STALKER • 07

Zdezorientowana patrzyłam przez chwilę na tę wiadomość, czując jak moje serce zaczyna szybciej bić. Natychmiast wstałam i spojrzałam na Justina, który także zdziwiony wpatrywał się w swój telefon.

– Muszę iść – powiedziałam szybko i chciałam go minąć, ale złapał mnie za ramię, więc wywróciłam oczami i spojrzałam z niechęcią na niego.

– Jakiego dostałaś smsa? – zapytał, a ja zacisnęłam usta.

Pewnie ktoś robił sobie żarty, tyle.

– Od Camerona – skłamałam, ponieważ nie widziałam sensu w tym, aby powiedzieć mu prawdę.

– Nie wierzę ci – zmrużył oczy.

– Nie musisz, nie prosiłam cię abyś w cokolwiek mi wierzył – warknęłam. – A teraz mnie puść, ponieważ chcę wrócić do domu.

Wówczas Justin jednym ruchem przycisnął mnie do ściany, a ja jęknęłam i wyciągnął z kieszeni mój telefon.

– Odblokuj go – zażądał, a ja wciąż z niedowierzaniem na niego patrzyłam.

– Nie.

– Masz to zrobić. Teraz.

– Jason! – zawołałam jego brata z nadzieją, że tu przyjdzie i przerwie to coś. Zaczęłam się szarpać, ale to nic nie dało, bo Jason nie przychodził.

– Nie wysilaj się, bo jego tu nie ma – powiedział, a ja krzyknęłam wewnętrznie. – Odblokuj telefon, albo zrobię to za ciebie.

– Nie wiesz jakie mam hasło.

– Myślisz, że jestem taki głupi? – zapytał z niedowierzaniem i parsknął.

– Bardziej niż powinieneś – posłałam mu sztuczny uśmiech, ale gdy widziałam jego wściekłą minę poddałam się i przejechałam palcem po ekranie, tworząc dobry znak, a potem weszłam w ikonkę smsów i włączyłam ten właściwy. Justin wciąż trzymał moje nadgarstki jedną ręką, a ja spojrzałam w bok, aby nie musieć patrzeć na niego.

– Ja pierdole – mruknął po chwili ciszy i puścił nareszcie moje ręce. – Jebany psychol – splunął, a ja spojrzałam na niego.

– Czemu się tym przejmujesz? To była wiadomość do mnie – powiedziałam cicho, a potem on natychmiast odwrócił się w moją stronę.

– Wcale nie – przerwał mi. – To...

Nie dokończył, ponieważ telefon znowu zawibrował, a ja spanikowana spojrzałam na urządzenie.

– Daj mi go – wyciągnęłam po niego rękę, ale Justin się cofnął.

– Nie – powiedział twardo, a ja rzuciłam mu spojrzenie.

– To mój telefon, więc chcę go z powrotem.

– To mój dom.

– Czy to robi jakąś różnicę? – parsknęłam, bo zachowywał się jak totalny dzieciak. Przed kilkoma minutami dostaliśmy dwie dziwne wiadomości i możliwe, że teraz coś także otrzymaliśmy, a on zaczyna pieprzyć o tym, że to jego dom.

Jakbym tego nigdy, cholera, nie zauważyła.

Justin westchnął i wyjął swój telefon, a mój mi podał, więc odczytałam go.

NIEZNANY : NIE PODOBA MI SIĘ TO CO ROBICIE :)

Zanim zdążyłam pomyśleć już wysłałam odpowiedź.

JA : PIERDOL SIĘ.

NIEZNANY : ZA TĘ TWOJĄ NIEWYPARZONĄ GĘBĘ MOGĘ COŚ CI ZROBIĆ.

JA : Masz rację :-) będę się bała kogoś, kto pisze caps lockiem.

Justin wyrwał mi telefon, a ja spojrzałam na niego, mrużąc oczy.

– Co ty robisz? – zapytał.

– Chyba co ty robisz – skrzyżowałam ramiona. – Zabrałeś mi telefon.

– Wow, nie da się nie zauważyć – wywrócił oczami, a ja dosłownie krzyczałam wewnętrznie, bo był tak denerwujący.

