Marta N. - cz. dziesiąta

Po zrobieniu toalety i założeniu bielizny, narzuciłam szlafrok i przeszłam do kuchni. Moja kochana siostrzyczka pomyślała o wszystkim. Przygotowała śniadanie w postaci dwóch rodzajów kanapek; dla mnie na słodko (z serem i konfiturą),  a dla Tomka z wędliną przybraną plasterkami pomidorów czy ogórków, a do picia jeden dzbanek z kawą zabieloną mlekiem, a drugi z herbatą. Było tego dość sporo, ale Halinka wiedziała, że w domu zostaje dwoje prawdziwych 'głodomorów', bo tak jak Tomek, który ma niezły 'spust', ja też miewam niezły apetyt.  
     Teraz tylko trzeba rozeznać, co robi nasz gość. Podeszłam najpierw do pokoiku. Był pusty. Przeszłam więc do dziupli. Tomek już nie spał, przeglądał jakieś czasopismo mamy.  
- Dzień dobry Tomku! - powitałam go, wchodząc za kotarę.  
- Dzień dobry! - odpowiedział, uśmiechając się do mnie.
- Zostałaś Martuś, bo nie masz zajęć, czy specjalnie dla mnie? - zapytał wesołym głosem.
- A jak sądzisz? - odpowiedziałam kokieteryjnie pytaniem.
- Myślę, że dla mnie! - odparł żartobliwie. To ci zarozumialec - pomyślałam, ale bez złości.
- No to pomyliłeś się! - powiedziałam z dużą pewnością w głosie.
- Moja klasa ma wyjście do muzeum, w którym byłam już dwa razy, więc odpuściłam sobie - dodałam obojętnym tonem, takim od niechcenia. Ale nie z Tomkiem takie numery.
-Więc jednak nie pomyliłem się! Zostałaś czy odpuściłaś sobie, bo wiedziałaś, że jestem u was - podtrzymał swoje mniemanie, ale zrobił to bez zarozumiałości, z niejaką serdecznością w głosie, nie wywołując tym samym niechęci czy sprzeciwu w mojej świadomości.
     Tym bardziej, że wyspany i wyluzowany wyglądał wspaniale, więc buzujące we mnie hormony, nie odpuściły takiej okazji bycia sam na sam z moim idolem. Mrowienie i motylki w podbrzuszu  wzbudziły we mnie natychmiast nieprzepartą chęć na pieszczoty z Tomkiem. Chyba wyczuł  lub wyczytał to w moim spojrzeniu, bo poklepał miejsce przy sobie.
     Bez słowa zdjęłam szlafrok i wsunęłam się do niego pod kołdrę. Pogładził mnie po buzi i bardzo delikatnie dotknął wargami moich ust. Nie wytrzymałam. Objęłam jego głowę i wjechałam językiem do jego ust. Zaakceptował to, więc zaczęliśmy się całować jak szaleni. Całując, przytulił mnie do siebie i rozpiął stanik, uwalniając moje małe cycki, które domagały się pieszczot. Uwolniłam więc jego głowę, chcąc poczuć jego usta na moich pączusiach. Pochylił się nade mną i objął ustami moją małą pierś, zasysając sutka i obrysowując językiem jego okolice. Po chwili przesunął się na drugą pierś, robiąc te same ewolucje. Zaczęło mi się robić coraz bardziej przyjemnie.  
     Tomek zdawał sobie sprawę z ograniczeń, jakich nie może i nie powinien przekroczyć w pieszczotach ze mną. Po prostu nie może się ze mną kochać, bo moja 'błona' mu na to nie pozwoli, a ja nie miałam zamiaru przyspieszać mojej defloracji, bez rozeznania 'sprawy' przez ginekologa, w świetle tego, o czym dowiedziałam się od Martyny.  
     A Tomek dosłownie wychodził ze skóry, pieszcząc moje drobne piersi, doprowadzając mnie prawie na skraj orgazmu, ale tylko, czy aż na skraj? Oto jest pytanie. Oznaczało to jednak, że  aby doprowadzić moje pobudzone  hormonami ciało do pełnego orgazmu, musi dołożyć jakiś element pieszczot. A tych elementów mogło być wiele. Mogło to być na przykład kompletne obnażenie się przez nas oboje, wzajemna masturbacja i pieszczoty w odwróconej pozycji, czy skoncentrowanie się Tomka na mojej cipce i oralne pieszczoty ustami,  językiem oraz gmeranie w szparce palcami.  
