Marta N. - cz. trzydziesta trzecia

               Kiedy weszłam do kuchni, zobaczyłam, że dziewczyny sprzątają po kolacji. Kurtuazyjnie zapytałam więc czy mam włączyć się do pomocy, ale Halinka z uśmiechem podziękowała mi buziaczkiem.
- Ty lepiej zajmij się Tomkiem, bo zaraz wyjdzie z łazienki, a zauważyłam, że Sabina ostrzy sobie na niego zęby - powiedziała cichym głosem, kiedy zostałyśmy na chwilę same.
- To co? Oni oboje jeszcze się nie bzykali, a ja najwyżej pójdę z wami! Twoje cycki nadal mnie rajcują! - odpowiedziałam ze śmiechem, patrząc jej w oczy. Też zobaczyłam przez chwilę diabliki w jej oczach, ale szybko zgasły. Musiała czuć się bardzo zmęczona.  
- Cyce mamy ci nie wystarczyły, mała diablico? - odezwała się wesoło, widząc, że nie biorę czy nie traktuję zbyt poważnie możliwości uwiedzenia Tomka przez Sabinę.  
- Myślałam, że zależy ci na Tomku? - kontynuowała, nie zważając na moje słowa.
- Bo zależy, ale mam czas! Niech i Sabina przeżyje coś fajnego w te święta - stwierdziłam.  
- Ale widzę, że chyba jesteś zbyt zmęczona po całym dniu i moje małe cycki za bardzo cię nie interesują czy nie podniecają? - stwierdziłam pogodnie, zdając sobie sprawę, że Halinka ma prawo czuć się zmęczona po tak pracowitym i wyczerpującym dniu. Roześmiała się.
- Martuś, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i mamy przed sobą jeszcze dużo czasu czy możliwości do realizacji naszych fantazji. A dzisiaj faktycznie jestem padnięta i czuję się jak dętka, z której uszło powietrze - Halinka nie ukrywała już, że jest potwornie zmęczona i marzy tylko o odpoczynku.  
          Odpuściłam, chociaż przez chwilę korciło mnie, aby zapytać ją, czy mam zająć się Piotrkiem. Dałam buziaka Halinie i weszłam na chwilę do kuchni. Bliźniaczki zmywały, a Piotrek wycierał i odkładał na półkę talerze, talerzyki, szklanki i inne przedmioty. Właściwie to kończyli, ale uznałam, że Piotrek powinien natychmiast zająć się Halinką.  
- Piotrek, Halinka jest wykończona po całym dniu i potrzebuje ciebie. Idź i zajmij się nią, bo zaśnie na stojąco ze zmęczenia - powiedziałam i odebrałam mu ściereczkę do wycierania. Posłuchał i pożegnał się z nami buziakiem na dobranoc, po czym wyszedł z kuchni, mijając się we drzwiach z Tomkiem.  
- Szukałem cię Martuś! - odezwał się pogodnie, wchodząc do kuchni. A ja poczułam się, jakbym wygrała los na loterii. Odświeżony i przebrany w pidżamę, wyglądał bosko.  
          Dołączył się do nas i przejął po Piotrku wycieranie naczyń oraz pozostałych przedmiotów, a ja odkładałam je na półkę czy chowałam do szafek. Kiedy skończyliśmy, Martyna i Sabina podziękowały nam za pomoc, po czym wymieniły spojrzenia, które można było różnie rozumieć, ale przebijała w nich niejaka rezygnacja połączona ze smutkiem.
          Widocznie słowa Tomka, że mnie poszukiwał, zrozumiały jednoznacznie. Za bardzo mnie polubiły, aby wchodzić mi w paradę i próbować dalej uwodzić Tomka. Chyba stąd ta rezygnacja w ich spojrzeniu. Wyczułam, że chcą się pożegnać i zostawić nas samych.             A we mnie coś pękło. Zależało mi na Tomku, bo rzeczywiście obudziło się we mnie uczucie do niego, ale kochałam również moje siostry. Widząc ich zrezygnowane czy zawiedzione miny, odczułam wręcz potrzebę pocieszenia ich i wymuszenia zmiany nastroju.
          Przecież był to okres świąt, które z założenia miały być wesołe i radosne, a dla moich sióstr takie były tylko w początkowej fazie rodzinnego świętowania; w czasie ubierania choinki, wieczerzy, odbierania prezentów czy kolędowania. Los sprawił, że  dwie normalne, niebrzydkie i niegłupie dziewczyny skazane były niejako tylko na siebie i na nas.  
          A przecież jeszcze tak niedawno obie cieszyły się niekłamaną sympatią tak dziewczyn, jak i chłopaków czy to ze szkoły czy z poza niej. Mówi się trudno. Byłam najmłodsza w rodzinie, ale jakimś dziwnym zrządzeniem losu, udało mi się tchnąć w naszą rodzinę nowego ducha i rozwiązać parę spraw, o co pewnie nikt by mnie nie podejrzewał.      
          Dlatego i teraz poczułam się niejako odpowiedzialna, aby nadal podtrzymać w naszej rodzinie świąteczny, radosny nastrój i zadowolenie wszystkich jej członków. Mamę i Halinkę czy Piotrka miałam już z głowy.  
          Pierwszą obsłużyłam i zaspokoiłam w sposób, który ją w pełni zadowolił, a mnie też sprawił niekłamaną przyjemność. Halinka była co prawda nieludzko zmęczona, ale tak wieczór jak i noc wigilijną mogła spędzić w towarzystwie Piotrka, który ją kochał i doceniał, jako najbliższą i najmilszą mu osobę. On też musiał czuć się nieźle, bo Halinka w pełni  odwzajemniała jego uczucia, czego nie ukrywała i dawała mu nieustannie tego dowody.  
          Teraz musiałam wymyślić i zrealizować sposób rozruszania czy poprawienia nastroju moich starszych sióstr, aby noc wigilijna stała się również dla nich czymś miłym i radosnym. Aby to było możliwe, musiałam najpierw poznać intencje czy zamiary Tomka.
- Tomku, jesteś w formie czy nieco już zmęczony po całym dniu? - zapytałam go znienacka.
- Nie wiem, o co ci chodzi, ale nigdzie się nie wybieram - odpowiedział z lekka zaskoczony, ale jednocześnie uprzedzając mnie, że nie jest zainteresowany wychodzeniem z domu.
- A wy dziewczyny macie też już dość i chcecie iść spać, czy byłybyście zainteresowane  wspólną zabawą i przyjemnym spędzeniem jakiegoś bliżej nieokreślonego czasu? - zwróciłam się następnie do bliźniaczek.  
- A co by to miało być? Ta wspólna zabawa i przyjemne spędzenie czasu? - odezwała się Sabina, wyraźnie zainteresowana moją propozycją, ale jednocześnie spojrzała na mnie, jakbym wyskoczyła naraz z konopi czy urwała się z choinki.      
- Przecież mam oczy i widzę, że chyba nie tak wyobrażałyście sobie zakończenie tej wigilii - wygarnęłam, wkurzona nieco jej spojrzeniem i ... durną, moim zdaniem, dociekliwością.
- A jak miałybyśmy sobie to wyobrażać, twoim zdaniem? - Sabina drążyła, poruszony przeze mnie temat chyba wbrew sobie, co mnie już ewidentnie poruszyło, a właściwie wnerwiło.    
- Wiesz co Sabina? Wypchaj się ze swoimi pytaniami czy dociekaniem, co mną kieruje lub co mam na myśli. Rób, co chcesz i daj mi spokój! A ty Martyno piszesz się na naszą wspólną zabawę z Tomkiem, czy też cię to nie interesuje? - zwróciłam się do Martyny, która z uwagą przysłuchiwała się wymianie zdań pomiędzy mną a Sabiną. Uśmiechnęła się i popatrzyła uważnie na mnie, a potem na Tomka.  
- Oczywiście! Przecież wolę to, niż żebyś miała wkurzać się na mnie tak, jak na Sabinę - odpowiedziała pogodnie, przygadując mi delikatnie i w swoim stylu, za moje zdenerwowanie.
To była cała Martyna. Rozbroiła mnie zupełnie, wbijając mi przy tym cieniutką szpileczkę.  
- No właśnie! Możesz powiedzieć, co cię tak wkurzyło w mojej wypowiedzi? - Sabina udała, czy też rzeczywiście nie zrozumiała, czym mnie zdenerwowała.
- Dziewczyny, zrobiło się już nieco późno! Nie sądzicie, że może lepiej odpuśćmy sobie na dziś nocne zabawy i prześpijmy się. Przecież mamy przed sobą jeszcze dość dużo wolnego czasu, który możemy razem przyjemnie spędzić - Tomek chyba też miał już dość naszych głupich sporów, a poza tym pewnie też marzył mu się wypoczynek.  
          A więc nici z moich starań czy pomysłów na poprawę nastroju bliźniaczek oraz na wspólne, przyjemne zakończenie wigilijnego wieczoru - pomyślałam, bo po słowach Tomka nie pozostało mi nic innego, tylko odpuścić i zgodzić się z nim.
- Chyba trafiłeś w sedno Tomku! Bez sensu robić coś na siłę i uszczęśliwiać kogoś wbrew jego woli. Wobec tego życzymy wam z Tomkiem dobrej nocy i do jutra moje siostrzyczki - to mówiąc, pomachałam im ręką i ujęłam Tomka pod pachę, po czym opuściliśmy kuchnię.  
          Przez chwilę myślałam, że Tomek nie pozwoli tak potulnie wyprowadzić się z kuchni, ale nie tylko nie sprzeciwił mi się, lecz sprawiał wrażenie, że jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Czyli szukał mnie i chciał być tylko ze mną, a ja wspaniałomyślnie chciałam dzielić się nim z siostrami - zaświtało mi nagle w mojej głupiej łepetynie.
- Idziemy do ciebie czy do Marysi? …to jest do cioci, mojej cioci oczywiście…! - Tomek albo się zgrywał, albo rzeczywiście coś mu się poprzestawiało. Przecież wiedziałam, że zwraca się do mamy 'per Marysiu', więc po co ta maskarada?
- Idziemy do naszego pokoju! Mój to on jest wtedy, gdy cię nie ma, a kiedy jesteś u nas, to jest to twój pokój i dobrze o tym wiesz - przerwałam jego wywody czy zgrywanie się.
- Super! Idziemy w takim razie do mnie! - oświadczył wesoło, jakby usłyszał dobry dowcip.
- W karty też grać nie będziemy! - dodał, uprzedzając mnie, że gra w karty go też nie interesuje. Była to chyba odpowiedź i nawiązanie do mojej propozycji zabawy, kiedy byliśmy razem z bliźniaczkami.  
- Też tak myślę i sądzę, że jest wiele innych, znacznie przyjemniejszych form zabawy dla dwojga osób - zaśmiałam się z cicha. Weszliśmy do pokoiku i zobaczyłam zadowolenie na twarzy Tomka oraz jego pytające spojrzenie.  
- Na przykład gra w Chińczyka, w monopol, w szachy…- wymieniałam gry poza karciane.
- Nie mówiłaś i nie chwaliłaś się wcześniej, że grasz w szachy - Tomek bez słowa sprzeciwu podjął moją konwencję rozmowy.  
- Nie powiem, że jest to moja pasja, ale lubię grać w szachy. Możemy zagrać partię, jeżeli ci to odpowiada - dodał neutralnym tonem. A mówią, że głupota nie zna granic - przemknęło mi przez myśl, kiedy Tomek bez problemu, w oczywisty sposób zgodził się na grę w szachy.  
          Wyszło na to, że zadrwiłam sama z siebie i założyłam pułapkę, w którą sama wpadłam. Proponując inne formy gier, sądziłam, że Tomek obruszy się na mnie i zacznie mnie prosić, namawiać czy przekonywać do innych form zabawy chłopaka z dziewczyną, będących sam na sam w jednym pokoju, mając na myśli erotykę czy seks.  
          Byliśmy sami w pokoju, w który stała rozłożona i przygotowana wersalka. I nie tylko wersalka była gotowa i zapraszająca wprost do odpoczynku czy zabawy. Ja też. A Tomek jakby tego nie widział. Zamiast rzucić mnie na nią, całować, pieścić i kochać się ze mną, on chce grać ze mną w nocy ...w szachy. Prawdziwa ironia losu i to ja ją wywołałam.              
          Kiedy ja borykałam się ze swoimi myślami, Tomek, który mnie bacznie obserwował, też zauważył, że coś mnie nurtuje. Po prostu domyślił się albo cały czas wyczuwał, czego od niego oczekuję, a to wszystko co mówiłam, to była tylko ściema i zasłona dymna. Ale perfidnie to wykorzystał i zakpił sobie ze mnie. Ale mnie nie było do śmiechu i co dziwne, nie byłam w nastroju, aby dalej prowadzić tę grę.  
- To jak? Gramy w szachy czy idziemy spać? - zwrócił się do mnie z uśmiechem na ustach.
- Problem w tym, że nie mam szachów! Mam za to co innego; małe skrzypeczki! - oznajmiłam wesoło. Popatrzył na mnie nieco zdziwiony; chyba nie zrozumiał.
- No co? Potrafisz grać na akordeonie, to może spróbujesz na moich skrzypeczkach - kontynuowałam wesołym tonem.
- Nie jestem muzykiem a tym bardziej multi-instrumentalistą, a poza tym gdzie ty masz te skrzypeczki? - Tomek nadal nie skojarzył, o czym mówię i jakie skrzypeczki mam na myśli.  
- Jesteś, jesteś, tylko o tym nie wiesz albo udajesz, że nie wiesz! - ponownie zaśmiałam się.
- Tym bardziej, że to ty pierwszy na nich zagrałeś jak prawdziwy wirtuoz. Nawet nie bardzo to poczułam, a potem było wręcz fantastycznie - powiedziałam, podtrzymując wesoły ton. Spojrzał na mnie i wreszcie załapał. Wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.           
- Kurde, to jesteś cała ty Martuś! I te twoje powiedzonka! Nawet by mi przez myśl nie przeszło, nazywać cipkę skrzypeczkami. Ale dość trafnie to określiłaś. No, no Martuś! Będą z ciebie ludzie! O, ...przepraszam, już są! - Tomek nie ukrywał podziwu dla mnie i tego, że urosłam w jego oczach.
- No, no! Skrzypeczki! Ciekawe określenie! Wobec tego ten mój kolega tam na dole, to smyczek, tak? - spojrzał na mnie, ciekawy mojej reakcji.
- No cóż! Można by było go tak nazwać, chociaż nazywanie twojego kolegi smyczkiem, to zbyt marne czy 'cienkie' określenie. Chyba że miałoby się na myśli smyka do basetli czy kontrabasu - odparłam żartobliwie, ale nie zamierzałam dalej tego ciągnąć. Moja cipka domagała się konkretnego działania, a nie przekomarzania czy wymyślania nowych określeń.
