STALKER • 19

Zsunęłam się z Justina, czując jak krew odpływa mi z twarzy, a nawet czułam jak robi mi się słabo. To znaczy, spodziewałam się czegoś podobnego, ale nie tego, że powie mi to tak po prostu. Wypuściłam powoli powietrze, a potem zagryzłam wargi. Chciałam wstać, wyjść stąd i nigdy więcej nie widzieć Justina, ale nie potrafiłam.

– Powiedz coś – jęknął. – Twoje milczenie jest jeszcze gorsze niż twoje wrzaski skierowane do mnie.

– Jestem... po prostu w szoku – przyznałam szczerze. – Nie spodziewałam się, że to będzie coś takiego.

– A co myślałaś? Myślałaś, że handluję ludźmi? – prychnął, a ja nic nie powiedziałam, ponieważ coś takiego mi kiedyś przyszło do głowy.

– Na czym to polega? – spojrzałam wreszcie na niego. – To znaczy...

– Chcesz wiedzieć jak wygląda moja praca?

– No wiesz, zgaduję, że nie zarabiasz mało – wywróciłam oczami i przykryłam się kołdrą. – Czy te wiadomości mają coś z tym wspólnego?

– Nie sądzę – podrapał się po szyi. – Wiedziałbym, gdyby ktoś z moich ludzi albo klientów chciał mi jakoś zaszkodzić. To nie byłoby do nich podobne.

Skinęłam potakująco, a potem nie wiedziałam o co jeszcze mogłabym zapytać, bo nagle wszystkie pytania wyleciały mi z głowy. Szok w pewien sposób już minął, ale cholera, Justin był przestępcą.

– Jak to możliwe, że policja cię nie wsadziła za kratki?

– Dostarczam im broń, a nawet jestem informatorem. Gdybym chciał jedno moje słowo, a policja w Coldwater jest skończona.

– Czy ktoś oprócz mnie, Jasona i policji jeszcze wie, czym się zajmujesz?

– Nie.

– A Rosie?

– Przez jej pojebanego ojca, który jest szeryfem musiałem się jej oświadczyć – westchnął i wywrócił oczami. – Kiedyś była dla mnie ważna i nie chciałem aby moja praca się jakoś na niej odbiła, wiesz, żeby nie była w niebezpieczeństwie, a teraz, kiedy jestem z niby z nią jej ojciec i Rosie mają spokój.

– Hmm – przytaknęłam i przykryłam się kołdrą, ponieważ chciałam iść spać. Już nie chciałam aby Justin mówił mi cokolwiek, bo to na jeden dzień za dużo.

– Nie chcesz wiedzieć nic więcej? – był wyraźnie zdziwiony.

– Nie – odpowiedziałam niemal od razu, co musiało go zdziwić.
A wtedy, zarówno mój telefon jak i Justina zaczął wibrować. Jęknęłam, mając nadzieję, że chociaż dzisiaj sobie odpuści, ale najwyraźniej spokój był za długo. Wzięłam swój telefon i odczytałam smsa.

NIEZNANY | Trochę za wesoło macie, hmm?;)

Już byłam gotowa, aby odpisać, ale Justin zdążył złapać mnie za rękę.

– Stój – powiedział, a ja spojrzałam na niego.

– Czemu?

– Nie odpisuj mu, bo jestem pewien, że nas namierzy – odpowiedział i odłożył telefon.

– Przynajmniej zaczyna zdania od wielkiej litery – prychnęłam i tak samo zablokowałam telefon i odłożyłam go na stolik. Przykryłam się kołdrą aż po samą szyję i zamknęłam oczy. – Kto to może być?

– Nie wiem – odpowiedział.

– Dobra, dobranoc – odwróciłam się plecami do niego.

– Idziesz spać?

– To coś dziwnego? Jestem zmęczona.

Justin westchnął, a potem wyłączył telewizor.

– Dobranoc – powiedział cicho, a potem zapanowała cisza. I chyba nigdy nie byłam tak bardzo samotna jak wtedy.

