Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 38

Naprawdę nie chciałem się z nią kłócić. Jo zabrała mnie daleko poza miasto i tak długo suszyła mi głowę, aż wreszcie obiecałem jej, że będę milszy. Obiecałem nawet, że nie zabiję Ketcha, chociaż absolutnie nie rozumiałem związku. Cassie go nie chciała. Jo musiała zrobić mi też awanturę o ten przeklęty pocałunek. Przypomniała, że nie miałem Cassie na swojej liście i chciała koniecznie wiedzieć, co się zmieniło. Problem tkwił w tym, że nie zmieniłem zdania – Cassie nie nadawała się na przelotny romans. Już sam fakt, że Jo by mnie zastrzeliła za zranienie przyjaciółki, sprawiał, że nie chciałem nawet o tym myśleć. Nie potrzebowałem dziewczyny, a ona wyglądała na taką, co chciałaby chłopaka.

– Ketch zostaje na noc – powiedziała Cassie, uważnie mnie obserwując.

– Wiem.

Uniosła brew.

– I to nie jest dla ciebie żaden problem?

Jedyny problem widział w tym, że to był pomysł Cassie. To ona poprosiła Sama.

– Jest, ale spokojnie. Obiecałem Jo, że dzisiaj nikogo nie zastrzelę.

Cassie uśmiechnęła się delikatnie.

– Jo potrafi być przekonywująca.

– Chyba miałaś na myśli jej strzelbę – sprostowałem, podchodząc bliżej łóżka. – Mogę?

– Skoro zapytałeś…

Usiadłem tak, żeby zachować bezpieczny dystans. Musiałem mieć jasno w głowie podczas kłótni, a byłem wręcz pewien, że do niej dojdzie. Cassie zachowywała się inaczej, co nakręcało moją złość. Dziwnym trafem… lubiłem być wtedy blisko niej.

– Powiesz mi, co dokładnie się dzisiaj wydarzyło?

Usłyszałem głośne westchnięcie.

– Użyłam starej magii – powtórzyła. – Chciałam porozmawiać o tym z Ketchem.

– Rozmawialiście, więc czego się dowiedziałaś?

Czułem na sobie wzrok Cassie, więc również na nią spojrzałem.

– Uważaj – ostrzegła.

– Nie zrobiłem nic złego. Grzecznie zapytałem i oczekuję równie grzecznej odpowiedzi.

Przewróciła oczami.

– Chyba muszę zapytać Jo o korepetycje z obsługiwania ciebie.

Nie skomentowałem tego, chociaż jej wypowiedź aż prosiła się o niewybredny komentarz. Cassie po chwili zrozumiała, co palnęła i zarumieniła się.

– Nie chodziło mi o TAKĄ obsługę.

– Nie ma pojęcia o obsłudze, bo nigdy nie uprawialiśmy seksu.

– Dean – jęknęła Cassie, a jej policzki poczerwieniały jeszcze bardziej.

Chciałem kontynuować, ale zrozumiałem, że po tym wszystkim, co się stało, Cassie potrzebowała czegoś innego. Ketch, chociaż cholerny dupek z niego, miał rację.

– Nie byłem za tym, żeby dawać ci spokój, ale Sam i Jo stwierdzili, że potrzebujesz odpoczynku, aby poukładać sobie kilka rzeczy – powiedziałem, odwracając jej uwagę od tematu seksu. – Gdybym mógł, to zasypałbym cię pytaniami od razu. Przecież mnie znasz.

– Tak, wiem.

– Co ci Ketch powiedział?

Westchnęła cicho i posmutniała.

– Aitana zmusiła mnie, żebym jeszcze raz przeżywała śmierć Ignis. – Wsunęła dłonie między uda i lekko się zgarbiła. – Leżałam w tej zimnej kałuży i płonęłam – dodała ciszej.

– Kim jest Aitana?

– To demon, który opętał siostrę Alison.

Zmarszczyłem brwi.

– Masz na myśli Margaret?

Kiwnęła głową.

– Ketch mówił, że Alison zabiła Margaret i dlatego nie należy już do rodu Warrenów.

