STALKER • 25

– Zamknij pysk, Russo. Przez twoje gadanie własnych myśli nie słyszę – syknąłem do Nicka, który momentalnie zakończył temat meczu, który odbył się wczoraj. Odetchnąłem z ulgą, kiedy kilka minut potem nic nie powiedział. Wróciłem więc do obserwowania domu Pensy i byłem tym tak cholernie znudzony, że miałem dosyć.

Ale kurwa, byłem wkurzony. Na wszystko, zaczynając na moich narodzinach, a kończąc na Arabelii. Wkurzała mnie tak strasznie, denerwowała czasami tą pewnością siebie, a nawet odnosiłem wrażenie, że chciała mnie kilka razy uderzyć. Intrygowała mnie z drugiej strony, była niesamowicie interesująca, chciałem ją poznawać coraz bardziej każdego dnia oraz napawać się jej obecnością. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś się jej pewnego dnia stało z mojej winy; chcę jej zapewnić bezpieczeństwo, kurwa, ja nawet byłbym w stanie zabić od razu byleby Arabella była bezpieczna.

– Nie wiem – usłyszałem ten wkurwiający głos, który na pewno nie tylko mnie wkurzył. – Po jaką cholerę mnie ze sobą wzięliście i czemu mam kajdanki – Cameron, który siedział na tylnym siedzeniu pod czujnym okiem Kevina, patrzył teraz na mnie. Uśmiechnąłem się widząc jak ma spięte z tyłu ręce i prawie parsknąłem śmiechem.

– Po to, żebyś zwiedził okolicę, a co ty myślałeś – wywróciłem teatralnie oczami i wydałem głębokie westchnięcie, które miało pokazywać mój smutek. Cameron zacisnął usta i prychnął, a potem wyjrzał za okno. Usiadłem prosto i zacząłem stukać palcami o kierownicę. A potem jak na zawołanie ta głupia blondynka wyszła z domu, a ja cicho odetchnąłem.

– Tak chłopcy, widzicie to – zacząłem.

– Nasza ofiara opuściła miejsce – dodał Kevin, a ja byłem gotowy, aby odpalić samochód i jechać za nią.

– Ej, kurwa – odezwał się Cameron. – Ja ją znam.

Spojrzeliśmy na niego podejrzanie, ale on chyba faktycznie sprawiał wrażenie jakby wiedział, że to ona.

– Kiedy byłem u Evana ta laska przyszła do niego, a ten ją wyprosił – dodał.

– Ona wam przecież dom sprzedała, więc to logiczne, że ją znasz – wtrącił się Kevin.

– Nah, to nie była ona – pokręcił głową. – Czekajcie... to ona mieszkała w naszym domu?

– To nie wiedziałeś? – zapytałem.

– Nie, agent sprzedał nam ten dom, a my nie poznaliśmy właścicieli i cóż – wzruszył ramionami. – W ogóle to czemu ją śledzimy? Co z nią jest nie tak?

– Wszystko – odpowiedziałem, a potem wyjąłem kluczyk od kajdanek i wręczyłem je Kevinowi. – Uwolnij Camerona i pójdzie ze mną do jej domu, a wy jedźcie za nią. Dzwońcie do mnie co dziesięć minut – dodałem.

– Czemu mam iść z tobą? Nie chcę – powiedział szybko, a ja westchnąłem i potarłem twarz.

– Ponieważ ja chcę – odpowiedziałem i odpiąłem pasy. Cameron westchnął i wysiadł z samochodu, a ja rozejrzałem się. Nie było nikogo w pobliżu, dlatego zaczekałem na Camerona, a potem w dwójkę ruszyliśmy do domu Pensy. Kevin z Nickiem odjechali, a ja miałem nadzieję, że niczego nie spierdolą.

Chociaż to jest bardzo możliwe, bo z tymi debilami to nigdy nic nie wiadomo, ale nie miałem wyboru, ponieważ Jason był w klubie.
  
Pensy mieszkała w bloku, a ja na szczęście się dowiedziałem na którym piętrze i jaki ma numer. Idąc w tą stronę wyjąłem klucz, który sobie dorobiłem, a potem bez problemu otworzyłem drzwi.

– Robiłeś kiedyś coś takiego? – spojrzałem przez ramię na Camerona, a ten pokręcił przecząco głową.

– Nie.

– Dam ci rękawiczki, żeby nie było naszych śladów. Musisz uważać, żeby rzeczy zostawić w takim stanie w jakim były – poinstruowałem go i miałem nadzieję, że nic nie spieprzy.

