Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 24

Kłóciliśmy się z Ketchem, bo ten idiota nie potrafił zrozumieć, że żaden z nas nie zamierzał puścić go samego na poszukiwania kolejnej wiedźmy. Nie ufałem mu. Wystarczyło spojrzeć na twarz mojego brata, aby zrozumieć, że i on przestał. Arthur zachowywał się dziwnie w domu Caroline.

– Co to za inicjały? – zapytałem ponownie, bo wcześniej nie usłyszałem odpowiedzi.

– To nieistotne – warknął Ketch. – Zamiast tracić czas na bezsensowne dyskusje, może wreszcie ruszycie swoje tyłki i pojedziecie po Cassie? Nie mamy zbyt wiele czasu. One już pewnie jej szukają.

– Sam sobie poradzi. Poprosi o pomoc Jo i Bobby’ego. – Wskazałem palcem na siebie, a potem na Ketcha. – My pojedziemy zapolować na wiedźmę.

– Nie, Winchester. Nie ma żadnego „my”. – Arthur zacisnął zęby. – Tracimy czas – przypomniał, otwierając drzwi swojego samochodu.

Rzuciłem kluczyki Samowi i ruszyłem za Ketchem. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale bez namysłu wskoczyłem na fotel pasażera.

– Żartujesz sobie? – syknął Arthur.

Obróciłem głowę, unosząc brwi, jakbym nie wiedział, o co mu chodziło.

– Spokojnie, już zapinam pasy – odpowiedziałem szybko, sięgając za siebie.

Ketch zgrzytnął zębami.

– Jesteś wrzodem na dupie, Winchester.

– Wolę mieć na ciebie oko, bo ty i twoja sekta bardzo lubicie kombinować. – Pokręciłem głową z cwaniackim uśmiechem. – Ale nie ze mną takie numery. Cassie włos z głowy nie spadnie.

– Teraz próbujesz wszystkiego, żeby znaleźć się w jej łóżku? – zadrwił, kładąc dłonie na kierownicy. – Nie to nie, Dean. Nie szukaj dodatkowych furtek, bo ich nie znajdziesz.

– Nie znasz jej – wytknąłem.

Pokiwał wolną głową.

– No nie, ale skoro trzyma się od ciebie z daleka, to jest mądrzejsza niż dziewięćdziesiąt procent kobiet z twojego otoczenia. Chyba Jo też kopnęła cię w dupie, co nie? Dobrze pamiętam?

Na twarzy Ketcha pojawił się triumfalny uśmiech, który miałem ochotę zetrzeć mu pięścią.

– Ale kobiet odrzuciło twoje zaloty? – odparowałem. – Jesteś sam, a próbujesz udzielać mi rad, to popieprzone, nie sądzisz?

– Już ci mówiłem, że jeszcze się zdziwisz.

– Gadanie – prycham.

Odpalił silnik i ruszyliśmy.

– Pojedziemy do Alison.

Byłem wdzięczny, że postanowił zmienić temat. Ketch nie był typem, z którym chciałem rozmawiać o kobietach, a tym bardziej Cassie.

– Kto to?

– Nie pała do mnie sympatią i kiedyś była mocno związana z rodem Warrenów. Obecnie nie należy do żadnego rodu, bo została wykluczona.

– Wykluczona?

Ketch westchnął ciężko.

– Zabiła swoją siostrę podczas jednego z rytuałów. Warto wspomnieć, że miała w tym swój cel. Margaret ciągnęło do czarnej magii. Alison dobrze o tym wiedziała, ale reszta wiedźm już nie. Pomimo długich wyjaśnień, żadna nie chciała słuchać i ostatecznie podjęły decyzję o wykluczeniu. – Arthur uniósł kącik ust. – Mogły ją zabić, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiły, dlatego uważaj na słowa i nie drażnij jej zbyt mocno.

– Za kogo ty mnie masz? – obruszyłem się. – Potrafię rozmawiać.

– Alison jest atrakcyjna, ale zapomnij o flirtowaniu.

– Bo? – zapytałem. – Boisz się, że mój urok osobisty zachęci ją do mówienia?

Arthur wybuchł nieszczerym śmiechem.