Cassie prychnęła.

– To nie było tak – powiedziała cicho. – Wielu ludzi, magicznych i niemagicznych, próbowało zabić Chloe przez całe jej krótkie życie. Rodzice zadbali o jej łowieckie szkolenia, ale miała też swoich… aniołów stróżów. – Popatrzyła na mnie krótko. – Nie myl ich z prawdziwymi aniołami, bo Castiel i jego podobni mogliby poczuć się dotknięci. – Przeniosła wzrok z powrotem na ścianę i wypuściła głośno powietrze z płuc. – Dziwnie mówi się o Chloe w trzeciej osobie, ale nie przeżyłam tych wspomnień, nawet jeśli jestem ich częścią. Nieważne. – Przeczesała dłonią włosy. – Mam dwa imiona: Chloe Margaret. I to drugie nie zostało mi nadane przez przypadek. Margaret opiekowała się matką Chloe, gdy ta była w ciąży. Sama ciąża nie była lekka i nie bez powodu nazywano Chloe cudem. – Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. – Margaret sięgnęła po czarną magię, żeby uratować zarówno dziecko oraz matkę w trakcie porodu. Alison bardzo to się nie spodobało, bo czarna magia rządzi się swoimi prawami i bywa… nieobliczalna. – Ponownie krótko na mnie spojrzała. – Oczywiście, w najgorszym możliwym tego słowa znaczeniu. Margaret mogła stracić swoją magię, ale nawet życie.

– Co Aitana ma z tym wspólnego?

Na twarzy Cassie pojawił się cień bólu. Próbowała go przede mną ukryć, dlatego spuściła głowę i cicho jęknęła.

– Po narodzinach... Margaret pełniła rolę niani, żeby Waltersi mogli dalej polować i ratować ludzi, przy okazji chroniąc ród Warrenów. Dla Chloe była jak starsza siostra. Margaret miała Alison, ale nigdy… – Jej głos się załamał. – Alison nienawidzi Chloe, bo sądzi, że odebrała jej siostrę, co jest bzdurą. To Alison odsunęła się od Margaret. Gdyby posłuchała próśb siostry, ta nie musiałaby sięgać po czarną magię, bo gdy wiedźma zasmakuje tego rodzaju mocy… bardzo ciężko potem wyrwać się z jej szponów.

Ten natłok informacji był przytłaczający. Nie sądziłem, że Cassie zdobędzie się na taką szczerość, dlatego nie zamierzałem jej zbyt często przerywać. Chciałem dowiedzieć się od niej jak najwięcej, ale nie byłbym sobą, gdybym nie pociągnął jej bardziej za język.

– Alison mówiła, że chroniła ciebie… – Westchnąłem. – W sensie, że chroniła Chloe.

– Chroniła, bo obiecała to Margaret.

Nie powiedziała nic więcej, ale podniosła głowę, więc mogłem przyjrzeć się jej twarzy. Chciała coś dodać, ale powstrzymała się.

– Cassie. Jest coś jeszcze?

– Nie dokończyłam ci historii Margaret – odpowiedziała wymijająco. W jej głosie wyczułem lekki wyrzut. – Łatwiej będzie ci mnie zrozumieć, gdy poznasz ją w całości.

Pokiwałem głową, zaciskając szczękę, bo nie zamierzałem się z nią kłócić w takiej chwili.

