą. – Masz pecha, Dean. Powiedziałabym, że jest mi przykro, ale całkiem dobrze się bawię.

Popchnąłem ją na ścianę, a dosłownie chwilę później przycisnąłem jej ciało do swojego. Miałem ochotę coś rozwalić. Nie rozumiałem swojego gniewu, ale to nie był czas ani miejsce na niepotrzebne analizowanie. Nieznajoma istota znowu przejęła władzę nad ciałem Cassie, ale nie martwiło mnie to, tylko nakręciło jeszcze bardziej. Chciałem się z nią pokłócić.

– Dlaczego mnie tak nienawidzisz?

– Nienawidzę? – Uniosła brew. – To ty mnie nienawidzisz, Dean. Cassie nie ma z tym nic wspólnego.

Zawarczałem, dociskając ją do ściany.

– Zostaw ją w spokoju – zagroziłem.

– Dlaczego? – Przekrzywiła głowę i oblizała usta. – To nie jest jej ciało.

Złapałem ją mocno za ramiona. Skrzywiła się, ale nie zareagowała.

– Zostaw ją w spokoju!

– Nie zabijesz mnie – powiedziała rozbawiona. – Żaden z was tego nie zrobi.

– Kim jesteś?

Roześmiała się kpiąco.

– Twoim największym koszmarem, Dean – szepnęła, przybliżając swoje usta do moich. – I to ty lepiej zostaw tę dziewczynę w spokoju, bo pożałujesz.

Objąłem dłonią jej gardło i przycisnąłem głowę do ściany.

– Chyba jesteś głucha, więc powtórzę jeszcze raz: kim jesteś? – wysyczałem.

Z jej twarzy nie schodził uśmiech.

– Już ci odpowiedziałam.

Zacisnąłem mocniej palce, a wtedy Cassie zaczęła się krztusić. Nie zareagowałem od razu. Dopiero jej ogromne oczy pełne strachu mnie otrzeźwiły. Odskoczyłem od niej, uświadamiając sobie, że nieznajoma istota odeszła. Przerażona Cassie z trudem łapała oddech, a w jej oczach zakręciły się łzy.

– Dean, co ty robisz? – szepnęła drżącym głosem. – Dlaczego mnie dusiłeś?

Chciałem podejść, ale uciekła, wchodząc głębiej do domu. Dotykała dłońmi ścian, coraz bardziej odsuwając się ode mnie. Byłem w dupie, kurwa. Uniosłem wysoko dłonie, a moje serce dudniło jak oszalałe.

– To nie tak – zacząłem, ale przerwała mi.

– Dlaczego mnie dusiłeś?!

– Nie byłaś sobą – odpowiedziałem, starając się panować nad swoim głosem.

Usłyszeliśmy kroki na schodach. To była Jo. Na dodatek trzymała strzelbę. Zapaliła światło i stanęła obok Cassie, rzucając wściekłe spojrzenie w moim kierunku.

– Co ty znowu odpierdalasz, Dean?

– Dusił mnie.

Pokręciłem gwałtownie głową, robiąc krok do przodu, ale Jo osłoniła Cassie swoim ciałem i wycelowała we mnie broń.

– Jeszcze krok i przysięgam, że cię zastrzelę – warknęła.

– To nie była Cassie! Jo, trzeba ją odizolować…

– Gówno prawda! – krzyknęła Harvelle. – Rozumiałam, gdy mówiłeś, że jej samotne wyjście może źle się skończyć, bo nazywasz się Winchester i masz swoje odpały. Nawet przeszło mi przez głowę, że możesz się o nią martwić. W końcu jest jedną z nas, chociaż dopiero rozpoczęła szkolenie. Ale to? – Jej oczy patrzyły na mnie z wyrzutem. – Zawiodłeś mnie, Dean.

– Nic nie rozumiesz!

Jo odbezpieczyła broń, więc wiedziałem, że to drugie ostrzeżenie, zanim pociągnie za spust. Powinienem odpuścić i wyjść, ale Cassie nie była sobą. Zamiana dusz trwała dosłownie chwilę i nie było żadnych skutków ubocznych. Coś mi mocno nie grało, ale Jo nawet nie chciała słuchać, do cholery!

– Porozmawiajmy – zaproponowałem, unosząc wysoko dłonie. – I przysięgam, nie chciałem skrzywdzić Cassie.