〰〰

Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co zobaczyłam to puste miejsce, gdzie powinien spać Justin. Wystraszyłam się, a potem szybko usiadłam prosto przez co rozbolała mnie głowa. Zwróciłam uwagę na włączony telewizor, a potem dostrzegłam jak wychodzi z łazienki, więc odetchnęłam z ulgą.

– Cześć – uśmiechnął się szeroko. – Wyspałaś się?

– Nie – mruknęłam niezadowolona. Prawda była taka, że się bardzo wyspałam, ale Justin nie musi o tym wiedzieć.

– Tak czy inaczej wstałem wcześniej i poszedłem po śniadanie – ręką wskazał na wózek z dużą ilością jedzenia. Zmarszczyłam brwi, patrząc z powrotem na niego. – Dostałem rabat, kiedy powiedziałem pani w barze, że jestem dwa dni po ślubie, a ona była taka szczęśliwa, że dała nam wszystko z menu za połowę ceny – opowiedział szczęśliwy jak małe dziecko, które dostało ulubioną grę, a ja nie mogłam uwierzyć, że tak oszukał starszą panią.

– Nie zrobiłeś tego – miałam nadzieję, że zaprzeczy, ale kiedy zobaczyłam jego podły uśmiech wiedziałam, że jednak nie kłamał.

– Daj spokój – wywrócił oczami. – Pewnie nikt tu nie przyjeżdża i na pewno się cieszyła, że mogła coś wreszcie ugotować – powiedział. – Dla nowożeńców – dodał i poruszył zabawnie brwiami.

– Och, jesteś wredny – wzięłam do ręki pilot, przy salwie śmiechu Justina i włączyłam telewizor. Leciało właśnie poranne wydanie wiadomości, a dzięki zegarze na ekranie mogłam dostrzec, że jest po ósmej.

– Zjedz coś, bo potem będziesz głodna – Justin podał mi talerz z goframi, które były z owocami.

– Są z ananasem, a ja ananasa nie chcę – skrzywiłam się.

– Masz problem – zaczął dzwonić jego telefon. Westchnął i położył talerz na pościel, a potem odebrał. Zaczęłam wybierać ananasy, a kiedy wszystkie zniknęły zaczęłam jeść. Patrzyłam jak Justin wstał i jak zaczął chodzić po pokoju.

– Nie podpiszę tego teraz, więc po prostu zawieź to Jasonowi... Nie ma mnie teraz w Coldwater czy to tak trudno zrozumieć?... Skoro to nasz stały klient to zrozumie tą jedną rzecz i przestań zatruwać mi dupę, kiedy mam wolne – szybko się rozłączył i schował telefon do tylnej kieszeni spodni. Usiadł przy stoliku, bokiem do niego.

– Z pracy?

– Tak – westchnął. – Nie ma mnie tylko jeden dzień, a ci kretyni już zjebali zamówienia.

– Co zrobili?

– Chcieli mi przywieść nowe zamówienie broni do domu – prychnął z niedowierzaniem. – Idioci, przysięgam. Mówiłem im tyle razy, że Coldwater mają zostawić w spokoju, bo policja za każdym razem nie będzie ich wolno puszczała, ale cóż, widocznie tego nie rozumieją – dodał, wzruszając ramionami, a ja tylko przytaknęłam, bo nie chciałam nic już słyszeć o jego pracy.

– Okej – odpowiedziałam. – Kiedy będziemy wracać do Coldwater?

– Jak zjemy. Czemu pytasz?

– Zapomniałeś, że dzisiaj idziemy do klubu Jasona? – Justin spojrzał na mnie, kiedy odłożył talerzyk i poruszył znacząco brwiami.

– To randka?

Wywróciłam oczami.

– Możesz sobie pomarzyć – prychnęłam i wstałam, a potem wzięłam moje ubrania, które leżały na komodzie.

Nie byłam jakoś bardzo głodna, bo nigdy nie przepadałam za jedzeniem śniadania. Wolałam wypić herbatę czy po prostu kawę. Wychodząc z łazienki zauważyłam, że Justin zdążył ogarnąć pokój, a on sam był gotowy do powrotu. Wzięłam naładowanego powerbanka i schowałam go do torebki, upewniając się, że mam także inne ważne rzeczy.