– Boję się, że nie wyjdziemy w jednym kawałku – odpowiedział szorstko.

Przewróciłem oczami.

– Więcej wiary – mruknąłem niezadowolony. – Co z tego, że to wiedźma? To dalej kobieta.

– Czy mógłbyś chociaż raz nie podważać tego, co mówię? – warknął. – Alison może nam pomóc, jeśli poprowadzimy rozmowę w odpowiedni sposób. Może nas również zabić, bo akurat będzie miała taki kaprys. – Uderzył dłonią w kierownicę. – Przestań lekceważyć wrogów, Winchester. Życie niewinnej dziewczyny leży w twoich rękach. Spieprzysz to raz i nie będzie odwrotu.

Zacisnąłem dłonie na udach, bo właśnie tego się spodziewałem. Skurczybyk wiedział więcej, ale milczał. Znał ród Warrenów, trzymał się z wiedźmami, ale milczał.

– Co to za inicjały? – zapytałem ponownie.

– Wiesz, że się powtarzasz?

– Tak, ale dalej nie odpowiedziałeś – przypominam. – Ketch, ustalmy coś. Może łowcy z twojej sekty nie zadają pytań i idą za tobą w ciemno, ale ja mam swój rozum. Wiem, że wiesz więcej i nie chcesz się tą wiedzą podzielić.

– Nie ufam ci.

– I ze wzajemnością – odparłem oschle.

Zatrzymaliśmy się, więc na krótką chwilę nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie zamierzałem odpuścić, ale Ketch nie miał zamiaru mi na to pozwolić.

– Jesteśmy na miejscu – mruknął i wysiadł.

Zamrugałem, przeklinając pod nosem. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale Arthur był uparty. Może nie powinienem go lekceważyć i spróbować zdobyć informacje w inny sposób. Mick wydawał się w porządku, więc pewnie byłby bardziej skłonny do podzielenia się wiedzą o wiedźmach.

Wysiadłem, cały czas gryząc się w język, bo najchętniej wygarnąłbym Ketchowi wiele rzeczy, ale to nie było odpowiednie miejsce ani pora. Stanąłem obok niego i wbiłem wzrok w bardzo mały, niepozorny dom.

– One naprawdę wiedzą, jak mają się wtopić w tłum – mruknąłem chłodno, kręcąc głową. – Powinniśmy spodziewać się zaklęć obronnych? – zapytałem, unosząc brwi.

– Pójdę pierwszy i je zlokalizuję, dlatego staraj się trzymać kilka kroków za mną.

– Nie jesteś niezniszczalny – syknąłem.

– Ale znam wiedźmy i ich zaklęcia – zakpił. – Jeśli chcesz posłużyć za mięso armatnie, to nie będę cię zatrzymywał.

Prychnąłem pogardliwie.

– Niech ci będzie – burknąłem.

Ruszyliśmy i chociaż nie podobał mi się plan Ketcha, to trzymałem się z tyłu, uważnie rozglądając się wokół. Szukałem wzrokiem niepokojących rzeczy, których zwykły człowiek nie potrafiłby zauważyć. Nie zamierzałem całkowicie polegać na tym idiocie.

Nawet nie dotarliśmy do werandy, gdy drzwi niespodziewanie się otworzyły i stanęła w nich czarnowłosa kobieta. Otworzyłem szeroko oczy, bo słowo „atrakcyjna” było jakimś niedopowiedzeniem. Alison była niewiarygodnie piękna. Moją uwagę jednak zwrócił tatuaż na lewej ręce. Z miejsca, gdzie stałem, nie potrafiłem zauważyć wszystkich szczegółów, ale postanowiłem być czujny. Wiedźmy nigdy nie tatuowały swojego ciała bez powodu. Miałem nadzieję, że Ketch zdawał sobie z tego sprawę.

– Chłopcy – mruknęła Alison, obrzucając nas ostrzegawczym spojrzeniem. – Miło, że wpadliście.