– Cassie? – zapytała Jo, zerkając niepewnie na przyjaciółkę.

– Niech on stąd wyjdzie – odpowiedziała szeptem.

Harvelle ściągnęła groźnie brwi.

– Słyszałeś, Dean.

– Jo…

– Wyjdź stąd – warknęła, robiąc krok w moją stronę.

Nie posłuchałem, wciąż stojąc w tym samym miejscu. Przeniosłem wzrok na przerażoną Cassie i dopadły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Gdyby tamta nieznajoma istota nie przejęła kontroli nad jej ciałem… Skończyłoby się na krzykach. Usłyszałbym, że jestem dupkiem, a ona uciekłaby do swojego pokoju. Jednak sprawy trochę się pokomplikowały.

– Dean!

Pokręciłem głową z zaciśniętymi zębami.

Jo powoli podeszła do mnie i zatrzymała się dopiero wtedy, gdy lufa strzelby oparła się o moją klatkę piersiową. Powinienem odpuścić, ale nie mogłem. Zaszło jakieś nieporozumienie. Istota w ciele Cassie uważała mnie za zagrożenie. Tamten łowca, który ją uratował, również nie był przyjaźnie nastawiony.

Czy plan polegał na tym, żeby odsunąć mnie od Cassie? Wtedy nie mógłbym jej pomóc. Nie byłoby mnie obok, gdyby wpadła w tarapaty. Wszystko powoli nabierało sensu, ale nikt tego nie zauważał.

– Nie każ mi tego robić.

– Nie chciałem jej udusić, Jo – powiedziałem zimno.

– Wyjdź stąd – powtórzyła, mocniej wbijając lufę w moją klatkę piersiową.

Zerknąłem na Cassie. Dotykała dłońmi szyi, a z jej oczu płynęły łzy. Naprawdę myślała, że chciałem ją skrzywdzić?

– Proszę, Dean – szepnęła.

– Wyjdę, ale wrócę tu jutro po polowaniu na wiedźmę – mruknąłem, zezując na wkurzoną Jo. – Udowodnię wam, że wcale jej nie dusiłem, do cholery.

– Wynoś się stąd!

– Dobra, idę – burknąłem niezadowolony i zacząłem wycofywać się w stronę drzwi. Po drodze zgarnąłem swoje rzeczy z kuchennego stołu, a potem wyszedłem na zewnątrz. – Przykro mi, Cassie – powiedziałem i chwyciłem za klamkę.

Zamarłem, bo Cassie znowu nie była sobą. Jo była odwrócona do niej plecami, więc nie widziała triumfalnego wyrazu twarzy swojej przyjaciółki. Uśmiechnęła się do mnie słodko i posłała całusa. Jo obejrzała się przez ramię, a Cassie znów wyglądała na zranioną.

Zamknąłem drzwi. Moje serce dudniło w piersi jak popierdolone. Nie miałem pewności, co ta istota chciała zrobić. Jo była w niebezpieczeństwie i nic nie mogłem zrobić, bo stała po stronie przyjaciółki. Przyjaciółki, która zamierzała się mnie pozbyć.

Wyciągnąłem z kieszeni komórkę, wybrałem numer brata i ruszyłem w stronę Dzieciny.

– Sam?

– Wiesz, która jest godzina?

– Mamy problem – syknąłem, zatrzaskując drzwi samochodu. – Przed chwilą dusiłem Cassie.

– Dean?!

Wiedziałem, że taka wypowiedź go wybudzi.

– Tak przynajmniej sądzi Jo i prawdziwa Cassie.

– Prawdziwa Cassie?

Odpaliłem silnik i ruszyłem.

– Sprawy całkowicie wymknęły się spod kontroli, więc wstawaj i zacznij szukać czegoś na temat egzorcyzmów.

– Ale to nie jest demon.

– Nie jest, dlatego potrzebujemy Ketcha – wyjaśniłem. – Tymczasem postaraj się dowiedzieć, na jakiej zasadzie działa opętanie przez wiedźmę.

– Chcesz zadzwonić do niego o czwartej nad ranem?

– Jeszcze zostało dwadzieścia minut, więc nie dramatyzuj. To poważna sprawa.

Chyba wstał, bo usłyszałem głośne skrzypienie łóżka.