– Możemy jechać – powiedziałam wreszcie. Bieber skinął i minął mnie z torbą na ramieniu. Ostatni raz spojrzałam na pokój, a kiedy wszystko było zabrane wyszłam za Justinem.
W recepcji wymeldowaliśmy się, a kobieta siedząca za kontuarem dziwnie patrzyła na mnie i na Justina. Jakby chciała coś powiedzieć, ale szeroki uśmiech jej to uniemożliwiał; dlatego kiedy wyszliśmy odetchnęłam z ulgą i zaczęłam rozglądać się po parkingu, aby znaleźć samochód.

– Dlaczego go przeparkowałeś? – westchnęłam i z politowaniem spojrzałam na zdziwioną twarz Justina, który także się rozglądał.

– Nic nie robiłem – odpowiedział, a ja wstrzymałam oddech.

– Co? Chyba nie chcesz powiedzieć, że ktoś inny to zrobił.

Justin nic nie odpowiedział, ale spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby chciał to właśnie mi przekazać. Oblizałam wargi i ruszyłam przodem, poprawiając torebkę, która cały czas mi spadała. Jeśli to zrobił ten dupek od wiadomości to wie, gdzie właśnie jesteśmy, a nawet może nas obserwować. Boże.

– Znalazłem, chodź – złapał mnie szybko za dłoń i zaczął gdzieś prowadzić. Posłusznie poszłam za nim, bo zaczęłam obawiać się o swoje życie.

Jakbym wcześniej nie miała takiego problemu.

– Zaczekaj tutaj – poprosił i otworzył drzwi. Rozejrzał się w środku, a potem sprawdził pod samochodem czy tam nie ma nic podejrzanego, ale tak nie było. Kiedy zobaczyłam, że podnosi jakąś kartkę z siedzenia momentalnie moje nogi zrobiły się jak z waty, a potem podeszłam do niego.

To była koperta, a Justin zamiast zobaczyć co jest w środku patrzył na nią. Westchnęłam i sama ją wzięłam; rozerwałam ją, a wówczas moim oczom ukazały się zdjęcia.

Zdjęcia, które były prawdopodobnie z tego napadu na bank. Zmarszczyłam brwi i przyjrzałam się każdemu z nich. Z piętnaście zakładników siedziało w półkolu, a wokół nich byli przestępcy. Kto zrobił te zdjęcia?

– Na jednym z nich jestem ja – powiedział Justin, a ja spojrzałam na niego, widząc że czyta z jakieś czarnej kartki. – W dupie chyba, jebany skurwielu – syknął, gniotąc ją, a potem ją wyrzucił. Nie chciałam go denerwować, więc wsiadłam do samochodu.

Na jednym z tych zdjęć jest nasz stalker? Nie chciało mi się wierzyć; żadna osoba mi nie pasowała do niego, a tym bardziej żadnej z nich nie znałam. Co wspólnego z tym wszystkim ma ten napad na bank?

– Wszystko okej? – spytałam, chowając zdjęcia, bo Justin zapewne nie chciał ich oglądać. Prychnął i pokręcił głową z dezaprobatą.

– Oczywiście, że nie – uśmiechnął się sztucznie w moją stronę. – Jakiś psychol przestawił mi samochód, a nawet zostawił jebane zdjęcia.

– Widocznie zostawił je po coś – odpowiedziałam, a chwilę potem Justin mi je zabrał i rzucił na tylne siedzenie. Spojrzałam na niego z oburzeniem.

– Czemu to zrobiłeś?!

– Nie będziesz tego oglądała – warknął w moją stronę.

– Bo co? – prychnęłam. – Zobaczę cię na jednym z nich? – uniosłam wyzywająco brew i widziałam jak zaciska pięści na kierownicy. Nie odpowiedział. – Tym swoim milczeniem nie chcesz mi dać do zrozumienia, że brałeś udział w tym napadzie, tak? – zapytałam drżącym głosem. Oblizał usta i włączył radio, jakby chciał zakończyć ten temat. Wkurzona wyłączyłam je i czekałam na odpowiedź.

– Zamknij się.

– Odpowiesz mi?

– Na razie nie mówisz nic ciekawego.