– Margaret wmawiała wszystkim, że sprawa z czarną magią była jednorazową akcją. Ród Warrenów się podzielił. Chloe miała nieprzyjemność przyłapać Margaret na czarnych czarach. Margaret kazała jej przysiąc, że nikomu nie powie i jednocześnie obiecała, że naprawdę z tym skończy. Ale nie skończyła. Chloe dorastała i stawała się coraz lepszą łowczynią. Spotkała Ketcha, którego oczarowała obsługą broni, ale też swoim niewyparzonym językiem. – Popatrzyła na mnie wymownie. – Zanim zapytasz, już ci powiem, że to będzie historia na inną okazję. – Wróciła do gapienia się na ścianę i chociaż chciałem się dowiedzieć, co w niej widzi, to wolałem milczeć. – Ketch oczarował Alison, która była dosłownie na każde jego skinienie. Chloe z Ketchem stanowili udany duet łowiecki, dlatego ich polowania odbijały się coraz większym echem. Pewnego dnia natrafili na Naczelnego i zrobiło się poważnie. Wymyślał różne sposoby, żeby pozbyć się dwóch łowców, którzy deptali mu po piętach, ale najbardziej zależało mu na Chloe. Nie popełnił błędu Riley i poprosił o pomoc kogoś, kto znał się na rzeczy. Margaret z dnia na dzień się zmieniała. Wydało się, że nie zaprzestała stosowania czarnej magii i winę za jej przemianę obarczono magię. Nikt nie doszukiwał się drugiego dna. – Cassie przerwała i wzięła kilka głębszych oddechów. – Margaret zabrała Chloe daleko poza miasto. Ketch wiedział, gdzie była i na swoje szczęście miał przy sobie Alison. Margaret wydawała się dziwna, jakaś dziwnie nieobecna, ale Chloe ufała jej. W końcu traktowała ją jak siostrę, więc nie było mowy o braku zaufania. Margaret zamknęła ją w kręgu runicznym, którzy zablokował jej magię i… się zaczęło.

Zauważyłem, że Cassie z trudem wypowiadała każde kolejne słowo.

– Wszystko gra?

– Nie, Dean, nie gra – odpowiedziała blisko płaczu. – To samo zrobił Bobby, gdy mnie do niego zaciągnąłeś.

Poczułem wyrzuty sumienia. Chciałem jej wiele rzeczy wyjaśnić, ale uniosła dłoń i popatrzyła na mnie z żalem.

– Za późno na wyjaśnienia. I lepiej będzie, jeśli dojdziemy do końca tej historii, bo jestem już nią emocjonalnie wykończona.

Pokiwałem głową, kompletnie się z nią nie zgadzając. Musiała usłyszeć moje zdanie. Musiała dowiedzieć się, że nie chciałem jej skrzywdzić. Musiała poznać moje prawdziwe intencje. Szukałem tylko odpowiedzi.

– Chloe szybko zrozumiała, co się stało, gdy oczy Margaret zabarwiły się na czarno. Aitana, jak każdy demon, który ma rozdęte ego, nie potrafiła przejść do rzeczy, tylko musiała gadać. Aitana gadała, a Chloe połączyła się z Ketchem za pomocą resztki mocy, co było nie lada wyczynem dla niemagicznej dziewczyny. Ketch przyjechał i zabrał ze sobą Alison, która dosłownie wpadła w szał. I ten szał sprawił, że zabiła przez przypadek swoją siostrę.

Wybałuszyłem oczy na Cassie.

– Przez przypadek – powtórzyłem powoli i głośno.

– Alison była zła nie tylko na Aitanę, ale również na swoją siostrę i Chloe. Nawet Ketcha, bo ten oczywiście stał po stronie Chloe. Alison zbyt długo kumulowała swoją moc, więc gdy zaatakowała, umknął jej fakt, że w ciele Margaret nie było już Aitany. Nie sprawdziła tego. Chloe krzyczała, błagała ją o wypuszczenie, bo wystarczyło zniszczyć ten pieprzony krąg, ale Alison nie miała zamiaru nikogo słuchać, a już na pewno nie Chloe.

– Alison to suka – skomentowałem, nie mogąc się powstrzymać.

– I po tym wydarzeniu stała się jeszcze większą suką – dopowiedziała Cassie. – Nienawidziła Chloe i nawet nie zamierzała tego ukrywać. Chroniła ją, bo to obiecała Margaret, ale nie robiła tego z własnej woli. – Westchnęła głośno, przymykając powieki. – A potem było już tylko gorzej, bo zakochała się w Ketchu. Resztę już znasz.

Zamrugałem nerwowo.

– Alison naprawdę się w nich podkochuje? – zapytałem zaskoczony.

Cassie uśmiechnęła się kpiąco.

– Wiedźmy też się zakochują, nawet takie suki jak Alison.

Zaśmiałem się krótko.

– Mówisz o niej bardzo spokojnie.

– Bo nie kieruje mną zazdrość.

Ściągnąłem brwi i przysunąłem się do Cassie.

– Nie kochasz go?

Nie rozumiałem, dlaczego zadałem to idiotyczne pytanie, skoro mnie to nie obchodziło. Pocałowaliśmy się tylko raz i na tym koniec.

– Nie… Nie kocham – odpowiedziała cicho. – Poczułam coś do niego, przyznaję, ale nie można tego nazwać miłością. I jeszcze wtedy byłam o niego zazdrosna, bo za moimi plecami spotykał się z Alison pod pretekstem szukania medalionu.

– Ketch szuka medalionu?

Przewróciła oczami.

– Nie wiem, dlaczego ci o tym wszystkim mówię – rzuciła, marszcząc czoło. – Jestem psychicznie wykończona kłamstwami, podchodami, tajemnicami i tym całym syfem, który zmusił mnie do przeżywania niemojego życia… Mam dość, Dean.

– Cassie…

– Daruj sobie motywacje bzdury – mruknęła drwiąco. – Nie potrzebuję tego. Chcę tylko spokoju.

– Ale nie będziesz go miała – stwierdziłem.

– Nie będę – przyznała. – A tym bardziej teraz, gdy szuka mnie Nicholas. Wie, że Ignis nie żyje. Ale akurat to mnie nie martwi. – Wybuchnęła histerycznym śmiechem i przyłożyła dłonie do czoła. – Czasami mam wrażenie, że występuję w jakimś filmie, ale mam nieodparte wrażenie, że zakończenie mojej historii nie będzie szczęśliwe, wiesz?

Poczułem niepokój. Cassie nie zachowywała się jak Cassie. To, co mówiła i robiła zaczynało wzbudzać we mnie panikę.

– Przerażasz mnie, dziewczyno – powiedziałem głośno, bo nie było miejsca na kolejne tajemnice.

Wypuściła głośno powietrze z płuc i usiadła bokiem. Zrobiłem to samo. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę, aż wreszcie otworzyła usta i szybko je zamknęła. Po jej minie wywnioskowałem, że kalkulowała, czy powinna mi o czymś powiedzieć. Chciałem ją ponaglić, ale ugryzłem się w język. Cassie dużo mówiła, gdy milczałem i jej na to pozwalałem. Nie podobało mi się to, ale musiałem zacisnąć zęby i czekać.

– Powinnam umrzeć razem z Ignis – wydusiła wreszcie z siebie.

Oniemiałem.

– Ale wtedy medalion trafiłby do kolejnej Dziedziczki, tym razem prawowitej wiedźmy – dodała.

Przymknąłem powieki i zacisnąłem palce na nasadzie nosa. Próbowałem złożyć historię Cassie do kupy, ale ciągle coś mi nie pasowało. Odpowiedzią wydawał się medalion.

– Wiesz, gdzie on jest? – rzuciłem, podnosząc na nią wzrok.

– Naprawdę, Dean? – prychnęła. – Po tym wszystkim, co ci powiedziałam, obchodzi cię tylko głupia błyskotka? – zapytała ze łzami w oczach.

Chciała wstać, ale złapałem ją za rękę i zmusiłem, żeby została na swoim miejscu. Przysunąłem się bliżej i zajrzałem prosto w smutne, brązowe oczy.

– Wiem, że czasami zachowuję się jak dupek…

– Czasami?

– Wiem, że często zachowuję się jak dupek – sprostowałem – ale robię to w dobrej wierze. Chcę, żebyś była bezpieczna. – Opuściłem ramionami, odpuszczając sobie zgrywanie bohatera. – Chcę, żebyś… czuła się bezpieczna. Przy mnie.

– Zostaniesz ze mną?

Uniosłem brew.

– Zostaniesz…?

– Nie sądzę, żebym potrafiła spać dzisiejszej nocy – odpowiedziała i brzmiała szczere. – Gdy płonęłam, za każdym pieprzonym razem, miałam zamknięte oczy. Nikogo nie było obok mnie, dlatego…

– Zostanę – powiedziałem twardo.

Cassie odepchnęła delikatnie moją dłoń i wdrapała się na łóżko. Chciałem jej wytknąć ubrania, ale zrozumiałem, że to nie miała być noc z bonusem. Ona chciała tylko nie być sama. Zebrałem się na odwagę i położyłem obok niej, układając się przy samym brzegu łóżka. Drewniana obudowa wbijała się w moją łopatkę, ale postanowiłem nie zwracać na to uwagi. Cassie miała całe łóżko dla siebie. Nie było duże, bo i beze mnie brakowało w nim miejsca. Kwatery nie zostały przygotowane dla gości, tylko dla łowców, którzy większą część swojego życia spędzali na polowaniach.

Podłożyłem sobie rękę pod głowę i wbiłem wzrok w sufit. Usłyszałem cichy śmiech, więc obróciłem głowę i spojrzałem na rozbawioną Cassie.

– Możesz na mnie patrzeć – mruknęła, wtulając policzek w poduszkę.

Wyglądała słodko i niewinnie. Nie mogłem uwierzyć, że ta dziewczyna była legendarną Chloe Walters.

– Powinnaś się przespać.

Cassie spoważniała.

– Czasami potrafisz być miły i troskliwy.

Uniosłem kącik ust.

– Czasami? – podjąłem grę.

– Czasami – powtórzyła. – Zazwyczaj krzyczysz na mnie.

– Bo lubisz robić nieodpowiedzialne rzeczy i podejmujesz niewłaściwe decyzje.

– Nie jestem dzieckiem – obruszyła się, marszcząc brwi w zabawny sposób. – Mówisz tak, jakbyś nigdy nie popełnił żadnego błędu.

– Popełniłem ich wystarczająco dużo, żeby próbować uchronić przed nimi innych – wyjaśniłem.

Omiotłem spojrzeniem całą twarz Cassie i pomyślałem o Ketchu. Zastanawiałem się, jak do tego doszło, że zakochał się w brutalnej łowczyni. Rozumiałbym, gdyby zadurzył się w Cassie, ale w Chloe? Niezobowiązująca noc? W porządku. Ale chcieć spędzić z nią całe życie? To już nie było dla mnie zrozumiałe.

– O czym myślisz? – zapytała Cassie.

– Dlaczego nie poprosiłaś Ketcha?

Bardzo długo patrzyła mi w oczy, nim odpowiedziała:

– Bo jemu zależy i mógłby zacząć sobie coś wyobrażać. Tobie nie zależy, więc nie muszę się o nic martwić.

– Pokrętna logika – mruknąłem.

Poprawiła poduszkę i westchnęła.

– Na początku nie rozumiałam Chloe, bo z jej wspomnień wywnioskowałam, że Ketch to taki książę z bajki. Zrobiłby dla niej wszystko. Dosłownie, Dean. Przysiągł jej, że odda za nią życie. Ona wiedziała, że jeśli pozwoli sobie na uczucia, to prędzej czy później to uczucie wykopie im głęboki dół. Trzymała go na dystans, ale nie był zbyt konsekwentna, bo często go też skracała z najróżniejszych powodów. Ludzie myśleli, że była nieustraszona, ale ona się bała. Najbardziej bała się, że straci Ketcha, dlatego nigdy nie przekroczyła granicy.

– Kochała go – powiedziałem z odrazą.

Cassie roześmiała się cicho.

– Ale ty go nie lubisz.

– Nie jest dobrym człowiekiem.

– Jest dobry, Dean – broniła go. – Uratował wielu ludzi i nie możesz ujmować jego zasługom. Możesz go nie lubić, ale nie mów źle o jego dokonaniach.

Zamknąłem oczy i rzuciłem bezgłośną wiązankę przekleństw. Cassie zaśmiała się głośniej, a po chwili objęła ręką moje ramię, przysuwając się bliżej. Zdezorientowany, otworzyłem oczy, chcąc ją ochrzanić, ale uśmiechnęła się niewinnie.

