STALKER • 31

Wskazówki na zegarze przesuwały się w zastraszająco wolnym tempie, a całe moje skupienie zniknęło, kiedy weszłam do pomieszczenia.

– Czy mama się obudzi? – spytał cicho Austin, który stał przy łóżku Lucy.

– Może poproszę ją, aby się obudziła? – zagadnął tym razem Ross, a ja spojrzałam na Justina, który siedział na końcu sali i niewzruszony patrzył na Lucy. Albo udawał takiego, że nic go nie obchodzi, albo faktycznie tak było.

Austin jęknął i złapał ją za dłoń, a mnie ścisnęło gdzieś w sercu, bo żadne dziecko nie zasługuję, aby widzieć swojego rodzica w takim stanie. Byłam pewna, że zaraz się rozpłacze, a wtedy będę musiała go pocieszyć, dlatego znów spojrzałam na zegar i z bólem doszłam do wniosku, że minęła minuta.

– Nie obudzi się – prychnął Ross i usiadł na krześle. Odgarnął włosy z twarzy i zacisnął pięści.

– Ross – skarciłam chłopca. – Nie wolno tak mówić.

Zawiesił głowę i widziałam jak jego ramiona drżały. Ze znaczącą miną spojrzałam na Justina, a potem skinęłam na Rossa. Bieber wzruszył ramieniem i wywrócił oczami, ale ostatecznie wstał i podszedł, aby położyć mu dłoń na ramionach.

– Chcesz pójść i zobaczyć ze mną sprzęt Zayna? – zwrócił się do niego, a chwilę potem drugi bliźniak stał z drugiej strony Justina i trzymał go za kawałek bluzy.

– Mogę też?

– A chcesz?

Skinął ochoczo głową.

– To dalej. Zbieramy się – wziął Rossa na ręce, a Austin chwycił go za drugą dłoń.

– Pa, mamo! – rzucił jeszcze Austin przez ramię, a kiedy wyszli znów w mojej głowie pojawiły się pytania odnoście ich stosunku i zachowania względem Lucy. Tak nie powinno być. Może powinnam posłuchać Jasona i pójść z chłopcami do psychologa?

Drzwi od sali po raz kolejny się otworzyły, a do środka weszła pielęgniarka, która zmieniła Lucy kroplówkę. Obserwowałam każdy jej ruch, aby nie patrzeć na Lucy; na jej siny policzek, na bladą skórę, na obandażowaną głowę i zamknięte oczy.

– Jakie ma szanse? – skrzyżowałam ramiona, a kobieta spojrzała na mnie ze współczuciem. Dzięki Justinowi, który był informowany o wszystkim odnoście matki bliźniaków, ja także mogłam wiedzieć.

– Marne – pokręciła głową i spojrzała na Lucy. – Cuda się zdarzają, ale rzadko.

Poczułam telefon wibrujący w kieszeni, dlatego go wyjęłam, aby dostrzec numer Justina. Schowałam go z powrotem do kieszeni i wyszłam, żegnając się z kobietą.

Czas znów wolno mijał; może tak jest w każdym szpitalu.

Na zewnątrz odnalazłam samochód bez problemu, a kiedy wsiadłam do środka od razu zostałam zapytana:

– Czy wujek Zayn znów pokaże nam jak podgląda panią Grundy?

Spojrzałam zdenerwowana na Justina, który uśmiechnął się pod nosem.

– Przysięgam, że będę zabierać ich do pracy – syknęłam. Naprawdę, nie podobało mi się to, że Justin pozwalał, aby chłopcy przebywali w tym otoczeniu i mieli jakiekolwiek pojęcie o tym, co robi Zayn. Dwa dni temu, kiedy byłam z nimi na zakupach Ross podszedł do pani Grundy i spytał ją o rzecz, którą widział na nagraniu. Nie miałam pojęcia jak mam się, do cholery, wytłumaczyć.

– Nic się przecież nie stało – zaśmiał się. – Prawda? – zwrócił się do chłopców, którzy energicznie pokiwali głową, a ja skrzyżowałam ramiona i wyłączyłam się z ich rozmowy.

