STALKER • 37

Przeklęłam swoje życie, kiedy po otworzeniu oczu usłyszałam głośną rozmowę Jasona i Ethana tuż z salonu. Usiadłam powoli na łóżku i sprawdziłam godzinę na telefonie; było kilka minut po dziewiątej, dlatego się zdziwiłam, że Ethan już nie śpi. Poprawiłam skarpetki, a potem zarzuciłam koc na ramiona i otworzyłam drzwi.

– Do cholery – warknął Ethan. – Dobrze o tym wiedziałeś i tyle czasu to ukrywałeś – zmarszczyłam brwi i przymknęłam znów drzwi, aby podsłuchać ich rozmowę. Byłam pewna, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, a tymczasem okazuje się, że coś się dzieje, a ja nie mam pojęcia co.

– Pamiętam ostatni raz, kiedy go widziałem – powiedział Jason. Mówili dość cicho, jakby bali się, że mogą mnie obudzić. – Ale to niemożliwe, aby dokonał tego w tak krótkim czasie.

– A jednak – odpowiedział Ethan. – Legendy nigdy nie umierają.

Jason prychnął na jego słowa, a potem usłyszałam dziwny szelest.

– On nie jest legendą. Jest kimś kto... cóż, wie co robić w tym świecie.

– Nie, Jason. Mylisz się – rzekł poważnym tonem Ethan. – Wszystko od początku do końca było zaplanowe, nawet kupno domu w Brazylii było ukartowane, więc o czym my mówimy?

– Dość – uniósł się Jason, a ja zmarszczyłam brwi. – Nie chcę o tym słuchać. Nie pamiętasz co mówiłem kilka lat temu?

– Niektóre obietnice czasami tracą znaczenie. Tamta już nie istnieje – po tych słowach rozmowa została zakończona, a ja oparłam się o ścianę.

Co do cholery? O czym oni rozmawiali i o kim oni mówili? Wzdychając opuściłam sypialnię i usiadłam obok Ethana, który oglądał poranne wiadomości. Widząc, że wchodzę do salonu szybko zmienił kanał na sport. Jak gdyby nigdy nic usiadłam obok niego i skrzyżowałam nogi.

– Nie śpisz już? – spojrzałam na Jasona, który postawił przede mną kubek z herbatą. Zaprzeczyłam, a potem posłałam mu uśmiech.

– Muszę znaleźć jakieś ogłoszenia w sprawie pracy – odpowiedziałam.

– A właśnie. Muszę ci coś powiedzieć – Jason spojrzał znacząco na Ethana.

– Co? – zapytał chłopak.

– Dobrze wiesz – mruknął Jason, a Ethan wywrócił oczami i zdjął nogi ze stolika.

– Wracając – spojrzał na mnie, a ja uniosłam brwi.

– Wstrzymaj się z tą pracą.

– Co? Niby dlaczego?

– Ponieważ on tak powiedział – wtrącił się Ethan.

– Ty się nie odzywaj – upomniałam go, a on uniósł dłonie w obronnym geście.

– Czemu mam tego nie robić? Nie będę siedziała cały czas i nic nie robiła – oburzyłam się.

– Kiedyś miałaś inne zdanie na ten temat – mruknął Ethan pod nosem i niesamowicie mnie zdenerwował.

– Ethan, do kurwy nędzy – warknął Jason. – Zamknij na chwilę ten pysk.

– Próbuję ci pomóc.

– Czemu mam nie szukać pracy? – westchnęłam i zdjęłam z siebie koc. Stanęłam przed Jasonem z bojową postawą i nie zamierzałam zgodzić się na jego propozycję.

– To za wcześnie.

– Kiedyś mówiłeś coś innego – powtórzyłam niemal te same słowa Ethana, a Jason westchnął. Czy to ma coś wspólnego z ich rozmową, którą podsłuchałam?

– Arabella, po prostu tego na razie nie rób – złapał mnie za ramiona, ale odsunęłam się.