– Chcę mieć świadomość, że nie jestem sama.

– Jo mnie zabije – przypomniałem. – Wiesz o tym, prawda?

– Dobranoc, Dean – szepnęła, a potem zamknęła oczy.

Byłem pewien, że nie zasnę. Nie przy niej. Nie, gdy opowiedziała mi o swoim strachu. Bała się płonąć. Sam bym się bał. Po Piekle bardzo długo nękały mnie koszmary, jeśli jakimś cudem zasnąłem.

Zdawałem sobie sprawę, że Jo nie będzie zadowolona, ale chodziło o Cassie. Pragnąłem, aby spojrzała na mnie inaczej i zrozumiała, że nie byłem takim dupkiem, na jakiego wyglądałem.

– Dobranoc, Cassie – powiedziałem i ponownie wbiłem wzrok w sufit.

۞

Cassie spała jak dziecko. Przez całą noc nie potrafiłem zmrużyć oka, dlatego dobrze wiedziałem, że cały czas spała w jednej pozycji i trzymała mnie za ramię. Bałem się poruszyć, dlatego gdy o piątej rano przewróciła się na drugi bok, odetchnąłem cicho z ulgą. Ostrożnie podniosłem się z łóżka i ruszyłem w kierunku drzwi. Obejrzałem się przez ramię, ale Cassie wciąż spała. Starałem się być cicho, dlatego wyślizgnąłem się przez szczelinę w drzwiach.

Dopiero na korytarzu wziąłem głęboki wdech. Chciałem pójść do siebie, gdy na mojej drodze stanął niezadowolony Ketch. Trzymał kubek w dłoni z parującą cieczą i byłem pewien, że nie miał zamiaru szpiegować Cassie. Poszedł po kawę i pewnie szybko tego pożałował. Nie miałem zamiaru kłócić się pod drzwiami Cassie, dlatego chciałem go minąć, ale zatrzymał mnie jego głos:

– Dean.

– Udawajmy, że nic się nie stało i każdy pójdzie w swoją stronę – wydusiłem z siebie, mając cały czas w głowie obietnicę daną Jo. Obiecałem, że go, kurwa, nie zabiję. – Cassie nie jest twoją dziewczyną, więc nie rób z tego wielkiej sprawy. – Wskazałem dłonią na dalszą część korytarza. – A teraz wybacz, ale muszę się wyspać.

Dopiero gdy słowa opuściły moje usta, dotarło do mnie, że kiepsko dobrałem słowa. Sugerowałem, że zaszło coś między mną i Cassie. Musiałem mu powiedzieć prawdę.

Nie rozumiałem, dlaczego nie chciałem niszczyć obrazka niewinnej i słodkiej Cassie w oczach Ketcha.

– Poprosiła mnie o pomoc – dodałem.

– Popełnia błąd – powiedział twardo.

– Nie tobie to oceniać.

Ketch zacisnął szczękę.

– Nie przestanę jej kochać.

Zrobiło mi się go nawet żal. Latami uganiał się za Chloe, a potem została zabita. Gdy wreszcie odnalazł Cassie, liczył, że los zwrócił mu jego ukochaną.

Potrzebowałem snu, dużej ilości snu, bo zaczynałem bredzić.

– Nikt nie każe ci tego robić – powiedziałem chłodno. – Tylko pamiętaj, że nie masz prawa zmuszać nikogo do miłości. Cassie nie jest Chloe i nigdy nią nie będzie.

Stałem i czekałem na odpowiedź, ale Ketch milczał, zabijając mnie wzrokiem. Minąłem go i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Czułem na sobie jego lodowate spojrzenie, ale nie odwróciłem się. Nienawidziłem go, ale jednocześnie mu współczułem.

Ja straciłem Lisę. On stracił Chloe.

Ale wciąż był dupkiem.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 3562 słów i 20288 znaków, zaktualizowała 11 wrz o 17:27.

Dodaj komentarz