- Tomuś, nie sądzisz, że wypadałoby teraz trochę 'pomuzykować' na tych skrzypeczkach? - postawiłam jasno sprawę, czego od niego oczekuję.  
- To w jakiej tonacji … pozycji gramy i czym? Smykiem czy językiem? - Tomek nakręcił się i zaczął z niejaką lubością używać nowych określeń.  
- Możesz zacząć od języka, w dowolnej tonacji czy pozycji i w tempie polki lub czardasza - odpowiedziałam. Chciał muzycznych nazw czy określeń, to mu je zaprezentowałam.  
          Po czym pochyliłam się i nim zareagował, był już bez spodni od pidżamy. Sterczący kutas kiwał się potakująco, jakby dziękował mi, że go uwolniłam. Nie czekałam, aż mnie rozbierze, bo sama szybko zrzuciłam szlafrok i koszulkę. Tomek też domyślił się i sam pozbył się bluzy od pidżamy.
          Objął mnie i przylgnął do mnie swoim ciałem, a wargami do moich ust. Wiedziałam, że lubi, jak penetruję jego usta językiem, więc wsunęłam mu język, najgłębiej jak się dało. Przez chwilę całowaliśmy się i przepychali językami. Podnieciłam się niesamowicie, więc pochwyciłam ręką jego sztywniaka i pomyziałam się nim po sromie.  
          Wzięło mnie na całego. Poczułam ssanie w dołku. Już nie interesował mnie jego język. Pociągnęłam go za sobą w stronę wersalki i potknęłam się o jego nogi, padając na posłanie. Tomek upadł wraz ze mną, ale zdążył wyciągnąć ręce i zamortyzować swój upadek.
          Postąpiłam nieco głupio, bo padając na mnie, mógł mi mimowolnie zrobić krzywdę, ale wtedy o tym nie myślałam. Chciałam go mieć w sobie, już, natychmiast.
I Tomek to wyczuł. Przyłożył tego swojego smyka do moich skrzypeczek i podobnie jak ja, kilkakrotnie  przeciągnął po strunach, eee ... po sromie, a potem powoli zanurzył się we mnie. Poczułam, jak przedziera się przeze mnie i mimo lekkiego bólu, zrobiło mi się błogo.  
          Nareszcie czułam go w sobie. Leżałam na kraju, więc przesunęłam się głębiej na wersalkę, aby poczuć się bardziej komfortowo i wygodnie. Uważałam przy tym, aby Tomek nadążył za mną i nie wysunął się ze mnie. Moja cipka powoli dopasowała się do jego kutasa, więc uniosłam nogi i wsparłam pięty o jego pośladki.  
- Tomuś, jest cudownie! Możesz zacząć swój koncert! - powiedziałam, domyślając się, że  czeka, aż moja ciasna cipka oswoi się i zaadaptuje do jego pokaźnego sprzętu.  
          Pocałował mnie i zaczął 'grać' na moich skrzypeczkach, tak jak go prosiłam. Wsparty na rękach, wsuwał się i wysuwał ze mnie, w jakimś nieokreślonym, ustalonym przez siebie rytmie. Byłam nieźle podrajcowana, ale po chwili dotarło do mnie, że on rzeczywiście 'gra' na mojej cipce, kopulując ze mną w rytmie jakiejś melodii.  
          Z początku wolno, delikatnie i z niejakim wyczuciem, zmieniając co rusz tempo i głębokość swoich suwów. Po chwili ponownie zmienił tempo, przyspieszając w sposób, który sprawiał mi coraz więcej przyjemności, jakby czytał w moich myślach, czy może raczej stosował się do sygnałów, które dawałam mu mimowolnie piętami.  
          Tak więc Tomek grał umiejętnie i z wyczuciem na moich skrzypeczkach, a ja powoli wspinałam się na wyżyny doznań. W miarę wzrostu podniecenia sygnalizowałam mu przyspieszenie tempa, a pogłębienie jego pchnięć wywoływałam, dopychając go piętami, wspartymi na jego pośladkach, do mojego ciała.  
          Było mi więcej niż dobrze podczas tego muzykowania, ale czegoś brakowało mi do osiągnięcia szczytu. A brakowało mi pieszczot i stymulacji guziczka łechtaczki, do czego byłam już niejako przyzwyczajona.  
          Mogłam co prawda wsunąć swoją dłoń pomiędzy nasze ciała i sama pieścić łechtaczkę, ale było mi znaczniej przyjemniej, kiedy robił to Tomek. Mogłam go o to poprosić, ale jakieś licho wstąpiło we mnie i chyba z przekory czekałam, aż sam wpadnie na to, a jak nie, to niech się męczy i gimnastykuje swoje mięśnie.
          Uśmiechnęłam się do swoich myśli. Nie odczuwałam żadnego bólu podczas szorowania kutasem mojej cipki, więc było mi wszystko jedno, kiedy dopadnie mnie orgazm.    
          A Tomuś faktycznie wychodził z siebie, żeby doprowadzić mnie do finału. Moja cipka produkowała wystarczającą ilość soków, aby zwilżać mój tunelik czy cylinder, więc tłok Tomka miał odpowiednie smarowanie, tak że mógł swobodnie poruszać się, bez żadnych ujemnych skutków tak dla mnie jak i dla niego.  
          W końcu dotarło do niego, że jego smyk czy tłok suwając się w moim tuneliku, nie powoduje już dalszego wzrostu mojego podniecenia i że czegoś brakuje mi do osiągnięcia szczytu. Domyślił się, że przecież lubię, jak podczas naszego zbliżenia dotyka czy pieści moje drobne piersi, a także wzgórek i guziczek łechtaczki.  
          W pozycji, w której kochaliśmy się, wsparty na swoich rękach, aby mnie nie przyduszać swoim ciałem, nie miał wielkiego pola manewru, a także możliwości pieszczenia tak moich piersi, jak i cipki z jej przyległościami.  
          Wysunął się więc ze mnie, podniósł moje nogi i oparł je o swoje barki. Po czym pochylił się i kiedy zgięłam oraz przyciągnęłam do siebie kolana, wsparł się ramionami o moje uda i ponownie wprowadził kutasa w moją szparkę. Nie miał z tym trudności, bo była cała mokra od moich soków.
          Wspierając się na moich udach, miał już wolne ręce i mógł pieścić tak moje piersi, jak i cipkę, która w tej pozycji znacznie ciaśniej opasywała jego kutasa, pozwalając również na głęboką penetrację. Ponownie rozpoczął 'jazdę', wsuwając głęboko kutasa i pieszcząc jedną ręką moje małe cycki, a drugą wzgórek i łechtaczkę.  
          Zaczęło to przynosić odpowiednie efekty, tym bardziej, że Tomek przestał też cackać się ze mną i rżnął mnie teraz jak drwal drzewo. Na szczęście moja cipka była już na tyle 'zahartowana' w boju, że nie straszne było jej brutalne, zdecydowane przedzieranie się jego kutasa przez jej wnętrze. Do tego doszło dodatkowe maltretowanie cycków i cipki, które z założenia miały być pieszczotami. Dodawało to przysłowiowego 'pieprzu i soli' do harcującego, a właściwie rozpychającego się czy szalejącego w mojej cipce rozbójnika.
          Na efekty takich zmasowanych działań nie trzeba było długo czekać. Poczułam w pewnej chwili, jak ogarnia mnie prawie euforia doznań płynąca naraz z wielu stref erogennych mojego ciała i nastąpiła eksplozja, która mnie zupełnie oszołomiła czy  obezwładniła, powodując totalny odlot.  
          Tomek też nie wyrobił. Kiedy poczuł, że dorwał mnie orgazm, też pofolgował sobie i trysnął, zalewając moją zmaltretowaną cipkę nasieniem. Akurat dochodziłam do siebie, kiedy poczułam, że coś we mnie wybuchło i rozlewa się wewnątrz mnie, emanując ciepłem i przyjemnością. Doznałam ponownego wstrząsu i błogiego uczucia.
          Kiedy doszłam do siebie, poczułam, że kutas Tomka zwinął się i właśnie opuszcza moją norkę z charakterystycznym chlupnięciem, a ze mnie zaczyna wypływać, wpompowane przez niego nasienie. Zacisnęłam ręką srom.  
- Tomuś, ręcznik lub coś do wytarcia! - poprosiłam Tomka, chcąc uniknąć zmoczenia pościeli. Podniósł się i zaczął rozglądać się po pokoju.  
- Z łazienki! - ponagliłam go, zapominając, że Tomek jest nagi, a w łazience mogą być przecież siostry. A Tomek wypadł już z pokoju i zobaczył światło w łazience. Jak mi później powiedział, to nawet nie pukał, tylko zwyczajnie otworzył drzwi i wparował do łazienki, goły i wesoły.
- Jak miło, że wpadłeś! - pojechała mu Sabina, która naga, stała przy umywalce i myła zęby. Martyna natomiast kończyła mycie i pochylona, spłukiwała prysznicem swoje ciało.  
          Widząc go nagiego, ani jedna ani druga też nie zamierzała krygować się przed nim czy zakrywać swojej nagości. A Tomek na widok ich nagich ciał i odkrytych atrybutów kobiecości, zareagował w naturalny sposób. Jego kutas błyskawicznie przyjął pozycję gotowości i kiwał się, jakby rozglądał się za ich cipkami.
- Przyszedłem tylko po ręcznik Marty, bo coś tam wycieka z jej z cipki - oświadczył bez słowa przeprosin czy jakiegokolwiek skrępowania swoją i ich nagością.  
- To zanieś go i wróć do nas Tomku, bo widzimy, że twój kolega zainteresował się naszymi cipkami - Sabina widząc w całej okazałości niezły 'sprzęt' Tomka, dostała naturalnej chcicy.
          A Tomek. kiedy zobaczył w pełnej krasie dwie niczego sobie dziewoje, też uznał, że żal by było nie wykorzystać takiej okazji. Złapał ręcznik, który mu podała Sabina i wrócił do mnie. Zobaczyłam jego sterczącego kutasa i minę, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie bardzo wie jak. Podał mi ręcznik i patrzył na mnie niezdecydowany.
- Co? Chcą żebyś wrócił do nich, tak? - zapytałam, widząc jego zmieszanie. Patrzył mi w oczy z miną , jakby zrobił czy pomyślał coś nie tak.
- Idź, bo widzę, że ten twój niewyżyty kolega będzie zawiedziony, jak nie powącha ich cipek -  roześmiałam się mu w głos, bez cienia zazdrości czy zdenerwowania.
- Ale.. to nie tak. Bo widzisz Martuś, chciałbym, żebyśmy poszli, ale oboje. Przecież sama o tym myślałaś i ….- przerwał, patrząc bezradnie na mnie, jak panienka, co to chciałaby, a boi się…
- Idź, idź! Mnie przemaglowałeś tak, że moja cipka chwilowo ma dość. A poza tym masz rację. Faktycznie chciałam, żebyś je obie przeleciał, bo widziałam ich zrezygnowane miny. Jest mi ich autentycznie żal.  Tomuś, wiedz, że kocham ciebie, ale kocham również moje siostry, tak jak i mamę. O żadną z nich nie byłam i nie jestem zazdrosna. Poza tym wiem, że dla twojego kolegi, jedna cipka to jak splunąć. Idź Tomku i przemagluj je podobnie jak mnie. Niech i one wiedzą, że są święta i niech również cieszą się nimi - powiedziałam, ponaglając go i dodając otuchy.      
- Na pewno nie będziesz gniewać się na mnie? - upewniał się jeszcze, jakby mi nie wierzył.
- Powiedziałam ci już! Idź i zerżnij im te cipki, tak jak mnie! Niech zapamiętają tę wigilię na długo. I weź ze sobą spodenki, żebyś nie paradował później po mieszkaniu na nagusa. A … zresztą i tak wszyscy widzieli już twojego kolegę, więc nie musisz - powiedziałam, ponownie go ponaglając. Obrzucił mnie jeszcze uważnym spojrzeniem, więc uśmiechnęłam się do niego. Dał mi buziaka na odchodne, zabrał swoje spodenki i wyszedł.  
          Uśmiechnęłam się na myśl, że to nad czym sama zastanawiałam się i chciałam czy próbowałam to wcześniej wcielić w czyn, stało się możliwe w sposób wręcz samoistny i spontaniczny. I bądź tu mądry człowieku. Ja główkowałam, narażając się na drwiny czy wymądrzanie się nade mną Sabiny, a tu proszę, stało się samo przez się, sytuacyjnie.  
          A tymczasem dziewczyny po wyjściu Tomka, nie spodziewały się, że pozwolę Tomkowi, ot tak sobie wrócić do nich, więc dokończyły toaletę i zamierzały wyjść z łazienki, kiedy pojawił się Tomek ze slipami w ręku.
- Kurcze, to dzieje się naprawdę! - Sabina nie ukrywała zaskoczenia, widząc ponownie Tomka.  
- Idziesz z nami czy tylko do łazienki? - Martyna podeszła do sprawy na swój sposób, rzeczowo. Wyszła z założenia, że jeżeli Tomek pojawił się sam, to prawdopodobnie zgodziłam się na to. Uznała, że Tomek zaspokoił mnie do tego stopnia, że mogłam sobie pozwolić na to, aby zajął się nimi, zgodnie zresztą z moimi wcześniejszymi zamiarami.  
- Idę z wami, ale wcześniej wysikam się! - powiedział i czekał, aż dziewczyny opuszczą łazienkę. A one cofnęły się i wyszczerzyły się do niego w uśmiechu.
- Sikaj, nie krępuj się! Chcemy popatrzeć! - oświadczyła bezczelnie Sabina, nie spodziewając się, że Tomek to zrobi. A Tomuś podobno podniósł sedes, wziął w garść swojego kolegę i zaczął siurać, jak gdyby nigdy nic. Sabinę podobno zatkało z wrażenia, nie mówiąc o tym, że poczuła mrowienie i ssanie w dołku. Była już gotowa oddać się Tomkowi jak suka w cieczce.           
          Kiedy Tomek załatwił się i opuścił sedes, podeszła do niego i pieszczotliwym ruchem ujęła jego nieco zwiotczałego kutasa. W jej ręce odzyskał błyskawicznie formę. Trzymając jego sztywniaka, drugą ręką opuściła klapę sedesu.  
- Możesz usiąść Tomku? - poklepała klapę, wskazując mu miejsce. Poczekała, aż usiądzie. Okraczyła jego uda i pochyliła się, wyciskając na ustach Tomka soczystego całusa, trzymając cały czas jego sztywniaka. Potem odwróciła się do niego tyłem i przysiadając, przesmarowała kutasa w swoich sokach, po czym powolnym ruchem wprowadziła go w siebie, wchłaniając coraz głębiej, aż przysiadła na jego udach.  
- Przepraszam Tomuś, że odwróciłam się tyłem, ale chcę abyś miętosił moje cycki i miał lepszy dostęp do mojej cipki - wyjaśniła, dlaczego nie usiadła przodem, tylko tyłem do niego.  
          Kiedy przysiadła całkowicie, poczuła go też głęboko w sobie, co jej odpowiadało. Odczekała chwilę, aby jej cipka oswoiła się ze sztywniakiem Tomka i wsparta lekko rękami na jego udach, zaczęła swoją pierwszą 'jazdę' na kutasie, pracując intensywnie tyłkiem i biodrami. Była więcej niż zadowolona, bo kutas Tomka wypełniał ją całkowicie.  
          Początkowo powoli i z wyczuciem, aby nie sprawiać sobie bólu, a następnie w miarę rozgrzewania się coraz mocniej i szybciej, zmieniając przy tym od czasu do czasu kąt, pod jakim kutas Tomka wchodził w jej szparkę. Równocześnie Tomek, zgodnie z jej prośbą, jedną ręką pieścił i miętosił jej cycki, a drugą obrabiał cipkę, wygrywając palcami pasaże czy etiudy na jej skrzypeczkach.  
          W pewnej chwili Martyna, która obserwowała ich zmagania, słysząc odgłosy, a właściwie wydzieranie się Sabiny, nie wytrzymała i opuściła łazienkę, mrucząc i wymachując z niezadowoleniem rękami. Po raz pierwszy, w jej mniemaniu,  Sabina przekroczyła granicę jej wytrzymałości, zachowując się i wydzierając tak, jakby seks z Tomkiem nie sprawiał jej radości, zadowolenia czy przyjemności, ale był zniewoleniem na siłę czy wbrew jej woli.  
          Było to dla Martyny tym bardziej nie do zniesienia, że widziała przecież, że to  Sabina dominowała i kontrolowała ich zbliżenie. Widocznie wpadła w niekontrolowaną euforię i to pierwsze zbliżenie z Tomkiem czy jego kutasem przerosło ją. Nie miała racji. Okazało się, że to Martyna była w błędzie. Może i Sabina zbyt głośno wyrażała swoje odczucia, ale oboje z Tomkiem mieli z tego zbliżenia dużo frajdy.  
          Sabina była wprost zalewana doznaniami, płynącymi z wielu stref erogennych jej ciała. Maksymalnie podniecona pieszczotami i penetrowana przez Tomka w sposób, który jej szczególnie odpowiadał, jako pierwsza osiągnęła szczyt. Orgazm, który ją dopadł był tak silny, że obezwładnił ją całkowicie. Gdyby jej Tomek nie podtrzymał, mogła zrobić sobie mimowolnie jakąś krzywdę. Ale Tomek miał wszystko pod kontrolą. Swój orgazm też.  
          Kiedy Sabina odleciała, podtrzymał ją i mimowolnie wstrzymał swój wytrysk, chociaż miał wrażenie, że też osiągnął namiastkę orgazmu. Następnie wysunął się z niej i odwrócił przodem do siebie, ponownie sadzając ją na swoich nogach. Sabina po dojściu do siebie, zobaczyła wpatrzone w siebie oczy Tomka. Wystraszyła się, widząc jego wzrok i poważną minę. Skojarzyła też, że siedzi na jego nogach, ale przodem.
- No co? Coś było nie tak? - zapytała i dotknęła swojej cipki. Była sucha, czyli Tomek nie spuścił się w niej.  
- Aż tak było ci niedobrze ze mną, że nawet nie spuściłeś się we mnie? - Sabina w swoim stylu, zamiast być mu wdzięczna za doznania i pieszczoty, zaczęła szukać drugiego dna.           
          Trudno było jej się dziwić. Znane jej były przecież normalne w takich sytuacjach reakcje chłopaków i to, że Tomek doprowadził ją na szczyty doznań i do mocnego orgazmu, a sam go nie osiągnął, nie bardzo mieściło się jej w głowie.  
          Wytłumaczyła więc sobie, że wydała mu się niezbyt atrakcyjna i nie podnieciła go wystarczająco albo coś mu dolega, na przykład jakieś problemy z tym swoim kolegą tam na dole, jeżeli nie coś gorszego. W tamtych czasach o czymś takim jak prostata raczej się nie mówiło, więc Sabina też o takim męskim gruczole nie miała bladego pojęcia.
          Na szczęście Tomek miał zbyt pogodny charakter, żeby przejmować się byle głupstwami, a za takie uznał zawoalowaną pretensję Sabiny do niego, że nie zalał jej cipki swoim nasieniem. Zresztą poznał Sabinę na tyle, że jej zachowanie ani go specjalnie nie zdziwiło, ani nie rozczarowało. Wiedział natomiast, że Martyna, mimo że bliźniaczka, miała całkowicie inny charakter i podejście do życia. I miał zamiar to wykorzystać. …cdn…      

8 833 czyt.
100%414
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5456 słów i 29667 znaków. Tagi: #dom #rozmowa #siostry #erotyka

4 komentarze

 
  • TojaPysiorka96

    TojaPysiorka96 · 19 stycznia

    👏👏👏😘😘😘

  • PoProstuJa

    PoProstuJa · 15 stycznia · 381258608

    No co tu dużo mówić jak zwykle nie ma się do czego przyczepić. Świetne czekam na więcej z niecierpliwością. Pozdrawiam   

  • emeryt

    emeryt · 15 stycznia · 202091556

    Franek, wspaniale że jesteś z kolejnym odcinkiem. Co prawda to święta już minęły ale ja  jeszcze nie zdążyłem przekazać Tobie życzeń  noworocznych, co nie omieszkając teraz chciałbym uczynić. A więc przede wszystkim dużo, dużo zdrowia dla Ciebie i szanownej Małżonki. Poza tym abyś miał ciągle jak najwiecej pracy, nie tylko przy pisaniu. ( Mnie ona ciągle to pomaga ).


  • St.sz

    St.sz · 15 stycznia · 196230282

    Hejka. Czy będę bardzo nieoryginalny pytając się, czy ktoś już Ci mówił, że ta Twoja ,,zabawa piórem", jak Sam to określasz jest za....jefajna? A serio już nie mogłem się doczekać kolejnych odcinków Twych sag. Duuuużo zdrówka i oczywiście jeszcze więcej Weny, coby jej starczyło na dłuuuugie pisanie. Pozdrówki dla Familijki.