۞

Siedzieliśmy na fotelach. Alison w ogóle nie zwracała na mnie uwagi, tylko ciągle gapiła się na Ketcha, który nawet nie ukrywał roztargnienia. Ukradkiem rozejrzałem się po salonie, ale nie zauważyłem nic niepokojącego – żadnej magicznej rzeczy. Nawet regały z książkami wydawały się zwyczajne, jakby Alison próbowała zachować pozory normalności. Rowena nie miała z tym problemu, ale z pewnością nie przywitałaby nas tak zwyczajnie i gościnnie. Upiłem łyk wody, a potem ponownie przyjrzałem się Ketchowi. Zaciskał i rozluźniał dłonie, nie spuszczając wzroku z wiedźmy. Popatrzyłem na Alison, ale tylko przelotnie, bo ta kobieta była zbyt piękna. Tak piękna, że nikt nie potrafiłby na nią patrzeć tak długo jak Arthur. Zerknąłem na jej lewą rękę. Czarny wąż nie wzbudził we mnie sympatii. Wyglądał tak, jakby owijał krzyż. Zerknąłem na dłoń Ketcha, na której również znajdował się krzyż. Nawet były do siebie podobne, co nie wróżyło nic dobrego.

– Długo się nie widzieliśmy – powiedziała nagle Alison, delikatnie unosząc kącik ust. Zakręciła palcem w powietrzu, a następnie przyłożyła go do swojej skroni. – Ile to już lat minęło?

– Mamy sprawę – powiedział chłodno Arthur.

– No tak, ty nigdy nie odwiedzasz nikogo bezinteresownie. – Wywróciła uroczo oczami. – Już myślałam, bazując na najnowszych plotkach, że zmieniłeś swoje nastawienie do kobiet, Arthur.

– Nie nazywaj mnie tak.

– No tak – prychnęła. – Tylko jedna kobieta ma prawo tak do ciebie mówić. – Zmrużyła oczy, położyła dłoń na klatce piersiowej i popatrzyła przepraszająco na Ketcha. – Całkowicie wyleciało mi z głowy, że nasza urocza łowczyni nie żyje – dodała słodkim głosem. – Moje kondolencje, bo chyba nie miałam okazji ci ich złożyć. Po tamtej nocy rozpłynąłeś się w powietrzu. Zapewne pochłonęły cię bezskuteczne poszukiwania.

Zamrugałem. O czym mówiła Alison? Nie zwracała na mnie kompletnie uwagi, więc nie byłem pewien, czy w ogóle powinienem się odzywać.

– Alison – warknął Ketch.

Nagle wiedźma odwróciła głowę w moją stronę.

– Przepraszam, mógłbyś przypomnieć swoje imię?

Uniosłem brew.

– Naprawdę? – Zerknąłem jeszcze na Arthura, który był zajęty zabijaniem wzrokiem Alison. Pokręciłem głową z niedowierzaniem i uśmiechnąłem się nieszczerze. – Jestem Dean.

– No tak! – Zacmokała. – Winchester. – Roześmiała się. – Cały czas o was zapominam! – Jej spojrzenie zrobiło się ostrzejsze. – To musi być naprawdę poważna sprawa, skoro przekroczyłeś próg tego domu i jeszcze nie rzuciłeś się na mnie z tymi swoimi magicznymi nabojami. – Poruszyła w powietrzu palcami i ponownie się zaśmiała, żeby po chwili ciężko westchnąć. – Wy, łowcy, jesteście tacy zabawni!

– Alison – warknął upominająco Ketch.

– No widzisz, Dean. – Rozłożyła bezradnie ręce. – Arthur nie lubi być ignorowany.

– Nic nowego – rzuciłem kpiąco.

– Arthur, skarbie, od kiedy zadajesz się z innymi łowcami? – zapytała Alison, przyglądając mu się uważnie. – Tym bardziej…

– Czy mogłabyś chociaż na chwilę się powstrzymać? – syknął Ketch. – Możesz wbić tysiąc szpil, ale żadna mnie nie zrani. Jestem odporny na twoje sztuczki.

Alison przekrzywiła głowę, a jej twarz przybrała złowróżbny wyraz.