– A wiesz co? Też się pierdol jak ten typek – warknęłam i wzięłam od niego telefon. – Dobranoc, niech ci się przyśnią same koszmary – dodałam i wyszłam z jego domu, a on mnie nawet nie powstrzymywał ani nic nie powiedział. Szybko przebiegłam przez ulicę, bo miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwował i dopiero odetchnęłam z ulgą, gdy zamknęłam drzwi od domu. Oprałam się o nie plecami i przymknęłam powieki, szybko oddychając.

– Wszystko dobrze? – zapytał Cameron, a ja otworzyłam oczy i przytaknęłam. – I? Co powiedział?

– Nic konkretnego – skłamałam. Nie chciałam mu na razie tego mówić, bo to mogą być żarty, a Cameron by się niepotrzebnie tym gównem przejmował.
– Och, okej – uśmiechnął się. – Będę oglądał film, dołączysz się?

– Nie – pokręciłam przecząco głową i przetarłam zmęczone oczy. – Idę spać.

– Dobranoc – pocałował mnie w czoło, a ja posłałam mu lekki uśmiech i udałam się na górę.

Kiedy siedziałam już w piżamie na parapecie i obserwowałam okolicę mogłam zobaczyć, że Justin i Jason kłócili się w salonie, ponieważ nie zasłonili rolet. Justin żywo gestykulował, a potem skrzyżował ramiona i pokazał mu coś w swoim telefonie. Jason zamarł, spojrzał w okno, a potem gdy miałam wrażenie, że patrzy wprost na mnie, zasłonił rolety tak, że nic już nie widziałam. Westchnęłam i wróciłam do łóżka i zanim się położyłam wyłączyłam telefon. Przez lekko uchylone drzwi mogłam słyszeć głos dochodzący z telewizora, co oznacza, że Cameron jeszcze nie spał.

*

– Nie musiałeś tego oglądać – powiedziałam rozbawiona, patrząc na Camerona jak zasypiał na miejscu pasażera.

– Byłem zobaczyć czy śpisz, a potem zasnąłem na kanapie i nawet nie dokończyłem filmu.

– To mogłeś położyć się obok mnie – zasugerowałam. Kiedy mieszkaliśmy naprzeciwko siebie często u siebie nocowaliśmy, a co za tym idzie – spaliśmy w jednym łóżku. Nie widzieliśmy w tym nic dziwnego, a kiedy ludzie pytali czy jesteśmy razem w żartach odpowiadaliśmy, że tak.

– Nie pomyślałem – jęknął.

– Boże, z tobą gorzej niż gdybyś miał kaca.

– Poproszę Evana, żeby mnie zastąpił, a sam się chyba położę gdzieś w łazience czy coś.

– Och, nie martw się. Susanne na pewno coś ci znajdzie do spania, a może nawet przyniesie kocyk – zaśmiałam się, a chwilę usłyszałam jego prychnięcie.

– To nie było śmieszne.

– To miało być śmieszne – zerknęłam na niego.

– W takim razie ciekawe co powie Marcus, gdy...

– Ani mi się waż to kończyć – spojrzałam na niego, mrużąc oczy, a on się tylko roześmiał i rozłożył bezradnie ręce. Na szczęście chwilę potem zaparkowałam pod redakcją i biorąc swoją torebkę, wyszliśmy z samochodu.

– Czemu tak późno jesteście?! – od razu zaatakowała nas Rosie, która natychmiast do nas podbiegła, a ja zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Camerona.

– Jesteśmy punktualnie – rzekł, ale widząc jej zdezorientowaną i przerażoną minę postanowił jeszcze o coś zapytać. – Co się stało?

– Ktoś nam się włamał w nocy do redakcji – sapnęła, poprawiając włosy, a ja czułam jak moje serce przyśpiesza. – Nic nie zostało ukradzione, ani zdewastowane tylko zniknęły nagrania z kamer z tego dnia.

– To chyba dobrze, prawda? – spytałam głupio.

– Miał klucze, wiedział co gdzie się znajduje i nawet znał hasło do komputera, więc to musiał być ktoś stąd – dodała ciszej i zaczęła się rozglądać czy nikt nas nie podsłuchuje. Mogła powiedzieć nam to u siebie, a nie na korytarzu, gdzie każdy mógłby to usłyszeć.