– Rozumiem, że Belli mam nic nie mówić.

Westchnąłem i zagryzłem wargi, bo kurwa, kolejną rzecz przed nią ukryję.

– Nie. Na razie nie.

Cameron nic nie powiedział, więc byłem mu za to wdzięczy. Dotarliśmy na piętro, gdzie mieszkała Pensy, a potem wyjąłem inny, także dorobiony, klucz. Byłem gotowy, aby otworzyć drzwi, ale zza pleców dobiegł mnie głos jakiejś staruszki. Spojrzałem przez ramię, a Cameron także na nią spoglądał.

– Nie znam was – kobieta podejrzliwie zmrużyła na nas oczy i wycelowała w naszą stronę torebkę.

Co jak będzie chciała nas pobić.

– Jesteśmy z oczyszczalni ścieków – powiedziałem niemal od razu. – Pozbywamy się brudów.

– Nie wyglądacie jak z oczyszczalni ścieków – dociekała. Kurwa, mogła po prostu zejść po schodach, czy nie wiem, minąć nas i nie zwracać na nas uwagi. Przecież tacy ludzie są przeważnie ślepi na takie rzeczy.

– Jesteśmy w przebraniu. Wie pani incognito – uśmiechnąłem się i puściłem jej oko, a kobieta podeszła do nas. Na szczęście schowała torebkę.

– Możecie wpaść też do mnie – zaczęła. – Mieszkam pod dwudziestką – dodała i zeszła na dół, a ja z Cameronem odprowadziłem ją wzrokiem.

– Co to, kurwa, było – zaczął, a ja parsknąłem i otworzyłem drzwi. Weszliśmy do środka, a Dallas je zamknął.

– Nigdy czegoś takiego nie robiłeś, prawda? – udaliśmy się w stronę salonu.

– Kiedyś przeszukiwałem z Arabellą pokój nauczycielski, bo mieliśmy mieć odpowiedzi do testu – powiedział.

– Naprawdę? – spojrzałem na niego rozbawiony.

– Prawie umarłem ze strachu, a ona mnie uspokajała za każdym razem, kiedy tam siedzieliśmy. Zawsze to ja byłem spanikowany, a ona lubiła robić te wszystkie rzeczy ze mną.

Uśmiechnąłem się i zagryzłem wargi, bo mogłem się tego w sumie spodziewać.

– Możesz przeszukać salon czy wolisz sypialnię? – założyliśmy rękawiczki, a Cameron się zastanowił.

– Sypialnię – powiedział i udał się na poszukiwania.

– Tylko pamiętaj! Wszystko mniej więcej tak jak powinno być! – zawołałem jeszcze.

Na początku rozejrzałem się tak normalnie czy czegoś nie zostawiła na widoku, ale jednak nie. Pensy musi mieć wszystko idealnie poukładane, posprzątane i ani grama kurzu na meblach. Pamiętam, kiedy jeszcze byłem z Leilą niemal za każdym razem miała do mnie pretensję, że przeze mnie ma cały czas błoto w domu i inne gówniane oraz nudne rzeczy. Zacząłem przeglądać jej szafki, ale tam też nic nie było, nawet pod stolikiem nic nie znalazłem. Przecież tutaj coś musi być.

– Justin! – zawołał Cameron, a ja poszedłem do niego. Stał w sypialni i trzymał laptopa. – Tutaj może coś będzie – dodał, a ja skinąłem i zajrzałem pod łóżko, pod którym znalazłem jakieś pudło. Szybko je wyjąłem i otworzyłem je, kiedy Cameron włączył laptopa.

– Hasło ma? – spytałem, patrząc na niego. Skinął i wpisał coś na klawiaturze. Chwilę potem ukazał się ekran startowy, a ja zacząłem go trochę lubić. – Wejdź w jej maile.

Spojrzałem co ona ma w tym pudełku i prawie dostałem zawału. Tam były zdjęcia. Moje i Arabelli zrobione w różnych odstępach czasowych. Te same znalazła u siebie na strychu. Wyjąłem kilka i spojrzałem na sam spód, gdzie leżała karteczka z adresem. Wyjąłem telefon i zrobiłem jej zdjęcie.

– Skrzynka jest pusta – westchnął zrezygnowany. – Zdjęć też nie ma, a kosz jest czysty, jakby chciała się czegoś pozbyć.