– Twoje serce również? Minęło tyle lat, ale dalej nie czujesz się komfortowo w moim towarzystwie. Myślisz, że ona byłaby zazdrosna? Nie powiem, żebym ją uwielbiała i na pewno nie zaskoczyła mnie jej śmierć, ale nie jestem bezuczuciowa. Rozumiem, że jej zejście z tego świata mogło odcisnąć piętno na życiu innych łowców. – Uśmiechnęła się złośliwie. – W szczególności na twoim. – Westchnęła, a potem popatrzyła na mnie. – Dean, lubisz kobiety, prawda?

Zdezorientowany, przeskakiwałem spojrzeniem z Ketcha na Alison, bo nic nie rozumiałem. Grali w jakąś grę, a ja nie znałem zasad.

– Lubię, ale nie lubię, gdy kłapią jęzorem bez wyraźnej potrzeby – odpowiedziałem.

Alison uniosła brew.

– Powinnam poczuć się dotknięta?

– Wiesz, naprawdę nie mam nic przeciwko psychicznemu znęcaniu się, a tym bardziej nad tym idiotą. – Wskazałem na Ketcha. – Problem w tym, że teraz razem pracujemy nad pewną sprawą i potrzebujemy informacji. – Uśmiechnąłem się słodko. – Na już.

– Zamieniam się w słuch. – Alison splotła dłonie i popatrzyła na mnie z zainteresowaniem. – Mam nadzieję, że to coś oryginalnego i naprawdę poważnego.

– Podejrzewam, że moja koleżanka została opętana.

– A co mi do tego?

– Przez wiedźmę – dodał Ketch.

Rysy Alison się wyostrzyły. Zamarła na chwilę, a kiedy zamrugała, zauważyłem, że wąż na jej lewej ręce się poruszył. Zamrugałem i jeszcze przyjrzałem się tatuażowi, ale pozostał bez zmian. Szybko sięgnąłem po wodę i wypiłem ją naraz. Nie mógł się przecież poruszyć!

– To zmienia postać rzeczy – mruknęła Alison. – Skąd te przypuszczenia?

– Rowena…

Alison przewróciła oczami.

– Serio? Czy wszystkie wyjaśnienia takich przypadków muszą się zaczynać od imienia tej kretynki? – syknęła. – Nazywanie ją jedną z nas to nieporozumienie!

– Winchesterzy już tak mają – burknął pod nosem Ketch.

– Znowu zaczynasz? – warknąłem.

– O co chodzi z Roweną? – zapytała Alison, skupiając mój wzrok na sobie. – I lepiej powiedz prawdę. – Zmrużyła oczy. – CAŁĄ prawdę.

Przełknąłem z trudem ślinę. Spojrzałem na Ketcha, który od razu wyłapał drugie dno w słowach wiedźmy. Jego oczy zapłonęły.

– Cały Winchester.

– Arthur – powiedziała słodko Alison. – Pozwól naszemu koledze mówić, dobrze? Im szybciej dowiem się prawdy, tym szybciej będę mogła zdecydować, czy chcę wam w ogóle pomóc.

– Co? – burknąłem. – Jeszcze nie podjęłaś decyzji? – zapytałem wzburzony.

– Oj, Dean, Dean… Jesteś tu nowy, więc nie wiesz kilku istotnych rzeczy, ale uwierz mi, ostatnie słowo zawsze należy do mnie.

Wziąłem głęboki wdech i ugryzłem się w język. Jeśli Alison miała nam pomóc, musiałem zagrać w jej karty.

۞

Od kilku minut panowała cisza. Podczas mówienia, Alison ani razu mi nie przerwała. Wpatrywała się we mnie, a jej oczy pozostały bez wyrazu. Ketch również się nie wtrącił, chociaż kątem oka zauważyłem, jak zaciskał pięści. Na pewno nie był zadowolony, że zataiłem przed nim kilka faktów.

– Powiesz coś? – zapytałem ponaglająco. – Twoje milczenie nie jest pomocne.

Alison zignorowała mnie i popatrzyła znacząco na Ketcha, który tym razem patrzył na nią z… satysfakcją. Nic z tego nie rozumiałem.

– Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć, że nie tylko wiedźmy szukają medalionu.

– Nie należysz już do rodu Warrenów – przypomniał.

– To niczego nie zmienia – powiedziała szybko. – Dziewczyna ma na ogonie całą zgraję istot, które nie wiedzą, z czym przyjdzie im się zmierzyć.