     Zapytałam więc Tomka czy ja też mogę go dotykać, pozwolił, więc zaczęłam dotykać jego penisa najpierw przez spodenki, a kiedy rozebraliśmy się do naga, bezpośrednio. Zaczęło to sprawiać coraz większą frajdę tak mnie jak i Tomkowi. Kiedy jego kutas przyjął maksymalne rozmiary, nie mieścił się już w mojej dłoni. Położyłam się obok Tomka w odwróconej pozycji, udostępniając mu dostęp do mojej cipki, a sama objęłam dłonią jego sztywnego kutasa.  
     Do dziś nie wiem, czy Tomek oczekiwał wtedy ode mnie czegoś więcej, ale wtenczas moje pieszczoty ograniczyłam tylko do prostej masturbacji jego penisa, bez wzięcia go do ust, doprowadzając go przy tym do orgazmu i obsmarowania mnie spermą, której nie wiedzieć dlaczego, miał dość sporo, uwzględniając, że śpiąc z mamą, musiał przecież nieraz opróżnić swoje 'zbiorniczki'. Spróbowałam jego spermy, nie był to smak moich marzeń, więc dałam sobie spokój.  
     Natomiast Tomek nie miał żadnych problemów, czy zahamowań, pieszcząc moją cipkę na wszelkie możliwe sposoby; ssąc, liżąc i smakując moje 'soki' oraz obejmując ustami, podszczypując czy podgryzając leciutko moją łechtaczkę i doprowadzając mnie do dwóch orgazmów, za co podziękowałam mu słodkimi całusami. Zaspokojeni, oboje uznaliśmy, że najwyższy czas wstać z łóżka.  
     Poderwaliśmy się z posłania, porządkując go i razem poszliśmy do łazienki, ja obmyć twarz i piersi upaćkane jego spermą, a Tomek zrobić poranną toaletę. Oboje przestaliśmy się krępować wobec siebie swoją nagością czy czynnościami fizjologicznymi, więc kiedy Tomek sikał, a ja patrząc na to, podnieciłam się niesamowicie, zrewanżowałam mu się, podobnie jak z Martyną. Podniosłam sedes i kucając na muszli sikałam, widząc jak jego kutas reaguje potężną erekcją na widok mojej sikającej cipki. Wiem, była to perwersja do n-tej potęgi, ale czego się nie robi, chcąc sprawić 'przyjemność' drugiej, lubianej czy kochanej osobie, a za taką już uważałam Tomka.  
     Pewnie gdyby nie moje ograniczenia, to będąc w łazience bzykalibyśmy się pewnie nie jeden raz, ale daliśmy sobie spokój i grzecznie przeszliśmy do kuchni, podgrzaliśmy sobie napoje przygotowane przez Halinę i 'wysprzątaliśmy' do spodu wszystkie kanapki, których było naprawdę sporo, ale nasze młode organizmy musiały przecież uzupełnić 'utracone' kalorie. Po śniadaniu oboje ogarnęliśmy się i udali do sklepu, zrobić uzupełniające zakupy, zgodnie z dyspozycjami mamy. Spędzone razem z Tomkiem chwile, zaliczyłam do bardzo udanych i przyjemnych, a sądząc po reakcjach Tomka, również nie narzekał na moje 'przymusowe' towarzystwo.  
     Była sobota, więc tak mama jak i Halinka miały pracować krócej, ale mama chyba ze względu na Tomka, wróciła do domu nie jak zwykle o trzynastej trzydzieści, ale w okolicach południa. Mama, wracając wcześniej, nie spodziewała się pewnie mojej obecności w domu, więc na mój widok okazała lekkie zaskoczenie, ale szybko zreflektowała się.
- Martuś, ty już w domu? - zapytała pogodnie, pokrywając uśmiechem lekkie rozczarowanie.
- Tak mamo! Dzisiaj mieliśmy wyjście do muzeum, w którym byłam już kilkakrotnie, więc sobie odpuściłam - odpowiedziałam w podobnym tonie, czując się jednak nieszczególnie.
- To nawet dobrze, bo Tomek nie musiał być sam - powiedziała wesoło, witając się z Tomkiem i całując go w usta, jakby nie widzieli się nie kilka godzin, a dni.  