– Dajcie mi święty spokój – powiedziałam głośno i weszłam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i podeszłam do szafy, aby wybrać ubrania na dzisiejszy dzień. Nie mam zamiaru siedzieć w tym domu, zwłaszcza z tą dwójką, która coś przede mną ukrywa i widocznie nie śpieszy im się, aby mi o tym powiedzieć. Założyłam czarne jeansy i obcisłą bluzkę w paski, a na to skórzaną kurtkę. Dzisiejsza pogoda nie była zbyt zadowalająca, więc wolałam ubrać się cieplej. Upewniłam się, że mam w torebce wszystko to, co ważne, a potem ogarnęłam swoje włosy i schowałam do kieszeni telefon.

– Dokąd idziesz? – zapytał Jason, kiedy byłam w trakcie ubierania butów.

– Wychodzę – odpowiedziałam, patrząc w lustro, kiedy wyjęłam włosy zza kołnierza.

– Nawet nie znasz tego miasta – powiedział oburzony, a ja wywróciłam oczami. Założyłam moją stałą czapkę i odwróciłam się w jego stronę.

– Zadzwoń do mnie jak się ogarniesz i przestaniesz mi rządzić moim życiem.

– Wcale nie rządzę. Powiedziałem ci tylko, abyś na razie nie szukała pracy.

– Nie powiedziałeś mi konkretnie dlaczego mam tego nie robić – sztucznie się uśmiechnęłam, a on nie wiedział co powiedzieć. – No właśnie – pokręciłam głową z dezaprobatą i wyszłam z mieszkania.

Udałam się w stronę Starbucksa, ponieważ nawet nie wiedziałam dokąd iść. Chciałam zwiedzić dzisiaj wszystko to, co nie udało mi się do tej pory. Zależało mi na zobaczeniu Statuty Wolności.

– Bella? – odwróciłam się w stronę stolika, aby zobaczyć Mandy jak uśmiechała się w moją stronę. Kamień spadł mi z serca, bo nie spędzę tego dnia aż tak samotnie.

– Hej – usiadłam naprzeciwko niej, kiedy kiwnęła głową, abym zajęła miejsce. – Co u ciebie?

Niezbyt zadowolona kiwnęła głową na laptopa.

– Szukam pracy – westchnęła. – Nie mogę być wiecznie bezrobotna, bo rachunki same się nie opłacą.

– Rozumiem – przytaknęłam. – Będziesz tu jeszcze siedzieć? Poszłabym zamówić sobie coś do jedzenia.

– Tak, pewnie! – odpowiedziała i odgarnęła włosy z twarzy. – Nigdzie mi się nie śpieszy.

Uniosłam dwa kciuki ku górze, a potem ustawiłam się w niezbyt dużej kolejce. Dziesięć minut później usiadłam z moim śniadaniem przed dziewczyną, która kończyła pić kawę.

– Jakie masz plany na dzisiaj? – zagadnęła i zamknęła laptopa, aby potem schować go do pokrowca.

– Szczerze to nie mam – przyznałam. – Chciałam przejść się po mieście.

– Mogę ci potowarzyszyć, bo i tak nie mam nic ciekawszego.

– Okej, pewnie – odpowiedziałam z uśmiechem, a Mandy życzyła mi dobrego śniadania i wyjęła telefon, aby napisać do swojej mamy.

Pół godziny później ludzi zaczęło przybywać, dlatego wyszłyśmy w stronę mieszkania Mandy, aby mogła odnieść laptopa do mieszkania. Zaczekałam na nią tuż przed wieżowcem i czytałam nagłówki gazet, które były na wystawie w kiosku tuż obok mnie.

– Polecam tę – usłyszałam męski głos obok siebie i wzdrygnęłam się. Spojrzałam na mężczyznę, który zabrał wspomnianą gazetę. Zdjął okulary i wyjął dolara z kieszeni, aby zapłacić kobiecie w kiosku. Miał na sobie garnitur, a jego czarne włosy miał zaczesane do tyłu. Kiedy zapłacił uśmiechnął się i podszedł w moją stronę.

O cholera.

– Chyba, że wolisz plotki z show – biznesu to rozumiem – musiałam chwilę na niego patrzeć, aby zrozumieć co mnie do powiedział, ale w porę się otrząsnęłam i spojrzałam w stronę gazet. I tak nie wiedziałam, o której mówił, bo było ich za dużo.

– Nie mam czasu, wolę poszukać w internecie – odpowiedziałam, a on kiwnął głową i zwinął gazetę.

– No nic, miłego dnia – rzucił mi uśmiech, a potem mijając mnie odbiegł, aby złapać taksówkę. Sama się odwróciłam, aby przez jeszcze jedną chwilę móc na niego patrzeć.

– O cholera, Bella – obok mnie pojawiła się Mandy. – Czy ty właśnie rozmawiałaś  towarem numer jeden w tej dzielnicy?

Zaczęliśmy iść, a ja posłałam jej pytające spojrzenie. Amanda się roześmiała i założyła torebkę na ramię.

– To Quentin Barnes. Pracuje jako detektyw – wyjaśniła, a ja kiwnęłam głową. – Podobno wcześniej służył gdzieś na wojnie, ale wrócił, bo dostał kontuzji.

– Skąd ty to wiesz?

– Błagam cię – prychnęła, kiedy zatrzymaliśmy się na przejściu dla pieszych. – Codziennie kupuje tę samą gazetę, tę samą kawę i zawsze biegnie na taksówkę. A wiem to, ponieważ z mojego mieszkania mam idealny widok na ulicę i nie trudno go zobaczyć.

Parsknęłam śmiechem, a potem z tłumem przeszliśmy na drugą stronę.

– Raz miałam tę przyjemność, aby z nim porozmawiać, ale nic z tego.

– Zagadał do mnie o jakiejś gazecie – odpowiedziałam. – Pewnie o tej jego ulubionej.

– Nie przedstawił ci się? – pokręciłam głową. – Pewnie liczy, że jeszcze cię tu spotka, zaprosi na kawę i wtedy to zrobi.

– Wątpię. Nie kręcą mnie detektywi.

– Och, złe wspomnienia?

Powiedziałabym, że zła przeszłość, ale kogo to obchodzi?

– Można tak powiedzieć – uśmiechnęłam się blado i poprawiłam czapkę.

– Pojedziemy autobusem? Za chwilę będzie przystanek, a chciałam cię zabrać na Times Square.

– Okej – nawet nie pokazałam jak byłam podekscytowana.

*
Było po trzeciej po południu, kiedy powoli zmierzałam z Amandą w stronę jej mieszkania. Cały dzień spędziłyśmy na mieście; pokazała mi jej ulubione miejsca, miejską bibliotekę i lumpeksy, które odwiedza co tydzień. Znalazła kilka ofert pracy i obiecała mi, że na pewno tam zadzwoni. Oprócz tego dowiedziałam się trochę o jej przeszłości – pół roku temu zostawił ją chłopak i wyjechał do Kanady, przeprowadziła się do Nowego Jorku z Seattle.

– Przysięgam, że jeśli nikt nie oddzwoni to się poddam – jęknęła.

– Bez przesady – spojrzałam na nią znacząco. – Trzymam kciuki. Napisz do mnie, kiedy zadzwonisz do każdego miejsca.

– Dobra – zatrzymaliśmy się pod jej drzwiami. – Do zobaczenia jutro, wpadnij o dziesiątej – pocałowała mnie w policzek, a ja krzyknęłam pożegnanie i udałam się w swoją stronę.

Nie miałam ochoty wracać, bo wiedziałam, że będą pytać, gdzie do cholery tyle czasu byłam, a na dodatek, aby całkiem od nich odpocząć nie odbierałam telefonu. Wciąż byłam zła. Na Jasona, za to co mi powiedział, a na Ethana, bo to po prostu Ethan i na niego jestem zła nawet bez powodu. W windzie patrzyłam cały czas w lusterko, na moją zmęczoną tym wszystkim twarz. W kącie windy leżała samotnie biała róża, która być może wyleciała z bukietu. W mieszkaniu było cicho, kiedy odłożyłam klucze, które rzuciłam do koszyka, a potem zdjęłam buty i wzięłam reklamówkę z zakupami. Byłam w sklepie i kupiłam wszystko to, co nie kupiłam Ethanowi.

– Wróciłaś? – usłyszałam głos Jasona z salonu i trochę się zdziwiłam, ponieważ nie krzyczał, nie rzucał talerzami ani nie biegał jak opętany.

– Tak – odpowiedziałam, rzucając czapkę na wysepkę, aby przygotować sobie coś do jedzenia. Otworzyłam lodówkę i zobaczyłam pudełko pizzy. – Kogo ta pizza? – zawołałam, bo nie chciałam jeść czegoś, co było Ethana.

– Twoja – odpowiedział mi nie kto inny niż Ethan, który wszedł do kuchni i spojrzał na szarą torbę. Zajrzał do niej, kiedy ja przygrzałam sobie kolację. – Kogo to jest?

– A kto w tym domu pije Sprite'a? – odpowiedziałam i usiadłam naprzeciwko niego.

– Dzięki – mruknął, a ja wzruszyłam ramionami. Oparłam policzek na dłoni i przyglądałam się jak nalewał sobie soku do szklanki. – Gdzie byłaś?

– Czemu to cię obchodzi?

– Nie obchodzi. Jestem ciekawy.

– Myślałam, że o to nie spytasz, bo już zdążyłeś mnie namierzyć – posłałam mu wymuszony uśmiech, a on wywrócił oczami i wyszedł, zostawiając mnie samą.

Pamiętam jak w Brazylii pierwszego tygodnia naszego pobytu w tym miejscu przesiedziałam cały dzień na plaży, w oddaleniu o dwa kilometry od domu i nie powiedziałam żadnemu z nich dokąd idę, dlatego po powrocie Ethan mi powiedział, że namierzył mnie i nie muszę się martwić o bezpieczeństwo, ponieważ zawsze wiedzą, gdzie jestem.

Z pizzą i sokiem pod ramieniem usiadłam obok Jasona na kanapie, który oglądał jakiś serial. Usiadłam wygodnie i zaczęłam jeść.

Czekałam, kiedy się odezwie, bo ja ponownie tego nie zrobię.

Ale nic nie powiedział.

Pół godziny później Jason gdzieś wyszedł i zostałam sama, bo Ethan był u siebie. Pusty talerzyk odłożyłam na stolik i złapałam pilota, aby zmienić na coś ciekawego.  

– Ciało mężczyzny znaleziono dzisiejszej nocy. Jak podają policjanci wezwani na miejsce zdarzenia chłopak nie miał przy sobie żadnych dokumentów, ale ustalenie jego tożsamości nie było trudne, gdyż był wcześniej karany. Rany zadane mu nożem były precyzyjne. – pokazano wywiad z policjantem, który był na miejscu, a ja po obrazie w tle starałam się rozpoznać miejsce, ale niestety nie udało mi się, więc pewnie to było gdzieś daleko od miejsca, w którym mieszkamy. Nie chciałam nawet wiedzieć ile podobnych zbrodni miało tu miejsce. – To kolejne takie zdarzenie w ostatnim miesiącu. Giną osoby, które były wcześniej karane oraz które miały wcześniej coś wspólnego z...

– Jak zwykle o tym samym – Ethan opadł obok mnie, a przez niego nie usłyszałam końcówki wiadomości. Wyrwał mi pilot z kieszeni i szybko zmienił kanał.

– Oglądała, gdybyś nie zauważył – odpowiedziałam, ale nawet to nie zrobiło to na nim wrażenia. Włączył jakieś talk – show, a ja wstałam i wzięłam naczynia. Nie będę z nim siedziała, bo to jest zbyt niebezpieczne. W sypialnii wyłączyłam laptopa i zaczęłam szukać ofert pracy, bo nie chciałam dostosować się do tego, co mówił Jason.

Było ciemno, kiedy otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że znów zasnęłam. Sprawdziłam godzinę na telefonie i dostrzegłam, że było kilka minut po ósmej. Lampka nocna była zaświecona, a nawet byłam okryta kocem i laptop leżał obok mnie na podłodze. Pewnie któryś z nich przyszedł i to zrobił. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na to samo ubranie, które miałam na sobie cały dzień i wzdychając wstałam, a potem podeszłam do szafy. Chciałam tylko wziąć prysznic, przygotować sobie coś do jedzenia, a potem wznowić poszukiwania. Kilka ofert mnie zainteresowało, ale liczyłam, że znajdę coś lepszego.

– Jak dużo widziała? – usłyszałam Jasona i powoli mnie irytowało, że czasami podsłuchuję ich rozmowy, o których nie powinnam mieć pojęcia.

Ale jeśli chodziło o coś, co jest związane ze mną to myślę, że to nie moja wina, iż podsłuchuję. To oni rozmawiają za głośno.

– Niewiele – odpowiedział Ethan. – Powiedziałem ci przecież. Nie patrz tak na mnie – burknął. – Widziała tylko początek i okoliczności. Nic więcej.

– Mam nadzieję – dodał ciszej. – Bella śpi?

– Nie wiem – odpowiedział. – Zobacz.

Rzuciłam ciuchy na podłogę i czym prędzej wbiegłam znów do łóżka. Położyłam się na boku i okryłam kocem, aby nie pokazać w ogóle, że się przebudziłam. Zamknęłam oczy i starałam się miarowo oddychać, kiedy drzwi się uchyliły, a ja czułam jego obecność. Miałam wrażenie, że stał chwilę i czekał, aż mnie zdemaskuje. Ale tak się nie stało.

– Śpi – usłyszałam szept Ethana.

– Wychodzimy – zarządził Jason. – Powinna spać jeszcze jakiś czas.

Drzwi zostały zamknięte, a ja odrzuciłam koc na bok i wzięłam telefon, który wsadziłam do kieszeni. Światło w salonie zgasło, a telewizor został wyłączony. Uchyliłam drzwi, uprzednio gasząc lampkę, i wyjrzałam na pustą przestrzeń. Ta cisza mnie przerażała; czasami była gorsza niż jakichkolwiek wrzask. Ubrałam buty i chwyciłam w dłoń klucze, a potem zgarnęłam czapkę i kurtkę. Zgasiłam światło i zamknęłam za sobą drzwi. Pobiegłam schodami, bo nie chciałam znaleźć się na dole wtedy, kiedy oni.

Do cholery, co ja wyprawiam? Czy ja mam zamiar ich śledzić? Zanim mogłam w ogóle zastanowić się nad tym co robię zaczekałam na nich na klatce schodowej, aby mnie nie zobaczyli, a kiedy wyszli z windy oraz dostali się na zewnątrz pokonałam tę odległość i po wyjściu rozejrzałam się, aby ich znaleźć. Szli w prawą stronę, dlatego w bezpiecznej odległości podążyłam za nimi. Nie miałam pojęcia czy to zwykłe wyjście do klubu, czy spacer, ale jeśli robili coś razem, a ja nie miałam pojęcia to naprawdę wolałam wiedzieć nawet jeśli niewiedza byłaby wskazana w tej sytuacji. Schowałam dłonie w kieszenie i poprawiłam czapkę, a potem przeszłam na drugą stronę, bo Jason i Ethan także to zrobili. Co jakiś czas odwracałam się, aby mieć pewność, że akurat nikt za mną nie idzie, a na dodatek miałam serce w gardle, bo bałam się, iż mogą mnie zauważyć. Budynki zaczęły zniknąć, okolica była coraz mniej zamieszkała, a ja rozpoznałam drogę, bo jechałam tu z Ethanem, aby zdobyć broń z terenu, na którym była kasacja pojazdów.