– Co to znaczy? – wtrąciłem się.

Nie podobało mi się, że rozmowa toczyła się bez mojego udziału. Czułem się jak intruz. Alison dodatkowo nieświadomie to potwierdziła, bo niechętnie na mnie spojrzała.

– Medalion to nie jest zwykła błyskotka – wyjaśniła lodowatym tonem. – Ma ogromną moc. Zwykły śmiertelnik ginie od zwykłego dotknięcia. Potężne wiedźmy mają problem z ujarzmieniem tej magii, bo jest ona czysta i bardzo, bardzo stara. Wampiry i inne istoty płoną od samej energii płynącej z serca medalionu.

– Dlaczego wszyscy myślą, że Cassie wie, gdzie on jest?

– Rowena wspominała wam o Dorothy Warren?

– Ograniczyła się do kilku przekleństw.

Alison uśmiechnęła się z politowaniem.

– Dorothy to jedna z najbardziej niedocenianych czarownic rodu Warrenów. Wiele wiedźm nawet nie zdaje sobie sprawy, co ta kobieta potrafi. – Prychnęła. – Najlepszym przykładem jest twoja koleżanka. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że Cassie w przeszłości musiała mieć z nią do czynienia.

– Skąd taka pewność? – odezwał się Ketch.

– Bo jest naznaczona jej magią – wyjaśniła Alison, a jej oczy rozbłysły w dziwny sposób. – Wiesz, co to oznacza, prawda?

Ketch cały się spiął.

– No właśnie – mruknęła. – Nie mamy zbyt wiele czasu.

– O co chodzi?

Moje pytanie jednak pozostało bez odpowiedzi, bo Ketch i Alison mierzyli się spojrzeniami. Powietrze wokół nas drżało od negatywnej energii.

– O co chodzi?! – powtórzyłem wkurzony.

Alison jako pierwsza przerwała kontakt wzrokowy.

– Dorothy była odpowiedzialna za Ignis.

Zmarszczyłem czoło.

– Ignis?

– Tak nazywaliśmy dziewczynę, która była ogniem. – Alison popatrzyła kątem oka na Ketcha. – Prawda, Arthur?

– Nawet nie zaczynaj tego tematu – wycedził przez zaciśnięte zęby.

Z zaskoczeniem odkryłem, że ledwo nad sobą panował.

– No tak – mruknęła rozbawiona Alison i popatrzyła na mnie znacząco. – To była też jego Ignis. Jedyna dziewczyna na Ziemi, która potrafiła rozpalić ogień w jego lodowatym sercu.

Ketch gwałtownie wstał, więc szybko sam to zrobiłem, gotów powstrzymać go od rzucenia się na Alison, która nie wyglądała na przerażoną. Z jej twarzy nie schodził okrutny uśmiech.

– Co się z nią stało? – zapytałem, chociaż wystarczyło jedno spojrzenie Ketcha, żebym pożałował swojej dociekliwości.

– Pochłonął ją ogień – wyjaśniła wiedźma. – Ogromny, bezlitosny ogień – dodała, bardzo wolno wymawiając każde słowo.

Złapałem Ketcha za ramię, bo był bliski wybuchu. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tracił nad sobą kontrolę. Ta dziewczyna musiała być dla niego cholernie ważna. Nie spodziewałem się, że ten idiota byłby zdolny pokochać kogokolwiek.

– Dobra, dobra, ale jaki ma to związek z Cassie?

Alison przewróciła oczami.

– Ignis była ostatnią właścicielką medalionu – mruknęła poirytowana.

– Czyli była wiedźmą?

– Nie – warknął Ketch. – Nie była jedną z nich.

Jad w jego głosie nie spodobał się Alison.

– Licz się ze słowami, Arthur. – Wstała i obeszła stolik, żeby stanąć twarzą w twarz z Ketchem. – Wszystkie ochraniałyśmy Ignis i dobrze o tym wiesz. To nie była nasza wina. Zostałyśmy zdradzone, rozumiesz?

– Pozwoliłyście jej umrzeć!

Wbiłem mocniej palce w jego ramię. Rozumiem jego ból, bo sam straciłem Lisę.