– Trochę się jej nie udało, bo mamy jakiś adres – wstałem i zanim zamknąłem pudełko to Cameron do środka zajrzał. Domyśliłem się, że też pamięta te zdjęcia, ale nic nie powiedział. Zamknął laptopa, odłożył na miejsce tak jak zrobiłem z pudełkiem. Zanim wyszliśmy ostatni raz się rozejrzałem po domu, ale ostatecznie nic już więcej nie robiliśmy. Byliśmy już na zewnątrz, kiedy zadzwonił telefon, a ja miałem nadzieję, że to Kevin albo Nick. Niestety to był Jason.

– Co jest? – zapytałem od razu.

– Jest dostawa broni, a ja nie dam rady jej odebrać. Zajmiesz się tym?

– Pewnie – wychrypiałem. – Po drodze odbiorę Arabellę.

– Gdzie ty jesteś? Myślałem, że znów siedzisz w redakcji.

– Nope, załatwiam pewnie sprawy.

– Jakie? – usłyszałem jak wzdycha, a ja wywróciłem oczami.

– Nieważne. Cameron ci potem wyśle adres i sprawdzisz mi go, okej?

– Cameron? Jesteś z Cameronem? Ty go nie zabiłeś? – usłyszałem w jego głosie zdziwienie, a ja kątem oka spojrzałem na Camerona, który patrzył na mnie.

– Nie. Nic mu nie jest – odpowiedziałem ze śmiechem.

– Całe szczęście – odetchnął.

– Nic bym mu przecież nie zrobił, bo przecież to przyjaciel Arabelli – prychnąłem. To prawda, nie zabiłbym go, mógłbym go jedynie pobić, bo gdybym jakoś bardziej go uszkodził to Bella by mnie chyba zabiła chwilę po nim.

– Dobra, załatw tą broń – rozłączył się. Wybrałem potem numer do Kevina i czekałem aż odbierze.

– Masz numer Jasona, tak? – zerknąłem na Camerona.

– Mam, a co?

– Wyślesz mu adres, który znaleźliśmy i on to sprawdzi.

– WIESZ CO – wrzasnął Kevin, kiedy tylko odebrał, a ja się skrzywiłem, bo kurwa, mocne to było. – ŚLEDZILIŚMY PENSY I NIC CIEKAWEGO NIE ROBIŁA JAK TO KOBIETY, ALE POTEM WIESZ Z KIM SIĘ SPOTKAŁA?

Nie rozumiem czemu on krzyczał, ale przemilczałem to. Wzniosłem oczy ku niebu i westchnąłem.

– Kogo?

– Z Evanem się spotkała! – pisnął niemożliwie podekscytowany. – Rozmawiali o kimś, ale nie podali jego imienia, ale to jest podejrzane, bo niby mają dostać jakieś pieniądze!

– Za co? – zmarszczyłem brwi. – Gdzie wy jesteście?

– Właśnie jedziemy do was, bo Pensy wraca autobusem.

– Kurwa, zostawiliście ją tam? – nie mogłem uwierzyć. Mieli jechać za nią, śledzić każdy jej krok, a nie kurwa, wracać do mnie.

– Tak, a mieliśmy za nią jechać? – brzmiał niepewnie.

– Za autobusem do którego wsiadła, wy tępe debile! – zawołałem wkurzony. Zacisnąłem pięści i pociągnąłem się za włosy. – Nieważne. Przyjedźcie tutaj po prostu – dodałem. – Macie się pośpieszyć.

– Co się stało? – zapytał Cameron.

– Nie wiem, muszę zadzwonić do Arabelli – powiedziałem szybko. Wybrałem tym razem jej numer i wsadziłem w dłonie w kieszenie. Czekałem, wciąż czekałem aż odbierze ten głupi telefon.

– Co chcesz? Zapomniałeś, że pracuję? – usłyszałem jej głos i odetchnąłem z ulgą.

– Wszystko dobrze?

– A czemu miałoby nie być? – zaśmiała się. – Coś się stało?

– Coś się zawsze dzieje – oblizałem wargi i spojrzałem przed siebie. – Przyjadę po ciebie za dziesięć minut, a potem gdzieś pojedziemy.

– Nie mogę.

– Czemu nie możesz?

– Bo mam pracę, a Rosie dzisiaj nie przyszła – westchnęła. – Razem z Alissą siedzę i wykonuję jej obowiązki, a jeszcze przyszedł Ethan i poprosił mnie, abym mu w czymś pomogła.

– Rosie dzisiaj nie przyszła do pracy? I kto to do, kurwy nędzy, jest Ethan?