- I co, jak wam zleciał ten czas? - zapytała od niechcenia, bo na pewno nie z ciekawości.      Mama doskonale zdawała sobie sprawę, że będąc sami w mieszkaniu, nie spędzaliśmy czasu na czytaniu  czy opowiadaniu sobie bajek, tylko wykorzystywaliśmy ten czas na znacznie przyjemniejsze rzeczy, o których dobrze wiedziała, sądząc po moim zachowaniu wobec niej.  
- Wyobraź sobie mamo, że bardzo szybko. Trochę pogawędziliśmy, a później trochę nam zeszło na pałaszowaniu kanapek, które nam przygotowała Halinka, a na końcu zrobiliśmy zakupy, zgodnie z twoją dyspozycją i przyszliśmy do domu chwilę przed tobą - odpowiedziałam mamie prawie zgodnie z prawdą.  
     Pokiwała głową, zadowalając się moim wyjaśnieniem i przeszła nad tym do porządku, nie drążąc tego tematu dalej. Pokręciła się chwilę po mieszkaniu z widocznym niezdecydowaniem, zdeprymowana moją obecnością i w końcu wylądowała w kuchni, zabierając się za gotowanie obiadu. Niewątpliwie urwała się z pracy wcześniej, mając związane z tym określone plany, ale moja osoba pomieszała jej szyki.
     Pomyślałam, że Tomek powinien być mi wdzięczny, chociaż być może nie do końca, bo mina Tomka też była nie określona. Czyli oboje byli umówieni, a ja nieświadomie stanęłam im na przeszkodzie. Kiedy to do mnie dotarło, zanim jeszcze przyszła Halina, odwróciłam się do Tomka.
- Tomek, dlaczego nie powiedziałeś, że jesteście z mamą umówieni? - zapytałam go wprost.
Zrobił zdziwioną minę, rżnąc czy udając głupka, który nie wie, o co go pytam. To ci cwaniaczek, ale przy tym słodki cwaniaczek - pomyślałam. Był z mamą umówiony i nie dał tego poznać po sobie.  
- Jest ładny dzień i mogłam na przykład pospacerować przez godzinę po Gdyni, gdybyś nie był taki tajemniczy - powiedziałam, patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się i wzruszył bezradnie ramionami.
- To teraz wymyśl coś i bierz mamę do łazienki, bo widzę, że aż ją skręca, tak jest na ciebie napalona, a ty zresztą niewiele mniej. Jeszcze się pochorujecie? - dodałam, uśmiechając się.  
- A co mam zrobić? Mam iść do kuchni i powiedzieć ; 'Marysiu, chodź idziemy do łazienki. Marta domyśliła się i mówi, że powinienem cię bzyknąć' - zagadał, jakby znał moje myśli.
- Myślę, że od ciebie to przyjmie łatwiej niż ode mnie - powiedziałam.
- I wcale nie musicie robić tego w łazience. Mama bardziej komfortowo czuje się u siebie, na tapczanie. Nie kryguj się więc i smaruj do kuchni, bierz mamę i na tapczan. Macie jakieś półgodziny, zanim nie wróci Halina, a po niej bliźniaczki - powiedziałam już poważnie.
- Martuś, głupio mi tak! Może ty idź, pogadaj z mamą, a ja poczekam na tapczanie - powiedział, czerwieniejąc jak sztubak.
- Eech…wy mężczyźni! - machnęłam ręką z rezygnacją, bo Tomek wyraźnie stchórzył.
- Idź i czekaj na mamę, albo na nas obie - powiedziałam i omal nie roześmiałam się, widząc jego minę. Podeszłam do kuchni. Mama obierała właśnie ziemniaki.
- Zostaw to mamo! Umyj ręce i idź do siebie. Tomek czeka tam na ciebie - powiedziałam.
- Obiorę te kartofle, chociaż wolałabym popieścić twoje cycki, jak Tomek będzie cię posuwał - oświadczyłam mamie, która popatrzyła na mnie dziwnie, zdumiona moimi słowami.
- Marta, o czym ty mówisz? - zapytała, patrząc na mnie, jakby mnie nie znała.
- O tym, z czym oboje czaicie się teraz przede mną? - kontynuowałam zdecydowanie.  