– Ketch – mruknąłem upominająco, ale to nie pomogło. Dalej patrzył wilkiem na Alison. – To przeszłość, która wcale nie pomoże Cassie.

Nie skomentował tego w żaden sposób, tylko wyrwał się i wyszedł.

– Nie jestem na niego zła, bo biedaczek zapomniał, że każdy ogień można ugasić.

– O czym ty mówisz? – Zmarszczyłem brwi. – I co wy macie z tym ogniem?

Alison uśmiechnęła się tajemniczo.

– Zadziwiające jest, ile masz wspólnego z Ignis.

Zamrugałem.

– Nie znałem jej.

– Prawda. Niewielu łowców ją poznało, ale zapewne niejeden z was słyszał o łowczyni, która potrafiła wyrżnąć całe gniazdo wampirów bez żadnej pomocy. – Skinęła głową w kierunku drzwi. – Ketchowi bardzo to się nie podobało, bo Ignis była wolną duszą. Na tyle wolną, że nigdy nie pozwoliła sobie na miłość. – Uniosła kącik ust, a jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił. – Ten uparciuch ją pokochał. – Mina jej zrzedła. – A potem ona umarła.

– Wow – mruknąłem zaskoczony.

– Twoja reakcja mówi wszystko.

– Już rozumiem, dlaczego nie chciał od razu udać się do ciebie, tylko postanowił uderzyć do Caroline.

Alison spochmurniała.

– Biedna Caroline – szepnęła z wyczuwalnym współczuciem. – I biedna każda inna wiedźma, którą dopadną.

Potarłem dłonią kark, bo jej słowa wcale mnie nie pocieszyły.

– Uratujesz Cassie? – zapytałem z nadzieją.

– Moja magia nie jest tak potężna jak Dorothy, więc miejmy nadzieję, że to nic skomplikowanego. – Uśmiechnęła się z wysiłkiem. – I lepiej ruszajmy, zanim Ketch postanowi zniszczyć mój ogródek.

۞

W bunkrze jako pierwsza dopadła mnie wkurzona Jo. Jej włosy unosiły się w powietrzu, gdy uderzała dłońmi w moją klatkę piersiową. Sam stał za jej plecami i patrzył na mnie ze współczuciem. Alison i Ketch stali z boku, obserwując tę scenę z lekkim rozbawieniem.

– Przepraszam, dobra? – wyrzuciłem z siebie, ale to wcale nie zadowoliło Harvelle.

– Przepraszasz mnie, dupku?! Przeproś Cassie! To ty ją w to wplątałeś! To przez ciebie pozwoliła się porwać Rowenie, która namieszała jej w głowie! To przez ciebie prawie umarła! – Uderzyła mnie mocniej, więc się zachwiałem. – To wszystko twoja wina!!! – krzyknęła po raz ostatni, odwróciła się na pięcie i odeszła.

– Zabrałem jej strzelbę i schowałem – powiedział cicho Sam.

Odetchnąłem głośno z ulgą.

– Przemiła dziewczyna – skomentowała Alison. Zrobiła krok do przodu i wyciągnęła dłoń w kierunku mojego brata. – Sam, prawda?

– Tak, a ty… to?

– Alison. – Uśmiechnęła się słodko i puściła do niego oko. – Jesteś tym fajniejszym Winchesterem. Powinnam od razu się domyśleć po zachowaniu twojego brata.

Sam uśmiechnął się, zakłopotany, a ja przewróciłem oczami.

– Litości – syknąłem.

– Nie frustruj się tak, tylko zabierz mnie do Cassie – ofuknęła mnie Alison.

Chciałem się jej odgryźć, ale odpuściłem, bo znowu świeciła oczkami do mojego brata.

– Nieprawdopodobne – burknąłem pod nosem i jako pierwszy ruszyłem w stronę odpowiednich drzwi.

Ketch szybko zrównał się ze mną. Zerknąłem na niego i uniosłem brwi. Wyglądał na przerażonego. Obejrzałem się za siebie na Alison, która praktycznie wisiała na ramieniu mojego brata. Nie rozumiałem, co ona w nim widziała. Fakt, był wyższy, ale czy przystojniejszy?

