Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 19

Siedziałam na łóżku i patrzyłam na swoje drżące dłonie. Nie potrafiłam utrzymać w nich głupiej komórki. Nie rozumiałam, co się ze mną działo. Gdy demon zaatakował Deana, nagle poczułam przypływ pewności siebie i siły. Wiedziałam, co mam robić. Instynkt zaczął podrzucać kolejne polecenia, które wykonywałam bez zarzutu. Obsługiwałam broń tak, jakbym robiła to całe życie, a nie kilkanaście cholernych minut. A to wszystko po to, żeby go uratować. Nie chciałam panować nad sobą, dlatego pomimo okropnego bólu głowy, uparcie forsowałam swoje ciało, żebyśmy wyszli z tego cało. Udało się, ale jakim kosztem?

Nie pozwoliłam sobie na okazanie słabości i grałam do samego końca, do powrotu Jo i Sama. Wykręciłam się z relacjonowania wydarzeń głupim zmęczeniem, a oni to łyknęli! Kątem oka zauważyłam zmartwione spojrzenie Deana, ale uśmiechnęłam się do niego i pokręciłam nieznacznie głową. Moje nietypowe zachowanie z pewnością wygenerowałoby całą masę pyta, na które nie byłabym w stanie odpowiedzieć. Wystarczyło, że Dean to widział. Nie zamierzałam wtajemniczać innych – jeszcze nie.

Powoli powracał ból głowy, dlatego przymknęłam powieki i zaczęłam głęboko oddychać. Nie mogłam sobie pozwolić na kolejny atak. Cokolwiek tam się stało, nie powinno się wydarzyć, a to mogło oznaczać tylko jedno: Dean miał rację. Żyła we mnie inna istota, która próbowała przejąć nade mną kontrolę. Poniekąd byłam jej wdzięczna, bo znowu uratowała mi życie, ale na pewno miała w tym swój cel. Złe istoty nigdy nie robiły niczego bezinteresownie.

Co z tego, że wiedźma przywróciła moją duszę do ciała? Może tak było łatwiej kontrolować cały organizm? Może… cokolwiek. Nie powinnam być w żaden sposób zaskoczona.

Przyjrzałam się uważnie dłoniom, które ani na chwilę nie przestały drżeć. „Co się ze mną dzieje, do cholery?” – pomyślałam, czując jedynie obezwładniający strach.

۞

Byłam głodna i spanikowana. Nie spałam całą noc, a rano spędziłam pod prysznicem trzy kwadranse, żeby móc normalnie funkcjonować przez cały dzień. W kuchni zastałam Deana. Pił piwo, wpatrując się w stół. Wyglądało to bardzo niepokojąco, ale nie zamierzałam zadawać pytań. Odwróciłam się i zaczęłam przygotowywać sobie kawę, wsypując o dwie łyżeczki za dużo. Potrzebowałam porządnego kopa, a czarna kawa nadawała się do tego wręcz idealnie.

Znieruchomiałam. Zaniepokojona, wysypałam zawartość kubka do zlewu. Nigdy nie piłam czarnej kawy. Nienawidziłam kawy.

– Co ty wyprawiasz? – ofuknął mnie Dean. – Zmarnowałaś dar Bogów.

Wywróciłam oczami, obracając się w stronę Winchestera.

– To tylko głupia kawa.

– Nie pijasz kawy.

– Właśnie – rzuciłam kpiąco. – Nigdy nie piłam kawy!

Przymknęłam powieki, bo znowu powrócił ból głowy.

– Cassie? – zapytał zaniepokojony Dean. – Cassie!

Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że stał naprzeciw mnie.

– Nic mi nie jest – odburknęłam.

– Właśnie widzę… Co się dzieje?

Nie odpowiedziałam.

– Cassie, co się dzieje, do diabła? – drążył.

Mrugnęłam zaskoczona i wzięłam głęboki wdech.

– Nie wiem. Naprawdę nie wiem – odpowiedziałam cicho. – Coś się zmieniło, Dean.

– Wszystko jest po staremu – zapewnił. – Wiem, że możesz być trochę skołowana, bo masz za sobą pierwsze, prawdziwe polowanie, ale byłaś świetna. – Uśmiechnął się blado. – Naprawdę. Byłaś niesamowita.

W moich oczach pojawiły się łzy.

– Właśnie, Dean. Byłam niesamowita. – Potrząsnęłam głową. – Ja taka nie jestem! To nie mogłam być ja, rozumiesz?!

Winchester położył dłonie na moich ramionach i delikatnie je ścisnął, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy.

