Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 28

Piłem w barze i co chwilę zerkałem na komórkę, wyczekując kolejnego meldunku od Cassie. Byłem maksymalnie wkurwiony, bo zaliczyła długą przerwę. Wiadomość, którą otrzymałem wbiła mnie w krzesło, bo była chamska i bezpośrednia. Cassie „zajmowała się" Killianem. Zacząłem mieć nawet wyrzuty sumienia, że dałem się jej podejść. Zrobiła smutną minkę, spuściła głowę, a potem popatrzyła na mnie tymi swoimi załzawionymi oczami, no i pękłem. Nie byłem z siebie zadowolony. Wystarczyło, że wyszła z domu, a mnie zalała fala nieprzyjemnych wspomnień i doszedłem do jeszcze smutniejszych wniosków: nie potrafiłem zapewnić jej bezpieczeństwa. Chociaż bardzo się starałem, za każdym razem ponosiłem cholerną porażkę.

Jeśli teoria Sama i Jo była prawdziwa, Cassie była bardziej bezpieczna z Killianem, niż ze mną. Nie potrafiłem tego przeboleć. Zawsze starałem się dawać z siebie dwieście procent, stawałem na głowie, ale to i tak było za mało. Odkąd poznałem tę dziewczynę, wszystko się pogorszyło. Cały świat zapragnął, żeby pałała do mnie nienawiścią. Alison tylko to potwierdziła. Powiedziała na głos coś, czego do siebie nie dopuszczałem.

Zamówiłem kolejne piwo. Barmanka podeszła do mnie, kręcąc biodrami. Na krótką chwilę skupiłem wzrok na krągłościach, a następnie spojrzałem wyżej – na jej biust, praktycznie wylewający się z kawałka materiału, który chyba był bluzką, koszulką czy innym badziewiem.

– Ciężki dzień? – zapytała rozbawiona.

Przeniosłem wzrok na jej sympatyczną i ładną twarz.

– Bardzo – mruknąłem. – Ostatnio mam same „ciężkie" dni.

– A kto ich nie ma? – Przesunęła butelkę w moją stronę i zabrała tę pustą. – Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego mężczyźni chodzą do barów, żeby zapić porażki. – Przewróciła oczami. – No dobra, są jeszcze tacy, którzy chcą łatwo zaliczyć, ale to zupełnie inna kategoria.

Uniosłem kącik ust i upiłem porządny łyk piwa. Nie odsuwając butelki od ust, oceniłem całościowo tę kobietę. Miała krótkie czarne włosy z niebieskimi pasemkami, kształtne usta, średniej wielkości biust, wąską talię i szerokie biodra – w stu procentach mój typ. Zwilżyłem wargi językiem, bo poczułem nagłą potrzebę zaproszenia jej do mojego łóżka.

Skoro Cassie tak świetnie bawiła się z Killianem, dlaczego ja miałem być samotny tej nocy?

Wielokrotnie nadstawiałem karku, robiłem wszystko, żeby spojrzała na mnie łaskawszym okiem, a i tak obrywałem. Wolała wierzyć wszystkim innym, tylko nie mnie.

– Jak wypadam? – mruknęła żartobliwie barmanka, opierając łokcie na blacie baru.

W takiej pozycji jej biust prezentował się jeszcze lepiej. Pewnie zrobiła to specjalnie.

– Patrzysz na mnie i patrzysz, więc chciałabym chociaż wiedzieć, jak wypadam na tle tych wszystkich kobiet, z którymi pewnie notorycznie się „spotykasz". – Uśmiechnęła się jednoznacznie. – Bo raczej nie masz zamiaru zanudzić mnie śpiewką, że jestem jedyna i wyjątkowa, a rano zmyć się bez słowa pożegnania?

Zaśmiałem się i odłożyłem butelkę.

– Nie, nie mam zamiaru – odpowiedziałem poważnie. – Potrzebuję rozluźnienia, dlatego tu jestem i piję piwo.

– Czy do tego „rozluźnienia" mogą się zaliczać również inne rzeczy? – zapytała, pochylając się nad barem. – Jeśli poczekasz jeszcze godzinę, to postawię ci piwo na koszt firmy i zabiorę do domu.