Potrząsnąłem głową i zatrzymałem się przed drzwiami.

– Jest nieprzytomna – poinformował Sam. – Do samego końca była sobą – dodał szybko, patrząc na mnie znacząco. – Trudno ocenić, czy…

– Wiem, co widziałem – powiedziałem dobitnie. – Cassie nie była sobą, dobra?

Ku naszemu zaskoczeniu Alison minęła nas i otworzyła drzwi. Ostrożnie podeszła do łóżka, na którym leżała blada Cassie i nagle się zatrzymała. Jej twarz przypominała maskę, ale poczułem niepokój.

– Coś nie tak? – zapytałem.

– Nie, nie – odpowiedziała drżącym głosem. – Ketch?

Obok niej pojawił się Arthur.

– Tak?

– Musisz ich stąd zabrać – powiedziała wciąż tym samym głosem co wcześniej. – Natychmiast. Nie mamy czasu do stracenia. – Mrugnęła nerwowo. – I zamknijcie dokładnie za sobą drzwi.

– Nie zgadzam się!

Wszyscy na mnie spojrzeli, tylko nie Alison.

– On może zostać – mruknęła bez przekonania. – Magia go nie zna, więc nie powinien utrudniać – dodała szybko, zerkając niepokojąco na wkurzonego Ketcha.

– Dlaczego akurat on? – warknął.

– Nie utrudniaj, Arthur.

– Alison…

– Nie, Arthur – powiedziała ostro. – Musisz stąd wyjść.

Pokręcił głową, a potem wyszedł wzburzony. Sam postanowił do niego dołączyć, więc po chwili zostaliśmy sami.

Alison usiadła ostrożnie na krawędzi łóżka i objęła dłonią nadgarstek Cassie, na którym była bransoletka od Killiana. Zacisnęła mocno palce, a następnie odgarnęła kilka kosmyków włosów z bladego czoła. Przyjrzałem się uważnie twarzy wiedźmy, ale nie potrafiłem nic z niej wyczytać.

– Nie możesz mi przerywać – zastrzegła. – Cokolwiek się wydarzy, nie możesz mnie powstrzymać. – Spojrzała na mnie chłodno. – Gdy będę w transie, nie panuję nad magią, więc prawdopodobnie zginiesz, dlatego nie podchodź nawet do łóżka.

Przełknąłem głośno ślinę.

– Zrozumiałem.

– Czy… – Alison przygryzła wargę. – Czy ona powiedziała ci, jak się nazywa?

Zmarszczyłem czoło.

– Nie.

Wiedźma pokiwała głową, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała. Pochyliła się nad twarzą Cassie i delikatnie w nią dmuchnęła. Powtórzyła to jeszcze trzy razy, a potem zaczęła szeptać bardzo szybko. Nie nadążałem, na dodatek nie znałem tego języka. Ciało Cassie niespodziewanie zaczęło drżeć.

Zacisnąłem dłonie, czując cholerną bezradność. Obiecałem sobie, że ta dziewczyna już nigdy nie będzie cierpieć, ale sprowadziłem wiedźmę, która… Wziąłem głęboki wdech, a Cassie nagle zaczęła krzyczeć. Alison zacisnęła mocniej palce na jej nadgarstku, a wolną dłoń położyła na klatce piersiowej. Wyostrzyłem wzrok i dopiero wtedy zauważyłem, że całe ciało Cassie delikatnie unosiło się nad łóżkiem.

Przycisnąłem pieści do ud, bo to nie wyglądało dobrze. Chciałem rzucić się na ratunek, ale Alison ostrzegała, że to mogło mnie zabić. Nie chciałem sprawdzać, czy mówiła prawdę. Na dodatek nie miałem żadnej pewności, że nie zaszkodzę Cassie. Musiałem uzbroić się w cierpliwość i czekać.

Nagle zapadła cisza.

Ciało Cassie opadło na łóżko, a Alison mocno odchyliła głowę do tyłu i zaczęła wrzeszczeć. Chciałem spojrzeć jej w oczy, ale zobaczyłem tylko białka – wciąż była w transie. Gdy wreszcie zamilkła, jej głowa opadła bardzo nisko, tak, że dotykała podbródkiem klatki piersiowej. Bałem się zbliżyć.

Niespodziewanie Alison zachłysnęła się powietrzem. Zakaszlała kilka razy, a następnie rozejrzała się po pomieszczeniu. Popatrzyła na mnie. Zauważyłem w jej oczach łzy.

– Z Cassie wszystko w porządku – szepnęła z bólem w głosie.

– Nic nie rozumiem…

– Muszę porozmawiać z Ketchem – powiedziała szybko, wstając. Zachwiała się, ale całkowicie to zignorowała i ruszyła w stronę drzwi.

Usłyszałem rozdzierający krzyk, więc szybko wybiegłem i od razu zostałem zatrzymany przez brata, który wpatrywał się w Alison.

Ketch odchodził.

– Arthur! – krzyknęła Alison, ale on nie reagował. – Arthur, stój!

Zatrzymał się i uderzył pięścią w ścianę.

– Nawet nie próbuj! – warknął Ketch.

– Pozwól mi wyjaśnić…

– DOŚĆ! – Arthur popatrzył przez ramię na Alison. – Dość – powtórzył głosem wypranym z emocji i zniknął za rogiem.

– Co to było? – zapytał Sam.

Alison bardzo powoli obróciła się w naszym kierunku. W jej oczach wciąż lśniły łzy.

– Musiałam ją wypędzić – odpowiedziała cicho.

Pokręciłem głową, bo niczego nie rozumiałem.

– Wypędzić?

– To, co żyło w Cassie powoli ją zabijało. Nie miałam wyboru – broniła się.

– Dlaczego w takim razie płaczesz? – odezwał się mój brat. – To było coś złego, tak?

Alison wyglądała na skonsternowaną, ale tylko przez chwilę.

– Tak, to było coś bardzo złego. Po prostu… – Westchnęła cicho. – Po prostu widziałam Cassie po drugiej stronie, skąd musiałam ją zabrać. Nie było z nią najlepiej. – Zacisnęła usta. – Będzie potrzebowała dużo czasu, żeby dojść do siebie. W jej ciele wciąż znajduje się trochę magii, więc jeszcze przez jakiś czas będzie na celowniku. – Zrobiła krok do tyłu. – Miejcie na nią oko i chrońcie.

– To wszystko? – zapytałem, niedowierzając. – Coś kręcisz!

– Dean, muszę iść – mruknęła wymijająco.

Złapałem ją za rękę.

– Nigdzie nie idziesz – syknąłem. – Dlaczego Ketch wyszedł stąd wzburzony? Dlaczego jesteś bliska płaczu? O co tu chodzi?

Po policzku Alison spłynęła pierwsza łza.

– W ciele Cassie znajdował się skrawek duszy Dorothy – wytłumaczyła łamiącym głosem. – Zanim się go pozbyłam, musiałam przebrnąć przez kilka mało przyjemnych wspomnień, w tym… śmierć Ignis.

2 komentarze

 
  • elorence

    Rozdział będzie albo późno w nocy, albo dopiero jutro 😘

  • LadyTyna

    Czekałam niecierpliwie na kolejną część ale się doczekałam. 100/10 ❤

  • elorence

    @LadyTyna cieszę się, że aż tak się podobało ❤❤❤

  • LadyTyna

    @elorence ohh czemu tak długo nic nie dodajesz? Łamiesz moje serce 💔

  • elorence

    @LadyTyna przygotowania do premiery drugiej książki + plus okropna alergia, która doprowadziła do opuchnięcia dłoni i całego ciała :( Ale trochę rozdziału już napisałam, bo jest ze mną lepiej ❤ Pojawi się najpóźniej w czwartek 😊

  • LadyTyna

    @elorence wybacz że tak naskoczyłam na Ciebie. Mam nadzieję że to nic poważnego.

  • elorence

    @LadyTyna nie naskoczyłaś - spokojnie 😘😁 Rozumiem pytania o kolejny rozdział, bo jednak dawno nic nie było 😊

    A co do alergii... nie było fajnie. Pierwsze dwa dni były pełne łez, ale na szczęście jest już o niebo lepiej 😊

  • LadyTyna

    @elorence cieszę się z tego powodu 😊