× × ×

– Mamy dwa niepełnoletnie osobniki w domu, dlatego przestańcie robić wszystko co nielegalne! – to było pierwsze, co krzyknął Justin, gdy weszliśmy do jego domu. Pomogłam chłopcom powiesić ich bluzy na wieszaku, a kiedy z krzykiem pobiegli do salonu odwróciłam się do Justina. Opierał się o komodę i patrzył na mnie z lekkim uśmiechem.

– Na co się patrzysz?

– Lubię patrzeć na piękne kobiety – odpowiedział, a ja prychnęłam, ale nie mogłam nic poradzić na to, że się zaśmiałam. Podeszłam do niego i uderzyłam lekko w ramię.

– Jesteś idiotą.

– Powiedziałem ci komplement – oświadczył oburzony i objął mnie w talii, aby potem musnąć moje usta. Smakował jak kawa i owocowe gumy do żucia, które jadł z chłopcami. – Przysięgam, że kiedy wreszcie zamkniemy tę sprawę zaczniemy gdzieś indziej i...

Na jego czole pojawiła się lekka zmarszczka, a usta się zacisnęły. Delikatnie dotknęłam go opuszkami palców, aby potem ponownie spojrzeć w jego oczy.

– Na co się patrzysz? – powtórzył moje pytanie, a ja się uśmiechnęłam. Zanim powiedziałam coś jeszcze Noah zawołał nas z salonu.

– On nie ma swojego domu? Wiesz, nie przeszkadza mi, że siedzi tutaj cały dzień, a na noc znika i prawdopodobnie śpi w pokoju obok twojej sypialni i wyjada jedzenie z lodówki, ale...

– Tymczasowo mieszka – przerwał mi. – A teraz skończ ten temat.

Westchnęłam i przywitałam się z wszystkimi w salonie i byłam zaskoczona obecnością Jasona. Chłopcy byli w ogrodzie; widziałam ich stąd, a potem udałam się do kuchni, gdzie przy wysepce siedział Zayn wpatrzony w laptopa.

– Cześć – mruknęłam, ale wątpiłam, że mi odpowie. Odkąd pojawił się w domu stwarzał obok siebie taką aurę, że lepiej byłoby do niego nie podchodzić, nie rozmawiać w jego pobliżu, ani oddychać, bo nie byłbyś pewny co ci zrobi, dlatego moje kontakty z nim były ograniczone do tego stopnia, że rozmawiałam z nim w otoczeniu Justina. Czyli prawie nigdy. Odpowiedział mi coś niezrozumiale i wiedziałam, że podniósł na mnie wzrok, kiedy podeszłam do szafki, aby wyjąć szklankę.

– Coś mi w tobie nie pasuje – zabrał głos, a ja prawie wylałam sok porzeczkowy. Drżącą dłonią odłożyłam kartonik i, aby nie pokazać w ogóle, że jego słowa na mnie wpłynęły uśmiechnęłam się lekko.

– Myśl sobie co chcesz – zaczęłam. – Nie obchodzi mnie to – z mojego miejsca widziałam co działo się w salonie; widocznie mieli jakąś naradę, bo Justin mówił jak najęty i żywo przy tym machał rękoma. Jason kręcił głową, a Noah śmiał się pod nosem. Reszta musiała go słuchać, bo byli skupieni.

– Czemu Ethan cię nie zabił? – zapytał, a ja przełknęłam ślinę i na niego spojrzałam.

– Może nie tego chce?

– Och, błagam cię – skrzyżował ramiona i oparł się, aby było mu wygodniej. Czułam się niewygodnie pod jego spojrzeniem. – Ty powinnaś być dla niego najłatwiejszym celem. Nic nie wiesz, nie umiesz się bronić, posługiwać bronią, a tymczasem kiedy się tu przeprowadziłaś zaczęły dziać się dziwne rzeczy i właśnie potem Ethan się pojawił, a do teraz nikt nie wie gdzie jest, ani co planuje.

– Sugerujesz coś? A może chcesz mnie tylko zdenerwować i czekasz, aż ci powiem coś, co chciałbyś usłyszeć? – uniosłam brew. – Nie tym razem, Zayn. W dupie mam kim jesteś i mało interesuje mnie to, że masz ze mną jakiś problem, ale skoro próbujesz pomóc to rób co do ciebie należy, a nie zagłębiaj się w moją historię.