Tylko dlaczego oni tam idą? Zatrzymałam się, kiedy Jason także wykonał tę czynność i czym prędzej schowałam się za zakrętem.

– Co robisz? – usłyszałam Ethana i przymknęłam oczy i marzyłam, aby całkiem wchłonąć w tę ścianę.

– Miałem wrażenie, że ktoś za nami idzie – usłyszałam jego głos, a potem cichy śmiech Ethana.

– Poważnie? – zapytał rozbawiony. – Kto by mógł iść? Ogarnij się.

Wychyliłam się, aby zobaczyć jak przechodzą na drugą stronę i wychodzą z dzielnicy. Zagryzłam usta i przyśpieszyłam kroku. Wzdrygnęłam się, kiedy telefon Ethana zaczął dzwonić.

– Ty kretynie – warknął Jason. – Miałeś wyłączyć dźwięk.

Chłopak mu nie odpowiedział tylko odebrał.

– Co chcesz tym razem? – zapytał niemiło, w sumie tak jak zawsze mówi do mnie. – Powiedziałem ci, że nie ma szans, więc się pierdol. Nie dostaniesz jej.

– Kto dzwoni? – spytał Jason.

– A kto mógłby dzwonić o tak chorej porze? – prychnął. – Posłuchaj mnie ty dupku. Justin siedzi w pace, więc odpierdol się ode mnie i od Jasona, bo nic ci, do kurwy nędzy, nie zrobiliśmy. To koniec tej rozmowy. Do usłyszenia nigdy.

– Co chciał? – ponownie pytanie wydostało się z ust Jasona.

– A co mógł chcieć ten gnój? Chciał rozmawiać z Justinem.

– Czy on myśli, że Justin to zrobił?

Zmarszczyłam brwi, kiedy nie rozumiałam o czym mówią. Miałam wrażenie, że mówią w innym języku, ale przecież tak nie było. Nie mówili w prost o co chodzi, a to było jeszcze bardziej dezorientujące niż zazwyczaj. Wychodzi na to, że nie tylko ja z Ethanem mamy tajemnice, ale Jason z nim także. Co ma z tym wspólnego Justin, skoro siedzi w więzieniu?

– Myślisz, że się domyślił?

– A jak myślisz? – prychnął Ethan, kiedy znów zaczęli iść. – Być może dowiedział się od kretów z więzienia, co się tam odjebało.

– Gdyby nie wiedział nie dzwoniłby do ciebie.

– Gdyby nie wiedział miałby pieprzonego pojęcia,że wróciliśmy do Stanów. Nie wiem jak zdobył nas adres w Brazylii, ale wkurwił mnie jeszcze bardziej, kiedy wpadł na mnie w normalny, pieprzony dzień – Ethan nie był zadowolony. Był wręcz wkurwiony, a cząstki jego złości wylatywały z jego ust z każdym wypowiedzianym słowem.

– Myśli, że wciąż jesteś tym złym – odpowiedział Jason. – I niech tak myśli. Wrogów trzyma się jeszcze bliżej.

O kim oni mówią?

– Myślisz, że Justin się wkurwi jak się dowie?

Chwilę szli w ciszy, aż wreszcie słowa Jasona zawisły nie tylko nad nimi, ale też nade mną.

– Justin nie musi się dowiadywać. On już wie.

livney

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3443 słów i 19386 znaków.

1 komentarz

 
  • Mikki

    Kiedy nexxt ? 😘😘😘 Zapowiada się ciekawie 😍😍 uwielbiam to opowiadanie tajemnice dużo tajemnic ciekawe czy się wyda o cz dokładnie gadają Ethan i Jason