- Oboje jesteście napaleni na siebie i nie wiem, dlaczego kryjecie się z tym przede mną? - zwróciłam się do mamy, która podobnie jak Tomek też była zażenowana całą sytuacją.
- Mamo, on tam czeka na ciebie ze stojącym jak maszt kutasem - ponagliłam mamę.
- A ty chcesz w tym uczestniczyć i pieścić mi cycki? - zapytała,  upewniając się jeszcze.
- Jak macie się mnie krępować, to nie - odparłam, niezbyt zgodnie z prawdą.
- Chodź ze mną! Zobaczymy jak Tomek na to zareaguje? - roześmiała się mama i umyła ręce.
     Weszłyśmy za kotarę. Tomek leżał już na tapczanie w samych spodenkach, a stojący kutas zrobił z nogawki namiot, widocznie cały czas myślał o mamie.
- Marta chce być przy tym i pieścić moje cycki, będzie ci to przeszkadzać? - zapytała Tomka.
- Może to być nawet bardziej emocjonujące - stwierdził Tomek, więc mama nie czekała na dalsze słowa. Szybko pozbyła się ciuchów i bielizny, stając przed nim nago, wobec czego i Tomek zdjął spodenki, uwalniając kutasa.
- A ty na co czekasz, ściągaj tak samo wszystko - zwróciła się mama do mnie. Błyskawicznie rozebrałam się do 'rosołu'.
- Tomek, pocałuj mnie i pakuj kutasa we mnie, a ty Marto bierz się za moje cycki, ale tak, żeby i Tomek je widział, bo wiem, że też go rajcują - zadysponowała mama, śmiejąc się i kładąc się na wznak.  
     Tomek ułożył się między jej nogami i przysunął twarzą do mamy, która objęła rękami jego głowę, wpijając się ustami w jego usta i wjeżdżając mu do ust językiem. Chwilę zabawiali się językami, by w końcu przejść do 'konkretów'. Oboje byli już podnieceni i mając świadomość, że uczestniczę w ich zabawie, nie czaili się już przede mną i pewnie ich to dodatkowo podkręcało. Tomek wsparł się na rękach i zdecydowanym ruchem wszedł w mamę, aż jęknęła.  
     Mając wolną przestrzeń, ja też nie próżnowałam i objęłam ustami jednego sutka, ssąc i obrysowując językiem brodawkę, a drugiego cycka zaczęłam miętolić ręką, by po chwili robić to samo z drugim sutkiem. Mamie to wyraźnie spasowało, bo zaczęła coraz mocniej oddychać i pojękiwać, nadając Tomkowi rytm rękami, trzymanymi na jego pośladkach.      Zabawiając się ustami i językiem z cyckami mamy, przesunęłam drugą rękę na jej wzgórek i łechtaczkę, pieszcząc ją i wzmagając jej doznania. A Tomek już mamy nie oszczędzał, rżnął ją jak sobie życzyła, mocno i głęboko. Mama dołączyła więc do odgłosów wydawanych przez siebie, głośne stękania, kiedy wjeżdżał w nią z impetem do 'spodu'.      Maltretowana (czyt. pieszczona i rżnięta) przez nas obojga, nie wytrzymała długo i w pewnej chwili dopadł ją orgazm i nie tylko ją, bo kiedy mama wydała głośny wrzask i znieruchomiała, Tomek dobił do dna i też prawie jęknął z ulgą, pompując w mamę nasienie. Oboje oddychali jak po maratonie i kiedy mama otworzyła oczy, widać było, że jest jej dobrze. Była odprężona, szczęśliwa i wyluzowana.  
     Wstałam i pobiegłam do łazienki po ręcznik. Kiedy wróciłam, kutas Tomka właśnie opuścił cipkę mamy, więc przesunął się na bok i położył koło mamy, a ja jak na 'asystentkę' przystało, zaczęłam wycierać cipkę i kutasa, którego ledwo było widać z gąszczu owłosienia Tomka. Mama odebrała mi ręcznik, podziękowała Tomkowi buziakiem za doznania i wyszła do łazienki.  
     Ja natomiast też nielicho podniecona ich 'zabawą', położyłam się koło niego na wznak, wzięłam jego rękę i położyłam sobie na swoich małych cyckach. Domyślił się i pochylił się nade mną, obejmując ustami jedną z piersi, a ręką sięgnął do mojej cipki, delikatnymi ruchami zaczynając pieścić i drażnić łechtaczkę. Słysząc moje pomruki i pojękiwania przyspieszył, wzmagając moje doznania i nim mama powróciła z łazienki, 'odleciałam'.
     Po chwili wróciłam do realu i dałam jak mama buziaka Tomkowi, dziękując za doznania, a potem założyłam bieliznę i sukienkę. Tomek też założył spodenki i spodnie z koszulą. Kiedy mama powróciła naga z łazienki, roześmiała się, bo widok był  kapitalny. Nas dwoje kompletnie ubranych i mama 'striptizerka'.  
     Tomek i nie tylko on miał co podziwiać. Zgrabna, kobieca sylwetka dobijającej do 'czterdziestki' mamy, robiła wrażenie. Piękna twarz, dorodne piersi, płaski brzuch, kobieco zaokrąglone biodra, a do tego smukłe, długie nogi i ładnie przystrzyżona fryzurka cipki, to atrybuty, których nie powstydziłaby się dużo od niej młodsza kobieta i mama faktycznie mogła wyrabiać za striptizerkę, o którą niewątpliwie ubiegałby się niejeden renomowany, nocny lokal.  
- Co to, nie ma braw? To ja robię, co mogę, aby się przypodobać, a wy mnie tak chłodno przyjmujecie? - zwróciła się do nas w swoim żartobliwym stylu. No i doczekała się głośnych, gorących braw, za co podziękowała nam prawie wytwornym ukłonem i słodkimi buziakami.
     Założyła bieliznę i domowy ciuch, po czym zadowolona udała się do kuchni, kontynuować przygotowanie obiadu dla swoich młodych 'głodomorów', jak to określiła. Po niedługiej chwili w mieszkaniu pojawiła się Halina, a po niej bliźniaczki. Tak obiad jak i część sobotniego popołudnie upłynęło nam w przyjemnej, rodzinnej atmosferze. Pograliśmy trochę w makao, później w rozbieranego do 'spodu' pokera, który wywrócił do góry nogami wszelkie zasady tej gry, bo wszystkie uczestniczki gry robiły, co tylko się dało, aby przypadkiem nie wygrać, chcąc jak najszybciej pozbyć się ciuchów i zaprezentować przed Tomkiem atrybuty swojej kobiecości, nie wyłączając mamy czy Haliny.  
     Widząc co się dzieje, zaproponowałam oczywiste według mnie w tej sytuacji rozwiązanie, abyśmy po prostu wszyscy rozebrali się do rosołu i przestali udawać, że ktoś kogoś się krępuje w tej rodzinie, czy w tym towarzystwie i zaczęli zachowywać się jak prawdziwi nudyści czy naturyści. O dziwo, moje słowa zamiast uznania wzbudziły od razu zdecydowany  sprzeciw, no bo przecież jest z nami Tomek i jak to będzie wyglądać? - usłyszałam z ust Sabiny.  
     Zdziwiłam się, że moja propozycją wywołała taki popłoch, więc wszystkie spojrzenia skierowały się na mamę, w jaki sposób ocenia moją propozycję. Widać było, że mama zmaga się sama ze sobą, pewnie bardziej ze względu na Tomka niż na nas.
- Nie wiem, co naraz odbiło Marcie, że wystąpiła z taką propozycją, ale może zapytajmy Tomka, czy jeżeli my rozbierzemy się, to czy on także zechce? A jeżeli zechce, to czy widok jego stojącego penisa, co będzie naturalną reakcją młodego chłopaka, nie będzie raził żadnej z nas? - mama w naturalny sposób przedstawiła nam złożoność rozwiązania wobec propozycji, jaką przedstawiłam. Na jej słowa zapadła totalna cisza.
- Widzę, że nie ma chętnych do zabrania głosu w tej sprawie, więc chciałam wam uświadomić moje panny, że nudyzm i naturyzm to są dwa różne poglądy czy zachowania. Nudyzm jest to pewnego rodzaju styl bycia i życia, który w nagości nie widzi nic zdrożnego i nie wprowadza podtekstu erotycznego.
     W rodzinach czy środowiskach nudystycznych nagość nikogo nie razi czy podnieca i żaden chłopak czy mężczyzna nie paraduje wtedy ze sterczącym penisem. Ale te zachowania nudyści 'wysysają' z mlekiem matki, więc oswojeni z nagością nie podniecają się na widok nagich osobników płci przeciwnej. Dlatego uważam, że trudno by było żądać od Tomka, naszego dalszego kuzyna, aby zachowywał się jak nudysta wobec nas, a właściwie wobec naszych odkrytych cycków i cipek.  
     W naszym przypadku obnażenie się przed Tomkiem czy jego obnażenie przed nami, będzie przejawem naturyzmu i to z wyraźnym podtekstem erotycznym. Podniecenie się Tomka i jego sterczący penis nie powinien więc budzić zdziwienia, bo będzie przejawem jego normalnego zachowania się wobec naszej nagości, tak samo pewnie będzie z nami na widok jego nagości, tylko że nasze podniecenie nie będzie aż tak widoczne, co nie oznacza, że go nie odczujemy - zakończyła mama swój wywód odnośnie propozycji rozebrania się nas wszystkich 'do rosołu'.  
     Ponieważ w dalszym ciągu nie było chętnych do zabrania głosu, poczułam się 'wywołana' do tablicy.      
- To co? Dalej będziemy udawać i krygować się przed sobą? Pewnie przed przybyciem do nas  Tomka, to ja byłam tą jedyną, która nie widziała stojącego penisa, a swoją cipkę nazywałam 'sikadłem' ale szybko wydoroślałam i wiem już do czego służy penis czy cipka, poza funkcją sikania. Ale nie chcę się wymądrzać i wychodzić przed szereg, więc zastosuję się do tego, co postanowi mama - wyraziłam swój pogląd w odniesieniu do wypowiedzi mamy jak i do mojej propozycji.  
     Nie wiem dlaczego, ale moja wypowiedź zamiast poprawić nastrój, wywołała coś wręcz przeciwnego. Odebrała chęć do zabawy tak mamie jak i siostrom. Bliźniaczki naraz przypomniały sobie, że mają w poniedziałek kartkówkę, poza tym pewnie będą pytane, więc muszą się przygotować i spytały Tomka czy mógłby im pewne rzeczy przybliżyć czy wyjaśnić? Tomek oczywiście nie widział powodu, aby im odmówić, więc w trójkę przeszli do ich pokoju.  
     Ponieważ i ja miałam coś do odrobienia i uzupełnienia, więc przeszłam do swojego pokoiku, chociaż korciło mnie sprawdzić, czy siostry ograniczają się do korzystania z pomocy Tomka jako korepetytora czy go po prostu uwodzą i było to bardziej podyktowane  ciekawością niż zazdrością. Odrobiłam zadane zadania i powtórzyłam co nieco z tego, co było do zapamiętania.  
     Tymczasem mama z Haliną przygotowały kolację, więc kiedy nadeszła pora, usiedliśmy do stołu. Pojawiły się też rozbawione bliźniaczki z Tomkiem. Widać było, że nawiązały z Tomkiem serdeczne relacje, ba, trudno byłoby to zrozumieć, gdyby było inaczej. Czy byłam o to zazdrosna? Nie, wtedy jeszcze nie uzurpowałam sobie żadnych praw do Tomka, bo przecież każda z moich starszych sióstr była dla niego bardziej odpowiednią partnerką ode mnie.  
     Cieszyłam się z tego, co mógł mi dać i co dawał, tym bardziej, że nie ukrywał tego, że coś do mnie czuje i okazywał mi to przy każdej okazji. Ale przecież widać było, że najbardziej z nas wszystkich podoba mu się Halina. Pewnie na drugim miejscu w jego rankingu była mama, która też wiedziała, że mu się podoba i korzystała z tego, po długich latach wstrzemięźliwości seksualnej, odkąd odszedł od niej nasz tata.  
     Na pewno oboje byli zadowoleni z takiego niezobowiązującego układu, bo pewnie żadne z nich nie zakładało, biorąc pod uwagę dzielącą ich różnicę wieku, że ich związek może przerodzić się w coś głębszego czy bardziej trwałego. Póki co, oboje brali z życia to, co im los podarował. Tomek miał możliwość bzykania się z piękną, dojrzałą kobietą, a nasza mama otrzymała szansę na zaspokojenia przynajmniej niektórych potrzeb kobiety w jej wieku, w tym; potrzebę adoracji, bliskości z mężczyzną i zaspokojenia rozbudzonego popędu płciowego. A że mama, na skutek szeregu niepowodzeń i rozczarowań, do pewnego stopnia sama zrezygnowała z poszukiwania odpowiedniego partnera, to pojawienie się Tomka i jego zafascynowanie jej osobą było niewątpliwie dla niej swoistym darem losu.  
     Zjedliśmy kolację i utartym już trybem, po uporządkowaniu kuchni, parami udawaliśmy się do łazienki, zrobić wieczorową toaletę, z tym, że tym razem do łazienki poszłyśmy we dwie z Haliną jako ostatnie po bliźniaczkach. Ponieważ już nikt nie czekał na łazienkę, więc nie musiałyśmy się spieszyć. Halinka wysikała się i rozebrała do naga, więc ja zrobiłam to samo, ale na widok boskiego ciała mojej najstarszej siostry moje ciało stężało z podniecenia.  
     Chyba jednak nie do końca byłam normalna w tamtym okresie, bo widok nagiej Haliny powodował większą burzę w moim ciele, niż nagi Tomek ze sterczącym kutasem. Czy zazdrościłam mojej siostrze jej ciała? Nie, ale wzbudzało we mnie niesamowity zachwyt, mimo, że sama byłam przecież dziewczyną. Moje uwielbienie dla niej brało się również stąd, że po mamie była drugą najważniejszą osobą w moim życiu. Była starsza ode mnie o niespełna cztery lata, a kiedy nie było mamy, to ona nam matkowała, szczególnie mnie.      Sama przeżyła niesamowicie koszmar odejścia od nas naszego taty, którego wręcz uwielbiała, więc po początkowym załamaniu czy obwinianiu siebie i mnie o odejście ojca, później zachowywała się tak, jakby chciała wynagrodzić mi ten brak taty w domu.  
     Mama zajęta pracą i staraniem o to, aby nam zapewnić godziwe warunki życia, nie miała dla nas zbyt wiele czasu, więc kiedy było mi szczególnie źle, czy w czasie jakiejś choroby, to nie kto inny jak Halinka była przy mnie, tuląc i przytulając, opowiadając bajki czy nucąc kołysanki do snu. Bliźniaczki miały siebie, więc jakoś tam sobie radziły, ale ja odkąd pamiętam miałam tylko Halinkę. Babcia, która się nami opiekowała była kochana, ale kiedy nas zostawiała i szła do siebie, to Halina zastępowała nam matkę.  
     Nie uważałam się wtedy za znawcę kobiecej urody, ale według mnie uroda i ciało Haliny było wręcz doskonałe. Nie dziwiłam się więc Tomkowi, że wodził ciągle wzrokiem za Haliną, bo pewnie po raz pierwszy w swoim życiu miał do czynienia z tak piękną dziewczyną. Co ciekawe, Halina, która pewnie zdawała sobie sprawę ze swojej urody, pozostała cały czas skromną, normalną dziewczyną. I kochała swojego Piotrka, który niczym szczególnym nie wyróżniał się, ale stał się dla Halinki solidną podporą i oparciem w chwilach trudnych czy wymagających męskiego wsparcia.  
     Tak więc znalazłyśmy się wspólnie z Halinką w łazience i okazało się, że mój zachwyt nad jej ciałem udzielił się i Halinie, bo widząc w moich oczach nie tylko podniecenie, ale wręcz pożądanie, szybko zrobiła wieczorową toaletę i ponagliła mnie, abym uczyniła to samo i obie wylądowałyśmy na jej wersalce w jej pokoju. Halinka nie tylko nie wzbraniała się przed moimi pieszczotami, ale odwzajemniła je w pełni i obie nawzajem dałyśmy sobie wiele przyjemności przed snem, po czym obie spełnione i zadowolone zasnęłyśmy. ..cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 4644 słów i 25384 znaków. Tagi: #dom #Tomek #erotyka

2 komentarze

 
  • POKUSER

    Rozkręciła się nam młoda, tylko dlaczego towarzystwo naraz takie wstydliwe?

  • Robert72

    Bardzo dobry odcinek opowiadania , Marta jest niemożliwa. Super.

  • franek42

    @Robert72 Witam. Dobrze, że jesteś. Dziękuję za post i pozdrawiam