– Muszę wiedzieć z kim pracuję.

– Ja z tobą nie pracuję, Zayn – odsunęłam od siebie szklankę. – Gdybyście chcieli już dawno ty albo Justin byście sprzątnęli Ethana, ale tego nie zrobiliście – dodałam ciszej.

– Nie rozkładaj mojej osoby na czynniki pierwsze – odpowiedział ponuro, a ja wstałam i podeszłam do niego. Od razu poczułam zapach jego perfum. Zayn uniósł na mnie swoje ciemne oczy i momentalnie przeszedł mnie dreszcz.

– Nie rozkładam ciebie na żadne czynniki. Interesuje mnie tylko to, dlaczego on jeszcze żyje. Z pewnością coś tu śmierdzi i to nie tylko Ethan – a potem wyszłam, zostawiając go i wychodząc z domu, mówiąc reszcie, że mam pracę.

× × ×

Tym razem czas leciał za szybko. Wskazówki zegara poruszały się w zastraszająco szybkim tempie, a godziny mijały coraz szybciej. Byłam w redakcji, ponieważ wiedziałam, że tylko tutaj będę miała spokój i próbowałam tym razem działać na własną rękę, bo wiedziałam, iż Justin ani nikt inny mi nic nie powie. Wiedziałam od momentu, kiedy dwa tygodnie temu spotkałam Ethana, że nie chodzi tylko o zemstę za dziewczynę tylko o coś jeszcze, ale ponieważ nie miałam od kogo się dowiedzieć i nikt inny mi przecież nie powie prawdy siedziałam trzecią godzinę nad papierami Coldwater. Gazeta miała do tego dostęp, ponieważ w tym samym budynku mieściło się archiwum.

Nic, dosłownie nic nie było o Lucy, Ethanie, Justinie ani Jasonie. Dowiedziałam się, że Noah ukończył szkołę średnią z wyróżnieniem i ze stypendium, a tydzień później wjechał samochodem w miejski basen. Ethan zaczął się pojawiać dopiero pół roku przed moją przeprowadzką do Coldwater; był na otwarciu placu zabaw ze swoją dziewczyną, na otwarciu wesołego miasteczka oraz na pogrzebie jakiegoś starszego mężczyzny. Nic więcej.

Wstałam, aby potem wziąć wszystkie gazety. Nie było tu nikogo, a jedyne światło było właśnie w gabinecie oraz na korytarzu. Przecierając oczy szłam powoli w stronę archiwum. Miałam nadzieję, że jednak coś znajdę, ale jak zwykle, kiedy chcę coś zrobić sama – nie wychodzi.

Zatrzymałam się i dreszcze przeszły po moim ciele, kiedy przez szparę w drzwiach widziałam zaświecone światło. Byłam pewna, że je zgasiłam, bo nie było opcji, abym o tym zapomniała. Rozejrzałam się dookoła, ale było cicho jak na początku i kiedy wreszcie odważyłam się otworzyć drzwi one niebezpiecznie zaskrzypiały.

W momencie, kiedy drzwi otworzyły się na oścież tak szybko wszystko, co trzymałam w dłoniach mi z nich wyleciało, kiedy patrzyłam na chłopaka siedzącego przede mną. Wszystkie kolory mi chyba odpłynęły z twarzy i nawet zastanawiałam się czy to właśnie mój koniec.

– Siadaj – powiedział ponuro Ethan, który przysunął mi krzesło naprzeciwko siebie. Machnął bronią na krzesło, a ja przełknęłam ślinę i nie umiałam się ruszyć, bo tak bardzo strach mnie sparaliżował. – No dalej – westchnął. – Nie mam całego dnia.

Powolnym krokiem, na drżących nogach, usiadłam jak mi kazał i z przerażeniem patrzyłam na niego. Może bałabym się mniej, ale do cholery, on miał broń w dłoni i skąd mogę wiedzieć, że mnie nie zabije?

– Widzę, że działasz na własną rękę – rozejrzał się po pomieszczeniu.