Zawahałem się, bo przecież miałem zapewnić bezpieczeństwo Cassie. Komórka zawibrowała, więc od razu po nią sięgnąłem i poczułem gorzki smak porażki, gdy przeczytałem, że Cassie zostaje na noc u tego dupka. Miała zamiar wrócić przed południem, no i zaznaczyła, że nie powinienem się o nią martwić, bo była w dobrych rękach. Odruchowo zacisnąłem palce na komórce, mając ochotę ją zmiażdżyć. Zamiast tego, schowałem ją do kieszeni kurtki i uśmiechnąłem się do barmanki.

– Koniec pracy na dziś – zarządziłem, unosząc kącik ust. – Jak masz na imię?

– Kate.

– Kate, dzięki za darmowe piwo i nocleg. – Puściłem do niej oko. – I z góry przepraszam za twoje jutrzejsze niewyspanie.

Odgarnęła włosy za ucho i uśmiechnęła się do mnie słodko.

– Myślę, że wyjątkowo będę ci za to dziękować.

Zerknąłem na jej biust, mając w głowie nieprzyzwoite obrazy. Najchętniej wziąłbym ją w tym barze, ale cierpliwość często popłacała. Wiedziałem, że Kate mnie nie rozczaruje.

۞

Od rana miałem dobry humor. Krzątałem się po kuchni Jo, mając całkowicie w dupie fakt, że kazała mi zaprzestać inwigilowania swojej przyjaciółeczki. Nie miałem zamiaru jej słuchać i stosować się do durnych zasad.

– Co ty tutaj robisz?!

„O wilku mowa" – pomyślałem, odwracając się przodem do Harvelle.

– Wstałaś lewą nogą? – zapytałem. – Właśnie przygotowuję kanapki z indykiem. Skusisz się na jedną?

Jo osłupiała.

– Czy ty przygotowałeś nam śniadanie?

– Tobie – sprostowałem. – Bo nasza urocza Cassie woli zabawiać się z pewnym dupkiem.

– Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że jesteś zazdrosny – mruknęła niezadowolona, zabierając jedną z kanapek i siadając przy stole – Nie mógłbyś dać jej więcej... prywatności? Długo dochodziła do siebie, więc taka przerwa od nas dobrze jej zrobi.

Zgrzytnąłem zębami.

– Ten dupek nawet do niej nie zadzwonił, żeby zapytać, czy z nią wszystko w porządku – wyrzuciłem z siebie.

Jo uniosła wysoko brwi.

– Myślałam, że Cassie poinformowała go o swoim kiepskim stanie – powiedziała niepewnie. – Z drugiej strony... Killian nie zna świata łowców, więc trzymanie go od tego z daleka, wydaje się rozsądnym posunięciem.

Pokręciłem głową i oparłem się o szafkę, krzyżując ręce.

– Nie zadzwonił. Cassie wczoraj prawie się popłakała. Normalnie... nie zgodziłbym się na żaden wyjątek, ale wyglądała na przybitą.

– Czyli twoje serce jednak nie jest z kamienia? – zadrwiła.

– Mogę jej nie lubić i jednocześnie się o nią martwić, dobra?

– Czyli wcale nie wydzwaniałeś do niej co chwilę?

Przewróciłem oczami.

– Zarządziłem meldunki, więc to chyba oczywiste, że...

– Meldunki – przerwała mi Jo, krzywiąc się. – Całkowicie zgłupiałeś od tego siedzenia w bunkrze – burknęła. – Powinieneś znaleźć sobie jakąś panienkę do pukania, bo niebawem nawet Sam z tobą nie wytrzyma.

Uśmiechnąłem się szeroko, a Harvelle jęknęła.

– A już myślałam, że poszedłeś po rozum do głowy – skomentowała kąśliwie.

– Sama przed chwilą...

– Jedna kobieta to nie żadne wariactwo – przerwała mi brutalnie. – Powinieneś o tym porozmawiać z twoim bratem. Może i jest młodszy, ale przynajmniej dojrzały, czego o tobie powiedzieć nie można.

Zacisnąłem zęby.

– Nie sądzisz, że przeginasz?

– Nie – odpowiedziała krótko. – Ale cieszę się, że jednak nie wpisałeś Cassie na swoją „listę".

– Listę? – powtórzyłem rozbawiony. – Nie mam żadnej cholernej listy.

– Gdyby była podatna na twój urok, pewnie by się na niej znalazła.

Ściągnąłem groźnie brwi.

– Nigdy jej nie było na liście, bo nie ma żadnej, pieprzonej listy.

Jo wzruszyła niedbale ramionami.

– Skoro tak twierdzisz – mruknęła cicho. – Ale przynajmniej przyznasz, że Cassie jest ładna?

Przez chwilę się zawahałem, bo spojrzenie Jo wywiercało dziurę w mojej twarzy. Nie wiedziałem, czy moja odpowiedź nie rozpęta kolejnej wojny między nami.

– Czy to podpucha?

– Nie. – Westchnęła ciężko, a jej spojrzenie złagodniało. – Po prostu wydaje mi się, że Cassie nie czuje się przy tobie pewnie. Nie zauważyłeś, że unika twojego towarzystwa? Blednie na samą wzmiankę o tobie. Próbowałam z nią rozmawiać, ale zawsze mnie zbywa.

– Robię przytyki na temat jej włochatych sweterków, bo one są paskudne i sprawiają, że trudno się skupić na samej Cassie.

– Killian nie ma z tym problemu – wytknęła mnie.

Spiąłem wszystkie mięśnie, zakładając maskę na twarz. Nie miałem zamiaru pokazywać Jo, jak bardzo gardziłem tym typem, chociaż go nie znałem.

– Nawet go nie znasz – burknąłem sfrustrowany, nie mogąc się powstrzymać.

– Ty też nie. I nie chodzi o jej sweterki. Nie lubisz jej i podkreślasz to na każdym kroku. Cassie dużo przeszła w ciągu ostatnich kilku tygodni, a ty dalej nie zmieniłeś podejścia do waszej relacji.

Zacisnąłem zęby, ciesząc się w duchu, że Jo była słodko nieświadoma niektórych rzeczy. Nie wiedziała zbyt wiele o polowaniu, na którym Cassie mnie uratowała, ani o tym, że prawie ją pocałowałem. Czekałem tamtej nocy, bo byłem wkurwiony i w pewnym stopniu... zazdrosny. Cassie bez problemu zaufała innemu facetowi, chociaż nie znała go tak dobrze jak mnie. Moje ego nie zniosło tego najlepiej.

– To ona go nie zmieniła – próbowałem się bronić. – Wystarczyłoby, gdyby zaczęła mnie słuchać, do cholery. – Podszedłem do stołu i oparłem się o niego dłońmi. – Ona mi nie ufa, Jo. Z tym nie da się nic zrobić.

– Bo nie potrafisz się przyznać do błędów. No i podcinasz jej skrzydła na każdym kroku. Już nie wspomnę o tym rozkazywaniu, jakby miała pięć lat i nie potrafiła zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Wyprostowałem się i złapałem za głowę, patrząc na Jo z niechęcią.

– Bo nie potrafi! Nie obchodzi ją jej własne życie!

Jo odłożyła trzymaną kanapkę na stół i wstała.

– Może spójrz w lustro i zapytaj, czyja to zasługa, co? – Przekrzywiła głowę i utkwiła we mnie spojrzenie pełne wyrzutu. – Cassie ma niską samoocenę przez swoją niezdarność, na którą nie ma wpływu. Już taka się urodziła, koniec. Potrzebuje otaczać się ludźmi, którzy będą ją wspierać i dawać choć minimalne poczucie bezpieczeństwa. – Westchnęła. – A ty nie potrafisz nawet zadbać o siebie, więc dlaczego mówisz komuś innemu, jak ma żyć?

Zaniemówiłem.

– Wiem, że powinnam poruszać tematu Lisy, bo nigdy jej nie poznałam, ale doskonale wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego. Na jednym z polowań straciłam ojca. – W jej oczach dostrzegłem łzy. – To strata, z którą sobie nigdy nie poradzę, ale wiem, że mój ojciec nie chciałby, abym żyła w cieniu tej tragedii. Wszystko, co robił, robił z myślą o mnie i mamie.

Przemilczałem jej słowa, mając nadzieję, że Jo sobie pójdzie, ale ona dalej stała i patrzyła. Odwróciłem wzrok, nie mogąc znieść bólu w jej spojrzeniu.

– Zamknij przeszłość i rusz naprzód – powiedziała cicho. – Nikt nie zwróci Lisie życia.

– Gdy nie znalazłem Cassie w tamtym gnieździe wampirów... poczułem panikę. Pomyślałem, że historia się powtarza. Wszyscy myśleli, że dokonałem wyboru, że wybrałem ciebie, że spisałem Cassie na straty. Ale to nieprawda. Szukałem jej. Chciałem ją znaleźć, a w zamian trafiłem na puste pomieszczenie i worki z krwią. Przez ułamek sekundy pomyślałem, że znowu kogoś zawiodłem. – Zamilkłem na chwilę. – To samo czułem, gdy posądziłaś mnie o świadome duszenie Cassie. Ta... istota zawładnęła jej ciałem, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Byłem zaskoczony i wkurzony. To, co zrobiłem, zasługiwało na naganę, ale dalej nie rozumiem, dlaczego wszyscy chcą mnie trzymać od tej dziewczyny z daleka. Chyba nikomu bardziej nie zależy na jej bezpieczeństwie niż mnie – wyrzuciłem z siebie, decydując się na szczerość. – Nie wybaczę sobie, jeśli Cassie stanie się krzywda – dodałem szeptem.

Spojrzałem na Jo, która wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami.

– Boże, Dean, przepraszam...

Pokręciłem energicznie głową.

– Zapomnij o tym. – Odchrząknąłem. – Cassie jest dla ciebie jak siostra. Gdyby chodziło o Sama... na pewno zareagowałbym podobnie.

Jo niespodziewanie podeszła do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję. Położyłem luźno dłonie na jej biodrach, próbując zmusić się do uśmiechu.

– Jesteś czasami dupkiem, ale drzemie w tobie dobry facet. – Zacisnęła ręce na mojej szyi. – Mógłbyś czasami pozwolić mu wyjść, wiesz? Ale na dłużej niż pięć minut.

– Jesteś niewiarygodna – zrugałem ją. – Człowiek się przed tobą otwiera, a tobie wiecznie mało.

– Licz się ze słowami. – Uszczypnęła mnie. – Bo jesteś na moim terenie, a wiesz, jak wielką miłością darzę moją strzelbę, prawda?

Nic nie odpowiedziałem, tylko przytuliłem się do Jo. Prawie zmiażdżyłem jej drobne ciało, czując nieopisaną ulgę. W tej samem chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich Cassie. Jo od razu się ode mnie odsunęła i zabiła spojrzeniem.

– Koniec tych czułości – mruknęła urażona. – Jeszcze sobie zaczniesz coś wyobrażać.

– Naprawdę jesteś niewiarygodna.

Pokazała mi język, wzięła kanapkę i wyszła z kuchni. Nie wiedziałem, na co liczyła, zostawiając mnie sam na sam z Cassie. Wsunąłem dłonie do kieszeni jeansów, obserwując, jak dziewczyna powoli wchodzi do domu ze spuszczoną głową. Ściągnęła kurtkę, zrzuciła niedbale buty i podeszła do lodówki.

– Zrobiłem kanapki – odezwałem się, wskazując na blat szafki.

Cassie zacisnęła dłoń, co nie umknęło mojej uwadze i nie skomentowała tego.

– Problemy w niebie? – spróbowałem jeszcze raz, licząc, że przytaknie.

Zamknęła lodówkę i bardzo wolno odwróciła się w moją stronę. Kiedy podniosła na mnie wzrok, moje wnętrzności wywróciły się do góry nogami. Jej blada twarz, podkrążone oczy nie wskazywały na świetną zabawę ubiegłej nocy.

– Nie czuję się najlepiej – powiedziała cicho.

Opuściłem wzrok na jej strój i zmarszczyłem brwi. Mocno dopasowana bluzka kompletnie do niej nie pasowała. Jeansy wydawały się jeszcze bardziej węższe niż te, które zazwyczaj nosiła.

– Co się stało z twoimi ubraniami?

Założyła kosmyki włosów za ucho. Zauważyłem, że zadrżała jej ręka. Sam gest często widziałem u Kate poprzedniej nocy, ale ona robiła to z premedytacją, bo potrafiła mi patrzeć odważnie w oczy. Za to Cassie szukała oczami drogi ucieczki.

– To ciuchy kuzynki Killiana – odpowiedziała niepewnie. – Wczoraj trochę zmokłam, więc... – Wypuściła cicho powietrze. – Chyba się przeziębiłam, dlatego u niego zostałam.

Jej słowa kompletnie nie pokrywały się z wydźwiękiem wiadomości, które otrzymałem. Podszedłem bliżej Cassie, ale utrzymałem bezpieczną odległość, bo nie miałem zamiaru jej wystraszyć.

– Myślałem, że świetnie się „bawiliście".

– Przepraszam za te przerwy w meldunkach – powiedziała niespodziewanie. – Zagadaliśmy się i straciłam poczucie czasu.

To było kolejne kłamstwo, dlatego wyciągnąłem komórkę z kieszeni spodni i wszedłem z wiadomości, żeby pokazać jej dowód.

– Przepraszam, Killian pochłonął całą moją uwagę. Próbuje mnie zacałować na śmierć – przeczytałem na głos. – Dean, zostaję na noc, bo czuję się bezpieczniejsza w jego ramionach niż przy tobie. Nie musisz się martwić, wrócę przed południem. – dorzuciłem.

Odczekałem chwilę, a potem spojrzałam na Cassie. Była cała czerwona na twarzy.

– To niemożliwe – pisnęła. – Nie napisałabym... – urwała i przygryzła wargę. – To nie tak – jęknęła.

Podskoczyło mi ciśnienie. Ze złości prawie zmiażdżyłem komórkę.

– Chcesz mi powiedzieć, że ten dupek pisał z twojego telefonu? – warknąłem.

Otworzyła usta, ale nie wyszło z nich żadne słowo.

– Powiedziałaś mu prawdę o nas?!

– Nie! – podniosła głos. – Oczywiście, że nie! – Potarła czoło drżącą dłonią. – Po prostu naprawdę źle się czułam i poprosiłam go, żeby ci odpisał.

Pokręciłem głową z niedowierzaniem.

– On jest o mnie zazdrosny?

Cassie zarumieniła się jeszcze bardziej.

– Nie rozumie twojej... troski. – Ostatnie słowo wyszeptała. – Tłumaczyłam mu, że... – Zamilkła i zaczęła bawić się palcami. – To przecież niedorzeczne, że mogłabym ci się podobać – powiedziała na jednym wdechu. – Przepraszam za niego.

Zamrugałem. Jo miała rację. Cassie nie czuła się przy mnie pewnie. Podważyła możliwość podobania mi się, bo byłem niemiły? Uznałem to za absurd, bo jak mogła mnie uważać za takiego dupka!

– Mam nadzieję, że nie zrujnowałam ci wieczoru – dodała.

Chciałem przemilczeć noc z Kate, ale nie znałem powodu, dla którego powinienem był to zrobić.

– Nie martw się, nie zrobiłaś tego. Byłem w barze i miałem towarzystwo.

Kiwnęła głową.

– No tak. – Zgarbiła się i próbowała obrócić, ale prawie wpadła na krzesło, dlatego złapałem ją w ostatniej chwili i przyciągnąłem do siebie. – Przepraszam – jęknęła.

Odwróciłem ją i zmusiłem, żeby na mnie spojrzała.

– Za co mnie przepraszasz? – zapytałem, nachylając się nad jej twarzą.

– Znowu...

– Tak, potknęłaś się – wpadłem jej w słowo. Byłem wściekły, bo mogła się rozejrzeć, ale po rozmowie z Jo... postanowiłem spróbować być trochę bardziej wyrozumiały. – To raczej nieodłączny element twojego życia. Nie możesz za to przepraszać.

Otworzyła szeroko oczy.

– Co? – rzuciłem obojętnie.

– To musiała być bardzo udana noc – skomentowała obcym tonem głosu, szybko spuszczając wzrok. – Muszę coś zjeść, bo zaraz padnę z głodu.

Pokiwałem głową i puściłem ją, ale nie przestałem na nią patrzeć. Nagle posmutniała. Nie rozumiałem tego, bo nie znałem powodu. Nie powiedziałem nic obraźliwego. Wykazałem się zrozumieniem, które było dla mnie czymś nowym, a i tak sprawiłem, że się zasmuciła. Chciałem zapytać o powód, ale ugryzłem się w język.

– Moje kanapki z indykiem są genialne – rzuciłem zachęcająco.

Zamierzała ponownie otworzyć lodówkę, ale zawahała się, zerkając na blat.

– Skoro tak zachwalasz...

Sięgnęła po jedną i delikatnie się w nią wgryzła. Czekałem w milczeniu na komentarz, ale Cassie zajęła się jedzeniem. Podszedłem bliżej i wziąłem sam kanapkę.

– No i jak? – spytałem zniecierpliwiony. – Genialna, prawda?

– Smaczna.

– Tylko smaczna?

– Bardzo smaczna? – Zerknęła na mnie niepewnie, a jej policzki znowu się zaróżowiły. – Zjadłabym jeszcze jedną lub dwie, bo to była naprawdę kiepska noc.

– Jasne, jedz – zachęciłem ją. – Ja wczoraj wpakowałem w siebie trzy cheeseburgery, więc jeszcze trochę mnie trzymają.

– W tym barze?

– Tak – odpowiedziałem i spojrzałem na nią kontrolnie. – Jadłaś kiedyś cheeseburgera?

Pokręciła głową i wgryzła się bardziej w kanapkę. Wyglądała na przygaszoną i smutną. Nie do końca wierzyłem w wersję z przeziębieniem, bo Cassie dodatkowo była bardzo miła. Może jednak Jo miała rację? Ja byłem miły, to i ona była – transakcja wiązana.

– To kiedyś cię zabiorę – obiecałem. – Może po którymś polowaniu.

Cassie zamarła.

– Polowaniu? Zamierzasz ze mną polować?

Uniosłem brwi.

– A dlaczego nie?

Odsunęła kanapkę od ust i skrzywiła się delikatnie.

– Jestem niezdarna. Kompletnie się do tego nie nadaję. A teraz też... słaba, bo mija kolejny tydzień, a ja nie czuję się dobrze.

– Nie przerwiemy szkolenia na łowcę – powiedziałem twardo. – Cały czas grozi ci niebezpieczeństwo. Musisz potrafić się bronić.

Wypuściła powietrze z płuc.

– Jeszcze niedawno chciałam to kontynuować, ale... – urwała i znowu zajęła się jedzeniem.

Sam zająłem się swoją kanapką i czekałem. Nie miałem zamiaru jej ponaglać, licząc, że w ten sposób dowiem się czegoś więcej.

– Ale? – dopytałem, gdy skończyła jeść.

– Pamiętasz nasze polowanie? Opowiadałeś mi o nim niedawno.

– Tak.

– Nigdy już taka nie będę. Jeśli byłabym sobą, nie uratowałabym ciebie. – Posmutniała jeszcze bardziej. – Siebie zresztą też – dodała gorzko.

– Gdybym nie był zarozumiałym dupkiem, to wziąłbym Sama lub Jo. Może nawet oboje, bo byłaś i dalej jesteś nieświadczonym łowcą. Powinienem o tym pamiętać.

Popatrzyła na mnie zaskoczona, a potem delikatnie wygięła usta w uśmiechu.

– Dziękuję, Dean.

Moje serce przestało bić na ułamek sekundy. Wpatrywałem się w ten uśmiech, tracąc powoli rozum. Gdyby nie noc z Kate... Gdyby nie Killian... Odrzuciłem głupie myśli i odwróciłem wzrok, skupiając go na pustym talerzu.

– Mówiłem, że moje kanapki są genialne.

– No tak – prychnęła rozbawiona.

Zerknąłem na nią kątem oka i zauważyłem, że włosy zakrywały jej twarz. Uniosłem dłoń i delikatnie odgarnąłem pojedyncze kosmyki. Przez przypadek musnąłem palcami jej zaróżowiony policzek. Wciągnęła cicho powietrze. Poczułem suchość w gardle. Przysunąłem się jeszcze bliżej, całkowicie ignorując fakt, że Cassie spędziła noc w ramionach innego faceta. O Kate nie myślałem, bo to był krótki i nic nieznaczący epizod.

W jednej chwili postanowiłem coś zrobić coś nietypowego.

– Nie dziwię się, że Killian był zazdrosny – szepnąłem, zakładając jej kosmyki włosów za ucho. – Sam byłbym zazdrosny, gdybym był na jego miejscu.

Nie czekałem jej reakcję, tylko odsunąłem się i wyszedłem z kuchni. Wiedziałem, że ten ruch był ryzykowny. Nie chciałem zastanawiać się, czy przyczyniłem się do polepszenia naszej relacji, czy może wręcz odwrotnie... Miałem nadzieję, że tym razem Cassie mi uwierzy. Ten jeden, jedyny raz.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 3813 słów i 21827 znaków.

2 komentarze

 
  • aile

    Parę razy zabierałam się do przeczytania tej historii, jednak, nie wiedzieć czemu, rezygnowałam. Treść bardzo mnie pochłonęła, przeczytałam wszystkie rozdziały w dwa dni 😃 Naprawdę lubię twój styl pisania i opowiadania o takiej tematyce, dlatego niecierpliwie będę czekać na ciąg dalszy ❤️

  • elorence

    @aile wow, ale tempo! 😮 Cieszę się, że historia Ci się spodobała ❤❤❤ To opowiadanie nie ma tylu fanów, więc podwójnie się cieszę 🥰

  • NelaMotylek

    Miesięczna przerwa sprawiła, że zapomniałam o tej historii 🙈😅 Ale to pewnie przez to, że ostatnio przeczytałam kilka książek, które wciągnęły mnie na maksa 😉

    W każdym razie wróciłaś z dwoma świetnymi rozdziałami. Ten mi się szczególnie podoba ale to przez to, że jest z perspektywy Deana,a ja uwielbiam męski punkt widzenia 😁

    Co ja Ci będę dużo klepać, podoba mi się i już. Podobają mi się momenty między nimi, napięcie, uczucia, to wszystko razem sprawia, że przeżywam tę historię bardziej. Ostatnie jego słowa bardzo mi się spodobały. W końcu trochę odkrył się przed Cassie.

    Czekam ma ciąg dalszy bo robi się ciekawiej 😉

    ❤️❤️❤️

  • elorence

    @NelaMotylek nie dziwię się, że zapomniałaś! Musiałam przeczytać poprzednie rozdziały, żeby móc napisać coś nowego, bo sama wielu rzeczy nie pamiętałam 😅  

    Też lubię perspektywę Deana, bo to taki skryty typ, więc bez wejścia w jego głowę, człowiek niewiele się dowie...  

    Myślę, że kolejny rozdział jest tym rozdziałem, na który czekacie 😄❤  

    Dziękuję! ❤❤❤

  • NelaMotylek

    @elorence Haha dobra jesteś 🤣🤣🤣

    No dzięki wielkie za napisanie tego o następnym rozdziale. Teraz to dopiero będę telefon sprawdzać co minutę a nie pięć 🤣😉

    Czekam 😉

  • elorence

    @NelaMotylek raczej nie wytrzymam z czekaniem do środy, żeby Wam go opublikować i chyba zrobię to w weekend, bo jestem w trakcie pisania 😄

  • NelaMotylek

    @elorence Super! To jakoś wytrzymam 😅