Westchnęła.

– Rosie dzisiaj nie przyszła. Nawet nie napisała i nie zadzwoniła, że jej nie będzie. A Ethan to nie wiem, widziałam go tylko raz na tym festynie to tyle.

– Dobra, zadzwonię do niej potem, uważaj na siebie – zanim coś dodałem ta się już rozłączyła. Kevin i Nick podjechali samochodem. Wyszli z niego, a kiedy widzieli moją minę myślałem, że parsknę śmiechem. Byli serio przerażeni.

– Przemilczę tą sprawę – mruknąłem. – Po prostu dajcie mi spokój. Podrzucę was pod dom, a potem jadę po towar.

Piętnaście minut później zaparkowałem pod redakcją i wyszedłem z samochodu. Dzwoniłem do Rosie, ale nie odbierała. Jej rodzice także nic nie wiedzą. Ona zawsze jest w pracy nawet jak jest poważnie chora, więc może coś jej wypadło, że nie odbiera, ale w innym przypadku zadzwoniła by do mnie.

Kiedy wszedłem do środka panowała cisza, więc udałem się do gabinetu Rosie. Za biurkiem siedziała Arabella i cholera, pasowało do niej to stanowisko bardziej niż to małe i nędzne biurko.

– Hej – przywitała się, a na się nachyliłem, aby ją pocałować.

– Wszystko dobrze? – usiadłem naprzeciwko niej.

– Znów o to pytasz, Justin – westchnęła i podeszła do mnie. – Tak, jest dobrze. Żyję i nic mi nie jest – uśmiechnęła się lekko i położyła dłonie na moich policzkach. Lekko się uśmiechnąłem.

– Rosie nie odbiera i nikt nie wie co się z nią dzieje.

– Alissa mówiła, że może ma jakieś spotkanie czy coś, nie wiem – wzruszyła ramionami, a ja objąłem ją w pasie. – Musiałam ogarnąć bazę danych, a to jest poważnie męczące, a na dodatek Ethan mnie poprosił, żebym umieściła w gazecie ogłoszenie, że pies mu zginął.

– Zabieram cię do domu, ale najpierw musimy gdzieś jechać – powiedziałem, a Bella zmarszczyła brwi.

– Co? Nie. Muszę zostać.

– Alissa sobie poradzi, a zresztą śpieszy nam się – wstałem i chwyciłem ją za rękę. Arabella westchnęła i wzięła swoje rzeczy. Kiedy wyszliśmy udała się do Alissy, a ja na nią zaczekałem.

– Gdzie mnie zabierasz? – spytała, kiedy wyszliśmy na zewnątrz. Pomogłem jej założyć kurtkę, a potem otworzyłem jej drzwi do samochodu.

– Muszę jechać po towar – odpowiedziałem, kiedy byłem już w samochodzie. Arabella spojrzała na mnie zdziwiona, a ja się zaśmiałem i odjechałem. – Spokojnie, to tylko broń.

– Tylko broń? – prychnęła. – Mogłeś załatwić to najpierw, a potem wyciągać mnie z pracy.

– Wolałem mieć cię przy sobie – odpowiedziałem i włączyłem radio.

– Dobrze wyglądasz – mruknęła cicho, a ja uniosłem brwi i spojrzałem na dziewczynę z uśmiechem.

– Co?

– Powiedziałam, że dobrze wyglądasz. Co w tym dziwnego?

– Też dobrze wyglądasz. A nawet wspaniale.

– Nie wyspałam się, więc jak mogę dobrze wyglądać? – oblizałem usta.

– Zawsze dobrze wyglądasz i się ze mną nie kłóć.

Nic nie dodała tylko wyjęła laptopa i zaczęła pisać chyba jakiś artykuł czy coś takiego, a ja jej nie przeszkadzałem. Miejsce, skąd zawsze odbieram towar, znajduje się za miastem w opuszczonym magazynie, który jest Jasona. Podczas jazdy chyba pięć razy dzwoniliśmy do Rosie, a ona nie odbierała. Myślałem, że coś się jej stało, a to mi się nie podobało.

Kurwa, a może zaspała czy coś albo wciąż śpi, nie wiem.

To niemożliwe, żeby coś się jej stało, żeby, nie wiem, miała jakiś wypadek, bo gdyby tak było dostałbym o tym wiadomość jako pierwszy. Cieszyłem się z drugiej strony, że Arabella tu siedzi.

Wjechaliśmy na polną drogę, bo magazyn znajdował się za lasem czy czymś takim, a wtedy zadzwonił mój telefon. Arabella mi go podała, a ja odebrałem.

– Halo? – zapytałem.

– Mam ten adres – odezwał się Jason.

– Cholera, poważnie? – mruknąłem. – Kto tam mieszka?

– Właśnie ten dom nie jest nikogo, ale pojedziemy tam.

– Okej, dobrze. Rosie do ciebie dzwoniła? – miałem nadzieję, że z nim się skontaktowała.

– Nie – odpowiedział po chwili. – Nic jej pewnie nie jest. Nie martw się.

– Nie martwię się tylko... – zacisnąłem dłonie na kierownicy. – Co jak coś się jej przeze mnie stało?

– Boże, Justin nawet tak nie myśl – jęknął Jason. – Rosie się odezwie, ona taka nie jest.

– Mhm, mam nadzieję – pożegnałem się i rozłączyłem, a potem dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowałem i wyjąłem pilota, aby otworzyć drzwi od magazynu.

– Czekaj – chwyciła mnie za rękę. – To nie twoja wina, to nigdy nie była twoja wina, okej? – dodała, a ja czułem jak moja miłość do niej ponownie wzrasta.

– Kocham cię – wykrztusiłem z siebie po raz pierwszy te słowa i widziałem jak dziewczyna rozszerza oczy. – Kocham cię, okej? Nie sądziłem, że przez ten cały czas będziesz przy mnie, bo przecież nie zawsze byłem dla ciebie dobry i po prostu w tym całym gównie jakoś znalazłem miejsce na miłość – uśmiechnąłem się lekko. Arabella patrzyła na mnie w szoku, serce mi tak waliło, że miałem wrażenie, iż zaraz mi wyskoczy.

Boże, co jak ona się zaraz popłaczę? Co wtedy?

– Też cię kocham, Justin – powiedziała nieco płaczliwym tonem, a ja złapałem ją za drugą dłoń. – Robiłeś czasami beznadziejne rzeczy, jesteś czasami dość denerwującym człowiekiem, ale Boże – zaśmiała się lekko. – Poważnie, kocham cię.

Niemal czułem jak uśmiech wypełnia całą moją twarz i aż chciałem krzyczeć ze szczęścia, ale jakoś powstrzymałem jakiekolwiek emocje. Pocałowałem ją, a nawet chciałem siedzieć cały czas w tym samochodzie, żeby być z nią. Chociaż, mógłbym być z nią gdziekolwiek.

– Zaraz wracam – dodałem jeszcze, ale w tym samym momencie nasze telefony wydały dźwięk przychodzącej wiadomości. Jęknąłem usiadłem prosto i odblokowałem ekran klikając na ikonkę wiadomości. Arabella zrobiła to samo.

Czułem jak spadam, jak tracę czucie w dłoniach, jak serce podchodzi mi do gardła, kiedy mój wzrok prześledził wiadomość, którą zapewne moja dziewczyna też dostała. Słyszałem jak wciąga powietrze, a nieprzyjemna aura unosi się nad nami. Och, nieszczęście zawsze wisi nad nami.

NIEZNANY: Rosie nie żyje, teraz czas na Arabellę.

livney

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3054 słów i 17351 znaków.

6 komentarzy

 
  • anonim23anonim

    Kiedy bd kolejna część ?

  • nomatterwho333

    Jestem w szoku  :eek: pisz jak najszybciej kolejną część  <3

  • livney

    @nomatterwho333 w ciągu trzech dni powinnam dodać:)

  • Malawasaczka03

    :eek: O luju. Extra????

  • livney

    @Malawasaczka03 dzięki!

  • Dream

    Zapowietrzylam sie w momencie ich wyznania milosci <3 I zawal jak przeczytalam wiadomosc  :eek:

  • livney

    @Dream omg przepraszam :(

  • nastolaka

    Omg :eek:  :eek: szybko nexxt bo nie wyrobie <3

  • livney

    @nastolaka jutro może dodam albo w niedzielę!

  • Karolina12

    Wow. Cudny rozdział i z jednej strony sie ciesze ze wkoncu wyznali to co czuja, a z drugiej Rosie nie żyje. W takim momencie kończyć to grzech xd pozdrawiam cieplutko <3 czekam na kolejną z niecierpliwością <3

  • livney

    @KontoUsunięteina12 nie mogłam inaczej tego zakończyć haha i dziękuję za miłe słowa! również pozdrawiam x