– Ktoś jeszcze wie?

– Wy, Alissa, Rachel i Evan. Zadzwoniłam też do Justina.

– Do niego? Po co? – zmarszczyłam brwi. Jeśli on się tu pojawi i powie jej coś o tych wiadomościach to naprawdę będzie źle.

– Byłam wtedy z nim– oznajmiła.

Czyli jeśli to było w nocy to po tym jak wyszłam od Justina i po tym jak dostałam tego smsa.

– Lepiej nie mów tego większej grupie osób – oznajmił Cameron. – Postaramy się czegoś dowiedzieć i damy ci potem znać.

– Dziękuje – położyła dłonie na biodrach. – Dobrze, że miałam te zdjęcia z wczoraj przy sobie. Jesteście młodymi i sprytnymi dzieciakami i jeśli będziecie potrzebować pomocy wiecie gdzie mnie szukać – puściła nam oczko i minęła naszą dwójkę, a potem udała się do Marcusa i zaczęła na niego krzyczeć.

Wypuściłam oddech i zdjęłam z siebie kurtkę.

– Co o tym myślisz? – zapytał przyjaciel, gdy siedzieliśmy już przy swoich biurkach.

– Dziwna sprawa – mruknęłam. – Nie ma tu wielu ludzi, a jednak ktoś z nich się tutaj włamał.

– Znał hasło do komputera Rosie, a nikt oprócz niej go nie zna.

– Wiesz, jeśli dała ciąg sześciu cyfr to każdy by to odkrył – parsknęłam i włączyłam laptopa. – Nie chodziło o zdjęcia, które zrobiliśmy wczoraj, nic nie zniknęło, a jedyne czego brakowało ostatnio to listów sprzed tygodnia – powiedziałam powoli, a Cameron się zerwał tak, że prawie każdy na niego spojrzał i uśmiechnął się po chwili.

– Evan! Możesz tu przyjść? – zawołał chłopaka, a ten z niechęcią zatrzymał się przed stanowiskiem pracy Dallasa i zajął miejsce.

– Co znowu? – spytał gburowato.

– Na początek to sorry, że powiedziałem, że wziąłeś te listy.

– Taa, obejdzie się – mruknął. – Co chcecie?

– Mam pytanie – rzekł Cameron.

– Słucham – skrzyżował ramiona.

– Byłeś wczoraj tu do jedenastej, prawda?

– Tak, a co? – zmarszczył brwi.

– Nie widziałeś nic podejrzanego?

– Jakiś bachor musiał uruchomić mi alarm w samochodzie i wyszedłem na chwilę. Potem zobaczyłem, że drzwi od gabinetu Rosie były otwarte i komputer włączony.

– Nie widziałeś kto to był – stwierdziłam.

– Och, oczywiście, że nie – parsknął i z oburzeniem na mnie spojrzał. – Nie było mnie może dziesięć minut, a kiedy wróciłem zastałem tak to miejsce.

– Dzięki – mruknął Cameron, widząc jak Evan wstał.

– Czemu Evan był tu tak długo? – spojrzałam na przyjaciela, gdy Evan już odszedł.

– Wylał kawę na jakieś papiery i wkurwiony je przepisywał – zaśmiał się.

– Rosie nie mówiła nic, że nagrania z kamer na zewnątrz też zostały usunięte.

Cameron wstał i prawie przewrócił krzesełko.

– Chodź, idziemy do Rosie.

Kiedy także wstałam i wyszłam na korytarz prawie dostałam zawału, widząc Justina jak patrzył wprost na mnie. Zacisnęłam szczękę i wiedziałam, że to nie będzie nic dobrego.

– Musimy porozmawiać – oświadczy poważnym tonem.




a/n: rozdziałów nie będzie dużo, myślę, że coś około 30 albo nawet mniej. wgl to jestem ciekawa kim jest ta osoba, która do nich pisała hahaha.

livney

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1796 słów i 10283 znaków.

3 komentarze

 
  • Zaslodko

    Ja pisałam

  • livney

    @Zaslodko oo ciekawie haha

  • Oliwia

    Kiedy next?

  • livney

    @Oliwia postaram się dodać jeszcze przed wrześniem, ale nie jestem pewna.

  • Julka000666

    Super!<3