– Niech lepiej przyjedzie do bunkra – powiedział Sam.

– Kompletnie mi się to nie uśmiecha, ale nie mamy wyjścia.

– Zostawiłeś Jo?

– Jo nie chciała mnie słuchać. Miała strzelbę, więc dopisz sobie resztę.

– Cholera!

– No właśnie. To była sytuacja bez wyjścia, dlatego odpuściłem, ale tylko chwilowo. Ta nieznajoma istota chce mnie trzymać z daleka do Cassie.

– Jest jeszcze gorzej niż podejrzewaliśmy, wiesz o tym?

Prychnąłem i dodałem gazu.

– Nikt mi nie chce wierzyć, że tamtego dnia w gnieździe wampirów, naprawdę szukałem Cassie. Nie znalazłem jej tylko dlatego, że jakiś łowca chciał ją do mnie zrazić. I udało mu się.

– Jedź ostrożnie. Sam zadzwonię do Ketcha.

– Nie…

– Dean, obydwaj wiemy, jak bardzo jesteś teraz wyprowadzony z równowagi – wpadł mi w słowo. – Ketch ma chcieć nam pomóc.

– Dlaczego zawsze musisz mieć rację? – zapytałem niezadowolony. – Nie nudzi cię granie tego dobrego?

Odpowiedział mi głośnym śmiechem.

– Bycie dobrym jest… dobre.

Przewróciłem oczami.

– Zaparz też sobie kawy – zasugerowałem uszczypliwie.

– Pogadamy za godzinę. Uważaj na siebie, Dean.

– Dziecina o mnie zadba – pocieszyłem go.

– Ty też o nią zadbaj i nie sprowokuj wypadku – mruknął zgryźliwie Sam.

Zacisnąłem zęby, rozłączyłem się i rzuciłem komórkę na fotel pasażera.

Rozmowa z bratem wcale mnie nie uspokoiła. Byłem maksymalnie wkurwiony. Nigdy nie chciałem nikogo świadomie skrzywdzić, dlatego czułem się bardzo zmotywowany do znalezienia sprawcy tego całego zamieszkania.

۞

Wpadłem do bunkra i zastałem Sama z Ketchem przy głównym stole. Zdeterminowany, zbiegłem po schodach, cały czas powtarzając sobie w głowie, że powinienem zachować spokój. Ketch należał do grupy obrażalskich dupków. Potrzebowaliśmy go, dlatego musiałem przyznać rację bratu i gryźć się w język.

Ketch odsunął materiał kurtki i spojrzał na zegarek.

– Co jest na tyle ważne, żeby wszczynać alarm o piątej rano?

– Powiedziałeś, że w dziewczynie nie siedzi wiedźma, pamiętasz? – zaatakowałem, ignorując ostrzegawcze spojrzenie Sama.

– Ująłem to inaczej, ale tak – przyznał Arthur. – Macie nowe informacje?

– Chyba nie miałeś racji – powiedział ostrożnie Sam.

– Co to znaczy?

Odsunąłem głośno krzesło i usiadłem, wbijając zimne spojrzenie w Ketcha.

– Nasza koleżanka nie jest sobą, rozumiesz? – Nachyliłem się nad stołem. – Co tak naprawdę miałeś na myśli, gdy wspominałeś o przejściu na drugą stronę?

– Dlaczego pytasz?

Zacisnąłem zęby, żeby nie rzucić w jego stronę paru nieprzyjemnych słów.

– Dzisiaj prawie ją udusiłem.

Reakcja Ketcha mnie zaskoczyła. Nagle znieruchomiał, zaciskając dłonie, aż zbielały mu kłykcie. Rzucił mi mordercze spojrzenie i przez chwilę miałem wrażenie, że wyciągnie broń i mnie zastrzeli. Zmrużyłem oczy, bo nie rozumiałem jego zachowania. Nie znał Cassie, nic nie rozumiał, a zareagował, jakbym chciał mu zabić kobietę.

– Chciałeś zamordować niewinną kobietę? – warknął.

– Nie była sobą, dobra?

– A skąd ta pewność?

Zaczynał mnie wkurzać.

– Znamy tę dziewczynę – wtrącił się Sam.

– To dalej nie jest żaden argument – mruknął Arthur.

– Lubisz mnie wyprowadzać z równowagi, prawda? – naskoczyłem na niego. – Wiem, co widziałem. To nie była ona. Powiedziała, że mnie nienawidzi.

Przez twarz Arthura przemknął cień uśmiechu, który miałem ochotę zetrzeć pięścią.

– Każdy cię nienawidzi, Dean – powiedział rozbawiony. – Żadna nowość.

Zgrzytnąłem zębami.

– Pomożesz nam czy nie?

– Co zamierzacie zrobić?

– Odwiedzić Caroline, a potem zamknąć dziewczynę w celi – odpowiedziałem.

Prychnął pogardliwie, a potem potarł dłonią podbródek.

– Przedstawicie mi ją? Nie używacie jej imienia, nawet nie pokazaliście zdjęcia. – Ketch spojrzał na Sama. – Bo nie chodzi tutaj po prostu o fakt, że ta dziewczyna go nie chce, więc się boi, że zechce kogoś innego?

Mój brat uniósł kącik ust, ale dostrzegając moje niezadowolenie spojrzenie, od razu spoważniał. Odchrząknął i ściągnął brwi.

– Dziewczyna ma na imię Cassie i jest przyjaciółką Jo.

– Harvelle – mruknął z uznaniem. – Pamiętam ten ognisty charakter.

– Nowa wersja Cassie jest o wiele gorsza.

Na twarzy Arthura pojawił się uśmiech. Spojrzał na mnie z błyskiem w oku.

– Przecież lubisz takie kobiety.

Sukinsyn miał rację. Czekałem na Cassie, bo liczyłem na kłótnię. Gdyby była zbyt potulna, na pewno znalazłbym sposób, żeby chciała rzucić mi się do gardła. Na tamtym polowaniu była niesamowita i… cholernie seksowna, a takie kobiety są świetne w łóżku.

– Nie patrzę na nią przez ten pryzmat – skłamałem.

– Jo by go zabiła – rzucił mimochodem Sam, uśmiechając się szeroko.

– To dobrze – podsumował Ketch. – Bliskie relacje łowców nie mają pozytywnego wpływu na polowania.

Wyprostowałem się na krześle.

– Jakbyś cokolwiek o tym wiedział – zadrwiłem.

– Myśl sobie, co tam chcesz. – Arthura wstał i wyciągnął komórkę. – Powinniśmy już ruszać. Napiszę Mickowi, że to nadzwyczajna sytuacja. Miałem zająć się innym zleceniem, ale skoro i tak wywlekliście mnie z łóżka, to wam pomogę. A dokładnie to Cassie, bo niewinni ludzie mają z wami przerąbane.

Rozprostowałem palce i ponownie je zacisnąłem. Czułem na sobie spojrzenie brata, ale zignorowałem go. Miałem ochotę rzucić się na Ketcha i obić mu mordę, bo zawsze musiał mi dowalić.

– Dean – mruknął Sam. – Odpuść.

– Nienawiść jest obustronna, Sam – stwierdził Arthur. – Nie będzie lepiej. Teraz może być już tylko gorzej. – Uśmiechnął się krzywo. – I zapewne niebawem tak się stanie.

– Ale ty pieprzysz głupoty – podsumowałem, wstając. – Zapolujmy na wiedźmę, zanim postanowię odciąć ci łeb.

– Musiałbyś najpierw do niej dosięgnąć.

– Ketch. Dean. – Obydwaj popatrzyliśmy na mojego brata. – Zaraz przyłożę wam obu, bo Cassie nas potrzebuje.

Pokiwaliśmy głowami, rzucając sobie nawzajem mordercze spojrzenia.

۞

Staliśmy przed domem Caroline. Okolica była bardzo spokojna, co od razu mnie zaniepokoiło. Rozejrzałem się wokół, zdając sobie sprawę, że nie widziałem ani jednego żywego człowieka.

– Bardzo tu cicho – mruknąłem, upewniając się, że moja broń była na swoim miejscu.

– Ewidentnie widać, że tutaj nikt nie interesuje się życiem sąsiadów. Idealne miejsce dla wiedźmy, która chce pozostać niewidzialna – powiedział Ketch.

– Zanim wejdziemy… – Sam odwrócił się w stronę Arthura i popatrzył na niego znacząco. – Nie chcemy jej zabić, rozumiesz? Jeśli nas zaatakuje, to próbujemy się bronić. Dopiero w ostateczności naciskamy na spust.

– Rozumiem.

– Na pewno? – dopytałem. – Czy mam powtórzyć?

Ketch obrzucił mnie rozbawionym spojrzeniem.

– Z naszej trójki to ty zachowujesz się najmniej odpowiedzialnie, więc weź sobie do serca słowa brata, narwańcu.

Chciałem się odezwać i go ochrzanić, ale wtedy Sam zapukał ostrożnie do drzwi. Zamknąłem usta, poprawiłem kurtkę i wysiliłem się na uśmiech. Nie chciałem od razu sprowokować wiedźmy do ataku.

Odpowiedziała nam cisza, więc Sam zapukał ponownie. Znowu nic.

– Coś jest nie tak – mruknął.

Nie czekając na chłopaków, po prostu pociągnęłam za klamkę, a drzwi się otworzyły.

– Nie, nie, nie – burczałem pod nosem, wchodząc do domu.

Wyciągnąłem broń i przeszukałem kuchnię, potem jadalnię. Wszedłem do salonu i zamarłem, bo zauważyłem blond włosy wystające zza oparcia fotela. Kiwnąłem chłopakom głową, więc po cichu dołączyli do mnie. Zacisnąłem dłoń na broni i zbliżyłem się do fotela. Zachowałem odpowiedni dystans w razie, gdyby wiedźma chciała mnie wziąć z zaskoczenia. Może nie miała żadnej mocy, ale wciąż była niebezpieczna.

Obszedłem fotel, wycelowałem w kobietę i zacisnąłem zęby.

– Son of a bitch – wycedziłem, wpatrując się w bladą twarz i dwie dziury w miejscach, w których powinny być oczy. – Ktoś nas ubiegł.

Sam i Ketch szybko podeszli. Arthur od razu ukląkł, skupiając się na książce, która leżała na kolanach Caroline. Zerknąłem mu przez ramię i wbiłem wzrok w śnieżnobiałą kopertę z inicjałami.

– C.M.W.? – zapytałem głośno.

Odpowiedziała mi cisza. Sam nachylał się nad Caroline, sprawdzając jej szyję.

– Uduszono ją – stwierdził.

Zignorowałem to i przyjrzałem się uważnie profilowi Ketcha. Pobladły, dalej wpatrywał się w kopertę z zaciśniętymi pięściami.

– Zamknijcie dziewczynę w bunkrze – powiedział dziwnym tonem. – Skontaktuję się z Mickiem i znajdziemy inną wiedźmę.

– Pojedziemy z tobą – zaproponował Sam.

– Nie – zaprotestował. – Musicie ochronić Cassie.

Poczułem nieprzyjemny skurcz w żołądku.

– Dlaczego?

– Bo ktoś niesłusznie myśli, że ona wie, gdzie jest medalion.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użyła 3336 słów i 19793 znaków.

3 komentarze

 
  • Convallaria

    Znowu nieśmiało zaglądam 😊

  • elorence

    @Convallaria nie wiem :( Na pewno w tym tygodniu - mam taką ogromną nadzieję!

    Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale sekcja komentarzy na lolu dziwnie działa w powiadomieniach :(

  • NelaMotylek

    Jak zwykle super. Z każdym kolejnym odcinkiem czuję jeszcze większy apetyt. Nie mogę się doczekać kolejnych części 😉

  • elorence

    @NelaMotylek dziękuję ❤ Teraz to już tylko akcja i aż się boję 😅

  • NelaMotylek

    @elorence A ja nie😉Teraz to będę jeszcze bardziej wyczekiwać. Uwielbiam jak coś się dzieje 😁

  • LadyTyna

    O Jezu ja na prawdę kocham twoje opowiadania. ❤ Z całego portalu twoje są najlepsze.

  • Anna00

    @LadyTyna prawda to. Ja mam wrażenie ze to sa prawdziwe historie i Za Bardzo i Za Mało to jest magia❤️❤️❤️

  • elorence

    @LadyTyna ojejku, ale mi miło! ❤❤❤ Niesamowicie się cieszę, że tak się podoba moja twórczość ❤

  • elorence

    @Anna00 dziękuję! ❤❤❤ Ale mi miło! 😍  Staram się, żeby moja historie były jak realną fikcją literacką!