– Oddychaj – polecił.

Zrobiłam to, a przynajmniej próbowałam, bo nagle zaczęło brakować mi powietrza. Przed oczami stanęła mi kolejna wizja, ale tym razem była bardzo niewyraźna.

Widziałam tylko ogień. Cały świat płonął. A ja stałam pośrodku tego wszystkiego. Stałam i patrzyłam. Nie czułam absolutnie nic. Byłam pusta. Nie chciałam żyć.

– Cassie!

Otworzyłam gwałtownie oczy, zdając sobie sprawę, że prawie zemdlałam. Dean trzymał mnie w swoich ramion i tulił. Wzięłam głęboki wdech, ale to nic nie pomogło. Czułam w gardle okropną suchość, jakbym wciąż tkwiła pośrodku płomieni.

– Co widziałaś?

Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Dean zmarszczył czoło i dotknął palcami mojego twarzy. Wyglądał na zaniepokojonego. Odgarnął pojedyncze kosmyki włosów, a potem ujął delikatnie moją twarz w dłonie. Był tak blisko, że czułam ciepło bijące z jego ciała, ale również nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie powinien mnie dotykać. Nikt nie powinien. Przez ułamek sekundy patrzyłam na jego usta, ale szybko doprowadziłam się do porządku. Winchester nie był dla mnie, bo przecież mną gardził. Gdyby było inaczej, to pewnie by mnie uratował.

– To… nic – wydukałam z trudem. – Po prostu jestem zmęczona.

– Zmęczona?

Dean przysunął się bliżej, więc chciałam mu umknąć, ale przygwoździł mnie do lodówki i spojrzał głęboko w oczy.

– Miałaś mi o wszystkim mówić, zapomniałaś? – wycedził.

– Ale nic się nie dzieje – próbowałam się bronić. – Czasami mam okropne bóle głowy, ale to wszystko – kłamałam. – Wiem, co ci obiecałam.

– Co się stało w tamtym opuszczonym domu?

Otworzyłam usta, ale szybko je zamknęłam, bo co mu miałam powiedzieć? Nie byłam sobą. Oddałam kontrolę komuś obcemu, jakiemuś pasożytowi, który za wszelką cenę chciał utrzymać mnie przy życiu.

– Nie wiem…

– Cassie! – upomniał mnie. – Nie jestem idiotą! Widziałem, że nie byłaś sobą! Skąd znałaś regułkę? Od kiedy tak dobrze strzelasz? Dlaczego ani razu się nie potknęłaś?

Nie odpowiedziałam, więc przycisnął mnie mocniej do lodówki.

– Cassie!

– Przestań – błagałam cicho. – Ja naprawdę nic nie wiem.

– Nie wierzę ci, rozumiesz? – Nachylił się nade mną. Prawie stykaliśmy się nosami. Spojrzałam w jasnobrązowe tęczówki Deana. – Ukrywasz coś. W naszym świecie nie ma miejsca na tajemnice, bo za ich dochowanie płaci się życiem, a ja ci nie pozwolę umrzeć.

Zadrżała mi dolna warga.

– To tylko wyrzuty sumienia – wyszeptałam.

– Naprawdę wierzysz jakiemuś przypadkowemu łowcy?

– Nie miał powodów, żeby mnie okłamać.

– A może jednak miał? – Zmarszczył brwi. – Pomyśl. Bez mojej ochrony stałabyś się łatwym celem, dostępnym dla większości potworów, które siedzą ci na ogonie.

– Łatwym celem? Dla innego łowcy? – zapytałam zdumiona, odwracając wzrok. – Mówisz to, co chcę usłyszeć. Zrobisz wszystko, żeby tylko Jo nie cierpiała. – Popatrzyłam na niego ponownie. – Rozumiem to.

– Nic nie rozumiesz! – warknął i uderzył otwartą dłonią w lodówkę. Był tak blisko, że nie mogłam się ruszyć. – Zacznij mnie słuchać!

– Dean – szepnęłam upominająco, ale się nie odsunął. Objął dłonią mój policzek i westchnął. – Dean – powtórzyłam.

– Wyjdziesz z tego bez szwanku. Obiecuję.

Milczałam.

– Obiecuję, rozumiesz? – naciskał.

Pokiwałam niepewnie głową, a potem od razu wstrzymałam oddech, bo zauważyłam, że wzrok Winchestera zatrzymał się na moich ustach. Tego się nie spodziewałam, dlatego miałam ochotę uciec. Serce wyrywało mi się z piersi, bo to dalej był Dean. Przejechał delikatnie kciukiem po mojej dolnej wardze. Zacisnął szczękę, jakby chciał się opamiętać. Miałam nadzieję, że to zrobi.

