Marta N. - cz. pierwsza

Kończyło się lato i druga dekada września, a ja i bliźniaczki kontynuowałyśmy naukę w liceum w Gdyni, blisko naszego osiedla, ja w trzeciej, a one w czwartej, maturalnej klasie. Mimo, że były starsze ode mnie o półtora roku, to w szkole dzielił nas tylko rok, ponieważ ja zaczęłam naukę trochę wcześniej, przed ukończeniem siedmiu lat, a one nieco później. Tak więc za niecały miesiąc miałam skończyć szesnaście lat. Byłam drobnej budowy dziewczyną i wcale nie wyglądałam na swój wiek. Kto mnie nie znał, oceniał mnie na mniej więcej czternaście lat i niejednokrotnie wynikały z tego zabawne historie, szczególnie w szkole. Na dworze czuć już było, że idzie jesień, która według kalendarza miała się zacząć za kilka dni. Dzień był dość pogodny, ale pochmurny i wietrzny, z niezbyt wysoką temperaturą, która nie zachęcała zbytnio do wychodzenia z domu czy spacerów, pomimo, że była to niedziela. Byłyśmy więc wszystkie w domu, łącznie z mamą. Dopiero co zjadłyśmy niedzielny obiad i siedząc przy stole, zastanawiałyśmy się przy kawie (mama, siostra Halina i Martyna), czy herbacie (Sabina i ja), jak spędzić pozostałą resztę niedzieli. Nie spodziewałyśmy się żadnych odwiedzin, chociaż któraś z bliźniaczek właśnie wspomniała coś o naszym kuzynie Pawle, która nas odwiedził przeszło rok temu i obiecywał ponowić odwiedziny, ale zawiódł nasze oczekiwania i nie pojawił się więcej. A było z niego niezłe 'ciacho', jak to teraz mówi się o takich młodych przystojniakach. Z tego co dowiedziałyśmy się od naszej kuzynki z Gdańska Magdy, której mama utrzymywała znacznie bliższe stosunki z mamą Pawła, podobno został zupełnie niespodziewanie przeniesiony do Krakowa. Kiedy tak siedziałyśmy, głośny dźwięk dzwonka wyrwał nas z błogiego, poobiedniego nastroju. Jak zwykle pierwsza poderwałam się od stołu i wyszłam zobaczyć, kto to zawitał w nasze progi. Poczekałam na ponowny dzwonek i otworzyłam drzwi, stając twarz w twarz z przystojnym, młodym chłopakiem. Na jego widok mocniej zabiło moje serce, bo był to naprawdę piękny okaz osobnika płci męskiej, który mógł być marzeniem każdej młodej dziewczyny, nie wyłączając mnie. Ciemna, kręcona czupryna, zawadiacko wzniesiona do góry, wesołe, niebieskie oczy w ładnej oprawie gęstych brwi, prosty, ładnie wykształcony nos i pełne, też nieźle wykrojone usta pełne uśmiechu, mogły zwalić z nóg. Ale nie mnie.  
- Pan do kogo? - zapytałam zwięźle, bezczelnie mu się przyglądając.
- Dzień dobry! Chyba do was, o ile jest to mieszkanie pani Marii N. - usłyszałam dźwięczną, pogodną odpowiedź.  
- Dzień dobry! Mamo, ktoś do ciebie! - odpowiedziałam i krzyknęłam w stronę pokoju. Kiedy pojawiła się mama, odsunęłam się od drzwi i pozwoliłam mu na wejście do przedpokoju.
- Pan do mnie? - zapytała mama, też mierząc go badawczym spojrzeniem.  
- Tak ciociu Marysiu! Dzień dobry! Widzę, że mnie nie poznajesz? - zapytał, patrząc na mamę z niedowierzaniem.  
- Dzień dobry! Tomek? Jesteś Tomek od Kasi? - powtórzyła mama dwa razy, równie nie dowierzając swoim oczom.
- Oczywiście ciociu! Jak powiem mamie, to pewnie nie uwierzy, że mnie nie poznałaś - powtórzył z niejakim rozżaleniem, ale i wesołością w głosie.
- Jak miałam cię poznać, jak nie widziałam cię kilkanaście lat. Kiedy byłam u was, to miałeś ile? Sześć, siedem lat? - zastanawiała się głośno, zwracając się do niego.  
- Czuprynę też miałeś inną, kręconą co prawda, ale płową jak żyto, a teraz jest prawie czarna. A poza tym Kaśka też mogła napisać ze dwa słowa, że przyjeżdżasz - odparła pani Marysia.
- Dziewczyny, ten przystojniaczek to nasz kuzyn Tomek, syn cioci Katarzyny - oznajmiła nam mama, witając jednak serdecznie ciotecznego siostrzeńca buziakami.  
- Ciociu, nie złość się na mamę, bo sam nie wiedziałem, czy i kiedy mnie wezwą - odpowiedział ciepłym, pogodnym tonem, odwzajemniając się buziakami. Potem do powitania przystąpiły kolejno siostry i ja. Zaczęła jako pierwsza, najstarsza z nas, Halina.
- Witaj! Miło mi, Halina - przedstawiła się i cmoknęła go buziakami, potem kolejno Sabina i Martyna. Kiedy przyszła kolej na mnie, nie wiem, co mnie napadło, ale uwiesiłam mu się u szyi.
- Bardzo mi miło Tomku, jestem Marta - i chwyciłam jego głowę, wpijając się wargami w jego usta. Jego zamurowało, a siostry wraz z mamą wybuchły śmiechem. A ja kurczowo trzymałam jego głowę i wciskałam mu usilnie w usta swoje wargi.
- Marta, dość! - krzyknęła w końcu mama.  
Puściłam jego głowę, a on podniósł mnie lekko do góry, przycisnął i oddał soczystego buziaka.
- No, kuzyneczko, będą z ciebie ludzie. Widać, że poradzisz sobie w życiu, będąc tak konsekwentna, jak ze mną - powiedział, opuszczając mnie na ziemię.
- A będziesz nas odwiedzał? Bo jeden już też się tak zapowiadał i tyle go widzieliśmy - upewniałam się, uśmiechając się radośnie do niego.
- To zależy, czy zechcecie mnie gościć? - udawał zakłopotanie i zaciekawienie.
- Pewnie, że chcemy! - wrzasnęłyśmy wszystkie, aby nie miał wątpliwości.
Zrobiło się wesoło, otoczyłyśmy kołem mamę i Tomka, przekrzykując się nawzajem.  
Wszystkie widziałyśmy, jak i jemu śmiały się oczy, widząc z jakim entuzjazmem przyjmuje go rodzina ciotecznej siostry mamy. Tomek z zaciekawieniem rozglądał się po pokoju, przy okazji obrzucając uważnym spojrzeniem każdą z nas, łącznie z naszą mamą. A miał co podziwiać. Tak mama jak i siostry były bardzo ładne, każda dysponowała dorodnymi piersiami, ja jako najmłodsza jeszcze nie przykładałam do tego większej wagi, ale po latach muszę stwierdzić, że i ja będąc prawie szesnastoletnią dziewczyną z posturą czternastolatki, nie byłam brzydka, tak, że Tomek miał na kim i na czym zawiesić swoje oczy. Mimo, że wszystkie wyglądałyśmy nie najgorzej, to jednak siostra Halina, pod względem urody wyraźnie wyróżniała się z pośród nas. Zauważyłam też, że kiedy spojrzenia Haliny i Tomka spotykały się, wyraźnie między nimi iskrzyło. Teraz wcale temu nie dziwię się. Halina była piękną dziewczyną, ale Tomkowi też nic nie brakowało. Byłam najmłodszą w gronie sióstr, ale wydawało mi się już wtedy, że pod względem urody Tomek też nie miał sobie równych wśród znanych mi chłopaków w jego wieku czy to na ulicy, czy wśród znajomych Haliny; w tym i wśród znajomych moich starszych sióstr. Urodą przebijał nawet Pawła, tego pierwszego kuzyna, który nas odwiedził. Wysoki, szczupły i wyglądający na wysportowanego, robił niesamowite wrażenie. Ubrany w sposób skromny, ale niezwykle dobrany i dopasowany do swojej sylwetki był wprost 'obmacywany' spojrzeniami nie tylko przez moje siostry, ale również przez mamę, nie mówiąc o mnie. Nie dziwiłam się więc ani Halinie ani pozostałym siostrom, że nie spuszczały Tomka z oczu. Wyglądało to tak, jakby go chciały schrupać bez popijania. Teraz mogę się do tego przyznać, że i ja najmłodsza w rodzinie, prawie szesnastolatka, z racji mojej postury uznawana i traktowana tak przez mamę jak i siostry jako małolata, dotykając Pawła odczuwałam mrowienie w miejscu, które stykało się z jego ciałem. Wręcz przykleiłam się do niego, tak mnie do niego ciągnęło. A Tomek promieniując empatią wysyłał nam wszystkim pozytywne fluidy, że dobrze czuje się w naszym 'babińcu', jak nieraz mama nazywała naszą rodzinę. W końcu mama zreflektowała się i pogoniła starsze siostry, aby przygotowały poczęstunek dla gościa, a mnie żebym przyniosła pantofle dla Tomka, od którego odebrała krótką, z grubej tkaniny uszytą kurtkę, wieszając na wieszaku w przedpokoju, a potem zapraszając go do stołu i sadowiąc go na krześle na szczycie stołu, a sama siadając po jego prawej stronie. Nim dziewczyny zorientowały się, ja zajęłam miejsce z jego lewej strony, naprzeciw mamy. Widziałam, że mama krzywo się na mnie popatrzyła, bo miejsce to zwykle zajmowała Halina, jako najstarsza po mamie, ale chyba zobaczyła determinację w moich oczach, bo nic się nie odezwała. A mnie po prostu ciągnęło do Tomka od pierwszej chwili, kiedy go ujrzałam. Najchętniej usiadłabym mu na kolanach, ale dobrze wiedziałam, że ten numer już nie przejdzie. Szkoda, że wyrosłam, bo jeszcze kilka lat temu, wyglądając na dziecko, kiedy ktoś do nas przyszedł, to nie pytając nikogo o zdanie, ładowałam mu się na kolana, obojętnie, czy był to facet kręcący się koło mamy czy młody chłopak, kandydujący na chłopaka którejś ze sióstr. Mama nieraz przepraszając za moje zachowanie, tłumaczyła temu komuś, że brakuje mi ojca i w ten sposób próbuję nadrobić brak obcowania z mężczyzną w domu czy w rodzinie. A ja wiedziałam swoje. Kilka lat temu Piotr, chłopak Haliny, który był od niej znacznie starszy, bo ponad osiem lat, użyczył mi swoich kolan, jako namiastki kolan ojca i znosił cierpliwie moje wiercenie tyłkiem, ale do czasu, bo w pewnej chwili poczułam, jak coś twardego wyrosło nagle pod moimi pośladkami. Kiedy wierciłam tyłkiem, to 'coś' dotykało moich pośladków, kiedy przestawałam, znikało. Przez długi czas nie znałam odpowiedzi, co to było, a nie chciałam pytać starszych sióstr, tak jakbym wiedziała, że może to wywołać ich nie pożądaną reakcję i już nigdy nie będę mogła usiąść na kolanach Piotra. Zaciekawiło mnie to jednak do tego stopnia, że na drugi dzień podpytywałam o to moją koleżankę i przyjaciółkę z klasy, oczywiście nie upatrując w tym jakichkolwiek podtekstów erotycznych, ale ona sama też nie wiedziała wiele na ten temat, obiecała mi więc, że zapyta o to swoją starszą siostrę. Umówiłyśmy się wiec, że obie spotkamy się z jej siostrą i ja jej wyjaśnię, o co mi chodzi. W dzień, w którym jej siostra Karola była w domu, spotkałyśmy się z nią i ja jej pokrótce opowiedziałam, że siedząc na kolanach u starszego kuzyna, kiedy wierciłam tyłkiem, nagle coś twardego zaczęło mnie uwierać w pośladki i znikło dopiero, kiedy przestałam się wiercić. Karola wybuchła śmiechem, a ja poczułam się jak głupia i żałowałam, że jej o tym powiedziałam. Widząc moją smutną minę i załzawione oczy, dopiero wtedy wyjaśniła, że chłopaki mają między nogami taki kawałek mięsa i kiedy go podrażni się, to rośnie to i twardnieje, a tak normalnie to służy to chłopakom do sikania i tyle. Dodała jeszcze, że jak dorosnę, to sama się dowiem, jak to wygląda i do czego jeszcze to służy. Obie z koleżanką chciałyśmy jeszcze coś więcej dowiedzieć się na ten temat, ale Karola zakończyła sprawę i powiedziała, że i tak nam dużo powiedziała, więc możemy spadać, bo nie ma czasu. Podsyciła tylko w ten sposób jeszcze więcej naszą ciekawość, ale cóż, na razie musiało nam to wystarczyć. Z czasem dowiedziałam się na ten temat o wiele więcej, ale tylko teoretycznie, bo moja drobna budowa i postura małolatki nie sprzyjała zawieraniu znajomości z chłopakami w moim wieku. Starsi się nie kwapili do znajomości z gówniarą, rówieśnicy lekceważyli, a z młodszymi ode mnie ja nie chciałam się zadawać, więc czekałam cierpliwie, aż coś w moim wyglądzie zmieni się na tyle, że zaczną na mnie zwracać uwagę, jak na dziewczynę szesnastoletnią, a nie czternastolatkę. Tak wiec usiedliśmy przy stole, a Halina wraz z bliźniaczkami przyniosły na stół ciasto domowej roboty oraz przygotowane napoje i usiadły z nami przy stole. Czekałam, aż Halina upomni się o swoje miejsce, ale o dziwo, nie powiedziała nic na ten temat i tak jakby zaakceptowała, że siedzę na przynależnym jej miejscu. Dopiero wtedy mama poprosiła Tomka, aby opowiedział coś o sobie i wyjaśnił co to za sprawa, że został wezwany na Wybrzeże i przez kogo? Tomek najpierw wypił duszkiem herbatę, którą przed nim postawiła Halina i zaczął odpowiadać na pytania mamy. Okazało się, że nasz kuzyn Tomek zainspirowany powieściami o korsarzach; miedzy innymi o sir Francis Drake, zapragnął zostać marynarzem. Przeglądając w szkole jakieś gazety, natknął się na ogłoszenie o studiach pomaturalnych w Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni i adres szkoły. Napisał porywającą prośbę o przyjęcie do szkoły i dołączył do tego odpis świadectwa maturalnego. Tydzień temu dostał odpowiedź i zaproszenie na egzamin. Stąd jego obecność w Gdyni. W dniu jutrzejszym rozpoczyna egzamin wstępny. Zajęcia w szkole co prawda rozpoczęły się 1 września, ale widocznie zostały wolne miejsca lub jego pełna polotu prośba o przyjęcie i bardzo dobre oceny na świadectwie dojrzałości zrobiły dobre wrażenie i ujęły dyrekcję szkoły.  
- To gdzie się zatrzymałeś po przyjeździe do Gdyni? - zapytała go nasza mama.  
- Właściwie to nigdzie. Po przyjeździe poszedłem pod podany adres PSM, ale brama była zamknięta i nikogo nie spotkałem, kto chciałby ze mną rozmawiać. Chyba miałem pecha, bo nikt nie wchodził ani nie wychodził. Powłóczyłem się więc trochę po nabrzeżu, potem przez chwilę podziwiałem po raz pierwszy morze z najwyższej góry w Gdyni. Ponieważ trochę zmarzłem, a nie chciałem jeszcze wracać na dworzec kolejowy, pomyślałem więc o was, stąd moja wizyta - oświadczył wesołym głosem.  
- Tomek, zgłupiałeś? Nie mogłeś przyjść od razu po przyjeździe? - zapytała go mama.
- Może i mogłem ciociu, ale myślałem, że jak zgłoszę się do szkoły, to zapewnią mi kwaterę, ale miałem pecha, bo kiedy szkoła już funkcjonuje, to nikt nie zabezpiecza kwater lub ktoś o tym po prostu zapomniał - odpowiedział.  
- To gdzie zamierzałeś dzisiaj nocować, gdybym to z ciebie nie wyciągnęła? - zapytała Tomka, już lekko zdenerwowana i sfrustrowana jego postawą, mama.  
- Prawdopodobnie na dworcu. Tam też w przechowalni zostawiłem torbę z bagażem - odparł prawie wesołym, beztroskim głosem.  
- Dziewczyny, słyszałyście to samo co ja? Tomek, czy ty jesteś normalny? Pewnie też nic nie jadłeś od rana czy nawet od wczoraj? - mama strzelała pytaniami jak z pistoletu.
- Coś tam rano zjadłem, ale pić mi się chce, to fakt - powiedział, zaglądając do pustej już szklanki. Halina, która siedziała naprzeciw Tomka, przy drugim końcu stołu, poderwała się na ten widok, jak na sprężynie, udając się do kuchni. Po chwili wróciła z pełnym dzbankiem herbaty i postawiła przed Tomkiem, a potem ponownie udała się do kuchni. Nie było jej dłuższą chwilę, ale kiedy wróciła, niosła na półmisku pokrojoną wędlinę, a na tacy talerzyki z dodatkami w postaci pokrojonych w plastry pomidorów, ogórków i papryki oraz koszyczek z pokrojonym pieczywem, talerzyk, nóż i widelec. Postawiła to na stole i przesunęła w stronę Tomka. Było tego dość sporo.
- Tomek, bierz się do jedzenia! A tobie Halinko dziękuję! Przecież to nieznośne chłopaczysko umarłoby z głodu i pragnienia, a nie poprosiłby o nic - nasza mama rozżaliła się nad biednym kuzynem, który nie tylko nie pisnął słowa o tym, że jest głodny czy spragniony, ale nawet nie zająknął się, że nie ma gdzie przenocować. Aż głupio i żal było patrzeć, jak nasz przystojny kuzynek pałaszuje z apetytem wszystko, co przygotowała i postawiła przed nim Halina. Zmiótł prawie wszystko z półmiska, co wystarczyłoby pewnie dla całej naszej babskiej rodziny na kolację. Miał chłopak 'spust', jak się potocznie mówi na taki apetyt. Widać było, że wraz z napełnianiem żołądka, powraca mu energia i humor. Przez cały czas kiedy Tomek uzupełniał kalorie, panowało nie pisane milczenie i kiedy skończył, popijając kolejną szklanką herbaty, pierwsza odezwała się mama.
- Dziewczyny, pozwolimy Tomkowi na tułanie się po dworcu w nocy? - zwróciła się do nas wszystkich, wiedząc zresztą jaka będzie nasza, oczywista przecież odpowiedź.
- Może spać na moim tapczanie, a ja prześpię się z tobą - odpowiedziałam jako pierwsza, nim siostry cokolwiek powiedziały.
- Martuś, twój tapczanik będzie za mały. Tomek to duże chłopisko, a twój tapczan już wkrótce dla ciebie będzie za mały - przywołała mnie mama do rzeczywistości, bo już w myślach wyobrażałam sobie, jak mi się będzie później spało, wiedząc, że na tapczanie spał Tomek. Niestety, mama miała rację. Ja miałam 160 cm wzrostu i już dotykałam nogami końca tapczanu, a Tomek miał ponad 180 cm.  
- Może spać w naszym pokoju, na moim tapczanie, a ja prześpię się z Sabiną, albo z tobą mamo - oznajmiła Martyna.
- To chyba nie jest dobry pomysł. Młody chłopak śpiący z dwoma młodymi kuzynkami w jednym pokoju. Przypuszczam, że żadne z was nie zmrużyłoby oka - powiedziała ze śmiechem mama.  
- Też coś. Przecież jest nas dwie, więc ani Tomek nas nie zgwałci, ani my jego, nie sądzisz mamo? - stwierdziła Martyna, lekko urażona słowami mamy.
- Dlatego nie mówię o gwałcie, ale o tym, że żadne z was nie zmruży oka, bo zamiast spać, to on będzie myślał o was, a wy o nim - powtórzyła mama.  
- Proponuję, aby przespał się w moim pokoju, a ja z tobą, albo w mieszkaniu Piotra, bo Piotr jest w turnusie - oświadczyła, zabierając głos, Halina.  
- To chyba najlepsze rozwiązanie na dzisiaj. A na przyszłość musimy coś z tym zrobić, bo nie może być, żeby nasz kuzyn tułał się po ulicy czy dworcu, nie mając gdzie spać - oświadczyła kategorycznie mama, uśmiechając się słodko do Tomka. Już wtedy pomyślałam, że mama coś za bardzo kombinuje, aby dać Tomkowi do zrozumienia, że jest u nas bardzo mile widziany i może liczyć, że na pewno nie pozwolimy mu tułać się i szukać noclegu, kiedy zajdzie taka potrzeba.
- Ciociu, z tego co wiem, to szkoła posiada internat, więc jeżeli mnie przyjmą, to nie będzie problemu - oznajmił Tomek, po wysłuchaniu słów mamy.  
- Nawet jeżeli tak będzie, to przecież będziesz mógł wychodzić czasem na miasto i odwiedzać nas, a nawet przenocować, jak na przykład trafi się okazja i zabalujemy, nie sądzisz? - mamie wyraźnie Tomek pod pasował i poczuła się wobec niego nie tylko jako ciotka, ale również jako kobieta. Nam zresztą również może mniej Halinie, która miała już swojego chłopaka, ale Sabinie czy Martynie, nie mówiąc o mnie, Tomek spodobał się więcej niż bardzo i zaczęły o nim myśleć bardziej w kategoriach chłopaka niż dalszego kuzyna. Co do mnie, to poczułam do Tomka to coś, co towarzyszyło mi w całym późniejszym życiu i towarzyszy w dalszym ciągu. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, zastanawiam się do tej pory, ale że było to uczucie dalekie od uczucia nastolatki do kuzyna to fakt. Tomek stał mi się bliski jak nikt z mojej rodziny, a kochałam mamę i swoje siostry bardzo głębokim uczuciem. Gdyby którąś wtedy coś złego spotkało, wiem, że byłoby to dla mnie wielką tragedią. Ale Tomek miał już wtedy zarezerwowany kącik w moim serduszku i pokochałam go nie jak nastolatka, która dziś jest zadurzona w tym, a po kilku dniach w innym chłopaku, ale uczuciem, które przetrwało do dziś. Ale do rzeczy. Po spożyciu dość obfitego posiłku i zaspokojeniu pragnienia, przez wypicie ponad litrowego dzbanka herbaty, Tomek odzyskał nie tylko rezon ale i swój wrodzony humor. Ponieważ zapadło już postanowienie, że Tomek będzie spał w pokoju Haliny, należało odebrać z przechowalni dworcowej bagaż Tomka. O ile poprzednio nikt z naszego 'babińca' nie wykazywał ze względu na pogodę, chęci do wychodzenia z domu, to teraz chęć towarzyszenia Tomkowi na dworzec kolejowy zgłosiłyśmy wszystkie. W końcu stanęło na tym, że Tomkowi będzie towarzyszyć trójka z nas, to jest ja i obie bliźniaczki. Ubrałyśmy odpowiednie do pogody i temperatury ciuchy, Tomek swoją kurtkę i razem wyszliśmy na ulicę. Ja pierwsza wsunęłam rękę pod pachę Tomka, z drugiej strony Martyna, Sabina za nami, bo nie chciała iść razem z nami i blokować całego chodnika, a potem raźnym krokiem ruszyliśmy w stronę dworca, do którego od nas nie było zbyt daleko. Po kilkunastu minutach byliśmy na dworcu. Tomek odebrał swój bagaż i ruszyliśmy z powrotem do domu, bo wietrzna pogoda nie sprzyjała dłuższym spacerom. Po powrocie Tomek złożył torbę w pokoju Haliny i dołączył do nas przy stole. Mama położyła się na swoim tapczanie, aby odpocząć, a my zaczęliśmy grać w makao dwoma taliami kart. Tomek coś tam słyszał o tej grze, ale nigdy nie grał, więc powiedział, że z przyjemnością popatrzy i przysiadł się do mnie. Bliźniaczki lekko skrzywiły się i wymieniły spojrzeniami, ale w końcu zaakceptowały to. Zaczęłyśmy grać i kiedy dostałam piątkę kart, wręczyłam ją Tomkowi, mówiąc, że będę grać razem z nim. Pograliśmy dłuższą chwilę i naraz Martyna, która zaczęła wyraźnie przegrywać, co rusz zbierając kolejną kupkę kart, zwróciła się do Tomka, czy umie grać w pokera. Potwierdził, że tak.
- To ja proponuję zagrać w pokera, ale.. rozbieranego - wypaliła naraz Martyna.
- Będzie bardziej ciekawie, niż w makao, nie sądzicie? - dodała.
- Przerąbane! Chyba cię pogięło. Jak ty to sobie wyobrażasz? - przystopowała ją Sabina.  
- Normalnie. Przegrywający zdejmuje w formie fanta jakąś część garderoby i to wszystko - odparła spokojnie Martyna.
- Aby było sprawiedliwie, każdy będzie miał na sobie tyle samo elementów do rozebrania. Możemy na wstępie ustalić, że rozbieramy się tylko do majtek. Stanik liczony jest jako dwa elementy, bo przecież każda z nas ma po dwa cycki. Która nie będzie chciała zdjąć stanika, wyłącza się z gry - przedstawiła wstępnie reguły gry Martyna.
- A ty ściągniesz stanik jeśli przegrasz i pokażesz gołe cycki Tomkowi? - zapytała zdegustowana Sabina.  
- Oczywiście! Myślę, że ich widok nie będzie mu niemiły - powiedziała ze śmiechem.
- A ty Tomku, co o tym sądzisz? - zapytała go bez żadnego skrępowania.
- Myślę, że to może być nawet ciekawe, jak sama powiedziałaś - odpowiedział z uśmiechem.
- Słyszałyście, co sądzi o tym Tomek, więc pytam, kto gra, a kto się gorszy? - zwróciła się do sióstr.
- Ja gram! - zgłosiłam się pierwsza, mając nadzieję, że przegram i będę mogła pokazać moje małe cycki Tomkowi.
- Ja również! - powiedziała Halina, również się uśmiechając, nie wiem czy nie z tego samego powodu, chociaż nie byłam tego całkowicie pewna, bo przecież była raczej wierna Piotrowi.
- Tomek? - zapytała Martyna.
- Oczywiście, że gram - odparł bez zastanowienia. Perspektywa zobaczenia gołych cycków którejś z kuzynek, na pewno go nieźle rajcowała, a sam niczym się nie narażał.
- Tak myślałam, więc ja jestem czwarta - powiedziała Martyna.
- To ja też nie będę gorsza - zdecydowała Sabina, przyjmując ustalone przez Martynę reguły.  
- To teraz sprawdzamy, kto co ma na sobie - powiedziała Martyna, rozpoczynając przegląd od siebie. Miała na sobie bluzkę, stanik, spódniczkę, majtki, dwie skarpetki, czyli standard, w tym do zdjęcia; bluzka, spódniczka, dwie skarpetki, stanik liczony jako dwie rzeczy, w sumie sześć rzeczy. Potem poprosiła o sprawdzenie czy to samo ma na sobie każda z nas, następnie sprawdziła Tomka. Miał dwie skarpety, majtki, spodnie, podkoszulek, koszulę i sweter, czyli do zdjęcia tyle samo, co u każdej z nas, bo wszystkie dostosowałyśmy swój ubiór do ubioru Martyny. Martyna rozdała karty na pięć kupek, odkładając resztę na stół. Wzięliśmy karty w ręce i mieliśmy rozpocząć grę.
- W co gracie? - usłyszeliśmy nagle mamę, która weszła ziewając, jeszcze nie całkiem rozbudzona. W pokoju zapadła cisza, bo żadna z nas nie kwapiła się do odpowiedzi.
- W rozbieranego pokera ciociu! - odezwał się Tomek tonem, jakby mówił o grze w tysiąca.
- Fajnie! Nawet ciekawą grę ktoś z was wymyślił? - zauważyła mama ze śmiechem.
- A to rozbieranie to ma być do.'spodu', czy coś zostaje? - zapytała tak sobie.
- No cóż, majtki zostają! - odpowiedział Tomek, jakby z żalem w głosie.
- To rozdajcie i na mnie, też chętnie się roz...erwę - powiedziała lekkim tonem mama, robiąc zabawną przerwę w swojej wypowiedzi. Ale o tym, że nasza mama ma niezłe poczucie humoru, wiedziałyśmy wszystkie, a teraz poznał ją z tej strony i Tomek. Nasza mamcia wyraźnie ożyła w towarzystwie naszego przystojnego kuzynka, a czas pokaże, jak to się rozwinie, jeżeli Tomka przyjmą do tej szkoły - pomyślałam, bez cienia zazdrości o mamę. Prawdę mówiąc, to nawet życzyłam mamie, aby Tomek zobaczył w niej piękną kobietę, wartą jego adoracji. Według mnie zasługiwała na to....cdn...

13 331 czyt.
100%245
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 4717 słów i 25113 znaków, zaktualizował 14 lis o 10:26 ·

Komentarze (5)

 
  • napalony1968

    napalony1968 14 lis 21:04

    Ciekawe czy Tomek pojedzie do drugiej cioci do gdańska

  • POKUSER

    POKUSER 14 lis 20:53

    Kolega Emeryt dobrze prawi, trza mu polać, bo zgadzam się z nim w 100 procentach Potencjał jest, już się cieszę na przyjemne chwile podczas czytania

  • Robert72

    Robert72 14 lis 12:15

    Co dodać Emeryt napisał wszystko co trzeba . Ja też dołączam do Prośby abyś pisał dalej.

  • xek

    xek 14 lis 6:31

    Kolejne świetne opowiadanie, nawiązujące jak zauważyłem do "Mogło być i tak". Może jedynie trochę za bardzo idealizujesz opisywane postacie. Ciekaw jestem jak się rozwinie, czekam na ciąg dalszy.

  • emeryt

    emeryt 13 lis 19:00 ip:8969123

    Zacny Autorze tych opowiadań, potrafiłeś wspaniale powiązać tematycznie swoje opowiadania. Czytając je (jak to się dawniej mówiło "od deski do deski", według mnie zawsze opisujesz ten sam typ rodzin, bezpruderyjny, gdzie nie ma zazdrości pomiędzy ich członkami w sprawach seksualnych. Jest na ten typ zachowań termin: <snochadztwo>. Może to dzięki temu, twoje opowiadania mają tak duże zainteresowanie u twoich czytelników? Choć tak jak pisałem w innych komentarzach, jednak wspaniała gra słowem, wspaniałe opisy, bez wulgaryzmów, oraz znajomość tematu ma tu olbrzymie znaczenie. Proszę Ciebie abyś pisał tak dalej, przekazując starym i młodym swoją wiedzę i doświadczenie.