– Twoje odpowiedzi też są nudne.

– Tak samo jak ty – wzruszył ramieniem.

– Moje życie jest jeszcze nudniejsze, więc to nie nowość.

– Musisz być taka wkurwiająca? Ja pierdole, nie mogę teraz z tobą wytrzymać.

– Cóż, gdybyś normalnie mi odpowiedział to byłoby okej.

– Nie widzę sensu w tej rozmowie.

– Nie widzę sensu w tym, co teraz mówisz – skrzyżowałam ramiona, niecierpliwiąc się. Miałam nadzieję, że mi odpowie, a ja z tym podejrzeniem będę się mylić. Wszystko sprowadza się do tego napadu, a gdyby Justin faktycznie brał w tym udział to musiał widzieć lub słyszeć coś, co nie spodobało się komuś i teraz ta osoba nas dręczy.

– Powiedz mi, Justin – jęknęłam. – Wiesz, że nie lubię, kiedy masz tajemnice przede mną, które dotyczą naszej dwójki.

– Tymi tajemnicami mogę cię tylko bronić.

– Tutaj nie chodzi tylko o to. Jak mogę czuć się przy tobie bezpieczna, kiedy ty mnie wciąż okłamujesz? Nie lubię czuć się obco przy tobie, a mimo to tak jest. Powiedziałeś mi czym się zajmujesz, więc czemu nie powiesz mi tego o co zapytałam?

Mogę się mylić, mogę nie mieć racji i mogę też się na niego wkurzać, ale tak długo jak jest ze mną szczery i tak długo jak znosimy swoje towarzystwo i nic mi nie jest – da się z nim wytrzymać.

Patrzyłam na jego boczny profil i nie mogłam się nadziwić jak ten człowiek ma pogmatwane życie. Prowadzi niebezpieczny biznes, jest w sumie przestępcą i musi się mierzyć z tym, że kiedyś może zostać złapany. Był tak bardzo przystojny; tego nie dało się ukryć, a jego głosu, tego jak po prostu mówi mogłabym słuchać cały czas.

Z drugiej strony ukrywał jeszcze wiele tajemnic, a ja chciałam je poznać nawet jeśli okażą się straszne. Byłam już z nim zbyt długo aby się teraz poddać i zostawić to wszystko.

Zapanowała cisza. Justin wciąż w skupieniu prowadził i nad czymś myślał, a ja wciąż na niego patrzyłam. Aż wreszcie spojrzał na mnie na moment tym swoim przeszywającym spojrzeniem i uśmiechnął się łobuzersko.

Myślałam, że serce mi zaraz stanie.

– Masz rację – wychrypiał. – Brałem udział w napadzie na bank, cztery miesiące temu. Nie jest mi z tego powodu przykro ani smutno, kiedy widziałem tych wszystkich przerażonych ludzi. Wziąłem moich zaufanych ludzi i sam wszystko zorganizowałem. A wiesz dlaczego to zrobiłem? Dla biznesu.

Justin jeszcze pokaże jaki z niego chujek, poczekajcie.
kurww jak długo nie było rozdziału, przepraszam Was za to, ale teraz mam taki zapierdziel w szkole, żeXDDD żyję też tylko koncertem Justina i ogólnie mam już przejebane w szkole, więc idę się uczyć, bo niemiecki to zło. nienawidzę tego przedmiotu z całego, kurwa, serca.
kiedy ogarnę to zamieszanie w szkole to postaram się dodawać rozdziały częściej, bo teraz to zjebałam nawet sprawę w szkoleXD

ktoś tu jeszcze jest? :(

livney

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2321 słów i 13456 znaków, zaktualizowała 16 lis 2016.

4 komentarze

 
  • Olifffka<3

    To prawda Niemiecki to zło, a kiedy uczy go jakaś wiedźma to już ZAJEBIŚCIE????

  • livney

    @Olifffka<3 u mnie jest tak samoXD na dodatek jestem nieklasyfikowana z tego przedmiotu jak na razie

  • Nataliiia

    Czekam na następną część  :rotfl:

  • Karolina12

    Cudne <3 czekam na kolejne  :yahoo: