Marta N. - cz. dziewiętnasta

W trakcie rozmowy z Halinką i po uzyskania od niej wstępnej akceptacji na wspólną 'zabawę erotyczną' z Tomkiem w trójkącie ze mną, która okazała się nie taka 'trudna', jak sądziłam, zanim rzuciłam swój pomysł, 'nakręciłam się' ponownie na 'amory' z siostrą. Halina zresztą też, bo widziałam jak zaświeciły się jej oczy, kiedy przedstawiałam obrazowo, w jaki sposób będę prezentować jej cipkę Tomkowi, ukazując mu po kolei jej ukryte pod fałdkami walory, od łechtaczki poczynając, poprzez sikawkę cewki moczowej, a na końcu wejście do jej 'futeraliku'. Pewnie wyobrażała sobie oczy Tomka, wpatrzone w jej cipkę. Na myśl o tym i mnie zrobiło się mokro w kroczu. Nie wiele myśląc, sięgnęłam ponownie do cipki Halinki i nie pomyliłam się. Była tak samo wilgotna jak ja.
- Martuś, nie sądzisz, że wypadałoby się trochę przespać? Jutro obie będziemy wyglądać na 'wymordowane', ty w szkole, a ja w pracy - odezwała się Halinka, sugerując zakończenie zabawy, ale tak bez przekonania, więc czułam, że sama nie ma też za bardzo chęci na spanie.  
- Haluś, przecież widzę i czuję, że ani tobie ani mnie nie chce się spać, więc kładź się na boku, tak jak mówiłam - zaproponowałam siostrze i ponownie odwróciłam się, kładąc się na boku koło niej, twarzą do jej cipki. Halina leżała spokojnie, czekając na moje działanie. Uniosłam i przesunęłam lekko jej górną nogę i położyłam głowę na jej udzie, wtulając twarz w jej krocze. Halina zrobiła dokładnie to samo, bo poczułam jej usta i język na mojej cipce. Zaczęłam lizać  i wiercić językiem w jej szczelinie, rozgarniając fałdki. 'Produkowała' mnóstwo soków, więc uwijałam się, aby skorzystać z tej produkcji. Halina robiła to samo, bo czułam, że moja 'fabryka' też nie próżnuje. Rozciągnęłam jej srom, rozgarniając zasłonki i lizałam, zahaczając językiem o jej 'sikadło' i poczułam, że Halinka chyba nie wytrzymywała, nawet tego nie czując i popuszczała po kropelce moczu. O dziwo, wcale mi to nie przeszkadzało czy obrzydzało, wylizywałam wszystko sumiennie, zagłębiając się co rusz językiem, w otwierającą się przed nim szparkę. Musiało ją to nieźle rajcować, bo co chwilę zaciskała górne udo na mojej głowie. Zwalniałam więc, czekając, aż mnie 'dogoni' i podniesie również we mnie stopień podniecenia. Chciałam doprowadzić, abyśmy obie 'doszły' równocześnie, bo przecież ja Halince dałam już dwa porządne orgazmy, a ona mnie żadnego i widziałam, że Halina nie za bardzo z tym się czuje. Więc kiedy podkręciła tempo w mojej cipce, liżąc i ssąc łechtaczkę czy wiercąc językiem, a potem dwoma palcami w wejściu do mojej szparki, ja również przyspieszyłam, wsuwając palce w jej szparkę i faktycznie po chwili poczułam, jak dopada mnie orgazm, ale 'rzutem na taśmę' zdążyłam jeszcze wywołać to samo u Halinki, która sekundę przede mną znieruchomiała, zaciskając uda na mojej głowie. Miałam niezły 'odlot', ale Halinka chyba większy bo dłużej wracała do realu.  
- No! To na dziś wystarczy. Wymaglowałaś i wymiętoliłaś mnie tak, że teraz faktycznie jestem 'wymordowana', ale nie szkodzi, będzie nam się dobrze spało, bo chcę cię przytulić i czuć koło siebie, o ile oczywiście nie masz innych planów - podsumowała nasze 'zmagania' i wręcz zaproponowała mi spanie ze sobą.  
     Odpowiadało mi to, bo co by nie powiedzieć, kiedy byłam młodsza, zawsze to robiłam z ochotą, traktując Halinkę bardziej jak mamę niż siostrę. Wtuliłam się więc w nią, a ona dodatkowo ogarnęła mnie ramieniem i w takiej pozycji obie zasnęłyśmy.  
     Rano obudziły mnie czułe gesty i pocałunki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętą buzię Halinki, która pocałunkami i czułym głaskaniem dłonią mnie po buzi, próbowała wyrwać mnie z objęć Morfeusza. Wobec tak miłego przebudzenia, nie mogłam jej zawieść.
- Smaruj teraz do łazienki, bo jest już wolna. Ja idę do kuchni, przygotuję nam śniadanie, a ty poza tym pospiesz się, bo nie masz dużo czasu - ponagliła mnie i dała jeszcze raz buziaka.
- Moje kochane 'pieścidełko'! - pogłaskała mnie czule po buzi. Zerwałam się z posłania i w biegu mucknęłam ją w usta, zmierzając do łazienki. Halinka ogarnęła posłanie i złożyła wersalkę, a następnie udała się do kuchni. Bliźniaczki kończyły już śniadanie, kiedy weszłam do kuchni.
- Jak chcesz iść z nami, to musisz się pospieszyć - ponagliła mnie Martyna. Chyba pobiłam wszelkie rekordy jedzenia na czas, bo siostry nie zdążyły wypić herbaty, kiedy wtrząchnęłam ostatnią kanapkę z talerzyka i popiłam ostatnim łykiem herbaty. Popatrzyły na siebie, a potem na mnie.  
- Jeżeli gdzieś ktoś robi konkursy jedzenia na czas, to nie przegap okazji, bo masz wielkie szanse na wygraną - doceniła z humorem moje starania Sabina. Po chwili w dobrej komitywie wychodziłyśmy razem z naszej kamienicy, kierując się w stronę szkoły.
- A mama wyszła do pracy wcześniej od nas? - rzuciłam ogólne pytanie, bo nawet nie zdążyłam sprawdzić, czy mama śpi sama czy z Tomkiem.  
- Skąd! Śpią jeszcze oboje z Tomkiem, bo mama idzie później i to tylko na krótko. Przecież nie może nie wykorzystać okazji czy możliwości bzykania się z Tomkiem, kiedy nikogo nie ma w domu - podsumowała Sabina i zabrzmiało to tak, jakby miała o to żal do mamy.
- A ty co? Zazdrosna jesteś o mamę? - przystopowała ją Martyna, która też to tak odczuła.
- I nie wypowiadaj się w ten sposób o mamie, bo mama śpi sama, a Tomek w pokoju Marty - oświadczyła Martyna, która widocznie sama to sprawdziła.
- Przed tobą, mną czy Martą jest całe życie, a nasza mama co z niego miała? W kwiecie wieku, urody, prawie piętnaście lat bez chłopa. Prawda! Nie była sama, bo miała nas, ale na głowie! Tyrała i użerała się z nami, z życiem czy losem. Gdzieś słyszałam jednak, że dobro wraca do tego, kto je czyni czy rozdaje. Chyba tak stało się z naszą mamą. Odkąd pojawił się Tomek, nasza mama odmłodniała, wypiękniała i wydaje mi się, że jest szczęśliwa, ale może to tylko moje subiektywne odczucie - przedstawiła swój punkt widzenia Martyna, która podobnie jak ja życzyła mamie jak najlepiej. Sabina pewnie też, bo zauważyłyśmy, że chyba zreflektowała się, że palnęła głupstwo, wypowiadając się w tonie, jakby zazdrościła czy miała żal do mamy.
- To nie tak! Ja też kocham naszą mamę i doceniam, co dla nas zrobiła i robi.  Nie jestem też wcale zazdrosna, że Tomek czasem śpi z nią i bzyka ją. Masz rację, mamie też się coś od życia należało i należy - usprawiedliwiała się przed nami ze swoich słów.
- Dobra! Nie mówmy już o mamie, bo dostanie czkawki. Myślmy raczej o tym, że idą święta i trzeba pomyśleć raczej, w jaki sposób wypełnić i zagospodarować czas Tomkowi przez ten okres, kiedy będzie z nami, jeżeli się na to zdecyduje - przypomniała nam Martyna.  
- Ja o to jestem spokojna, bo mamy w domu Martę. Ona na pewno wykombinuje to tak, że wszyscy będą zadowoleni, łącznie z Tomkiem. Prawda Martuś? - stwierdziła Sabina, a ja nie wiedziałam, czy siostra mnie docenia i podbudowuje czy robi sobie ze mnie kpiny.
     Nie komentowałam więc tego, co powiedziała, bo nie chciałam sobie psuć humoru. Natomiast cieszyłam się, że to już sobota i że od środy będziemy mieć przerwę świąteczną. W szkole nauczyciele będąc pewnie już też w przedświątecznym nastroju, nie robili nam przykrych niespodzianek czy zaskakiwali pytaniami. Nie zadawali również rozbudowanych zadań domowych. Tak więc pięć godzin lekcyjnych zleciało mi dość szybko, podobnie zresztą jak i moim siostrom, które co prawda miały mieć sześć lekcji, ale ostatnia lekcja miała być lekcją wychowawczą, a że wychowawczyni była chora i nieobecna, skrócono im o tę lekcję zajęcia. Tak więc, podobnie jak rano, wracałyśmy razem ze szkoły do domu, tylko oczywiście w znacznie weselszym nastroju. Po powrocie zastaliśmy wszystkich w domu, bo nie tylko mama, ale i Halina wróciła wcześniej pracy, aby dołączyć do mamy i Tomka, którzy razem przygotowali obiad dla nas wszystkich. A my rzeczywiście byłyśmy głodne i kiedy poczułyśmy zapach wydobywający się z kuchni, zaczęłyśmy się zachowywać jak prawdziwe głodomory, szukając czy rozglądając się za jedzeniem. Na szczęście gotowanie obiadu było bardzo zaawansowane i okazało się, że nie musimy dojadać, bo za kilkanaście minut mama wraz z Halinką podały nam obiad na stół. Po obiedzie, wykorzystując ładną pogodę, całą 'bandą' wybraliśmy się na spacer nad morze. W domu pozostała tylko mama, która odpuściła sobie spacer i po naszym wyjściu grzmotnęła się na łóżko, odpocząć czy odespać zarwaną przez amory z Tomkiem noc. A Tomuś przechodził wprost siebie, aby dowcipami, a także różnymi opowiastkami prawdziwymi czy zmyślonymi odnoszącymi się do potocznego życia, umilić nam spacer. Widać było, że towarzystwo Haliny uskrzydlało go, bo Halina po naszej rozmowie, zmieniła całkowicie swoje do niego nastawienie i zaczęła wyraźnie nadawać na tych samych falach co Tomek. Widziałam, że każda ciepła, serdeczna odzywka Haliny kierowana w stronę Tomka, budziła lekkie zdziwienie czy nawet zaskoczenie widoczne na twarzach tak bliźniaczek, jak i samego Tomka. Śmiać mi się chciało, bo przecież tylko ja i Halina wiedziałyśmy, co jest grane, więc reakcje sióstr i Tomka pobudzały nas czy nastrajały dość  humorystycznie, budząc wręcz zgorszenie u bliźniaczek, a u Tomka zastanawianie się. Kiedy bryza od morza wzmogła się, zrobiło się chłodno i Halina dała hasło do powrotu do domu. Zawróciliśmy więc i po kilkunastu minutach znaleźliśmy się przed wejściem do naszej kamienicy. Weszliśmy do domu i zaczęliśmy zastanawiać się, co robić dalej? Do kolacji pozostało trochę czasu, więc mama, która była już na chodzie po drzemce, wyciągnęła z barku butelkę wina.  
- Tomeczku, nie zagrałbyś dla nas jakiegoś mini koncerciku przed kolacją? - zwróciła się do Tomka, dobrze wiedząc, że Tomeczek na pewno nie odmówi swojej Marysi, jeżeli poprosi go w takiej formie. I tak też stało się. Tomek wziął akordeon i przysiadł z boku, aby nie przeszkadzać w dojściu do stołu i zaczął grać w swoim stylu popularne w tym okresie melodie. Na początku wolniejsze, bardziej sentymentalne, a potem w miarę upływu czasu szybsze czy świeżo prezentowane w radiu, a także na kasetach, które dość szybko przyswajał i opanowywał. A że grał pięknie i z wyczuciem, dołączając się również do naszego śpiewu, stawało się to prawdziwym koncertem. Tomek z każdym założeniem akordeonu, pogłębiał swoje umiejętności gry na tym instrumencie, ozdabiając coraz śmielej nie tylko poszczególne takty, ale całe frazy muzyczne, wykorzystując przy tym wszystkie możliwości brzmieniowe instrumentu. Widać było przy tym, że przy wykonywaniu niektórych melodii, 80-basowy akordeon Piotra z trzema registrami nie pozwala Tomkowi rozwinąć 'skrzydeł' w zakresie brzmień, tak po stronie melodycznej jak i basowej. No cóż, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I z tej zasady wychodził Tomek, mniej uwagi poświęcając 'brzmieniom', które mogłyby być, ale ich nie było, a więcej perfekcyjnemu zgraniu akordów z brzmieniem. Brzmiało to więc czysto, płynnie i mile dla ucha. A że przy tym i wino lepiej smakowało, więc ani się obejrzeli, jak w butelce wina pokazało się dno. Do opróżnienia butelki przyczyniła się głównie mama, ale udział miała również Halina i Tomek, którzy wypili po dwa kielichy oraz bliźniaczki, którym mama pozwoliła na jeden mały pucharek, większy od kieliszka, a mniejszy od literatki. Ja nawet nie prosiłam, bo mama w tym względzie była nieubłagana, więc nie było sensu myśleć o czymś, co było poza moim zasięgiem. Kiedy nadeszła pora kolacji, wprosiłam się do pomocy Halinie, która zajęła się jej przygotowaniem.
- Halinko, chyba dziś jest odpowiednia pora na 'zgwałcenie' Tomka, nie sądzisz? - zwróciłam się żartobliwie do siostry, kiedy byłyśmy same w kuchni.  
- Ty to masz pomysły! Jak chcesz to zrobić, kiedy nawet nie rozmawiałaś z Tomkiem? - roześmiała się Halinka, słysząc moje słowa, ale nie odrzucała jednoznacznie mojej sugestii.  
- Poza tym, Tomek chyba nie odczuwa 'braku seksu' w tym domu, bo widzę, jak mama wodzi za nim oczami, a on tych spojrzeń też nie unika - dodała pogodnie, przygotowując warzywne dodatki do wędlin (plasterki z pomidora i ogórków) i układając je na talerzu.  
- Halinko, sama wiesz o tym, że on o niczym pewnie nie marzy bardziej, niż żeby popieścić się czy pokochać z najpiękniejszą dziewczyną i to nie tylko w tym domu, z którą pewnie po raz pierwszy ma do czynienia  - oświadczyłam, bo miałam dowód, jak zmienił się głos i mina Tomka, kiedy byliśmy całą grupą na spacerze, a Halinka przestała go traktować jak powietrze i okazywała mu wyraźne zainteresowanie. Jestem przekonana, że gdyby wtedy byli sami, Tomek jednoznacznie zdeklarowałby się Halinie, co do niej czuje i kim jest dla niego. Halinka popatrzyła na mnie figlarnym wzrokiem, jakby mówiąc; nie kadź młoda, nie kadź! Ja jednak wiedziałam swoje. Urocza buzia, figura i walory Halinki przemawiały na jej korzyść i chyba żaden chłopak czy mężczyzna nie mógł być obojętny wobec urody mojej siostry. Może było w tym wiele mojego subiektywnego odczucia, ale Tomek na pewno podzielał moje zdanie. Teraz należało tylko wprowadzić go w całą sprawę i przedstawić mu mój plan 'uwiedzenia' mojej pięknej siostry. Co chciałam przez to osiągnąć? Dla mnie samej nie było to zbyt jasne, ale budzące się uczucie do Tomka, nie wykluczało mojej chęci uczestniczenia we wspólnej 'zabawie' z Halinką i Tomkiem. Decydującym w tym wszystkim było to, że kochałam moją siostrę pewnie tak samo jak mamę i chciałam, żeby była szczęśliwa. Dlatego też, nawet gdyby ta wspólna 'zabawa' miała zaowocować tym, że pomiędzy Halinką i Tomkiem rozwinęłoby się uczucie, które by ich połączyło, pewnie nie miałabym nic przeciw temu. Zaakceptowałabym to bez mrugnięcia okiem, bo szczęście tak Halinki jak i Tomka stało się dla mnie czymś ważniejszym, niż moje własne.    
- Martuś, cały czas o tym myślę i nie jestem do końca pewna, czy to dobry pomysł? Co może Tomek sobie o mnie pomyśleć, jeżeliby już do tego doszło? Wiem, że mu się podobam, on zresztą mnie też, o czym on też chyba wie, ale co innego podobać się sobie, a co innego fizycznie kochać się? - Halinka naraz nabrała wątpliwości co do sensu naszej wspólnej zabawy erotycznej w trójkącie ze mną i Tomkiem. To była cała Halinka. Pięć lat bycia parą z Piotrem odcisnęło na jej psychice trwały ślad i teraz, kiedy miała okazję 'spróbować', jak to jest z innym chłopakiem i przekonać się, czy Piotrek to jest ten 'właściwy' mężczyzna, z którym można i warto spędzić całe życie, to poczucie wierności, przyzwyczajenia i myślenia o Piotrze jako o stałym partnerze, wyraźnie dało znać o sobie. Udało mi się co prawda zachwiać jej zasadami, którymi kierowała się dotychczas w swoim życiu i zasiać wątpliwość co do uczucia do Piotrka, po tym jak ja, jej młodsza siostra dałam jej więcej przyjemności i doznań  w trakcie naszej wspólnej 'zabawy', niż ona miała dotychczas z mężczyzną, znacznie od niej starszym i który jak zapewniał, kochał ją na swój sposób oraz był o nią niesamowicie zazdrosny. Tyle tylko, że mimo swojego dojrzałego wieku i znacznie większego od Haliny doświadczenia życiowego, nie dał swojej największej miłości życia, jak nieraz mawiał o Halinie, tego co powinien jej dać jako mężczyzna i niejaki partner życiowy od pięciu lat, co prawda tylko w jednej trzeciej dostępnego czasu, z uwagi na turnusowy charakter swojej pracy. Co by nie mówić, byłam trochę zawiedziona, że cały mój dość misterny plan na 'rozruszanie' mojej siostry, siostry, którą nie tylko kochałam ale wprost uwielbiałam, diabli wzięli. No cóż, takie jest życie.
- Martuś, nie gniewaj się i nie złość na mnie. Nic na to nie poradzę, ale po prostu dotarło do mnie, że to co chciałyśmy zrobić, byłoby nadużyciem tak wobec Piotra jak i Tomka - Halinka widząc moje rozczarowanie, wyraźnie próbowała usprawiedliwić się przede mną.
- Halinko, przestań! Tchórz cię obleciał i tyle, ale rozumiem cię. Może i dobrze, bo pewnie gdyby cię Tomek bzyknął, ja pewnie nie miałabym u niego już żadnych szans, a tak jako 'dziewica' mogę stanowić dla niego jakąś atrakcję - odparłam wesoło i poczułam mimowolną ulgę.
- A chcesz pozbyć się tej błony? - zapytała z błyskiem ożywienia w oczach.
- Pewnie tak, chociaż nie chciałabym przeżyć tego co bliźniaczki. A ty wiesz już Halinko, że one już nie są 'cnotkami'? - zapytałam sama ciekawa, czy bliźniaczki rozmawiały coś na ten temat z Halinką i nie tylko.  
- Nic nie wiem na ten temat, poza tym, że mama obiecała im wizytę u pani ginekolog. Zresztą nie tylko im, bo przecież ty też możesz obawiać się jakichś anomalii w twojej cipce - odparła pogodnym tonem, uśmiechając się przy tym do mnie.  
- Być może, chociaż kusi mnie, aby spróbować pozbyć się tej błony bez wizyty u ginekologa. Tak Martynie jak i Sabinie też nie uśmiechało się szukać pomocy u lekarza. I udało się. Obie z moją małą pomocą, pozbyły się błonek i pewnie im wcale nie jest żal, że nie są już 'dziewicami' - poinformowałam Halinę o udanej 'operacji' rozdziewiczenia bliźniaczek przy udziale mojej skromnej osoby.
- Marto, możesz coś więcej powiedzieć na ten temat? - Halinka autentycznie zainteresowała się, w jaki sposób pozbyły się błon nasze bliźniacze siostry i to z moim udziałem. Z uwagi, że była to pora kolacji, musiałyśmy to jednak odłożyć w czasie.
- To nie czas i pora na tego typu opowieści Halinko. W kilku słowach nie jestem ci w stanie opowiedzieć, kiedy i jak to się stało - oświadczyłam Halinie, a ona przyjęła to do wiadomości.
- Wobec tego śpisz dzisiaj ze mną i wszystko mi opowiesz ze szczegółami. I nie tylko to, bo poza tym mam chęć possać twoje małe, rozkoszne cycuszki - Halina już bez żadnego obciachu zaproponowała mi 'zabawę' w swoim pokoju. Obudziłam w niej nie tylko kobietę, która zaczęła rozumieć, że jej ciało może jej dostarczyć wiele doznań i przyjemności, ale również w jaki sposób uruchomić 'mechanizmy', istniejące w jej ciele, które te doznania pozwalają wydobyć czy wyzwolić. Dobre i to. Pieszcząc się ze mną, nie ryzykowała naruszenia swoich 'zasad' i nie miała poczucia, że zdradza Piotrka, mając przy tym jakąś tam dozę przyjemności. Po przygotowaniu kolacji, zatachałyśmy to wszystko na duży stół i gromko pokrzykując, zwołaliśmy całe 'towarzystwo', które rozlazło się po mieszkaniu, do stołu. Po kolacji i posprzątaniu, do czego Halinka zagoniła bliźniaczki, mama ponownie 'zgwałciła' Tomka, żeby grał dla swojej Marysi, oczywiście przy kielichu wina. Trochę jeszcze posiedzieliśmy wspólnie przy stole, ale że wspólne śpiewanie nie bardzo nam wychodziło, Halinka, która towarzyszyła trochę mamie i Tomkowi w opróżnianiu butelki z winem, w pewnym momencie jako pierwsza dała hasło do wieczorowej toalety.
- To wy sobie jeszcze trochę pograjcie i pośpiewajcie, a my z Martą idziemy do łazienki - oświadczyła i zagarnęła mnie ramieniem jak serdeczną kumpelkę, ruszając ze mną do łazienki. Przed odejściem zdążyłam jeszcze zobaczyć, że bliźniaczki mrugnęły do siebie porozumiewawczo i kiedy Halinka odwróciła się, idąc w stronę łazienki, szybko napełniły swoje kielichy winem, korzystając z nieuwagi mamy. Martyna zorientowała się, że ja to widziałam, uśmiechnęła się do mnie, jakby chciała powiedzieć; nic nie widziałaś! Kiwnęłam głową i odwzajemniłam uśmiech na znak, że to ich sprawa i szczęście, jeżeli mama tego nie widzi. A co mi tam! To są już duże dziewczyny i wiedzą co robią. Weszłyśmy z Haliną do łazienki i szybko pozbyłyśmy się ciuchów. Umyłyśmy zęby i Halinka puściła wodę. Weszła do wanny i poczekała, aż ja zrobię to samo. Namydliła gąbkę i najpierw namydliła mnie, a potem siebie i zaczęłyśmy myć się nawzajem, poczynając od piersi, głaszcząc i pieszcząc się, schodząc coraz niżej. Ja ponadto nie odmówiłam sobie, aby na chwile przyssać się ustami do jej kuszących, cudownych cycków, robiąc to tak, że Halinka aż przysiadła z wrażenia, kiedy objęłam ustami jeden z jej sutków, a drugą półkulę pieszcząc ręką.
- Dajesz czadu Martuś. Muszę powiedzieć kiedyś Piotrkowi, żeby cię poprosił o radę czy przeszkolenie, w jaki sposób pieści się dziewczynę, aby wiedziała i czuła, co to są doznania i przyjemność - zażartowała, ale ja czułam, że staje się coraz bardziej otwarta na pieszczoty i doznania. Niedługo Piotrek będzie miał sporo do nauki i nadrobienia, być może wcale nie zamierzonych zaniedbań wobec kochanej przez siebie dziewczyny. Widocznie jego poglądy czy doświadczenie życiowe opierały się na niezbyt rozbudowanych przesłankach, w których nie było wiele miejsca na wylewność, spontaniczność, wrażliwość czy czułość. A Halinka nie mając porównania, bo Piotrek był jak na razie jej pierwszym i jedynym chłopakiem, też nie miała wielkich oczekiwań wobec niego, toteż kiedy zaserwowałam jej spontanicznie pieszczoty wszystkich ważniejszych stref erogennych u kobiety, o których nie tylko ona, ale i ja sama nie wiedziałam, przekonała się jak ubogie było to jej dotychczasowe życie erotyczne. Nie byłam tego pewna, ale miałam prawo przypuszczać, że budząc w Halinie kobietę i ukazując czy dostarczając jej nieznanych dotychczas doznań, przeżyła ona więcej orgazmów ze mną w krótkim stosunkowo czasie, niż z Piotrkiem przez cały okres bycia razem. Może przesadzam, ale obserwując reakcje mojej siostry w czasie naszych wspólnych pieszczot wraz z upływem czasu, uznałam to za bardzo prawdopodobne. Nagle zaświtała mi myśl, jak ukazać urodę i powaby Haliny Tomkowi, a być może i przełamać w niej opory przed zdradzeniem Piotrka. Myjąc ciało Halinki, zjeżdżałam ręką coraz niżej, aż dojechałam do wzgórka. Halinką ponownie 'zatrzęsło'. Reagowała na mój dotyk czy gesty jak czuły mechanizm, więc postanowiłam to wykorzystać. Więc zaczęłam myć jej krocze, ale skrupulatnie omijając łechtaczkę i inne czułe punkty. Halinka zaczęła napierać mocno na moją rękę, sygnalizując mi, gdzie oczekuje moich pieszczot. Widziałam jak strasznie się 'nabuzowała' i dąży do orgazmu. Przestała mnie myć, skupiając się tylko na swoich doznaniach. Złapała moją rękę i przyciskając mocno, zaczęła gładzić się i pocierać swoje wrażliwe miejsca. Zaczęła drżeć na całym ciele, więc przestałam się znęcać nad nią i przepłukałam wodą całe jej krocze, po czym uklękłam i chwytając ją z pośladki, objęłam ustami główkę łechtaczki, wirując językiem wokół niej. Czując, że za chwilę 'wybuchnie', polizałam szybko palce prawej ręki i wprowadziłam dwa z nich do szparki, obejmując i zasysając ponownie ustami łechtaczkę. Musiałam ją mocno przytrzymać drugą ręką, przyciskając jej ciało do mojej głowy, bo prawie zawyła i wsparła się na mnie rękami, nieruchomiejąc. Orgazm, który ją dopadł, musiał być dość silny, bo trochę trwało, nim doszła do siebie.
- Martuś, przechodzi pojęcie, co ty za mną wyprawiasz - usłyszałam przytłumiony głos siostry. Przyklękła przede mną i wpiła się we mnie ustami, obejmując mnie i przytulając. Wdarła się językiem do moich ust wysysając i wymiatając z nich wszystko. Ale ją wzięło - pomyślałam. Cieszyło mnie to, bo czułam, że 'rozsmarowałam' ją sobie dokładnie, jak na dłoni. Kiedy już zaspokoiła swoje 'pragnienie' i opuściła językiem moje usta, dokończyłam mycie jej i swojego ciała. Była cała rozedrgana i czułam, że kilka moich czułych gestów czy ruchów doprowadziłoby ją szybko do ponownego orgazmu. Ale już nie tutaj.
- Halinko, musimy zwolnić łazienkę, więc kończymy toaletę i idziemy do ciebie. Postaram się dać ci ponowny orgazm, może nawet lepszy, od tego, co miałaś - powiedziałam, bo czułam, że oczekuje tego ode mnie. Obudziłam widocznie w jej ciele jakiegoś 'demona', który domaga się zaspokojenia. To odpowiadało moim planom. Wytarłyśmy swoje ciała i założyłyśmy krótkie koszulki nocne oraz majtki, bo ja chciałam jeszcze zamienić z Tomkiem kilka słów, więc lepiej było nie prowokować go gołą cipką.  
- Halinko, ty idź do swojego pokoju, ja idę im powiedzieć, że łazienka jest wolna - odezwałam się do siostry. Halinka poszła więc prosto do swojego pokoju, a ja poszłam do pokoju, gdzie mieli siedzieć pozostali domownicy wraz z Tomkiem. Okazało się, że przy stole siedzi tylko mama i Tomek, bo bliźniaczki poszły już do swojego pokoju. Ucieszyło mnie to.  
- Tomku możesz iść do łazienki, a ja dotrzymam mamie towarzystwa - powiedziałam, widząc, że mama jest na niezłym rauszu. Tomek wymienił spojrzenia z mamą, ale mama pomachała mu ręką.
- Idź Tomeczku, idź! Marta zostanie ze mną - powiedziała, więc Tomek wyszedł, a my z mamą zostaliśmy same.
- Mamo, mogłabym dzisiaj spać z Tomkiem czy masz inne plany? - zapytałam, bo zobaczyłam, że mama siedzi trochę osowiała.  
- Właśnie miałam z tobą rozmawiać na ten temat. Przed chwilą dopadła mnie babska przypadłość, więc lepiej będzie, jak ty zajmiesz się nim, bo chyba odzwyczaił się już sypiać sam, kiedy jest z nami - zaśmiała się mama, ale tak jakby przez łzy.
- Z tego co wiem, to nie tylko Tomek odzwyczaił się sypiać sam - odparłam żartobliwie, chcąc odgonić od mamy smętny nastrój.
- No właśnie, ale przecież nie wypada prowokować chłopaka, kiedy do głosu dochodzi natura czy fizjologia - odpowiedziała mama już w mniej smętnym nastroju.  
- A ty też pamiętaj Martuś, że w twojej cipce jest bariera, o której stanie nic nie wiesz, więc też go nie prowokuj, abyś nie przeżyła tego, co bliźniaczki - kontynuowała mama.
- Wiem mamo, ale nie przejmuj się mną. Bliźniaczkami zresztą też - powiedziałam prawie wesoło.
- A kiedy skończy ci się okres, to cię tak popieszczę, że posikasz się ze szczęścia - obiecałam mamie, na co wybuchła spazmatycznym śmiechem.
- Wiem, że cię na to stać, więc trzymam cię za słowo - odpowiedziała pogodnie i o to mi chodziło. Smętny nastrój mamy uleciał w siną dal.  
- A z Tomkiem rób co chcesz, byłeś nie zaszła w ciążę, a także żeby Tomek od czasu do czasu dotrzymał mi towarzystwa, w łóżku też - zastrzegła mi żartobliwie, odzywając się słowami, którymi posługują się czy używają pomiędzy sobą przyjaciółki, a nie jak matka do córki. Trudno dziwić się więc, że wszystkie cztery widziałyśmy w naszej mamie faktycznie bardziej przyjaciółkę niż typową rodzicielkę z określonymi regułami czy zasadami oraz ustami pełnymi frazesów w odniesieniu do córek.  
- A ty mamo mówiłaś Tomkowi, że dopadła cię ta przypadłość, jak ty to nazywasz? - zapytałam wesoło mamy na wszelki wypadek.
- No właśnie, że nie! Dlatego wyjaśnij mu proszę, dlaczego dziś nie proponuję mu wspólnego spania - odburknęła mama, usprawiedliwiając się niejako przede mną.  
- No właśnie! To jesteś cała ty mamo! Bzykać się z Tomkiem, nie stanowi dla ciebie problemu, ale powiedzieć mu, że masz okres, to już przekracza twoje możliwości - roześmiałam się w głos, wywołując również uśmiech u mamy.
- Też miałabym czym chwalić się! - odpowiedziała wesoło.
- Przecież Tomek uczył się biologii i wie pewnie o naszej fizjologii niewiele mniej od nas, więc w czym problem? - zadałam mamie retoryczne pytanie.
- Idź już mądralinko ode mnie, zajmij się Tomkiem, niech zwolni łazienkę, bo teraz ja jej potrzebuję - odezwała się mama. Mucknęłam ją więc w buzię i udałam się do łazienki. Zapukałam i drzwi otworzyły się. Tomek w samych spodenkach i w t-shircie miał zamiar wychodzić, kiedy zapukałam.  
- Idź do mojego pokoju, ja zaraz przyjdę! - szepnęłam Tomkowi, a sama podeszłam do mamy.
- Mamo, masz wolną łazienkę! - powiedziałam i poszłam do pokoiku, do Tomka. Siedział na rozłożonej już wersalce i podniósł się, kiedy weszłam.
- Śpisz dzisiaj ze mną, tutaj, ale to za chwilę, bo na razie idziemy do pokoju Halinki - powiedziałam cicho do niego.  
- Mama dostała okres i nie chce cię prowokować, dlatego prosiła mnie, abym zajęła się tobą - powiedziałam neutralnym tonem.
- A do Halinki idziemy w jakim celu? - zapytał zdawkowo, zaskoczony moja propozycją.
- Bo dzisiaj spróbujesz mnie pozbawić cnoty i nie chciałabym obudzić kamienicy, jeżeli będę się darła z bólu - oświadczyłam Tomkowi tonem, jakbym mówiła mu o przyniesieniu ziemniaków z piwnicy. Z wrażenia Tomkowi opadła szczęka i usiadł na wersalce.
- Martuś, ty wiesz, co mówisz? - zapytał, przejęty nie na żarty tym, co usłyszał.
- Oczywiście! A ty chyba nie wystraszyłeś się? - zapytałam ze śmiechem, widząc, że jest blady i chyba spocony z wrażenia.
- Przecież powiedziałam ci, że to ty będziesz moim pierwszym chłopakiem - kontynuowałam.
- Mówiłaś, ale sądziłem, że to żart! - odparł nienaturalnym tonem.
- Tomuś, nie przejmuj się tak! Jestem twardą dziewczyną i zapewniam cię, że nie usłyszysz słowa skargi ode mnie, nawet gdyby poszło coś nie tak - próbowałam go uspokoić, aby nie zachowywał się jak skazaniec, bo takie sprawiał wrażenie.
- Dobra! Idziemy do Halinki i zachowuj się jak mężczyzna, a nie jak facet, któremu ucięto jego klejnoty - chyba go ruszyło, bo roześmiał się. Podeszłam do niego i przylgnęłam wargami do jego ust, jednocześnie dotykając przez spodenki jego kutasa wraz z klejnotami.
- Tomuś, będzie dobrze, zobaczysz! Do tego będziesz miał do czynienia z dwoma fajnymi laskami - uspokajałam i pocieszałam go, jakbym to ja była starsza od niego. Usłyszałam jak odetchnął z ulgą. Jednak miałam już jakiś wpływ na jego odczucia czy zachowania. Odwzajemnił pocałunek i również dotknął mnie przez majtki. Czułam, że sama nakręciłam się nieźle i miałam już mokre krocze. Jego kutas zaczął rosnąć w mojej ręce, czyli 'zabawę' czas zacząć i niech dzieje się co chce - pomyślałam.
- Idziemy więc i nie dzieje się co chce! - powiedział Tomek, powtarzając na głos to, o czym ja pomyślałam. Objęci oboje, ruszyliśmy w stronę pokoju Halinki. …cdn…

franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5862 słów i 31685 znaków. Tagi: #erotyka #pieszczoty #wizyta #Tomka #rozmowa

4 komentarze

 
  • POKUSER

    Świetne :)

  • Robert72

    Genialnie !!!!!!! :yahoo:

  • Pysiorka96

    Cudowne 😘już nie mogę się doczekać kolejnej części, w której nastąpi spotkanie trójki 😃dziękuję Ci za wątek,który tak bardzo pobudza moje fantazje . Te kilka kropelek dla mnie było morzem przyjemności . Czekam na ciąg dalszy i więcej takich wątków . Pisz i pobudzaj moje zmysły ,niech kropelki budzą moje fantazje i powodują rzekę doznań. Rzekę w przenośni alei dosłowną . Ach te kropelki, niech się w Stróżki zamieniają . Dziękuję :* czekam z niecierpliwością hihi ❤

  • franco

    @Pysiorka96 Witam. Dajesz czadu Pysioreczko, jak powiedziałaby moja bohaterka. Ale fajnie, że jesteś, bo mobilizujesz mnie strasznie. Miło mi, że masz trochę przyjemności, dziękuję za post i pozdrawiam

  • emeryt

    @franek42, wiosna, wiosna, niech trwa, a Ty masz jeszcze czas na jej podziwianie? Bo u nas poszukiwanie nowych tras weekendowych {oczywiście że przez małżonkę}. Dlatego trudniej jest mi dostać się  w kolejce do laptopa.  Ale twoich nowych odcinków nie mogę przegapić. Dlatego dziękuję  Tobie za kolejny i niech choć trchę przyczynię się do zwiększenia ilości czytających.  A na razie jadę na basen i do sauny. Jeszcze raz pozdrawiam - emeryt.

  • franek42

    @emeryt Witam. Jak zwykle jesteś niezawodny. Pewnie, że tak, tylko bardzo wcześnie. Poranny spacerek od jednej do dwóch godzin. Pobudka ok. 4.00 - 4.30, lekkie śniadanko i około 5.30 jestem już w terenie. Potem 8 -13 tys. kroków czyli 6,6 - 10 km. Wracam do domku, duża kawa i siadam do laptopa. A potem różnie, zależnie od nastroju, zabawa słowem, godzina strzelanki i ponownie grafomaństwo. I tak jakoś leci. Dziękuję za post i pozdrowienia dla Was obojga