– J... jak widzisz – głos mi zadrżał, kiedy nachylił się dzięki czemu był bliżej mnie. Musiałam znaleźć okazję na wydostanie się stąd.

– I jak poszukiwania?

Mogłam stwierdzić, że wyglądał lepiej niż dwa tygodnie temu. Twarz wyglądała normalnie, nie miał już tego grymasu ani nie wyglądał jak po narkotykach.

– Źle – odpowiedziałam krótko, a chłopak się roześmiał i usiadł prosto. Odbezpieczył broń i cała się spięłam, kiedy to zrobił.

– Ponieważ nie wiesz czego szukasz – odpowiedział, a potem schował broń, więc ona już wcześniej musiała być odbezpieczona, a teraz ją po prostu zabezpieczył. – Czemu się boisz? Przecież ci mówiłem, że cię nie zabiję – dodał trochę oburzony.

– Bo przede mną siedzi morderca? To ci nie wystarcza?

Milczał przez chwilę patrząc na mnie, a ja małą cząstką siebie modliłam się, aby Justin jednak domyślił się, gdzie mogę być.

– Wiesz, kiedy trzy osoby mogą dochować tajemnicy? – skrzyżował ramiona i uniósł brew.

– Kiedy dwie nie żyją – odpowiedziałam cicho, a potem mogłam obserwować uśmiech, który zagościł na jego ustach. Znów nachylił się w moją stronę.

– Blisko, blisko, coraz bliżej – mruknął cicho, a potem wstał. – Jeśli powiesz komukolwiek o naszej rozmowie to wtedy cię zabiję – mówiąc patrzył w moje oczy, a moje serce chyba zwolniło na ten czas. Zacisnęłam pięści, a potem z całej siły uderzyłam go w krocze. Ethan padł z krzykiem, a ja czym prędzej wstałam i wybiegłam zamykając drzwi na klucz. Wrzeszczał coś chwilę w moją stronę, ale kiedy byłam już w gabinecie wybrałam numer Justina. W tym czasie zamknęłam drzwi i przystawiłam do nich krzesło, aby w razie czego tutaj nie wszedł.

– Odbierz – powiedziałam cicho, kiedy rozglądałam się w poszukiwaniu czegokolwiek do obrony, ale szanse były marne, gdy miało się przeciwnika z bronią. Justin nie odbierał, dlatego zadzwoniłam do Jasona, a w tym czasie Ethan uderzył w drzwi. Na moment zamarłam nie mając pojęcia jak się wydostał, ale prawdopodobnie mógł kopnąć w drzwi.

– Ty wstrętna mała szmato! – wrzasnął, a ja przeklnęłam, kiedy Jason miał telefon poza zasięgiem.

Czy to u nich rodzinne? Czemu zawsze jak coś się dzieje żaden z nich nie odbiera?

W czasie, kiedy dzwoniłam do Camerona wzięłam torebkę i otworzyłam okno. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz, a potem zeskoczyłam i cieszyłam się, że nie było aż tak wysoko. W momencie, kiedy stałam już na zewnątrz usłyszałam huk otwieranych drzwi i wiedziałam, że Ethan jest w środku.

– Arabella? – usłyszałam głos Camerona po drugiej stronie i odetchnęłam z ulgą.

– Ethan tu jest – jęknęłam zrezygnowana. Szłam szybko w stronę parkingu i drugą dłonią szukałam kluczyków w torebce.

– Co? Gdzie ty jesteś? – słyszałam jakieś szmery po drugiej stronie.

– W redakcji – odetchnęłam. – Justin i Jason nie odbierają.

– Przyjechać po ciebie?

– Powinnam sobie poradzić. Zadzwoń do Justina i mu o tym powiedz.

– Jak nie zadzwonisz za dziesięć minut jadę tam – Cameron się rozłączył, a kiedy byłam już przed samochodem wciąż nie mogłam znaleźć kluczyków.

– Kurwa, czy ja naprawdę ich zapomniałam – uderzyłam stopą w oponę, a potem wybiegłam z terenu. Nie miałam pojęcia czy on idzie za mną, czy został, czy sobie odpuścił, ale lekka ulga mnie ogarnęła, gdy byłam na ulicy. Wieczór był chłodny, a ja nie miałam kurtki, ponieważ została w środku.

Nie zamknęłam też budynku i kiedy tylko wrócę do domu Justin musi tu wrócić i to zamknąć.

– Widzę cię, Lopez! – usłyszałam wrzask Ethana za plecami i przycisnęłam torebkę do piersi, a potem zaczęłam biec. On najwyraźniej przyśpieszył, bo słyszałam go jakby był kilka centymetrów za mną. Nie czułam w ogóle nóg, a płuca odmawiały mi posłuszeństwa.

– Zostaw mnie! Justin cię zabije! – wrzasnęłam resztkami sił, a potem poczułam jak chwyta mnie za ramię. Wrzasnęłam i w obronie chciałam go uderzyć torebką w twarz, ale złapał mnie za drugą rękę.

– Posłuchaj mnie, ty skończona idiotko! – potrząsnął mną, a ja byłam na skraju płaczu. Przerażenie mnie ogarnęło, nie wiedziałam czego on chce, czy mnie zabije za to, co zrobiłam.

Justin też jest idiotą, bo go nie ma.

– Puść mnie – warknęłam i znów zaczęłam się z nim szarpać na chodniku. Gdzie, do kurwy, są ludzie? – Albo mnie zabij, do cholery, bo nie chcę na ciebie patrzeć.

– Kurwa mać – zirytowany wyjął broń, a ja zamarłam. – Zamknij się na chwilę i mnie po prostu posłuchaj, bo ile razy mam cię, kurwa, o to prosić?

– Nie będę cię słuchać, ty psychiczny morderco – powiedziałam poważnie. – Zostaw mnie w spokoju! – nadepnęłam mu na stopę, a on schował broń za pasek spodni i zaczął mnie gdzieś ciągnąć.

– Przestań krzyczeć, bo cisza nocna jest.

Jak mogłam nie krzyczeć, kiedy mojego chłopaka nie ma i nie odbiera, a tymczasem psychopata, gdzieś mnie ciągnie i nie wiem co ze mną zrobi? Jedyną nadzieją jest Cameron.

Szliśmy szybkim krokiem, a ja próbowałam wyrównać oddech i myślę, że mi się to trochę udało, ale ani trochę nie byłam spokojna. Jestem ciągnięta przez mężczyznę, który zabił ponad dwie osoby i który jest niestabilny psychicznie.

– Nigdzie z tobą nie jadę! – zawołałam, kiedy otworzył mi drzwi swojego samochodu, który był zaparkowany naprzeciwko wjazdu.

– Czemu wy tak krzyczycie?

– Justin cię zabije! – chłopak wepchnął mnie do środka, a ja byłam dosłownie na skraju wybuchnięcia płaczem. Zamknął drzwi, kiedy za nie szarpałam, a kiedy wsiadł za kierownicę i odjechaliśmy po prostu wiedziałam, że umrę.

I moja nienawiść do Justina była jeszcze większa. Pieprzony kretyn, który nie odbiera pieprzonego telefonu.

Drżącą dłonią zaczęłam grzebać w torebce, ale nie miała gazu pieprzowego, a szminką mu nic nie zrobię. Telefon wciąż miałam w kieszeni i byłam wdzięczna sama sobie, że go wyciszyłam, więc nie usłyszy nic. Trzęsłam się z zimna i ze strachu, a on nic sobie z tego nie robił.

– Gdzie jedziemy? – spytałam drżącym głosem.

– Do lasu.

Moje oczy się rozszerzyły, kiedy słowa wydostały się z jego ust, a łzy popłynęły po moich policzkach. Boże, nie umrę z jego rąk. Chwilę potem usłyszałam jego śmiech, co mnie całkiem zaskoczyło. Nie tego się spodziewałam.

– Zabicie mnie sprawi ci aż taką przyjemność? – spytałam z niedowierzaniem.

– Mówiłem ci, że nie zależy mi na twojej śmierci. Ponieważ nie umiałaś normalnie ze mną rozmawiać musiałem zaciągnąć cię siłą.

– Groziłeś mi bronią – przypomniałam mu i otarłam łzy. – To jest normalne?

– Nikt z nas nie jest normalny – odpowiedział powoli, a ja zmarszczyłam brwi, kiedy rozpoznałam drogę.

– Cze...czemu jedziemy do Justina? – wyjąkałam, kiedy zwolnił i zatrzymał się na podjeździe, a ja nie rozumiałam w tym momencie nic. Zgasił silnik i odpiął pasy, a potem spojrzał na dom.

– Powrót na stare śmieci – zaśmiał się, a potem wyjął coś ze schowka i wysiadł. Szybko okrążył samochód i otworzył drzwi, a potem wypchnął mnie ze środka trzymając za ramię.

– Jeśli chłopcy będą na dole to nie...

– Daj spokój – prychnął, jakby moje słowa go uraziły. – Nie zrobię nic, gdy oni będą w pobliżu.  

Stojąc na ganku Ethan zadzwonił dzwonkiem, a kiedy powiedziałam mu, że i tak nikt mu nie otworzy weszliśmy do środka. Od razu usłyszałam Justina i pozostałych.

– Ale go nienawidzę – syknęłam przez zaciśnięte zęby, kiedy całe towarzystwo wybuchnęło śmiechem. Po prostu jak oni mogli, kurwa, śmiać się w takim momencie? Czy Justin nie sprawdził telefonu? I gdzie dzieci?

Ethan się roześmiał na moje słowa.

– Czy twój lowelas nie odbierał? – szepnął mi do ucha, a ja wywróciłam oczami i całe przerażenie mnie minęło, a pozostała złość. Przysięgam, że go zabiję jeśli nikt inny tego nie zrobi. Ci kretyni nawet nie słyszeli jak weszłam do domu.

Z mordercą, którego szukali od dawna.

Stojąc w progu nikt nie zwrócił na nas uwagi, a ja nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Ethan wreszcie się odezwał:

– Nie chcę wam przerywać, ale mamy do pogadania.

Wszyscy momentalnie ucichli, a pierwszy na nas spojrzał Justin, który widząc nas (a w zasadzie gościa, który stał w jego domu) wyjął broń i podszedł do nas.

– Co ty, kurwa robisz w moim domu, do kurwy nędzy? – widziałam jak zrobił się czerwony na twarzy, a żyłka na jego szyi się pokazała.

– Gdzie do kurwy nędzy, masz swój telefon? – moje słowa były przepełnione taką złością, że gdyby nie dłoń Ethana, która wbijała mi się w ramię już bym się na niego rzuciła i wydrapała mu oczy. Justin spojrzał na mnie przerażony.

– Nic ci nie jest? – prychnęłam na jego słowa.

– A widzisz, żeby coś mi było? Gdzie ty masz do cholery, telefon?

– Myślałem, że to nic poważnego, dlatego nie oddzwoniłem – zaczął się tłumaczyć.

– Też wasz cholerny stalker przyszedł do mnie do pracy, celował z broni, a ja musiałam skakać z okna, żeby się wydostać, a następnie uciekać, ale oczywiście, że mnie złapał! Myślałam, że mnie zabije, a ty mi mówisz, że to nic poważnego? Czy ty zgubiłeś gdzieś mózg? – zrobiłam krok do przodu, ale chłopak mnie przytrzymał. – A ty mnie, kurwa, puść, bo załatwię ci, że w ogóle nie będziesz miał dzieci! – warknęłam przepełniona złością do Ethana, który śmiał się pod nosem jak skończony idiota, a Justin był tak samo zdezorientowany jak ja, kiedy przyjechaliśmy właśnie do niego.

– Mam z nim do pogadania, więc nie mogę pozwolić, abyś go okaleczyła.

– O co tu chodzi? – do nas podszedł Noah. – I dzięki ci wielkie, skurwielu za tę kulkę.

– Spoko – prychnął. – Nie chciałem, aby bolało.

Przez cały czas patrzyłam na Biebera, który się nie odezwał i próbowałam się uspokoić.

– Gdzie ten wasz stróż prawa? – Ethan udawał, że się rozgląda. – Powiedz mu, że chcę więcej hajsu za tę dziewczynę, bo musiałem biec za nią, a to na moją kondycję źle działa – dodał, a ja wywróciłam oczami.

– Zaraz ci przestrzelę łeb albo strzelę w oko. Ty wybierzesz sobie które – odpowiedział mu Justin.

– O kim ty mówisz? – podszedł do nas Rick, a ja mogłam zauważyć resztę jak mieli broń w gotowości.

– O Zaynie – prychnął. – A jaka inna gwiazda z FBI przyjechała do Coldwater?

Wszyscy usłyszeliśmy kroki po schodach, a ja spojrzałam przez ramię, aby zobaczyć Zayna jak schodził trzymając w dłoni ten swój cholerny laptop. Zatrzymał się na ostatnim stopniu i kiedy zrozumiał jaki cyrk dzieje się przed jego oczami pokręcił głową i podszedł bliżej.

– Ciesz się, że ich wszystkich nie pozabijałem – ciszę przerwał sam Ethan.

– Co do chuja, się tu dzieje? – zapytał Justin.

– Widzisz jak to jest, kiedy nie masz pojęcia co jest grane wokół ciebie? – wtrąciłam się patrząc na Justina, który posłał mi srogie spojrzenie. Miałam je kompletnie w dupie.

– Zayn? – Bieber spojrzał zmieszany na Malika, który postawił laptopa na stoliku. Ethan wreszcie puścił moje ramię, które rozmasowałam z ulgą, a potem podszedł do Zayna.

– A więc, chłopcy... – zaczął.

– Pierdol się – przerwał Nick. – Urządziłeś nam niezłe gówno i nie myśl, że cię przyjmiemy z powrotem.

– Kto mówi o wybaczaniu? To, że tymczasowo nie chcę was zabić nie oznacza, że w ogóle tego nie zrobię.

– Co za spierdolone pocieszenie – mruknął Noah.

– A więc, dlatego, że mi przerwaliście nic wam nie powiem – spojrzał na Zayna. Wyjął z kieszeni jakiś kawałek papieru, który położył na stolik. Usiadł na kanapie, a my wszyscy spojrzeliśmy na niego; Justin wyglądał jakby był w każdej chwili rzucić się na niego, a z drugiej strony chyba nie dowierzał, że on tu siedzi. Noah cały się trząsł, kiedy Rick do niego mówił, a Zayn wziął papier i mu się przyjrzał. Odwróciłam wzrok, kiedy Ethan się do mnie uśmiechnął i podeszłam do Justina, który w ogóle nie umie zadbać o czyjeś bezpieczeństwo.

– Czemu trzęsiesz się jak osika? – Ethan skinął na Noah, który zamarł.

– Bo mnie, kurwa postrzeliłeś i no nie wiem? Prawie się zesikałem? – tylko Ethan się roześmiał.

– Powiedziałeś, że kiedy powiem Justinowi to mnie zabijesz – zabrałam głos, który o dziwo, brzmiał normalnie.

– Robiłem cię w chuja – przyznał z uśmiechem.

– Daj mi jeden pieprzony powód, abym za pięć minut nie strzelił ci w głowę – zaczął Justin, kiedy podszedł do niego. – Jesteś pieprzonym intruzem w moim domu, którego już dawno powinienem wytępić.

Zerknęłam na Zayna, który im się przyglądał, a potem na Ricka, który miał skrzyżowane ramiona i poważną minę oraz wyglądał tak, jakby też nie wiedział co się dzieje.

Usiadłam jedynie jak najdalej od Ethana i złapałam się za głowę modląc się, że dzisiejszego wieczoru nikt się nie pozabija. Spojrzałam na godzinę i czułam się tak, jakby czas teraz się całkiem zatrzymał, mimo że wskazówki się przesuwały.

livney

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4260 słów i 23984 znaków. Tagi: #stalker #justinbieber #miłość

3 komentarze

 
  • Malineczka2208

    ????❤❤❤❤❤ megaa!!

  • livney

    @Malineczka2208  <3

  • Karolina12

    Proszę o kolejną!!!!!!!!!!!!

  • Fanka

    Next ! Next ! Next ! Dodaj szybko kolejną część!