Otworzyły się drzwi wejściowe, więc odetchnęłam z ulgą, bo Dean od razu zrobił krok do tyłu. Spojrzeliśmy jednocześnie w tym samym kierunku, a twarz zaczęła mnie palić. Sam stał jak wryty i gapił się na nas, otwierając i zamykając usta. Pomachałam mu szybko dłonią, bo nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, i uciekłam z kuchni, chcąc uniknąć niezręcznej atmosfery.

Wpadłam do swojego pokoju i zaczęłam ciężko oddychać.

Nagle ogarnęła mnie wściekłość. Chciał mnie pocałować, żeby mi się przypodobać? Nie potrafił w żaden inny sposób wyciągnąć ze mnie informacji, dlatego postanowił wykorzystać swój urok osobisty? Nie byłam idiotką.

Musiałam szybko się uspokoić, bo czułam, jak powoli tracę panowanie nad sobą. Negatywne emocje długo były mi obce, a potem wszystko się zmieniło, gdy dowiedziałam się, że istnieje we mnie inna istota… To ona to robiła. To ona kazała mi być złą! To ona nie pozwoliła mi zaufać Deanowi! Boże, dlaczego?!

۞

Odpisywałam na liczne maile, ale jednym okiem zerkałam na strony ze sukniami wieczorowymi. Wzięłam sobie do serca słowa Ketcha, dlatego postanowiłam wyglądać odpowiednio, żeby nie wzbudzić niepotrzebnego zainteresowania. Od razu odrzuciłam wszystkie żywe kolory – czerwień w pierwszej kolejności. Nigdy nie miałam na sobie takiej sukienki, bo nawet na balu absolwentów włożyłam krótką, której zadaniem było zminimalizowanie ryzyka upadku. Nie chciałam, żeby materiał plątał się między moimi nogami, więc postawiłam na prostą, czarną sukienkę do kolan. Na sali i tak było ciemno, dlatego bez problemu wtopiłam się w tłum. Po paru głębszych nikt nie zwracał uwagi na moją nieporadność.

Westchnęłam, bo kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać na tym Wielkim Wieczorze. Sama nazwa z jednej strony brzmiała śmiesznie, ale z drugiej… wystarczyło spojrzeć na Micka i Ketcha, żeby wyciągnąć inne wnioski – to musiało być coś dużego i bardzo eleganckiego.

Poczułam skurcz w żołądku, bo przypomniałam sobie o najistotniejszej rzeczy: nikomu jeszcze nie powiedziałam. Jo prawdopodobnie będzie zadowolona, Sam pewnie ją poprze, a Dean… Przygryzłam wargę. Jego zachowanie było dla mnie zagadką. Niby mnie nie lubił, ale w jakiś sposób okazywał troskę i chciał… Przymknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów, bo znowu zaczynała palić mnie cała twarz. Całowanie z Deanem na pewno byłoby ekscytujące. W tych wszystkich legendach, które o nim krążyły, zazwyczaj występowały również kobiety. Niektóre bardzo wylewnie mu dziękowały. Nie chciałam być jedną z nich, bo żadna ani przez chwilę nie była częścią jego życia.

Wystukałam szybko adres innego sklepu online i po dosłownie minucie znalazłam najlepszą sukienkę. Uśmiechnęłam się do siebie. Była szara i śliczna. Nie miałam stuprocentowej pewności, że będzie na mnie dobrze leżała, ale postanowiłam ją zamówić.

Zadowolona, wyłączyłam wszystkie niepotrzebne strony i wróciłam do pracy.

۞

Spocona, poprawiłam kucyk i ponownie zaatakowałam Ketcha, ale bez trudu zablokował cios. Wściekła, zgrzytnęłam zębami i natarłam mocniej. Usłyszałam cichy śmiech, więc zaczęłam uderzać na oślep. Znowu ogarnęła mnie furia, ale szybko ją powstrzymałam. Nie mogłam stracić nad sobą panowania, bo Artur nic nie wiedział o Rowenie i tym całym bałaganie, w którym tkwiłam.

Ketch złapał mnie za ramiona i odsunął. Zmrużyłam gniewnie oczy, ale znowu go rozśmieszyłam.

– Czy mógłbyś chociaż przez chwilę udawać, że jestem groźna? – parsknęłam, z irytacją zaciskając pięści. – Nikt ci nie mówił, że nie wolno lekceważyć wroga?

Nagle spoważniał.

– Podobno polowałaś z Winchesterem – mruknął, odrywając ode mnie dłonie. Stanął kilka metrów dalej i przyglądał mi się w skupieniu. – Jak było?

Wzruszyłam niedbale ramionami, bo na pewno nie miałam zamiaru mówić mu o moich wyczynach. Cudem uszliśmy z życiem, a wszystko zawdzięczaliśmy istocie siedzącej we mnie, którą zamierzaliśmy zabić.

– Nie chcę za bardzo o tym rozmawiać.

Przekrzywił głowę i uśmiechnął się triumfalnie.

– Jego dupkowata strona znowu dała o sobie znać?

Skrzywiłam się, bo byłoby sto razy łatwiej, gdyby Dean faktycznie zachował się jak dupek. Ale on chciał mnie chronić – idiotyzm. Zmarszczyłam czoło, bo nawet powoli zaczynałam myśleć inaczej…

– Mniej więcej – mruknęłam. – Ćwiczymy dalej?

Ketch zbliżył się do mnie, nie odrywając oczu od mojej twarzy. Znowu poczułam się mała i bezbronna, ale wiedziałam, że to tylko pozory. On też chciał mnie chronić, ale przynajmniej nie oczekiwał niczego w zamian.

– Lubię słuchać o jego porażkach – powiedział twardo, unosząc kącik ust. – Z przyjemnością posłucham relacji z polowania z legendarnym Winchesterem – dodał kpiąco.

– Naprawdę nie chcę o nim rozmawiać – rzuciłam zirytowana. – Wkurza mnie, rządzi się i… – Przymknęłam na kilka sekund powieki, a potem odetchnęłam głęboko. – Widzisz? Doprowadza mnie do szału.

– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem z tego powodu zadowolony.

– Próbował mnie pocałować, więc może jednak wrócimy do ćwiczeń, żebym mogła mu porządnie przyłożyć, gdy znowu spróbuje?

Z twarzy Artura zniknął uśmieszek, a w jego miejscu pojawił się okropny grymas. Prychnął i pokręcił głową z niedowierzaniem.

– Nie traktuje kobiet poważnie.

– Zauważyłam. – Westchnęłam głośno. – Możemy wrócić do ćwiczeń? – powtórzyłam po raz kolejny.

– Jasne. – Dotknął palcem mojego podbródka i delikatnie go uniósł. – Nauczę cię, w jaki sposób najszybciej pozbyć się natręta i sprezentować mu kilka siniaków. – Mrugnął do mnie porozumiewawczo. – Tak na pamiątkę, aby zapamiętał, że niektóre kobiety zawsze będą poza jego zasięgiem.

Przewróciłam oczami i zrobiłam krok do tyłu. Dłoń Ketcha zawisła w powietrzu. Stanęłam w lekkim rozkroku i przygotowałam się na kolejną rundę ćwiczeń. Może jeszcze dużo brakowało mi do umiejętności prawdziwego łowcy, ale to była tylko kwestia czasu. Wyrzuciłam z głowy wszystkie wspomnienia, w których nie byłam sobą. Wiedziałam, że gdy ta przedziwna istota mnie opuści, będę zdana tylko i wyłącznie na siebie. Wieczna ochrona nie wchodziła w grę i miałam jedynie nadzieję, że Jo przyzna mi rację.

۞

– Po co rozłożyłaś całą broń? – spytałam, lustrując wzrokiem nasz kuchenny stół. Kilka pistoletów, karabin, strzelba, różne rodzaje noży, nawet znalazły się dwie maczety. – Chciałaś się pochwalić?

Jo uśmiechnęła się szeroko i rozłożyła ramiona.

– Chcę, żebyś sobie wybrała swój zestaw, wiesz? Lubię nowe zabawki, więc z pewnością Winchesterowie zabiorą mnie do Bobby’ego, a ty będziesz miała swój zestaw łowcy. – Podeszła do stołu i wskazała najmniejszą broń. – Niby mała, ale całkiem niezła. Towarzyszyła mi przy pierwszych polowaniach. A tą – dotknęła porysowanego pistoletu – zabijałam wilkołaki, co zresztą widać, bo zanim uszło z nich życie, zdążyły narozrabiać. To – pokazała palcem na lewą część stołu – maczeta. Idealnie sprawdza się w walce z wampirami. Jeden porządny zamach i muszą szukać swoich głów. – Zaśmiała się, ale nagle spoważniała. – Rozumiesz, prawda? Zabijanie jest złe, ale potwory się nie liczą.

Zapatrzyłam się na maczetę. Wzięłam ją ostrożnie do ręki i zrobiłam lekki zamach. Ostrze przecięło powietrze, ale cały czas pozostało w mojej dłoni. Moja nieporadność gdzieś zniknęła i to był powód do zmartwień. Czułam na sobie spojrzenie Jo. Milczała i obserwowała. Nagle w myślach usłyszałam dziwnie znajomy głos: „Wejdziemy wschodnim wejściem i wybijemy wszystkich w pień. Dwójka porwanych pewnie ma już w sobie jad, więc nawet nie warto ich ratować. Zabij. Jeśli wynikną komplikacje, zacznij krzyczeć. Przybędę od razu”. Zamrugałam, bo maczeta zrobiła się cięższa niż chwilę wcześniej. Delikatnie odłożyłam ją na miejsce i odsunęłam się od stołu, nie patrząc na Jo.

– Wszystko gra? – zapytała z troską. – Zbladłaś.

„Przybędę od razu” – znowu odezwał się głos, a potem nagle usłyszałam swój własny: „Przecież wiem, że mnie nie zostawisz. Nigdy tego zrobisz, bo wiesz, że nawet zza grobu nakapałabym ci do dupy, sztywniaku”.

– Cassie?

Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na zaniepokojoną Jo.

– Zamyśliłam się – odpowiedziałam wymijająco. – Myślisz, że Dean zgodzi się na randkę poza miastem?

Otworzyła szeroko oczy.

– Czyli ten Killian naprawdę wpadł ci w oko – mruknęła zaskoczona. – Przygotuj się na ostrą awanturę, bo Winchester od wczoraj jest wkurzony, ale ja się zgadzam. – Uśmiechnęła się prowokacyjnie. – Lubię go wnerwiać, a twoja randka jest idealnym pretekstem.

– A ta cała sytuacja? – spytałam ostrożnie, ignorując wzmiankę o wkurzonym Deanie. Może brak reakcji z mojej strony uraził jego ego. I słusznie. – Nie martwi cię, że będę tam tylko z człowiekiem?

Jo usiadła na blacie kuchennym, prostując się jak struna.

– Rozmawiałam już o tym z Samem. Demony tropią cię przez nas, wiesz? Tak jakby to… dziwne coś – zrobiła nieokreślony ruch dłonią – blokowało twój wewnętrzny nadajnik. To wydaje się mało prawdopodobne, ale po dłuższej analizie… najbardziej sensowne. Chyba będziesz bezpieczniejsza wśród zwykłych ludzi.

– Chcę widzieć minę Deana, gdy usłyszy te rewelacje – parsknęłam.

Moja przyjaciółka zmarszczyła brwi i przygryzła wargę.

– Zmieniasz się.

– Wiem – powiedziałam smutno. – Nie mamy zbyt wiele czasu, zanim ta istota przejmie kontrolę nad moim ciałem.

– Wtedy… z Deanem… – Westchnęła. – Nie powiesz mi, co się tam wydarzyło, prawda?

– On już wszystko wam powiedział – przypomniałam. – Osobiście nie mam nic więcej do dodania.

– Uratowałaś go.

– Niechcący – warknęłam wkurzona, a potem energicznie potrząsnęłam głową. – Przepraszam, Jo, ale teraz coraz łatwiej wyprowadzić mnie z równowagi.

– Właśnie widzę… Panujesz nad tym, chociaż trochę?

Pokiwałam powoli głową.

– Jeszcze mam władzę nad swoim ciałem, Jo.

– Jeszcze – prychnęła.

Wzięłam głęboki wdech, a w głowie znowu usłyszałam głos: „Nigdy nie dasz nam szansy, prawda? Będę ścierał krew z twojego ciała, gdy jedną nogą będziesz po drugiej stronie, ale i tak się nie przyznasz, że coś do mnie czujesz!”.

Zerkałam na Jo, ale nie patrzyła na mnie – na całe szczęście.

Znałam ten głos, tylko nie potrafiłam go przypisać do żadnej osoby. Brzmiał trochę inaczej, ale tak cholernie znajomo… Do kogo należał? I o co znowu chodziło?

Było coraz gorzej… Podświadomie czułam, że kończył mi się czas.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użyła 3237 słów i 18909 znaków.

1 komentarz

 
  • LadyTyna

    Kolejne twoje opowiadanie które bardzo mi się podoba ❤ Czekam na ciąg dalszy 😊😊

  • elorence

    @LadyTyna bardzo się cieszę! ❤❤❤